pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

o. sobie.

  • trendy blog doniósł, to i ja doniosę: yet another social-network (yasn): osobie.pl
  • jeszcze się nie zapisałem, chociaż strona wygląda nieźle. i nie wiem, czy się zapiszę, bo już trochę mi się nudzi spędzanie połowy dnia między formularzem rejestracji a formularzem logowania.
  • pierwszy rzut oka i różnice w stosunku do np. grona: tworzenie wizytówek (strony domowe wracają do łask :-) ) i social-bookmarking. jak działa -- nie testowałem. jest także coś co można nazwać social-ranking. zupełnie nie wiem, jak to ma działać, ale pewnie "młodzież" wie.
  • więc tylko donosze. i kopiuję (bo nie ma trackbacków) mój komentarz:
    • Ja widzę to tak: social-network (SN dla skrótu) to… no właśnie: network. Czyli zaczynamy od infrastruktury. Łączymy ludzi. I teraz dopiero powstaje pytanie: po co? Sama sieć nie daje praktycznie żadnej przydatnej funkcjonalności. No ok, mam 10 czy 100 czy 1000 znajomych. Idąc analogią do rozwoju netu, mam hosta i mogę wysłac “ping” do 10 czy 100 innych maszyn. Nic ciekawego. Co się następnie pojawiło w internecie: e-mail i usenet (jako odrębny system ale zostawmy to). Dokładnie tak samo jest ze stronami SN: pierwsze, podstawowe usługi, to możliwość wysłania wiadomości (e-mail) lub podyskutowania na forum (usenet). Przy okazji też coś w rodzaju FTP (możliwość opublikowania zdjęć). Dalej: powstaje odpowiednik WWW (tworzenie własnej strony — grono tego praktycznie nie ma, ale myspace owszem).

      Inaczej mówiąc, jesteśmy na etapie, na jakim był internet 10 lat temu. Mamy już działającą sieć, możemy sobie wysyłać wiadomości, podyskutować, wrzucić plik, zrobić prostą wizytówkę. Teraz czekamy na bardziej zaawansowane aplikacje.

      I to na aplikacje powinny konkurować SN. Inna analogia: Linux. Sama sieć stanowi kernel. Ja już dawno zainstalowałem sobie linuxa, zanim potrafiłem go użyć. Był praktycznie bezużyteczny, ale był jakąś nowością. Podobnie jest z gronem. Cała masa ludzi weszła tam, dodała sobie znajomych i było wszystko fajnie. Do czasu. Aż przyszła refleksja, że sam “kernel” to za mało.

      Dlatego wydaje mi się, że budowanie kolejnych “kerneli”, kolejnych “internetów” (pamiętamy wszyscy, ze 10 lat temu był jeszcze Compuserve, był AOL jako oddzielna sieć + kilka innych), to strategia, która odchodzi do przeszłości. Teraz trzeba się skupić na aplikacjach. Niedługo przestanie nas rajcować budowanie sobie dłuuugiej listy znajomych (tak jak mnie już dawno przestała rajcować kompilacja najnowszej wersji kernela czy konfigurowanie routingu).

      To aplikacje zdobywają rynek, nie kernel. Usługi, nie sieci.

  • howgh!
czwartek, 29 czerwca 2006, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/06/29 12:17:34
słuszna uwaga... pytanie tylko jakie to będą aplikacje, jak to się będzie rozwijać itede. ale pole do popisu jest już gigantyczne.