pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

prawda, a wyniki badań

  • czyli dwa światy:
  • na dzisiejszej konferencji kolejny raz uwidoczniło się, że różnica w rozumieniu świata pomiędzy zwykłym człowiekiem a marketoidem jest zasadnicza i rzekłbym -- niskopoziomowa. nawet trudno znaleźć wspólny język, skoro zupełnie inaczej rozumie się pojęcia.
  • dla mnie, stwierdzenie, że "ekspert sponsorowany przez firmę jest równie wiarygodny jak ekspert niezależny", jest w oczywisty sposób nieprawdziwe. ale ja rozumiem "wiarygodny" jako taki, któremu ja daję wiarę (nie będę się zagłębiał w psychologię itp, ale to rozmaitych psychologicznych powodach, dla którego ekspert opłacany przez kogoś nie jest wiarygodny, zapewne można pisać godzinami).
  • marketoida "ja" nie interesuje. skoro z badań wynika, że ludzie uważają, że "ekspert sponsorowany przez firmę jest równie wiarygodny jak ekspert niezależny", to znaczy, że tak jest. bo inni mu wierzą.
  • problem w tym, gdzie postawimy tą granicę. jestem pewien, że jeszcze 100 lat temu badanie reprezentatywnej próbki mieszkańców naszego kraju (który nb. nie istniał, ale mniejsza z tym) dało by wynik: "ziemia jest płaska". tak twierdzą ludzie. oczywiście nawet marketoid nie wierzy, że ziemia jest płaska.
  • więc gdzie jest ta granica, za którą wiedzę o świecie trzeba czerpać z badań? i czy stwierdzenie: "ludzie się mylą, ja wiem, że ekspert niezależny jest bardziej wiarygodny" to świadectwo jakiejś pychy? czy większej wiedzy? tak jak stwierdzenie "ziemia jest okrągła" 100 lat temu?
  • tłumaczono mi też, że przez pół roku ludzie uważają, że masło jest lepsze od margaryny, a przez drugie pół na odwrót.
    • w zależności od tego, która ze stron (mleczarze/rzepakowcy) nasili kampanię reklamową.
  • ale nadal nie wiem, co mam przez to rozumieć? że przez pół roku faktycznie masło jest lepsze, a przez drugie roku margaryna? pytanie tylko, czy mój organizm też to wie?
czwartek, 30 listopada 2006, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/12/01 00:21:48
Witaj!

Piszesz "dla mnie, stwierdzenie, że "ekspert sponsorowany przez firmę jest równie wiarygodny jak ekspert niezależny", jest w oczywisty sposób nieprawdziwe. ale ja rozumiem "wiarygodny" jako taki, któremu ja daję wiarę". Oczywiscie ze DLA CIEBIE to stwierdzenie jest nieprawdziwe. Bo Ty uwazasz ze nie jest wiarygodny. Jesli natomiast jakas ilosc pytanych - np. 80% internautow - mowi, ze jest wiarygodny, to DLA NICH to stwierdzenie jest prawdziwe.

I mysle ze masz racje - zaplatalismy sie w ta dyskusje dzis wlasnie dlatego, ze nie bylimy dyskutujac wystarczajaco prezyzyjni. Z badan nie wynika nie to czy ekspert sponsorowany jest wiarygodny, wynika tylko to czy ludzie uwazaja go za wiarygodnego. I tu bysmy nie mieli sie po co spierac. Z badan po prostu wynika, ze dla znakomite wiekszosci jest wiarygodny.

Pozdrawiam!
-
2006/12/01 06:05:27
polecam Ci okreslenie Marketon zamiast Marketoida :)

Faceton, Marketon, Kobieton, Blogeron - okreslenia 2.0

adam
-
mip
2006/12/01 14:45:31
A moim zdaniem specjaliści od "marketingu szeptanego" zniszczą blogi jako zjawisko konsumując je do celów komercyjnych.

Tak jak było z Józefem Tkaczukiem i wieloma innymi akcjami.

Według mnie każdy blog, za którego pisanie autor jest opłacany przez sponsora, jest flogiem -- fałszywką psującą obraz blogosfery.

Warto podkreślić różnicę: opłacany przez sponsora vs. opłacany przez wydawcę.

Sponsorowi zależy na przedstawieniu produktu w określonym świetle, wydawcy na zdobyciu czytelników.

Dlatego pracownicy tych pierwszych, choćby podświadomie, kłamią na swoich blogach, bo od tego zależy, czy wakacje spędzą w Koziej Wólce czy w Hurgadzie.

Pracownicy tych drugich walczą o czytelników, czyli nam dogadzają -- prawidłowo.

Bloger to dziennikarz i jest tylko kwestią czasu, kiedy praktyka orzecznictwa sądowego to zauważy (w USA to się zaczyna).

Według ustawy Prawo Prasowe dziennikarzem jest każdy, kto publikuje w miarę regularnie swoje przemyślenia, bez względu na formę publikacji. Dziennikarzom nie wolno (ustawowo) uprawiać kryptoreklamy.

Teoretycznie prokuratura powinna ścigać autorów blogów marketingowych.
-
2006/12/01 14:53:07
to jest faktycznie ciekawy problem. z jednej strony jest jakaś racja w tym, że "blogger to dziennikarz" i niektórzy, w sytuacji, gdy to jest wygodne, uciekają się pod ochronę prawa prasowego. ale tak naprawdę, to prawo prasowe byłoby strasznym kagańcem na blogosferę. gdzie tu widzisz np. konieczność dokładnego sprawdzania faktów, pisania prawdy itd? skoro wiele blogów to rozmaite fantazje (nie tylko erotyczne ;-) )

z drugiej strony jest womma, która traktuje blogi jako narzędzie marketingowe.

problem chyba jest z tym, że blog jest formą (notki uporządkowane wg chronologii). tą formę zapełnia się pewną treścią. na ogół jest to treść niekomercyjna. ale taką samą formę można zapełniać treścią komercyjną (np. dość często reklamodawcy "udają" że są mediami, np. wydają "gazetki reklamowe" wzorowane na gazetach. czy to jest dziennikarstwo? na pewno nie. czy np. pismo "kaleidoskop", które wydaje lot i rozdaje na pokładach prasowych to pismo? reklamówka?

z blogami mamy podobny dylemat. forma się zgadza, treść nie.

co do zniszczenia blogów, to ja jednak jestem optymistą. jestem też mało przywiązany do "ideii" blogów. jeśli blogi staną się zbyt komercyjne, to internauci znajdą inną formę, która będzie się bardziej kojarzyć z niekomercyjną treścią i w której ta niekomercyjna treść będzie się czuła swobodnie.
-
Gość: Nela i Pasożyt w Wielkim Mieście, ekq218.internetdsl.tpnet.pl
2006/12/01 16:17:48
Jako zwolenniczce nowych technologii wykorzystywanych w szeroko rozumianym marketingu, powiem szczerze - Aj dont majnd.
Bo co za roznica czy kobiety gadają o cellulitisie na blogu prywatnym Osoby Nieustannie Zmagającej Się Z Tym Problemem czy na blogu sklepu internetowego sprzedającego damską bieliznę? Problem pozostaje problemem, a frustracje frustracjami.
Jedyne, co jest ważne, to uczciwosc marketerów w kreowaniu wirtualnych historii oplatających ich produkt. Dopoki blog stanowi uzupełnienie ich komunikacji i jasno widać, ze jest kolejnym narzedziem - dla mnie to fair. Gorzej, jak kreuje iluzjonistyczne Wal-Martowe podroze przez Amerykę.
Ale myślę, że to dotyczy wszystkich form marketingu, nie tylko WOMu.
-
mip
2006/12/01 18:15:49
@REUPTAKE:
Co do kwestii "gazetek firmowych", to wszystko jest kwestią wyraźnego pokazania, co jest czym.

W Polsce nie istnieje pojęcie "drobnego druku" w tym sensie, że strona umowy jest zobowiązana wyraźnie zaznaczać wszystkie jej punkty, a pisanie drobnym drukiem może być przez sąd uznane za wyłudzenie. Polska to nie USA.

Podobnie reklama musi być wyraźnie oznaczona jako taka. Mały link do sponsora nie jest wyraźnym zaznaczeniem, czyj to blog.

Blogi według mojej interpretacji podpadają pod prawo prasowe, które wyraźnie skupia się nie na intencjach, a na fakcie rozpowszechniania.

Blog erotyczny "ja i moje wesołe majtki" byłby prawnie takim samym czasopismem, jak CKM czy Playboy.

@NELA & co.:
Różnica jest taka, że dziennikarki prowadzące blog dla eLady mają ciągłą pokusę napisania, że cellulit zniwelujesz odpowiednimi majtkami. Wierzę w ich świętość, ale jesteśmy ludźmi.

A pokusy są naprawdę silne. Oprócz bezpośredniej gratyfikacji mogą być też bardziej subtelne:

Załóżmy, że idzie plotka, że eLady będzie redukować etaty i wystarczy im jedna blogerka. Załóżmy dalej, że panie są w trudnej sytuacji osobistej i nie mogą sobie pozwolić na utratę pracy.

Czy w takiej sytuacji miałyby odwagę napisać, że cellulit może się robić od majtek sprzedawanych przez eLady?
-
2006/12/01 21:23:39
ej, to znaczy, że np. autorzy muszą publikować sprostowania? pod karą?
-
2006/12/01 21:25:04
@sebastian
"Oczywiscie ze DLA CIEBIE to stwierdzenie jest nieprawdziwe. Bo Ty uwazasz ze nie jest wiarygodny. Jesli natomiast jakas ilosc pytanych - np. 80% internautow - mowi, ze jest wiarygodny, to DLA NICH to stwierdzenie jest prawdziwe. "

to znaczy, że tylko dla mnie jest ziemia okrągła?

to że ekspert opłacany jest mniej wiarygodny od nieopłacanego (w sensie: mniej obiektywny) to jest fakt, nie żadne "dla mnie".
-
2006/12/01 21:48:23
@MIP
Jasne, że mają pokusę. Tak jak każdy marketer ma pokusę powiedzieć coś lepszego o swoim produkcie, jakiś wyróżnik, czy, jak kto woli, Point of Difference.A wady przemilczeć.
Pytanie - na ile uczciwie komunikuje charakter swojej marki.
Po prostu nie wyolbrzymiałabym znaczenia blogów jako narzędzia marketingowego - jest w moim rozumieniu jednym z wielu, bardzo charakterystycznym, ale wciąż o znacznie mniejszym ROI niz np. tradycyjna kopia w tv (choć, jak wspominałam na konferencji, dającym ciekawe możliwości interakcji z konsumentem).
Poza tym wierzę w inteligencję konsumentów- internautów. Każda babeczka czytająca bloga eLady zdaje sobie sprawę z faktu, że jest on w pewien sposob sponsorowany, wiec nie znajdą na nim np. reklamy Atlantica. Dokonuje więc wyboru, czy wciagnac sie w takiego bloga, czy w bloga niezależnego autora.
Warunek dla mnie - wyraźne obrandowanie.
-
2006/12/01 22:57:01
no tak, a ja pamiętam głosy z sali "to oczywiste, że to jest sponsorowane, przecież tam jest napis, nie wiem gdzie, nie widzę go dokładnie, no ale na pewno gdzieś jest..."

sorry, ale te opowiadania o inteligencji konsumentów to dla mnie jakaś bajka. w stronie serialu klan można znaleźć z 5000 listów do bohaterów klanu, co mam sądzić o inteligencji ich autorów? przecież podstawowym celem przekazu marketingowego (w większości przypadków) jest wyłączenie inteligencji a włączenie emocji, atawizmów, presji społecznej itp. tak samo jak serialowi udaje się wyłączyć w ludziach kontakt z rzeczywistością. przecież nie inteligencja decyduje o kupnie proszka do prania dosia, czy zegarka rolex.

akurat nie chodzi o eLady, być może to jest dobrze oznaczone. chociaż ja widzę napis, a nie widzę loga.

dobrze wiem, jak pracownicy marketingu dbają o logo, żeby było wyeksponowane właściwie, miało właściwy kolor, a nie odrobinę inny, rozmiary, proporcje, te wszystkie święte księgi identyfikacji ... to dlaczego na blogu eLady jest tylko napis, a nie ma loga?

powiedzmy sobie szczerze: celem marketingu przez blogi w tym wydaniu (czyli bloga pisanego na zamówienie firmy) jest wytworzenie przekonania, że przekaz nie pochodzi z firmy i nie ma cech przypisywanych przekazowi z firmy. i tyle. stąd zainteresowanie blogami, bo one powstały jako coś prywatnego i z prywatnym przekazem się kojarzą. tak jak pisałem, forma sugeruje prywatny przekaz, a treść... cóż, forma się liczy dla wielu odbiorców i na tym cała rzecz jest oparta. coś co wygląda jak blog, który jest kojarzony ze szczerością i bezpośredniością przekazu, wydaje się być bezpośrednie i szczere. to prosty mechanizm przeniesienia, którego tu tłumaczyć nie muszę.

a uwaga o ROI jest jakoś udokumentowana? bo na konferencji nikt badań nie przedstawił żadnych. moim zdaniem (niestety) ROI może być znacznie, znacznie większe. bloga może pisać 1 osoba, poświęcając na to 1h dziennie. system za darmo, serwer to grosze. 4000 złotych rocznie spokojnie wystarczy na wszystko. można naprawdę sporo zdziałać prowadząc bloga przez rok.

ps: charakteru marki nie można komunikować uczciwie, bo marka jest jedną wielką manipulacją. jeśli marketer mówi, że "zawody w pluciu na odległość sponsoruje snickers" to po prostu kłamie, bo czegoś takiego jak "snickers" nie ma. jest jakaś firma, która produkuje batoniki i jest batonik. batonik płaci? czy ta firma? to jest po prostu manipulacja językowa. lub inaczej: "nadużycie semantyczne". można mówić o charakterze firmy (chociaż to też dyskusyjne), ale marka jest abstrakcyjnym bytem, którego pseudorealność musi być podtrzymywana ogromnymi nakładami finansowymi.
-
2006/12/01 23:13:36

OKI. Czy w taki razie (przez symetrie) expert nieoplacany jest wg. ciebie wiarygodny?
Czy tez jego wiarygodnosc zalzy od tego co pisze i jak pisze? Bo jesli jest wiarygodny tylko z tego powodu ze nie bierze pieniedzy, to znaczy, ze np. zakladasz ze nie ma na jego opinie wplywu szkola ktora skonczyl (a profesorowie promuja rozne ze soba sprzeczne teorie), nie ma tez na to o pisze wplywu jego dotychczasowe doswiadczenie *czyli gdzie juz pracowal i sklad juz bral pieniadze) ani nie ma tez na niego wplywu nic o mu sie w zyciu zdazylo (np. zatrucie margaryna). jest wiarygodny bo nie bierze pieniedzy, tak?
Bo jesli odpowiesz, ze nie, ze w jego wiarygodnosc nie wierzysz wylacznie z tego powodu ze jest nie oplacany, to musisz sobie odpowiedziec dlaczego wierzysz ze jest wiarygodny. Pomimo tego, ze przeciez moga byc powody - chocby wymienione - zeby nie byl. W jaki sposob oceniasz czy dany ekspert - o ktorym wiesz ze nie jest oplacany - jest wiarygony. Moze wlasnie wedlug tego jak i co mowi/pisze. Jak czesto sie myli. Jak czesto ma zdanie inne niz wiekszosc ekspertow. Jak duze zbudowal sobie zaufanie u ciebie. Czy tak wlasnie jest? Czy tak wlasnie oceniasz wiarygodnosc eksperta?
Pozdrawiam! S
-
2006/12/01 23:28:52
średnio, statystycznie tak (jest bardziej wiarygodny). nie każdy, konkretny.

pozostałe czynniki (wykształcenie itd) mają identyczny rozkład w grupie "opłacanych" i "nieopłacanych" (tak zakładam, bo nie mogę inaczej).

to jest tak: bierzesz kierowców i jednej grupie dajesz wódkę, drugiej nie. czy każdy kierowca, który nie pije wódki to dobry kierowca? nie. (i tu dalszy wywód: bo może kiedys pił i jeszcze ma trochę kaca, może chodził do złej szkoły jazdy). ale statystycznie lepiej jeżdzą trzeźwi.

kurcze, przecież każdy podręcznik psychologii opisuje dlaczego tak się dzieje.

ps. "Bo jesli jest wiarygodny tylko z tego powodu ze nie bierze pieniedzy..." / "jest wiarygodny bo nie bierze pieniedzy, tak?"

to dość marnej próby manipulacja :) słowo "tylko" nie padło z mojej strony, tylko z twojej :) przez symetrię też go nie osiągniesz.
-
Gość: marketoid, 217.116.110.18*
2006/12/02 20:28:11


stwierdzenie, ktore padlo na warsztatach bylo inne: "ludzie odbieraja eksperta sponsorowanego przez dana firme jako wysoko wiarygodnego" i opieralo sie na badaniach

oczywiscie mozna sie na to zzymac, ale nie mowilismy o swiecie idealnym, a o tym jak schematy perswazyjne funkcjonuja w praktyce


# marketoida "ja" nie interesuje. skoro z badań wynika, że ludzie uważają, że "ekspert sponsorowany przez firmę jest równie wiarygodny jak ekspert niezależny", to znaczy, że tak jest. bo inni mu wierzą.

hmmm...
interesuje mnie jak najbardziej, bo bardzo mi zalezy, zeby ludzie mysleli krytycznie i orientowali sie w podchodach czy to marketerow czy politykow czy tez wszystkich innych srodkach manipulacji
ale jednoczesnie obserwuje, ze ludzie upraszczaja rozumowanie i do wielu rzeczy podchodza bezrefleksyjnie (zauwaz - nie mowie, ze sa niemadrzy, ale ze maja tendencje do upraszczania - sam tak czesto robie) i jako specjalista od marketingu to wykorzystuje
mozesz szukac tu jakichs sprzecznosci, mam nadzieje, ze nie nazwiesz tego hipokryzja - mowie wprost o mechanizmach, ktore wykorzystujemy w marketingu
im lepsza agencja reklamowa tym lepiej zdaje sobie sprawe z tych mechanizmow i potrafi je skuteczniej wykorzystywac
przypomne przy okazji slogan jednego z konkurentow Heureki: "Truth well told" :)))
co wiecej, te same mechanizmy wykorzystuje wiekszosc osob popularnych, takze dziennikarze, takze bloggerzy, jak sadze takze Ty

bardzo milo bylo Cie poznac w realu
mam nadzieje, ze do zobaczenia

m
-
Gość: marketoid, 217.116.110.18*
2006/12/02 20:31:00
uzupelnienie:

marketoid to ja - Michal Wolniak z Heureki

m
-
2006/12/03 00:49:29
michał, co do faktów: masz rację, takie stwierdzenie padło, ale potem, w dalszej części dyskusji, część osób stosowała już bez tego "ludzie uważają". zaczęła się rozmowa o etyce, a etyka nie opiera się na tym, co ludzie uważają "średnio".

a co do reszty komentarza, to dziękuję za szczerość. bo te bajki o świadomych konsumentach, co to od razu się orientują, że to sponsorowany przekaz itd. nie trafiają do mnie.

oczywiście, że i ja wykorzystuje te cechy.

no, ale to temat na zupełnie inną dyskusję, pozdrawiam.
-
2006/12/09 14:28:16
@mip:
na wakacje do Hurgady? to już lepiej w Koziej Wólce zostać ;)