![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
dziamnikarze i blogosferia
piątek, 14 grudnia 2007, reuptake
TrackBack
Dwa światy, czyli dziennikarze i blogerzy
z iZbieractwo
Dzisiaj odbyło się spotkanie blogerów z dziennikarzami. Nie byłem na całym, bo 8230 Tak szczerze to mnie to średnio interesuje. Może jednak źle zrobiłem bo dyskusja po prezentacji Mediafuna była ciekawa, choć chaotyczna. Dlaczego? Imho z... » Wysłany 2007/12/14 23:12:55
Zrozumieć blogosferę - poradnik dla nie blogujących
z Polski Blogger
O rzekomym konflikcie blogerów i dziennikarzy nie będę pisał z 2 powodów: 1. Napisał o tym Marcin i Irenka i co do zasady zgadzam się z ich wnioskami, po 2. brak zrozumienia blogosfery - lub szerzej - sieci nie jest domeną tylko dziennikarzy.... » Wysłany 2007/12/15 16:53:28
Komentarze
weirdnik
2007/12/14 18:13:23
A czy ktoś poruszył temat takiego trendu, że zeby wyrobić wierszówkę cytuje się czyjegoś bloga lub jakieś forum explicite, z minimalnym komentarzem?
2007/12/14 18:19:05
" nie przyszedł ani wojciech orliński"
WYPRASZAM SOBIE! Oczywiście, że przyszedłem. Siedziałem za jellonkami i ulicami warszawy. "zjawił się za to krzysztof olszewski, zastępca naczelnego metra i swoim wystąpieniem nadał niestety ton dyskusji" No więc właśnie. Spicz tego kolesia budził we mnie głęboko narastający sprzeciw - generalnie dowiedziałem się z niego, że nie jestem dziennikarzem, bo zupełnie nie pasowałem do opisu. Jak facet mówił o tym, że dziennikarze unikają chwalenia konkretnych brandów, żeby uniknąć posądzenia o kryptoreklamę, rozważałem przez chwilę walnięcie go w łeb swym masywnym piętnastocalowym macbookiem pro. "później mieliśmy prezentację maćka z mediafun, która też obrazu nie uporządkowała " Z kolei od tego kolesia dowiedziałem się, że nie jestem blogerem, bo też się jakoś niespecjalnie odnajdywałem. Uznałem więc, że skoro nie jestem ani blogerem ani dziennikarzem, to co ja tu kurna w ogóle robię. I ulotniłem się po angielsku, bo poczułem, że po tych dwóch prezentacjach wszelka dyskusja może być tylko idiotyczną stratą czasu. 2007/12/14 18:24:52
@wo: przepraszam! tacy już blogerzy są. nie sprawdzą faktów i nie zacytuje ich nawet fakt. nie można na nich polegać.
2007/12/14 18:25:45
"warto rozmawiać" :) (swoją drogą pospieszalski to już dziennikarz czy jeszcze muzyk?)
2007/12/14 18:28:05
jakby mu ręce uciąć to i tak pozostanie lepszym muzykiem niż kiedykolwiek był dziennikarzem.
2007/12/14 18:38:01
"tutaj zgoda"
nie no to jest klasyk :D 2007/12/14 19:31:56
potwierdzam, ja siedziałem obok Wojciecha Orlińskiego i nawet w tym samym czasie, czyli o 15 zmyłem się ze spotkania do roboty:)
2007/12/14 20:12:15
Ja bym wyszedł już po tym stwierdzeniu o literówkach, przecież już w tym momencie widać, że koleś jest oderwany od rzeczywistości tak jak, nie przymierzając, Kaczyński Jarosław... Gdybym miał punktować tylko błędy merytoryczne w artykułach z działów kulturalnych polskich gazet to musiałbym na to założyć odrębnego bloga (kiedyś szydziłem w specjalnym wątku pewnego forum, ale już go nie ma - forum, nie wątku). A literówki? Dżiiizas... wystarczy wejść na wyborcza.pl, o blogach niektórych dziennikarzy Agory (bez nazwisk będzie :-P, ale to nie do Ciebie, WO ;-)) nie wspominając - nie tylko literówki i jakaś dziwna interpunkcja ale i orty się zdarzają - znać przyzwyczajenie do korekty, która w gazecie wyłapie - na blogu już niekoniecznie ;-PPP
> dyskutowanie z twierdzeniami, że "można być częścią społeczności blogowej nie czytając innych blogów" jakoś mnie przerastało. Mocne, kurde, mocne! 2007/12/14 20:16:33
nawet były jakieś konkretne przykłady tych błędów językowych, nie wstrząsnęły.
poza tym warto wspomnieć, że na blogu akurat literówki i inne błędy (np. dotyczące faktów) łatwo poprawić. w prasie trudniej (dlatego potrzebna jest lepsza kontrola PRZED publikacją). 2007/12/14 20:39:52
@m3
" A literówki? Dżiiizas... wystarczy wejść na wyborcza.pl, o blogach niektórych dziennikarzy Agory (bez nazwisk będzie :-P, ale to nie do Ciebie, WO ;-)) nie wspominając - nie tylko literówki i jakaś dziwna interpunkcja ale i orty się zdarzają - znać przyzwyczajenie do korekty, która w gazecie wyłapie - na blogu już niekoniecznie ;-PPP " Znaczy, dosłownie każdy punkt z tego spiczu wydawał mi się bzdurą. Korekta poprawia przecież to co idzie na papier, ale w portalu czy wydaniu online niusy są rzucane na gorąco. Bardzo często w wydaniu online jest właśnie pierwotna wersja, przed redakcyjnymi skrótami i poprawkami przecież ciągle jednym z żelaznych tematów blogosfery jest porównywanie wcześniejszej i późniejszej postaci tej samej depeszy na stronie gazeta.pl (plus różne teorie spiskowe, jakie można z tego wysnuć). Jest to więc raczej kwestia różnicy papier/internet niż różnicy dziennikarz/bloger. To było dla mnie tak bardzo oderwane od rzeczywistości, że nawet nie czułem potrzeby polemiki. 2007/12/14 20:43:54
ps. poprawiłem (w)obecność, ale tu jest jakiś cache i jeszcze nie zaktualizowało.
@wo: oczywiście gazeta.pl online to też "nie my (dziennikarze)". jak pokazałem ten przykład nieoznaczonego artykułu sponsorowanego (bardzo mocno promowanego zresztą), to usłyszałem, że "ale to nie na papierze". czyli liczy się tylko to, co na papierze, ale nie w fakcie... ciekawe ile jeszcze takich disclaimerów można podać. 2007/12/14 21:09:52
jeszcze cytat z mojej żony:
"na metrze to ja każę ćwiczyć moim studentom wyszukiwanie błędów językowych. zadaję znalezienie 30 w jednym numerze." a jest ona osobą łagodną, więc nie sądzę, żeby stawiała studentów przed mission impossible 2007/12/14 22:11:02
udostępniłem swoją prezentację, czyli punkt widzenia mediafuna na temat bloger kontra dziennikarz:
www.slideshare.net/mediafun/dziennikarze-kontra-blogerzy 2007/12/14 22:39:35
@mediafun
Aaaa, właśnie. Twoje genialne pytanie "co się rymuje ze słowem bloger". Zacząłem się zastanawiać nad odpowiedzią, jedyne co mi przyszło do głowy, to "vocoder". O ile dobrze pamiętam, po długim męczeniu sali o ich propozycje rymów do "bloger", w końcu sam powiedziałeś, że Twoim zdaniem najlepszy rym to "fajny". Już byłem wpieniony poprzednią prezentacją, więc nie miałem ochoty na taryfę ulgową, uznałem, że cała ta dyskusja jest po prostu nie dla mnie. 2007/12/14 22:51:38
to prawda, nie przewidziałem tego że ująłem słowo "rymuje" w cudzysłów - co jest na ekranie raczej mało widocznie...a i cudzysłów trudno w mowie zaakcentować, na przyszłość muszę mniej kombinować i po prostu użyć słowo - "kojarzy się" :-)
2007/12/14 22:55:09
Z perspektywy prowincji to w ogóle widzę wielki świat - stołu blat ;-)
2007/12/14 23:03:14
@mediafun
"to prawda, nie przewidziałem tego że ująłem słowo "rymuje" w cudzysłów - co jest na ekranie raczej mało widocznie..." Znaczy, w ogóle wydaje mi się, że zaprezentowałeś klasyczny błąd prezentacji - przygotywałeś slajdy będące po prostu Twoimi notatkami, odwołujące się do skrótów myślowych zrozumiałych tylko dla Ciebie. Slajdy typu "blogerowi wydaje się, że ma własny koncern, a często tak nie jest" nie miały literalnie żadnej wartości dla Twoich słuchaczy. Byłoby sto razy lepiej, jakbyś to sobie wypisał w punktach na kartce A4 i od czasu do czasu na nią zerkał, zamiast zawracać głowę projektorem, traceniem kwadransa na wycelowanie w ekran, okrzykami typu "ma ktoś jeszcze jedną książkę" itd. Co według Ciebie dawał Twojemu słuchaczowi slajd typu "dziennikarz pod skrzydłami redakcji"? Co takiego dowiadywaliśmy się ze slajdu, czego nie przekazałeś swoim spiczem? 2007/12/15 01:01:43
Oczywiście na tym spotkaniu nie byłem, ale mój mały komentarz jest jeden: dopóki blogosfera nie stanie się na tyle silna, że będzie w stanie poważnie wkroczyć w sferę świadomości społecznej to nic się w podejściu dziennikarzy do blogerów nie zmieni. Przykład np. Elizy Michalik pokazuje, że tak naprawdę blogosfera ma siłę znikomą i dopóki tematu nie podejmie jakieś "tradycyjne" medium on praktycznie nie istnieje. Chyba wypowiadający się tutaj Wojciech Orliński najlepiej zna różnicę w społecznym odzewie pomiędzy informacją wydrukowaną w GW a zwykłym wpisem na blogu.
W prasie czy telewizji najbardziej mnie drażnią błędy rzeczowe, artykuły pisane "po łebkach", zupełnie bez znajomości tematu oraz wykorzystywanie tylko tych źródeł, które prowadzą do z góry założonej tezy. I to jest zasadnicza różnica: na blogach spodziewam się jawnej subiektywności, a w mediach chociażby próby ogarnięcia całości tematu. I widzę, że to dziennikarze zbliżają się do blogerów, a nie na odwrót. Chyba sami dziennikarze nie wiedzą, że w ten sposób wbijają gwóźdź do swojej trumny. 2007/12/15 09:45:52
@lambchop: szczerze mówiąc to mam gdzieś, czy w podejściu dziennikarzy coś się zmieni, czy nie. i tak będę robił swoje. całe założenie, że blogi zaczną wtedy coś znaczyć, gdy zostaną zauważone w mediach jest dla mnie błędne. dlatego całe spotkanie, które wystartowało od spiczu: jak wiele blogerowi brakuje by stać się dziennikarzem, zabrnęło w ślepą uliczkę.
przykład elizy michalik o ile go znam, świadczy dokładnie o tym, że w mediach można sobie pływać w brudnej wodzie do woli, a dopiero na blogach ktoś jest w stanie napiętnować plagiat. robert kalukin wspominał zresztą o tym, jak silna jest reakcja blogosfery. dopóki ktoś nie zorganizuje spotkania, którego podstawowym założeniem jest to, że obie strony nie mają wzajemnych kompleksów, nic z dyskusji nie będzie. dziennikarstwo to praca jak każda inna. wielu blogerów nie chce być dziennikarzami, choć pewnie by mogło. podobnie wielu dziennikarzy nie chce być blogerami (choć *oczywiście* by mogli, bo posiedli umiejętność pisania). i co z tego. 2007/12/15 15:57:46
Na spotkaniu niestety nie byłem (mieszkam nieco za daleko) ale z tego co relacjonujecie, to spotkanie przebiegło tak jak się spodziewałem. Czyli pod znakiem spojrzenia "z góry" na blogerów.
Teza o wyższości papieru nad ekranem jest tezą uspokajającą tradycyjnych dziennikarzy, pisarzy, poetów (w tym środowisku jest to zresztą szczególnie widoczne. Zwłaszcza w wynurzeniach na temat tego jak romantyczne jest pisanie wierszy piórem na papierze i jak klawiatura ów romantyzm zabija ;)). Podobne tezy budowali sobie zapewne właściciele powozów w reakcji na pojawienie się kolei czy też benedyktyni w reakcji na wynalazek Gutenberga. A co do literówek, to akurat uważam, że na blogach ich mniej niż w papierowych gazetach (ostatnio roją się nawet w Tygodniku Powszechnym). Jak ktoś pisze porządnie to dba o to jak pisze. Te dwa światy z natury powinny się przenikać. I w tym kontekście rozumiem niepokój etatowych dziennikarzy w konfrontacji z szeregiem osób piszących lepiej, znających temat lepiej i w dodatku piszących za darmo. 2007/12/16 00:00:31
Ale w jednej kwestii stanę w obronie redaktora Olszewskiego: osobie początkującej naprawdę cholernie trudno trafić na dobre blogi. Sam zaczynałem pisać prawie rok temu, ale dopiero 4 miesiące minęły, jak obecną listę RSS-ów sobie ułożyłem.
W wyszukiwarce trafiacie na jakieś śmieci (wiem, wiem, są mistrzowie którzy potrafia w googlach zapodać ciąg 50 znaków i otrzymać dokładnie tę stronę, której szukają... ale ilu ich jest?). Podążając po blogrollach, w końcu trafisz w jakiś ślepy zaułek. Oj, przydałoby się jakieś skatalogowanie. Choć wiem, jak wzburzyłoby to anarchistyczną z natury rzeczy "blogosferię". Stosunkowo łatwo znaleźć blogi polityczne - nie tylko dzięki Salonowi, ale też dlatego, że ten rodzaj pisania jest po prostu przez pozostałe media mega premiowany - są cytowane, piszą w nich "medialne osobowości" w osobach posłów itp. Ale reszta blogów w miarę tematycznych leży gdzieś zmieszana wraz z blogaskami, kocurkami i fotoblogami z rodzinnych przyjęć i wakacji. Naprawdę, chcąc w wolnej chwili rozpocząć przygodę z blogami, łatwo się zrazić. I nie powinniśmy o takie zrażenie się nikogo winić - w naszym interesie jest usystematyzowanie tego. Tak mi się wydaje... 2007/12/16 00:12:46
to racja, że trudno. blogów jest trochę więcej. zresztą nie wszystkie blogi mają od razu tą ambicję, żeby albo zastępować inne media albo być dla nich źródłem.
skatalogowanie by się przydało, pytanie tylko, czy hierarchiczna, drzewiasta struktura katalogu jest odpowiednia. albo wręcz: czy np. blogi są jednostkami katalogowania? a może struktura techmeme.com jest właściwsza do oddania stanu blogosfery? oczywiście blogosfera nie jest bez winy, że ją trudno "uchwycić" (choćby nagminny brak linkowania pomiędzy autorami). 2007/12/16 16:28:59
@blogmotive
"Ale w jednej kwestii stanę w obronie redaktora Olszewskiego: osobie początkującej naprawdę cholernie trudno trafić na dobre blogi. Sam" A ja nawet takiej linii obrony mu odmówię. Otóż zdanie "osobie początkującej naprawdę cholernie trudno" jest uniwersalnym truizmem - osobie początkującej naprawdę cholernie trudno jeździć na nartach, osobie początkującej naprawdę cholernie trudno ułożyć origami, osobie początkującej naprawdę cholernie trudno jest dobrać odpowiednie wino do posiłku, osobie początkującej naprawdę cholernie trudno jest wygłosić prezentację. No więc początkującym jest trudno. Sou fakin uot? "Oj, przydałoby się jakieś skatalogowanie." No to masz zajęcie na długie zimowe wieczory. Kto ci broni? "Choć wiem, jak wzburzyłoby to anarchistyczną z natury rzeczy "blogosferię". " W jaki sposób? Jeśli Twój katalog będzie użyteczny, może zacznę korzystać. Jeśli nie będzie, w ogóle nie odnotuję jego istnienia. Nie wyobrażam sobie okoliczności, w jakich miałby mnie wzburzyć. "- w naszym interesie jest usystematyzowanie tego." W naszym w sensie czyim? Nas, Narodu Polskiego? Ajdontfakinfynksou. Nas, blogowiczów? Niby dlaczego? Mi to, szczerze mówiąc, kompletnie zwisa, czy ktoś początkujący dotrze na mojego bloga albo czy zrozumie żargon, jakim się posługuję, albo czy podoba mu się dizajn "zielone na czarnym". My blog, my rules. To jest chyba jedyna naprawdę istotna różnica między amatorskim blogowaniem dla własnej przyjemności a profesjonalnymi mediami - na blogu nie jesteś skrępowany tym, że chcesz pozyskać konkretny target dla reklamodawców, tylko bawisz się tym sam dla siebie. 2007/12/16 17:23:21
no, dokładnie, "osobie początkującej" zapewne zdarzy się zakup "faktu" w kiosku. gorzej, jeśli na podstawie tego zaraz wygłasza prelekcję o tym, jak to dziennikarze są słabi.
2007/12/16 22:12:30
@WO: Masz rację - zbyt ogólnie napisałem - ale czepliwyś ponad miarę. I belferskim tonem zalatujesz :) Ale... myśl w tym była taka, że (przynajmniej ze mną tak jest) piszę, by być czytanym. Zależy mi na rosnącej (lub stałej, acz sporej) liczbie czytelników. Pamiętam, jak niewesoło mi było na początku, gdy czytały mnie 2 osoby - i obie znałem prywatnie. Czy wym macie inaczej? Dajcie spokój...
Gdyby był katalog, gdyby można było stworzyć bloga (dajmy na to o kocurkach) i zostałby on umieszczony w katalogu "Kocurki/Kotki/Mruczki" to każdy zainteresowany o wiele łatwiej niż teraz dotarłby do niego. Korzyść dla obu stron. Piszący ma czytelników, czytelnicy mają co czytać. Bo nie wierzę w szczerość wypowiedzi typu: "piszę dla siebie", "mi kompletnie zwisa, czy ktoś początkujący dotrze" albo "My blog, my rules". W pewnym sensie to i owszem - ale skoroś taki cwany i hardy (chardy?), załóż sobie bloga i go nie publikuj. Pisz sobie na swój komputer. Ile tak wytrzymasz - bez czytelników, kometarzy, poczucia spełnienia i robienia czegoś dostrzegalnego? Łatwo mówić z pozycji kogoś poczytnego. A ja po prostu pamiętam swoje początkowe problemy (nie tyle z czytelnictwem, bo to jakoś na szczęście w miarę szybko urosło), ale ze znalezieniem czegoś wartościowego. Naprawdę przez pierwsze pół roku ze sporą niechęcią czytałem jakieś wymęczone blogi polityczne (bo te najłatwiej znaleźć) i romantyczne wspominki (bo te na portalach zawsze w top10 się znajdują). Reszta blogosfery był dla mnie zupełnie nieznana. Do dziś jest z tym chałowo - bo jakoś nie mam czasu, by się tygodniami zagłębiać, snuć po blogrollach i odwiedzać wszelkie cytowane i linkowane blogi. Chciałbym mieć to szybko / teraz / już. I każdy by na tym skorzystał. A początkujący narciarz faktycznie na starcie jest mega pierdołą. Ale ktoś kiedyś stworzył podwaliny teoretyczne, powiedział jak uczyć i na co kłaść nacisk - i taki rookie już w tym pierwszym swoim tygodniu potrafi z kazdego alpejskiego stoku zjechać - niemalże na równi z jeżdżącymi od lat. A u nas, w blogosferze - dzicz totalna. Staram się być na bieżąco, czytać, komentować, brać udział - i gówno wiem i gówno znalazłem. Jeśli cokolwiek - to fartem. Google nie pomaga, bo na początkowych "n" stronach wywala blogi komercyjne lub aktualizowane kilka razy dziennie (czyli albo automat, albo jakiś napaleniec opisuje śniadanie kanapka po kanapce). Katalogi służą wyłącznie do pozycjonowania, więc są bez wartości. TOP100 na portalach to wyłącznie wynik albo komci, albo odwiedzin ludzi żądnych golizny lub wulgarności. Wyobraź sobie kogoś, kto naprawdę dobrze pisze i ma do powiedzenia coś ważnego. Ważnego również (lub przede wszystkim) dla ciebie. Ktoś taki zakłada bloga i... no właśnie, i co? Tkwi gdzieś tam w oddali, na prowincji blogosfery. A ty na jego bloga nie możesz / nie potrafisz trafić? Czytasz przecież inne blogi. Pewnie chętnie byś jakiś nowy mega wartościowy poczytał. Ale nie masz szans - bo go nie znajdziesz. Za Chiny... Nie żal ci? Jak to zebrać do kupy - pojęcia nie mam. Ale fakt jest faktem - mamy w tym swoim ogródku bałagan tak wielki, że nie tylko początkującym, ale i tym zaawansowanym (to tylko teza, za zaawansowanego się nie mam...) znaleźć coś nowego jest trudno. Wszyscy (kolejna teza nieempiryczna) obracają się w tym samym sosie - kolega kolegę do Blogrolla wkłada, środowisko blogrolluje środowisko, itp. Ty czytasz zapewne te same blogi od miesięcy. Ja od pół roku nie podlinkowałem do niczego nowego. A nie wierzę, że przez ostatnie 150 dni nie pojawił się w sieci jakiś wartościowy blog o motoryzacji,w którym ktoś zamiast umieszczania zdjęć nowości - po prostu fajnie pisze. Ale jak go znaleźć? Mam zgadnąć adres bloga??? Pomóż mi: www.moto... i co dalej...? 2007/12/17 00:07:09
@blogomotive
"Nie żal ci? " Nie. Nie nadążam nawet z zadowalającą mnie regularnością zaglądać na te blogi, które mam w blogrolce. Jak mawiają Rosjanie, wszystkiej wódki nie wypijesz, wszystkich kobiet nie wyj*, a wszystkich blogów nie przeczytasz. Takie życie. 2007/12/17 00:52:17
Właściwie sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana: nie powinno się mówić o opozycji dziennikarze / blogerzy.
Z jednej strony mamy bowiem dziennikarzy mediów opiniotwórczych, dziennikarzy tabloidów, felietonistów (których teksty umieszczone na blogach nie dałyby się odróżnić od wpisów - pytanie czy to blogerzy stają się felietonistami, czy felietoniści to tacy profesjonalni blogerzy z zakontraktowaną ilością znaków na tydzień) i pewnie wiele innych kategorii; z drugiej zaś strony blogerów, którzy są ekspertami, blogerów, którzy notują swoje spostrzeżenia, blogaski i pewnie wiele innych kategorii. Gdy jednak spojrzymy na samo zjawisko blogowania eksperckiego, najbliższym ich krewniakiem będą publikacje "white papers" na stronach firmowych, służące promowaniu firmy (tu - osobowości, ale i firmy) poprzez wiedzę, jakąś formę know-how. Często dzięki nim otrzymujemy omówienie jakiegoś zagadnienia, o którym z gazet albo nigdy byśmy się nie dowiedzieli, albo dowiedzielibyśmy się o wiele później. "Zsubiektywizowanie" opisu zagadnienia zależy jedynie od temperamentu i talentów retorycznych twórcy. Po odcedzeniu elementów personalnych jest to porządny materiał merytoryczny. Wprawdzie wyrywkowy, ułamkowy, bo taka jest metoda dodawania wpisów na blogach, ale tak właśnie obecnie coraz częściej podaje się informacje. Niedawno miałem okazję wysłuchać prezentacji Dominika Kaznowskiego - podobnie jak jego wpisy, miała ona charakter krótkich, wyrywkowych "rzutów okiem" na dany aspekt problemu, pozostawiając nam (widzom) całą robotę interpretacyjną (nie wobec poszczególnych tez, ale aby sobie z tego jakiś spójny "obraz przemian mediów" wytworzyć). Co nie znaczy, że była merytorycznie ułomna. Taka poetyka, jak sądzę, wynika z pisania bloga. Wiele wynika z kształtu narzędzia, jakie stosujemy do prowadzenia bloga: prosty CMS, który wymaga od nas systematycznego prowadzenia, aby przyciągnąć uwagę i tworzyć jakąś dyskusję. Dyskusja w mediach tradycyjnych, jeśli jest, toczy się wolniej, jest inaczej przygotowywana, i raczej jest relacjonowana, niż prowadzona przez dziennikarzy, którzy mają za zadanie przedstawiać opinie ekspertów, a nie własne zdanie (chyba że są wziętymi publicystami). Jak by nie patrzeć, same różnice, ale temat dużo bardziej złożony, niż wynikałoby to z zaprezentowanych we wpisie wątków dyskusji o blogach. 2007/12/17 08:16:46
Nie no, ja przepraszam, ale kurde. Narzekacie, że nikt nie kataloguje, nie można znaleźć wartościowych... A serwisy typu blogfrog to niby po co są? Podział na kategorie? Bardzo proszę. Ubogi, bo ubogi, ale jakis jest. Punkty wystawiane przez czytających - i owszem (zatem te najwartościowsze, przynajmniej teoretycznie, powinny się wybijać na tle innych). I nie jest to jedynie forma autopromocji, bo dowolnego bloga może dodać każdy, kto uważa, że blog jest wart zainteresowania.
2007/12/17 10:02:50
Marcin, Twoja relacja jako żywo przypomina mi spotkanie z Andrew Keenem w Polityce. Cytowana argumentacja KO et consortes wygląda na cytowanie "Kultu amatora" - jest podobnie bzdurna, oderwana od rzeczywistości i przecząca sobie oraz zdrowemu rozsądkowi. Cóż...
2007/12/17 12:50:34
========================
Jak mawiają Rosjanie, wszystkiej wódki nie wypijesz, wszystkich kobiet nie wyj*, a wszystkich blogów nie przeczytasz. Takie życie. ======================== Wojtek, ale oryginalne powiedzenie kończy się jednak stwierdzeniem, że trzeba się starać ;o) 2007/12/17 14:04:34
dla tych co nie byli, zamieściłem u siebie relację oraz nagrania audio z prezentacji
www.blog.mediafun.pl/index.php/2007/12/17/dziennikarz-kontra-bloger/ 2007/12/17 14:42:41
No nie wiem z tym czerpaniem z mediów. Jeśli chodzi o nowe ławki w Pasażu Wiecha to reportaż o nich zamieściłam u siebie dwa dni przed gazetą.pl :) I kto tu od kogo czerpie? ;-)
2007/12/17 15:59:48
tak szczerze, to nie wiem, po co jest blogfrog. może czeka aż go ktoś pocałuje i zmieni się w księżniczkę?
2007/12/21 14:18:29
Dziwne, że nikt dotychczas nie zwrócił uwagi na fundamentalną (z punktu widzenia czytelnika) zaletę blogów, jaką jest możliwość wymiany opinii czytelnika z autorem i innymi czytelnikami.
Taka wymiana opinii jest namiastką jakiegoś peer review. Produkcje dziennikarskie, szczególnie te na papierze, często pisane są ex cathedra. Czytając artykuł, szczególnie dotyczący spraw w których nie czuję się specjalnie kompetentny, zawsze jeśli jest taka możliwość przeglądam komentarze czytelników i zazwyczaj mam bolesną świadomość ile bym stracił ograniczając lekturę do 'treści właściwej'. |