pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

eksplozja internetu

  • poza rozmaitymi podsumowaniami roku 2007, w mediach rozpoczął się korowód wróżb i przepowiedni. w wyborczej opublikowano listę mniej lub bardziej pobożnych życzeń pod hasłem "Jaki będzie rok 2008 w kulturze?" od wojtka orlińskiego, do jacka szczerby via roberta sankowskiego. życzenia są różne, ale generalnie dość skromne i ograniczone do naszego polskiego podwórka:
    • np. robert sankowski postuluje, żeby polskie piosenki zaczęły mieć wreszcie sensowne i poruszające teksty, a wo chciałbym małej rewolucji w polskim kinie, podczas gdy dorocie jareckiej marzy się, żeby zaczęto budować muzeum sztuki nowoczesnej (które wcześniej czy później i tak budować zaczną, więc życzenie sprowadza się do tego, żeby to jednak było "wcześniej").
  • za to marta strzelecka, która pisze o internecie, się nie ogranicza i gra va banque. zmiany? ewolucja? rewolucja? nie! niech to wszystko, brzydko mówiąc, wreszcie pierdolnie, ogólnoświatowo
    • Albo jeśli brak prywatności, ekshibicjonizm, płytkość kontaktów, swoboda eksperymentowania spowodują, że wirtualna rzeczywistość rozszerzy się do niewyobrażalnych rozmiarów, eksploduje i ułoży na nowo. O tym marzę.
  • nie bardzo rozumiem, jak ma ta eksplozja miała by wyglądać. nie mówiąc już o kolejnym etapie, czyli układania się od nowa, którego autorka nie szkicuje nawet w ogólnym zarysie.
  • wiem tylko, że marta strzelecka powinna zmienić działkę, którą się zajmuje. mówię całkiem serio. po co się męczyć i pisać o tym, czego się
    • a) nie rozumie
    • b) nie zna
    • c) nie lubi
  • można powiedzieć, że to mocne zarzuty i trzeba je uargumentować. już za moment. najpierw disclaimer: nie, żebym zabraniał komuś publicznych wypowiedzi na jakikolwiek temat. wydaje mi się tylko, że dużo lepiej pisze się o czymś, co się lubi, a nie o czymś, co uważa się za beznadziejne, płytkie i na granicy rozpadu. tak jak nie chciałbym, żeby sankowski pisał o muzyce poważnej (w tonie: "to wszystko szajs, a karol szymanowski nie czuł bluesa"), tak samo wolałbym na temat internetu czytać wynurzenia ludzi, którzy rozumieją to medium, a sformułowania "wirtualna rzeczywistość" używają jako klucza, który otwiera wrota poznania, że tak górnolotnie napisze, a nie wytrychu, zamykającego każdy temat. w wirtualnej rzeczywistości to, a w niewirtualnej tamto. a w jakiej czytacie ten wpis?
  • a teraz:
    • nie rozumie: marta strzelecka nie rozumie istoty serwisów społecznościowych. rysuje sobie ich karykaturki:
      • Dzięki nowemu serwisowi Dopplr będziesz mógł dowiedzieć się, gdzie podróżują twoi znajomi i zaskoczyć ich, wybiegając na spotkanie w Chałupach albo na Portobello Road.
        • hahaha, ale debile wymyślili ten serwis, a jeszcze jakiś idiota to finansuje, no co za jaja!
        • to mniej więcej taki poziom wiedzy jak kaczyńskiego o kontach bankowych. on uważał, że służą do wpłacania łapówek.
    • tymczasem "te głupie ludzie" używają różnych serwisów i nawet sobie chwalą. a jeśli któryś jest naprawdę beznadziejny, to nie używają. arrington wrzuca do deadpoola i po sprawie
    • nie zna: dowodów ignorancji jest w krótkim tekście przynajmniej kilka. mnie najbardziej kłuje w oczy:
      • Amerykański serwis Friendster stracił popularność i przewagę nad podobnymi, kiedy zaczął być znany z tego, że żartuje się w nim na temat tożsamości. Można tam znaleźć Jezusa Chrystusa, Che Guevarę i Marilyn Monroe, ale niewielu chce ich znać.
    • w klasycznych pracach danah boyd, która jak mniemam jest lepiej zorientowana w temacie, zawarta była przekonująco uargumentowana teza, że to właśnie "walka" moderatorów friendstera z fałszywymi tożsamościami stała się przyczyną utraty znaczenie tego serwisu (jedną z wielu), a nie ich istnienie. fikcyjne postacie są doskonałą metodą budowy wirtualnego "ja". chcesz w serwisie zaznaczyć, że jesteś fanem joy division, a nie masz gdzie tego wpisać? zaprzyjaźniasz się z wirtualnym duchem iana curtisa. ci, których to denerwuje, czy drażni, mogą przecież nie kultywować takich praktyk. niestety, twórcy friendstera marzyli o tym, o czym marzy marta strzelecka
      • Być może wirtualna rzeczywistość zacznie przystosowywać się do natury człowieka, nie odwrotnie.
    • przy czym przez "naturą człowieka" rozumiany jest tak naprawdę tzw. real. nie możesz przyjaźnić się z marlin monroe w realu, więc czemu miałbyś móc w sieci.
      • a ja stawiam sprawę na odwrót: jeśli w sieci też nie możesz być kumplem marylin, to faktycznie, na co taka sieć? :-)
    • do tego dochodzą ciekawostki przyrodnicze, z którymi polemizować się nie da:
      • Powstał za to nowy serwis, który umożliwia tworzenie wielu przemyślanych profili, jak w rzeczywistości - dla rodziny, dla przyjaciół, znajomych z pracy.
    • gdzie ten nowy serwis? jak się nazywa? tego nie wiemy. czym się różnią "przemyślane" profile od "nieprzemyślanych"? też nie wiemy. pomysł, że dla rodziny, przyjaciół, znajomych z pracy mamy oddzielne profile, też wydaje się, żeby to delikatnie powiedzieć, uproszczony.
    • do tego dochodzi:
      • Wciąż nie wiadomo, czym się różni MySpace od Facebooka, Facebook od Bebo, Bebo od Livejournal, ile wiedzy można wpisać do Wikipedii, ile razy i na ile sposobów wrzucić do wyszukiwarki pytanie, żeby znaleźć zadowalającą odpowiedź.
    • otóż może marcie strzeleckiej nie wiadomo, a korzystanie z google'a powoduje zawroty głowy. ale np. ja dość dobrze wiem, czym się różni bebo od livejournal, z googlem sobie jakoś radzę (i jest przynajmniej kilka innych osób, które również posiadły tę wiedzę.) pozostałe pytania traktuję jak demagogicznie retoryczne, w końcu nadal nie wiadomo, jaki jest przepis na dobrą książkę czy dobrą piosenkę i co z tego? nic.
    • nie lubi: tu już o argumenty trudno. ale jeśli w sieci widzi się wyłącznie zagrożenie dla prywatności, zaśmiecenie itd, to jasne, że nie jest to miejsce, w którym autorka tekstu czuje się dobrze. a gdzie czuje się dobrze? na to pytanie może sobie w 2008 roku odpowiedzieć.
  • jeśli ja miałbym jakieś życzenia na nowy rok, to myślę sobie, że nie byłoby źle, gdyby o internecie w mediach pisały osoby, które go lubią, czują, rozumieją i mają na jego temat wiedzę. internet faktycznie rozrósł się, ale i dorósł do tego. a jeśli chodzi o samą sieć, to niech ona się rozwija w swoim rytmie. niech nie eksploduje i nie układa się na nowo. niech nie przychodzi do nas w paczkach, jak sobie roi rzeczniczka netii. niech żyje.
  • niech żyje! :-)
sobota, 29 grudnia 2007, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
O przewrotach ciał niebieskich z yashke.com
Marta Strzelecka z GW chce, żeby Internet eksplodował i ułożył się na nowo. To całkiem fajny pomysł ale 8230 ale to trochę tak jakby chcieć, żeby jutro znowu wstało słońce - nie ma czego chcieć tak po prostu się stanie. Tak się dziej... »
Wysłany 2007/12/29 17:25:27
Komentarze
2007/12/29 15:53:38
taki artykuł się pojawił, bo musiał. Jak poczytna wyborcza mogłaby pominąć ważny temat internetu - niektórzy tam zaczynają rozumieć pojęcie medium, zaś nie zawsze potrafią dobrać osoby, które o tym piszą... Większość tego typu wypocin staram się omijać dużym łukiem - szkoda czasu.
-
2007/12/29 16:25:48
Tak to już bywa :P. Gdyby do pisania tej części artykułu zabrał się ktoś "idealny" w naszym odczuciu nie było by tego "krzyku" i wizji "osiągnięcia limitu rozmiaru i zaśmiecenia" internetu.
Jak by nie patrzeć informacje w internecie są odpowiednio posegregowane i wraz z ich przyrostem rośnie również dokładność ich opisu (np. boom na poprawność kodu stron).
Pani Marta Strzelecka przedstawiła internet głosem Krystyny Czubówny... z punktu obserwatora.
A może jednak nie?
-
2007/12/29 16:44:45
Nie ukrywam, że zajrzałem do komentarza MS po Twoim wpisie. Szczerze? Popełniasz ten sam grzech, co ona. Ona krzywo i nieco jednostronnie opisuje internet w swoim osobistym komentarzu. Ty zaś wprost, ale równie krzywo i jednostronnie, oceniasz ją jako osobę. Podważasz jej wiedzę o sieci na podstawie kilku wyrwanych cytatów, tak jak ona podważa "sens internetu" na podstawie kilku wyrywkowych informacji. Ona obwieszcza swoje, a Ty swoje o niej - że się na necie nie zna, nie lubi jej i nie rozumie. Wszystko to na podstawie tekstu o długości, na oko, 1800 znaków. No brawo Jasiu!

Życzenia na Nowy Rok? Trzymania wysokiego poziomu i jak najmniej łatwych tekstów pod publiczkę, ku uciesze gawiedzi. Bo my tak sobie tutaj pokiwamy głowami, ach, lamerka napisała lamerski tekst, poklepiemy się nawzajem po plecach i będzie dobrze. Nieprawda, skoro na czytanie wypocin a la MS (luźno cytuję SmerfaB) szkoda czasu, to na czytanie komentarzy do wypocin - tym bardziej. O czym piszę, bo wyjątkowo jesteś mi winien 15-20 zmarnowanych minut ;)
-
2007/12/29 16:53:05
jak sam zauważasz, tekst miał na oko 1800 znaków, trudno mówić tu o wyrywaniu cytatów. zwłaszcza jednostronnym. jest jakaś druga strona? gdzie?

nie bardzo przekonuje mnie taka argumentacja. to tak jak mówić, że nie można wiedzy z matematyki oceniać na podstawie 5 zadań maturalnych.

mimo wszystko tekst ukazał się w poważnej i opiniotwórczej gazecie, myślę, że warto jednak polemizować z takimi powierzchownymi opiniami, które mają duży wpływ na ludzi.
-
Gość: Cezary, acbi239.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/12/29 18:30:43
Platforma blox.pl Wybiórczej zobowiązuje do ataku na Kaczora za niemanie konta, a to, że Tusk też nie ma własnego konta, to przemilczymy... :>
-
2007/12/29 18:33:10
tak, podpisuje się takie zobowiązanie krwią chrześcijańskich dzieci, tuż po homoseksualnej orgii.
-
2007/12/29 18:39:52
@reuptake - Marcinie, na podstawie circa 1800 znaków nie oceniasz wiedzy, a człowieka, to niemała różnica, ale rozumiem, że tylko moim zdaniem. To, że tekst ukazał się w opiniotwórczej gazecie, to też deczko mało IMHO - mało to bzdur publikują o Sieci? Byłoby trzeba niejednego Don Kiszota, aby to wszystko poodkręcać lub tylko powyśmiewać. Nie każdy taki tekst zasługuje na uwagę, aczkolwiek przyznaję, fajnie jest się czasem wyzłośliwić.

Rzecz w tym, że to nie tylko walka z wiatrakami, ale walka pokazowa, pod publiczkę, z rywalem, który jest cienki. Na różnych blogach to robią, ale żal, że akurat Tobie nie szkoda czasu na tak tanią walkę. Zamiast besztać u siebie komentarz laika twierdzącego z przekonaniem, że "internet jest barachłem", to może lepiej zmierzyć się np. z poglądem Lema na tenże Internet? Intelektualnie, dla piszącego i czytających, byłoby znacznie ciekawiej.

(P.S. Dla jasności Strzelecka ani mi bratem, tj. siostrą, ani swatem).
-
2007/12/29 18:53:36
"W przyszłym roku znajdziesz swojego szefa w Naszej Klasie, a on znajdzie ciebie. Dowie się, jak wyglądasz na plaży, jakie pytania wpisujesz do Google albo do Wikipedii i jak często to robisz."


I nikt nie komentuje jakim cudem moj hipotetyczny szef dowie sie z naszej-klasy co i jak czesto szukam na google i wikipedii?:)))

Pierwsze zdanie tego tekstu pani Marty odbieram jako dyskwalifikujace jako fachowa wypowiedz. Potraktowalbym ja jako wypowiedz do kogos kogo podniecaja artykuly z serii "najmlodszy milioner"...

-
2007/12/29 18:57:56
nie oceniam człowieka, przecież człowiek to nie tylko jego gazetowe teksty. w ogóle nie skomentowałem zdjęcia autorki :)

uważam, że w 2007 roku jedna z największych gazet w sporym kraju powinna zatrudnić do pisania tekstów o internecie osobę, która ma coś ciekawszego do powiedzenia. i mam prawo to pisać. dziwne, że przyczepiłeś się do mojej polemiki z tekstem opublikowanym w poważnej gazecie, a nie np. do licznych polemik z "anonimowymi" blogerami.

może uważasz, że to normalne, ale ja nie. w takim new york times o necie pisze markoff, w gazecie wyborczej strzelecka. jest różnica? ja ją widzę.

akurat walka z lemem byłaby nierówna, bo on jeszcze gorzej sieć znał, nie mówiąc o tym, że nie może się bronić.

dlaczego mam zakładać, że dziennikarz wyborczej jest "laikiem"? ja takiego założenia nie czynię. mam chyba lepsze zdanie o dziennikarzach. czytam sobie podsumowanie roku robione przez "fachowców". orliński zna się na popkulturze, jarecka zna się na teatrze, mogę się z nimi zgadzać/nie zgadzać, ale czuję, że lubią to o czym piszą i nie twierdzą, że "nie wiadomo czym się różni spiderman od supermana". dlaczego dla działki netowej mam robić wyjątek? wręcz przeciwnie. oczekuję, że osoba, do której GW zwraca się o prognozy na 2008, zęby na danym temacie zjadła.

jak uważasz, że nie ma sensu polemizowanie z największym poważnym dziennikiem w tym kraju, to nie wiem z kim prowadzić dyskusję.
-
2007/12/29 22:15:27
Straszenie naszą-klasą i Googlem to młyn na wodę dla starszych pokoleń. Wypowiedź p. Marty kojarzy mi się ze stylistyką programu 997 - dramat i akcja, a to wszystko u nas za płotem! A potem mi Babcia siwiała na myśl, że ja gdzies na biwaku w środku lasu.

PS. Ja się w internecie czuję jak ryba w wodzie. I mnie nasza-klasa niestraszna. Jednym klikiem usunę konto jakby co. A poza tym - skoro Clinton dał się sfilmować grając na saksofonie, to nie próbujmy udawać, że jesteśmy jacyś nieludzcy. Chodzę po górach? OK - a co mi się stanie, że mój szef to zobaczy? Najwyżej utniemy sobie pogawędkę o wakacjach. Nie bądźmy poważni do przesady - nie ma ani jednego dowodu na to, że życie to sprawa poważna ;-)

najlepszego w Nowym Roku!
-
2007/12/29 22:17:29
właśnie, właśnie. poza tym zdjęcia z plaży niejednokrotnie stanowią atut. choć prawo może mówić co innego :)
-
Gość: jacek k., nat-mi3.aster.pl
2008/01/03 13:17:09
z ciekawości przeczytałem tekst MS i faktycznie, bez zgrzytania zębów się nie obyło.

w takich momentach zawsze się zastanawiam, jaki jest poziom 'fachowych' artykułów z innych dziedzin, których sam nie jestem w stanie zweryfikować.
-
2009/11/16 04:35:38
Dobre i na długo pozostawia złośliwy uśmieszek na twarzy, zwłaszcza gdy samemu co chwila rewolucyjny pomysł przychodzi do głowy