pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

karty zostały rozdane?

  • nicholas carr, którego czytać uwielbiam i z którym uwielbiam toczyć polemiki w formie dialogu wewnętrznego, jest nie tylko zagorzałym krytykiem wielu aspektów trendu web 2.0.
    • ze szczególnym uwzględnieniem krytykowania wikipedii
  • lansuje on pewną szczególną wizję tego, czym jego zdaniem, staje się współcześnie infrastruktura informatyczna. carr twierdzi (już w poprzedniej książce), że działy IT korporacji to przeszłość. zwłaszcza te, które zatrudniają developerów. po co pisać własne aplikacje, skoro coraz więcej systemów dostępnych jest po prostu w sieci i są to systemy sprawdzone, połączone popularnymi protokołami, a przede wszystkim o wiele tańsze w utrzymaniu. co więcej, wszystkie firmy mają do nich w miarę równy dostęp, w związku z czym osiągnięcie przewagi konkurencyjnej za pomocą sprawniejszej infrastruktury informatycznej jest niemożliwe. innymi słowy, carr nie przewiduje, żeby obecnie jedna firma wygrywała z drugą "bo ma lepszy crm". wszyscy będą mieli mniej więcej taki sam crm, tak jak mają tego samego worda, czy też ten sam prąd w gniazdku.
  • w artykule opublikowanym w financial times przedstawia ciekawą paralelę pomiędzy dostępnością mocy obliczeniowej a dostępnością energii elektrycznej. zauważa, że pierwsze fabryki były budowane wraz z własną elektrownią (lub innym źródłem energii). w momencie, gdy nauczono się przesyłać prąd, sytuacja drastycznie zmieniła się: nagle okazało się, że właściciel tkalni czy huty nie musi mieć własnego generatora mocy i może skupić się na core business. oczywiście mógłby nadal korzystać z własnej elektrowni, ale byłoby to nieopłacalne: poprzez efekt skali, a także, co w IT równie ważne, koncentracji kompetencji, wyspecjalizowane elektrownie wytwarzają prąd o wiele taniej. a skutek dostępności taniej energii elektrycznej
    • zdaję sobie sprawę, że piszę to dzień po podwyżce cen prądu
  • to całkowite przeobrażenie krajobrazu świata. wyobraźmy sobie świat bez prądu?
  • podobna przyszłość, dzięki internetowi (odpowiednik linii przesyłających energię elektryczną), czeka IT. tak jak ogromna elektrownia wodna czy węglowa przetwarza "energię naturalną" w energię elektryczną o wiele efektywniej niż mała elektrownia przy fabryczce (wliczając w to koszty utrzymania itp) tak ogromna serwerownia przetwarza energię elektryczną w moc obliczeniową o wiele efektywniej niż serwerownia dużej firmy. twierdzi się, że data center google'a robią to 10x razy lepiej niż konkurencja. inaczej mówiąc, dla google'a przechowanie danych w systemie czy też wykonanie na nich pewnych operacji jest 10x tańsze, niż dla korporacyjnego IT.
  • jakie to będzie miało konsekwencje dla świata? z pewnością równie ogromne. za 5 lat na całym cywilizowanym świecie dostęp do mocy obliczeniowej będzie równie łatwy jak do energii elektrycznej. ale nie o tym chciałem pisać.
  • paralela pomiędzy energią elektryczną a mocą obliczeniową pojawiła się u carra w artykule napisanym z okazji rezygnacji przez billa gatesa z zarządzania microsoftem. ale firma z redmond nie kończy działalności z odejściem gatesa (które carr przypisuje właśnie zmianie paradygmatu rządzącego IT). i jak wszyscy wiemy, nie zamierza odejść w przeszłość wraz z korporacyjnymi działami IT. wręcz przeciwnie, czując, że jak to ktoś określił "pieniędzy jest więcej niż czasu", próbuje nadal utrzymać się na wznoszącej fali.
  • ten fakt carr komentuje na forbes.com. jak zwykle opowiada tam o wynikającej z ogromnej efektywności potędze google'a, której boi się microsoft i powtarza najważniejsze tezy swojej ostatniej książki. ale idzie też dalej, bo próbuje tezę, którą zresztą stawia jasno
    • "Scale is everything"
  • zastosować bardzo szeroko. tłumaczy, że:
    • "The Net has long been seen as a great leveler of playing fields, a system that diminishes the advantages of size and lets individuals and small businesses compete with giants. But that's turning out to be an illusion. What we've seen recently is that success on the Web requires the aggregation of vast quantities of content and traffic, the collection of enormous stores of data about users, and the brokering and distribution of billions of ads."
  • i tu pojawiają się moje poważne wątpliwości. nie tylko z pozycji naszego zaścianka, który to przeżył właśnie eksplozję serwisu nasza-klasa.pl. czy faktycznie już karty zostały rozdane? na pewno tak, jeśli chodzi o podstawową infrastrukturę. nikt przy zdrowych zmysłach nie założy startupu konkurującego z googlem czy akamai, jeśli chodzi o data centers. na rynek dostawców internetu też wejść jest coraz trudniej. ma również carr sporo racji jeśli chodzi o aplikacje przenoszone z desktopów do sieci. ale tu już na pięknej pareleli pojawiają się rysy. choćby takie zoho, które jak równy z równym próbuje konkurować z gigantami. jak daleko więc można ciągnąć tą analogię?
  • czy faktycznie serwerownie google'a to elektrownie cyberprzestrzeni? nie do końca. google bardzo dba o to, żeby nie sprzedawać większości mocy obliczeniowej w stanie nieprzetworzonym (czyli najtaniej). próbuje więc sprzedawać ją w bardziej wyrafinowanej formie (jako np. wyniki wyszukiwania). kończy się tu więc analogia z siecią energetyczną. z tego co pisze carr wynika (mimo, że słowa mówią co innego), że jednak - przynajmniej na razie - dobrze mieć własną elektrownię. byle dużą. ale jakie ma to przełożenie na konkurencję na poziomie aplikacji? czy serwisów? chyba jednak dość słabe. "własna" czy nie "własna" elektrownia/serwerownia to jest już nie jest znacząca przewaga konkurencyjna. to się wynajmuje, po prostu. z upływem czasu to wynajmowanie przestanie być czymś skomplikowanym.
  • carr twierdzi, że sieciowe software to "media". mają podobny model biznesowy (zysk głównie z reklamy), podobnie działa na nie efekt skali, a rynek wytworzył już ogromne bariery wejścia. tak jak nie założysz "z kolegą" nowej gazety o zasięgu krajowym (głupi pomysł), nie nakręcisz filmu na hollywoodzkim poziomie (średni pomysł), tak nie założysz już nowego facebooka (dobry pomysł). a jednak coś mi mówi, że to nie do końca prawda. i że zawsze gdzieś tam będzie jest ten front, na którym powstają nowe rzeczy robione przez niewielkie zespoły. że ktoś tam już zakłada nowego google'a, nowy microsoft lub nowe yahoo. na pewno nie jest to aplikacja konkurująca z google docs czy ms office. nie jest to zapewne nowy portal społecznościowy (być może n-k była na naszym rynku ostatnim takim strzałem zza węgła), ale na rynku aplikacji jeszcze tkwi ogromny potencjał. rynek się z jednej strony zmienia diametralnie, a z drugiej pozostaje taki sam, zostawiając miejsce dla tych, którzy myślą inaczej niż pozostali.
sobota, 02 lutego 2008, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/02/02 11:34:09
Drobna uwaga co do pewnego szczegółu - moim zdaniem Zoho nie ma sobie równych, jak chodzi o techniczną stronę udostępnionych aplikacji, chociaż z drugiej strony jest znacznie mniej popularny niż taki Google, czemu też trudno się dziwić - ja sam wolę spolszczone aplikacje Google'a, bo się integrują ze wszystkim, choć czapkuję ludziom z Zoho. To trochę, jak z Microsoftem - jest wiele programów lepszych od tego, co daje MS, ale i tak wszyscy korzystają z Microsoftu, bo przyjął się jako standard.
-
2008/02/02 11:39:27
I jeszcze jedno - karty na pewno nie zostały rozdane. Ja mam niezachwianą wiarę w inteligencję, pomysłowość i pracowitość tych superzdolnych młodziaków, którzy co rok pojawiają się w Internecie i chcą zrobić coś nowatorskiego. Nie istnieją żadne granice i bariery, co roku będą nowi Zuckerbergowie.
I chwała ludzkiemu rozumowi.
-
2008/02/02 12:18:24
Z tą otwartością oprogramowania i brakiem zapotrzebowania na działy IT to też przesada.
Można wziąć darmowego CMS-a, CRM-a, cokolwiek - ale żeby dostosować go do swoich potrzeb to zwykle potrzeba kilku tygodni (miesięcy) pracy własnych informatyków. W efekcie powstaje coś autorskiego, co daleko odbiega od pierwotnej wersji.
Działy IT ulegają więc przeprofilowaniu, ale daleko im do zniknięcia. Oczywiście zawsze można mówić, że da się to wyprowadzić poza firmę, ale to się sprawdza głównie przy nieruchawych projektach. Jak chcesz mieć pełną elastyczność, to musisz mieć możliwość ściągnięcia głównego programisty na dywanik w 5 minut od momentu, jak zajdzie potrzeba.
Ale OK. Taka rola teoretyków jak Carr, żeby inspirować i pobudzać do myślenia.
-
2008/02/02 12:52:49
@michał ale to kwestia przetwarzania energi i tu analogia do elektryczności jak najbardziej celna. Przecież prąd zmienny 230V też trzeba przystosować do użytku przez ładowarki zasilacze itp.
-
2008/02/02 13:02:32
Heh, ,,elektrownią cyberprzestrzeni'' jest dużo bardziej od Gógla Amazon z ich Web Services... Bo czymże innym jest S3, ECC albo SDB?
-
Gość: Kompas, aczc197.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/02/02 13:17:11
Te rozważania przypominają mi mojego nauczyciela metod numerycznych na studiach, który na egzaminie dowodził nam, że za 5 lat każdy sobie wyklika dowolną aplikację za pomocą narzędzi takich jak (ówczesny) Borlandowy Delphi, że serwery będą się same administrować - a w związku z tym jedyną dziedziną informatyki gdzie będzie zapotrzebowanie na pracowników pozostaną ...metody numeryczne.
A od tamtej rozmowy mija właśnie 10 lat :-)
-
2008/02/02 13:28:06
jeśli chodzi o google to ilość róznych api które udostępnia to może być taka analogi elektryczności. google maps, custom search, teraz social graph.

twitter też powoli zaczyna pełnić rolę infrastruktury a nie tylko medium. to jest ciekawe
-
2008/02/02 13:43:33
@szopa: tak, przy czym amazon sprzedaje ją w formie "mniej przetworzonej". natomiast jest to nadal "elektrownia" na potrzeby amazona, która dodatkowy "zapas mocy" sprzedaje jakoś tam.

@kompas: no i nie przewidział, że w sumie to nawet delphi jest obsolete. po co "wyklikiwać" w delphi? już są relacyjne bazy dostępne w sieci wraz z możliwością wyklikiwania sobie interfejsów.
-
2008/02/02 14:10:37
Stare, ale jare [zanim pojawił się Nick Carr, był niezawodny Tim O'Reilly]: www.oreillynet.com/pub/a/oreilly/tim/articles/paradigmshift_0504.html

Szczególnie warto spojrzeć tam na odniesienia do Innovator's Dilemma - nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie pojawił się ktoś, kto to wszystko poprzewraca. I najczęściej zagrożenie nie przyjdzie ze strony "lepiej i taniej", bo tu rzeczywiście bariery wejścia są zwykle zbyt wysokie (nieśmiertelne korzyści skali), ale ze strony "gorzej i drożej, ale za to do specyficznych zastosowań".
-
2008/02/02 15:07:33
myślę,że świat się za szybko zmienia. to co dzisiaj nie jest przewrotnym pomysłem, może stać się takim za np. rok czy dwa.

miejsca na rynku jest jeszcze wiele. a ludziom zmieniają się potrzeby i wymagania. dzisiaj to może być super szybka poczta google, a za dwa lata równie wymaganym produktem będzie np. protokół(wraz z interfejsem www, zewnętrzym api, czy.komunikatorem) bo ludziom zmienią się potrzeby komunikowania.

mogę nawet się odważyć stwierdzić, że co roku będzie w Polsce powstawał portal(dowolny), którego liczba użytkowników przekroczy milion luba nawet dwa...
-
2008/02/02 17:15:01
:-)
-
2008/02/02 18:34:56
Jednocześnie masz i nie masz racji. :-) Istnieje drobna nieścisłość w analogii w ostatnim akapicie, która jednak diametralnie zmienia sens całości. Do zakładania nowej gazety analogiczne jest stworzenie starup'u. I tak samo jak przy gazecie, powodzenie startup'u zależy bezpośrednio od innowacyjności pomysłu. Można próbować stworzyć nowy dziennik i nowy onet, ale ani jedno, ani drugie nie ma większych szans powodzenia, gdyż są to zbyt oklepane i stare tematy. Z drugiej strony można założyć nową gazetę, która będzie pionierem w pewnej niszy, czy startup równie oryginalny jak pierwsze serwisy społecznościowe swego czasu.
Reasumując, tak są ogromne bariery wejścia na rynek i bez odpowiednio dużych nakładów (finansowych i pracy, ale przecież to de facto to samo) nie można zaistnieć, lecz internet jest na tyle płynny, ogólnodostępny i, co najważniejsze, młody, że jeszcze na pewno długo będziemy świadkami ogromnych sukcesów świeżych pomysłów.
-
2008/02/02 21:16:25
Michal - bardzo celnie - przecież mówimy o "medium" które ma się i rozwija się zupełnie nieprzewidywanie... No może jest w tym odrobina przewidywalności.
I tu nasunęła mi się inna analogia - futurologia wg Lema. Największy onegdaj (uwielbiam te jego starologizmy ;) futurolog powiedział że całą futurologię można o kant dupy potłuc - chyba jednak użył innych słów - dlatego więcej ową nie będzie się zajmował.
Pozostaje czekać czasu gdy Nicholas Carr dojdzie do analogicznych wniosków a propos netu ;)
-
Gość: A, c-463ce255.31-1-64736c10.cust.bredbandsbolaget.se
2008/02/03 12:57:44
wypowiedz nicka carra to jakaś mglista pieśń przyszłości. jeśli już tak się stanie (*jeśli*) to do tego czasu świat IT będzie na to najzupełniej gotowy. na razie nie wiele na to wskazuje. co z tego, że google może zaoferować moc obliczeniową a amazon proste usługi sieciowe. to za mało żeby ekstrapolować ten stan w wizję likwidacji działów IT.
dlaczego? cała sytuacja trochę przypomina lamenty małych rzemieślników przed otwarciem dużej fabryki. przecież nigdy nie będzie tak, że fabryka produkująca 5 produktów zaspokoi całe zapotrzebowanie klientów. poza tymi 5 produktami rozciąga się wielki świat produktów "na wymiar", szczególnych upodobań, niestandardowych potrzeb. każdy produkt IT jest niepowtarzalny. dlatego działy IT będą wciąż funkcjonować, nowe i proste pomysły będą przyciągać miliony userów a talia kart pozostanie nadal nierozdana.


-
Gość: JJThompson, siec.piko.krakow.pl
2008/02/03 15:29:22
"poprzez efekt skali, a także, co w IT równie ważne, koncentracji kompetencji, wyspecjalizowane elektrownie wytwarzają prąd o wiele taniej. a skutek dostępności taniej energii elektrycznej"

Bzdura. Tania elektryczność jest tylko w skali mikro, dla przeciętnego użytkownika. Państwa de facto nie wykorzystują zasobów jakie posiadają, brak inwestycji w nowe technologie, rozwój nauki. Efektywność elektrowni węglowej wynosi 40%, dla porównania, jeśli ogrzewamy dom węglem efektywność wynosi ok. 100%. Efektywność elektrowni jądrowej wynosi ze względów bezpieczeństwa 30%. Ostatnio są projekty budowy "domów przyszłości", które byłyby zaprojektowane w ten sposób, aby same pozyskiwały energię, czy to z ogniw słonecznych, za pomocą wiatru, wody spadającej z rynien albo z rur kanalizacyjnych. W skali makro byłoby to na pewno bardziej oszczędne dla całego państwa, ale w to trzeba zainwestować i zwykły Kowalski sobie z tym nie poradzi. Natomiast długofalowym efektem takich inwestycji byłyby ogromne oszczędności dla całego państwa.
-
Gość: wojciu123, dynamic-87-105-132-246.ssp.dialog.net.pl
2008/02/03 18:56:44
Ciezko mi sobie wyobrazic bank lub firme telekomunikacyjna korzystajaca z CRM od Google lub zewnetrznej firmy bez kontroli nad serwerami it.

Lub tez tak firma jak Toyota ma swoj ERP gdzies na zewnatrz. Czy nie byloby to ogromnie ryzykowne gdy np: zewnetrzna firme przejelaby konkurencja?

Czesc elementow IT i deweloperow zostanie bo musi zostac jednak arumenty przytoczone w poscie otwieraja nowy sposob patrzenia na to jakie apikacje sie produkuje.
-
2008/02/10 01:39:29
locker room gay fuck
-
2008/02/16 22:28:29
Jestem nadzwyczaj zaciekawiony kto to niby im te reklamy do tych programów sieciowych wykupi - kompletny absurd, praktycznie się to nie sprawdzi, chba, że będzie co 60s wywaloało Ci 15s filmik na cały ekran, a wtedy nikt tych programów nie użyje...
-
Gość: Budyń, bcm233.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/08 22:18:17
@JJTHOMPSON

100%.. oczywiście... oj, nie uważało się na fizyce.
A sprawność dowolnej elektrowni, z której prąd jest przesyłany na odległość, to - z punktu widzenia użytkownika - pojedyncze procenty.

@All

Pięknie. Już widzę, jak firmy wyrzucą wszystko skrojone pod własne potrzeby, pod WYŁĄCZNĄ WŁASNĄ kontrolą, i pójdą do Google'a. Z pewnością, szczególnie banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, przemysł... niektórzy BYĆ MOŻE będą chcieli sobie kupić 'kawałek' gotowej infrastruktury na własność. Z wielu względów - w tym konkurencyjnych - tego NIE BĘDZIE. Nie mówiąc już o tym, że pierwszy kryzys pod tytułem wyciek danych osobowych, czy udowodniona strata z winy Google albo coś w rodzaju 'insider trading' pogrąży nie tylko tę usługę, ale Google'a jako takiego.