pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

prywatność i znieczulenie

  • w naszym kraju nie widać końca prasowo-portalowej dyskusji na temat prywatności w naszej klasie
    • dziś gazeta.pl osiągnęła szczyty poniższym tytułem
      • gazeta sugeruje tym pytaniem, że istnieje realna możliwość, że n-k zostanie "zlikwidowana". tymczasem takiej możliwości nie ma. ależ oczywiście, to nie jest fud, to nie jest zorganizowana akcja, agora nie ma nic z tym wspólnego. i co z tego? to jakiś lepszy rodzaj głupoty? ciekawe, czy gdyby kilka innych mediów zaczęło pisać pod nagłówkami "agora w stanie upadłości" (tylko dlatego, że np. miała miejsce rutynowa kontrola skarbowa) prawnicy agory nie zaczęli by słać pism z żądaniem sprostowania lub wręcz pozwów? przecież takie działanie obniża wiarygodność n-k w oczach partnerów biznesowych.
      • tak, tak, wiem
      • ciemny lud to kliknie, bo się przestraszy, że mu "oni" naszą-klasę wyłączą
        • żeście się z pisem na kurskich pozamieniali?
  • podobna dyskusja toczy się też w amerykańskiej blogosferze. bo problem prywatności w internecie istnieje, a social graph api google'a obnażyło go w całej webdwazerowej okazałości (tak jak u nas obnażyła go nasza-klasa). oczywiście poziom tej dyskusji jest "nieco" inny.
  • cytowany przeze mnie wcześniej joshua porter z bokardo przyznaje, że google social graph api to nie tylko wspaniałe nowe możliwości, ale także realne zagrożenia. zwłaszcza, że google jak gigantyczny odkurzacz zasysa wszystkie dane, jakie mu się nawiną. myspace nie używa xfn ani foaf? nic nie szkodzi, google i tak wyłapie powiązania. nie ma lekko, wszystko będzie na wierzchu. i co, to żadne tajemnice? być może. ale masowo przetwarzane, łatwo i tanio dostępne mogą stanowić naprawdę niebezpieczne narzędzie, zwłaszcza gdy użyją go osoby posługujące się social engineeringiem.
    • a pamiętać należy również, że żyjemy w społeczeństwie, któremu można sprzedać fakt, ze popularny serwis może zostać ot tak zlikwidowany, albo że "naukowcy" mają dowody na istnienie "układu". może i mają. google je ma.
  • tim o'reilly mówi, że to nagłe odsłonięcie naszej sieci społecznej, choć może narazić nas na ból, będzie miało wartość oczyszczającą. nauczymy się, co możemy publikować w sieci, a czego nie. przyszłe pokolenia będą już mądrzejsze. te dane w sieci już są - argumentuje - api google'a je tylko wydobywa (szybciej, łatwiej, taniej) i pozwala obejrzeć je w całości, by się zabezpieczyć. eliminuje fałszywe poczucie "security through obscurity". będzie bolało, niektórzy nie przetrwają... trudno. musimy przejść tą lekcję, bez znieczulenia.
    • tu się wtrącę: o ile security through obscurity faktycznie może nie być najlepszą strategią dla systemów informatycznych, może być całkiem skuteczne w chronieniu ludzi. dlaczego "sto" się sprawdza w przypadku ludzi? bo założenie, że "przeciwnik zna system" jest nieprawdziwe. sami siebie nie znamy.
  • na argumenty tima o'reillego z pasją odpowiada danah boyd. twierdzi ona, że takie postawienie sprawy wynika z prostego faktu, że osoby, które szafują "bólem", na jaki naraża nas taka ekspozycja informacji o sobie i swoich powiązaniach społecznych, to elita społeczeństwa, osoby dorosłe, żyjące we w miarę wolnym państwie, jakim są stany zjednoczone, gdzie nawet jeśli można część narodu wepchnąć w psychozę strachu przed terrorystami, to jednak mało kto uwierzy, że istnieje tajemniczy "układ", który wykryli "naukowcy", a tajemnicza "władza" może "likwidować" serwisy internetowe. generalnie są to osoby, które i tak prowadzą względnie publiczne życie, świadomie umieszczają dane w sieci, nie są podatne na social engineering itd.
  • boyd zastanawia się, na jakie ryzyko naraża tak łatwy dostęp do sieci społecznej np. nastolatki, które jeszcze eksperymentują ze swoją tożsamością. ale nie tylko one ponoszą ryzyko: w represyjnych państwach wyjdą nagle na jaw powiązania polityczne czy przynależność do mniejszości seksualnych. pisze też o celebrities, które swoją sławę okupują brakiem prywatności i zadaje pytanie, czy wszyscy chcemy nimi być? sławy nie zyskamy, ale prywatność stracimy. kończy wpis dramatycznymi pytaniami:
  • "Ad-hoc exposure is not the same as a vaccine. Sure, a vaccine is a type of exposure, but a very systematically controlled one. No one in their right mind would decide to expose all of society to a virus just to see who would survive. Why do we think that's OK when it comes to untested social vaccines?

    Just because people can profile, stereotype, and label people doesn't mean that they should. Just because people can surveil those around them doesn't mean that they should. Just because parents can stalk their children doesn't mean that they should. So why on earth do we believe that just because technology can expose people means that it should?"

  • przesada? być może. ale zauważyć wypada, że problemy prywatności, czy ochrony danych osobowych to są problemy względnie nowe... no właśnie, dlaczego? dlaczego kiedyś o tym mniej mówiono? mieliśmy imiona, nazwiska, wyznania, adresy, orientację seksualną i poglądy polityczne. dlaczego teraz stanowi to taki problem? bo istnieją narzędzia, które te dane potrafią przetwarzać i gromadzić niezwykle łatwo. te narzędzia poddane zostały państwowej kontroli i nie bez przyczyny (choć nie zawsze sensownie).
  • i to nie są problemy wyrwane z rzeczywistości, istotne tylko dla amerykanów. my także będziemy musieli się z nimi zmierzyć. już wiemy, że dziennikarze nam w tym nie pomogą.
    • nie pomoże nam też giodo. bo to nie jest kwestia https: zamiast http:, wypełnienia kilku formularzy i spełnienia pewnych procedur.
  • ten wpis nie wyczerpuje zresztą wszystkich możliwych zagrożeń. kolejna kwestia, nad którą nie będę się rozwodził, to kwestia znaczenia tego, co wyszukuje google. przykład: gdyby google zaindeksowało sieć społeczną naszej-klasy, zapewne wyszłoby, że chodziłem do dwóch klas w podstawówce z pewnym krzysztofem (pozdro, jeśli to czytasz). wszystko się zgadza. tylko, że w rzeczywistości ja chodziłem do jednej klasy przez pierwsze 3 lata, a potem chodziłem do drugiej. on zamienił klasy odwrotnie. nigdy nie chodziliśmy do jednej klasy. drobiazg? no nie wiem, zależy od sytuacji. przeciętny użytkownik google'a (czyli np. dziennikarz) napisze "znajomi ze szkolnej ławy". "przez osiem lat chodzili razem do szkoły". istnieje wspomniany problem semantycznego spamu. problem interpretacji powiązań (różnice między przyjaciółmi, znajomymi itd). problem relacji, które są w sieci, ale nie istnieją już w rzeczywistości (bo wygasły). to wszystko się gromadzi i jest to ładunek od bardzo dużej sile rażenia.
wtorek, 05 lutego 2008, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/02/05 10:00:24
Wiele z zagrożeń jest/była dla mnie oczywista. Ale nigdy nie zwróciłem uwagi na fakt, że ponad automatyczne gromadzenie i przetwarzanie danych istnieje jeszcze zwykła ludzka, czy raczej jednostkowa interpretacja danych. Doskonałym przykładem mogą być socjologowie potrafiący wynikami badań manipulować wg swojego widzi mi się lub po prostu na zamówienie. Tak jak wykazałeś w ostatnim akapicie dla jednostek zagrożeniem stają się również pochopne wnioski które wyciągnie gryzipiórek czy po prostu wścibska sąsiadka.

ps. apropos n-k, ja również dementuję - Roberta poznałem dopiero w czasach licealnych i dopiero po latach okazało się, że chodził ze mną do pierwszej klasy podstawówki - przez pół roku, o czym wysoki sądzie nie pamiętałem gdyż byłem dzieckiem
-
2008/02/05 10:01:42
Jest sobie taka ksiazka Vernora Vinge "Rainbows End" (komentowana całkiem interesująco np. tu -> csimms.botonomy.com/2006/07/19/vernor-vinges-technology-predictions-in-rainbows-end/), jako jedna z wielu z nurtu cyber-costam przedstawia spoleczenstwo w ktorym sieci spoleczne to podstawa jego sprawnego funkcjonowania.
I co ciekawe przedstawia tez koncepcje 'friends of privacy' - bliżej niezprecyzowanej grupy osób, których celem jest wprowadzanie dezinformacji.

Może osoby najbardziej narażone na 'utratę dobrego mienia' po prostu zaangażują się w taką działalność i w ten właśnie sposób pomogą Nam wszystkim chronić prywatność?
-
2008/02/05 10:03:52
problem jest taki, że to wcale nie najbardziej narażeni najlepiej się zabezpieczają.
-
2008/02/05 10:09:48
Ja widze mimo wszystko wiecej szans niz zagrozen w otwartosci sieci.

Ostatni przyklad z kolega Krzysztofem - w tej chwili dowiadujemy sie, ze pan X byl w Wiedniu w tym czasie co pan Y, a pan Z chodzil do szkoly z panem Q, w zwiazku z tym mamy "uklad". Teraz odnajadujac informacje odnosnie pana X i pana Y wystarczy wykonac o 1 klik wiecej (przejsc do zrodla informacji zindeksowanej przez google) zeby sie przekonac, ze tak naprawde to pana X i pana Y nie laczy nic lub bardzo niewiele.

Oczywiscie, nie oczekuje, ze jakikolwiek dziennikarz podejmie trud kolejnego klikniecia, ktory na dodatek moglby mu zniweczyc glowna teze o "ukladzie", ale przynajmniej informacja jest weryfikowalna przez wieksza grupe ludzi np. blogerow.

Zupelnie na marginesie - tak naprawde to nie jest dyskusja dotyczaca tylko prywatnosci w internecie. Moje doswiadczenia z Wielkim Bratem w Danii czy Szwecji w porownaniu do doswiadczen z Polski (i nie chodzi mi tu o Niewielkich Braci), to dokladnie to samo zagadnienie: gdzie konczy sie moja prywatnosc?

-
2008/02/05 10:19:06
Nie jestem do końca przekonany co do powagi zagrożenia. Przecież już teraz wpisując w kilku wyszukiwarkach (google, nasza-klasa, itd.) czyjeś imię i nazwisko zazwyczaj znajdziemy mnóstwo informacji na jego temat. Co więcej, szukając w konkretnym serwisie, znajdziemy konkretne dane. I co? Nagle jesteśmy pozbawieni prywatności? Może, ale jakoś nikomu to specjalnie nie przeszkadza.
Niewątpliwie prawdą jest, że te dane zostaną bardziej zorganizowane i staną się dostępne z jednego miejsca.
Czy to coś jednak zmieni? Sieci społeczne w internecie nie różnią się specjalnie od tych rzeczywistych, ale są one w pewien sposób przemalowane, przpuszczone przez filtr. Przecież statystyczny internauta korzysta na codzień z ksywki, którą się podpisuje, a nie imienia i nazwiska. Co da nam wiedza, że ten z tamtą, a ta z innym, skoro nie znając osobiście tych osób, nie będziemy potrafili utożsamić ich z odpowiednikiem w rzeczywistości?
-
2008/02/05 10:21:16
polecam jeszcze ten wpis:

www.socialtimes.com/2008/02/get-naked-but-be-private-about-it/

@michał: te "ksywki" będzie bardzo łatwo zdeszyfrować. coraz łatwiej.
-
2008/02/05 10:23:38
i jeszcze jedna rzecz, o której nie napisałem we wpisie: nie mamy kontroli nad indeksowaniem naszej sieci społecznej (innej niż zablokowanie google'a po całości). co więcej, umieszczając dane w serwisie social-networkingowym nie mamy nawet tej możliwości.
-
2008/02/05 10:42:29
"a pamiętać należy również, że żyjemy w społeczeństwie, któremu można sprzedać fakt, ze popularny serwis może zostać ot tak zlikwidowany"

A popularny serwis z napisami?
-
2008/02/05 10:43:40
inna skala, inna wartość, inne zarzuty.
-
2008/02/05 11:00:34
@reuptake
Może i będzie łatwiej, ale będzie to się odbywało na zasadzie domniemania. Nie podając explicite powiązania ksywka-nazwisko, ujawniania swojego adresu e-mail, czy zdradzania jakiegokolwiek punktu stałego, który jednoznacznie nas identyfikuje, rzetelne stwierdzenie, że ja jako "xyz" w jednym miejscu, to ten sam "abc" w innym.
Aczkolwiek nawet ja sam nie wiem, czy gdzieś już kiedyś nie zostawiłem takiego śladu w sieci, który Google mógł zaindeksować. ;-)
-
2008/02/05 11:02:30
@michał: na zasadzie domniemania można spokojnie człowieka na śmierć publiczną skazać.
-
2008/02/05 11:04:45
Oj, coś mi urwało pierwszy akapit. :-/
Dalej miało być:
(...) w innym będzie niemożliwe. Zawsze to będzie oparte na Wskaźniku Podobieństwa [tm] Google'a, który może nie oddawać w pełni prawdy.
-
2008/02/05 12:04:11
@reuptake
A teraz nie można? Osoba posądzona o gwałt na nieletniej, zawsze będzie gwałcicielem, nawet gdy po miesiącu procesu okaże się, że to nie było możliwe.
Zmierzam do tego, że może i będzie to silne i niebezpieczne narzędzie, ale co to zmieni dla przeciętnego Kowalskiego? Czy nagle sąsiedzi zaczną częściej szukać w sieci informacji na jego temat? Nie sądzę. Potencjał będzie niewątpliwie znacznie większy, co jest bardzo niemiłą perspektywą, ale dla większości ludzi to nic nie zmieni. Natomiast, jeśli chodzi o tych, których to dotknie, to obawiam się, że to prędzej, czy później, w formie Google Social Graph, czy zupełnie czegoś innego i tak nastąpi. I tak, jak w przypadku wszystkiego, co ,,nowe'', początkowo będzie chaos, po którym zapewne wejdą w życie przepisy regulujące to w pewnym stopniu.
Mam wrażenie, że w tym momencie doszedłem do meritum problemu - większości zainteresowanych (czyli de facto wciąż mniejszości) będzie przeszkadzać ten ,,chaos'' i nie będą zadowoleni z pozbawienia ich prywatności w sieci, chociażby iluzorycznej. Aby się przed tym uchronić wypadałoby już teraz, a może nawet jakiś czas temu, zacząć zastanawiać się dwa razy przed każdym naciśnięciem ,,submit''. Bo w coś w rodzaju bojkotu Google'a z jego grafem socjalnym nie wierzę - niezbędna masa krytyczna, to właśnie ci Kowalscy, których całe to zamieszanie ominie i nie ruszy.
-
2008/02/05 13:39:30
Tytuł newsa na stronie głównej gazety zmienił się już na "Nasza-klasa będzie jednak działać!". No proszę, seriously?

A sednem sprawy jest moim zdaniem właśnie to: żeby się (co najmniej) dwa razy zastanawiać przed każdym naciśnięciem "submit", tak samo jak przed powiedzeniem/zrobieniem czegokolwiek IRL. Tylko tyle, aż tyle. Nie wiem, czemu ta prosta zasada tak strasznie niektórych zaskakuje i taka się wydaje trudna do przyjęcia i „naruszająca prywatność”.

I chyba w sumie nie ma co demonizować zagrożenia, bo największym zagrożeniem jest tu być może, paradoksalnie, szum medialny i „społeczny” wokół tego właśnie zagrożenia. Może brak mi wyobraźni, ale co mi z tego, że mnie Google (czy ktokolwiek inny) jakkoś tam zaindeksuje? To, co chciałam w sieci ujawnić, ujawniłam już dawno i całkowicie dobrowolnie.

Coraz częściej zaczynam myśleć, że całe tzw. Web 2.0 wraz z przyległościami to jakieś perpetuum mobile absurdu (nakręcamy się tym, że piszemy, że czytamy, że piszemy). I że w końcu zje własny ogon. I wtedy będzie można spokojnie odciąć się od sieci i zająć normalnym życiem ;)
-
2008/02/05 13:58:53
@evva: bo mamy dużo ważniejszych rzeczy na głowie niż "dwa razy się zastanawiać" nad każdym submit. jeżeli nad każdym mamy się zastanowić 2x, to ile razy nad tym, gdy logujemy się do banku? jeśli sieć ma być "używalna" musi być dostępna, nie mówię, że bezmyślnie, ale bez zbytniego wytężania wyobraźni.

tego się nie da tak prostu zbyć. niech ci, co uważają, przetrwają, a reszta jest sama sobie winna. zwłaszcza, że masowe i szybkie metody dostępu do danych pojawiają się już po opublikowaniu tych danych. kto przypuszczał, że google zacznie indeksować sieć społeczną myspace'a? itd.
-
2008/02/05 14:13:06
@reuptake: Akurat ja od dawna uważam, że Google ma nas w garści w całości, nawet nie mamy pojęcia, jak bardzo, i może z tym zrobić, co tylko chce. Brzmi jak paranoja i spiskowa teoria dziejów? Chyba coraz mniej.

A co do "niech ci, co uważają, przetrwają, a reszta jest sama sobie winna" - wcale nie jestem przekonana, że sieć musi być powszechna, demokratyczna i dla wszystkich po równo. Może te zawirowania wokół internetu, prywatności i indeksowania relacji społecznych to po prostu kolejny etap ewolucji ;) Nie da się chronić człowieka przed jego własną głupotą, głupota zawsze wygra.
-
2008/02/05 15:18:57
Mała modyfikacja Prawa Godwina: podczas internetowej dyskusji o Google prawdopodobieństwo przyrównania Google do Echelonu dąży do 1.

Swoją drogą Google poważnie odciąża w ten sposób MS, przy okazji premiery XP przetoczyła się fala dyskusji o systemie szpiegującym userów, po premierze Visty zapadła w tej kwestii cisza.
-
2008/02/06 23:17:25
i jeszcze ten tekst polecam do kompletu:

gigaom.com/2008/02/06/data-property-rights-not-portability/
-
Gość: Alex, 87-205-48-56.adsl.inetia.pl
2008/02/09 23:08:04
Gazeta.pl nie daje za wygraną:

"zdjęcia małych dzieci umieszczane na tego typu stronach to często gratka dla pedofili."

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4913338.html

-
2008/02/10 01:32:29
male on male rape
-
Gość: shinrai@op.pl, fj126.internetdsl.tpnet.pl
2008/02/13 23:48:30
W dniu dzisiejszym dowiedziałem się, że Prokuratura Rejonowa w Warszawie na Ochocie "odmówiła wszczęcia postępowania" w sprawie którą zgłaszałem.

Proszę o pomoc bo nie wiem co można jeszcze zrobić?

Krótki opis problemu:

Ktoś z byłej mojej klasy umieścił zdjęcie szkolne z lat '80 na tym portalu, w czesci dotyczacej konkretnej szkoły, klasy i rocznika. Jestem na tej fotografii i nie widzę w tym problemu. Następnego dnia ktoś inny podpisał osoby na zdjęciu imieniem i nazwiskiem wskazując konkretnie gdzie która się znajduje. I powstał problem, ja nie zapisywałem się do portalu nasza-klasa.pl, z racji pewnych sytuacji życiowych nie jest dla mnie korzystne być w taki sposób identyfikowanym. Poza tym nieroztropni znajomi znajdujący się na zdjęciu pozostawili wiele informacji o sobie (imię nazwisko, kontakt, tel., email a nawet adres zamieszkania), ale to juz ich problem!

Ja napisałem do portalu nasza-klasa.pl, z prośbą o usuniecie mojego imienia i nazwiska z podpisu zdjęcia, napisałem kilka razy, dzwoniłem, tłumaczyłem, prosiłem... po ponad miesiącu dostałem e-mail, że "tego" nie usuną!

Napisałem do NK, że informacje te to moje dane osobowe i w myśl ustawy... wzywam do usuniecie ich. Napisano mi że mojego imienia i nazwiska nie usuną.

Problem zgłosiłem do GIODO, przyjęto sprawę i pouczono by zgłosić się do RK Policji W-wa III (i po wielu perypetiach przyjęto moje zawiadomienie). Od początku sprawę chciałem załatwić normalnie ale obawiam się osoby odpowiedzialne za NK mają mnie "w dużym poważaniu" i będzie teraz duży problem!

Przecież można było usunąć moje imię i nazwisko i nie było by problemu.

Co ja mogę zrobić by usunięto moje imię i nazwisko z tego portalu?

-
2008/02/16 22:19:47
Generalnie jak przeczytałem tę informacje, generalnie jak czytam, te wszystkie informacje to widzę, że ktoś się do naszej-klasy ordynarnie dop,ier,dal,a
-
2008/02/17 00:32:59
Google to rzeczywiście zasysacz,który nawet kopiuje cudze strony "na wszelki wypadek". Ostatnio przypadkowo natknęłam się na kopi guglowską bloga mojej madre.
Treść, obrazki, komentarze, wszystko na miejscu. Tyle,ze wersja sprzed kilku tygodni.