pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

google to listonosz

  • marta klimowicz napisała wpis dość ostro krytykujący artykuł marty strzeleckiej z gazety wyborczej dotyczący kwestii związanych z prywatnością w internecie
  • ale to nie znaczy, że nie dostrzegam, kiedy krytyka jest niesprawiedliwa.
  • marta (klimowicz) pisze
    • Marta Strzelecka boi się tego, że podstępne wielkie korporacje wiedzą, jakie książki jej polecić i o czym pisze w mejlach do swojego przyjaciela. Ciekawe, czy boi się listonosza, który wie, kto do niej pisze oraz ile emerytury dostaje jej sąsiadka? Albo ludzi na ulicy, którzy w końcu Martę Strzelecką widzą, obserwują, wyciągają wnioski na podstawie jej ubioru, marki telefonu, auta czy trzymanych w dłoni reklamówek.
  • jest to analogia wątpliwa.
    • po pierwsze: "listonosz" nie jest zdolny do retencji danych na taką skalę jak np. google. o ile wykazując się sporym wysiłkiem może sobie informacje notować, to jednak skala takiego działania jest ograniczona. drugi przykład jest jeszcze bardziej wymowny. co z tego, że widzimy tysiące osób na ulicy, skoro natychmiast zapominamy jak wyglądali?
    • po drugie: "listonosz" nie jest zdolny do przetwarzania danych na taką skalę jak google. do ich korelowania, federowania różnych źródeł informacji i przeprowadzania data miningu.
    • po trzecie: "listonosz" nawet gdyby zebrał dane o nas i przetworzył w dowolny sposób, nie ma większego wpływu na nasze życie. a google wpływ ma. listonosz może opowiedzieć kilku osobom, że "ta marta źle się prowadzi", przechodzień może szepnąć komuś: "zobacz, ona ubiera się jak dziwka", ale co to zmieni?
      • i w tym momencie dziwię się marcie (k.), że ona dziwi się marcie (s.), która "boi się" co znajdzie w google'u na swój temat. oczywiście i w życiu "pozainternetowym" nie mamy do końca wpływu na reputację
        • jak ktoś to ładnie kiedyś podsumował: "tożsamość to moja opowieść o sobie, reputacja to opowieść innych o mnie"
      • ale co to zmienia? że mamy się nią zupełnie nie przejmować?
  • problemy poruszane w artykule są jak najbardziej realne i ich wyśmiewanie nie spowoduje, że nagle się skurczą. można polemizować, pisać, że nie takie korporacje straszne ("google" należy traktować jako przykład, to mogą być też inne firmy, agencje rządowe itd), ale ośmieszanie tego zagrożenia przez porównywanie google'a do listonosza, donikąd nie doprowadzi.
niedziela, 16 marca 2008, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/03/17 00:24:45
"listonosz może opowiedzieć kilku osobom, że 'ta marta źle się prowadzi', przechodzień może szepnąć komuś: 'zobacz, ona ubiera się jak dziwka', ale co to zmieni?"
zdziwiłbyś się jakie konsekwencje na daną osobę może mieć taka sytuacja. :) świat czasem okazuje się strasznie mały :)
-
2008/03/17 00:50:16
tylko mam wrażenie, że ani jedna marta, ani druga nie do końca rozumie jak "żyją" ich informacje w Internecie... jedna w jedną stronę, a druga w przeciwną.
-
2008/03/17 01:30:06
Marcin - spłyciłeś to co napisała Marta i zatrzymałeś się na porównaniu z listonoszem. Tam jest więcej treści z którą w pewnych momentach można się zgadzać lub nie ale sam artykuł nie sprowadza się do faceta roznoszącego listy. Zamiast listonosza możesz podstawić dużo innych osób, organizacji itp.

PS. Strzelecka w swoim artykule widzi same problemy i zagrożenia - nie jest to ani konstruktywne ani obiektywne spojrzenie na obecny internet.

-
2008/03/17 08:33:26
Listonosz to celowa figura retoryczna, zauważyłeś, że piszę o potrzebie edukacji? Edukacja jednak to nie zastraszanie, a to co robi Marta Strzelecka to moim zdaniem sianie nieracjonalnego strachu. Chętnie przeczytałabym tekst o tym, jakie w istocie są zagrożenia sieci i jak się przed nimi ma chronić przeciętna użytkowniczka/przeciętny użytkownik sieci. Jednak argumenty typu: Amazon wie, jakie polecać mi książki, jakoś do mnie nie przemawiają.
-
2008/03/17 09:00:42
P.S. Dodałam u siebie jeszcze kilka zdań wyjaśnienia. I przeczytałam dokładnie Twoje wywody na temat listonosza i nie wiem, jak można kpić z potęgi plotki w zamkniętej społeczności lokalnej; nie deprecjonuję potęgi Google i innych korporacji, gromadzących na nasz temat dane, ale w życiu wielu ludzi to ciągle sąsiedzi są znacznie ważniejsi, a skazanie na ostracyzm społeczny jest znacznie bardziej dotkliwe. Chciałam wskazać, że walka o swoją reputację i zachowanie prywatności nie jest niczym nowym, robimy to od lat.
-
ols
2008/03/17 09:33:52
Krytyka jest uprawniona i nawet za słaba. W artykule jest pełno wątpliwych sformułowań:
* Archiwum NYT nie zawiera żadnej informacji o Australian Airlines ustawiających ceny biletów na podstawie zawartości skrzynek pocztowych (?!), same linie nie istnieją od półtora roku.
* Otwartość nie jest najważniejszą zasadą gry w portalach społecznościowych.
* Procesory Intela nie wysyłają nigdzie unikalnych numerów (nie licząc krótkiej serii PIII).
* Włączenie "prywatnego szukania" oznacza tylko tyle, że nie można przejrzeć sobie historii wyszukiwań, nie że inni nie będą mieli do niej dostępu.
* Skoro zawieramy z kimś umowę, że nasze dane nie będą sprzedawane, to kupienie ich nie jest możliwe (bez jakiejś złej woli drugiej strony of kors).
* Kreowanie dobrowolnego Last.fm na złego luda, który szpieguje jest bez sensu. Dlatego jest skuteczny, bo wie czego słucham. I nie koniecznie wie, czego słucha Michał Olszewski - raczej zna ulubione kawałki usera o jakimś nicku. Pseudonimowość!
* Fragment o PRL i seksie w parku zupełnie od czapy
* Narzekanie na brak kontroli nad prywatnością, bo w Google można znaleźć recenzje jej artykułów - no cóż, taki los. GW nie ma zwyczaju drukowania anonimów. To nie wina wyszukiwarek.
* Defaultowe odrzucanie ciasteczek jest fantastycznym sposobem na bycie zbombardowanym reklamami (w ciastkach zapisywane są informacje o ilości wyświetleń - capping)
* "Korzystaj z oprogramowania chroniącego prywatność" - nie ma takiego oprogramowania. Może "zapewniającego anonimowość"?

Problemy są realne, chciałbym o nich czytać rzeczy, które mają ręce i nogi. Straszenie Googlem, który za pomocą maili zrobi lustrację i przejmie władzę nad światem, tudzież mylenie prywatości z anonimowością i reputacji z tożsamością mnie zniechęca.
-
2008/03/17 10:44:41
Ols, twoja krytyka to przynajmniej proba polemiki z artykulem zrodlowym a nie wyscigi na to "kto pierwszy skrytykuje". Twoje argumenty sa bardzo przekonujace i uczace.

Natomiast wdawanie sie w dyskusje o wadze plotki w zyciu lokalnych spolecznosci to juz zupelnie ab re .
-
2008/03/17 12:20:23
Krytyka jak to krytyka, jest krytyka d tego jest zeby krytykowac przy pomocy figur retorycznych przemawiajacych do wyzobrazni ludu:)
Sama istota problemu jest wazna. Wielokrotnie slysze o "zagrozeniach prywatnosci" Google sie jawi tu niczym legendarna korporacja Arasaka z gry RPG Cyberpunk 2020 (to juz za 14 lat:)) kontrolujaca wszystko i wszystkich, lub probuje nam sie rysowac rzeczywistosc przyszlosci niczym z "Raportu mniejszosci". Problem tylko polega na tym, ze ja nie bardzo widze problem. Zalozmy ze google zbierze o mnie tyle informacji, ze bedzie w stanie przewidziec czego szukam w Internecie, podsunie mi reklamy tych firm, ktore akurat mi sa potrzebne? kupie ich produkty..czy nie o to mi chodzilo? W czym widzicie problem ze Amazon.com bedzie wiedzial jakie filmy, ksiazki czy muzyke lubie? Ze niby moze sie wyjsc na jaw, ze np. kupuje filmy pornograficzne? (w kontescie ostatniej wypowiedzi JK to teraz chyba nawet nobilitacja:)) OK..problemem stanie sie dla mnie sytuacja, w ktorej to ktos oceniajac np. moja zdolnosc kredytowa wezmie pod uwage historie moich zakupow w amazon.com i te przyslowiowe filmiki porno (ale tu nie widze zadnego sensu ekonomicznego) juz szybciej boje sie sytuacji gdy np. moj pracodawca (nie pracuje na etacie ale potrafie sobie taka sytuacje wyobrazic) zmniejszy mi pensje bo np. chodzilem po portalach rekrutacyjnych (czyli ze szukam nowej pracy) a pracodawca ma podpisana umowe z firma trackingowa, ktora sledzi moje ruchy w internecie.

podsumowujac...nie boje sie tego ze ktos pozna moje preferencje zakupowe i skuteczniej dzieki temu do mnie dotrze, to zupelnie normalne. Nie bardzo wierze w sens ekonomiczny ujawianiania moich danych w kontekscie prywatnych zachowan ogolowi (chyba ze jakis wlam na serwer google'a czy innego giganta i wielki skandal jak ostatnio z google archiverem i wysylaniem hasel i loginow do jednego z programistow)
Jedyne zagrozenie jakie czuje to relacja ludzi z pracodawcom, aczkolwiek tez wydaje mi sie ona mocno wydumana..ale moze mam ograniczona wyobraznie..jakies konkretne przyklady realnych zagrozen mnie jako osoby poprzez agregacje danych o moich zachowaniach? Oczywiscie nie liczac tego, ze nie lubie gdy ktos o mnie wie wiecej niz ja sam?
-
2008/03/17 13:41:40
@ols: ja nie zabraniam przecież krytykować, byle z sensem. twoje argumenty są konkretne i sensowne. a o tych austrian airlines to ciekawe, bo jakoś mnie ominęła informacja, że zlikwidowali.

@socin: baaardzo tani wykręt z tymi społecznościami lokalnymi. zamkniętymi na dodatek. może jeszcze od internetu odciętymi? i okazuje się, że tam google się nie liczy? błyskotliwe, zaiste.

w swoim tekście nie piszesz o żadnych społecznościach zamkniętych, tylko zestawiasz w jednym zbieranie danych przez korporację i zbieranie danych przez przypadkowych przechodniów. wymieniłem trzy zasadnicze różnice pomiędzy tymi sytuacjami.

dodam, że nie tylko ja uważam, że są to zasadniczo odmienne sytuacje. skąd by się wzięły przepisy dotyczące retencji i przetwarzania danych osobowych? obowiązujące w większości cywilizowanych krajów? właśnie z tej różnicy, polegającej na skali i potencjale.
-
2008/03/17 13:59:50
@reuptake: zgadzam się z ^socin co do tych społeczności lokalnych. to nie z powodu podsunięcia przez googla produktu dzieci odbierają sobie życie (tak, celowo przejaskrawiam), tylko właśnie z powodu lokalnych plotek, napiętnowania. i proszę nie pisać, że to baaardzo tanie. takie jest póki co życie, nic nie poradzę. troszkę upraszczasz ten świat tylko do swojej jego percepcji. 95% społeczeństwa nie żyje internetem póki co. taka jest prawda. ale zeby było jasne: zbieranie danych przez google jest dla mnie problemem i tego nie zamierzam obalać. jest to ogromna machina do manipulacji ludźmi. tutaj masz całkowitą rację. poza tym im więcej dyskusji w internecie (takich jak ta) na ten temat tym lepiej. świetnie, że ten temat poruszyłeś. pozdrawiam.
-
2008/03/17 14:12:03
@bayger: powiedz mi tylko, co wnosi włączenie do dyskusji na temat zagrożeń prywatności związanych z internetem osób z internetu nie korzystających? to tak jakbyś w dyskusji o zapinaniu pasów w samochodzie usłyszał, że i na rowerze możesz się zabić. no możesz, ale co z tego? sorry, ale udowadnianie, że problem istniał w innej formie wcześniej albo że są osoby których on nie dotyczy, to może być dla sześciolatka argument.

napiętnowanie i rozmaite skrajne przypadki to jest oddzielny temat. i mylisz się tu bardzo, że to nie jest problem. co jest największa groźbą (mówię o tych, którzy są podłączeni do sieci?). że ktoś a) zobaczy, że robisz coś społecznie niekaceptowanego, b) sfilmuje to, c) wrzuci na youtube?

mobbing w sieci jest poważnym problemem, zobacz sobie, jak próbuje z nim walczyć np. bebo. co więcej, może on mieć bardzo groźne konsekwencje w przyszłości, o których jeszcze nie wiemy, bo czas trwania sieci jest krótki. z lokalnej społeczności możesz się wyrwać. spróbuj się wyrwać z globalnej.
-
2008/03/17 14:53:17
@reuptake: ale to nie ja wmieszałem wątek oderwany od netu w swój wpis o zagrożeniach właśnie internetu. :) ta analogia wydała mi się po prostu przegięta i nieprawdziwa z innego punktu widzenia. to tyle w tym temacie. dla mnie EOT.

acha, i NIGDZIE nie napisałem, że napiętnowanie i skrajne przypadki, które dzieją się w internecie to nie problem. uważam, że to nawet o wiele większy problem przez - jak sam napisałeś - efekt skali.

konkludując :) zgadzam się z tobą w 100%, tylko ten przypadek z listonoszem trochę mnie zraził (być może nieco w innym kontekście niż napisałeś). no i pliz, nie porównuj mnie do sześciolatka, bo to mimo wszystko zagrywka poniżej pasa.
-
2008/03/17 15:19:27
@bayger: jak się wczytasz, to wyjdzie, że nie porównywałem cię do sześciolatka :)
-
2008/03/17 15:27:31
@reuptake: hehe, jasne że nie bezpośrednio... tak inteligentnie to zrobiłeś ;)
lol :)
-
2008/03/17 15:29:23
@bayger: nawet pośrednio nie :)
-
2008/03/17 16:19:50
Dorzucę parę uwag do listy Olsa:

Autorka zaprzecza sama sobie: z jednej strony pisze "Przy rejestracji w sklepach online podajemy informacje o sobie, akceptując obietnicę, że firma nie będzie sprzedawać naszych danych. Jednak nikt nie obiecuje, że nie będzie ich kupować", a z drugiej namawia do czytania "informacji o polityce prywatności".

Anonimizery to zdaniem autorki "oprogramowanie chroniące prywatnosć". Owszem, tylko że ja bym na przykład nie pozwolił komuś "z anonimizera" założyć konta w sklepie czy pisać na forum. Albo rybka, albo akwarium: jeśli chce się zawierać umowy czy wyrażać poglądy, to trzeba mieć też trochę cywilnej odwagi, żeby się pod nimi podpisać.

Zupełnie nie widzę związku miedzy prywatnością a kasowaniem historii przegladania. Owszem, da się prześledzić historię dla danego okna przegladarki, ale aby się przed tym ochronić, wystarczy każdorazowe otwieranie strony w nowej karcie czy nowym oknie.

Podawane przez autorkę "historyjki z życia" dowodzą braku umiejętności przewidywania u ich bohaterów. Albo jakiegoś stadium paranoi. Zwykły człowiek nie boi się, że sklep, w którym kupuje płyty, pamieta historię jego transakcji i podsuwa mu sam z siebie nowe płyty tych samych wykonawców albo płyty kupowane wraz z płytami tych wykonawców przez innych klientów. Ba, gdy ta technologia wchodziła na rynek, przedstawiano ją jako zaletę - i rzeczywiście, dla większości ludzi jest to zaleta.

Jasne, że w pewnych krajach słuchanie zachodniej muzyki jest zakazane i że klient stamtąd miałby duże problemy, gdyby o jego preferencjach dowiedziała się policja polityczna - ale, na litość, u nas jeszcze aż tak źle nie jest, wiec nie wiem, do kogo właściwie tekst Marty Strzeleckiej jest adresowany - do imigrantów z krajów islamskich? Do gejów robiących kariery w partiach prawicowych? Do pedofili? Bo do normalnego czytelnika Gazety raczej nie...

Natomiast owszem, zgadzam sie z argumentami, które wypunktował Reuptake, tyle że znowu jest to kwestia skupienia tych wszystkich informacji w jednym miejscu, a nie ich istnienia. Bo o tym, że ktoś kupuje określone towary, słucha określonej muzyki, ubiera sie w określonych firmach i rozmawia z przyjaciółmi na określonych forach i na określone tematy, wiedzą tylko administratorzy odpowiednich systemów i ewentualnie jego dostawca Internetu.

Większość z tych firm nie miałaby technicznie możliwości zebrać i przetworzyć wszystkich takich informacji. Google to co innego - podobnie jak Microsoft, Cisco, AOL czy inne wielkie korporacje, produkujące sprzęt i oprogramowanie umożliwiające działanie usług sieciowych i dostarczajace tych usług. Ale także wszystkie sieci reklamowe, obsługujące serwowanie reklam z centralnego serwera - nawet niekoniecznie kontekstowych.

Można sobie wyobrazić sytuację, w której sam fakt odwiedzin stron sklepu internetowego prezentujących okreslone produkty, następnie przejście do koszyka, do zamówienia i na stronę firmy obsługującej płatności kartą jest zarejestrowany przez systemy śledzące odwiedziny na różnych stronach - może to być zarówno Google Adsense/Adwords, jak i Gemius, jak i serwery reklam różnych domów mediowych (chociaż te miałyby bardziej fragmentaryczną wiedzę).

Wiedzę o tym, jaka strona została obejrzana, można bez problemu wyciągnać z nagłówka HTTP-Referer, wystarczy tylko sprawdzić, co na niej jest prezentowane i dodać do tego adres IP ogladającego. Można mu jeszcze wysłać małe cookie, żeby ułatwić sobie życie, jeśli ma adres z puli dynamicznej - 97% użytkowników ma włączone cookies i raczej z nich nie zrezygnuje, bo wtedy nie dostaliby się do sporej części ulubionych serwisów... Ale nawet po wyłączeniu cookies można sobie poradzić, choćby zapamiętując informacje o wersji przegladarki, systemu, czy sieci, z której puli dynamicznej pochodzi adres IP.

(Dalsza część za chwilę, bo widzę, że system krzyczy o przekroczenie długości komentarza...)
-
2008/03/17 16:24:20
Każdy serwis, który może takie operacje wykonać, może stanowić zagrożenie dla prywatności użytkowników. Ale to już jest kwestia zaufania użytkownika do odwiedzanych serwisów. Bo przecież praktycznie każdy człowiek na ulicy może zaatakować nas nożem, każdy kierowca może wjechać na chodnik, żeby przygnieść nas do ściany, z każdego okna mogą w nas rzucać doniczkami, a każdy uzbrojony ochroniarz czy policjant może nas zastrzelić. Nikt tego nie robi, bo byłoby to naruszeniem prawa czy zasad współżycia - więc dlaczego z góry zakładać, że wszyscy w Internecie będą sie zachowywać wbrew prawu czy zasadom?

Owszem, naruszenie prawa w Internecie o wiele trudniej udowodnić, może ono też być o wiele bardziej dotkliwe dla ofiary - ale to już jest ryzyko korzystania z Internetu. Tak samo, jak ryzykiem jest wyjście na ulicę. A i tak ogromna większość ludzi umiera po prostu ze starości...
-
ols
2008/03/17 16:49:20
@reuptake: Nie Austrian a Australian. W tekście jest o Australian. ZTCW Austrian żyje i ma się dobrze ;-)
-
Gość: Marcin, chello087207227099.chello.pl
2008/03/17 17:18:25
Jak ktoś ma ochotę podyskutowac z Panią Martą to tu będzie miał taką możliwość:

prawo.uni.wroc.pl/ogloszenia/4220
-
2008/03/17 22:27:51
@cyberscyzor
(...)ze ja nie bardzo widze problem. Zalozmy ze google zbierze o mnie tyle informacji, ze bedzie w stanie przewidziec czego szukam w Internecie, podsunie mi reklamy tych firm, ktore akurat mi sa potrzebne? kupie ich produkty..czy nie o to mi chodzilo? W czym widzicie problem ze Amazon.com bedzie wiedzial jakie filmy, ksiazki czy muzyke lubie? Ze niby moze sie wyjsc na jaw, ze np. kupuje filmy pornograficzne? (w kontescie ostatniej wypowiedzi JK to teraz chyba nawet nobilitacja:)) (...)

Coż ... a może załóżmy tak ... nie daj boze zachorujesz ... na coś o czym nie chcesz żeby inni wiedzieli. Gdzie będziesz szukał informacji o swojej chorobie .. pewnie w sieci. Google będzie szybko wiedziało, że to ty, że jesteś chory na to i na to, że mieszkasz mniej więcej tutaj i tutaj ... niby nic ważnego .... ale zakładając scenariusz całkiem dziki .. wchodzisz na stronę firmy, która ma "kontrakt" z google - chcesz u nich cos kupić np na kredyt, a oni mówią "nie" - dlaczego, bo wiedzą że jesteś chory na to i na to, że koszty leczenia wynoszą tyle i dlatego nie będzie Cię na to stać.

Przykład przejaskrawiony i mało realny aż do bólu - w zasadzie mało realny na poziomie wymiany informacji, to że google może takie dane zbierać i korelować już teraz to chyba nie ulega wątpliwości. I pewnie używac dla swoich celów jak najbardziej ...

... więc problem jest. Problemów jest nawet kilka:
- nie mamy kontroli nad tym co o nas jest przechowywane i gdzie
- jeżeli gdzieś zostawiamy swoje dane, to nie mamy kontroli nad tym co się dalej z tymi danymi dzieje.
- nie mamy kontroli nad tym że firmy A i B połączą dane o nas posiadane przez każdą z nich i użyją ich wspólnie.

Do poczytania "Laws of identity" czyli próba zdefiniowania problemu:
www.identityblog.com/stories/2004/12/09/thelaws.html

Całość nie zmienia faktu, że artykuł z GW jest raczej kiepski i przedstawia temat w tonie apokaliptycznym ... ale gdyby nie to, to temat bylby malo interesujacy ... a takich przeciez nie opublikujemy :) .