pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

pracoholika do startupu przyjmę

  • jason calacanis (twórca m.in. mahalo) rozpętał prawdziwą burzę wpisem o niewinnie brzmiącym tytule "jak zaoszczędzić pieniądze prowadząc startup". większość z jego rad brzmi rozsądnie i dość neutralnie, choć do zastosowania niektórych z nich nasze firmy ciągle nie dorosły
    • jeszcze nie pracowałem nigdzie, gdzie byłby naprawdę wygodne krzesła
    • za to w większości firm stawiano mi na biurku telefon, z którego nigdy nie korzystałem
    • żadna firma też nie dała mi do użytku macintosha, musiałem więc sam sobie kupić
  • nie te jednak rady spowodowały taką aferę. calacanis zaleca między innymi:
    • kupowanie pracownikom lunchu, żeby nie musieli wychodzić z pracy i tracić czasu
      • w dodatku w czasie lunchu pracownicy spotkają się i pogadają
        • oczywiście o pracy
    • kupowaniu najciężej pracującym pracownikom komputerów do domu. po to, by pracowali jeszcze ciężej.
    • i wreszcie, co najbardziej zbulwersowało czytelników, radzi tak: "wyrzuć wszystkich, którzy nie są pracoholikami. to jest startup, nie zabawa. nie pracuj w startupie, jeśli nie chcesz, jeśli pragniesz żyć w zrównoważony sposób, idź pracować na pocztę albo do starbucksa."
      • ta końcówka jest, jak zauważa alain sherter, dość śmieszna ("bo ludzie pracujący na poczcie są przerażająco zrównoważeni")
  • no i rozpętało się. zaczął techcrunch, tytułem jak z faktu: "calacanis wyrzuca ludzi, którzy mają normalne życie". w notce żartuje, że brakuje tylko rady by zakładać pracownikom cewniki, bo chodzenie do toalety to także strata cennego czasu. w nieco mniej zgryźliwym tonie, choć dość bezpośrednio ("dołujące brednie) wpis calacanisa komentuje david heinemeier hansson (of ruby on rails fame), tytułując wpis "wyrzuć pracoholików". dhh przytacza pięć powodów, dla których pracoholicy nie są najlepszymi pracownikami, wbrew temu co twierdzi calacanis. są to argumenty, które warto przemyśleć: wypalenie, które uderzy w najmniej sprzyjającym momencie, brak kreatywności kompensowany ciężką i długotrwałą pracą nad problemem, wywieranie presji przez pracoholików na pozostałych pracownikach do bezczynnego siedzenia na tyłkach po godzinach itd.
  • calacanis trochę wycofał się z kategorycznego tonu i złagodził (skreślając) fragment poprzedniego wpisu, dotyczący zwalniania nie-pracoholików. najpierw zarzucił, że wyrwano cytat z kontekstu, potem pyta wytłuszczoną czcionką:
    • "dlaczego ludzie są tak niechętni pomysłowi, by pracować naprawdę ciężko?"
      • o, tu mógłbym długo i namiętnie.
  • po czym dalej kontynuuje w stylu z poprzedniego wpisu: "prawdę mówiąc, nigdy nie prosiłem nikogo, by pracował ciężej niż ja, a ja pracuję siedem dni w tygodniu". to, że calacanis nie prosił nikogo, by pracował dla niego osiem albo dziesięć dni w tygodniu, szczerze mnie podbudowało: okazuje się, że facet nie stracił jeszcze całkiem kontaktu z rzeczywistością.
  • następnie pisze jeszcze o stresie, którym oczywiście należy, jak wszystkim "zarządzać". to charakterystyczne błędne koło, którego calacanis nie zauważa. nie ważny jest stres, ważne jest zarządzanie stresem. kryzysów nie należy unikać, tylko należy nimi zarządzać. można mieć i 3 zawały, ważne, żeby zarządzać potem stanem pozawałowym.
  • z drugiej jednak strony, jakaś część mnie w pełni calacanisa popiera. też nie umiem żyć w oderwaniu od pracy, też muszę lubić to co robię
    • co ma ten fatalny skutek, że jestem praktycznie niezdolny do robienia rzeczy, których robić nie lubię
  • i też zdarza mi się pracować mentalnie 24/7. nawet czasem śnią mi się kokpity blipa ;-) pytanie tylko, czy mogę skłaniać do tego innych? tak. pod pewnymi warunkami.
  • calacanis z jednej strony traktuje swoich pracowników jak samego siebie. każe im kochać to co robią i tworzy im idealne (jego zdaniem) warunki by robili, to co kochają. pytanie tylko, jak ich motywuje. tylko tym, że mogą robić, to co kochają? że zarobią na życie, którego zresztą nie będą mieli? bo on przecież, jako właściciel startupa, jeśli mu biznes wypali,
    • a przecież to nie tylko jego zasługa
  • zgarnie taką sumę, o której pracownicy nie mogą nawet pomarzyć. być może program opcji w mahalo jest superkorzystny, nie wiem. o tym nic calacanis nie wspomina. w końcu wpis poświęcony jest oszczędnościom, a nie wydatkom. ale milczenie na ten temat jest zastanawiające. w końcu cięższa praca to nie jedyna różnica pomiędzy startupem a korporacją.
    • tu warto dodać, że pracownicy calacanisa to w dużej mierze nie IT
  • tak czy inaczej, przynajmniej od strony "technicznej" wpis calacanisa budzi wiele wątpliwości. produktywność? tak. efektywność? tak. ale za jaką cenę i na jaki dystans? czy calacanis sprzedawszy mahalo po roku zostawi po sobie wypalonych pracowników? może faktycznie, to się opłaca. bo mimo wszystko praca w warunkach dobrowolnego obozu ciężkich robót serwującego dobrą kawę, nie jest rozwiązaniem długofalowe. produktywność? efektywność? owszem. obozy pracy wcale nie są efektywne. może właśnie zwiększenie przestrzeni prywatnej, wręcz skłanianie pracowników do tego, by się oderwali, zapewni lepszy efekt.
  • no i na koniec powstaje pytanie o tym, jak to się odnosi do polski. po pierwsze w polsce bardzo niewiele jest tego typu startupów, o jakich pisze calacanis. firmy, które otrzymały kilka milionów dofinansowania to już są u nas dojrzałe korporacje, a nie startupy. po drugie: startupy w polsce nie zatrudniają najczęściej nikogo, albo prawie nikogo. po trzecie: zupełnie inna historia, inna tradycja. tym niemniej mam wrażenie, że wiele firm ciągle szuka pracoholików, którzy poddani przemocy symbolicznej od dzieciństwa, uważają, że wbijając się w dobry garnitur, pracując tyle, co szef, przekraczają granice klasy w jakiej się urodzili i awansują do wyższej klasy. na razie wydaje się, że poza nielicznymi przypadkami menedżerów w ogóle nie obchodzą takie drobiazgi jak to, czy pracownicy mają gdzie iść na lunch
    • fundowanie obiadów przez 4 dni w tygodniu? chyba by się powietrzem zadławili.
  • a ja wiem, że takie drobiazgi mogą stanowić poważny problem.
  • w każdym razie u mnie w firmie, pracują wyłącznie pracoholicy. i mają do dyspozycji świetną kawę.
sobota, 08 marca 2008, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Raj dla programisty, część 1 z Morizon.pl
Pracowałem w wielu firmach, zarówno jako zwykły programista jak i kierownik zespołu programistów czy freelancer prowadzący własną działalność. Organizowałem więc warunki pracy zarówno swoje jak i innych ludzi - raz były one lepsze raz go... »
Wysłany 2008/03/31 10:44:49
Komentarze
2008/03/08 12:20:00
Alternatywnie, dwa inne wpisy na temat "stworzenia idealnych warunków pracy dla programistów":

- hedgehoglab.com/blog/2008/03/06/creating-a-great-workplace-for-developers/
- www.37signals.com/svn/posts/893-workplace-experiments

Oddałbym naprawdę wiele, gdyby w normalnych, polskich firm przyjął się ten 4-day work week. W hedgehog lab, co "ciekawe", pracownicy otrzymują premię po równo, tj. jeśli firma zarobiła na projekcie dodatkowo $20k, to każdy z 20 pracowników dostaje $1k, niezależnie od tego ile pracy włożył.

O ile ma się pewność, że każdy pracownik da z siebie wszystko dla projektu, to bardzo rozsądne i mądre rozwiązanie.

I byle takich więcej.
-
2008/03/08 12:40:51
Mi sie (niektore) rady Calacanisa podobaly np. ta o wygodnych krzeslach czy ta o dostepnosci napojow, o makach nie wspominajac. I przyznam szczerze, ze jeszcze 2 lata temu czytajac rade o pracoholikach uznalbym JCala (skrot by Techcrunch) za proroka i w ogole. Ale wtedy bylem mialem ledwo pojecie jaka jest roznica miedzy startupem w teorii i praktyce. No i teraz, wzbogacony praktyka, smiem twierdzic, ze wyrzucanie za brak pracoholizmu jest na pograniczu glupoty. A samym wynurzeniom JCal'a smaczku dodaje fakt, ze wg Techcrunch, pensja w Mahalo jest rzedu $30-35k rocznie - co jest pensja dosc niska...

Dla rownowagi psychicznej proponuje lekture pierwszej polowy ksiazki Tima Ferrisa "4-hour work week" (druga czesc jest dosc nudna, wiec nie polecam:)


PS. Przy fragmencie o tym , ze JCal nie stracil kontaktu z rzeczywistoscia spadlem ze smiechu z krzesla. Thx:)

-
Gość: pankracy, 225-goc-7.acn.waw.pl
2008/03/08 13:15:07
No ale czy tego właśnie nie uczy się na studiach menadżerskich ? po co wynajdywać koło ponownie. To wszystko jest na bieżąco badane a wyniki publikowane i przekazywane na studiach.
-
2008/03/08 14:01:14
Wygodne krzesła są naprawdę ważne, ja mam w pracy wygodne. Koniec przechwałek, bo Maca nie mam ;-)
Pracoholizm jak wszystko ma wady i zalety. Ale według mnie taki pracoholik po pewnym czasie będzie wyduszoną do ostatniej kropelki soku cytryną, która właściwie nie ma już wiele do zaoferowania. Ja wolałbym ludzi, którzy pracując czerpaliby z pracy satysfakcję, która napędzałaby ich do dalszej pracy i rozwoju, ale nie do upadłego.
-
2008/03/08 14:35:43
Warto jeszcze dodać do całej dyskusji kolejne echa tego artykuyłu:

CenterNetworks
www.centernetworks.com/mahalo-employees-like-prison

Wypowiedz pracownika Mahalo
www.seanpercival.com/blog/2008/03/08/how-i-went-from-picking-up-your-crap-to-reading-it/
-
2008/03/08 15:28:24
Jako, że wiem jak wygląda praca od tej strony (układanie ręczne wyników wyszukiwań), a platforma którą tworzę jest tematycznie, a nawet filozoficznie podobna do Mahalo, do tego miałem okazję zatrudniać w tym trybie pracy 2 osoby, to chyba przyda się tu mój szerszy komentarz. Ja też pracuje 7 dni w tygodniu od rana do wieczora, mimo to czuje się raczej mało wypalony. Kwestia przyzwyczajenia? Moje 4 litery nie narzekają, bo fotel bardzo wygodny, a od jakiegoś czasu też Mac na biurku. Co do kawy to nie pijam, wolę cherbaty ziołowe. Dla sportu, do biura chodzę piechotą, a kawałek jest, natomiast życie prywatne mam w godzinach mniej więcej 18-22. Taka jest specyfika tej pracy i tego nie przeskoczę w żaden sposób tak samo jak Jason Calacanis. I wcale się nie dziwię, że tego samego wymaga od swoich pracowników. Oczywiście on ma z tego większe profity i jest bardziej zmotywowany bo pracuje dla siebie, a nie dla kogoś.

Sposób działania Mahalo po prostu wymaga takiego trybu pracy, bo tego inaczej nie sposób zrobić. Mówię tu o pracownikach zatrudnionych na stałe. A jest tam przecież jeszcze Greenhouse, o którym nikt tu nie wspomina. W Greenhouse każdy pracuje ile chce, kiedy chce i czy wogóle ma w tym miesiącu na to ochotę. Po prostu wynagradzają takiego pracownika stałą opłatą (wcale nie małą) za każdy ułożony wynik wyszukiwania. I to już chyba nie podpada pod pracoholizm? Sądzę, że Mahalo naprawdę potrzebuje na tą chwilę takiego sposobu doboru pracowników i rozdzielenia ich na stałych i "freelancerów" z Greenhouse. Jeśli freelancerzy zawiodą to ktoś musi za nich to nadrobić żeby wyrobić się w planach. Pozostaje tylko kwestia wynagrodzenia tych pracoholików. Pensja powinna być adekwatna do tych dni wyrwanych z życiorysu. Widocznie Mahalo nie zarabia jeszcze tyle. Jestem pewien, że gdy ten startup będzie przynosił większe zyski sytuacja finansowa pracowników poprawi się. Startup wymaga poświęcenia wszystkich uczestniczących w tym projekcie. Jeśli ludzie się tam tak poświęcają to widocznie mają ku temu swoje powody. Nikt nie stoi nad nimi z batem i nikt nie trzyma na siłę. Jeśli ktoś jest za mało efektywny to się nie nadaje a Calacanis go zwalnia, żeby zrobić miejsce dla kogoś komu bardziej na sercu leży rozwój serwisu. Dla osób nie wytrzymujących tempa jest Greenhouse. Tyle z mojej strony, pozdrawiam.
-
2008/03/08 15:50:25
"Jestem pewien, że gdy ten startup będzie przynosił większe zyski sytuacja finansowa pracowników poprawi się."

skąd ta pewność? ja wcale nie jestem pewien. pracownicy ryzykują, ale nie jest nigdzie wspomniane, co mogą wygrać i co znaczy, że ich sytuacja się poprawi.

ps. o greenhouse nikt nie wspomina, bo sam calacanis nie wspomina.
-
2008/03/08 16:28:12
Jak świat światem nikt nie może być pewny w 100% wszystkiego. Ma pewność powiedzmy 80% wynika z tego, że Mahalo to nie jest algorytm, Mahalo to są pracownicy bez których nie będzie istnieć. To nie jest społecznościówka gdzie darmowych pracowników od contentu jest na pęczki, ani opensource, gdzie ludzie pracują dla satysfakcji czy z chęci pomagania bez profitów finansowych. Owszem satysfakcja na pewno jest, ale jeśli Mahalo nie zapłaci odpowiednio tym przecież ekspertom w wybranych dziedzinach to ich straci co mogę powiedzieć z równą pewnością.

Jednak... moja pewność co do zwiększenia pensji stałym pracownikom opiera się też na tym, że Greenhouse nie osiągnie odpowiedniej masy krytycznej uczestników generującą ogromną ilość poprawnych wyników. Jeśli się tak jednak stanie to rzeczywiście pracownicy ogromnie ryzykują pracując tam, bo wtedy przestaną być potrzebni. No może jedynie do weryfikowania, zatwierdzania, moderacji z czego pensji dużej nie będą mieli.

Dlatego bardzo się dziwię, że Calacanis o Greenhouse nie wspomniał, może nie bez powodu. Zapewne nie wspomniał jeszcze o wielu rzeczach, równie dobrze pracownicy mogą mieć oprócz pensji dodatkowo profity z reklam, które wyświetlają się w stworzonych przez nich hasłach.

Jeśli nie ma nic takiego co by jednak dawało pracownikom szanse na profity wielkości adekwatnej do popełnianego przez nich ryzyka (zdziwiłbym się, chyba głupi nie są sądząc po hasłach które tworzą?) , to metoda zatrudniania podana przez Jasona jest nieludzka, choć możliwe że skuteczna,. Oby nie taki był kierunek przyszłych startupów.
-
2008/03/08 16:31:50
no właśnie problemem ("podstawowym problemem marksizmu") jest fakt, że pracownicy dostaną 20% podwyżki, a calacanis 50 mln dolarów za akcje :)

ps. ja też nie wierzę, że nie ma tam żadnych opcji, ale z drugiej strony, chciałem jeszcze raz zwrócić uwagę, że pracują tam nie-informatycy, być może osoby, które wcale nie mają takiego wyboru pracodawców i są zmuszeni do wykonywania zawodu... pracoholika.
-
2008/03/08 16:47:57
"no właśnie problemem ("podstawowym problemem marksizmu") jest fakt, że pracownicy dostaną 20% podwyżki, a calacanis 50 mln dolarów za akcje :) "

:) i w drugą stronę też to działa, jeśli Mahalo to niewypał (wg mnie tak w teraźniejszej formie) oni stracą pracę, a Calacanis miliony $
-
2008/03/08 16:52:58
e, on to i tak robi za nieswoje pieniądze :)
-
2008/03/08 16:57:41
Może to oburzenie wynika z niezauważenia że opisani nie są programistami.

Pracowałem póltora roku w takim startupie jako projektant/programista. Krzesła były takie sobie, wprowadzili darmowe napoje ale to się szybko skończyło jak się okazało że na wsad do automatu z kawą/czekoladą/herbata (parszywych, z proszku) idzie sześć tysięcy miesięcznie. Kiedyś napiszę o tym książkę. PIęć lat mi póżniej zajęło poukłądanie sobie życia i dalej jest mi trudno przywyknąć do sytuacji kiedy praca nie wymaga ode mnie rzeczy merytorycznie niemożliwych. Kumplowi pracującemu tam przy sąsiednim biurku nie wystaczyło i 8 lat, powiesił się miesiąc temu. Co polecam uwadze P.T. pracodawców.

Krzesła Allak z Ikei są bardzo wygodne, 250 PLN, polecam wszystkim.
-
2008/03/08 17:09:03
Granica między charyzmatycznym, wymagającym szefem, a zwykłym sk**wielem, który "elastyczny czas pracy" traktuje jako wiodącą przewagę konkurencyjną, a poprawę morale zespołu sprowadza do pozwolenia na przyjście do pracy pierwszego stycznia dopiero o godzinie 11, jest baaardzo cienka. Tak samo cienka w Polsce, jak w USA, Indiach, Niemczech i na całym bożym świecie.

Dorzucę jeszcze linka związanego z tą tematyką:
tnij.org/avox
-
2008/03/08 18:50:54
# z drugiej jednak strony, jakaś część mnie w pełni calacanisa popiera. też nie umiem żyć w oderwaniu od pracy, też muszę lubić to co robię

* co ma ten fatalny skutek, że jestem praktycznie niezdolny do robienia rzeczy, których robić nie lubię

Taaaa... Czy w naszej branży jest dużo takich, którzy nie lubią tego robić? :))) Chyba nie ;)
-
2008/03/08 18:51:13
Moim zdaniem ktoś, kto pracując 7 dni w tygodniu od rana do wieczora nie czuje się wypalony, prędzej czy później się poczuje. Może być za późno. Chyba, że naprawdę robi to co lubi, ale i tu nie byłbym pewny. Nie znam kultury pracy przy startupach, ale uważam, że kosztów zdrowia i dobrego samopoczucia nie wyrówna nawet najwyższa pensja. Bo na co to wydawać? Na Nervosol? Ale to tylko moje prywatne zdanie. Lunche, jeśli to możliwe, powinny być na świeżym powietrzu, bo nawet najtęższy, ale niedotleniony mózg w końcu nie wyrobi. Innym pomysłem jest tyranie do czwartku na maksa, ale "uwolnienie piątku" co postulowali chyba w Hiszpanii, albo Portugalii. Tylko to chyba guzik się ma do startupów? Jednego jestem pewien - żeby normalnie funkcjonować w życiu, praca nie powinna na maksa przesłaniać przyjemności, nawet jeśli sama nią jest.
-
2008/03/08 19:26:42
@matesky: To nie do końca tak. To nie chodzi o harowanie 24/7 ale o to, ze praca i hobby to jedno. Wolne chwile spędza się myśląc w zasadzie o pracy, nawet podczas lunchu na powietrzu rozmawia się na tematy związane z praca. Tak to już jest ;) A w start-upach (przynajmniej tych, które bliżej znam) cenią to, że człowiek żyje branżą. W zasadzie 24/7 wykonuje pracę koncepcyjną :)
-
2008/03/08 19:35:07
No dobra. Trochę nadużyłem określenia "start-up" :)
-
2008/03/09 01:35:42
jak pierwszy raz przeczytałem post Calacanisa to myślałem, że to żart (głównie właśnie przez ten sporny punkt o pracoholikach) ale jak przeczytałem go jeszcze raz (cały czas przed tym całym szumem) to doszedłem do wniosku, że w większości punktów ma po prostu racje. Jakby kilka polskich firm wcieliło chociaż połowę jego zasad to ja bym się cieszył.

Co do postu na techcrunch - imo nadinterpretacja, nie wiem czy ktoś też potwierdził te 30k$ podane w komentarzach ?
Nie wiem jak to wygląda na warunki w usa ale pamiętajmy, że to jest kasa za układanie wyników wyszukiwania a nie developerke itp Jeśli pracownikom by nie odpowiadało (a po reakcjach widzę, że raczej odpowiada) to nie sądzę, że by na siłę trzymali się krzesełka.

@weirdnik te krzesła allak rzeczywiście wyglądają nieźle... a białe są do białych macbooków? ;)
-
Gość: matmis, ip-89.171.118.226.crowley.pl
2008/03/09 10:13:40
"dalej jest mi trudno przywyknąć do sytuacji kiedy praca nie wymaga ode mnie rzeczy merytorycznie niemożliwych" - heh, też tak miałem

w komentarzach do wpisu Calanisa sa inne fajne metody oszczedzania, np.:
"11. How about hiring an IT guy with a warez connection. I worked at a startup where most of the software was warez. Saved a lot of early capital" :-)
-
2008/03/09 10:15:59
@kabturek: myślę, że to może nie być żart. 30-35K + darmowe żarcie + obiecane opcje...
-
2008/03/09 14:20:24
re: biały Allak

Jak ostatnio byłem w Ikei to się pojawiły jasne (kość słoniowa mniej/więcej). Mam takie w pracy, czarne i to jest jedno z dwóch najwygodniejszych krzeseł na jakich siedziałem. Drugie to był jakiś topowy model Kinnarpsa za półtora tysiąca albo więcej (w Ikei są też klony Kinnarpsa ale nie testowalem, też są drogie).

re: 35k

Kiedyś sprawdziłem płace i wyszło, że hydraulik na wschodnim wybrzeżu zarabia 40-50k, a nie musi siedzieć w biurze i szprycować się kofeiną z kroplówki. ZTCW w Dolinie 35k rocznie to ledwo starczy na mieszkanie w kartonowym pudle na śmietniku.

re: warez connection

Warezy warezami ale używanie OSS jest rozwiązaniem. Eclipse (programiści), Firefox i OpenOffice (biuro, redaktorzy kontentu) chodzą tak samo dobrze na Ubuntu i jako bonus nie trzeba pompować kasy w sprzęt pod wymagania Visty z Aero. Są też darmowe odpowiedniki Exchange (np SUN Comms).
-
Gość: Binio, host86-145-176-117.range86-145.btcentralplus.com
2008/03/09 18:24:58
Zgadzam sie z Matesky. Praca jest tylko środkiem do celu a nie celem. Pracujemy by żyć a nie, zyjemy by pracować. Mało mnie obchodzą krzesła w firmach i to czy korzystaja z Mac'ów (dla mnie to i tak MP3 playery za 3000 $). Lunch - nigdy w miejscu pracy zawsze na zewnatrz. Ludzie nie jedzcie w tym miejscu co pracujecie. Jesli myslicie, że fajnie jest poczytać Onet przy kanapce to zróbcie to w domu. Co do pracy - pracodawca zawsze zapłaci wam najmniej jak może. Przestaniecie być potrzebni powie wam Dowidzenia! Ceńcie własne pomysły i systematycznie zmieniajcie prace. 2- lata w jednej firmie to zasiedzenie.
-
2008/03/09 18:35:13
nie wiem, ile masz lat, ale ja doceniam teraz wygodne krzesło, wygodny komputer i ogólnie ergonomię stanowiska pracy. po jakimś czasie wszystkie zaniedbania w tym zakresie wychodzą.
-
2008/03/09 20:42:18
@binio

Czy rada żeby zmieniać pracę co dwa lata wynika z twoich doświadczeń czy może z poradników Amerykańskich Doradców d/s Budowania Kariery? Bo ona jest dobra tylko jeśli wykonujesz mało kontekstową, powtarzalną robotę którą ja nazywam wiosłowaniem, np kodowanie w PHP czy Javie według projektu robionego przez kogoś innego. Dla pracy bardziej wymagającej taka strategia może się kiepsko sprawdzić, bo jeśli widzę po CV że kandydat zmienia pracę co dwa lata to nie zatrudnię go do dłuższego projektu, gdyż pierwsze pół roku nie będzie z niego pożytku bo się będzie wdrażał, a ostatnie pół roku będzie pracował na pół gwizdka zajęty szukaniem następnego kontraktu; dostaję więc rok pracy za cenę dwóch. Thanks, but no, thanks.

Pracodawcy nie są oczywiście aniołami, nie wszyscy są też wyzyskiwaczami rodem z Ziemi obiecanej, ja osobiście wspomniany wyżej dotcom/startup pod względem finansowym wspominam lepiej, niż bardzo dobrze.

A jeśli krzesło nieważne, cóż, gratuluję tytanowych zwieraczy.
-
2008/03/09 20:47:22
@weirdnik: cóż, ja myślę, że na tym rynku to nawet kontekst (otoczenie biznesowe) potrafi się dość mocno zmienić przez 2 lata. ja tam dłużej niż 2 lata na razie nigdzie nie pracowałem i cenię sobie taką możliwość. tak, jestem niezły w "rozkręcaniu" różnych przedsięwzięć. jest koszt taki, że pewnie gorzej sobie radzę w ich "podtrzymywaniu".
-
2008/03/09 23:13:11
Krzesło: Z tego co widzę, ALLAK to wersja MOSESa z wyższym o parę centymetrów oparciem. I jeśli tak, to potwierdzam - MOSES jest bardzo wygodny i bardzo stabilny, nawet jak na moje 130 kilo.

-
2008/03/10 01:26:49
@reuptake re: dwa lata

Ok, ja patrzę na to pod kątem budowania zespołu do rozwiązywania problemów (budowania systemów) z określonej klasy zadań, technologia czy warunki biznesowe są tu trochę drugorzędne, facet o ktorym wiadomo, że nie przywiązuje się do miejsca niekoniecznie pasuje do takiego podejścia, ale to nie jest jedyne podejście przecież.
-
Gość: Binio, host81-158-236-43.range81-158.btcentralplus.com
2008/03/10 16:41:28
@WEIRDNIK
Zaabsorbowałeś mnie tym krzesłem...patrze co za marka itd. ale nie mogę znaleźć. Jest chyba wygodne, a co do zwieraczy to nie wiem o czym mówisz może to jakiś osobisty dramat :-) Gratulacje przyjmuje jednak. Masz jednak racje ja nie pracuje nigdzie dłużej niż dwa lata, nie z przekonania ale poprostu tak wychodzi. Mój ostatni kontrakt przedłużano z miesiąca na miesiąc aż wyszło 2 lata. Realia są tez inne bo pracuje w UK gdzie raczej sama atmosfera pracy jest zrelaksowana jeśli chodzi programistów.Co do targowania się w momencie podejmowania kontraktu to uważam ze tak trzeba bo nie można na wstępie przychodzić do pracy będąc niezadowolonym ze stawki za jaką się pracuje. Zgadzam się z Toba że wprowadzenie osoby do zespołu zajmuje czas, ja jednak wykonuje prace kiedy coś już jest zrobione i dość często zrobione źle i trzeba sprawy wyprostować.
Niemniej jednak to tylko praca ktora przynosi satysfakcje i pieniądze ale jednak praca.A lat mam 34 :-)
-
2008/03/11 11:51:32
Witam,
Bardzo ciekawy post i bardzo akurat w temacie bo tez podjalem sie ruszenia startupem (jest w linku).
W poprzedniej pracy (firma IT) krzesla byly beznadziejne, biurka tandetne, nie bylo darmowej kawy i ogolnie wszedzie bylo ciemno. Obecnie nie jestem na etapie wlasnego biura (startup to raczej po godzinach), ale jesli do tego etapu dojde, na pewno wykorzystam porady Calacanisa (chociaz ameryki tez nie odkryl w wielu przypadkach).

W zespole mamy i pracocholików i nie-pracocholików w relacji 50:50 i wydaje mi sie, ze to dobre rozwiazanie. :)

BTW. te krzesla z ikea sa tez biale, do maca w sam raz :)
BTW2. te zabezpieczenia komentarzy na bloxie sa beznadziejne
-
Gość: value, gki65.internetdsl.tpnet.pl
2008/04/28 21:13:56
Święta racja, trn gość ma rację i nie obawia się jej powiedzieć publicznie. Albo robisz karierę w branży internetowej i podzielasz jego poglądy albo idź pracuj do urzędu skarbowegi lub zus a będziesz pracować do 15.00 ;)
Najśmieszniejsze jest to że w naszej branży zdarzają się tacy ludzie którzy mają mentalność jeszcze z PRL i się jakimś cudem uchowali, to są pewni kandydaci na pierwszych czlonków związków zawodowych pracowników spółek internetowych ;)