pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

śmierć blogera

  • new york times wywołał ogromną burzę artykułem, opisującym blogowanie jako wyniszczającą pracę, skutkiem której może być wręcz śmierć z wyczerpania. dwa takie przypadki przytoczono w tekście, okrasiwszy je dodatkowo cytatem z arringtona
    • "jeszcze nie umarłem" - powiedział twórca techcruncha - "ale w którymś momencie dopadnie mnie załamanie nerwowe i trafię do szpitala albo stanie się coś innego"
  • artykuł ten połączono natychmiast z kilkoma poprzednimi publikacjami new york timesa, poświęconymi m.in. wynagrodzeniom w gawkerze (też o tym pisałem), odszukano w nim nieścisłości i przesadyzmy (jak choćby porównanie pisania blogów do pracy w "sweatshopach"
    • jest jakieś polskie określenie na sweatshop?)
  • i poddano miażdżącej krytyce. jedni wyśmiewali new york timesa, za "odkrycie", iż wszyscy kiedyś umrzemy, inni wytykali błędy rzeczowe lub sprowadzali problem do prostego "takie rzeczy zdarzają się wszędzie", a jeszcze inni, jak marc andressen drwili, że niedługo tytuły będą brzmieć "hitler prawdopodobnie blogował" czy "pedofil/seryjny zabójca prowadził bloga". krótko: new york times został oskarżony o coś podobnego, o co oskarżono gazetę.pl, czyli o fud. gdzieś w podtekście jest bowiem strach tradycyjnego medium przed blogerami, którzy kradną mu czytelników.
  • warto jednak usłyszeć osobny głos oma malika. om malik przeszedł zawał na przełomie roku, o czym zresztą (oczywiście) napisał na blogu. choroba, która spotkała go, nie była spowodowana przez jedną przyczynę. tym niemniej tryb życia jaki prowadził om malik był dość typowym trybem życia blogera.
  • gdy czytam blogi na temat zarabiania na blogach, mam wrażenie, że budują one dość oderwany od rzeczywistości obraz. obierzesz sobie jakiś temat, który i tak lubiłeś, będziesz pisał kilka notek dziennie, wstawisz adwordsy czy inne reklamy i pieniądze same będą płynąć. będziesz żył z tego, co lubisz. właściwie nie będziesz pracował, tylko uprawiał swoje hobby, tym razem za prawdziwą kasę. może będziesz musiał się dużo bardziej starać, ale w notkach na blogu znajdziesz 100 cudownych wskazówek jak napełnić swój portfel, robiąc to samo, co inni robią za darmo.
  • prawda jest nieco mniej atrakcyjna. blogowanie na poziomie takim, na jakim robią to blogerzy z "listy a", to potwornie ciężka praca, nie dająca wielu chwil wytchnienia, a już na pewno nie wtedy, gdy go potrzebujesz. nie tylko musisz pisać, ale musisz też pisać bardzo szybko i bardzo ciekawie. nie jesteś felietonistą tygodnika, który sobie w spokoju dopracowuje drapieżny felieton siedząc w kawiarni i wymyślając bon moty. masz na to kilka godzin i musisz napisać, nie masz wyjścia. są i dziennikarze, którzy pracują w podobnym trybie, na przykład w agencjach prasowych. ale ich tekstów wolałbyś nie czytać. są kompletnie wyprane ze wszelkiego polotu.
  • bloger balansuje więc między szybkim podaniem informacji ("podam to jako pierwszy i wszyscy do mnie zalinkują") a jej wyjątkowo celnym zaprezentowaniem ("napiszę to w taki sposób, że wszyscy do mnie zalinkują"). to jest sprzeczność, a gdzie jest sprzeczność, tam pojawia się stres. dodatkowy stres związany jest z reakcjami. są one natychmiastowe i często bardzo, bardzo bezpośrednie. cała masa frustratów czeka na każdą twoją pomyłkę lub słabszy moment. może być to literówka, może być to błąd rzeczowy, cokolwiek, co da możliwość napisania im, że jesteś idiotą.
    • ok, powiedzmy sobie szczerze: oni nie potrzebują tak naprawdę żadnego pretekstu, samo twoje istnienie jest pretekstem do aktów agresji
  • można ich komentarze puszczać mimo uszu, można się z nich śmiać, można wiedzieć swoje, ale to też jest źródło presji. w dodatku musisz / chcesz rozmawiać z czytelnikami. podsumowując: musisz / chcesz dużo czytać, musisz / chcesz dużo (i lekko) pisać oraz musisz / chcesz choć trochę dyskutować. sen, jedzenie upychasz w przerwach.
  • na dodatek z tymi pieniędzmi z reklam też nie jest tak różowo. wiele serwisów blogowych dorabia na boku. albo ich twórcy zajmują się konsultingiem albo organizują rozmaite konferencje: z samej reklamy wyżyć jest trudno.
    • podejrzewam, ze wielu piszących blogi ma wrażenie, ze konkurencja nie jest lepsza w pozyskiwaniu newsów, nie ma lepszego stylu lub lepszych czytelników. do tego raczej trudno się przyznać. ale zazdrość o to, że konkurent mniej śpi, jest jak sądzę powszechna.
  • nie jestem płodny jak kraszewski, ale pisanie nie przychodzi mi na ogół z wielkim trudem. gdy pomyślałem, że musiałbym napisać kilka takich (nawet krótszych) notek dziennie, i następnego dnia, i kolejnego... włosy jeżą się na głowie.
  • new york times być może przesadza. ale w tym, co opisuje, jest ziarenko prawdy
    • tak jak było ono w tekstach gazety o naszej-klasie.pl: nie była ona, umówmy się, najfortunniej skonstruowanym serwisem pod względem prywatności
  • warto to ziarenko wyłuskać i przyjrzeć mu się z bliska. i nie zabijać przyjemności z blogowania. ani, tym bardziej, siebie.
poniedziałek, 07 kwietnia 2008, reuptake

Polecane wpisy

  • akt 3: rozstajne drogi

    fundacja ethereum, a przynajmniej większość jej członków, wspierała rozwiązanie, w myśl którego środki zrabowane z DAO miałby zostać zwrócone pokrzywdzonym. jed

  • akt 2: bug czy feature?

    od początku tego roku zainteresowanie ethereum rośnie lawinowo, rośnie też, nieco spekulacyjnie, wartość waluty ETH . zaczynają się tym projektem interesować ba

  • akt 1: introdukcja

    ethereum jest jak bank przyszłości w stosunku do banku tradycyjnego. w tradycyjnym banku miałeś konto i miałeś na nim środki. w nowoczesnych bankach jest coraz

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: LemonBAG, *.adsl.inetia.pl
2008/04/07 17:51:15
Polskie określenie na "sweatshopy" to "obozy pracy"
-
reuptake
2008/04/07 17:52:17
chyba nie jest to dokładny odpowiednik? w obozach pracy nie zarabia się nic, w sweatshopach zarabia się, ale marnie.
-
Gość: Paweł Nowak, *.chello.pl
2008/04/07 17:55:42
"nie jestem płodny jak kraszewski, ale pisanie nie przychodzi mi na ogół z wielkim trudem. gdy pomyślałem, że musiałbym napisać kilka takich (nawet krótszych) notek dziennie, i następnego dnia, i kolejnego... włosy jeżą się na głowie."

Być może jest to spowodowane pisanie w punktach i notorycznym przekręcaniem głowy w prawo (żeby przeczytać/napisać nowy punkt) To żart oczywiście :) O "śmierci bloggera" przeczytałem na Blog Herald w sobotę i ich komentarz jest utrzymany w podobnym tonie do Twojego (słusznie). W praktyce blogowanie to kawał ciężkiego chleba ale umrzeć to przez to nie można. Kwestia znalezienie złotego środka. Kilka dobrych pomysłów to np. wykorzystanie bardziej produktywnych okresów dnia/tygodnia na napisanie czegoś na zapas. Dobrze jest także przyzwyczaić czytelników do lżejszych, nienówsowych tematów w weekendy co daje gwarancje, że możesz w czwartek przygotować teksty na piątek-sobotę-niedzielę i spokojnie jechać za miasto. Nie wiem czy poprawnie użyję tego stwierdzenia, ale higiena pracy w wypadku boggerów jest bardzo ważna. W tekście NYT jest wspomniany także jeden z autorów Gizmodo który spędza większość dnia w jednym pomieszczeniu, które jest jednocześnie jego sypialnią i pokojem do pracy. Nie wychodzi, je zamawiane jedzenie i śpi w przerwach. Trudno się potem dziwić, że koleś ma zawał i schodzi :) Dla porównania warto przeczytać jeden z nowszych wpisów na wspomnianym już Blog Herald gdzie Matt Craven opisuje swoje środowisko pracy. Nie trudno zauważyć, że ma to o wiele lepiej zorganizowane niż Matt Buchanan z Gizmodo (ten z sypialnią slash pracownią). Złoty środek - tylko tyle i aż tyle.

ps blogowanie (generalnie pisanie dla większej ilości ludzi) zmienia także charakter rozmów przez IM czy email (czy komentarzy na blogu sic!) - przyłapałem się, że nie piszę już mail czy komentarzy a właśnie takie małe wpisy z mnóstwem linków, odwołań, itp. ułożonych tak jak wpis na blog. Jednak przez to nie zejdę raczej :)
-
Gość: Pawe? Nowak, *.chello.pl
2008/04/07 17:57:41
Żaliłem się już, że komentowanie na blox to ból? Gdzie na miłość są moje akapity powyżej? I czemu jeśli system "znikł" moje nowe linie z pierwszej części komentarza to zostawił przed "ps"? Pozdrawiam.
-
2008/04/07 18:00:47
Witaj w naszym świecie.

Choć przyznaję, że to co my robimy jest trochę podobne, a trochę różne.
-
reuptake
2008/04/07 18:01:10
może i się żaliłeś, ale czemu mi? :)
-
reuptake
2008/04/07 18:02:21
@zczuba: dlatego zawsze połowicznie wam autentycznie zazdrościłem, a połowicznie autentycznie współczułem.
-
Gość: Pawe? Nowak, *.chello.pl
2008/04/07 18:06:08
"cała masa frustratów czeka na każdą twoją pomyłkę lub słabszy moment. może być to literówka, może być to błąd rzeczowy, cokolwiek, co da możliwość napisania im, że jesteś idiotą."

;P

A na serio: znam sytuację z powyższego akapitu aż za dobrze ostatnio :) Tym bardziej, że prowadzę audycję na żywo a której potem robię podcast i jeśli tylko pomylę jedno pojęcie, czy przekręcę jakąś liczbę to mocno dostaje :) Ale jest też druga strona blogowania: dystans, którego się nabiera do krytyki po jakimś czasie. Jak ze spamem - uczysz się odsiewać konstruktywną krytykę od czepialstwa już na poziomie czytania komentarza.
-
Gość: Kasia, *.net.upc.cz
2008/04/07 20:45:46
Sądzę, że tutaj trzeba by rozgraniczyć pojęcie blogera między zawodowym blogerem, ponieważ są to 2 odrębne rzeczy.

Zgadzam się z tym, że zawodowy bloger ma ciężej niż dziennikarz, ponieważ jego każdy może skrytykować i na dodatek nie wymaga wielkiego wysiłku jedynie napisanie klika słów pod wpisem. Jednak nie uważam, że strach przed negatywnymi komentarzami jest powodem stresu. Negatywne komentarze są pozytywną rzeczą jeżeli pasjonujesz się tym o czym piszesz to w końcu musisz kogoś siła rzeczy wkurzyć :) Jeżeli tego nie osiągnąłeś oznacza, że nie robisz tego zbyt dobrze.

Jednocześnie też wychwalałabym blogerów nie pod niebiosa, ponieważ naprawdę garstka może się pochwalić dobrym warsztatem pisarskim.

Jeżeli chodzi o zarabiania to jest to zupełnie inna kwestia. Oprócz tego, że bloger musi często i w miarę dobrze pisać to skuteczna reklama na blogu kosztuje trochę czasu i wiedzy technicznej tudzież marketingowej. Nie wystarczy tylko wrzucić AdSense. Oprócz odpowiedniego ułożenia, koloru, doboru jednostki ważne jest, aby reklamy były dopasowanie reklam do tekstów czy też strzec się przed adwordsowym arbitrażem, stronami MFA czy zaparkowanymi domenami.

Polecam poczytanie takich blogów jak www.johnchow.com, który nie przez przypadek za tylko miesiąc marzec zarobił na swoim blogu $31,441. Czy np. doskonały w swoim fachu: copyblogger.com
-
kck
2008/04/07 22:36:18
Trafiles chyba w sedno ta notka. Zgadzam sie z wiekszoscia. W Polsce w zasadzie nie znam "zawodowych" bloggerow. Byc moze kiedys beda i u nas tacy. Przykladowo Twoj blog podziwiam glownie za to, ze potrafisz pisac systematycznie. Robi to tez Antyweb, ale tam merytorycznosc notek jest nizsza i sprowadza sie czesto tylko do sprawozdania.

Sam pisze skokowo. Gdybym mial pisac codziennie wyszloby kiepsko - za duzy stres - notki bylyby znacznie slabsze.
-
Gość: antyweb, *.acn.waw.pl
2008/04/07 22:41:13
Przeczytałem ten artykuł na NYT i jakoś nie mogę znaleźć w nim głębszego sensu, bo że pracoholizm jest szkodliwy dla zdrowia to chyba nie trzeba nikogo przekonywać. No chyba, że ktoś uważał że zawodowe blogowanie jakie uprawiają blogi takie jak techcrunch, mashable itp to czysta przyjemność bez poświęceń.
-
Gość: antyweb, *.acn.waw.pl
2008/04/07 23:36:25
Muszę się poprawić, sens artykułu jest. Z pewnością wywołał on kolejną burzę i pewnie cel został osiągnięty :)
-
2008/04/08 11:36:33
jest jakieś polskie określenie na sweatshop? - biedronka
-
zetzero
2008/04/08 14:59:03
blogerzy się wyniszczają klikaniem, ludzie ogarnia otępiająca netomania... ;)
muzycy wciągają spidy i kokę, poeci cierpią na depresje maniakalne, pisarze walą wódę....
Miliony otumaniają się codziennie po odmóżdżającej robocie odmóżdżającymi telenowelami i tańcem po zmrożonej wodzie... postępujący upadek i sromota... Ech ;) NYT Ameryki nie odkrył ;)
-
appfunds
2008/04/08 17:13:36
Przeczytałem ten artykuł i wydał mi się niezbyt ciekawyi. Nie wiem czym się tu ekscytować.
To samo można napisać o innych ludziach siedzących przed komputerami np.: graczach czy wklepywaczach danych.
Pewnie znalazłoby się sporo przykładów ludzi z chorobami wynikającymi z siedzącego trybu życia.
Akurat pisanie o blogach jest modne, więc napisali i efekt bardzo dobry, bo lud to łyka i można sprzedać więcej reklam pumeksu w NYT.
-
reuptake
2008/04/08 17:22:05
a ja jednak bym znalazł tu coś ciekawego, a nie obnosił się, ze zblazowaniem i stwierdzeniem, że "wszystko już było". to samo można powiedzieć o wklepywaczach danych? czyżby? wklepywacz danych nie musi w danej chwili wklepywać danych. może sobie zrobić przerwę. albo pracuje te 8h i idzie do domu. ludzie, którzy blogują zawodowo muszą pracować wtedy, kiedy coś się dzieje. sprowadzanie do "siedzącego trybu życia" to daleko idące uproszczenie. gracze z kolei nie utrzymują się z tego, na ogół.

ps. tak, wiem, że są i inne stresujące zawody. ale wiem też, że średnia długość życia dziennikarzy jest bardzo niska i to nie dlatego, że giną gdzieś na liniach frontu. blogerzy mogą łatwo do nich dołączyć pod tym względem.
-
Gość: Chris Trynkiewicz, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/13 08:35:32
Dla niektorych blogowanie to normalna praca. Nie ma sie co rozwodzic...