pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

mój google killer

  • już kiedyś o tym pisałem, ale teraz nie mogę znaleźć: nie wierzę w sukces 90% serwisów, które widzę. chociaż są przemyślane. chociaż trafiają w realnie istniejące potrzeby. dotyczy to zwłaszcza serwisów, które są użyteczne.
  • ot dziś taki serwis pirland. nie będę się czepiał szczegółów. festyniarskiego flasha złożonego ze zużytych do urzygu fotek (pan w gajerze ściska rąsię pani w garsonce) z jakiegoś taniego stocka. beznadziejnego modelu, zmuszającego wszystkich do korzystania z jednego wzoru umowy. wad prawnych regulaminu, które wypunktował olgierd. ten serwis i setki innych ma jedną zasadniczą wadę: nie ma jak do niego dotrzeć.
  • nie ma swojego google'a.
  • zastanówmy się, czym jest google. od podstaw jest to wyszukiwarka. ale wyszukiwarka czego? informacji.
    • jego twórcy są informacjami zafascynowani. sama etymologia nazwy google na to wskazuje.
    • nic dziwnego. w czasach, gdy google powstawało sieć była siecią informacyjną. to była sieć, którą się czytało.
  • i google jest świetnym narzędziem do znajdowania informacji. jeśli kiedyś w życiu będziecie potrzebowali jakiejś informacji, google ją dla was wyszuka. nawet jeśli jest to jednorazowa potrzeba, wpisujecie to czego szukacie i macie.
  • dlaczego pirland (i cała masa podobnych serwisów) się w sieć google'a nie łapie? bo nie jest to serwis informacyjny. google doskonale się sprawdzi, gdy potrzebujemy informacji o okresie lęgowym pokrzewki, ale gdy chcemy pożyczyć od kogoś grę fifa 07, zasypuje nas bezsensownymi informacjami, a nie kieruje do miejsca, w którym możemy to zrobić. cóż, google traktuje czasowniki jakby były rzeczownikami.
  • oczywiście jest jeszcze jedna metoda promocji serwisu, jaką jest reklama. tylko jak ma się reklamować serwis typu pirland? "u nas pożyczysz wszystko?" jak wbić to do głowy? równie dobrze mógłby się reklamować serwis informacjeozwierzątkach.pl. nie oszukujmy się, potrzebę pożyczenia będziemy mieli pewnie kilka/klikanaście razy w życiu. w takich sytuacjach konieczna jest wyszukiwarka. nikt nie będzie sobie zapychał głowy setkami nazw stron, z których nie będzie korzystał kilka razy w miesiącu.
  • google killer? wyszukiwarka usług. serwis, który odpowie (bezpośrednio!) na problem "potrzebuję pożyczyć przyczepę do przewiezienia szafy", nie każąc go zamieniać na "wypożyczalnia przyczep". wyszukiwarka, która rozumie czasowniki, nie tylko rzeczowniki. i wtedy serwisy, które trafiają w rzadsze, ale przecież bardzo istotne potrzeby będą miały rację bytu. tak jak dziś, dzięki googlowi, mają ją strony o pokrzewkach. chociaż z pewnościa rzadziej potrzebujemy informacji o okresie lęgowych tych niepozornych ptaków, możemy je znaleźć o wiele łatwiej niż serwis, na którym zebrane zostaną oferty wypożyczania różnych rzeczy.
wtorek, 20 maja 2008, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/05/20 20:44:11
Marcin, ale przecież to zapytanie o przyczepę pięknie generuje na pierwszym miejscu(!) po prawej stronie...reklamę wypożyczalni przyczep:)
-
Gość: TomasH, dynamic-81-168-143-76.ssp.dialog.net.pl
2008/05/20 21:03:19
Problem jest taki, że dla języka polskiego to jeszcze długo nie zatrybi (głównie dlatego, że power userzy pożyczający przez internet znajdą co trzeba googlem i adwordsami) a dla języka angielskiego wygeneruje wyniki dla USA, Wielkiej Brytanii, RPA i Australi. A jeśli użyć geolokalizacji, to dla terenów najbliższych twojemu serwerowi proxy.
-
Gość: kambuz, 195.69.227.17*
2008/05/20 21:45:17
ależ ten serwis pirland ma logo w comic sans! bleee :D
-
2008/05/20 21:50:34
"tani stock" - to mnie zabolało ;)
-
Gość: aqq, chello089076245031.chello.pl
2008/05/23 11:01:34
90%? mysle ze wiecej. dobry przyklad dla mnie to flime.pl - fajny w koncepcji i wykonaniu serwis, a dogorywa...
-
2008/05/23 11:19:19
@aqq flime to akurat serwis, który wymyka się trochę temu, bo nastawiony jest na tworzenie społeczności. trudno zaś pomyśleć o społeczności "wypożyczaczy".
-
2008/05/31 22:30:41
Traktowanie słów jak rzeczowników wydaje mi się w tej chwili jedynym możliwym rozwiązaniem. Chyba, że jakiś pasjonat zechce nauczyć Googla odrózniania części mowy - polskich, bo co do innych języków G. musi brać osobne lekcje. Rzeczowniki są najważniejszą częścią mowy i nie sądzę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło. Tak już jest i to trzeba wiedzieć szukając informacji, czy to w internecie, czy to na żywo
na ulicy obcego miasta. Druga sprawa to różnice w kompetencjach językowych między autorami tekstów a osobami szukającymi informacji. Moim zdaniem nie do przeskoczenia. Ja też bym chciał, żeby jeden z moich czytelników znalazł na moim blogu odpowiedź na nurtujące go zagadnienie: 'jak zmienić się w łabędzia'. Gdyby wpisał(a) np."łabędź&przemiana", to nigdy by nie trafił(a) do mnie i nie tracił(a ) czasu, a tak, to może zebrałem parę jobów;)