pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
Blog > Komentarze do wpisu

kosztów cięcie, gięcie

  • idzie recesja i to nie na żarty. wprawdzie kryzys jak na razie dotyczy głównie branży finansowej, to ona jest przecież krwioobiegiem gospodarki, a skutki będą dalekosiężne. odczują go nawet blogi.
  • jakiś czas temu dość dokładnie analizowałem, w jaki sposób największe blogi, a raczej "serwisy informacyjne w formie blogów" wynagradzają swoich pracowników. już wtedy system wynagradzania za ruch na blogach, stosowany przez nicka dentona z gawkera, budził, łagodnie mówiąc, pewne kontrowersje. w obliczu kryzysu denton postanowił jednak jeszcze bardziej zacisnąć pasa, o czym w typowym dla gawkerowych blogów, bezpośrednim stylu informuje valleywag (mozna to streścić jako: "dostaliśmy pismo z centrali, żeby obciąć koszty, w związku z tym zwolniliśmy pana x, pana y i panią z"). polecą głowy także w innych serwisach, choć kilka z nich, tych najbardziej dochodowych, się wzmocni.
  • nie tylko ograniczenie zatrudnienia ma być receptą na przetrwanie kryzysu. denton przewiduje, że po sezonie świątecznym, który nawet w czasach recesji będzie sezonem prosperity, przyjdzie głęboki dołek. z tego powodu, w pierwszym kwartale 2009 nie zamierza wypłacać premii za osiągniety ruch. w zamian za to proponuje niewielki, kilkuprocentowy wzrost wynagrodzenia zasadniczego. 
  • czy gawker jest odosobniony w swoich lękach o to, co stanie się w najbliższej przyszłości? bynajmniej. konkurencyjna, choć działająca na nieco innych zasadach sieć b5media, również zmienia zasady wynagradzania autorów, o czym donosi techcrunch. tutaj także zlikwidowano bonus za ruch, zastępując go dość skomplikowanym systemem, w którym dodatkowo (niewielkimi kwotami)  docenia się m.in. wywiady na wyłączność, obecność bloga w prasie czy na diggu itp.
  • strach przed recesją i spadkiem przychodów, jest oczywistą przyczyną tych posunięć. ale jest coś jeszcze, coś, o czym denton pisze dość otwarcie. w momencie, gdy o reklamę trudno, przestają się liczyć w takim stopniu odsłony, czy nawet użytkownicy. co z tego, że popularny "pudelek doliny krzemowej", jakim jest valleywag ma zylion odwiedzin, jeśli popyt na reklamę jest mały? czy warto kusić bonusami redaktorów by przyciągali użytkowników, skoro nie ma im jakich reklam pokazać lub reklamy te sprzedano za śmieszne pieniądze?
  • gawker i b5media próbują się zabezpieczyć za wczasu. jak wiadomo, u nas niestety takie myślenie należy do rzadkości. efekty myślenia "rynek rośnie, będzie dobrze" bywają opłakane. internet nie jest dla idiotów, czasem jest dla skner, to nie ma tak, że hoopla i do przodu. a co dopiero gdy rynek zacznie spadać? poprzedni spadek, choć w innej skali, wywołał prawdziwą rzeź wśród portali. teraz też rynek może zadecydować, że 5 portali o identycznym profilu, to o interię lub wirtualną polskę za dużo. nie mówię, że dojdzie od razu do bankructw, ale przejęcia są jak najbardziej możliwe. nie jestem też pewien, czy nie skończy się czas, gdy na okazje portale polują ze śrutówką (strzelmy z 100 serwisów, jak 10 trafi, to będzie dobrze). może raczej trzeba będzie trafiać częściej niż raz na 10 razy. a może w tej fazie wojny w ogóle korzystniej jest okopać się i opancerzyć, a nie strzelać.
  • a co z innymi serwisami? czy traffic utrzyma te bardziej cherlawe klony pudelka? czy też może okaże się, że pieniądze zarabia się na tych, którzy coś kupują, a nie na tych, którzy wchodzą do serwisu. w e-commerce upadek hoopli czy vividu może być tylko zapowiedzią dalszych bankructw. zwłaszcza to, co stało się z hooplą nie nastraja optymistycznie. w to miejsce wejdą inni (podziwiam ostatnio jak sprytnie na rynku sprzętu foto radzi sobie fotojoker, wykorzystując zasoby brick-and-mortar, stanowiące też przewagę np. empiku nad merlinem). a jeśli tam się posypie, to gdzie będą odsyłać klientów porównywarki cen? i czy będzie ich na rynku pięć? czy może zostaną trzy?
  • powiem tak: miejmy nadzieję. całego web 2.0 nie byłoby bez pęknięcia bańki internetowej. sam przeżyłem kilka dość ciężkich lat, gdy skończyło się prosperity, ale teraz widzę, że było warto. będzie trochę bolało, zapewne mniej niż w 2001, ale intuicja mi podpowiada, że nick denton może czuć pismo nosem.
sobota, 04 października 2008, reuptake

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/10/04 00:51:46
Cóż. Będzie gorzej, bez dwóch zdań, ale tragedii nie powinno być. Choć ja siedzę na kruchej gałęzi, bo ostatnio to tylko dla startupów zza wielkiej wody coś piszę. Mam nadzieję, że ich nie zabraknie :)

Co do rynku w .pl hmmmm może właśnie taki spadek budżetów reklamowych na 'odsłony' byłby w stanie wypromować jakieś serwisy, które dostarczają jakąś rzeczywistą wartość dodaną. I może 'niewiadomości' z 1 gazeta.pl znikną ;)))

-
2008/10/04 02:14:38
Czyli sklepy internetowe były przedstawicielami bańki internetowej? W przeciwieństwie do całego otaczającego nas internetowego świata w Polsce nie ma bańki - nasze fundusze nie sypały milionami dolarów na lewo i prawo, a nasze banki nie były tak ochocze w rozdawaniu kredytów (a ich znienawidzone procedury weryfikacji zdolności kredytowych teraz nabierają większego sensu)

Firmy o stabilnych nogach (nawet te amerykańskie) nie odczuwają recesji, i tym bardziej nie mogę sobie jakoś wyobrazić, żeby kryzys ten przełożył się jakoś znacznie na rynek reklamy czy też dochody z pudelkach w Polsce.

Uważam, że polskie firmy działają dużo bardziej zachowawczo (oczywiście są wyjątki) ponieważ w przeciwieństwie do US u nas rynek reklamy nie jest tak potężny i kontrola kosztów jest praktycznie wszechobecna.

Nie ma więc co się straszyć, oczywiście uważać trzeba ale w na stratach czy recesjach też da się zarabiać.

-
mip
2008/10/04 09:06:08
Kryzys na rynku reklamy w Polsce jest już faktem.

Od połowy roku wydatki reklamowe w całej Europie (też u nas) poleciały w dół. Do tego u nas stacje telewizyjne podniosły ceny, a w polskich realiach reklama w TV to być albo nie być produktu -- więc mniej z budżetów reklamowych trafi do innych mediów.

Do tego w polskich mediach mamy ewidentną bańkę spekulacyjną. Przez ostatnie lata np. podkupywano sobie średnich dziennikarzy za wybitne pieniądze. Niemieckie wydawnictwa nie mają problemu z ponad 100mln czystej straty rocznie na działalności w Polsce.

Już nie mówiąc o sytuacji na rynku radiowym, gdzie poza może dwiema stacjami reszta od dawna przynosi straty.

W sumie w Polsce w tej chwili kalkuluje się tylko posiadanie telewizji, radia "umpa-umpa" albo gazety lokalnej. Reszta mediów skazana jest prędzej czy później na wymarcie. No chyba, że ktoś znajdzie taki model biznesu w internecie, który utrzyma się sam.
Np. my Rzeczpospolitej Online zarabiamy na tyle dużo na płatnym dostępie do serwisów dla profesjonalistów, że moglibyśmy się teoretycznie utrzymać bez gazety papierowej. W przyszłym roku planujemy taki eksperyment księgowy, żeby obarczać Online kosztami wierszówek i w ten sposób sprawdzić, jak to jest w praktyce.

Ale to wymaga zmiany mentalności. Np. 25-letni redaktor Online zarabiający X musi mieć możliwość powiedzenia 60-letniemu "autorytetowi" zarabiającemu do tej pory 10X, że ten jego ostatni komentarz, to jednak nie taki dobry i go nie kupimy.

-
2008/10/04 09:32:51
jak jest recesja, to wszystkie firmy to odczują, czy mają stabilne nogi czy nie. różnica tylko taka, że te o stabilnych zwolnią wzrost, a te o niestabilnych się przewrócą.

natomiast wszystko to jest wróżeniem trochę i nie wiadomo, czy nick denton nie wykorzystał sprytnie momentu, kiedy amerykanie się boją recesji, żeby po prostu mieć lepszy klimat na wprowadzenie cięć.

uważam, że u nas jest przerost inwestycji, w przeciwieństwie do usa inaczej finansowanych, bo ze środków własnych. te rózne populady, dwukropki, nocoty, muzza itd, to wszystko na co wywala kasę np. interia, to nie jest wishful thinking?
-
2008/10/04 10:32:56
Populada akurat już leży. A nocoty AFAIK jest mniej wishful, niż się wydaje. Dziwne, ale ponoć prawdziwe.
-
2008/10/04 18:59:51
Moje spojrzenie na sytuacje:
interaktywnie.com/blog/255-nareszcie-koniec-irracjonalnej-wybujalosci.html

Słabe organizmy się odetnie lub same umrą. Mocne przetrwaja i musza być efeektywne. Inaczej też dołączą do pierwszej grupy...

Moim zdaniem, ewidentnie jest to koniec "irracjonalnej wybujałości". I to na wiele wieksza skalę niż w roku 2000. Teraz mamy kryzys zaufania do rynku rozliczeń międzybankowych, kredytów, mieszkaniowym, samochodowym, paliwowym etc. Do czasu jak tam się nie uspokoi, zapomnieć można o "starych dobrych czasach". Nikt nie wie ile branż juz jest zainfekowanych.

Szczerze mówiąc, będziemy zdrowsi bez kolejnych klonów, rewolucyjnych przedsięwzieć i wizjonerów bez modelu biznesowego. Oraz tej całej maniery "wyjatkowych czasów" i rodzącej sie znowu (??) "nowej ekonomii.
Powrót do konserwatywnych metod finansowania, bankowości, rozsadku biznesowego i ludzkiego dobrze nam zrobi.
-
2008/10/05 21:05:10
W całym tym przewidywaniu (a wręcz czekaniu, do czego przyłączam się, bo to otrzeźwić rynek powinno) zastanawiam się jedynie, czy owa recesja, czy nawet tylko osłabienie firm nie wpłynie mimo wszystko na większe budżety przekazywane do mediów elektronicznych - wciaż wszak o wiele tańszych niż TV czy radio. Jakkolwiek z tej pierwszej trudno zrezygnować to prasa czy radio siłą zasięgu niejednokrotnie wobec kosztów, będą na straconej pozycji - co o dziwo mogłoby stać się dla naszej branży w pewien sposób wręcz impulsem.

Inna sprawa, że płacić się bedzie wtedy również za celnie wybrane media, nie zaś przypadkowe, nibyzasięgowe serwisiki o niesprecyzowanym profilu. Słowem, cud - miód.
Pozdrowienia.
-
2008/10/05 21:18:16
Owszem bedzie poszukiwanie tanszej, albo inaczej... efektywniejszej alternatywy.
Ale nie oznacza to, że wszystkie segmenty rynku interactive odnotują wzrost.
Będą tacy, którzy szybko zakończą swój żywot, jeśli nie przygotowali się do obecnej sytuacji. Czyli efektywnego do i precyzyjnego dotarcia do odbiorców. Chcieć, to nie znaczy jeszcze umieć to robić :)

Na pewno bedzie katharsis w całym "tryndzie tworzenia kopia-kopii" lub kreowania firm z kiepskim modelem biznesowym, jak wysychnie (właściwie już wyschła) rzeka pieniedzy z VC i seedów. Większość z tego było finansowane z róznego rodzaju instrumentów pochodnych, które obecnie sa "toksycznymi długami".