pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
wtorek, 30 czerwca 2009

kilka osób pytało mnie o wrażenia z rebootu. są mieszane. poprzednia edycja podobała mi się bardziej (nawet bardziej niż bardziej). tym razem było słabiej i nie jest to chyba tylko moje zdanie.

internetowy profil konferencji jest coraz mniej widoczny. dużą część zajęły ciekawe prezentacje natury, powiedzmy, socjologiczno-ekologiczno-filozoficznej. świetnie wypadł matt webb, doskonale opowiadał david weinbeger (prawdziwa maszyna do prowadzenia wykładów, działająca równie precyzyjnie, gdy rzutnik odmówi posłuszeństwa), tor nørretranders interesująco rozwinął swoją koncepcję „flow” sprzed roku, choć nadal mnie nie do niej przekonał. z prezentacji o tematyce bardziej „internetowej” dobrze wypadł stowe boyd, dużo słabiej dave winer, z którego obecnością wiązałem spore nadzieje, zwłaszcza, że ostatnio pisze na swoim blogu o kwestiach, które mocna mnie zajmują, a już zupełnie przeciętne były np. prezentacje o mobilnej przeglądarce mozilii czy tworzeniu warstwy wizualnej projektów open-source (leisa reichelt, widziałem już tą prezentację w berlinie). brakowało tak dobrych speechy, jak ten, który wygłosił andy budd. dobrze zaprezentował się przedstawiciel szwedzkiej partii piratów, dopóki nie wpadał w wiecową retorykę, a raczej w wiecowe pokrzykiwania - ten ton głosu był na konferencji absolutnie nieznośny.

tym razem sporo działo się wokół prezentacji. tworzono różne projekty, zbierano informacje o rozmaitych działaniach, które mają "rebootować" rzeczywistość. powstaje też książka dokumentująca reboot, skonstruowano rower z dodatkowym zasilaniem energią słoneczną (energia słoneczna dopisywała, nieźle się spiekłem). tym niemniej ze wszystkich tych działań przebijał jakiś rys nierzeczywistości. miało się wrażenie obserwowania praktyk studenckich, czegoś, co jest tylko częściowo poważnym angażowaniem się, a po części stanowi ćwiczenie, które wykonuje się bez większych konsekwencji w przypadku porażki (a i konsekwencje sukcesu nie są poważne).

jak zwykle część towarzyska udana: od rejsu po kanałach kopenhagi z piwem/szampanem (co kto wolał) po nocne streetparty (tym razem obyło się bez interwencji policji, nawiasem mówiąc, gdyby coś podobnego próbowano zorganizować w polsce, to pisałbym teraz do was z aresztu - czyli pewnie nie pisał w ogóle). jedyny problem to ceny, no ale tu nic nie można poradzić. piwo kosztujące 15 zł za 0,25l pije się po prostu wolniej i nawet wydaje się ono lepiej smakować.

ponarzekałem trochę, ale i tak reboot to konferencja wyjątkowa. te prezentacje, które określam jako słabe, byłyby prawdziwą ozdobą rozmaitych konferencji tmt whatever czy whatever standard.

za rok znowu się wybieram, może z mniejszymi oczekiwaniami, więc może będzie lepiej? i może tym razem pojedzie ktoś ze mną? znowu niestety nie spotkałem żadnych polaków, poza marcinem, studiującym w kopenhadze projektowanie interakcji.

strona rebootu, wideo z imprezy (prezentacji jeszcze nie ma).

17:49, reuptake
Link
poniedziałek, 25 maja 2009

motto: "odnoszę wrażenie, że blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy różne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno." m. król, historyk idei w dzienniku.

dziś dziennik oddaje kolejne salwy w wojnie o cześć kataryny. salwy jak zwykle trafiają w sam dziennik, zresztą tytuł "utracona cześć kataryny" jest mylący. to dziennik utracił resztki czci.

nie, żebym jakąś szczególną wagę przykładał do rzeczonej blogerki, której pisaninę uważam za dośc grubymi nićmi szytą propagandę (a raczej antypropagandę) albo do tekstów w dzienniku. od kiedy dziennik na swojej stronie pół dnia drobiazgowo rozpływał się nad szczegółami technicznymi boeninga, którym rzekomo benedykt xvi leciał do polski, czyniąc z tego najważniejszego newsa, zwątpiłem do reszty w jakiekolwiek kompetencje dziennikarzy tego pisma (papież jako żywo wysiadł z airbusa).

dyskusję z tekstem, który zaczyna się od "pocałujcie mnie w dupę" można w sumie zakończyć wyświechtanym "na pieszczoty trzeba sobie zasłużyć" czy bardziej "kontekstowym": "poproś lepiej red. karnowskiego, mimo młodego wieku ma lata doświadczenia i duże osiągnięcia, a fakt, ze trenował tą czynność na kaczyńskim wskazuje na świetne przygotowanie gimnastyczne". mimo wszystko podyskutuję sobie, bo warto utrwalić ten pomnik głupoty. redakcja dziennika lubi usuwać teksty z archiwum internetowego, oj lubi!

miałem w swoim życiu pewien śmierdzący epizod, kiedy moderowałem fora internetowe popularnego portalu. wymagało to - nie przeczę - wyrobienia pewnej odporności psychicznej. po pewnym czasie eksterminowało się wpisy już bez udziału psyche, na poziomie instynktu. działało to mniej wiecej tak, że spośród zgłoszonych do moderacji wpisów głupich, agresywnych i wulgarnych usuwało się te megagłupie, superagresywne i hiperwulgarne. ok, przesadziłem: megagłupie się zostawiało. mimo wyłączenia psychiki po paru godzinach oddzielania gówna (do wyrzucenia) od błota (może zostać), miałem wrażenie, że czymś śmierdze. i że nigdy więcej, i skąd się tacy ludzie biorą, i to nie ludzie a wilki. i w ogóle.

stąd też w jakimś tam stopniu jestem w stanie zrozumieć red. krasowskiego. dostał (nie powiem, że nie całkiem zasłużoną) zjebkę zbiorową za podły szantaż, którego dopuściła się jego pracownica + oszczerstwa, których dopuścił się jego pracownik, a zjebki internetowe wyglądają tak jak wyglądają. każdy ma taką reakcję obroną, jakie geny odziedziczył i jakie wychowanie odebrał. red. krasowski w sytuacji stresu wypina cztery litery. można i tak.

niestety, w pozycji zgiętej, red. krasowski kiepsko myśli. i to jest problem, a nie nagie redaktorskie posladki. bo o kim to redaktor pisze: "jednemu z Was zdarto przyłbicę, pozbawiając maski anonimowości"? no o kim? o jakimś forumowym trollu, jakich tysiące kręci się po portalach? 

nie. on pisze tak o katarynie, którą jego kolega uważa za twórczynie najlepszego bloga politycznego w sieci, klasę samą dla siebie. kataryna jest jednym z tych "małych ludzi". to (oraz pisanie pod nazwiskiem) czyni krasowskiego moralnie wyższym, co prowadzi w logiczny sposób do wypięcia pośladków, gdyż tak krasowski okazuje moralną wyższość: wypinając nieanonimowe pośladki. zapominając o tym, że jest to dość anonimowa część ciała.

krasowski monstrualnie przegina w wielu miejscach. fragment o tym, jakie są metody działania dziennikarzy (szantaż) jest obrzydliwy, nawet (zwłaszcza) jeśli szczery. takie historie, w których agent werbuje informatora, strasząc go "bo jak nie pójdziesz na współpracę z nami, to przyjdzie kgb, a znasz ich metody" czytałem do tej pory głównie w powieściach le carre.

jednak moment, w którym "pocałujcie mnie w dupę" rzuca także w kierunku do kataryny, przejdzie chyba do historii bezczelności. razem z całym dziennikiem. już wkrótce.

ps. mimo przykrej sytuacji w jakiej znalazła się kataryna, która to zresztą sytuacja zapewne wyjdzie jej na dobre, nie mogę nie podzielić się złośliwą satysfakcją. toż przecież kataryna krytykowała, zwalczała gazetę... a to tu właśnie, na bloxie, mogła czuć się anonimowo i swobodnie. zapewne śladów w logach serwerów agory zostawiła tysiace, a jej tożsamość była na czerskiej znana niejednej osobie. ale to nie te moralne karły, co bratają się z kiszczakiem, a ich teksty adiustuje maleszka, a właśnie jej fani z dziennika, ideowi sojusznicy, obrońcy 4 rp, moralnej odnowy i lustracji ujawnili de facto jej dane, po nieudanej próbie szantażu. podobno poglądy polityczne kataryny zrewolucjonizowało przyjście rywina do michnika. ciekawe, jaką rewolucję wywoła coś, co chyba bardziej bezpośrednio jej dotyczy: telefon od czubkowskiej, felieton michalskiego i wypięta dupa redaktora krasowskiego.

00:19, reuptake
Link Komentarze (15) »
środa, 25 marca 2009

zupełnie nieoczekiwanie, mój wpis sprzed prawie pół roku, doczekał się dziś polemiki na blogu blomedia. pewnie też zajęłoby mi z pół roku zauważenie go, gdyby nie to, że akurat wczoraj opublikowałem na netto notkę i znalazłem link w statystykach.

„jeden z drugim” jak uroczo określa mnie autor notki (ten drugi to nicholas carr zapewne, niezłe towarzystwo!) odpowiada. to znaczy „jeden” odpowiada, „drugi” zapewne nie jest nawet świadom tej dyskusji.

niczym nie uzasadniona jest teza, że „blogi są jak piłka nożna”. za to rozwija się ona do łagodnej sugestii „nie dyskutujmy o tym” okraszonej pseuodargumentami, że skoro blogować nikt nie musi, a świat się bez tego nie rozpadnie, to lepiej nie myśleć niż myśleć, lepiej się nie zastanawiać niż zastanawiać itd. co nie jest zresztą prawdą, bo bez piłki faktycznie świat mógłby się obejść (proszę mi tego nie wyciągać w przyszłości!), a bez blogów niedługo nie będzie mógł, ich siła i znaczenie w demokratycznych państwach jest już ogromna. a nawet jeśli jest, to wbrew temu, co próbuje wmówić autor, także na temat komercjalizacji piłki dyskutuje się nadal sporo.

ale blogi to nie piłka nożna.

komercyjny zbiorowy blogoid różni się od prywatnego blogaska dużo bardziej, niż od komercyjnego serwisu internetowego (dowodzi tego fakt, ze i wpisy z serwisów blomedii „zasysane są” np. przez dział technologie na portalu gazeta.pl jako newsy i traktowane na równi z artykułami redakcyjnymi). różni się bardziej niż ac milan od milanu milanówek! gra według innych reguł i ma zupełnie inny cel. to trochę tak, jakby ktoś biorący udział w amerykańskim profesjonalnym wrestlingu powoływał się na antyczną tradycję zapasów i na to, że dzieci siłują się na podwórku. trochę opamiętania.

zastanawia mnie to tylko, czy ta wpadka z „wszczepianymi komórkami” sprzed dwóch dni, to nie jest ciekawszy temat na notkę, niż mój wpis sprzed prawie pół roku? ciekaw jestem, jaką tu piłkarską analogię można by zastosować?

„odpuszczenie sobie” meczu? aż strach myśleć dalej i snuć gorsze podejrzenia, dlaczego ten mecz został odpuszczony. może faktycznie zamiast ogólnych rozważań, chybotliwych paraleli, jak ta „futbolowo-blogowa”, redaktor naczelny powinien wytłumaczyć się z tej, co tu dużo mówić, kompromitacji? przeprosić czytelników? a nie udawać, że nic się nie stało, gramy w piłeczkę dalej jakby nigdy nic. jedzie to ostrym listkiewiczem.

bo niedługo okaże się, że blogi są nie jak piłka nożna, tylko jak piłkarski poker. a piłkarski poker to nie piłka nożna, tylko śmierć piłki nożnej.

19:12, reuptake
Link
wtorek, 24 marca 2009

moim skromnym zdaniem oba serwisy są coraz bardziej na kolizyjnym kursie.

który wygra? na razie nie jest łatwo to przewidzieć. zwłaszcza, ze rozmaite cechy i funkcjonalności, mogą być rozpatrywane zarówno jako wady jak i jako zalety.

sieć społeczna: z jednej strony facebook ma tu przewagę: użytkownicy są nieanonimowi (ale czy to zawsze przewaga?), „znajomości” są potwierdzone, a nawet zbierane są informacje, skąd i jak dobrze się użytkownicy znają. poza tym jest facebook connect, czyli sieć społeczna facebooka wyeksportowana do innych serwisów (tych, których nie dało się zainportować do środka facebooka). ale rozwiązanie, które jest w twitterze, czyli asymetryczna sieć obserwujących/obserwowanych też ma swoje zalety. jak choćby możliwość obserwowania „gwiazd”, które wcale nie muszą obserwować danego użytkownika (o ile dobrze ogarniam facebooka, to tam taką rolę stanowią „strony”, to rozwiązanie nieco sztuczne). dodatkowo twitterowa półanonimowość miewa swoje zalety.

zakres aktywności: można powiedzieć, że facebook konkuruje tu bardziej z friendfeedem. jest on agregatorem różnych aktywności: deklarowanych przez użytkownika (wpisywanych w okienko z pytaniem „co myślisz?”), wykonywanych w samym facebooku, wykonywanych w aplikacjach facebooka i aplikacjach na zewnątrz facebooka. to daje teoretyczną przewagę, ale też ogromny natłok informacji, które trudno jest przetwarzać. w dodatku facebook narzuca różne grubociosane ograniczenia (np. nie możemy wrzucać komunikatów z blipa w główny stream, za to rozmaite aplikacje quizowe nie mają z tym problemów). z kolei twitter to głównie statusy wysyłane przez użytkownika, choć przy pomocy api można przecież publikować tam dowolne treści... pod warunkiem... że da się je skrócić do 140 znaków czystego tekstu.

stopień skomplikowania: dowcip o kotach idących przez pustynie i nie ogarniających kuwety nasuwał mi się za każdym razem, gdy wchodziłem na facebooka. dalej potwornie się tam gubię i mam wrażenie, że nawet power userzy nie poruszają się zbyt swobodnie. ale fb wywoluował od typowego serwisu social-networkingowego, z jego rytuałami (dodawanie do znajomych) i funkcjonalnościami, które znamy od dawna (galerie, komentarze, „wall”). facebook jest jak windows. gubisz się w tym, ale w końcu jakoś się doklikasz. z kolei twitter jest jak unixowy shell. niby prosty, ale nie wiesz od czego do końca zacząć, z dziwną na początku składnią rozmaitych skrótów, działających lub nie (np. tagi w samym twitterze nie działają, ale userzy używają ich, bo działają w różnych nakładkach). dodatkowo twitter to coś zupełnie nowego, można przenosić przyzwyczajenia z blogowania, ale szybko okazuje się, że to całkiem nowy gatunek zwierzęcia, który trzeba oswoić na nowo. jak się oswoi, to okaże się, że poza kilkoma bardzo nielogicznymi rozwiązaniam, twitter może być opanowany do perfekcji. a facebook ciągle ma jakieś „niuanse”.

sposoby używania: nie wiem jak działa mobilny facebook, ale nie sądzę, żeby doświadczenie używania facebooka przez www w najbliższym czasie zostało przeniesione na komórki i inne urządzanie mobilne. to jest serwis www i łatwo tego nie da się zmienić. w przeciwieństwie do twittera, który od początku był projektowany tak, aby można było go używać przy pomocy dowolnego urządzenia (nie wiem, czy to jeszcze zostało, ale kiedyś na twitterze był specjalny komunikat, informujący (!) użytkownika, że twittera można też używać przez www). trzeba jednak pamiętać, że urządzanie mobilne w szybkim tempie nabierają nowych możliwości.

otoczenie konkurencyjne: facebook wydaje się mieć większą konkurencję. nie można skreślać myspace, nie można też negować istnienia lokalnych social-networków, takich jak choćby nasza-klasa. mimo, iż facebook jest „czymś innym” niż typowy sn, to jednak ścieżka, którą szedł, jest dobrze znana i można iść po jego śladach. twitter praktycznie konkurencji nie ma. u nas okopaliśmy się w blipie, kraje skandynawskie pewnie zostaną przy jaiku. zapomniałem o chinach, tam pewnie też twitter odda pola lokalnym klonom, ale to nie konkurencja, walka o tego samego użytkownika będzie śladowa.

nie można wykluczać, że pojawi się trzeci gracz i pogodzi obie strony. jeśli dzieją się teraz w internecie ciekawe rzeczy, to właśnie pojedynek fb vs twitter jest jedną z nich. facebook wykazuje niezwykłą zupełnie plastyczność jak na takiego giganta, zaś twitter nie jest tylko dawidem z procą, strzelającym do goliata: dysponuje nieco cięższą amunicją i nie jest też już takim maluchem.

ps. ten wpis jest na tym blogu, bo tak.

17:23, reuptake
Link Komentarze (17) »
piątek, 20 lutego 2009
  • o rzeczach różnych piszę teraz tutaj: brutto.tumblr.com. inna forma, inna treść, ten sam autor ( odrobinę starszy ;-) ).
09:34, reuptake
Link
poniedziałek, 12 stycznia 2009
  • dzisiejszy dzień przejdzie do historii jako dzień, w którym gazeta.pl stworzyła największą listę dyskusyjną w polskim internecie (gratulacje), ja zaś napisałem ostatnią notkę na netto.
  • już długo tu z wami jestem, przeszedłem wiele i powiem szczerze: nieco mnie to znużyło. teraz powinienem oczywiście pisać wpisy pod tytułem "podsumowanie roku 2008" albo "moje (własne) przewidywania na rok 2009" lub też pastwić się nad gazetowym adminem. tylko jakoś nie czuję tej potrzeby. ani też nie czuję, żebyście potrzebowali to czytać.
  • nie zarzekam się, że nigdy tu już nic nie napiszę, być może kiedyś netto wróci, może w innej formule, może w takiej samej (może nawet wróci do korzeni, jeśli znajdę jakiś edytor blogowy, który ładnie obsługuje wcięcia). na razie popisuje sobie o smacznych rzeczach, które gotuję sam lub które gotują inni, a web 2.0 mi się przejadło.
  • "zaraz wracam".
17:52, reuptake
Link
wtorek, 23 grudnia 2008
  • w święta mikołaj przynosi prezenty wszystkim. w tym roku szczególny podarunek od amerykańskiego krasnala mówiącego hohoho otrzymały działy promocji i marketingu. w tym wyjątkowym przedswiątecznym tygodniu mogły rozesłać spam zupełnie bezkarnie!
  • ile takich maili dostaliście? 20? 50? nawet mi się nie chce liczyć. najzabawniejsze i najbardziej prawilne spamożyczenia dostałem z gazeta.pl. 

  • inni z kolei "w pierwszych słowach listu" zapewniali, że to nie spam. niepotrzebnie. nawet mi do głowy nie przyszło! :)
  • chciałbym więc wam życzyć spokojnych świąt. dużo smakołyków. żadnej mielonki. podzielcie się opłatkiem i złóżcie sobie życzenia. zgodnie z pkt. 15 regulaminu, oczywiście.
11:46, reuptake
Link Komentarze (6) »
czwartek, 18 grudnia 2008
  • zaczęło się od serwisu yeba.pl i jego subtelnie przeprowadzonej kampanii reklamowej.
  • potem pojawiły się bobery.pl z tekstami w rodzaju "Fajna dupa. I fajne cycki. Niach, niach, niach. ?" ocenzurowanymi potem przez kogoś tam w agorze (cóż za decyzja odważna! cóż za akt autocenzury! takie decyzje to na szczeblu zarządu czy jednak niżej?)
  • nie minęło kilkanaście dni i całe gimnazjum "dyma mikołaja"
  • drodzy twórcy: z całego serca życzę wam, żebyście mieli śliczne córki (aka niezłe dupy/ekstra świnie). i żeby wasze córki poznały (aka dały się wyruchać/były wydymane przez) licznych czytelników waszych tekstów. niach, niach, niach!
11:46, reuptake
Link Komentarze (23) »
wtorek, 02 grudnia 2008
  • wiele nasz internet spotkało nieszczęść w tym roku, kilka nas jeszcze czeka, ale chyba na sam koniec, pod choinkę, trafił się nam wyjątkowy WTF ("as seen on tv). polecam obejrzenie filmu, pani ma seksowny niski głos:
  • kupiłeś już mini-websa? 50 zdjęć gratis? i nawet, uwaga: możliwość publikowania linków? mango telezakupy ma ofertę dla wszystkich. dla początkujących mini-websy, a potem to już tylko pasta posrebrzająca webstara.
  • google jest jedyną firmą, która ma tak wielki wpływ na internet jako na całość. co tu dużo mówić, wystarczy, że google powie, że strony z tagiem będą wyżej w serpach, a w miesiąc połowa stron będzie miała taki tag. a za rok w3c wciśnie go do kolejnego xhtml. trochę przesadzam, ale tylko trochę. od dłuższego czasu właśnie w google upatruję siłę, która może popchnąć net w kierunku semantycznej sieci, o której tak wiele się mówi. znowu upraszczając: sieć jest tak semantyczna, jak semantyczny jest google.
  • dzieją się już pewne dobre rzeczy. google wytoczyło wojnę płatnym linkom i z tego co wiem, jej skutki odczuło wiele witryn. zgłaszajcie linki pozycjonujące, jeśli tylko je zauważycie, oczyśćmy net z tego syfu!
  • pytanie, czy google pójdzie dalej? podejrzewam, że nie byłoby wielkiego problemu z likwidacją tzw. zapleczy seo. wystarczy, by algorytm google'a nie mierzył  liczby/siły linków do strony, ale bardziej kierował się ruchem, jaki te linki generują. mam nadzieję, że i za to google się weźmie.
  • kolejnym krokiem powinno być usemantycznienie urli. i tu mam wielką wątpliwość, czy google zmierza we właściwym kierunku. działanie chrome już wskazuje na to, że google chętnie widziałoby internet, w którym byłoby brokerem wszelkiego ruchu. taki trochę "aol" z dawnych czasów, gdzie do zasobów dochodziło się wpisując keyword, a nie adres. 
  • na razie domeny mają jeszcze wartość, nawet jeśli użytkownik i tak poszukuje się googlem a nie dnsem. google ciągle bierze urle pod uwagę przy pozycjonowaniu. i to prowadzi to tego, że urle są dla google'a, nie dla ludzi. owszem, nigdy nie były specjalnie "dla ludzi". http://wiadomosci.mediarun.pl/news/2230 - to pewnie nie jest superczytelny url. ale czy http://wiadomosci.mediarun.pl/news/2230,Prezes_TVP_wyleci_za_pokazanie_gejow,group4 jest w jakiś sposób lepszy? wręcz przeciwnie. wiadomo, że cały fragment po przecinku to jedynie karma dla google (co łatwo można sprawdzić, link bez tego sobie doskonale radzi). 
  • drugi przykład, który bezpośrednio skłonił mnie do napisania tego wpisu: moje ulubione airliners.net. z jakiejś przyczyny, często trafia się tam na zdjęcia o dość złożonych adresach. w związku z tym nad każdą fotką podawany był skrócony url, w rodzaju http://www.airliners.net/open.file/1429607/M/ (M oznacza tu średni rozmiar zdjęcia). ale wojenka z konkurencyjnym jetphotos.net spowodowała, że a.net zamieniło te urle na takie: http://www.airliners.net/photo/Air-France/Airbus-A340-313X/1429607/M/. jest lepiej? wątpię.
  • semantyczna sieć nie polega na tym, że w urlu zawarte są keywordsy związane z treścią strony. w ogóle: semantyczna sieć, mimo iż jej zasadniczą cechą jest bycie "machine readable" nie jest siecią dla maszyn, tylko dla ludzi. 
  • google powinno pomóc pozbyć się tego zbędnego balastu i oddać nam urle.
13:28, reuptake
Link Komentarze (19) »
sobota, 29 listopada 2008
  • nie byłem na debacie dotyczącej "piractwa", która odbyła się w siedzibie wyborczej. trochę żałuję, trochę nie. poziom manipulacji, jak wynik z zapisu dyskusji, był naprawdę wysoki. zaczęło się od stałej mantry "piractwo to kradzież, a kradzież jest zua". taka sobie manipulacyjka językowa, która jest rytualnym chwytem w tego typu dyskusjach, bo na gruncie prawnym to bzdura, ale kradzież rozumie każdy, także ci, co krzyczą "złodzieje! złodzieje!" pod dowolnym urzędem.
  • te ograne sztuczki przebił p. kamil przełęcki z agory, były producent filmowy, współpracujący z andrzejem wajdą, obecnie kierownik. wygłosił na przykład taką myśl, że "chyba każdy twórca chciałby, żeby jego dzieło poznawano w pierwotnej formie"
  • so fuckin' what? bach chciałby, żeby jego utwory brzmiały tak jak je zagrał, jezus chciałby, żeby jego kazanie na górze ukazało się "w pierwotnej formie" (z drm), a twórcy pomników w starożytnej grecji zapewnie nie zgodziliby się na ich przewiezienie do british museum, ja zaś bym chciał, żeby moje wpisy czytano na skalibrowanych monitorach eizo, "with some fava beans and a nice chianti".
  • kamil przełęcki wie (!) co chciałby każdy twórca. nie wie natomiast, że całe dziedziny twórczości są jednym wielkim remiksem (polecam mu prezentację jeremiego keitha z rebootu). o ile nie jest nim w ogóle cała kultura.
  • "to naruszenie integralności dzieła!" grzmi. straszne, straszne! a od kiedy to dzieła są takie integralne? od 100 czy 200 lat, a co to jest 100 czy 200 lat... chwilka. która być może właśnie się kończy.
  • na koniec jednak wymierza sam sobie taki #strzał_w_stopę_roku, że aż powinno być to gdzieś odnotowane, w jakiejś wielkiej księdze strzałów w stopę.
  • "na czym ma polegać edukacyjna korzyść z remiksowania Pana Tadeusza?" pada pytanie.
  • na tym, na czym polega korzyść miksowania mazurków (wielokrotnie przemiksowanych przecież wcześniej) przez chopina, przysłów przez anonimowego autora "księgi przysłów", czy motywów włoskiej architektury renesansowej przez budowniczych krakowskich sukiennic. miałem wrażenie, że jest to dość oczywiste.  mógłbym odpowiedzieć pytaniami, niegrzecznie: jaka jest wartość dzieła, jeśli nie można go miksować? albo: jaka jest strata z miksowania Pana Tadeusza?
  • ale ja mam inną propozycję.
  • może pan zada to pytanie andrzejowi wajdzie, którego filmy pan produkował przez wiele lat, więc pewnie się znacie: jaka jest korzyść z tego, że mógł sobie on dość dowolnie tekst pana tadeusza zmiksować w filmie "pan tadeusz"? ("Odejście od oryginału zaznacza się m.in. w warstwie językowej, choć postaci nadal będą mówiły wierszem. Dialogi, opracowane przez Piotra Wereśniaka, są skrócone i zagęszczone. Znikną liczne opisy przyrody, tak charakterystyczne dla "Pana Tadeusza")
  • jest jakaś korzyść czy jej nie ma? powinni tego zabronić? to piractwo, gwałt, kradzież czy morderstwo? spytano mickiewicza o zdanie? mickiewicz chciał tego, czy nie? to za to siedzi producent tego filmu? chyba nie, prawda?
21:06, reuptake
Link Komentarze (35) »
wtorek, 25 listopada 2008
  • firma tworzy sobie komunikat prasowy
  • i co się dalej z nim dzieje? ach, trafia on do (baczność) blogosfery! (spocznij). wolnych obywatelskich mediów, piątej władzy, sumienia internetu, gejzera kreatywności, medium marketingu konwersacyjnego. i tam poddana jest krytycznej analizie: milcząca większość, "my, te media" przejmuje głos, marketing już nie jednokierunkowy tako rzecze kaznowski i wszyscy święci, potrzeba nowego pijaru 3.0, stare media są martwe, nowe media sa stare, webstar dla wszystkich, którzy trafili na okładkę time'a!
  • teraz widzicie na czym to polega, ta nowa epoka globalnej komunikacji! już nie można po prostu, ot tak sobie wysłać komunikatu do mediów. trzeba się liczyć, że sieć jest "read/write". twój komunikat będzie przetworzony, wymknie się spod kontroli.
  • na przykład: dopisane zostaną dwa znaki zapytania, choć ich tam nie było! albo "innowacyjną i premierową" zastąpi samo "premierową". albo na końcu dopisze trzy zdania komentarza. żyjemy w nowej epoce, dzięki nowej jakości, jaką stanowią blogi.
17:53, reuptake
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 24 listopada 2008
  • mam takie dziwne wrażenie, że na rynku porównywarek cen dochodzimy do krytycznego punktu, w którym ten rodzaj serwisu internetowego straci swoją nazwę generyczną, a przyklei się do niego brand jednego z graczy. konkretnie ceneo. to wrażenie nie jest oparte na żadnych przesłankach, poza tym "co się słyszy". a słyszy się "porównam na ceneo" ("cenele" - to też się słyszy). tak jak kiedyś słyszało się o aukcjach internetowych, a potem już tylko o allegro.
  • zerknąłem na alexę

  • i moja intuicja zdaje się potwierdzać (tak, wiem, że alexa jest niemiarodajna, ale megapanel zaczyna coraz bardziej przypominać internet archive, publikując dane z września w momencie, gdy jingle bells zaskakuje radiowców, a zima drogowców).
  • to bardzo niebezpieczny moment przesilenia dla tej branży. skąpiec wykonuje dość paniczne ruchy, onet tworzy pasażo-porównywarkę, radar sięga po broń ostateczną: bezpłatne usługi (przypominam, że na świstaku też jest za darmo, a gdzie świstak, gdzie allegro...), nokaut jak umocnił we wrześniu, tak jakoś drgnąć nie chce. to ostatnia chwila, kiedy można coś jeszcze zwojować, później pozostanie chyba tylko specjalizacja, szukanie nisz, ewentualnie jakieś hybrydy, w stylu tej onetowej. a może się mylę i karty nie są jeszcze rozdane?
  • i drugi temat do dyskusji: internetowe "walkmany", czyli uogólnione brandy. czy tylko mi się wydaje, że w internecie tego typu zjawisko daje znacznie większe przewagi niż w realu? w realu marka znacznie łatwiej odrywa się od producenta. a w internecie jest jakby ściślej sklejona (wyobrażacie sobie, że ktoś mówi "allegro" o innym serwisie aukcyjnym?)
  • ps. disklajmer pracuję w firmie, która ma z allegro wspólnych właścicieli. niestety, nie wysyłają nas oni na degustacje południowoafrykańskich win w zamian za pisanie takich wpisów.
20:29, reuptake
Link Komentarze (31) »
piątek, 21 listopada 2008
  • pewnie wszyscy już wiedzą, że google uruchomiło searchwiki (działające tylko w angielskiej wersji interfejsu wyszukiwarki). jeszcze nie miałem czasu na zapoznanie się ze wszystkimi możliwościami tego rozwiązania, wykopałem tylko sobie w akcie bezwstydnej autopromocji netto na górę
  • ale wydaje mi się, że może być to prawdziwa rewolucja, zwłaszcza dla seo. tylko mi się tak wydaje? wydaje mi się?
  • więcej informacji w notce piotrka zalewskiego (piotrek, zostałeś oficjalnym blogerem google'a na polskę, czy to tymczasowy przydział?) oraz na "wszystkich dobrych blogach"
  • ps. jakiś tydzień temu kombinowałem nad podobnym pomysłem, czymś w rodzaju zapisywacza wyników wyszukiwania google'a, z możliwością ich przestawiania, mam świadków. to chyba trzecia czy czwarta rzecz, o której myślałem w tym miesiącu i którą zaraz ktoś zrobił. myślę o wielkiej hossie na giełdach i światowym pokoju, proszę nie przeszkadzać!
  • a póki co, możecie wykopać tego newsa. na razie na wykopie, choć i na google'u też możecie :)
13:12, reuptake
Link Komentarze (13) »
  • napiszę o dziesięciu serwisach, które zrobiły na mnie dobre wrażenie. dziesięć, to chyba całkiem sporo. w prezencie nietrafione rady ;) i krótkie, kilkuwyrazowe opisy serwisów - coś czego mi brakowało bardzo, a co startupom może się naprawdę przydać.
    • redlink: narzędzie wielokanałowego marketingu b2b. dlaczego: atrakcyjny rynek, działające narzędzie, pozyskani klienci. zdecydowany faworyt w kategorii bezpiecznej inwestycji o dobrej stopie zwrotu i w mojej osobistej klasyfikacji ogólnej. nuda ;-)
    • e-podróżnik: informacje o połączeniach w komunikacji krajowej i jakdojade.pl: informacje o połączeniach w komunikacji miejskiej. dwa podobne serwisy, jeden skupiony na skali "mezo" (bo "makro" to wyszukiwarki połączeń lotniczych, zobaczcie jaka tam konkurencja, czyli jest o co się bić), drugi w skali "mikro"). pierwszy zaimponował mi różnorodnymi pomysłami na rozwój biznesu. nie tylko "stronka", ale także sprzedaż informacji innymi kanałami. poza tym w połączeniach na większą skalę jest większa kasa, a potrzeba jest bardzo realna (jeśli serwis znajdzie mi np. miks połączenia kolejowego, autobusowego i mikrobusowego - pełen szacun). drugi zaś posiada unikatowe kompetencje, jeśli chodzi o algorytmy i bardziej skupiona grupa docelowa (łatwiej dotrzeć np. tylko do poznaniaków i dać im dobrą usługę, skupiając się na tym rynku, niż od razu działać w skali kraju).
    • fasolkowo: serwis agregujący oferty zniżkowe dla studentów. świetny pomysł, potencjalna maszynka do zarabiania konkretnych pieniędzy. problem nr 1: musicie stworzyć rynek, przekonać firmy, żeby takie oferty stworzyły. problem nr 2: chociaż niby strona jest atrakcyjna (mówicie, gdzie student może mieć coś tam taniej), nikt nie nią nie przyjdzie. ok, przesadzam, ale tak załóżcie. i postarajcie się być w internecie tam, gdzie są studenci, a nie ściągąć ich do siebie. program partnerski, widżety, kooperacja z kim się da. rekomendacje w sieciach społecznych ("a wiecie, że mam zniżkę w ..."). itd.
    • flux: klient poczty, kalendarz i prosty crm dla grup roboczych, szuku: agregator informacji o osobach, belysio: mobilny serwis społecznościowy. co łączy te serwisy? zaawansowane, jak na polskie warunki technologie, dzięki czemu mają one potencjał także poza naszym krajem. same technologie są tu barierą konkurencyjną, ale są też piętą achillesową tych serwisów. imponuje mi interfejs fluxa, imponują mi algorytmy i złożoność problemów, które chce rozwiązać szuku, imponuje mi wiedza twórców belysio o eksplodującym rynku zastosowań technologii mobilnych. a z drugiej strony myślę sobie... o boże, a jeśli oni wszyscy narobili się na darmo? jeśli ich zaplecze technologiczne wyprodukuje coś, czego nikt nie będzie chciał używać? albo zje ich konkurencja? to może lepiej już zrobić coś prostszego (czyt.: mniejszym kosztem)? jednak moje wewnętrzne przywiązanie do rzeczy dopracowanych, ładnych i niekonwencjonalnych bierze górę. ja bym zainwestował w każdy z tych pomysłów, albo raczej: w każdy z tych zespołów.
    • tubeplayer: wideo clipy uporządkowane dzięki playlistom. jeśli nikt na coś podobnego jeszcze nie wpadł, może być hit na światową skalę. na muzyce niejeden myspace zbudowano. kompletne przeciwieństwo takiego redlinka: serwis wybitnie konsumencki, sensowne przychody dopiero daleko na horyzoncie, ryzyko duże (ale pewnie inwestycja mała). a jednak to może być świetny gadżet. macie już aplikację do facebooka? wklejkę do myspace? sugerowałbym bardzo szybki rozwój nowych funkcjonalności, bo pomysł łatwy do skopiowania. ps. nie lubię linkin park a pierwsze wrażenie się liczy;)
    • ecoosystem.com: platforma kooperacji dla innowatorów, wizjonerów, naukowców i przesiębiorców. gdyby ecoosystem pojawił się w wielkiej brytanii, czy choćby w danii, którą powierzchownie poznałem przy okazji rebootu, na pewno by się przyjął. ten sposób myślenia, który reprezentują bardzo sympatyczni twórcy serwisu, myślenia w kategoriach kooperacji, działań nastawionych nie tylko na make-money-fast, jest tam dobrze zakorzeniony. w polsce? nie wiem, a sporo o tym myślę, bo roi mi się gdzieś po głowie impreza inspirowana rebootem, ale tu i teraz. może znalazłem partnerów do jej realizacji? jeśli nawet nie, to widzimy się w kopenhadze w czerwcu, prawda? aha, tylko niech strona, której screenshoty pokazywaliście, będzie prostsza, ładniejsza, bardziej przejrzysta. niech reprezentuje wartości jakie wami kierują.
  • to tyle wrażeń z democampu. jeszcze raz dziękuję organizatorom za organizację imprezy i za zaproszenie, mam nadzieję, że jako komentatorzy sprawdziliśmy się nie gorzej niż twórcy startupów, zwłaszcza, że przynajmniej część z nas (do której ja także należę), mogłaby się z niektórymi przedsiębiorcami zamienić miejscem.
  • a teraz do pracy.
  • jedna ciekawostka na deser: techcrunch prezentuje startupy z belgii. ciekawe porównanie. 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44