pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
środa, 31 stycznia 2007
  • scoble wyciągnął swojego laptopa i wystukał: "OK, froterowałem już korytarze pierdyliarda firm, ale po raz pierwszy coś sprawiło, że wyjąłem laptopa i zacząłem blogować o tym bezpośrednio z firmowej zagródki" (tłumaczenie dość luźne). co powaliło tak scoble'a, który rzeczywiście wiele już widział? nexo. czyli serwis "grupowy", podobny do yahoo groups czy google groups
    • które przecież też nie stoją w miejscu, wręcz przeciwnie: google groups przeszło ostatnio zmiany i się spolszczyło w sposób dość pocieszny, o czym zresztą już pisałem.
  • od dawna jestem użytkownikiem (nazwa "groupie" ma chyba złe konotacje) obu tych systemów. przed chwilą się zalogowałem do yahoo groups, gdzie pod koniec 2001 roku, ponad 5 lat temu, założyłem grupę dotyczącą kompresji dźwięku wysokiej jakości (mp3/mpc). to niesamowite, przetrwała do dziś, od dawna nigdzie nie reklamowana (kiedyś towarzyszyła jej prosta stronka, ewangelizująca format mpc).
    • no to się doczekała swojego czasu reklamowego: jeśli interesują cię modele psychoakustyczne, cyfrowe audiofilstwo, niekończące się dyskusje na temat tego, który enkoder jest lepszy i czy mpc jest odróżnialne od audio cd czy nie, zapraszam.
      • dygresja: jeśli miałbym powiedzieć, co naprawdę potrafię robić, powiedziałbym, że umiem rozpoczynać różne fajne akcje.
      • nie wiem, jak to akcentować. akcent pada chyba na "różne".
        • bo na tej kompresji dźwięku, to ja się tak naprawdę do dziś nie znam. ale teraz na grupie są prawdziwi fachowcy.
  • potem raczej używałem google'a, w yahoo denerwowały mnie stopki reklamowe rozrastające się do takich rozmiarów, jak stopki w mailach firm zgodne z ustawą, o której ostatnio pisał vagla.
  • a tu nexo. rozumiem scoble'a. też czasem robię łał. i bardzo się cieszę, że coś takiego powstało. ale nie bym był sobą, gdybym nie miał dwóch "ali".
    • pierwsza mała "ala": ale ja na ogół korzystam z maili, a stron serwisów grupowych używam rzadko i raczej w celach administracyjnych. więc aż tak mnie to nie jara. byle maile dochodziły.
    • druga większa "ala": wszystko fajnie, nexo fajne, faktycznie yahoo wysiada. ale: czy nexo jest trwałe? czy mogę mu zaufać, że przetrwa? nie tylko funkcje się liczą. yahoo czy google'a tak łatwo nie wyłączą swoich grup (z googlem to bym nie był taki pewien, serwer pytaniowy wyłączyli dość bezwzględnie).
  • kolejna uwaga marginalna. a może nie taka marginalna. serwisy grupowe (jest późno i nie potrafię wymyślić bardziej przylegającej, połyskliwej i nie przepuszczającej wody nazwy) to rzecz stara. ciekawe, że nie doczekały się żadnego porządnego polskiego klona! przez tyle lat... a przecież to też było poletko doświadczalne, na którym tworzyły się społeczności, podbite potem przez nieregularne wojska łebdwazera. jak widać serwisy grupowe przetrwały web 2.0, ba... włączyły się w trend. nexo cytuje na głównej stronie (która notabene ładuje się ślamazarnie... scoble effect?) phila butlera z bloga profy: "nexo - web 2.0 poster child" (po angielsku dziecko z plakatu to nie to co samo, co u czechów, chociaż ta etymologia...)
  • i nexo ma już feedy rss, maszapuje co się da, jest pełne ajaxu i innych wybielaczy. ciekawe, czy obsługuje jeszcze ubiegłowieczną pocztę elektroniczną i czy jest zgodne z mającym 20 lat programem listserv.
  • teraz dwa obiecywane bonusy:
    • firma janrain pokazała (a dowiadujecie się o tym naprawdę wcześnie) serwis o nazwie jyte
      • nie mam pojęcia, co to znaczy, ani jak to się wymawia.
    • jyte na pierwszy rzut oka robi wrażenie prostej maszynki do głosowania "prawda/fałsz". ale jest czymś więcej. dzięki jyte, możecie np. pomóc mi udowodnić, że jestem autorem tego bloga:


    • jutro na ten temat więcej, na blogu identity 2.0.
    • kolejna nowość to jesttaniej, produkcji teamu yashke.com. jesttaniej robi jedną rzecz: informuje o zmianach cen. niestety, ma jedną wadę: nie sprawia, że ceny spadają.
      • jeden z komentatorów na blogu jaszków podrzucił linka do priceprotektr 2.0. no cóż. ameryka!
  • dziś idę pożegnać się z kolegami i koleżankami, zdać identyfikator i token... przyszedł czas na pożegnanie stałej pracy w gazeta.pl. tak, tak, w końcu nadszedł ten moment. decyzja dojrzewała długo, aż w końcu dojrzała. pracę w agorze będę wspominał jako bardzo pouczające doświadczenie i możliwość poznania wielu sympatycznych i kompetentnych ludzi. nie mówiąc już o tym, ze ceny w agorowej stołówce będą prześladującym mnie punktem odniesienia :)
  • co dalej? aż chciałoby się napisać: "w następnym odcinku", ale pewnie tych odcinków będzie sporo. na razie zamierzam zbierać wiedzę i nawiązywać nowe kontakty. myślę, że to zaowocuje. oczywiście jeśli ktoś chce wykorzystać moje ponad dziesięcioletnie doświadczenie zawodowe związane z internetem, może do mnie napisać albo zaczepić mnie na jutrzejszym innowatorium.
11:37, reuptake
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 29 stycznia 2007
  • znalazłem taki news (źródło: ISI?) o porównywarkach cen. urząd komunikacji elektronicznej zajął się porównywarkami (na stronie urzędu z kolei tego nie znalazłem).
    • informacja podnosząca na duchu, niedługo będzie może raport o blogach, o stronach TLD ("tapetki / logoski / dzwonki") czy serwisach randkowych.
      • UPDATE: zanim opublikowałem ten news, zdążył się on zmienić. jako źródło informacji podawany jest PAP, nie tajemnicze ISI, a jako źródło "sondażu" Computer Reseller News Polska, a nie UKE.
      • być może byłem po prostu zbyt zmęczony.
  • no i tam jest takie oto zdanie:
    • 85 proc. sprzedawców sprzętu informatycznego i oprogramowania nie jest obecnych w porównywarkach cen. Oznacza to, że klienci dokonujący zakupów przez Internet nie mają pełnej wiedzy o ofercie sklepów internetowych - takie są wyniki...
  • pierwsze, co się nasuwa, to pytanie: jakie są wyniki? 85% to są wyniki? bo "klienci nie mają pełnej wiedzy", to chyba wnioski, a nie wyniki.
  • drugie: co to oznacza 85% sprzedawców? może (zapewne) jest to tzw. długi ogon. może ten długi i cienki ogon generuje np. 10% obrotu i można go w sumie pominąć. a może to są sklepy, które sprzedają towary, których po prostu nie ma z czym porównywać i dlatego ich w porównywarkach nie ma?
  • ale najciekawsza jest implikacja. "Oznacza to, że klienci dokonujący zakupów przez Internet nie mają pełnej wiedzy o ofercie". czy rzeczywiście porównywarki cen dostarczają pełnej wiedzy o ofercie?
    • bzdura.
  • znam sklepy, które właśnie z tego powodu (a nie z powodu za wysokich opłat) nie wchodzą w porównywarki. bo cena to nie jest "pełna oferta". pełna oferta to również dostępność i koszty przesyłki. sposoby płatności. zniżki i rabaty, programy lojalnościowe. gwarancja, serwis, obsługa posprzedażna. marka (jakby to irracjonalne nie było). nie wszyscy chcą konkurować tylko i wyłącznie ceną. są firmy, które kalkulują:
    • jeśli założymy, że za "klik" płaci się 20 groszy
    • a co 50 klient z porównywarki kupuje
    • to jeden zakup kosztuje 10 zł.
    • czyli koszt darmowej wysyłki. to może lepiej zrobić darmową wysyłkę? mieć więcej towaru w magazynie dostępnego od ręki? wysyłać w lepszych opakowaniach?
  • porównywarki to nie panaceum.
22:42, reuptake
Link Komentarze (8) »
  • "patrzę na megapanel z nawyku". a tu serwis siatka.org (nie spojrzałem na kategorię).
  • i już oczami przerażonej wyobraźni zaczynam czytać:
    • "... bla bla bla ... poznawaj fajnych ludzi i dodawaj ich do swojej siatki znajomych ... bla bla bla ..."
  • a tu się okazuje, że to po prostu serwis o siatkówce. no kamień z serca. nie można komentować. nie można wrzucać fotek. nie można prowadzić blożka. nie można "dodać do znajomych". jedna wielka ulga.
17:10, reuptake
Link Komentarze (3) »
  • możecie się śmiać, a ja wiem, jak będzie wyglądać web 3.0. jak może wyglądać web 3.0. nie wiem tylko jak będzie się nazywać.
  • ok, lead miał być prowokujący i był (lub nie). słabością wszystkich takich gdybań jest trudność do wyważenia dwóch zasadniczych wektorów pchających internet do przodu (lub w przepaść). pierwszy to wektor "biznesowy", drugi to wektor "technologiczny".
  • web 2.0 jest w pewnym sensie zaskoczeniem. zróbmy eksperyment myślowy: jak w roku 2000 odpowiedzieli by na pytanie "jak będzie wyglądać kolejny etap rozwoju internetu" ludzie od biznesu i ludzie od technologii?
    • biznesmeni mówiliby o gigantycznych portalach, nadających licencjonowane treści. portalach powiązanych z sieciami telekomunikacyjnymi. powiązanych ze stacjami telewizyjnymi. o coraz "bogatszych" stronach internetowych, coraz bardziej "bajeranckich". o tym, że niektóre z portali dostarczałby własne przeglądarki, umożliwiające "lepiej wykorzystać" treści. do tego dochodzi jeszcze bożek b2b: firmy same gadają ze sobą, negocjują kontrakty, sprawdzają stany magazynowe... płynnie przechodzimy więc do drugiej wizji, w której
    • technologowie mówili by o semantycznej sieci, komunikujących się ze sobą nawzajem webserwisach, skomplikowanych protokołach XML-owych. być może wspominali by coś o komputerach rozumiejących tylko javę i uruchamiających aplikacje ściągane z centralnego serwera.
  • tymczasem mamy coś, co jest połączeniem obu tych wizji. z jednej strony portale (o ile google można nazwać portalem) przetrwały i faktycznie, starają się kontrolować, to co dzieje się na rynku, nie ograniczając się do sprzedawania treści i tworzenia platform e-commerce. z drugiej zaś faktycznie, powstaje sporo otwartych api, java upowszechniła się, ale głównie na komórkach (mowa tu o aplikacjach klienckich), xml przyjął się, ale raczej w najprostszych odmianach itd. trafność tych przepowiedni to jakieś 30-40% (zależy jak oceniać, wszyscy twierdzili, że "internet zbrata się z telewizją", ale youtube'a nikt nie przepowiedział). w sumie może 60-70%. co z pozostałymi procentami? to są te rzeczy, których nie przewidziano. te najfajniejsze. te, które nas zaskoczyły.
  • wydaje się, że w amerykańskim vel światowym internecie zachowana jest pewna dynamiczna równowaga pomiędzy biznesowym a technologicznym wektorem rozwoju. u nas dominuje wektor biznesowy. co przez to rozumiem?
  • trzeba pamiętać o tym, że każde działanie powoduje nie tylko bezpośredni efekt, ale także zmianę reguł gry. raz większą, raz mniejszą, czasem zasadniczą.
    • weźmy muzykę w internecie: mp3 wywołały rewolucję, ale duże koncerny płytowe starały się ją spowolnić. i udawało im się to, do czasu. przez pewien czas da się skierować wektor biznesowy tak, by znosił działanie wektora technologicznego. potem udało się wypracować kompromis i... itunes.
  • u nas dominuje rozpędzony jeszcze bańką internetową wektor biznesowy. przykłady? trzeba daleko szukać? dominująca rola portali, brak drugiej ligi -- o czym mówił rafał agnieszczak, podział rynku reklamowego... czy to się tak "po prostu ukształtowało"? nie. to najwięksi gracze na rynku kształtują ten rynek tak, jak to dla nich najlepsze. choćby trendy technologiczne (które u nas są zresztą o wiele słabsze niż w usa) były inne.
  • jeśli myślisz o tym, że zrobisz "zajebisty" serwis i przyjdzie ci na niego "strasznie dużo osób": przegrasz. w pojedynku na "strasznie dużo osób" onet nie da ci szans. twoje łącze (i inne koszty) będą 2x droższe, twoja skuteczność w pozyskiwaniu reklam będzie 2x (a raczej 20x) gorsza, twoje zaplecze kapitałowe 1000x mniejsze. jeśli będziesz miał fart, zostaniesz wykupiony. podsumujesz to sobie i wyjdzie, że to tak, jakbyś miał dobrze płatną pracę przez te kilka lat, kiedy rozwijałeś serwis. teraz nie jest trudno o bardzo dobrą pracę. a jak uważasz, że masz farta, to możesz grać w totka.
  • jak zmienić tą sytuację? trzeba zmienić reguły gry, a nie wykonywać "genialne" ruchy w grze, której reguły dyktują inni. być może potrafisz się boksować równie dobrze jak "ci duzi", ale wiesz co? nie jesteś duży. owszem, masz minimalną szansę, że ugodzisz rywala w piętę achillesa (wyżej nie doskoczysz). wtedy się okaże, że to się nie liczy. albo zostaniesz zgnieciony albo wylądujesz w butonierce (czyt. "portfelu inwestycyjnym").
  • jak zmienić reguły gry? albo raczej: na jakie? o tym w następnym odcinku.
16:37, reuptake
Link Komentarze (26) »
niedziela, 28 stycznia 2007
  • 3 przypadki niezałapanek blogowych. blogowanie trzeba załapać. oni czegoś nie załapali:
    • blogi polityki. ok. współczynnik niezałapania mają mały, ale niezerowy. ja rozumiem, że poważne, opiniopsujcze pismo nie może sobie "na wszystko pozwolić". że trzeba trzymać poziom. ale czy na prawdę trzeba, koniecznie trzeba moderować każdy komentarz? nawet jeśli komentujący napisał już kilka przyjętych komentarzy? wordpress to maszynka dość wyrafinowana. można sobie ze spamem radzić na 100 sposobów. a jak już koniecznie cenzura prewencyjna, to niech ona przynajmniej sprawna będzie. oczekiwanie po pół dnia na "zmorderowanie" komentarza studzi dyskusję do temperatury bliskiej 0K.
      • uwaga 1: o dziwo moderowanie nie dotyczy wszystkich blogów polityki. przy czym jest to dość "losowe", nie sprawdzałem dokładnie, w każdym razie na blogu kultura 2.0 dyskutuje się z takim lagiem, że się odechciewa.
      • uwaga 2: bardzo ładny jest ten domyślny szablon wordpressa. bardzo nudny jest ten domyślny szablon wordpressa. bardziej nudny niż ładny jest ten domyślny szablon wordpressa. zwłaszcza powielony na 20 blogach.
    • tok2szok. przez kilka tygodni pokazywały się jakieś teksty. ostatnim z nich była reklama książki "koniec" żakowskiego (23 listopada). w grudniu już tylko zwiastuny, zdjęcia i zapowiedzi: same foty i wideła. w styczniu w ogóle nic. panie piotrze, panie jacku: nie każdy musi mieć bloga. ale może powiedzcie chociaż czytelnikom "adieu"? samowtór?
    • podrzucony przez olsa blog wirtualnej polski. cacuszko komunikacji marketingowej w wykonaniu specjalistów z portalu, który zamierza zdeathronizować onet na śmierć. przez rok pański 2006 tak wiele w WP się działo, że można było o tym napisać całe 7 (siedem) notek, z czego większość w styczniu i w lutym.
19:56, reuptake
Link Komentarze (10) »
sobota, 27 stycznia 2007
  • jak ja lubię jak poważna firma zachowuje się jak kiepski akwizytor. wchodzę na stronę orange.pl, oglądam telefony, na pierwszej stronie wszystkie są za złotówkę, na drugiej stronie za złotówkę... na ostatniej za złotówkę, oczywiście nie mija więcej niż 5 sekund, zanim się orientuję, że podają ceny przy planie taryfowym za 300+VAT zł miesięcznie, tylko po co podają w ogóle ceny?
  • panowie z orange, to jest słabe. tak słabe, że nie mam słów. myślicie, że chociaż przez chwilę myślałem, że tak po prostu mogę dostać dowolny telefon za 1,22?
  • podejrzewam zresztą, że jedyną funkcją istnienia tego planu taryfowego jest możliwość "sprytnego" zagrania cenami telefonów. i teraz tak:
    • nie rozmawiam (jak większość klientów orange) po 1000 minut miesięcznie.
    • chcę sobie popatrzyć na ceny telefonów
    • muszę na każdy kliknąć, żeby zobaczyć ceny przy "normalnych" planach
    • potem muszę się wycofać, żeby zobaczyć listę telefonów
    • "back" w przeglądarce nie działa (bo okazało się, że sprytnie i very restful zrealizowano link do cennika: jako POST)
      • już mi się nie chce nawet wyżywać na innych "usabilitowych" wpadkach strony, engimatycznych checkboxach [ ] tylko specjalne ceny, po zaznaczeniu których cennik znika, ogromnym polu "szukaj" sugerującym, że już się zgubiłem, kompletnie losowemu posortowaniu telefonów, menu dzielącego się na "telefony" i "Business Everywhere" (WTF?) i takich tam drobiazgach.
  • chyba pokolenie absolwentów wyższych szkół zarządzania i markietingu w zadupiu dolnym dochodzi do głosu w naszych telekomach.
15:53, reuptake
Link Komentarze (16) »
  • w sprawie (skandalu, prowokacji, jak zwał tak zwał) petera fussa, pojawia się też łebwazerowy, internetowy wątek. prokuratura wykazała się czujnością i sprawnością, zamykając wystawę, wystawę, na której ważnym elementem były "listy żydów" i wypowiedzi z for dyskusyjnych. czyli nasz najświętszy user (de)generated content, właściwie nieprzetworzony w żaden sposób, wydrukowany i przyklejony.
    • nawiasem mówiąc, ta lista to niezwykła lektura, widać, że cały czas user generated content jest dodawany, mamy tam nie tylko postaci historyczne, ale także dodane zupełnie niedawno: fokusa z paktofoniki/pokahontaz, edytę bartosiewicz, katarzynę cerekwicką, jest też jacek dehnel, litza z acid drinkers, tomek lipiński z tiltu, darek malejonek, są jakieś anonimowe dla mnie aktorki z klanu, jojne jakow (znany pod pseudonimem "zbigniew hołdys") + gerszon mach (pseudo: "grzegorz markowski"), oczywiście kora, anna maria jopek, kasia kowalska, nawet tatiana okupnik i doda (piosenkarki są jak widać w komplecie, nie wiem, czemu o nosowskiej zapomniano), tomasz kammel i szymon majewski itd. czyli lista jest w miarę na czasie.
    • z bardziej internetowych postaci jest łukasz wejchert:
      • "polonofob, dywersant, wiceprezes i dyrektor ds. strategii Onet.pl"
      • ja bym sobie zrobił taką wizytówkę!
  • jednak user generated content musi zostać wydrukowany i powieszony na ścianach jakiejś niszowej galerii, gdzie zobaczy go sto czy dwieście osób. wtedy budzi zainteresowanie prokuratury, która zaczyna się interesować, kto to powiesił. w ten sposób internet się "przebija" do świadomości.
    • w ogóle do świadomości naszych władz, technologia przebija się powoli. dziś gazeta.pl pisze o policjantach, którzy zabronili szesnastolatkom robienia zdjęć obskurnego dworca centralnego
      • i sam już nie wiem, co jest większym kuriozum, rzecznik mswia odpowiadający na pytanie dziennikarza o legalność robienia zdjęć:
        • "Trudno mi powiedzieć, bo nie mam całego prawa w mózgu."
        • a w jakiej części ciała pan je ma?
      • czy administrator dworca:
        • "Robienie zdjęć to są pieniądze. Ludzie fotografują dworzec, a potem robią pocztówki i filmy, na których zarabiają. Dlatego każdy, kto chce zrobić zdjęcie, musi przyjść do nas i uzyskać zgodę."
        • może jeszcze dostają nagrody na wystawach fotografii z trzeciego świata i też powinni się nimi podzielić?
  • wracając do fussa, chciałbym się podzielić innym fragmentem "zbiorowej mądrości tłumu", "treści stworzonej przez człowieka roku żydowskiego pisma time", "jednego z filarów web 2.0".
  • przez pewien czas miałem, można to nazwać, zawodowy kontakt z forami gazety.pl. czego ja się tam naczytałem, można się domyślić (zwłaszcza, że był to raczej kontakt z dnem, a nie z niebem gwiaździstym). ale poniższe przebiło wszystkie antysemickie teksty, od których się tam roi. czyli: małysz a kwestia żydowska. posłuchajcie:
    • "Dziś, w sobotę, dziennikarze we wszystkich serwisach sportowych podawali z mniejszym lub większym przekąsem o 12 pozycji A.Małysza w konkursie w Sapporo. Podali i owszem, że jest 7 w klasyfikacji ogólnej Pucharu Świata, że ma wielką stratę do prowadzącego, ale już bez komentarza, że przed nim nie ma ani jednego Niemca!

      Na tym właśnie polega judomatołectwo!
      "
  • wirtualna polska "chce" się stać większa od onetu.
  • te "chcenie" opiera się na starym, bańkowym opowiadaniu o synergiach i konwergencjach. że niby jak się ktoś podłączy do netu przez neostradę, to mu się pojawi strona wp i już z tej strony do końca dni abonamentu swego nie wyjdzie. to mit z czasów, kiedy na rynku "online" (bo jeszcze nawet nie internetowym), walczyły aol i compuserve. kto ma łącza i content, ten ma usera na wieki wieków itd itd.
  • na razie wp idzie ostro do przodu, po 23 puszcza w swojej telewizji pseudopornosy na poziomie nieodżałowanej polonii 1. laski przy kości ze sztucznym grymasem na twarzy macają się po bladych biustach, jakby nie mogły się nadziwić, że z takimi cyckami wzięli je do "telewizji".
  • skąd plotka o takiej przyszłości dla wp? no jak to skąd. sama wp je rozpowszechnia. a analityk wyanalitykował coś takiego:
  • Portal wykonał ogromną pracę nad zdobyciem udziału w rynku pod koniec 2005 r. Z tego, co wiem, w ubiegłym roku dynamika wzrostu sprzedaży również była dobra. Jeśli w kolejnych latach Wirtualna Polska będzie poczynała sobie w podobny sposób, to wszystko się może zdarzyć.
    • gratuluję osobom, które podejmują decyzje inwestycyjne w oparciu o analityka, który pytany w 2007 roku opowiada o tym, co firma zrobiła w 2005 roku, a potem zasłania się formułką "z tego co wiem, potem było też nieźle" i podsumowuje, że "wszystko może się zdarzyć".
  • jakoś tak nikomu nie przychodzi do głowy, że może za 3 lata (albo za 5 lat) wyścigi onetu z wp będą rozgrywały się w ogóle w innej lidze?
  • i jeszcze fajny babol z rzepy: "Mianowanie szefa finansów PTKCentertel prezesem zarządu Onetu wywołało pewne zdziwienie."
    • owszem.
10:26, reuptake
Link Komentarze (11) »
piątek, 26 stycznia 2007
  • jak to w spółkach giełdowych. pełna jawność i przejrzystość. tlanspalentość.
    • 22 stycznia 2007 r. NETMEDIA S.A. poinformowała o zakupie 100% udziałów w Spółce działającej na rynku e-commerce. Jest to kolejna akwizycja po zakupie w dniu 19 stycznia br. praw do domen internetowych oraz serwisów www działających w ich obrębie od podmiotu również działającego w branży e-commerce.

      "Konsekwentnie realizujemy strategię przejęć na rynku e-commerce. Taki był główny cel publicznej emisji akcji. Przedmiotem zawartej umowy jest zakup 100% udziałów w Spółce z o.o.. W oparciu o dotychczasowe zasoby oraz przejęte podmioty, zamierzamy budować koncern działający na polskim rynku internetowym. Podpisany kontrakt przełoży się na dalszy wzrost przychodów. Konkretne wartości będą znane po przeprowadzeniu w kupowanej spółce procesu due-diligence." - mówi Andrzej Wierzba, Prezes Zarządu NETMEDIA S.A.
  • chciałbym w tym samym duchu przejrzystości, złożyć poniższe oświadczenie:
    • W dniu 20 stycznia dokonałem akwizycji na rynku Domen Internetowych. Nabyłem prawa do domeny na okres roku kalendarzowego. Nazwę i koszty domeny poznam po otrzymaniu faktury. "
  • i wszystko jasne.
  • zastanawiam się tylko jak sie ma zdanie:
    • "Podpisany kontrakt przełoży się na dalszy wzrost przychodów."
  • do
    • "Konkretne wartości będą znane po przeprowadzeniu w kupowanej spółce procesu due-diligence."
  • obawiam się, że firma, która najpierw kupuje inną spółkę, a dopiero potem robi w niej due-diligence, nie jest delikatnie mówiąc, predestynowana do wzrostu przychodów.
  • ale oczywiście, due-diligence trzeba zrobić. można poznać takie szczegóły jak obroty, przychody, nazwa spółki.
  • i inne takie.
  • duperele.
  • którymi mogą się interesować wścibscy akcjonariusze.
20:50, reuptake
Link Komentarze (4) »
  • czytam sobie ten artykuł i nie wiem, śmiać się czy płakać:
    • Na anglojęzycznych stronach popularnej encyklopedii internetowej, Wikipedii, doszło do kolejnego aktu wandalizmu. Ktoś usunął artykuł dotyczący raka, zastępując go jednozdaniowym obscenicznym komentarzem na temat Matki Teresy.
  • no przerażające! niesamowite! przerwać nadawanie normalnych programów! kaaataaastooofaaa!
    • Jest to trzecie naruszenie regulaminu Wikipedii w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.
  • coś strasznego, po prostu coś strasznego. 1,5 naruszenia regulaminu / miesiąc / 1,6 mln artykułów!
    • Zdaniem ekspertów takie zdarzenia obrazują wady i zalety internetowej encyklopedii.
  • anonimowi eksperci, mówiący banały.
    • Jedną z podstawowych zasad, którymi kieruje się Wikipedia jest brak cenzury.
  • naprawdę? a temu misiu z redmont nie pozwolili jednak wyedytować artykuliku
    • Po tym jak w lutym zeszłego roku Google uruchomił ocenzurowaną chińską wersję wyszukiwarki...
  • i dalej 3 akapity o chinach. że od czapy, to nie ważne, o chinach zawsze można coś ponawijać, jak się nie da o pogodzie, chiny to dobra "zagajka". już wyspiański to wiedział.
  • w związku z powyższym tytuł niniejszego wpisu uważam za usprawiedliwiony.
    • ps1. nowy "bożek" dziennikarzy? sam już nie wiem, co o tym sądzić? skąd ten ton i to przerażenie w artykule?
    • ps. fajne głosy na forum:
      • jednominutowa katastrofa
      • faule w lidze angielskiej
    • i na wikinews, o całej aferze.
17:09, reuptake
Link Komentarze (8) »
  • jakie blogi nietechniczne, niewebdwazerowe, nieinternetowe czytacie?
  • z kim byście raczej poszli na piwo niż aptowali gepty i kernelowali kompile? [(c) WO]
  • odkąd ostrowski rozrzedził się, muszę żyć samym aringtonem i winerem, czasem tylko popijając siwuchę.
    • tylko bez polityki. ja bardzo proszę.
11:00, reuptake
Link Komentarze (25) »
czwartek, 25 stycznia 2007
  • właściwie nie wiem, czy pisać to tu (czyli tu), czy tam, a może wręcz tam (wiem, że tak się nie linkuje). sprawa dotyczy bowiem ewidentnego zgrzytu i jest związana z tożsamością. ale że dotyczy też poważnej firmy microsoft (coś już dziś o nich pisałem), a netto jest miejscem poważnych rozmów o poważnych firmach, rozmów, w których jedno chrząknięcie powoduje, iż nasdaq zjeżdża w dół, a techwig zalicza everesty notowań, zdecydowałem się na "tu".
    • i teraz możemy zakończyć wstęp, które jest najgłupszym z długich wstępów jakie mogłem wymyślić.
  • otóż wspomniany tu microsoft osiągnął sukces w korei.
    • południowej.
  • w korei sporo rzeczy takich samych inaczej. i tak samo, jak na całym świecie, ale zupełnie inaczej, technologia active x się nie przyjęła. czytaj: przyjęła się dobrze. aż za dobrze.
  • do tego stopnia, że zaczęły ją stosować (w celu uwierzytelniania) wszystkie tamtejsze banki.
    • tu cegiełkę dołożył wuj sam, który zabroniał eksportu przeglądarek z ponad 40 bitową długością klucza
    • więc koreańczycy musięli sobie jakoś poradzić.
    • i poradzili sobie.
  • problem w tym, że te wspaniałe active exy, są w tym momencie ex-active x. to znaczy nie działają w viście.
  • co w skrócie skutkuje tym, że albo działa ms vista albo internet. przy czym ta druga opcja jest darmowa i bywa zabawna. co wybierasz?
  • to taka mała przestroga, dla tych, którzy myślą, że to "taniej wychodzi", jak się używa jednej przeglądarki, jednego systemu i jak się ma jednego fuhrera. tylko na krótką metą. ile można zarabiać na windows ex-pe? trzeba wypuszczać nowe lepsze wersje. a starsze? "dostosuje się".
  • microsoft twierdzi, że vista "wygeneruje" 100.000 nowych miejsc pracy w USA. jakoś w to wątpie.
    • chociaż na jednym z blogów znalazłem komentarz: "100.000 jest grubo niedoszacowane. spędziłem 6 godzin instalując vistę na laptopie vista ready."
  • natomiast w korei? o, tam na pewno powstaną nowe miejsca pracy. dajcie zarobić microsoftowi! gates i tak wszystko rozda biednym murzynkom! rezerwujcie bilety na expedii!
18:57, reuptake
Link Komentarze (1) »
  • wikipedia: nasz wspólny zbiorowy obowiązek, wspólny zbiorowy kłopot. coraz większy kłopot. bo się udało. udało się aż za dobrze. do zabawy w ekspertów wciągnęły się tysiące osób, niektórzy całkiem dobrze weszli w rolę.
  • niesamowite przedsięwzięcie w czasach szalejącej postmoderny. neutralny, kulturowo nieuwarunkowany punkt widzenia. oświeceniowy projekt przypominający raczej epokę encyklopedystów i rewolucji francuskiej niż wiek hipertekstu, kontekstu i dyskursu rozproszonego na setki splątanych ze sobą stron.
  • nic dziwnego, że google wikipedię kocha. bo google to kolejny modernistyczny projekt. google wie, co jest dobre, a co złe. co pokazać na 1 miejscu, co pokazać na 10. dostosowuje się nieco kulturowo (np. do słynnego chińskiego odmiennego podejścia do praw człowieka), ale generalnie chce nam świat uporządkować.
  • co tu dużo mówić, afera goni aferę. zaczęło się od "nofollow" w linkach.
    • tak przy okazji, to nasze klony digga czy delicious, czy też te całkiem oryginalne konkursy z laptopem jako nagrodą główną (przy okazji zaopatrzone w katalog stron), jakos o "nofollow" zapominają. a tu akurat by się przydało.
  • cel jest słuszny. spamerom won. pytanie tylko, dlaczego wikipedia jest tak dla spamerów cenna? odpowiedź jest prosta: bo wiele stron wikipedii jest bardzo przez google'a lubianych. dobrze, a dlaczego te strony są tak przez google'a lubiane? czy robot google'a podziela słynny neutralny punkt widzenia wikipedii? nie sądzę. są lubiane dlatego, że ludzie je często linkują. i tu koło się zamyka.
    • a raczej: zamykało się. bo teraz już się nie zamyka.
  • tim bray zaczyna mieć wątpliwości. przyznaje, że wyrobił sobie odruch linkowania do wikipedii. na ogół znajduje tam ciekawie i skrótowe hasła. ale... linkując do wikipedii nie linkuje do tekstów źródłowych. czyli promuje wikipedię, a nie promuje autorów tekstów oryginalnych. teraz nie promuje ich również w google'u ("nofollow")
  • dużo o wikipedii pisze też nick carr. martwi się, że rola wikipedii jest wyolbrzymiona i staje się niebezpieczna. "pnąc się w rankingach wyników wyszukiwania [...] wikipedia neguje, to co obiecywała nam sieć. [...] hegemonia wikipedii to kolejna przesłanka, świadcząca o upadku zbiorowej ciekawości i wyobraźni. // martwi mnie, że wikipedia, twierdząc, co jest zresztą nonsensowną przechwałką, że zawiera całość ludzkiej wiedzy wpada w pułapkę samospełniającej się przepowiedni, dzięki efektowi echa, jaki obserwujemy w sieci."
  • na kolejną aferę nie musieliśmy długo czekać. microsoft chciał zapłacić niezależnemu ekspertowi od XML za przeedytowanie wpisów w wikipedii (m.in. wpisu o OOXML). wybuchła burza, oskarżenia o łapówkarstwo. microsoft broni się, twierdząc, ze uczynił wszystko za pomocą "normalnych metod", aby wpis poprawić.
    • na co nie ma żadnych dowodów
  • gdy te zawiodły, poprosił o pomoc osobę, której można zarzucić wszystko, poza nieznajomością meritum sprawy.
  • głos zabrał również jimmy walles, który wsławił się założeniem wikipedii i... wyedytowaniem wpisu dotyczącego jego własnej osoby. sugerował on microsoftowi opublikowanie dokumentu "white paper" (gdzieś w sieci), podlinkowanie go na forach wikipedii i czekanie, czy może przekona on kogoś do poprawienia artykułu. tylko kogo?
    • nick carr jak zwykle złośliwie: "doszliśmy do takiego punktu, że osoba, która zna się na jakieś rzeczy i dorobiła się własnego punktu widzenia, nie będzie mile widziana jako edytor wikipedii. eksperci będą automatycznie podejrzani, zmusi się ich do przejścia przez jakąś parodię tradycyjnego procesu redakcyjnego".
  • oczywiście i mi cierpnie skóra, gdy pomyślę o firmach typu msft płacących za poprawianie wikipedii. ale to co pisze marc canter, też daje do myślenia. załóżmy, że twoje życie zawodowe jest związane z siecią. ktoś zakłada stronę w wikipedii na twój temat, w której przedstawia swój punkt widzenia na twój temat. który w to życie zawodowe godzi. google oczywiście zaraz pokazuję tę stronę wyżej niż twoją stronę domową. a ty nie możesz nic zrobić. bo to w bardzo złym guście.
  • że wsiądę na koniec tego wpisu na mojego ulubionego tożsamościowego konika, to ciekawie na ten temat pisze phil windley:
    • "tożsamość to moja opowieść o sobie. reputacja to twoja opowieść o mnie".
  • problem tylko w tym, że google stawia pomiedzy jednym i drugim znak równości. a wikipedia mu bardzo w tym pomaga.
11:48, reuptake
Link Komentarze (25) »
wtorek, 23 stycznia 2007
  • nie wiem pod jakim ciemnym numerem mieści się centrala polskiego łebdwazero
    • "obcinamy na zero"?
    • "na dwa zero!"
  • ale wiem przy jakiej ulicy: przy klonowej.
  • jak pewnie czytelnicy tego bloga wiedzą, nie jestem ślepo przywiązany do innowacji. innowacje są prawie jak mutacje. ok, mutacje są całkiem ślepe, innowacje coś tam widzą na jedno oko, ale większość z nich to po prostu dziwactwa i ekstrawagancje. wymyślić innowacyjne urządzenie? innowacyjną stronę www? żaden problem. działającą i potrzebną? już trudniej.
  • niech sobie powstają polskie wersje digga, delicji czy flickra. zwłaszcza, że:
    • jak wzorować się, to na czymś dobrym
    • jak człowiek coś pisze, to się czegoś uczy
    • zawsze w tych kopiach jest coś indywidualnego. na ogół są brzydsze, mniej funkcjonalne i gorzej działają
      • jakoś też nie słyszałem, żeby którąś kupiło yahoo za worek zielonych
  • natomiast pligg jest zarazą. mamy wykop. mamy gwar -- który demonem popularności już nie jest. i mamy klony digga.
    • tak, tak, proszę kliknąć w ten link.
    • co my tu mamy
      • digga na temat ogrzewania i wentylacji (jak google nie kupi, to pewnie tylko przez ciepłą zimę)
      • digga bez treści i bez tematu, za to w fajnej domenie
      • oraz kilka diggów bez treści, bez pomysłu i bez sensu. wykopów rozkopanych i pozostawionych.
        • jeden tylko ma szanse na sukces.
      • a wiem, że google nie pokazuje wszystkich, kolejne się czają w mroku, będzie pewnie digg poświęcony metaloplastyce i digg poświęcony rumuńskiej muzyce nowofalowej i digg...
  • no właśnie. nie ma co się zżymać, tylko trza rękę na puls i tak trzymać:
    • zrobić digga na którym głosowałoby się na inne diggi. pomysł patryka zawadzkiego.
    • zrobić multiwysyłarkę (pomysł mój): wyślij na wszystkie 100, 200, 500, 1000 diggów. taka multiwykopywarka robiłaby raz dziennie search w googlu, żeby nowe diggi znaleźć. bo
  • człowiek za tym łebwazerem nie nadąży. otwiera okienko: klon. otwiera drugie: klon. chce wyjść na ulicę? wykop.
 
1 , 2 , 3 , 4