pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
poniedziałek, 21 stycznia 2008
  • tak zwany "user generated content" to jeden z fetyszy web 2.0. tworzony przez "people formerly known as the audience"
    • teraz nazywamy ich dziećmi neostrady
  • miał być ożywczym powiewem w świecie internetu. i być może nim jest. nie znaczy to jednak, że należy unikać takich pytań, jakie postawiono dziś na blogu centernetworks (via rww). "czy digg to user generated content?"
    • pytanie to padło w kontekście przyznania diggowi nagrody crunchies, właśnie w kategorii "ugc".
  • pytający sam sobie odpowiada, że digga, na którym przecież umieszczający linki ograniczają się do kilkunastu słów opisu, należy nazwać raczej społecznym agregatorem treści. z kolei josh catone na rww twierdzi, że jednak treści tworzonej przez użytkowników jest na tyle dużo, że można digga zaliczyć do serwisów tworzonych przez użytkowników. jako argumentu używa tutaj komentarzy na diggu, podkreślając, że dają one możliwość skomentowania tych tekstów internetowych, pod którymi nie włączono opcji komentowania (a to jest przecież "capital crime" w epoce 2.0)
    • można tu zadać ciekawe pytanie, jak mają się komentarze pod wpisami na diggu do komentarzy pod tymi informacjami, które komentować jednak można. i czy digg nie "kradnie" komentarzy.
  • a teraz, posługując się tymi samymi argumentami, mogę udowodnić, że strony naszych poczciwych (ironia zamierzona) portali to user generated content. toż przecież na takim onecie teksty newsów są coraz krótsze, a komentarzy pod nimi jest zawsze co niemiara. a co z koronną funkcją digga, czyli "głosowaniem" na informacje? na portalach jest przecież bardzo podobnie. powszechnie wykorzystywane są narzędzia takie jak heatmapy. klika się? zostaje. nie klika się? wio z głównej strony. czym się różni główna strona od portalu od digga? tym, że artykuły pochodzą z jednego źródła, a funkcja usuwania ich z głównej strony nie jest zautomatyzowana, ale oparta o ręczną prace. ale tak samo jak na diggu, czy wykopie liczy się kliknięcia.
    • dziś gazeta.pl serwuje nam tytuł "prezydent zgwałcił ciężarną". gratuluję, aczkolwiek można wymyślić coś lepszego, np. "cieżarna zgwałciła prezydenta" albo "martwa ciężarna kobieta na wózku inwalidzkim zgwałciła papieża". będzie się klikać!
23:51, reuptake
Link Komentarze (12) »
niedziela, 20 stycznia 2008
  • w tym wpisie chciałbym podsumować to, co działo się z openid przez ostatnie kilkanaście miesięcy. jeśli nie bardzo wiesz, o czym będzie mowa, usiądź wygodnie i obejrzyj ten film:
  • w listopadzie 2006 roku przy okazji pewnego pomysłu, którego do tej pory nie zrealizowałem (a który jest dość zbliżony do tego, co oferuje plaxo - to tez mnie nieco przystopowało), zainteresowałem się openid. technologia ta wydawała mi się w obiecujący sposób rozwiązywać ważne problemy, które powstały w toku ewolucji sieci, była czymś świeżym, ale też bardzo "partyzanckim".
  • jakoś tak się złożyło, że tuż po założeniu serwisu identity2.0, nastąpił gwałtowny wzrost zainteresowania technologiami tożsamowościowymi, a zwłaszcza openid. zimą 2007 wydawało się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by openid na dobre podbiło świat. w końcu wsparły je takie firmy jak sun czy microsoft, a cyfrowe identyfikatory rozdał swoim użytkownikom aol. ale potem wszystko przycichło. co się tak naprawdę działo?
    • aol owszem, dał możliwość logowania się aolowym urlem do serwisów korzystających z openid, ale niewiele to dało, gdyż po pierwsze, sam takich serwisów nie stworzył (z małymi wyjątkami), po drugie zupełnie openid wśród swoich użytkowników nie promował.
    • prace nad kolejną wersją specyfikacji przeciągały się w nieskończoność, choć właściwie była ona już gotowa. powoływano rozmaite organizacje, które miały czuwać nad rozwojem openid, a formalności z tym związane zjadały masę czasu.
    • obietnice szybkiego wdrożenia openid składały takie serwisy jak digg czy wikipedia. niestety na obietnicach się skończyło.
    • microsoft wprowadził w windows vista ciekawe rozwiązanie pod nazwą cardspace, ale kompletnie zapomniał o jego promocji.
    • zdarzały się pojedyncze, nawet dość duże wdrożenia openid, ale były to głównie wdrożenia kolejnych dostawców usług. zdarzały się też wdrożenia "dziwne", ograniczone do jednego serwisu (takie jak wordpress.com).
  • największym chyba rozczarowaniem był względnie mały przyrost stron, na których można logować się za pomocą openid. liczba dostawców rosła. każdy chciał potwierdzać cyfrowe tożsamości, ale respektować tożsamości potwierdzone przez innych? już niekoniecznie.
  • na szczęście znowu przyszła zima i znowu... chciałoby się powiedzieć "lody ruszyły", choć wręcz przeciwnie należałoby to nazwać. zdarzyło się kilka rzeczy, które pozwalają patrzeć w przyszłość openid z nadzieją.
    • została wreszcie ukończone specyfikacje openid 2.0 oraz attribute exchange 1.0. to milowy krok w rozwoju tej technologii.
      • openid 2.0 umożliwia m.in. stosowanie "anonimowych" identyfikatorów openid. polega to na tym, że zamiast wpisywać np. http://user.dostawca.com/ podajemy jedynie http://dostawca.com/ (a wyboru użytkownika dokonujemy już na stronie dostawcy openid). dzięki temu możliwa jest taka sytuacja, w której strona nie zna naszego identyfikatora openid, ale wie on nas coś innego, co przekazuje jej dostawca
        • możemy sobie np. wyobrazić, że mamy serwis potwierdzający nasz wiek i za jego pomocą uzyskujemy dostęp do stron "od lat 18". strona nie musi, a wręcz nie powinna wiedzieć, kim dokładnie jesteśmy, ważne jest tylko, byśmy mieli 18 lat.
      • dodatkowo openid 2.0 wspiera i-names, a także porządkuje kilka innych kwestii.
    • attribute exchange to chyba jeszcze ważniejsza specyfikacja. pozwala ona wymieniać dowolne informacje pomiędzy stroną zależną a dostawcą tożsamości. strona zależna może zapytać się dostawcy o dowolny "atrybut" (np. awatar użytkownika, jego kolor oczu czy listę znajomych), a dostawca tożsamości może (o ile użytkownik wyrazi zgodę), taką informacje przekazać. alby dostawca i strona zależna dogadały się, konieczny jest wspólny język, tak, by serwer zrozumiał pytania, a strona zależna zrozumiała odpowiedź. attribute exchange nie definiuje dokładnie tego języka, pewne konwencje powstają niezależnie.
      • dla orientujących się w technologiach internetowych: attribute exchange to taki "xml" do wymiany danych, poprzednia specyfikacja, nadal stosowana, simple registration extension stanowiła z kolei "html" - tam składnia była zdefiniowana i nierozszerzalna. attribute exchange jest o poziom wyżej.
    • znowu zaczęło być openid głośno
      • wreszcie zaczęto sobie zdawać sprawę, że technologia taka jak openid nie jest jedynie stworzona dla większej wygody użytkownika, ale może stanowić fundament, na którym będzie opierać się wymiana danych pomiędzy sieciami społecznymi i na którym w przyszłości można zbudować zdecentralizowaną sieć społeczną. zajmuje się tym m.in. projekt diso.
        • inaczej mówiąc: tak jak węzły w sieci internet muszą posiadać identyfikatory (numery IP), tak i węzły w sieci społecznej (ludzie, na ogół ;-)) muszą mieć swoje identyfikatory i to najlepiej "routowalne", a nie działające tylko w wąskim kontekście jednego systemu social-network.
      • no i pojawiły się kolejne ważne wdrożenia.
        • pierwsze z nich to blogger. to wdrożenie szczególnie cieszy, gdyż dzięki niemu nie tylko nasz blog staje się naszym openid, ale i możliwe jest komentowanie przy pomocy openid na bloggerze.
        • yahoo także rozdaje użytkownikom (a ma ich 250 milionów) identyfikatory openid. już możesz używać swojego adresu z flickra jako swojego openid. czekamy tylko, aż yahoo pójdzie w ślady bloggera i pozwoli także logować się.
          • uwaga: yahoo implementuje wyłącznie openid 2.0 i w serwisach nie wspierających nowej wersji specyfikacji nie można się zalogować.
      • openid zagościło w takich projektach jak drupal, phpbb, mediawiki, jest też dopracowana wtyczka openid 2.0 do wordpressa.
  • wydaje się, że zima to dobry czas dla openid. czy znowu zapał opadnie i lato spędzimy na żmudnym zakładaniu kont w rozmaitych serwisach? zobaczymy.
  • a co w naszym pięknym kraju? cały czas czekamy na duże wdrożenie. już pół roku temu obiecywałem, że będę miał dobrą wiadomość dla fanów openid. i będę ją pewnie miał niedługo, ale jeszcze trzeba trochę cierpliwości z siebie wykrzesać.
czwartek, 17 stycznia 2008
  • jednak muszę skomentować: oryginalna notka znajduje się poniżej, poniższy zrzut ekranu ilustruje w jaki sposób "skorzystał" z niej dziennik.pl
  • praktycznie bez komentarza: pierwsza wersja mojej notki na dziennik.pl


środa, 16 stycznia 2008
  • o ile w kwestii tego, jakie przesłanki kierowały gazetą przy publikacji artykułów na temat naszej-klasy, można się spierać, to przesłanki jakie kierowały dziennikiem przy publikacji tego oto tekstu są dość jasne. dowalić konkurencji. ale nie o tym.
  • moim zdaniem doszło do naruszenia praw autorskich. zbudowanie notatki z obszernych fragmentów mojej notki to nie jest żadne prawo do cytatu! w tekście praktycznie nie ma nic, poza tym, co napisałem na blogu. a z tego, co napisałem, jest na pierwszy rzut oka prawie połowa.
    • nie udzielałem wydawcy "dziennika" żadnych praw dot. moich notek blogowych
  • oczywiście nie ma nawet linku do mojego tekstu. jest tylko nazwa bloga. przyznam, że jestem zbulwersowany tym, że standardy upadły tak nisko. zapewne po zabezpieczeniu dowodów (dziennik jest znany z usuwania tekstów ze swoich stron, np. to wazelinowe monstrum zostało oczywiście usunięte) podejmę dalsze kroki. na razie chciałbym was prosić o pomoc, poprzez nagłośnienie tego faktu. dzisiaj ja, jutro wy.
    • ps. tak, wiem, że zostałem wymieniony jak autor tekstu. nie uważam, że zostały naruszone moje osobiste prawa autorskie, a "jedynie" majątkowe.
  • uwaga: artykuł na stronach dziennika cały czas się zmienia, pojawił się link do tekstu źródłowego, co jest krokiem w dobrą stronę.
  • przyszedłeś z dziennik.pl? przeczytaj najpierw to.
  • artykuł, a właściwie dwa artykuły z dzisiejszej wyborczej (ten z jedynki dostępny jest także na portalu update: drugi, na który powołuję się tu częściej, też jest dostępny), to klasyczny przykład kampanii czarnego PR typu FUD. strategia ta polega na podawaniu negatywnych informacji na temat nowych na rynku i relatywnie mniej znanych (w sensie: "mniej oswojonych") produktów, tak, by zasiać wśród ich użytkowników wątpliwości i strach przed ich użyciem.
  • nie negując zagrożeń wynikających z ujawniania prywatnych danych w internecie (niekoniecznie na naszej klasie), wypunktuję tylko kilka zagrywek z tych artykułów
    • straszenie kontrolą GIODO, bez najmniejszej wzmianki o tym, jakie są właściwie przepisy prawne dotyczące ochrony danych osobowych, sugerowanie, że kontrolowany przez GIODO jest już właściwie automatycznie przestępcą i zawoalowane ubolewanie, że użytkownicy n-k nie odczują skutków kontroli do jej zakończenia. ciekawe, czy to się mieści w zasadach etycznych wyborczej, którymi tak się chlubi. można to porównać np. do procesów lustracyjnych. tutaj gw zajmuje zupełnie inne stanowisko, każąc do ostatniej chwili domniemywać niewinność. wg. gazety popowicz już musi "pocieszać się". natomiast GIODO będzie użytkowików n-k "ratować".
    • gazeta pisze, że "maciej popowicz kasował swój profil". następnie prostuje, że nie skasował, tylko usunął swoje nazwisko, przytaczając wypowiedź rzecznika naszej-klasy. skasowanie/nieskasowanie profilu jest faktem, który można sprawdzić. tymczasem gazeta mówi: popowicz zrobił A, jego rzeczniczka twierdzi, że B. prosta, skuteczna manipulacja.
    • dalej następuje standardowy zestaw:
      • wśród 6 mln użytkowników znajduje się kogoś, kto zrobił wyjątkowo niesmaczny dowcip i eksponuje dwukrotnie, ze zdjęciem, żeby nie było wątpliwości. jak n-k ma powstrzymać przed robieniem sobie niesmacznych dowcipów? nie wiadomo
      • pedofilia, dyżurny temat.
      • przestępcy, grożący prawnikom. tu cytacik, który dobrze ilustruje metody autorów: "drobna brunetka w popielatym kostiumie, przygryza usta, zaplata i rozplata dłonie". brakuje tylko płaczącego dziecka i mielibyśmy gazetową wersję programu redaktor jaworowicz.
      • komornicy
      • źli bankierzy
      • detektywi
      • i oczywiście nachalni marketingowcy
      • na koniec serwując czytelnikom informację, że inwestorzy w n-k nie są "instytucją charytatywną".
    • ogólne przekaz jest prosty: dzięki n-k pobiją cię, zgwałcą dziecko, wyciągną kasę namawiając na zakupy, resztę zabierze komornik, lub ktoś kto cię zaszantażuje (bo wie z kim sypiasz), a bank oczywiście odmówi kredytu.
    • sama inwestycja, której wysokość też jest dla czytelnika oszałamiająca, przedstawiona jest odpowiednio. jeśli by wycena 15 mln nie zrobiła wrażenia, autorzy podsuwają lepszą liczbę: 128 milionów. za co te miliony? za "prywatne dane" użytkowników, oczywiście.
    • aby osiągnąć swój cel, jakim jest straszenie, autorzy wyrywają naszą-klasę z kontekstu. nic nie wspomniano np. o portalach w rodzaju goldenline, gdzie ludzie również podają informacje o swoim życiu (głównie zawodowym), o serwisach, które są opanowane przez dzieci, publikujące dużo więcej informacji o sobie niż na n-k (choćby blogach) itd.
    • autorzy straszą też, korzystając z zestawień liczb. popowicz informuje, że 11 osób zajmuje się kwestiami obsługi użytkowników. gazeta nie pozostawia tej liczby samej sobie. "11 osób dba o prywatność sześciu milionów". 11, 6.000.000. czytelniku, jaka jest twoja reakcja?
    • oczywiście, żeby stworzyć pozory obiektywizmu, autorzy często udzielają głosu autorom naszej-klasy. zawsze dbają o to, żeby mieć ostatnie zdanie i zdyskredytować to, co mówi popowicz. czasem uciekają się do zupełnie kuriozalnych sformułowań. szczytem jest ten fragment, w którym autorzy twierdzą, że nawet po wprowadzeniu zabezpieczeń, nic one nie dadzą, bo "prywatne spotkanie klasowe w internecie" (nie mam pojęcia, o co chodzi) "i tak będzie nagrywane" (przez kogo?) "Gdzieś na odległym serwerze" (odległy ma sprawić wrażenie, że użytkownik ma tym mniejszą kontrolę, niż gdyby ten tajemniczy serwer był blisko) "i ktoś kiedyś może się tam włamać" (to "ktoś kiedyś gdzieś" pozostawię bez komentarza).
  • cała tak akcja, w połączeniu z innymi informacjami na temat n-k budzi głęboki niesmak.
    • przypominam, że ostatnio gazeta.pl i onet.pl z lubością rozwodziły się nad tym, że jakaś strona, powstała kilka tygodni temu, uznała n-k za "najgorszą stronę WWW".
  • zamiast edukować użytkowników internetu, przyjęto strategię siania niepokoju i niszczenia konkurencji. ciekawe, co tak naprawdę da kontrola giodo. o ile się orientuję, nie ma żadnego przepisu, który by mówił, że serwis gromadzący 6 milionów użytkowników podlega innym przepisom prawnym niż serwis, któremu nie udało się tylu użytkowników zgromadzić. oczywiście, jak każda służba, giodo będzie chciało się wykazać.
  • ponieważ nie mam zamiaru procesować się z autorami artykułu, nie powiem, co o nich myślę. powiem tylko tyle, że to, co o nich myślę, stanowiłoby dobrą podstawę do wszczęcia procesu.
  • a tymczasem z kont mbanku znikają pieniądze klientów.
11:27, reuptake
Link Komentarze (94) »
wtorek, 15 stycznia 2008
  • zapraszam wszystkich na bootstrap 8.1, który odbędzie się w najbliższą sobotę, 19.01, tradycyjnie na chłodnej 25 i tradycyjnie w samo południe.
  • tym razem nasza blipowa ekipa zdominuje imprezę, ale mówić będziemy nie tylko o blipie:
    • jarek "sztywny" rzeszótko opowie o tym, co nowego w rails 2.0 (w końcu bootstrap wywodzi się ze spotkań railsowych)
    • zbigniew "kodz" sobiecki pokaże, jak można skomplikować proste rzeczy ;-) czyli jak blip jest zbudowany od środka
    • a marcin "ja" jagodziński ;-) opowie trochę o socjologicznych aspektach serwisów twitteropodobnych oraz trochę o doświadczeniach z budowy takiego serwisu w naszym kraju
  • wstęp oczywiście wolny, po prezentacjach clou programu, czyli rozmowy kuluarowe. nie trzeba się zapisywać, trzeba tylko przyjść.
13:17, reuptake
Link Komentarze (12) »
piątek, 11 stycznia 2008
    • Unlimited edition with an unlimited supply
      That was the only reason we all had to say goodbye!
  • to fragment kawałka sex pistols zatytułowanego "emi". gdy tak się zastanowić, to obecnie "unlimited edition with an unlimited supply" to dobre określenie bogactwa muzycznego dostępnego w internecie. jest wszystko i na dodatek można to ściągać jak nie z torrenta, to z soulseeka, jak nie z soulseeka to z directconnect. że nie wspomnę o bardziej legalnych źródłach takich jak itunes.
  • piszę o tym drugi raz i drugi raz pod wpływem arringtona. teraz cytat z techcruncha:
    • You can disagree as to whether it?s ?fair? that the price of recorded music will be zero or near zero, but you can?t disagree that it?s going to happen.
    • i
    • Personally, I think a new era of free recorded music and paid live performances is a very good thing. Recorded music will become a marketing tool to get people to pay for concerts and merchandise. Overall the music industry will be smaller in terms of revenue. But the artists who are driven to create their art will continue to do so, and many will make a very good living from it.
  • dokładnie tak. muzyka towarzyszy nam od tysięcy lat i jeszcze trochę potowarzyszy. a płyty mają lat zaledwie 100. "koncerny płytowe". przecież to brzmi jak "fabryki lokomotyw parowych"!
  • oczywiście nie znaczy to, że wchodzimy w jakąś złotą erę.
    • po pierwsze, jak pisze arrington, firmy fonograficzne będą jeszcze okopywać się, próbując z pomocą rządów zbudować ostatnią linię szańców, czyli opodatkowanie internetu. tu zacytuję arringtona jeszcze raz: Asking the government to prop up a dying industry is always (always) a bad idea. In this case, it is a monumentally stupid, dangerous, and bad idea.
      • zwłaszcza, że to nie górnictwo i nie można tu mówić o problemie społecznym
    • po drugie, w momencie gdy nagrania będą głównie promować koncerty, stanowiące główne źródło przychodów muzyków, firmy zajmujące się organizacją koncertów znajdą odpowiedni sposób, by zwiększyć wartość swoich usług (czyt. włożyć łapę do kieszeni muzyków).
  • ale jedno jest pewne, muzyka sobie poradzi.
00:40, reuptake
Link Komentarze (48) »
środa, 09 stycznia 2008
  • na salonie24, jak to zazwyczaj na salonach, nie jedzą bezy łyżeczką, ale się piorą. jerzy marcinkowski wytoczył dość ciężkie działa przeciwko krzysztofowi urbanowiczowi
    • który niedawno wkroczył na salony w świetle jupiterów, wsławiony tekstem w newsweeku o "web 3.0" i starannie zapowiadanymi przez samego siebie audycjami w tok fm, zakładając tam bloga o uroczej nazwie "media 3.0" i natychmiast kopiując na niego pół swojego poprzedniego blogusia.
  • żeby nie przeciągać, zarzuty polegały na przepisywaniu artykułów z pewnego francuskiego bloga, bez podania źródeł i ogólnie, na tworzeniu artykułów na sposób, który ja na swój wewnętrzny użytek nazywam "metodą wprost"
    • polega to na klejeniu całego artykułu z wypowiedzi osób trzecich, raz podanych w formie cytatu
      • profesor X mówi: "bla bla bla bla",
    • innym zaś razem już bez cytowania
      • zaś profesor Y twierdzi, że ble ble ble
    • w poczytnym tygodniku tą metodą tworzona była większość tekstów, zwłaszcza tych pozapolitycznych. dziennikarz dzwonił do 10 osób i szył z ich wypowiedzi nieskładny patchwork, nie dodając nic do siebie.
  • z tą różnicą, że w artykule newsweekowym (i kilku innych tekstach), źródło było, wg marcinkowskiego było jedno i nie zostało podpisane. pojawiły się od razu głosy, że krzysztof urbanowicz to kolejny przypadek elizy michalik. oskarżony broni się w odrębnym wpisie, a kto ma rację, osądźcie sami.
  • właściwie chciałem napisać wpis o tym, że wprawdzie moim zdaniem do naruszenia dobrych obyczajów tu nie doszło, bo te chyba trochę już odeszły w przeszłość, ale faktycznie merytoryczna wartość artykułów urbanowicza pozostawia wiele do życzenia, (nie mówiąc już o prognozach, które czyni) i popisać tu trochę o tym, jak to uparcie lansując swoje nazwisko można zaistnieć w mediach, bo media poszukują sprawdzonych "ekspertów" zwłaszcza do tak tajemniczych zjawisk jak internet i naprawdę, nie wnikają w to, czy eksperci ci faktycznie znają się na rzeczy, gdy przeczytałem
  • informację o tym, jak francuskie media nabrały się na prezydenta facebooka. historia jest taka: jakaś firma stworzyła aplikację, która służyła do głosowania na "prezydenta facebooka". oczywiście tytuł ten był kompletnie wymyślony, nie uzgodniony z facebook inc itd itd. ale jednak wiele osób albo dało się nabrać albo chciało podbudować swoje ego i wystartowało w "wyborach". wygrał młody sympatyczny francuz, który tak zaanagażował się w kampanię wyborczą, że stworzył nawet własną stronę z programem.
  • i zaczęło się. francuskie media kupiły prezydenta facebooka bez mrugnięcia okiem.
    • wywiady,
    • reportaże,
    • artykuły.
    • i cały ten medialny szum
  • po jakimś czasie okazało się, że "prezydent facebooka" to ściema. plama na honorze prasy jednak pozostała. dlaczego tak się stało? bo jak piszą na techcrunch
    • "many journalists covered the news just because others did"
  • i tak działają media.
  • dla mnie morał jest jeden: nie kopiujcie. a już na pewno nie kopiujcie z francuskiej prasy. na wszelki wypadek.
19:24, reuptake
Link Komentarze (25) »
wtorek, 08 stycznia 2008
  • duncan riley na techcrunchu w bardzo podniosłych słowach komentuje fakt, iż facebook i google zaakceptowały zaproszenie do grupy roboczej, zajmującej się tworzeniem rozwiązań służących do wymiany danych pomiędzy sieciami społecznymi (dataportability workgroup). wtóruje mu marshall kirkpatrick na read/write web, równie entuzjastycznie podchodząc do tego faktu. organizacja ta chce, przy użyciu istniejących już otwartych standardów, takich jak openid czy rdf, rozbić istniejące silosy danych i połączyć zdezintegrowane tożsamości, umożliwiając wymianę danych pomiędzy serwisami społecznościowymi.
  • ja jestem sceptyczny: pamiętam doskonale czasy, gdy przeglądarki były niekompatybilne ze standardami w sposób taki, że dzisiejsze kłopoty z explorerem wydają się niewarte uwagi. ale w komitecie w3c tworzącym rekomendacje kolejnych wersji html zawsze zasiadali przedstawiciele netscape'a i microsoftu. a potem tworzyli standardy, których nikt nie przestrzegał. zresztą nie tylko ja mam podobne wątpliwości.
    • tłumaczenie: kabllion - pierdyliard, kajillion - pierdylion.
  • tym niemniej jest to fakt godny odnotowania: nawet jeśli problem przenośności danych nie zostanie szybko i 100% rozwiązany, to przynajmniej widać, że wielcy social-networkingu go dostrzegają.
    • to co mnie osobiście cieszy, to fakt, że takie inicjatywy zazwyczaj budują przynajmniej podstawy systemu, a tym przypadku podstawą jest openid, które jakby znów zyskuje sobie rozgłos: jego implementacja w bloggerze jest wreszcie czymś przydatnym dla końcowego użytkownika, a wygląda na to, że swój wagonik do pociągu zmierzającego ku krainie tożsamości kontrolowanej przez użytkownika doczepi yahoo.
      • i miejmy nadzieję, że będzie to wagonik (czyli możliwość używania openid w serwisach yahoo, a nie kolejna lokomotywa, czyli kolejny serwer openid). lokomotyw jest już dostatecznie wiele (że wspomnę tylko o aol, które rozdało 60+ mln użytkowników identyfikatory openid, tylko zapomniało im o tym powiedzieć).
  • warto więc obserwować inicjatywę dataportability, warto też przyglądać się, jak z drugiej strony rozwijają się standardy (raczej "przemysłowe") cross-platformowych aplikacji i co z tego w końcu wyniknie, gdy i użytkownicy i aplikacje uwolnią się od platform.
  • a u nas? jest podnoszący na duchu news: w niektórych portalach zniesiono już oficjalny zakaz linkowania do stron poza tymi portalami. idziemy w dobrym kierunku, prawda? ;-)
22:46, reuptake
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 07 stycznia 2008
  • sporo nowych serwisów uruchomiono w pierwszych tygodniach 2008 roku. przejedźmy się po nich, po kolei (i bardzo pobieżnie).
  • wikia uruchomiła wikia search w wersji alpha, co nie wszystkim się spodobało. arrington pisze, że to jedno z większych rozczarowań w jego recenzenckiej karierze, jimbo wales ripostuje, że to nie jest jeszcze wyszukiwarka, a raczej narzędzie, które ma posłużyć do zbudowania wyszukiwarki
    • nie bardzo to rozumiem
  • a także, że wprawdzie wyszukiwanie nie działa, ale przynajmniej pokazano światu, że można zbudować coś innego.
  • o wikii piszę, gdyż jest to firma związana z polską poprzez swój oddział w poznaniu. trzymam kciuki, ale nadal będę używał google'a
  • czysto polskim pomysłem jest natomiast dabu. z tego co zrozumiałem, dabu ma być połączeniem katalogu stron, wyszukiwarki i social bookmarking. zawsze w takich serwisach chce się połączyć ich najlepsze cechy, a łączy się w praktyce najgorsze. nie pytajcie o co chodzi. w internecie jest tak, że jak nie wiecie, o co chodzi, to chodzi o seo. tak mi się przynajmniej wydaje. sam pomysł nie wydaje się mieć wielkich szans, chyba, że google go wysoko umieści w serpach. zalecałbym dużą ostrożność w korzystaniu z dabu. nie trzymam kciuków, chyba że skierowane w dół. i nadal będę używał google'a.
    • tak przy okazji, to wie ktoś, jak się wiedzie elefancie? mój ulubiony serwis tego typu został właśnie zjechany na profy.com. odporność na ciosy: 12 w skali 1-10.
  • o2 uruchomiło lub zamierza uruchomić dwa serwisy. hotmoney to biznesowo finansowa wersja pardon. czyli finanse podane lekko, ale nie za lekko
    • przez za lekko rozumiem gazetową manedżerię, której nie da się czytać, chyba, że ktoś ma naprawdę dużo czasu do stracenia. gazeta cierpi w ogóle na jakiś problem w tej materii, te rzeczy, które mają być lekkie łatwe i przyjemne zazwyczaj ześlizgują się z tej krawędzi na której powinny balansować i albo nie są śmieszne albo nie są strawne (bo sa zbyt śmieszne). jest jeden wyjątek: zczuba. które niestety nie dorobiło się domeny z prawdziwego zdarzenia.
  • drugi projekt o2 to rodzinka.o2.pl (nasza-rodzina.pl jest już zajęte...) czyli serwis genealogiczny. właściwie to nie wiem, jaki on na adres, być może rodzinka.net. anyway, nie wchodziłem do środka, więc tylko anonsuję. to może być hit, chociaż nie taki jak w krajach anglosaskich, niestety, dzieje większości polskich rodzin (mojej zapewne też) giną gdzieś w mroku folwarków i zabitych dechami wsi.
    • czy o2 przy tylu serwisach nie mogłoby pomyśleć o jakimś sso?
  • i jeszcze jedna ciekawostka: g+j polska nabyło serwis społecznościowy bej.pl. innymi słowy urokliwa domenka wraz kilkoma gigabajtami bezwartościowej nastoletniej grafomanii znalazła swojego amatora. 2008 dobrze się zaczyna, nie ma co! :-) a skoro jesteśmy przy trafionych nazwach domenowych, to poza kultowym garnuch.pl jest też ten skracacz linków (thx patrys).
12:38, reuptake
Link Komentarze (16) »
niedziela, 06 stycznia 2008
  • jak donosi wo, jakiś czas temu od salonu24 oderwała się pewna grupka blogowiczów i przeszła na swoje. salonu24 nie znam, kulisów rozłamu też nie i sprawa nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie fakt, że tekstowisko (bo tak nazywa się nowy serwis blogowy) nie od parady zarejestrowano w domenie .com. jest to bowiem serwis płatny i to wcale nie tak znowu symbolicznie.
    • tak, płatne jest nie tylko prowadzenie bloga, ale nawet komentowanie.
  • ponieważ dyskusja w wo poszła w jakieś dziwne rejony, w których nie poruszam się zbyt sprawnie
    • zamiast "ucieczki od wolności" czytałem różne paperbacki w stylu "podstawy sql" itd
  • ja skupię się tylko na kilku bardziej przyziemnych aspektach, nie poruszając np. problemu tego, że google nas wszystkich ma w garści
    • btw: gratuluję gazecie i wo jako akcjonariuszowi agory dogadania się z google'm, poprzedniej poczty naprawdę nie dało się używać.
  • po pierwsze, wbrew mojej udawanej gruboskórności i niechęci do naszej-klasy jestem człowiekiem nostalgicznym. i aż wirtualna łezka się kręci w oku, gdy czytam sobie o społecznościach w rodzaju the well. nawet, śmiejcie się, śmiejcie, rozważałem zapisanie się do the well, ale powstrzymała mnie ponura autorefleksja o kondycji mojej pisanej angielszczyzny. oczywiście mógłbym się zapisać i "tylko czytać", ale na to mnie nie stać. psychicznie :-)
  • ale zdaję sobie sprawę, że mamy
    • na szczęście
    • niestety
      • (niewłaściwe skreślić)
  • rok 2007. a nie rok 1985. i społeczności takie jak the well ciągną niestety głównie siłą rozpędu.
  • druga kwestia to opłaty jako takie.
    • na co one mają iść?
      • tu pojawia się pytanie, czy tekstowisko ma być serwisem komercyjnym (for profit), czy nie. jeśli mają być for profit, to nie ma co z nimi dyskutować. nawet jeśli koszty wynoszą 1 zł, a całą resztą zgarnia bliżej nieokreślona "redakcja", to jest to tejże redakcji zbójeckie prawo.
      • wydaje mi się jednak, że nie do końca. "redakcja" tekstowiska prosi nawet o darowizny! firmy raczej o darowizny nie proszą. więc wydaje mi się, że to raczej inicjatywa non-profit.
    • wróćmy więc do opłat. jak zaraz ktoś zauważy "wszystko coś kosztuje". no jasne. ale niektóre rzeczy kosztują bardzo mało. na tyle mało, że wprowadzanie opłat jest bezcelowe. mi udawało się i udaje nadal utrzymywać serwis blogowy blog.art.pl bez żadnych opłat. od 7 lat (raz była zbiórka, chyba ok. 100 zł zebrałem). kiedyś to była sztuka, ale teraz? moje (słabe, bo słabe, ale jednak) konto na dreamhost.com kosztuje chyba 10 taniejących dolarów miesięcznie (a przynajmniej teoretycznie można tam utrzymać z 10 takich tekstowisk).
    • oczywiście jest jeszcze inna hipoteza, że opłaty mają być sposobem weryfikacji użytkowników. ale to raczej sprawdza się, kiedy chcemy odsiać pokemony. poza tym nic w tym przypadku nie usprawiedliwia jej wysokości.
    • no i ostatnia sprawa, opłaty za komentowanie. co to ma być? forma antyspamu?
  • trzecia rzecz, to oddawanie własności intelektualnej itp. tutaj wo się zapędził. bo wbrew pozorom to właśnie na bloxie nie oddaje się swojej własności intelektualnej aż w takim stopniu, jak wymaga tego tekstowisko
    • Każdy Użytkownik udziela Portalowi bezpłatnej i bezterminowej licencji na publikację każdego własnego wpisu i/lub komentarza wyłącznie na łamach Portalu,
  • to dość niesamowite, nie sądzicie? oddajecie swoje teksty "bezpłatnie"... gdzie tam bezpłatnie, jeszcze dopłacacie!
    • śmieszą mnie w tym kontekście uwagi carra, że user generated content to tylko synonim niewolniczej pracy. tekstowisko poszło dalej: każe za oddawanie im treści płacić.
  • i czwarta, najważniejsza kwestia, która jest dla polskiej blogosfery charakterystyczna i świadczy, niestety, o jej względnej niedojrzałości, czyli "platfomowatość". w dobrze rozwiniętej blogosferze osoby, które mają na tyle silną chęć blogowania, że są gotowe za to płacić, po prostu zakładają sobie bloga na jakimś typepadzie, czy wręcz na własnym wordpressie i blogują. a nie szukają przytulnego grajdołka, gdzie blogują sami swoi. jasne, że narzędzia jakimi blogosfera wiąże się w całość (linki, trackbacki, serwisy agregujące) są mocno niedoskonałe, ale jednak są. tymczasem u nas panuje jakaś tendencja do zamykania się, która, co śmieszne, jest przedstawiana jako "wielkie otwarcie". założyciel (?) tekstowiska, w ten sposób docenia igora janke:
    • "Igor pierwszy dopuścił do głosu blogerów i pozwolił im swobodnie gadać". a wcześniej to co? nie było możliwości założenia bloga? blogerzy byli "nie dopuszczani do głosu"? ktoś im nie pozwalał "swobodnie gadać"? kto taki?
  • tymczasem twórcy tekstowiska stworzyli swoją wyspę, odciętą od reszty blogosfery. niektórzy użytkownicy już to rozumieją. być może jest to po prostu taki etap w rozwoju polskiej politycznej blogosfery, nazwijmy go, etapem grajdołkowym. mam nadzieję, że skończy się jak najszybciej. piszę tak, bo podobnie jak wo, nie życzę blogującym tam źle. dobrze im życzę. nawet złożyłbym im życzenia na tekstowisku. tylko dziwnie się czuję... mam płacić, za składanie komuś życzeń?
sobota, 05 stycznia 2008
  • w cieniu pana gąbki konsoliduje się nasz rynek e-commerce. przypomnijmy, że:
    • dialog nabył (tanio) vivid.pl, sklep o długiej tradycji (to chyba pierwsze miejsce, w którym zrobiłem internetowe zakupy w okolicach 2000 roku), któremu ciągle czegoś brakowało, by powalczyć z potentatami
    • merlin zainwestował w e-cyfrowe.pl, sklep foto, który rozwija się bardzo szybko
    • a stereo.pl (również sklep o długiej historii) zakupił pstryk.pl.
  • oczywiście wydarzeniem roku było przejęcie allegro przez naspersa, do którego doszło dzięki temu, że wreszcie ustalono, kto właściwie jest właścicielem tej firmy (a właściwie, to chyba na odwrót: znalazł się kupiec, to trzeba było się dogadać)
    • przy okazji prześledziłem ostatnio ponownie tą sprawę i włos się na głowie jeży: miałem jednak złudzenia, że prawo zabezpiecza przed tego typu przewałami, jakie miały miejsce z allegro. jeśli kiedykolwiek będzie kręcony film o polskim internecie, to historia allegro może stanowić dobry wątek sensacyjny.
    • dla tych którzy sprawy nie znają, powiem tylko, że pewna firma, "przypadkowo" związana z zarządem allegro stała się pewnego (pięknego) dnia posiadaczem 92% udziałów w allegro za kwotę... 46 tysięcy złotych (innymi słowy dotychczasowi posiadacze allegro obudzili się pewnego (okropnego) dnia z 8% udziałów zamiast 100%, które mieli jeszcze poprzedniego (pięknego) dnia.
    • historia te zresztą nie zakończyła się jakimś budującym morałem. ci, którzy zajumali allegro wyszli na tym zupełnie dobrze, a teraz, po wejściu naspersa, można powiedzieć, że nawet bardzo dobrze.
  • wracając do meritum, allegro też wreszcie się obudziło, kupiło ceneo i co ważne, zaczęło tworzyć platformę sklepową. i słusznie, bo "aukcje" to obecnie nie jest główne źródło dochodu allegro. duży obrót generują sklepy internetowe, które funkcjonują "gdzieś tam", a z allegro korzystają do pozbywania się niektórych towarów lub do generowania sobie ruchu na stronie, co jest oczywiście zabronione. zakaz ten jest nieco idiotyczny
    • sam pamiętam, jak korespondowałem z allegro w kwestii tego, czy znak podkreślenia w logo butik.pl jakie miałem na aukcjach jest jeszcze znakiem podkreślenia, czy kropką.
      • co ciekawe, allegro twierdziło, że prostokąt o stosunku boków 1:2 to nadal kwadrat
  • długo to trwało, ale wreszcie jest. i allegro, choć na razie stosuje b. wysokie opłaty, ma szansę na tym rynku, na którym już wielu połamało sobie zęby (od niesławnej areny, przez bodajże wp).
  • no właśnie, a co z portalami? gdzie one są w tym całym interesie?
  • chcą zarabiać na pośrednictwie. niestety, moda na "prawie bierny" dochód opanowała dużą część naszego rynku. pytanie tylko, czy w momencie gdy liczba porównywarek cen zbliży się do liczby dużych sklepów internetowych, będą miały one jeszcze sens. i na czym zarobią? bezpłatny radar o2 to przedsmak tego, co czeka nasz rynek: obniżenia wartości usługi porównywania cen i kierowania ruchu. porównywarki i serwisy "metasklepowe" to wcale nie jest taki prosty i oczywisty biznes, przejechały się na nim i polskie firmy i giganci. nawet google się to udało... średnio. dziwi mnie łatwa wiara w to, że właśnie porównywanie cen to złota żyła. to zwykłe pójście na łatwiznę.
  • bo prowadzenie sklepu internetowego to ciężka praca. od szukania dostawców, podejmowania właściwych decyzji o zakupie tych, a nie innych towarów, na tych, a nie innych warunków, przez cały proces "customer care", wysyłania towaru (użerania się z pocztą itd), po reklamacje. wiem coś o tym. jeśli komuś się wydaje, że działa to tak, że robi się "stronkę", klient "po prostu" klika, zamawia, płaci kartą, nam przychodzą pieniążki, więc "co to za problem" wkładamy towar w karton, wysyłamy i zapominamy... może się srogo rozczarować. dobrze funkcjonujący sklep internetowy to, brzydko mówiąc, zapierdalanie 24h na dobę. 
  • można więc prorokować, że na polskim rynku nie ma miejsca dla 10 porównywarek cen i że zostaną 3 (w tym ceneo i allegro jako takie). można tak założyć. ale ja pamiętam, jak mówiło się o 2-3 portalach. w tym kraju naprawdę nie opłaca się być prorokiem.
11:26, reuptake
Link Komentarze (16) »
czwartek, 03 stycznia 2008
  • wczoraj miałem 21 tysięcy wejść na bloga i dowiedziałem o istnieniu takich lokalnych odmian google'e, że nie macie pojęcia. full disclosure: 7,5 USD na reklamach google'a. jeśli ktoś tu sobie marzy o "życiu z bloga", niech weźmie te dwie liczby pod uwagę.
  • ponieważ fala już przeszła (aż strach, co będzie, gdy n-k zacznie przenosić serwery), wyłączam moderowanie komentarzy.
  • wrzuciłem na bloga reklamę namedrive, po prawej. to moja prywatna inicjatywa (w sensie nikt mi za tą reklamę nie płaci), ale osobiście polecam: jeśli macie jakieś domeny, które leżą odłogiem, lepiej je tam zaparkować, zawsze trochę grosza z tego będzie. ja straciłem... no, dobrego laptopa, bo nie zaparkowałem swoich domen rok czy półtora temu.
    • oczywiście to jest program partnerski, więc przy okazji ja też coś tam z tego będę miał.
  • a jak chcecie coś poczytać, to dwa teksty o tym samym: dlaczego nie warto być hiperaktywnym:
    • na meczach
    • na facebooku
  • ps. ciekawe, czy za rok pzpn będzie sprzedawał pakiet "internetowy", "zezwalający" na tekstowe relacje z meczów naszej ekstraklasy
    • zawsze jak piszę ekstraklasa, robię kilka literówek. ani "ekstra", ani "klasa" nie przechodzą jakoś przez klawiaturę zbyt łatwo.
  • a jeszcze z ciekawostek: koledzy netgurale napisali aplikację, która grupuje blipy w tzw. kanały. i można się dowiedzieć, co użytkownicy blipa myślą o naszej klasie. albo o twojej starej.
13:03, reuptake
Link Komentarze (12) »
środa, 02 stycznia 2008
  • blog netto
    • ten, który właśnie czytasz
      • pisze to, żeby wprowadzić w kontekst
  • osiągnął chyba szczyt swojej popularności. jakoś tak się złożyło, że redakcja portalu gazeta.pl ok. 10 dni temu umieściła link do średnio ciekawego tekstu o naszej klasie na głównej stronie gazeta.pl, a inny, bardziej udany (sądząc po dyskusji) wpis jest wyświetlany dość wysoko w google'u na hasło nasza klasa.
    • już powoli, na szczęście, spada
  • to wszystko wzięte zusamen do kupy spowodowało, że bloga odwiedza kilka tysięcy osób dziennie, a na liście bloxowej znalazł się na pozycji piątej, wyprzedzając nawet blog o tokio hotel, a dając się wyprzedzić czterem blogom
    • z których 3 poświęcone są gołym dupom
    • a jeden małyszowi
  • myślicie, że się cieszę? niespecjalnie. całe to zamieszanie, poza gigantycznymi zyskami z adsense (z 10 dolarów tego będzie, pójdę i kupię sobie za to jakieś luksusowe waciki), nie sprawiło mi jakiejś wielkiej satysfakcji. wręcz przeciwnie, na jakiś czas musiałem włączyć komentowanie wpisów na tym blogu.
    • bo czytasz bloga
      • nie pojedynczą notkę
        • bloga, który ma jakąś historię
          • który ma jakiś kontekst
            • a nie pojedynczą notkę, która jest żałosnym wstępem do najważniejszego: formularza dodawania komentarza, za pomocą którego powiesz mi:
              • żebym spierdalał
              • że jestem typowym polakiem
                • samemu będąc pewnie nietypowym polakiem
              • że jestem wrednym zazdrośnikiem
              • etc etc
  • posłuchaj: nie wymagam, żebyś czytał tego bloga. nie wymagam, żebyś znał kontekst. odpuszczam ci rozumienie ironii. daruję prośbę o zrozumienie felietonowego stylu. nie śmiem nawet prosić o to, żebyś przeczytał choćby większość komentarzy pod wpisem. wiem, że się śpieszysz. wiem, że masz ważniejsze sprawy na głowie. wiem, że czasem najpierw robisz, potem myślisz, szybciej mówisz niż czytasz. widzisz, ja nie jestem lepszy. też to mi się zdarza. nie uważam się za überpolaka ani za prawdziwego polaka, ani za honorowego niepolaka, nie zamierzam szafować argumentem "to takie polskie".
  • mam tylko jedną prośbę: skoro olewasz kontekst tego bloga, skoro olewasz jego samego, skoro nie chce ci się czytać, skoro generalnie OLEWASZ, nie dziw się, że twój komentarz zostanie potraktowany w podobny sposób. skasowany, bez czytania. bez zastanawiania się: "a może gość to pisze nie całkiem serio?" bez dopuszczania myśli "a może to jest ironia?". bez poświęcenia choćby 15 sekund na myślenie.
  • to tyle z mojej strony. przed chwilą skasowałem 13 komentarzy. nie lubię tego robić.
15:45, reuptake
Link Komentarze (26) »