pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
niedziela, 24 stycznia 2010

jak „wszyscy” „jestem na” na facebooku i jak „prawie wszyscy” dostaję ostatnio mnóstwo informacji o znajomych masowo potępiających rządowe pomysły blokowania stron internetowych. nie wiem, czy to geny, czy jakaś pokoleniowa skaza, ale wszelkie takie masowe ruchy powodują we mnie odruch szukania dziury w całym. nie chcę tu sypać przykładami, ale dobrze pamiętam jak cała polska przebierała się na pomarańczowo, a dziś nasz pomarańczowy przyjaciel okazuje się politykiem, który łączy nieudolność z sięganiem po nacjonalistyczne hasła... mieliśmy fiestę, popieraliśmy słuszną sprawę, teraz sprawa się okazała mniej słuszna niż nam się nie wydawało, na całe szczęście facebook podsuwa nam kolejną słuszną sprawę do popierania, żebyśmy przypadkiem nie zaczęli się zastanawiać nad słusznością poprzedniej sprawy. a w międzyczasie, gdy brakuje dużych słusznych spraw możemy popierać rozmaite małe słuszne sprawy (np. stanie po właściwej stronie schodów ruchomych).

nie zapisałem się do żadnej z tych stron/grup.

po pierwsze odstraszyła mnie masowość.

po drugie ich naiwne nazwy („niech rząd się odczepi od internetu” – 1) jak rząd się odczepi od internetu, to przestanie być rządem; 2) jak poprzedni był odczepiony i kojarzył go jedynie z filmikami porno, to też były narzekania.

po trzecie: nie jestem zdania, że internet nie powinien podlegać żadnej kontroli państwa. tak, zdaję sobie sprawę, że ta ustawa jest zła, że może być nadużywana, że przerzuca koszty jej wprowadzenia na usługodawców, że wreszcie i tak nie będzie skuteczna, że może prowadzić do nadużyć, no że to ograniczenie wolności. to wszystko są poważne zarzuty. chciałem tylko powiedzieć, że nie uważam, że internet jest jakąś szczególną przestrzenią, w której obowiązują kompletnie inne reguły. zapominamy przy okazji masowej fiesty, że w internecie jest sporo treści ewidentnie bezprawnych, do których dostęp w innych mediach jest ograniczony (nie kupimy w kiosku gazetki z pornografią dziecięcą, a w mojej kablówce nie mam nazi-tv). jakoś nie słyszałem w tej sprawie masowych protestów. to są wszystko sprawy skomplikowane i do dyskusji. więc od razu mówię: dyskutować o nich nie chcę.

tak naprawdę decydujący był powód czwarty, czyli medium tych protestów.

jest dla mnie szokujące niedostrzeganie, że odbywają się one w jednym z najbardziej kontrolowanych serwisów internetowych, jakim jest facebook.

facebook, gdy zrobisz coś złego, nie odcina innych od twojej strony. facebook odcina ciebie. zabiera wszystko, co zrobiłeś i wyrzuca (ok, nie wyrzuca, trzyma, na wypadek, gdyby jeszcze można było to wykorzystać przeciwko tobie). można powiedzieć „co z tego”. otóż to z tego, że aktywności na facebooku stają się tak ważną częścią naszego doświadczenia z internetem, że trudno się od nich uwolnić. może jeszcze nie dziś, ale wkrótce.

poprzez facebook connect firma facebook decyduje, czy wpuszczać cię na strony firm trzecich. tak, nie pomyliłem się. to facebook decyduje, nie to, czy podasz prawidłowy login/hasło. jeśli z jakiejś przyczyny facebook zadecyduje, że przestanie cię wpuszczać, możesz podawać swoje hasło do woli.

nie będę się rozpisywał o tym, że facebook całkiem swobodnie dysponuje też naszymi danymi osobowymi oraz jak „dostosowuje naszą prywatność do nowych czasów”. jest np. taka ustawa o ochronie danych osobowych, która mówi, że pewne dane (np. o wyznaniu, poglądach politycznych) podlegają szczególnej ochronie. jak stosuje się do niej facebook? ale ustawy są niedobre, przecież. dobry jest mark zuckerberg, cała polska słyszała.

a jakie to mogą być przyczyny ukarania nas przez fb? a kto to wie...

rządowy projekt wymienia przynajmniej jakieś kategorie serwisów. facebook mówi, że może cię odciąć za wszystko, co jest niezgodne z regulaminem, z „duchem regulaminu” oraz za wszystko, co może sprawić mu (bo nie tobie przecież) kłopoty prawne. czytaj: możesz zostać odcięty za wszystko oraz za wszystko i za całą resztę.

ok, może trochę przesadziłem. podobnie jak w przypadku projektu ustawy, wiemy, za co na pewno spotkają nas konsekwencje. pornografia dziecięca? wyłudzenia? hazard? na facebooku zakazane są zdjęcia pośladków (usuwane są zdjęcia zrobione w kostiumach kąpielowych). fotki zabawek erotycznych. są zakazane niektóre słowa i to nie tylko użycie ich na „wallach” czy fanstronach. facebook filtruje na ich okoliczność waszą prywatną korespondecję! pod wieloma względami przypomina to kraje w rodzaju arabii saudyjskiej. choć jak dowiedzieliśmy się na konferencji facebook now, wszystko to dla naszego dobra i z altruistycznych pobudek.

a kto o tym decyduje? a kto to wie...

rząd proponuje by o wpisaniu na czarną listę decydował sąd (wiadomo, że na początku były inne, gorsze pomysły). a w facebooku? nie ma sądu. nie ma procedury odwołania się (do kogoś poza samym fb). są pracownicy, ale są też automaty. automat cię odcina i koniec.

co więcej robi to naprawdę skutecznie. i nie jesteś w stanie nawet przenieść swoich danych gdzie indziej. gdyby to przenieść w realia „państwowe” odpowiednikiem byłoby wydalenie obywatela danego państwa połączone z całkowitą konfiskatą majątku i pozbawieniem obywatelstwa.

nie jestem przeciwnikiem facebooka. to wspaniały system, zaspokajający potrzebę, która w sieci narastała od dawna: potrzebę „infrastruktury społecznej”. ale to nie znaczy, że mamy przymykać oczy na jej totalitarny wymiar.

można oczywiście powiedzieć, że facebook jest prywatny, zuckerberg może robić co chce (choć jak google filtrował w chinach wyniki wyszukiwania w mniejszości były głosy, że google jako prywatna firma jest wyłączony spod osądu moralnego). można też powiedzieć, że internet to nie facebook i że to sprawa „jednej strony”. i że jest (póki zły tusk nie jej nie zabierze) wolność w internecie i każdy ma prawo działać jak chce. problemy zaczynają się, gdy ta „jedna strona” staje się częścią infrastruktury sieci. tak jak póki co jest nią google. owszem, google ma konkurencję. ale możemy się chyba zgodzić, że znakomita większość biznesów internetowych bez przyzwoitej pozycji w google ginie. podobne ambicje ma facebook. niedługo nieobecność na facebooku może oznaczać dla danej osoby po prostu wykluczenie (sam sprawdzałem na fb czy osoby, z którymi robię jakiś biznes, rzeczywiście istnieją). do tego dochodzi to, o czym pisałem wyżej: facebook connect, czyli facebook w roli depozytariusza naszych relacji interpersonalnych. facebook nie jest po prostu państwem, w którym się osiedliliśmy: wydaje on nam też paszporty, pozwalające podróżować do innych państw. wydaje lub nie wydaje.

i znów wracamy do metafory państwa. rozmawiałem na podobne tematy w trakcie konferencji facebook now, gdzie tłumy witały facebooka w polsce jak zbawcę. spotykałem się z argumentem „jak ci się nie podoba, to przecież nie musisz być na facebooku”. odpowiadałem na to, że nie mogę nie być na facebooku (o przyczynach już pisałem) a poza tym drugiego facebooka nie ma. choć jest wiele państw poza polską, powstrzymam się przed analogicznym argumentem w odniesieniu do rządowej cenzury, choć akurat są inne kraje poza polską. sami widzicie, że to dość demagogiczne.

wracamy do przeciwstawienia sobie państwa i prywatnej instytucji. czy facebook powinien podlegać jakimś regulacjom? moim zdaniem powinien, jeśli ma takie ambicje, by wydawać nam sieciowe paszporty, by wpuszczać nas na inne strony lub nie. nie mam jednak złudzeń, że jestem raczej osamotniony w tym co piszę, bo przeważa hurraoptymizm („jak ten facebook nam rośnie, jacy światowi jesteśmy, jaki to teraz zajebistszy marketing będzie na facebooku, jak to facebook społeczeństwo obywatelskie nam umożliwia”) poza tym państwo ma złą opinię.

nie jestem zwolennikiem sieciowej cenzury, nie jestem zwolennikiem ingerencji państwa w rozmaite przejawy naszego życia. i właśnie dlatego nie podoba mi się wizja sieci, w której dominującą rolę odgrywają serwisy nasze prawa ograniczające. i dlatego nie podpisuję apeli na facebooku. nawet gdybym się z nimi zgadzał. kontekst mi nie pasuje. jedną z motywacji, jaką mają użytkownicy tego systemu do korzystania z niego, jest to, że są tam totalnie odcięci nie tylko od pornografii, hazardu czy hate-speech ale i od wielu innych treści. ich wola, ich wybór. mój wybór. wybrałem ograniczenia i jestem konsekwentny, choć mi z tym wyborem ciężko.

ps. dawno nie pisałem na tym blogu, w związku z czym dawno nie czytałem komentarzy, z czego wynika z kolei fakt, że moja skóra pozbawiła się naturalnego zrogowaciałego naskórka, który chroni przed jadem i żółcią. w duchu wolności będę więc moderował ewentualne komentarze. od razu mówię, że (1) bezcelowe jest pisanie, że państwo sux/prywatna własność rulez ergo wolność zuckerbergu w zakładaniu nam kagańca, bo jest to dyskusja wykraczająca zarówno poza tematykę tego wpisu jak i poza moją cierpliwość do tego typu filozofowania, (2) mój pogląd na to, czy facebook jest stroną szczególnego znaczenia wyraziłem dość jasno, nawet jeśli jeszcze w polsce nie jest, to wyraźnie ma taką ambicję + wyraźnie widzę, że całe masy ludzi zafascynowanych fb robią wszystko, by tak się stało (ja również, choć z mniejszym może entuzjazmem), (3) pisanie o mnie, że jestem głupi też jest bezcelowe, bo to wiem, ale się tym nie przejmuję.

10:41, reuptake
Link Komentarze (64) »