pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
środa, 28 lutego 2007
  • tendencja do przenoszenia aplikacji do netu przybiera zastraszające tempo. adobe planuje udostępnienie webowej wersji photoshopa. należy przypuszczać, że ze swoim starszym (starszym jak starszym, ale o ileż grubszym!) kuzynem webowy photoshop nie będzie miał wiele wspólnego, poza świętym graalem marketerów: brandem, ale to i tak przełom.
  • ci, którzy używają photoshopa naczytali się pewnie poradników, jak optymalizować pamięć, jak przydzielać dyski itd itd, a tu proszę: klik klik i mamy photoshopa w firefoxie. klik klik i generują nam się siedmiokolorowe rozbarwienia plakatu A0.
    • ok, przesadziłem :-)
  • tak czy inaczej, to co robi adobe warte jest śledzenia. temat flexa przewija się w trakcie spotkań bootstrapowych. ale to dopiero początek. skoro można przenosić photoshopa z desktopu do netu, to czemu nie przenosić aplikacji w drugą stronę?
  • platforma apollo obwąchiwana jest ze wszystkich stron przez bloggerów. miejmy nadzieję, że nasi developerzy będą za tymi zmianami nadążać. bo to co się pisze w apollo, zaczyna budzić podziw ludzi, którzy niejedno widzieli. mój też.
  • ciekawe, czy tak wykreowany przez pawła wimmera "webmaster"
    • czyli taki gość, który składa stronki posługując się tekstowym edytorkiem i szeregiem "webmasterskich narzędzi" (jakiś prosty edytor grafiki, edytor css itd), z rzadka sięgając do rozwiązań serwer side
  • przejdzie już do historii. wszystko wskazuje na to, że tak.
23:57, reuptake
Link Komentarze (11) »
  • chłopaki z yaszke znowu zarządzili i zrobili prosty & nowatorski systemik ogłoszeń pracowych. wkleiłem to sobie na bloga w lewej kolumnie, która niedługo będzie dłuższa niż podstawowa treść.
  • ciekawe jak to się rozwinie. takie rzeczy czeka imho ogromna przyszłość. wklejajcie, wklejajcie. pomożecie komuś znaleźć pracę, a kiedyś wy sami ją znajdziecie przez podobny system.
12:21, reuptake
Link Komentarze (8) »
  • podczas, gdy w usa serwisy społecznościowe związane ze sportem biją rekordy popularności, gazeta.pl zawiesza grę piłkarzyki. zawiesza, niby coś obiecując na przyszłość i dość obłudnie tłumacząc, że "formuła gry nie spełniała ani naszych, ani Waszych oczekiwań."
    • "tak będzie lepiej dla mojego i twojego dobra" i tym podobne synonimy "mam cię gdzieś".
  • myślę, że ci, którzy grali, nie byli masochistami. jakoś przez dobrych kilka lat formuła gry spełniała ich oczekiwania. może nawigacja była niewygodna. może serwer był wolny. ale bawili się fajnie.
  • ich reakcje są jednoznaczne.
  • tak się po prostu nie robi. oczywiście gazeta ma prawo nie bawić się w piłkarzyki w proteście przeciwko korupcji w polskiej piłce czy w proteście przeciwko ociepleniu klimatu. ale czy nie byłoby bardziej elegancko poinformować uczestników trochę wcześniej.
    • ale wtedy ktoś (np. ja) zrobiłby konkurencyjną grę
      • jaką konkurencyjną? jak można konkurować z czymś, czego nie ma?
  • nie, lepiej zostawić te kilka tysięcy osób na lodzie.
11:54, reuptake
Link
wtorek, 27 lutego 2007
  • widzę to w taki sposób:
    • jest sobie serwis typu "foo" (np. czyli np. ten blog)
    • jest sobie (meta)serwis umożliwiający zakładanie serwisów typu "foo" (czyli np. blox)
    • i jest sobie (meta(meta))serwis umożliwiający zakładanie serwisów umożliwiających zakładanie serwisów typu "foo"
  • mniej więcej w ten sposób działa ning, o którym pisze dziś pół amerykańskiej blogosfery. a jeszcze niedawno martwiono się jego stanem zdrowia. jak działa ning? podobnie jak kilka innych tego typu serwisów (m.in. peopleagregator) jest to "myspace in a box" (czyli na polski: pudełkowa wersja grona). zakładasz konto, konfigurujesz sobie własną witrynę i po piętnastu minutach masz własny serwis społecznościowy, ze wszystkimi obowiązkowymi figurami, jakie w tym tańcu się wykonuje: blogami, sieciami społecznymi, galeriami zdjęć i video etc, etc. w dodatku możesz naprawdę mocno ingerować w jego wygląd.
  • na razie ning jest darmowy, ale jeśli ktoś chce tam umieszczać reklamy, musi dopłacić. podobnie za używanie własnej domeny.
  • serwisy takie jak ning pokazują, że to nie software jest siłą sieci społecznych. z całym szacunkiem dla michała f. ale taki biznesnet (równie aktywnie działający) można sobie w ningu wyklikać w pół godziny.
    • btw. michał, płacenie za innowatorium uważam za słaby pomysł. nam udaje się jakoś wynająć bez płacenia najbardziej wdechowy lokal w wawie.
      • nie mówiąc już o tym, poprzednie było w formule "barcamp", teraz podczepiasz się pod "unconference", niedługo te gotowe formuły się wyczerpią i co wtedy?
      • kontynuując jeszcze tą dygresję: dziś ok. 20.00, w wooku, siedzimy, pijemy piwo i gadamy. spotkanie organizowane jest w  formule "bootstrap bicie piany". jest wifi. i nikt nic nie musi. zapraszam.
    • aczkolwiek zawsze uważałem i nadal nie mam podstaw do zmiany zdania, że organizowanie tego typu spędów to lepszy model biznesowy dla webkwadratu niż serwisy trendobiznesnetowe.
  • wracając do tematu. oczywiście polska jest krajem, gdzie taki metametaserwis nie namiesza. amerykański: bo bariera językowa, polski, bo rynek za płytki. ale i tak pojawienie się tak "kompleksowej" usługi warte jest odnotowania. oznacza przeniesienie środka ciężkości z technologii na tworzenie społeczności. to dlatego blogi się tak upowszechniły, że nie trzeba ich samemu pisać. dlatego też ning może stanowić przełom jeśli chodzi o niszowe, "wertykalne", serwisy społecznościowe, których jest coraz więcej, zwłaszcza za oceanem.
    • np. koolanoo ;-)
  • pytanie tylko, czy jest wystarczająco elastyczny. i wystarczająco koszerny.
  • jest jeszcze druga tendencja na tym rynku, czyli wyspecjalizowane mikroserwisy. proste jak kawałek cepa. np. uproszczone blogi. tylko dlaczego w polskim wydaniu ten trend wychodzi tak żenująco? kto z kim przestaje taki sam się staje. obawiam się zinfantylizowania całej polskiej sieci, której obiektem kultu jest rozpychający się łokciami nastoletni użytkownik płynu na pryszcze, którego połowa zasobu leksykalnego ma źródłosłów w czasowniku "jebać".
  • kolejny trend: w dobie "user generated content" zauważono, że wielu użytkowników, ma, łagodnie mówiąc i nie obrażając nikogo, spore problemy z wymyślaniem tegoż "contentu". stąd tak ogromna popularność stron z gotowymi opisami do gadu, gotowymi smsami itp. stąd też wzlot (no i upadek) fakeyourspace, witryny dzięki której mogłeś (za drobną opłatą) zdobyć sobie dodatkowych znajomych do profilu myspace. znajomych o dopieszczonej muskulaturze i dużych niebieskich oczach.
poniedziałek, 26 lutego 2007
  • tebe pochwalił się nowym layoutem gazeta.pl. to zupełnie inny portal. w paru znaczeniach tego słowa.
  • po pierwsze jest to strona odmienna od poprzedniej strony głównej. zmiana raczej rewolucyjna niż ewolucyjna.
  • po drugie jest zasadniczo odmienna od pozostałych portali. ok, zostało jeszcze trochę siwych kolorków, ale mimo wszystko, wreszcie coś zaczyna się dziać. bo poprzednio to była piąta woda po yahoo. no i to zwiększenie szerokości. krok ryzykowny, ale dający duże możliwości.
  • na co zwróciłbym uwagę?
    • bardzo ładne górne menu, estetyczne, żywe ikonki, fajnie wyeksponowana pogoda (dobrze, jakby kolor się zmieniał w zależności od aury).
      • ale:
        • startuj z gazeta.pl chyba już można usunąć
        • niejasna jest ciągle pozycja serwisów "dom" i "praca". z tych dwóch, tylko "praca" jest umieszczona w górnym menu.
        • nie wiem, czy tam się jeszcze coś zmieści. ale może to nie problem.
    • menu boczne jest bardzo schowane. tam z kolei pierwszy jest serwis dom, potem jest praca, wyboldowana jest turystyka.
      • gubię się w tym trochę. wydaje mi się, że wytłuszczenie jest fajną metodą na wyróżnienie serwisu. nie musi on koniecznie lądować od razu na pierwszym miejscu listy.
      • która potem robi się alfabetyczna.
      • a na samym końcu: "moda nowe"
        • jak można pokazywać coś, co jest nowe, na końcu?
      • warto zwrócić uwagę, ze z menu zniknęły "działy" newsowe. nie ma sportu. nie ma gospodarki. zostały tylko wortale!
    • fajny, estetyczny i duży box promujący wybrany tekst. jedyne co mnie tu dziwi to podział na "polecamy", "życie i styl", "ludzie piszą" (pierwsze odnosi się do "jakości tekstów", drugie do tematyki, trzecie do autorstwa, czyli nie są to kategorie rozdzielne).
    • szokująca zmiana po prawej stronie. tam, gdzie wszystkie portale prezentują newsy, znalazła się wyszukiwarka i bardzo mało pomysłowy box z serwisami lokalnymi (jeszcze z dopowiedzeniem "wybierz", zupełnie niepotrzebnym i napisem "twoje miasto" w kolorze, który nie pasuje do niczego.
      • nie chcę tego oceniać, ale wydaje mi się, że taki layout będzie ogromnym zaskoczeniem dla czytelników portalu.
    • pod promowanym tekstem są 3 duże i estetycznie wyglądające boxy "wiadomości", "sport" i "gospodarka" (z ładną prezentacją notowań akcji i walut (ale czemu najpierw jest strzałka i tylko przy akcjach, a nie przy walutach?). myślę też, że przydałyby się mocniejsze "bullety". te malutkie kropeczki giną przy znacznie wzmocnionej kolorystyce całości.
    • na dole po prawej niezbyt ciekawy box "społecznościowy". trochę się te społecznościowe materiały rozjechały po całej stronie. bo są i pod głównym boxem promocyjnym i w nim i w boxie na dole. gdyby ten "rozjazd" czymś się tłumaczył... ale tak chyba nie jest.
    • na samym dole ładne, ale zupełnie odczapy boxy wortalowe + nieszczęsny deser. no i oferty reklamowe. już tak zepchnięte, jak tylko się da. w dodatku zlewające się ze sobą
      • w niektórych przypadkach nie wiadomo, który tekst skojarzony jest z którą reklamą.
      • a całość trochę za bardzo pachnie produkcjami o2
  • mam mieszane uczucia.
    • z jednej strony nowa HP po prostu mi się podoba. jest wiele fajnych, chwytających za oko "niuansików". nowoczesna, kolorowa, z charyzmą. jest zapamiętywalna, a to ważne.
    • z drugiej strony uważam, że jest cholernie ryzykowna. przechył w kierunku lajfstajlowym jest bardzo wyraźny. zbyt wyraźny. nie dość, że nie ma działów newsowych w bocznym menu, to jeszcze wiadomości spadły tak, że nie widać ich na ekranie bez przewijania. a przecież (nie ma co się przed tym bronić), gazeta.pl jest postrzegana jako portal informacyjny. tymczasem jak się prezentuje w nowej skórce?
      • ani informacyjny, ani rozrywkowy (schowany deser)... właściwie jaki? jedyne co bije po oczach to dom/praca. 3 mocne akcenty (górne menu, mocna pozycja w słabo widocznym menu bocznym + dodatkowy box, jako jedyny z kolorowym tłem). no ale dom/praca nie mogą być filarami portalu.
    • i z trzeciej strony, to co zdecydowanie razi (ale mam nadzieję, że przynajmniej częściowo zostanie poprawione):
      • brak pomysłów na "twoje miasto", na boczne menu.
      • zupełny chaos na dole strony.
      • nieciekawe bullety ("ptaszki", kropeczki)
      • chaos wewnątrz niektórych boxów (społecznościowy: "> Załóż sobie forum" -- z wielkiej litery, "> załóż blog" -- z małej, ale wytłuszczone + jeszcze kilka opcji, z małej i nie wytłuszczonych).
    • no i czwarta strona: zmiany zmianami, ale powinny one pójść trochę głębiej. strona wygląda nowocześnie, ale już w środku... trochę wstyd.
  • jak na mnie, to bardzo pozytywna recenzja.
    • ps1. ktoś wie jaka jest "klikalność" tych zakładek? ile % kliknięć ma tekst w pierwszej zakładce, a ile % te w kolejnych? bo pewnie w kolejnych będą prezentowane linki do blogów z syndykatu. dlatego pytam.
  • no i przechodzimy do "małej ikonki" i niesamowitej rewolucji, jaka czeka blogosferę za jej sprawą.
  • nie wiem, czego się najadł/napił krzysztof urbanowicz, ale jego reakcja na syndykat to, bardzo łagodnie mówiąc, pewna przesada
    • "Agora uważnie obserwuje od wielu miesięcy to co dzieje się w segmencie platform i serwisów blogowych na świecie. Studiowała różne warianty i w końcu wybrała najprostszy, a zarazem najskuteczniejszy z nich, tak wizerunkowo jak biznesowo: podział przychodów fifty-fifty."'
      • panie krzysztofie, jak znam tą firmę, to zarząd się w tym celu nie zbierał. firmy konsultingowej nie zatrudniono. na razie nie ma też żadnych przychodów. spokojnie. wizja "agory miesiącami obserwującej, studiującej i (oczywiście najlepiej i jeszcze najprościej i jeszcze przypadkowo najsensowniej i jeszcze tak jak najlepsi to robią) wybierającej wariant podziału skóry na niedźwiedziu" jest może porywająca, ale bez przesady. moim byłym kolegom z działu społecznościowego nie jest potrzebna wazelinka w stylu artykułu karnowskiego o naszym premierku.
    • "To obecnie najczęściej stosowany model biznesowy..."
      • podział fifty-fifty, to nie jest model biznesowy, tylko aneks do umowy (ale mi się zrymowało).
    • "Tak więc wydawca ?Gazety Wyboczej" znowu nadaje ton i - co ciekawe - w internecie, gdzie inicjatywa należy zazwyczaj do tzw. ?pure players", czyli graczy tylko internetowych, bez przedsięwzięć biznesowych w świecie rzeczywistym."
      • przesada taka bije z tego, że aż nie ma co komentować.
    • "Konkurencja Bloxa nie będzie miała wyboru: albo zaproponuje swoim najlepszym blogerom podobny deal, albo ich straci."
      • (no comments)
    • "Jedno jest pewne, o małą ikonkę Syndykatu będą walczyć blogerzy z całej Polski i to nie tylko - pod warunkiem, że Blox zniesie absurdalne ograniczenie czasowe - z Bloxa."
      • pewne jak pewne. jedyne co jest pewne, to że mój parser sypie błędami, nie mogąc zaanalizować tego jak blox będzie z bloxa zdejmował ograniczenie czasowe. natomiast czy blogerzy będą walczyć i czy na ringu czy w kisielu, to się okaże.
        • ja małą ikonkę dostałem i biję przed nią pokłony codziennie, żeby sypnęła mi groszem, ale bóstwo na razie niełaskawe.
  • będzie mi bardzo miło ja zarobię na syndykacie na kilka piw w miesiącu. jak będzie to więcej niż kilka piw, to kupię dobre wino. niczego więcej nie oczekuję.
    • no, może by było jeszcze miło, gdyby mediapolis nie zamieniał się w melanż wprost i faktu. bo niestety dryfuje w tym kierunku w zastraszającym tempie. jeszcze niedawno zwolnienie kilku gości z dyrektorskich stołków w polskapresse było "jedną z największych rewolucji w polskich mediach po 1989", teraz tajfun przechodzi przez blogosferę za sprawą syndykatu. może mała ikonka podziałałaby uspokajająco?
  • tebe, ols, czytacie mnie? dajcie panu krzysztofowi małą ikonkę!
15:57, reuptake
Link Komentarze (23) »
niedziela, 25 lutego 2007
  • wpis o seryjnych pomysłodawcach, a także zapowiedź nowego serwisu, od którego niektórzy już poczuli zapach syropu klonowego (a to tylko jedna z rzeczy, którą przygotowuję), wzbudziła sporo rozmaitych reakcji. większość ma coś wspólnego z trzema terminami, które są moim zdaniem dość często mylone. i chcę wyjaśnić kilka kwestii:
  • innowacje. wspaniałe idee. nieszablonowe rozwiązania. na przykład takie jak poniżej:
  • innowacje to mutacje. "ślepe", co nie oznacza, że równo w całej populacji rozłożone. osobnicy dotknięci większą podatnością na te mutacje często wpadają w ideoholizm. rejestrują domeny, projektują loga. tak jak twórcy wspaniałych samolotów pokazanych powyżej. dla samej frajdy: warto się pobawić.
  • czasami zdarza się, że takie innowacje są realizowane. wcale nie jest wyjątkowo trudno zbudować samolot doczepiając mu po 4 silniki pod każdym skrzydłem. a że skrzydła się urwą, a samolot nigdy nie poleci... trudno. równie dobrze mogę wyjść na boisko piłkarskie i innowacyjnie grać tylko lewą nogą. albo innowacyjnie tańczyć tango.
    • tylko, że na etapie, kiedy już zmarnowało się rozmaite zasoby (ludzkie, finansowe itd) na budowę zabawki, podpieranie się innowacyjnością jest mało przekonywujące.
      • przepraszam, że się powtarzam, ale z komentarzy do poprzedniego wpisu wyczuwam, że nie bardzo przekazałem, to co chciałem przekazać.
  • (dobry) pomysł zawiera w sobie: sposób działania + sposób realizacji + sposób na utrzymanie (tego, co wymyśliliśmy). czy jest powiązany z innowacyjnością? owszem. nie ma dobrego pomysłu, który nie byłby innowacyjny. tylko, że ta innowacyjność nie jest koniecznie skupiona w pierwszym składniku tej sumy.
    • czy wykop jest dobrym pomysłem? jest.
    • czy wykop jest więc innowacyjny? tak. jego twórca dostrzegł pewien brak na naszym rynku i go zaspokoił.
    • nawet gadu w którymś tam momencie było innowacyjne.
  • oczywiście seryjni innowatorzy takie pomysły traktują z pewną pogardą. może i trochę racji mają. ale tylko trochę. bo jeśli pomysły mają zaspokajać nie tylko ego autorów, to sprawa, gdzie leży innowacyjność jest absolutnie trzeciorzędna.
    • kiedy wymyśliłem butik.pl wydawało mi się, że mam innowacyjny pomysł. po 2 miesiącach okazało się, że jest w USA firma, która robi dokładnie to samo. identiko. toczka w toczkę. i co właściwie z tego wynika?
      • dla mnie? czy gdyby ta firma nie istniała, ja bym był bardziej innowacyjny?
      • dla moich użytkowników? a co ich obchodzi, że ktoś za wielką wodą robi coś podobnego, skoro korzystanie z jego usług jest praktycznie niemożliwe?
  • realizacja. tebe napisał, że realizacja to wszystko. otóż nie mogę się z tym zgodzić. oczywiście: brak realizacji zabija pomysł. każdy. nie zabija innowacji, bo innowacja żyje swoim życiem.
  • natomiast nie przesadzajmy ze znaczeniem jakości realizacji. jeśli innowacja jest wyraźna, jeśli przynosi wymierne korzyści, to nawet słaby jej poziom daje dobry efekt. przykładów jest masa. od dos przez php do grona (które na pewnym etapie częściej nie działało niż działało). dobry pomysł, to pomysł realizowalny. ale sama realizacja cudem raczej nie jest. i nie należy jej tak traktować.
  • i do tego dochodzi kwestia klonów. otóż uważam, że w naszych warunkach powstanie czegoś absolutnie oryginalnego (na poziomie pomysłu), co rozpowszechni się na skalę światową, byłoby cudem do kwadratu. nawet w dolinie krzemowej jest to cudem. na tysiąc startupów jako tako udaje się kilkadziesiąt, a prawdziwą furorę robi kilka. i to przecież w warunkach, gdzie "grass is green and girls are pretty", cała wiedza leży dosłownie pod ręką, doskonale działa wymiana wiedzy i doświadczeń, a firm VC jest więcej niż 3. sto razy więcej? tysiąc?
  • w tej chwili biorę udział w dwóch projektach. jeden z nich jest "klonem", drugi też się klonem okazał (podobna sytuacja jak z butikiem). oba nie są przeniesieniem w 100% tego, co powstało w USA. czy osiągną sukces? zobaczymy.
    • powiem nawet coś takiego: mógłbym pchnąć jeden z tych projektów w stronę jeszcze większej innowacyjności. cutting-egde technologie, implementacje przyszłych otwartych standardów itd. tylko w ten sposób po pierwsze utrudniłbym jego realizację, a po drugie nie utrzymałbym go. nie utrzymałbym go tu i teraz. może "tam" by się przyjął. ale mam wrażenie, że nasza gleba jest taka, że dobrze rosną na niej klony, które już gdzieś tam się rozwinęły. sadzanie tu małej roślinki zupełnie nowego gatunku, to pewna porażka, natomiast na sadzanie jej na amerykańskiej glebie nas po prostu nie stać. posadzić możemy nawet spróbować, tylko jak będziemy podlewać?
  • jesteśmy na takim etapie, na jakim jesteśmy. japończycy w latach 60-70 klonowali, ile wlezie. róbmy to przynajmniej solidnie.  porządnie. nie ślepo. wzbogacajmy te klony o to, czego autorzy oryginałów nie zrobili. przystosowujmy do naszych warunków.
sobota, 24 lutego 2007
  • nie wiem, czy przemawia do mnie idea tego łańcuszka, ale niech będzie. pięć rzeczy dziwnych i tajemniczych, z komputerami i informatyką związanych
    1. w wieku ok. 12-13 lat udzieliłem wywiadu do polityki. był to prawdopodobnie pierwszy dłuższy artykuł w polsce, w którym ktoś zauważył istnienie komputera osobistego. co najmniej rok przed bajtkiem.
    2. mój pierwszy komputer to zx spectrum. co nie jest pewnie niczym wyjątkowym. ciekawsze jest to, że przez kilka miesięcy programowałem go bez  monitora. cały program był równocześnie w ram spektrusia i w mojej głowie. oczywiście programiki były kilkulinijkowe i posługiwały się interfejsem dźwiękowym.
    3. klika lat później próbowałem napisać wirusa. a właściwie program straszący użytkownika, że mu kasuje dysk (dyskietkę, bo twardych dysków wtedy nie było). "format c:", blokada klawiatury i ostre "rzeźbienie" po dysku, miganie diodki itd. niestety, zrobiłem jakiś błąd i program faktycznie zaczął niszczyć dyskietki. od tego czasu nie piszę "wirusów"
    4. kiedy studiowałem i prowadziłem studio dtp, wpadł mi w ręce jakiś numer computerworlda, gdzie opisywano, ze jest coś takiego jak WWW i są takie strony i w USA to nawet ludzie zaczynają zarabiać na robieniu stron. i że trzeba znać do tego kilka różnych rzeczy. w tym: trzeba znać unixa. odpuściłem sobie myślenie o internecie na jakieś dwa lata. bo poza tym, że słyszałem, że trzeba znać unixa i to jeszcze podobno internet strasznie wciąga.
    5. odpowiedź na piąte pytanie brzmi: pizza. robię bardzo dobrą pizzę. nawet dziś zrobiłem bardzo dobrą pizzę.
  • ok, teraz jak rozumiem, muszę kogoś w to wrobić.
    • no to niech będzie: ostry, siwa, tebe, losmorales, jarmark.
  • w linkach obok pojawił się nowy odnośnik: blip. proszę, nie ciągnijcie mnie za język, mam wystarczająco długi i wystarczająco niewyparzony.
  • na razie mogę powiedzieć, że to coś więcej niż idea + domena + logo.
  • zjawisko ideoholizmu (nazwane "ideapreneurship") idealnie zdiagnozował steve poland
    • fajnie się gość nazywa, powinien zostać honorowym ambasadorem młodzieży wszechpolskiej w san jose.
  • wy też tak macie?
  • pomysł!
  • i od razu myślenie o domenie, o tym jakie zrobić logo, nocne telefony/chaty ze znajomymi, siedzenie do późna i sprawdzanie, czy ktoś tego nie zrobił wcześniej, przewracanie się w pościeli do rana itd itd.
    • a gdy już wszyscy poklepią po plecach i powiedzą
      • stary, ty to masz łeb!
    • albo
      • wiesz co... lepiej byś zrobił, jakbyś naczynia pozmywał albo apty pogeptował
    • czyli gdy mamy już domenę, mamy już logo, wybraliśmy, którą wyspę kupimy za zarobione miliardy
      • ja od dawna mam wybraną, nie wiem tylko co na to rząd francuski.
    • stwierdzamy, że niezrealizowana idea podoba nam się bardziej, niż zrealizowana. i że ładne to logo. i przychodzi nam do głowy kolejny, oczywiście jeszcze lepszy pomysł.
  • wracając do idei. ostatnio rafał agnieszczak, który też ma lekką rękę do pomysłów i nawet niektóre z nich realizuje, pokazał mi wpis, w którym jakiś gość przekonuje, że pomysły to nic, liczy się realizacja. 99% ciężkiej pracy itd itd. i że chce sobie to wydrukować na ścianie i powiesić.
    • idea wydrukowania dobra. ciekawe, czy ją zrealizował.
  • ja mu na to odparowałem przykładem gadu-gadu: idea -- wtórna. realizacja -- słaba. redukcja -- 98 czy 99 procent.
  • no dobra, a wy? ile macie domen? do ilu z nich zrobiliście już logo?
    • ja się przyznam do przynajmniej 30. właśnie przed chwilą zarejestrowałem demomode.pl i modedemo.pl. bo my, seryjni ideoholicy, cały czas pracujemy w trybie "demo".
      • ps. gdzie teraz można tanio rejestrować domeny? w home.pl właśnie skończyła się promocja.
czwartek, 22 lutego 2007
  • przeglądając wiki identity 2.0, zauważyłem dziwną reklamę google'a
  • jaki mam z tym problem? a no taki, że napis linteIigo
    • el i en te e I i go
  • wygląda nieco podejrzanie, nieprawdaż?
    • linteIigo.pl does not exist (Authoritative answer)
  • i w jakiś dziwny sposób przekierowuje na stronę Inteligo.
  • ok, zagadka się wyjaśniła:
    • hst.tradedoubler.com/file/ciach/preredirect_td.html?tduid=ciach&affId=ciachciach
      • przez to przechodzi kliknięcie w tą reklamę
  • i teraz skumajcie: bank płaci za przekierowania tak dużo, że opłaca się wykupić reklamę w google'u i jeszcze się na tym zarabia. oczywiście bank mógłby sam sobie reklamę wykupić i nie płacić prowizji. ale bank, jak to bank. ma za dużo kasy.
  • siostrzany bank pko bp, dwa tygodnie temu. załatwiałem tam pewną sprawę.
    • taaaaka lista haseł zapisanych na kartce przez panią w okienku. jeszcze nie wiem czemu odwrócona do mnie (kartka, pani już mniej, pani odwrócona bardziej do herbatki, którą sobie parzyła i do koleżanki, z którą sobie gwarzyła). czego tam nie było! hasła do systemu jednego, drugiego, trzeciego, jakieś domeny logowania, zorba, borba etc, etc. nic dziwnego, jak się ma tyle haseł, to trzeba sobie zapisać.
    • no ale żeby aż tak frontem do klienta?
  • ps. tradedoubler to fajna nazwa. ale doubletroubler fajniejsza :-)
18:55, reuptake
Link Komentarze (9) »
  • jest taka, że google ogłosił (co zresztą można było przewidzieć), że będzie udostępniał małym i średnim firmom (dużym pewnie też), pakiecik google apps premium, złożony z edytora tekstu, arkusza (wiadomo) + e-maila, kalendarza, komunikatora i wsparcia telefonicznego. przyjemność ta kosztuje 50 dolarów
    • rocznie.
      • chciałem zwrócić uwagę, że nie ma powerpointa
      • i nie ma wersji polskiej
  • zobaczcie jak dyskutuje o tym blogosfera. wystarczy czytanie samych tytułów.
  • a ja sobie patrzę
  • jak za oknem
  • śnieg
  • po-
    • -wo-
      • -lutku
  • zaskakuje drogowców.
    • redakcję internet standard też chyba odcięło od świata, nie śpijcie, bo wam office'a ukradną!
  • microsoft mimo wszystko jest bardziej żwawy niż drogowcy. czym odpowie? obniży ceny? już teraz oferta edukacyjna (wiem, że jakaś specjalna strona na jej temat powstała, ale nie mogę jakoś w googlu jej znaleźć)
    • przypadek? :-)
    • chyba nie przypadek, przez live search też się nie da tego znaleźć
    • natomiast link podany przez papierową politykę działa.
      • tylko kliknąć w niego nie można (na papierze).
  • jest tańsza (jeżeli używa się jej przez dłużej niż przez rok) niż to co daje google. no i wiele bardziej kompletna.
  • skoro jesteśmy przy firmach na "g", to gg sprzedało wszystkie akcje na pniu (podobno). ta firma jest skazana na sukces.
    • kiepski komunikator: hicior
    • fatalne materiały dla inwestorów: hicior
      • teraz okaże się, że podbiją ukrainę i będą big in kazachstan.
    • ciekawe, co zrobią z kasą na tzw. akwizycje.
    • czyli:
      • grono
      • fotka
      • ... o2 ?
  • żeby nie obniżać lotów poniżej pewnych kwot: apple dogadał się z cisco.
  • do tego szczypta lansu: trochę dodałem user generated contentu do nieco dziwnego artykułu w wyborczej. ale nie zilustrowali go moją fotką. wybrali lonelygirl15.
    • jakoś nie jestem zdziwiony.
      • tym, że w linki pod artykułem nie można kliknąć też nie. z papieru przyszło, jak papier wygląda.
  • jednak świat mnie dziś niczym nie zaskoczył. google walczy z ms jak walczył, gadu jest popularne jak było, apple się dogadał, bo musiał, drogowcy zaskoczeni jak zwykle.
14:48, reuptake
Link Komentarze (18) »
środa, 21 lutego 2007
  • to się wkrótce wyjaśni :-)
    • mam swój powód.
  • wczoraj wędziliśmy się w wooku, rozmawiając w gronie bootstrapowym o sieciach społecznych, podpisie elektronicznym, ostatecznym rozwiązaniu problemu mikropłatności (tm) oraz biednych developerach bogatych interfejsów i programistach grubych klientów. było to bardzo udane spotkanie, aczkolwiek ja osobiście przesiąkłem wyziewami z kuchni w taki sposób, że miałem ochotę wywiesić się na balkonie i wywołać metodę self.wywietrz
  • blox wprowadza syndykat. obietnice są kuszące. regulamin jest już mniej kuszący.
    • rozumiem względy prawne, ale jak się widzi "zobowiązania partnera" na 5 długich punktów, a w każdym punkcie jest słowo "zobowiązuje się/wyraża zgodę"
    • natomiast "zobowiązania agory" to skromne dwa punkciki, gdzie "agora zobowiązuje się dołożyć wszelkich starań [...] nie gwarantuje jednak [...] i zastrzega" oraz "będzie wyróżniać [...] będzie promować w określony przez siebie sposób, terminach i zakresie".
  • ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. i czym naprawdę okaże się syndykat. bo ze strony wynika że jest to coś w stylu 10przykazań.
  • natomiast z regulaminu, że to program partnerski.
  • zobaczymy. czy mnie przyjmą. jak nie przyjmą, to też zobaczymy ;-) tyle, że z innego punktu widzenia.
  • cały pomysł jest mimo wszystkich zastrzeżeń dużo ciekawszy niż to, co robią pozostałe platformy blogowe. wycieczka do chin i paleta laptopów, fundowana przez onet, może robić wrażenie
    • zupełnie odwrotnie proporcjonalne do wyróżnionych blogów
  • ale nie przyczynia się do wypromowania tej formy pisania / twórczości / dziennikarstwa / whatever. zresztą trzeba odnotować, że został on zwyczajnie olany przez dziennikarzy czy internautów. ot, taka wewnętrzna imprezka onetu.
  • czy syndykat może przestać być "wewnętrzną imprezką" agory? jeżeli to faktycznie wypali, to nie widzę przeszkód, żeby objąć nim także blogi z poza bloxa. jasne, nie wliczy się ich do megapanelu. ale może nie chodzi tylko o megapanel?
    • ps1. dziś są wyniki. ragni rządzi.
      • zielony kolorek ssie.
    • ps2. zauważyliście jak google miesza w adsensach? ja dopiero dziś to widzę: tytuły pokazują się czasami kursywą
wtorek, 20 lutego 2007
  • dwóch zwykłych studentów z polski (palec pod budkę, jak ktoś ich zna!) zmaszapowało reddita i del.icio.us. nazywa się to reddicious, działa. czy jest kulerskie? nie wiem, ale dobrze, dobrze, bardzo dobrze, że coś takiego powstało. zajęło im to mniej niż 24 godziny.
  • wydaje mi się to sensowne
    • aczkolwiek nie rozumiem do końca, czy jedyną funkcją w reddcious z del.icio.us jest po prostu save? czy nie da się tego zaimplementować np. przy pomocy greasemonkey?
      • ps. dziś/jutro na blogu identity 2.0 będzie o ciekawym zastosowaniu graeasemonkey, stay tuned!
  • w przeciwieństwie do "informatycznego wykopu" czyli infoneo.
    • infoneo to (informatyczny (polski digg)). niedługo doczekamy się linuxowego (informatycznego (polskiego digga)) itd.
  • po pierwsze, to na mój gust już sam wykop jest wystarczająco "informatyczny". o ile informatyczne są te wszystkie wpisy gości, którzy od małego kernelują kompile, o złej wiście i dobrym ubuntu, rozwiązującym wszystkie problemy, które tylko oni mają.
  • po drugie: "jesteśmy nowym serwisem dedykowanym społeczności informatycznej" brzmi jak przełożona przez automatycznego translatora strona tajwańskiego producenta pendrive'ów (wcześniej, również automatycznie, przełożona na angielski z chińskiego). dedykować, to można książkę. ale jak się jest serwisem, to nawet książki nie można dedykować.
  • po trzecie serwis jest przedobrzony. ma i tagi i kategorie (wielopoziomowe). a to nie jest dobre. tagi są po to, żeby wielopoziomowe kategorie zastąpić. ma jakieś boxy z boku, które sobie ustawiać można. po co? ma, uwaga, uwaga: prywatne wiadomości.
    • oto co napisałem na wykopie na ten temat:
      • jestem wielkim fanem PRYWATNYCH WIADOMOŚCI. baaardzo mi brakuje wiadomości wszędzie. dostaję je tylko na 2 konta mailowe, na 2 forach opartych na phpbb, na gronie, na linkedin, na goldenline, na 20 innych serwisach, gdzie sobie tylko założyłem konto, ale wciąż mi mało.

        uważam, że grep i cat powinny mieć funkcję prywatnych wiadomości. winzip też.
  • po czwarte za bardzo bije po oczach. a logo nie linkuje.
  • więcej grzechów nie pamiętam.
  • ps. jeszcze dodam, że nasz łącznik ze światem mediów
    • ze szczególnym uwzględnieniem gazety olsztyńskiej
  • opublikował notkę pt. "Tradycyjne media muszą szybko i dużo zainwestować w internet, by przeżyć"
  • szybko i dużo
  • szybko i dużo
  • ufff, jak gorąco. puff, jak gorąco!
    • moja wersja tytułu brzmi: "Tradycyjne media muszą szybko i dużo zainwestować w internet, bym przeżył"
  • no dobra, już kończę te podszczypywania. dobranoc.
23:09, reuptake
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 19 lutego 2007
  • coraz mniej zostaje serwisów do kupienia na naszym rynku. epuls został kupiony przez holtzbrinck ventures (to ci od studentixa)
    • i trzech prywatnych inwestorów, jednym z nich jest łukasz gadowski, właściciel spreadshirt, który z kolei dwa lata temu kupił mój butik.pl.
  • kwota transakcji nie jest znana, ale epuls miał sporą oglądalność, więc to nie było "wacikowe".
  • co zostało? grono, goldenline? fotka? jakieś mniejsze serwisy blogaskowe? co zrobi gadu, z kasą "na akwizycję"?
15:02, reuptake
Link Komentarze (12) »
  • bo po nocy walczyłem z goldenline. a dlaczego walczyłem z goldenline? bo postanowiłem tam stworzyć swój profil. czy ja byłem na goldenline obrażony? nie byłem. po prostu myślałem, że wystarczy mi strona na gronie i strona na linkedin. nie chciałem zaplątać się w jeszcze jedną sieć społeczną.
  • ale co się okazało: sieć społeczna, to nie jest grupa osób, które znasz. sieć społeczna to grupa osób, które znają ciebie. i mogłem nie chcieć aktywnie uczestniczyć w goldenline, ale co tydzień przychodziły jakieś zaproszenia i w końcu się przemogłem. to było silniejsze ode mnie. jak dziesiąta, dwudziesta osoba mówi ci: "chodź", to w końcu się przełamiesz.
  • jak już postanowiłem się zagnieździć w goldenline, zacząłem wypełniać ten profil. który notabene jest nieznośnie sztywniacki. "obowiązki zawodowe", "profesjonalne" to czy tamto. bla bla. ale nie to powoduje, że ziewam.
  • otóż częścią mojej tożsamości
    • a przecież nie tylko mojej!
  • są rozmaite strony www. mój blog, moja wizytówka, moje strony.
  • na pierwszy rzut oka wydawało się "oczywiście" goldenline nie pozwala robić linków do stron.
  • złapali mnie w sieć i już się cieszą. a broń boże, żebym pokazał odrobinę niezależności. cały jestem w goldenline. nie mam prawa połączyć swojej tożsamości goldenlinowej z inną. zdrada i jeszcze raz zdrada. mamy 21 wiek, web 2.0, a "wiodący" serwis poświęcony karierze zawodowej nie pozwala użytkownikowi zrobić linka do firmy, w której pracuje.
    • tak sobie źle o nich pomyślałem.
  • aż tu patrze, a ktoś ma linka! i to, o zgrozo, linka do linkedin. mały obrazek, który linkuje. no to fajnie! jest dobrze. goldenline nie zamierza mnie zakisić w silosie. próbuję robić tego linka. próbuję i próbuję.
    • i tak mija dwunasta... dochodzi pierwsza w nocy...
      • bo nie ma moi drodzy luziku na goldenline nie ma. jak już pozwalają robić linki, to wymuszają, żeby się otwierały w nowym oknie. stare myślenie: żeby tylko nie wypuścić od nas ze strony!
        • dlaczego twórcy serwisów internetowych zakładają, że ludzie będą od nich uciekać?
      • i w związku z tym, przerabiają te linki. a programista miał zły dzień. może się nie wyspał. i tak napisał dodawanie target="_blank", że link działa tylko wtedy, kiedy treścią linka jest jedno słowo.
        • na dodatek nie zawierające polskich znaków.
  • teraz już wiecie, dlaczego się nie wyspałem?
    • bo do pierwszej w nocy główkowałem, dlaczego link "bootstrap" działa, a link "marcin jagodziński" za żadne skarby. ostatecznie staneło na "wizytowka". przez "o". bo ktoś, kto to projektował, cały czas kombinował, jakby tu "zatrzymać" użytkownika.
  • analogia restauracyjna: chcesz utrzymać klienta? co wychodzi taniej?
      • smaczne jedzenie, przystępne ceny, dobra obsługa?
    • czy
      • posmarowanie krzesła klejem?
  • więcej narzekań na goldenline nie będzie. tak, tak, tak, strasznie się cieszę, że mogłem jednak tego linka zrobić. witaj jutrzenko swobody.
    • jeszcze tylko powiem, że pomysł, żeby odwracać kolejność postów w forum dyskusyjnym, tylko dlatego, że się kliknie "odpowiedz", jest dość karkołomny. ale co ja będę narzekał. ważne, że goldenline działa. ludzie głosują, nie ja.
  • rano wstałem i zacząłem czytać. na przykład taki kawałek z businessweek. na przykład blog marca cantera.
    • to mój ulubiony raptus.
  • na przykład rossa mayfielda. który się z nim częściowo nie zgadza. przeczytałem też coś takiego:
  • obejrzałem sobie tą prezentację (bez związku z poprzednim cytatem).
  • a potem znów: reality check.
    • michał faber mi pisze, że biznes to jest budowa barier dla konkurencji.
    • dostaję kolejne maile, że
      • "założyliśmy grupę bootstrap na spinaczu",
      • "założyliśmy grupę bootstrap na goldenline",
      • "założyliśmy grupę bootstrap na linkedin"
    • (w kolejce jest jeszcze 10 serwisów, na których można założyć grupę).
    • i czuję ten charakterystyczny duszny zapaszek silosów. czuję to swojskie ciepełko.
11:12, reuptake
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4