pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
czwartek, 30 listopada 2006
  • czyli dwa światy:
  • na dzisiejszej konferencji kolejny raz uwidoczniło się, że różnica w rozumieniu świata pomiędzy zwykłym człowiekiem a marketoidem jest zasadnicza i rzekłbym -- niskopoziomowa. nawet trudno znaleźć wspólny język, skoro zupełnie inaczej rozumie się pojęcia.
  • dla mnie, stwierdzenie, że "ekspert sponsorowany przez firmę jest równie wiarygodny jak ekspert niezależny", jest w oczywisty sposób nieprawdziwe. ale ja rozumiem "wiarygodny" jako taki, któremu ja daję wiarę (nie będę się zagłębiał w psychologię itp, ale to rozmaitych psychologicznych powodach, dla którego ekspert opłacany przez kogoś nie jest wiarygodny, zapewne można pisać godzinami).
  • marketoida "ja" nie interesuje. skoro z badań wynika, że ludzie uważają, że "ekspert sponsorowany przez firmę jest równie wiarygodny jak ekspert niezależny", to znaczy, że tak jest. bo inni mu wierzą.
  • problem w tym, gdzie postawimy tą granicę. jestem pewien, że jeszcze 100 lat temu badanie reprezentatywnej próbki mieszkańców naszego kraju (który nb. nie istniał, ale mniejsza z tym) dało by wynik: "ziemia jest płaska". tak twierdzą ludzie. oczywiście nawet marketoid nie wierzy, że ziemia jest płaska.
  • więc gdzie jest ta granica, za którą wiedzę o świecie trzeba czerpać z badań? i czy stwierdzenie: "ludzie się mylą, ja wiem, że ekspert niezależny jest bardziej wiarygodny" to świadectwo jakiejś pychy? czy większej wiedzy? tak jak stwierdzenie "ziemia jest okrągła" 100 lat temu?
  • tłumaczono mi też, że przez pół roku ludzie uważają, że masło jest lepsze od margaryny, a przez drugie pół na odwrót.
    • w zależności od tego, która ze stron (mleczarze/rzepakowcy) nasili kampanię reklamową.
  • ale nadal nie wiem, co mam przez to rozumieć? że przez pół roku faktycznie masło jest lepsze, a przez drugie roku margaryna? pytanie tylko, czy mój organizm też to wie?
23:45, reuptake
Link Komentarze (16) »
  • dziś na konferencji padło pytanie do blogerów, czy opisalibyśmy produkt dostarczony przez jakąś firmę. ja nie miałbym żadnych wątpliwości: jeśli produkt (lub usługa) byłby ciekawy, to czemu nie?
    • oczywiście (a może nie oczywiście), nigdy nie wziąłbym za to kasy.
    • i oczywiście opisałbym go (w moim przekonaniu) bezstronnie.
  • teraz druga sprawa. popularną strategią informowania o nowych serwisach jest informowanie najpierw o stronie, na której można zapisać się na przedpremierową "wizytę" (zwaną betatestami lub jeszcze inaczej). potem grupę wybranych osób wpuszcza się na stronę, żeby rozszedł się buzz.
  • to są przedstawiciele mediówe i tzw. liderzy opinii.
  • i teraz moje pytanie: jaką informację nasi liderzy opinii przekazują pisząc takie rzeczy? czyli nie pisząc dosłownie nic? że kolorki są "stonowane"? że "ogólnie pozytywnie"? (to nie jedyna tego typu informacja w internecie).
  • wydaje mi się, że złapali się w jakąś pułapkę, którą jednak powinni świadomie ominąć. no dajecie się, kochani, robić jak małe dzieci. wchodzicie w układ, w którym dajecie
    • dużo stronie, która was zaprasza: reklamujecie ją na blogach, chociaż jest niedostępna
    • a bardzo mało waszym czytelnikom: same ogólniki
  • tak naprawdę, jedyna informacja, jest taka, że "zostaliście zaproszeni". who cares?
  • wracając do wątku pierwszego: gdybym dostał jakiś produkt/usługę do opisania i mógł ją opisać, to bym ją opisał. a gdybym dostał produkt i praktycznie nic na jego temat nie mógł napisać, to bym nie pisał. możliwość napisania o kolorach to trochę za niska cena za promocję produktu.
19:48, reuptake
Link Komentarze (6) »
  • no i po konferencji.
  • dla zainteresowanych prezentacja, którą drżącym głosem wygłosiłem
    • w formacie acrobat (pdf)
    • i w formacie powerpoint (pps)
  • o wrażeniach później
  • a na razie dwie rzeczy
    • bardzo fajnie było spotkać dawno nie widzianych znajomych
    • cytaty włożone mi w usta na blogu internetpr, nie pochodzą ode mnie, są jakimś miksem wypowiedzi moich i piotrka czerskiego (przy czym na ogół mi przypisano to co mówił piotr) z fantazją autora bloga, którego w tym miejscu pozdrawiam i bardzo proszę o poprawienie.
      • ps: mam świadków i nie zawaham się ich powołać
        • na świadków.

wtorek, 28 listopada 2006
  • no i w końcu góra urodziła gryzonia, czy to mysz, czy kapibara, trudno jeszcze powiedzieć.
  • za mało mam czasu, żeby przyjrzeć się bliżej stronie dziennika. jedno spostrzeżenie na szybko: zrobiłem taką małą statystykę, uwzględniającą teksty na pierwszej stronie (te "dużą czcionką").
    • 11 zdań kończy się kropką.
    • 7 zdań kończy się wykrzyknikiem. to prawie 40%!
    • chciałem jeszcze zwrócić uwagę na zahipnotyzowane jaszczurki (też z wykrzyknikami i "dokładnie tak!")
  • ostatnio czytałem na wirtualnych mediach notkę m. strzembosza, w której wyraża on opinię, że dziennik walczy o czytelników z faktem. strona wydaje się to potwierdzać. dokładnie tak! to fakt!
      • disclaimer: moje opinie na tym blogu, to moje opinie, a nie oficjalne stanowisko mojego pracodawcy.
  • ! :-)
    • i jeszcze o samolotach: papież leci b737. panowie dziennik-arze. to jest airbus320/321. i żaden podpis mnie nie przekona, że jest czarne jest czarne, a "boeing" jest boeingiem.
poniedziałek, 27 listopada 2006
  • i dziesięciominutówka. klikasz i dostajesz na 10 minut maila. potem skrzynka ulega biodegradacji.
  • jaki widzę problem? a no taki, że skoro niektóre serwisy nie pozwalają na rejestrację nawet z gmaila (nie mówiąc o hotmailu i podobnych), to 10minutowymail pewnie będzie następny w kolejce do rejestracji, o ile już go nie zablokowali.
  • ale to w hameryce. u nas można tego używać do woli.
    • za download squad (czyli składem rzeczy dziwnych i niedziwnych).
20:03, reuptake
Link Komentarze (7) »
  • 30.11 będę miał przyjemność wygłosić pogadankę na temat blogów, w ramach warsztatów "blogi w public relations", które z kolei odbywają się w jeszcze szerszych ramach projektu "rewolucja w komunikacji"
  • moja pogadanka ma tytuł piarowy "jaka jest polska blogosfera", a tak naprawdę nazywa się "krótki kurs historii WKP(b) -- Wielkiej Komunikacyjnej Przemiany (blogowej)"
  • towarzyszki i towarzysze, zapraszam! szczegóły na blogu InternetPR.
  • przygotowałem z tej okazji ZaJeFaJnE GiFkI Na TfOjEgO BlOrZKa! a prezentację wystawię tu. post factum/mortem.
13:46, reuptake
Link Komentarze (5) »
niedziela, 26 listopada 2006
  • salon24 lansuje folksonomię z równą determinacją, z jaką niektórzy jego publicyści lansują IV RP:
  • tagi są obowiązkowe!
    • w tle charakterystyczna chmurka obowiązkowych tagów w kolorach milicji obywatelskiej
  • coś takiego pokazało mi się, gdy próbowałem dodać wpis na blogu. za pierwszym razem zostałem pouczony, za drugim... boję się pomyśleć.
  • na szczęście drugiego razu nie będzie. założyłem tam bloga tylko dlatego, żeby móc zostawiać namiar na tego bloga w komentarzach. inaczej się nie da. w web 2.0 nadal mamy identity 1.0.
12:25, reuptake
Link Komentarze (3) »
  • tak, nawet netykieta.pl mi się nie podoba. i nie chodzi tu o to, że czcionka użyta na stronie gwarantuje przy dłuższym korzystaniu duże zapotrzebowanie na usługi okulistyczne.
  • netykieta jest oczywiście czymś ważnym. to jednak prawo. choćby miało różne wersje, różne interpretacje. każde prawo powinno mieć swoje źródło i swoje kodeksy.
  • obawiam się, że strona netykieta.pl, choć stworzona w dobrej wierze, stanie się właśnie takim "oficjalnym" kodeksem. dlaczego obawiam się, a nie cieszę się? bo kompletnie nie wiem:
    • w jaki sposób powstała ta wersja netykiety?
    • jakiego procesu jest wynikiem?
    • kto na nią miał wpływ, kto się pod nią podpisuje?
  • boję się, że wiele serwisów, będzie się powoływać na właśnie tą wersję netykiety, tylko dlatego, że wklejona jest pod atrakcyjnym adresem.
    • i niedługo ktoś zwróci mi uwagę, że nie pisze się bloga w punktach albo że używanie dużych liter jest obowiązkowe, bo tak mówi netykieta.pl.
  • to trochę tak, jakbyśmy wybierali kodeks karny według tego, czy nam się okładka podoba.
  • lub polityka, po tym jak wygląda, a nie po tym, co robi.
    • mam nadzieję, że nie złamałem tym wpisem ciszy wyborczej :-)
  • ps. odszczekuję część narzekania, po przeczytaniu ostatnich akapitów na stronie z wyjaśnieniami. rozumiem, że świadczą one o tym, że anonimowi autorzy tej strony zdają sobie sprawę, że mając do dyspozycji domenę netykieta.pl (a domeny jak wiadomo dobrem rzadkim), powinni otworzyć się na dyskusję i wspólne kształtowanie treści tej strony. to dobre miejsce np. na wiki dotyczące netykiety.
  • ale zacząć należałoby od udostępnienia jej zawartości na jednej z wolnych licencji.
12:08, reuptake
Link Komentarze (16) »
sobota, 25 listopada 2006
  • to niesamowite, ledwo skończyłem notkę o boo.com i dowiaduję się, że kolejna legendarna porażka bańki internetowej, webvan.com, doczekała się polskiego odpowiednika. o nim później, najpierw o webvanie.
    • no to jedziemy. webvan to w pewnym sensie podobny przypadek do boo.com. boo.com zabrało się za trudny rynek ubrań, webvan z kolei za trudny rynek artykułów FMCG (czyli od wołowiny, przez chleb, do podpasek i tabletek do zmywarek). wiadomo, jakie są problemy: towary potrzebne są na już, muszą być świeże, koszty magazynowania są ogromne, a na ulicach korki.
    • skończyło się to spektakularną klapą.
    • dlaczego upadł webvan? wikipedia podaje takie główne przyczyny:
      1. webvan działał na własną rękę. nie związał się ani z żadną siecią hipermarketów, hurtowni czy małych sklepów. wyobraźcie sobie ile kosztowało zbudowanie magazynów itd.
      2. szefowie webvana nie mieli żadnego doświadczenia w branży FMCG/supermarketów.
      3. wydawano gigantyczną kasę (np. na sprzęt komputerowy).
  • no i my się doczekaliśmy. nasz webvan nazywa się frisco.pl.
  • pierwsza, absolutnie szokująca rzecz z dziedziny usability.
    • wchodzisz do sklepu. szukasz jakiegoś towaru. znajdujesz. przycisk dodaj do koszyka nie działa.
    • powtórzę to jeszcze raz: frisco, to sklep internetowy, w którym przycisk dodaj do koszyka nie działa.
    • trzeci raz: nie przesłyszeliście się. nie działa dodawanie do koszyka. przycisk jest nieaktywny.
      • dopóki się nie zarejestrujesz. o czym nie ma żadnej informacji.
  • robercie, wojtku. nie piszcie o wymuszaniu rejestracji. to jest wymuszanie rezygnacji. skąd biedny klient ma się domyślić, dlaczego mu nie działa dodawanie do koszyka? przecież wiadomo, że będzie winił "głupi sklep", "głupiego siebie", "głupi komputer", "głupią przeglądarkę" a nawet "głupi internet". i nawet jak w końcu wpadnie na to, co zrobił nie tak, będzie wkurzony i zły.
  • już nawet nie chcę się znęcać nad licznymi innymi drobiazgami, typu literówek, błędów gramatycznych, tym, że rejestracja podobno trwać potrafi i 20 minut ("być może sieć spowalania przesył maili"), pustymi kategoriami, ramkami, które powodują, że nie da się zrobić ładnego linka do produktu i podzielić się informacją ze znajomym. wspomnę tylko, że na razie nie można zamawiać alkoholu!
    • a jak zobaczyłem sklep z wyłączonym dodawaniem do koszyka to od razu miałem ochotę strzelić lornetkę, może przez nią bym dostrzegł jak to włączyć.
  • autorzy proszą o wyrozumiałość i w takich sprawach wyrozumiały będę. to się da poprawić.
  • dwie rzeczy bardziej fundamentalne. pierwsza, to sam pomysł na biznes. niebezpiecznie przypomina webvana. do tego nie startuje w próżni. w warszawie (bo tylko tam na razie działa frisco) jest już leclerc oraz piotr i paweł (pewnie jest jeszcze coś, ja nie korzystam, nie wiem).
    • w takiej sytuacji należy zastanowić się nad przewagą konkurencyjną. frisco robi dokładnie to samo co konkurenci. najbardziej widoczna różnica, to bezpłatna dostawa.
    • już się ucieszyliście? niepotrzebnie. bo okupione jest to znacznie wyższymi cenami. moja ulubiona kawa kosztuje ponad 25 zł. w leclercu 19 zł. w piotrze i pawle jakoś pomiędzy. i na dodatek można płacić wyłącznie kartą.
  • to pierwsza sprawa. a teraz druga. punkty o webvanie są ponumerowane celowo:
    1. podobnie jak webvan, frisco nie wydaje się mieć zaplecza w postaci sieci tradycyjnych sklepów. jeśli ma, to ukrywa ten fakt. na stronie "partnerzy" jedyny partner/dostawca, to hurtownia win sobiesława zasady (który jest też właścicielem frisco).
      • tylko, że frisco na razie nie sprzedaje win.
    2. podobnie jak w webvanie szefostwo nie ma pojęcia o branży supermarketów. szefem jest ten oto pan, który nawet linka do frisco nie ma na swojej stronie. doświadczenie w FMCG: zero. w e-commerce: zero. w internecie: zero. jak myślicie, te trzy zera będą po stronie kosztów, czy przychodów?
    3. frisco jeszcze nie zaczęło kupować. dostawcze mercedesy dostarcza mu zapewne firma matka (czyli sobiesław zasada).
  • podobno atutem frisco mają być towary luksusowe/ekologiczne. ale piotr i paweł też to ma. podobno frisco wzoruje sie na tym sklepie. ja bym powiedział, że raczej zżyna (z tą różnicą, że tam to cholerne dodawanie do koszyka działa, informuje, że trzeba się zalogować).
  • żeby nie było. jestem za tym, żeby im się powiodło. żebym mógł przez internet wybierać z 70 rodzajów krewetek. ale niech nie idą w tym kierunku, w którym poszedł webvan.
  • prawdopodobnie powyższa deklaracja mnie nie uratuje. jeśli w najbliższych dniach przejedzie mnie na przejściu dla pieszych mercedes sprinter, to wiecie, co macie sobie pomyśleć.
15:25, reuptake
Link Komentarze (13) »
  • panie & panowie, jest niedobrze, niedobrze. jak donosi techcrunch, boo.com powraca (nie jest to jeszcze pewne, ale...)
  • dla tych, którzy nie wiedzą, czemu to zła wróżba, przypomnienie:
    • boo.com to internetowy sklep z ciuchami, który był jednym z symboli pękania internetowej bańki przełomu wieków. zarządowi tej firmy udało się spektakularnie spalić ponad 100 milionów baksów i zbankrutować. przyczyny bankructwa były jak zwykle to jest takich przypadkach złożone, co nie znaczy, że boo.com miał szansę, raczej można by powiedzieć, że umarł on na dżumę, cholerę i sepsę na raz (miał też katar i rozwolnienie). wywalono mnóstwo kasy na drogą reklamę, zrobiono wybajerzoną i niefunkcjonalną stronę intenetową, płacono pracownikom wygórowane pensje, pozwolono na kosztowne zwroty, a przede wszystkim zapomniano o tym, jak trudnym rynkiem jest sprzedaż ciuchów przez net.
  • czy to jakieś złe proroctwo na najbliższe czasy? nie wiem. dla mnie boo.com to pewien symbol.
  • i to symbol sukcesu.
  • pamiętam jak pewnego słonecznego dnia wyszedłem z jp na parking na tyłach budynku elektrimu (w owych czasach zajmowałem się czymś podobnym do boo.com i setek innych spółek: paliłem kasę inwestorów)
  • i taki dialog miał miejsce, z którego przytaczam tylko moje wypowiedzi (jp palił i wpatrywał się ponuro w czubki butów). proszę wybaczyć moją ówczesną naiwność
    • ten cały e-commerce to nadaje się do sprzedawania płyt i książek.
    • no zobacz, co jeszcze możesz sprzedawać. samochód kupisz? no nie kupisz. komputer kupisz? chyba będziesz chciał go włączyć, zobaczyć, czy działa. ciuchy? widzisz jak boo.com skończył. kto kupi drogi ciuch bez przymierzania?
    • no chyba, że t-shirty.
    • w sumie to każdy wie jaki rozmiar nosi.
    • no dobra, to jakaś myśl. zrobić sklep z koszulkami, gdzie będzie 100 wzorów. przecież nie płaci się za drogi lokal.
    • dlaczego 100. niech będzie 1000 wzorów.
    • jeśli się uda znaleźć technologię produkowania pojedynczych sztuk, to można i 100.000 wzorów zrobić. będziemy produkować dopiero, jak klient zamówi.
      • nie wiedziałem, że wymyślam długi ogon
    • (po jakimś czasie)
    • no dobra, ale jak ja wymyślę choćby 1000 wzorów? skąd będę wiedział, co naprawdę ludzie chcą? ja zrobię t-shirty z napisem "nirvana" a okaże się, że tak naprawdę dużo lepiej by się sprzedały koszulki z napisem "bayer full". a nawet: jeśli będę wiedział, że koszulki z "nirvaną" dobrze się sprzedają, to jak dotrę do grupy docelowej? będę miał 1000 wzorów, 1000 grup docelowych... bez sensu...
    • mam! oddajmy ludziom możliwość tworzenia wzorów na koszulki i zapomnijmy o problemie! nie będziemy się zastanawiać, co tam ma być, to ludzie sami wymyślą za nas. nie będziemy zastanawiać się jak dotrzeć do grupy docelowej, bo oni sami będą zainteresowani, żeby je sprzedać w swoim otoczeniu.
      • nie wiedziałem, że wymyślam user-generated-inventory, czyli najlepszą, bo sprzedawalną natychmiast, wersję user generated contentu.
  • i tak narodził się pomysł ś+p butik.pl. na gruzach boo.com.
  • do realizacji doszło znacznie później (a w międzyczasie okazało się, ze oczywiście już ktoś na to wpadł), ale to w tym momencie nie ważne.
  • trzeba się uczyć na błędach, cudzych. gdy ktoś, w celu udzielenia ci lekcji, gotowy jest wywalić 120G$... korzystaj!
12:59, reuptake
Link
piątek, 24 listopada 2006
  • jakub petrykowski napisał na blogu o tej książce, pewnie nie tylko on (choć to pierwsza wzmianka, którą widziałem).
  • ale zauważyłem, że to żaden wstyd pisać o tym, o czym pisali inni.
    • tu krótki wykaz tematów, których nie poruszyłem na tym blogu (MSPISP - mogłem się powstrzymać i się powstrzymałem), a które wzbudziły żywe reakcje wiodących blogerów (tm), stając się prawie tańcem obowiązkowym na kruchym lodzie
      • kononowicz i jego sweter
      • żałoba po katastrofie w kopalni "halemba"
      • marcinkiewicz i jego nocne telefony
  • ad rem/getting real:
    • książka getting real (jak to przetłumaczyć? "wróć na ziemię?") jest dostępna za darmo.
    • i warto ją przeczytać.
20:27, reuptake
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 listopada 2006
  • trzeba przyznać, ze john markoff potrafi się lansować. i to dość dyskretnie: poprzez innych. najpierw napuścił pół fbi na kevina mitnicka, kreując wroga publicznego nr. 1 ze sprytnego i dość wygadanego, acz nieszczególnie sprawnego technicznie hackera. teraz gdy ten już od jakiegoś czasu hasa sobie swobodnie na wolności, john markoff tworzy kolejny mit(?): web 3.0.
  • w artykule opublikowanym w NYT
    • i tu dla was prezent! (bo nie wystarczy się zarejestrować, trzeba jeszcze zapłacić, ja skorzystałem z triala)
  • tak w zupełnym skrócie, web 3.0 wg. markoffa to obecne web 2.0 z dodatkiem tego, co nazywamy semantyczną siecią i szczyptą sztucznej inteligencji.
  • nazwałem web 3.0 mitem, a to trochę nie tak. mity mają to do siebie, że potrafią całkiem realnie wpływać na rzeczywistość i "ucieleśniać się".
  • oczywiście artykuł markoffa wzbudził ogromny szum za wielką wodą
    • nie słyszałem o nim w naszej blogosferze, która tak lubi pomstować
      • na to, że albo od hameryki odstajemy na miliony kilometrów i miliardy dolarów
      • lub na to, że potrafimy jedynie kserować. jak widać i kserowanie nie najlepiej nam idzie
    • tim o'reilly pisze, że web 3.0 to właściwie taka porządna web 2.0, jak już wyjdzie z wiecznej wersji beta (a mi się wydaje, że ten dzieciak zupełnie nie chce dorosnąć!)
    • nick bradbury z kolei stwierdza, że web 3.0 to "rebranding" semantycznej sieci i opisuje, dlaczego tak trudno ją utkać
    • dużo bardziej pozytywnie do pomysłu web 3.0 odnosi się dion hinchcliffe. jego przemyślenia o generowanym przez użytkowników software są warte przeczytania.
  • pozwala się już użytkownikom tworzyć treść. pozwala się w wielu wypadkach dostosowywać wygląd. brakuje tylko trzeciego elementu: umożliwienia użytkownikom tworzenia mechanizmów, na jakich będą działały serwisy. może to będzie web 3.0?
  • podobno konferencja web dwa zero summit nudna. wiele osób ma wrażenie, że coś się kończy.
    • dobrze, że nie pojechałem ;-)
  • john markoff, abstrahując od zdolności do autopromocji, może wiedzieć, że dzwonią, a być może nawet wie, w którym kościele. tak czy inaczej, nasłuchujmy.
    • zupełnie marginalny, ale chyba ważny wątek: kompletnego braku dyskusji na tego typu tematy w polskich mediach. nie mówię już o tzw. mediach tradycyjnych, ale nawet w naszej blogosferze. to tłumaczy, dlaczego większość pomysłów to kopie i to często nieudane. nie ma czegoś, co można nazwać "mentalną glebą". nie dorobiliśmy się ani polskiego o'reillego, ani polskiego markoffa. z całym szacunkiem, ale paweł wimmer (pozdrowienia), przy całym swoim ogromnym doświadczeniu, pisze o takich pierdołach. to niby skąd mają brać się rewolucyjne idee. albo raczej: skąd mają się brać rewolucyjne serwisy jak nie ma rewolucyjnych (być może błędnych, ale twórczych) idei? powiem szczerze, że czarno widzę przyszłość. jeszcze 5 czy 8 lat temu dystans było o wiele, wiele mniejszy. cały świat uczył się php, a my razem z nim. teraz już to nie wystarcza.
  • jeden z dość popularnych serwisów blogowych na pierwszym miejscu dłuuugaśnej listy swoich zalet podaje "pewność i bezpieczeństwo".
  • czytam tam bloga znajomej, która zażyczyła sobie, by był on prywatny i chroniony hasłem. i faktycznie, gdy wchodzę na stronę, muszę podać hasło.
  • natomiast gdy czytam go przez czytnik rss. żadnego hasła nie muszę podawać.
  • ktoś, delikatnie mówiąc, nie pomyślał.
20:18, reuptake
Link Komentarze (5) »
  • dapper jest niesamowity. to uniwersalny wytrych, służący do korzystania z serwisów, które niekoniecznie dzielą się swoimi treściami, udostępniając api. słowa wytrych użyłem tu nieprzypadkowo, można bowiem (czego oczywiście nie polecam), treści z serwisów zwyczajnie kraść (lub ładniej mówiąc: pobierać).
  • najpierw przykład. serwis pytamy.pl. podobno jakieś api jest. ukryte. zamiast je odkrywać, korzystamy z dappera i...
    • pytamy.pl w HTML
    • pytamy.pl w XML
    • ... i w kilku innych formatach (włącznie z google gadget czy yaml)
  • jak to działa? podajemy stronę, dapper ją analizuje, szukając powtarzających się elementów (możemy mu pomóc), potem elementy te nazywamy, grupujemy etc. a na koniec generuje kilkanaście webserwisów, dzięki którym możemy korzystać z wybranych treści. z tego możemy skleić własny maszap. zwany daplikacją.
  • jedna z przykładowych daplikacji pozwala odczytywać prywatne wiadomości z myspace, linkedin i jeszcze kilku podobych witryn (dapper potrafi zalogować usera). inna, przy wykorzystaniu technorati, tworzy statystykę popularności dowolnego bloga.
  • żeby nie było tak pięknie, pomyślmy o wadach. pierwsza i najważniejsza to mała zapewne odporność na zmiany w kodzie stron. wystarczy, ze hazan coś tam pokombinuje w kodzie pytamy.pl i dappit jak to się mówi: wymięknie.
  • ale kiedy np. musimy zaimportować stronę, która nie udostępnia treści do innego systemu... np. z bloxa do wordpressa (o czym myślę od jakiegoś czasu...)
  • ...dapper może pomóc.
    • uwaga na marginesie: dappy dla pytamy.pl zostały wyklikane w kilka minut, mają swoje usterki, proszę się nie czepiać.
12:52, reuptake
Link Komentarze (5) »
środa, 22 listopada 2006
  • normalnie nie bawię się w wykopy/diggi/gwary itp. ale dziś miałem newsa z tym googlem dość wcześnie, więc skleciłem szybciutko notkę i pomyślałem: podrzucę na wykop.
    • pisząc wykop, mam na myśli wykop.pl, ten który działa.
    • pozdrowienia dla michała fabera, suwerena pozostałych wykopów, które działają trochę mniej.
  • nie ja jeden doniosłem na wykop o galicyjskim oddziale google. za jakąś godzinę, ktoś dodał taką samą informację, również via swojego bloga, podając we fragmentach (jak rozumiem) informację prasową googla.
  • nie minęło dwadzieścia minut i po raz trzeci raz info o googlu wylądowało na wykopie. tym razem w formie linka do materiału gazety.pl (tego samego, który ja linkowałem). opatrzona tytułem "gigantyczna inwestycja google'a w krakowie"
    • podkreślenie i małe litery moje. gigantyczność tej inwestycji pozostawiam ocenie czytelników i historii.
  • moja notka dostała 5 kopy, ta, będąca kopią informacji prasowej 7, zaś ta, która ukazała się najpóźniej ma ich obecnie ponad 20 i pewnie będzie miała więcej (myślę, że gigantyczność będzie biła ze strony głównej ze trzy dni, jak nie dłużej).
  • jakie nauki z tego na przyszłość?
    • nie śpiesz się. po co? przysypią cię inne notki. superexpressowi spada, faktowi rośnie.
    • nie linkuj swojego bloga. jesteś niepoprawnym egotykiem. linkuj wyłącznie poważne media. to dowartościowuje i ciebie i wykop i czytelnika. może być nawet superexpress, czy fakt, ale nie jakieś tam blogi.
    • nie żartuj z włoszczowej. elektorat gosia zakopie cię na zawsze. nie każdy express jest super, niektóre jeszcze się tam nie zatrzymują.
    • bądź śmiertelnie poważny. z geekami gadasz. ale za to możesz przesadzać i grać na emocjach. fakt to robi i ma się dobrze.
    • nie sprawdzaj, czy ktoś nie napisał o sprawie wcześniej. albo sprawdź i puść jeszcze raz to samo. ludzie lubią czytać to, o czym już wiedzą. fakt z dziedziny psychologii.
19:20, reuptake
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3