pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
niedziela, 31 grudnia 2006
  • wykop nie działa drugi dzień? panowie, włączcie serwer, niech się napije szampana!
  • znalezione na joggerze: "Na początku linuks zniechęca tym, że nie odpala popularnych gier i programów. Najlepsza na to metoda to…. nie używać ich. [...] Jeżeli przyjmiesz mankamenty systemu to zdasz sobie sprawę z tego, że poczucie bezpieczeństwa w sieci, stabilność oraz poczucie bycia kimś lepszym ze względu na stosowany system JEST ZDOLNE to przezwyciężenia wszelkich przeszkód. Jeśli uda ci się pokonać windowsa to na twojej twarzy pojawi się uśmiech za każdym razem gdy usłyszysz o trojanie na gg, gdy usłyszysz o luce w IE."
    • ba... są tacy, którym "poczucie bycia lepszym ze względu na stosowany system" kompensuje nawet brak życia erotycznego. i pojawia im się uśmiech na twarzy, za każdym razem, gdy usłyszą, że koledze gumka pękła
  • żeby było pozamiatane, to na kilku blogach pojawiła się już wzmianka o tym, że padła stronka socialbookmarkowa pt. rawsugar. padła tak bardzo, że nawet nie linkuję, bo nie działa zupełnie wcale. oznacza to, że rynek socialbookmarkowy jest już dojrzały, a niektóre owocki nawet przejrzałe spadają z drzewek.


  • teraz postanowienia na 2007 (wraz z alternatywnymi scenariuszami):
    • odpalić startup i sprzedać za 2-3 lata, 10x drożej niż butik.pl.
      • jak nie wyjdzie, założyć webdwazerowy odpowiednik fuckedcompany. ooops! chyba już prawie założyłem?
    • przenieść bloga na własny serwer nie tracąc pagerank. dotrwać do 2008.
      • alternatywnie: znowu zacząć pisać do pism papierowych. to chyba ostatnia szansa nasmarować coś na skórze dinozaurów, zanim wymrą? może internetstandard chce założyć dział "zczuba"?
    • zorganizować konferencję Identity 2.0 . założyć stabilny, polski serwer OpenID
      • może być spotkanie przy piwie lub "łżekonferencja" (unconference). a serwer... w ostateczności niestabilny.
    • powalczyć trochę jeszcze z linkologią
      • a jak się nie da, to przynajmniej nie dopuścić, żeby padła. bo mam tam za dużo linków.
    • polecieć na spotting do los angeles
      • polecieć na spotting do amsterdamu
        • polecieć na spotting na korfu
          • w ostateczności: częściej na epwa bywać
12:58, reuptake
Link Komentarze (7) »
sobota, 30 grudnia 2006
  • kiedy stanisław lem postarzał się i zgorzkniał, zajął się na jakiś czas futurologią. to dobre zajęcie na emeryturę. najprawdopodobniej autor prognoz nie dożyje już ich (nie)spełnienia się, za to co się nastraszy to jego. lem był miejscami mocno denerwujący, jego felietony oscylowały wokół dwóch zasadniczych wątków:
    • "a nie mówiłem?" -- czyli lem wszystko przewidział (tu pojawiał się jakiś odnośnik do książki sprzed 20 lat).
    • "świat utonie" -- (wskutek zbrojeń, zalewu informacji, bomby demograficznej, zanieczyszczeń, tego, że ludzie nie czytają książek i niegrzecznie zwracają się do starszych, lekceważąc ich futurologię) -- czyli nie spodziewajcie się niczego dobrego.
  • zupełnie inny charakter ma fala zabawy w futurologię, która przetacza się przez blogosferę
    • jest to zabawa, którą można już nazwać świecką tradycją.
  • dominują tony optymistyczne.
  • oczywiście autorzy zamierzają dożyć w dobrym zdrowiu roku 2008, ale zdając sobie sprawę, że najprawdopodbniej nikt nie będzie w grudniu 2007 sprawdzać, czy się przypadkiem nie pomylili
    • bo każdy porządny blogowicz spędza grudzień spisując przewidywania na nowy rok
  • popuszczają wodze wyobraźni i wróżą nawet z fusów po kawie rozpuszczalnej
    • gdyby ktoś jednak chciał zobaczyć, kto pomylił się rok temu, służę linkiem.
      • z wróżb na 2006 rok najbardziej podoba mi się ponadczasowa przepowiednia, którą wygłosił John Dowdell:
        • "przewiduję, że w grudniu 2006 roku mnóstwo osób będzie się cieszyć, że nie postawiły na kasy swoje przewidywania z grudnia 2005"
  • w tym roku całą zabawę rozpoczęła lista z read/write web . bardzo długa i szeroko dyskutowana. tyle wróżb, że na pewno któraś się spełni.
  • spory przegląd rozmaitych pomysłów na to, co stanie się w roku 2007 znajdziemy w dwuczęściowym wpisie na mashable (raz, dwa). dwie prognozy "zczuba":
    • "microsoft i yahoo zjednoczą się przeciwko google: nazwijmy to prognozą "tańcowały trzy goliaty"
    • "500 siedemnastolatków, którzy za pomocą swoich macbooków obklejonych nalepkami kontrolują digga, dowie się o istnieniu kobiet, zacznie spędzać więcej czasu pod prysznicem i przestanie przesiadywać na diggu": wiele się mówiło o wzroście aktywności sektora FMCG (szampony, środki na pryszcze, prezerwatywy, testy ciążowe) w sieci, ale dopiero teraz dowiadujemy się, z czego ma wynikać ten trend.
  • oraz oczywiście masa rozważań o RSS ("wreszcie się upowszechni"), semantycznej sieci ("wreszcie powstanie"), mobaili ("dostęp będzie bardziej mobilny") oraz wideo w sieci ("będzie się dynamicznie rozwijać w sieci"/"to ślepy zaułek"). zapewne za rok będzie można je przepisać w niezmienionej postaci.
  • tych wróżb jest już taka masa, że pojawiła się nawet propozycja stworzenia strony podobnej do 43things, zbierającej właśnie przepowiednie. z siecią społeczną, tagami, adwordsami.
  • kiedyś lem popełnił takie opowiadanie pt. "metrampaż" (o ile dobrze pamiętam):
    • tytułowy "metrampaż" to maszyna służąca do składu tekstu w redakcji jakiejś gazety (czyli hardware'owy odpowiednik quarkxpressa). ta maszyna tak się wycwaniła, że zaczęła przewidywać z kilkuminutowym wyprzedzaniem przyszłość (pisząc odpowiednie teksty), co spowodowało, że zainteresowała się nią armia itd.
    • takiej maszyny zbudować się nie udało, software też nie wydolił, ale może human computing ma szansę?
  • jak ktoś mądry powiedział, najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej aktywne kształtowanie.
    • jedni ciężko zasuwają, zakładają firmy, wymyślają produkty...
    • a inni piszą sobie noteczki na blogusiach
  • którzy są skuteczniejsi? abojawiem?
17:57, reuptake
Link Komentarze (11) »
piątek, 29 grudnia 2006
  • odwołujemy. serio. bez sensu, żeby był nowy rok. 2006 był niezły. było łebdwazero, balonik nadmuchano, a w 2007 to może nie być łebdwazera, nie być internetu. zero może być samo. albo i niczego może nie być może być. warto ryzykować? zlikwidować 2007.
  • ja chcę roku 1999!
  • pamiętacie jeszcze to uczucie? wstajecie rano, wasze windowsy pracowicie wystukują telefon "darmowego" internetu tpsa i co widzicie? jest, w żłobie leży, nowy portalik śliczny. a z tego żłobu zaraz pół giełdy będzie jadło.
    • wszyscy zakładali portale. pamiętacie taką firmę, co produkowała buty, a stała się spółką internetową? być może puścili inwestorów bez butów, w samych skarpetkach, ale w świetle reflektorów i na czołówkach gazet byli? byli. i tego im nikt nie odbierze.
  • moja propozycja jest taka:
    • grono do wykopu.
    • przysypać.
    • i ahoj przygodo! poland.com znowu na światowej arenie! nas łebdwazero w yoyo nie zrobi!
  • myślicie, że żądam niemożliwego. że stare dobre czasy nie wrócą.
    • mylicie się.
  • myślicie, że portale to już przeszłość?
    • mylicie się.
  • myślicie, że nie ma na polskim rynku miejsca na kolejny portal horyzontalny?
    • mylicie się.
  • myślicie, że np. firma o nazwie interstal sp. z o.o. nie może mieć swojego portalu?
    • mylicie się.
  • myślicie, że to nic kreatywnego?
    • a co powiecie o tym, że jeden portal reklamuje drugi?
24 polska reklamuje interię
  • myślicie, że tylko ja myślę, że rok 2007 nie powinien nadejść?
    • grubo się mylicie.
      • ostatni link jest inny. poprzednie cztery są takie same.
  • hasło na nowy rok: "siódme miejsce w światowej produkcji stali / pierwsze w światowej produkcji portali!"
  • dosiego! szczęśliwego starego dobrego 1999 roku!
19:41, reuptake
Link Komentarze (11) »
  • wszyscy się bawią w domorosłych (blogorosłych?) historyków i futurystów. blogosfera wręcz zaroiła się od podsumowań oraz przepowiedni, tak jakby pod każdą choinką blogowicze znaleźli wehikuł czasu z jednym biegiem (wstecznym) i szklaną kulę.
  • ja pobawię się w numerologię i literologię. według mojej najlepszej wiedzy, którą oczywiście wyssałem z palca, czekają nas kolejne lata pod znakiem google'a. ile tych lat? trzy.
    • skąd wiem, że trzy? zobaczcie, google ma w nazwie dwie litery "o".
    • te litery korespondują z tymi latami, które mają w środku dwie cyfry "0".
    • i wszystko jasne
      • google wystartowało na dobre w 2000 roku, zdominowało rynek w 2001 i kolejne lata (aż do roku 2009) będą należeć właśnie do giganta z górskiego widoku.
  • przez kolejne 3 lata będziemy żywo reagowali na każdy ruch google'a. tylko, że najprawdopodobniej, ruchy te będą coraz bardziej przypominać ruchy niedźwiedzia udającego się z pełnym brzuchem do gawry. czasem ten niedźwiedź ryknie, czasem kogoś tam łapą pacnie, czasem ziewnie.
  • coraz więcej będzie newsów, do których dopiero się przyzwyczajamy:
    • a to google'a przypomni sobie, że jest niedźwiedziem, a nie misiem i zrobi wszystko, żeby niedźwiedzie na giełdzie spały (nawet kosztem współpracy z jakimś równie paskudnym rządem, jak chiński)
      • jaka jest właściwie różnica między chińskim rządem a googlem? chiński rząd kontroluje miliard chińczyków, a google kontroluje miliard internautów.
        • dla ich dobra, oczywiście.
    • a to rozbudowana infrastruktura wymknie się spod kontroli.
      • i "coś zginie"
        • tak jak ostatnio zginęły maile niektórym użytkownikom gmaila
      • albo coś się wyłączy
        • tak jak również ostatnio wyłączył się orkut. na (bagatela): 13 godzin.
      • albo wyciekną jakieś dane
        • tak jak wyciekły z aol. google'a też to w końcu czeka.
    • a to google znowu pomyli wiarygodność z popularnością
      • i opublikuje ściemniony zeitgeist, który będzie musiało potem prostować i wyjaśniać, bo lud nie był taki ciemny, żeby go kupić.
      • albo będzie stosować takie tricki jak google tip. tutaj bym się zatrzymał na chwilę i skierował was na bloga blake'a rossa. bo sprawa jest bardzo znamienna i pokazuje tą powolną zmianę podejścia, którą obserwujemy zawsze, gdy miś podrasta i staje się panem niedźwiedziem. powiedzmy sobie szczerze: cały ten myk z reklamami w wyszukiwarkach polega na tym, że 90% osób nie do końca odróżnia je od wyników wyszukiwania. ale to googlowi nie wystarczyło. umyte rączki w białych rękawiczkach, te same, które "z poszanowaniem lokalnych zwyczajów" robiły deal w chinach, teraz "niby nie wpływając na wyniki wyszukiwania", zaczynają de facto przy nich manipulować.
  • i takich to newsów od google'a możemy się spodziewać w przyszłości
    • nie znaczy to, że nie będzie rewolucyjnych produktów, nowych pomysłowych usług i wreszcie
      • znacznie tańszych adwordsów, bo konkurencja w końcu przystąpi do kontroofensywy. mam nadzieję, że za rok-dwa google będzie zabierał 20-30% a nie 50% kasy reklamodawców.
    • apple potrafi być innowacyjny, microsoft jeszcze czasem coś ciekawego wymyśli, więc google tym bardziej.
  • ale nasz niedźwiedź definitywnie obrośnie sadełkiem. przecież o to mu chodzi. i na pewno, na pewno będzie postępował według zasady "don't be evil". tylko dopisze sobie do niej jeszcze "but if...", a resztą zajmą się sprzedawcy i prawnicy.
19:07, reuptake
Link Komentarze (8) »
czwartek, 28 grudnia 2006
  • nie jestem użytkownikiem netvibes, ale wiem (choćby ze statystyk), że to popularny serwis.
  • netvibes też chyba przeanalizowało statystyki i dodało polską wersję strony.
  • jeszcze kilka lat temu można było spokojnie tworzyć sobie kopie różnych amerykańskich anglojęzycznych serwisów, zwłaszcza tych mniejszych. a teraz? lastfm, netvibes... kto następny?
środa, 27 grudnia 2006
  • postanowiłem obczaić trochę iloggo. sporo było szumu na temat tego serwisu, pamiętam że autorzy chcieli podbijać świat. dostałem jakieś przedpremierowe zaproszenie, skorzystałem, ale wolałem nic nie pisać, malkontenctwo też ma swoje granice, a jakoś podświadomie poczułem, że iloggo to ta kropla, która przechyliłaby czarę goryczy.
  • trochę czasu upłynęło i postanowiłem dać iloggo drugą szansę.
  • zauważyłem, że dokonano tam kilku poprawek. przede wszystkim nie trzeba już samodzielnie "kraść" loga ze stron, by dodać je do swoich zbiorów. powolny, ale skuteczny mechanizm, pozwala "wyciąć logo" ze zrenderowanego widoku strony. jest także możliwość wykorzystania automatycznie generowanej miniaturki głównej strony. to fajne.
  • dodano także katalog tematyczny. jest to faktycznie rozwiązanie oryginalne: jakimś cudem kategoria "ślub i wesele" wylądowała w "roocie" drzewa katalogu. na dodatek powrót na wyższy poziom jest pokazany w taki oto sposób:
    • tak, tak, ta zielona strzałka, to powrót na wyższy poziom kategorii
    • dla bardziej spostrzegawczych: w zakładce napisano "SlubiWesele".
    • a tekst (niewidoczny na tym zrzucie) informuje nas: "Serwisy tematyczne są definiowane przez redaktorów iloggo, nie możesz zmieniać zawartości i kolejności ich wyświetlania"
      • jak łebwazerowo!
  • takich "usabilitowych" potknięć jest masa.
    • przykładowo odnośniki na jednej stronie potrafią mieć chyba z 5-6 różnych kolorów
    • bałagan jest potworny:
      • otwieram panel "Dom", a podpowiedź na górze mówi: "Moja siatka to Twój internetowy pulpit – miejsce gdzie trzymasz ikony najczęściej odwiedzanych serwisów" -- jaka "moja siatka"? jestem w panelu Dom!
      • otwieram panel "Praca", a tekst na górze głosi: "Proponowane” to siatka z logotypami najpopularniejszych serwisów w sieci" -- jakie znowu "proponowane", niczego takiego nie widzę!
      • klikam na panel "Moje wpisy": "Moje wpisy to odpowiednik twoich "bookmarków" w przeglądarce. Każdy element składa się z : ikony, tytułu, oraz opisu i słów kluczowych które mu nadałeś." -- łał! zgadza się przynajmniej opis z tym, co mam otwarte, ale się gubię: ikony najczęściej odwiedzanych to "moja siatka", z kolei "moje wpisy" to bookmarki, nie rozumiem, co mam gdzie dodawać i co gdzie znajdę
        • (ciekawe, do jakiego użytkownika autor tego tekstu się zwraca? "bookmarki" rozumie może z 10% internautów... o tym jeszcze będzie)
        • na marginesie: mam tam kilka stron, których z pewnością sam nie dodałem. to jest bardzo fajne: iloggo samo dodaje kilkanaście stron każdemu nowemu użytkownikowi
          • przez co domyślnie dodane strony są automatycznie najpopularniejsze
            • co czyni listę najpopularniejszych stron w serwisie zupełnie bezużyteczną
        • na jeszcze dalszym marginesie: przecinek powinien być przed "które". nie przed "oraz".
      • jedziemy dalej: "Najpopularniejsze to lista ciekawych stron ostatnio dodanych przez użytkowników iloggo" -- kolejna ciekawostka przyrodnicza: zawsze mi się wydawało, że najpopularniejsze, to najpopularniejsze, a nie "ciekawe i ostatnio dodane". skoro ciekawe, to "najciekawsze", skoro ostatnio dodane to "najnowsze".
  • podsumowując: nie będę zbyt okrutny, jeśli powiem, że w serwis iloggo jest tak zagmatwany, że autorzy postanowili poświęcić 1/3 ekranu na podpowiedzi, bo sami poczuli, że coś jest trochę niehalo
    • podpowiedzi te sprawiają, że serwis jest już kompletnie niehalo
  • ale wróćmy do zagadnień bardziej elementarnych. co to jest iloggo i dla kogo?
  • "iloggo to jest serwis dzięki któremu masz szybki dostęp do Twoich ulubionych miejsc w sieci z każdego komputera."
    • ok. bardzo fajnie, że mogę mieć dostęp do zakładek z dowolnego komputera. ale mam kilka pytań:
      • dlaczego dodawanie strony trwa tak długo? mozolne renderowanie widoku strony, staranne wycinanie przez użytkownika loga... kto ma na to czas?
        • dlaczego dodanie strony z poziomu panelu "Dom" nie powoduje, że strona trafi na ten panel?
      • jak mam uporządkować zakładki? przeglądarki mają strukturę kategorii, a iloggo?
        • ma dwa nieedytowalne (!) panele: Dom i Praca. nie, nie można dodać własnego panelu
          • co z tymi, którzy się uczą i studiują? to jest mało istotna grupa docelowa?
        • oraz możliwość dodawania "kategorii" (będących odpowiednikiem tagów)
          • dostęp do kategorii jest fatalny, praktycznie: żaden. za to terminologia rozbudowana, nazywane są one
            • kategoriami
            • słowami kluczowymi
            • tagami
          • wszystko w obrębie jednego serwisu
    • powstaje pytanie, czy iloggo spełnia założenia
      • owszem, spełnie: daje "zdalny" dostęp do zakładek
      • tylko jakim kosztem?
  • a teraz dłuższa proza:
  • drodzy twórcy iloggo. mamy rok 2007. prawie. serwisy takie jak delicje czy digg to prawie klasyki. pozwalają one na wynajdywanie ciekawych stron w sieci i dzielenie się nimi z innymi internautami.
  • a wy co? robicie serwis z "logami stron"? po jaką cholerę "bookmarkować" sobie onet czy google'a? kto nie zna adresu wirtualnej polski? po co zadawać sobie trud i mozolnie wycinać logo o2 czy gazety? przecież to są adresy, dostępne po wpisaniu 2-3 znaków (przeglądarka je sama dokończy).
  • istotą serwisów zakładkowych są "głębokie linki".
    • nie główne strony największych portali.
  • istotą serwisów zakładkowych jest możliwość zgromadzenia ulubionych blogów.
    • które często nie mogą być sprowadzone do "loga", bo go nawet nie mają.
  • wreszcie istotą serwisów zakładkowych jest możliwość dzielenia się tym, co się znalazło. trochę prościej niż:
    • "[możesz] szukać po słowach kluczowych wpisując „tag:” przed frazą którą wyszukujesz"
  • ok. przystopuję. może jest taka grupa użytkowników internetu, która chodzi tylko po kilkunastu najpopularniejszych stronach i należy do generacji myślącej obrazkowo, dla której logo=produkt i którzy marzyli tylko, żeby coś takiego jak iloggo powstało
    • "oczywiście, szanujemy ich..."
  • pytanie tylko:
    • czy im zależy na "dostępie do zakładek z dowolnego komputera"?
    • czy oni dzielą zakładki na "dom" i na "pracę"? mi się raczej wydaje, że to grupa jeszcze niepracująca?
    • czy chce im sie mozolnie wycinać loga?
    • czy chce im się czytać opisy, co i jak mają zrobić, które towarzyszą każdej stronie iloggo?
    • czy oni na pewno będą chcieli wpisywać "tag:" przed wyszukiwaną frazą?
    • czy oni wiedzą, co to są "bookmarki"?
    • czy serwis zapewni im choć trochę zabawy?
  • tak czy owak, nie wyobrażam sobie, żebym miał z tego korzystać. ale może to ja jestem dziwny?
poniedziałek, 25 grudnia 2006
  • w poprzednim odcinku zaprezentowałem kilka wykopalisk archeoinformatycznych z epoki bańki internetowej. teraz przechodzimy do czasów późniejszych. bohaterowie pierwszego aktu wyszli z epoki dotcomów w różnym stanie:
    • pointcast umarł śmiercią małej firmy, wykupiony i porzucony,
    • microsoft wycofał się na z góry upatrzone pozycje, zasypując kanały informacyjne kolejnymi buzwordami
    • a netscape...
  • ... z netscape sprawa była bardziej skomplikowana. przegrana w wojnie przeglądarek doprowadziła do przekazania kodu źródłowego nowej wersji navigatora społeczności open source. nie powinno nikogo dziwić, że w nowej przeglądarce zabrakło "netcastera". sam netscape został kupiony przez aol... pytanie, po co?
  • jednym z ważnych powodów była z pewnością marka netscape i strona netscape.com, ciągle bardzo popularna wśród internautów. to właśnie tam narodził się rss.
  • w 1999 roku netscape.com, wciąż jedna z najczęściej odwiedzanych stron internetowych na świecie, przeszła rewolucję i dołączyła do witryn personalizowanych. jej użytkownicy mogli sami wybierać, jakie wiadomości chcą czytać. aby udostępnić jak najwięcej zróżnicowanych treści, netscape opracowało prosty, oparty na XML format, pozwalający tworzyć "spisy treści" witryn internetowych, nazwany "rich site summary" (tak przynajmniej wtedy o tym pisałem, "really simple syndication" to późniejsza wersja nazwy), czyli rss. dzięki rss każdy wydawca internetowy mógł stworzyć streszczenie najnowszych informacji opublikowanych na swojej stronie i dać je do wyboru użytkownikom portalu netscape.com.
  • specyfikacja rss była publicznie dostępna, a sam format niezwykle prosty: w krótkim czasie mnóstwo serwisów udostępniło streszczenia w rss.
  • rss 0.9, bo taki numer nosiła pierwsza wersja, udostępniono w marcu 1999 roku. ja rss zainteresowałem się pod koniec tego roku. 
    • napisałem artykuł do sieciowego pisma webmaster , poświęcony właśnie rss
      • trzeba przestawić kodowanie na iso-8859-2, żeby go odczytać
    • i zaimplementowałem na swojej stronie domowej rss: można było na niej czytać kilka feedów (nie pamiętam już dokładnie jakich, poza slashdotem: w tym czasie na świecie było pewnie 1000 a może 2000 feedów, nawet ich znajdowanie nie było rzeczą prostą).
  • potem zacząłem się rozglądać i tak trafiłem na stronę moja.wp.pl, czyli "personalizowaną" wersję wirtualnej polski. tu dwie uwagi
    • ogólna: personalizacja treści wraca jak bumerang. mamy rok 1999 i już do polski docierają strony personalizowane. wydaje się spełniać obietnica gazety, którą każdy będzie sam sobie układał wedle potrzeb. i co? i nic. personalizacja to historia dużych porażek i niewielkich sukcesów. co kilka lat nowy portal pozwala użytkownikom "miksować" stronę główną. na ogól kończy się to źle dla portalu.
    • szczegółowa: wirtualna polska była w tych czasach powiązana z netscape (o ile się orientuje mieli status dystrybutora czy coś w tym rodzaju). stąd zapewne postanowili pójść w ślady netscape'a i stworzyli możliwość personalizowania treści za pomocą...
  • rss
  • tak, to właśnie wp w serwisie moja.wp.pl pierwsza w polsce użyła formatu rss. wiem to na 99%.
  • dlaczego nie na 100%?
    • tu właśnie wychodzi różnica, nie wiem, jak to nazwać? podejścia? mentalności?
    • netscape opracowało rss i natychmiast ogłosiło specyfikację formatu na swoich stronach. w końcu po to był ten rss, żeby jak najwięcej osób z niego korzystało.
    • a nasza wirtualna polska? "chcesz dodać swój kanał informacyjny do naszych zasobów? napisz do byznes2byznes@wp.pl" czy coś w tym stylu. efekt był taki, że implementacja w wp nie zrobiła prawie nic dla upowszechnienia się rss w polsce. partnerzy wp, którzy dostarczali informacje w tym formacie, nawet zapewne nie wiedzieli, że używają rss.
      • uwaga marginalna: czasem śmieje się z łebwazera, ale sami zobaczcie jaka wręcz rewolucyjna różnica w podejściu dokonała sie na przestrzeni ostatnich 10 lat. jeszcze 6 lat temu portal ustawia się za murem obronnym. nawet jeśli daje użytkownikom wybór, to broń boże nie daje wyboru dostawcom. jak to, "zwykły człowiek" miałby publikować swoje treści na stronie portalu?
        • dlatego istnieje 1% możliwość, że kanały w wp nie były oparte na rss. myślę, że jednak były.
  • a potem jakoś to poszło. za rss wziął się userland , pojawiały się kolejne wersje tej specyfikacji:
    • tu ciekawostka: historia rss powtarza historę technologii push, której rss jest spadkobiercą.
      • rss pokonało cdf czy netcastera, z jednego powodu: było znacznie, ale to znacznie prostsze. nie wymagało żadnych książek, żadnych kursów. nie wymagało nic od przeglądarki (to w czasach, gdy przeglądarki były niekompatybilne ze sobą, jest bardzo istotne).
        • tu chyba należy objaśnić tytułowe kiss: keep it simple, stupid, oczywiście.
      • wersja 1.0 rss, bardzo rozbudowana, oparta m.in. na dublin core, ustąpiła miejsca wersji 2.0, która mimo iż "o numerek wyższa" jest prostsza.
  • kilka luźnych wniosków z tej historii:
    • dlaczego tradycyjne technologie push przegrały z czymś tak banalnym (wręcz prymitywnym) jak rss?
      • bo były mentalnie za proste:
        • skoro ludzie w internecie się gubią, to wybierzmy treści po prostu za nich
        • skoro internet ogląda się za pomocą "ekranu", to doprowadźmy internet do ideału
          • którym jest telewizja
      • i technicznie za skomplikowane
        • pointcast to oddzielny program, kanały w ie były wygodne jak włosienica, a netcaster potrafił zmulić każdy ówczesny komputer
        • były oparte na technologiach client side, które znacznie trudniej się rozpowszechnia
      • bo próbowały rozwiązać dwa problemy na raz
        • po pierwsze dostarczanie "profesjonalnych", "markowych" treści
        • po drugie problem słabych łącz (wiele z tych rozwiązań zawierało także różne moduły służące do ściągania treści kanałów na dysk i przeglądania ich off-line)
          • można powiedzieć, że nie tylko próbowano zamienić internet w telewizję, ale wręcz zamienić komputer w odtwarzacz wideo
      • bo firmy je tworzące wcale nie zabiegały o użytkownika: netscape i microsoft walczyły głównie ze sobą nawzajem
    • duże korporacje czasem stworzą coś przydatnego i nawet oddadzą to w formie otwartej specyfikacji
      • pod jednym warunkiem: że właśnie przechodzą generalny kryzys
    • fajna technologia + fajna implementacja = szansa na sukces
      • userland opracował dużo wcześniej całkiem sensowny odpowiednik rss, ale co z tego: trzeba było popularnego portalu netscape.com, żeby idea współdzielenia treści nabrała praktycznego sensu. setki osób zaczęły tworzyć feedy rss tylko po to, żeby znaleźć się na stronie netscape'a.
        • nikt natomiast nie tworzył rss w 1999 roku, żeby znaleźć się na stronie wirtualnej polski
    • a na koniec i tak okaże się,
      • że wszystko wymyślił (a przynajmniej opatentował)
        • microsoft
  • i tym optymistycznym akcentem zapraszam do czytania kanału rss tego bloga.
  • wesołego drugiego dnia świąt!
22:38, reuptake
Link Komentarze (5) »
sobota, 23 grudnia 2006
  • do napisania o technologii rss w szerszej perspektywie skłoniły mnie cztery rzeczy:
    • po zerowe: jest to pouczająca historia
    • po pierwsze: obiecałem ten tekst pawłowi wimmerowi już jakiś czas temu
    • po drugie: byłem najprawdopodobniej drugą osobą (o ile wirtualną polskę można traktować jako osobę), która wdrożyła rss w .pl
    • po trzecie: na świecie dzieją się dziwne rzeczy: microsoft próbuje opatentować rss!
      • podobno jest to patentowanie "defensywne", ale microsoft nie jest łagodnie mówiąc firmą cieszącą się zaufaniem pod tym względem
      • nie mówiąc już o tym, że nazwiska pracowników microsoftu w rubryce "inventors" brzmią jak ponury żart. jeśli nie wiecie dlaczego... to się dowiecie.
  • dawno dawno temu, w czasach bańki internetowej, kiedy na świecie nie było jeszcze google'a, takim buzzwordem jak obecnie "user generated content" czy "long tail" były technologie push.
    • serwis winter : "Jak wynika z prognoz Yankee Group, kanały informacyjne, czyli automatyczne dostarczanie informacji z Internetu do komputera użytkownika tej globalnej sieci, to rynek w 1996 roku wart 10 milionów dolarów, a do roku 2000 wart będzie ponad 5.6 miliarda dolarów!"
  • z dzisiejszego punktu widzenia, fasynacja technologiami push wydaje się niezrozumiała. internet, który kojarzymy z aktywnością, interakcją i komunikacją dwukierunkową, próbowano zamienić w coś w rodzaju telewizji. użytkownik miał wybierać kanał, mościć się w fotelu przed kineskopem i oglądać to, co mu nadawca nadawał. gdzieś tam w tle były jeszcze płatności za treść i tym podobne. można więc powiedzieć, ze technologie push to pod wieloma względami przeciwieństwo web 2.0.
    • jarosław zieliński, właściciel serwisu winter, był w tych czasach ich gorącym orędownikiem, na jego stronie można znaleźć więc najlepszy opis technologii push. będę tu jarka często cytował.
  • przejdźmy od technologii do implementacji. najgorętszą, najbardziej chwaloną firmą w owych czasach był pointcast. pointcast stworzył własną przeglądarkę lub ściślej mówiąc: odbiornik, który służył do korzystania z predefiniowanych kanałów informacyjnych. pamiętam, że nawet z ciekawości to zainstalowałem. wyglądało to trochę jak telewizja bloomberg: jakiś panel w którym przewijają się newsy, w innym pokazują się jakieś obrazki, ze 2-3 tickery z notowaniami walutowymi i giełdowymi. serwis winter opisywał, jaki to raj dla pracowników firmy fruit of the loom zapewniał pointcast.
    • problemem poincasta było to, że zużywał on bardzo dużo przepustowości, a przepustowość była w tych czasach (1996) na wagę złota.
    • pointcast był pupilkiem mediów, wszyscy się rozpływali nad firmą, która uwolni nas od internetowego "śmiecia" i zapewni, że wartościowe informacje same do nas napłyną.
      • problem "śmiecia" był realny. rozwiązanie nie. prawidłowa odpowiedź na pytanie: "kto zarobi miliardy dolarów dostarczając użytkownikom treści, których potrzebują" nie brzmi: "pointcast". brzmi "google".
    • inwestorzy zabijali się o pointcasta. podobno w 1997 roku właściciele firmy odrzucili ofertę opiewającą na 450 milionów dolarów.
    • dwa lata później pointcast został wykupiony za 7 milionów.
      • winter jeszcze się łudzi: "Jak się okazuje, wieści o śmierci techniki push były nieco przesadzone. Choć nie spełniła pokładanych w niej nadziei - nie zapanowała na dziesiątkach milionów komputerów podłączonych do Internetu - to ciągle ma wiernych użytkowników, a oprogramowanie wykorzystujące tę technikę jest rozwijane."
    • a jeszcze rok później został zamknięty. i to koniec historii.
  • kolejnym graczem na rynku push był microsoft. można powiedzieć, że właśnie na tym polu zaliczył on jedną z najbardziej spektakularnych porażek w historii.
      • serwis winter donosi: "Microsoft ogłosił 12 marca 1997, że stworzył i przesłał do zatwierdzenia przez World Wide Web Consortium (W3C) pierwszy format dystrybucji informacji. Format ten jest określany jako CDF, Channel Definition Format. Ma on zostać wprowadzony w przeglądarce Internet Explorer 4.0." (link mój)
    • no i został wprowadzony. w windows pojawił się "active desktop", w przeglądarce kanały (podzielone na "platynowe", "złote", "srebrne" aż do sraczkowatych), firmy się chwaliły, że właśnie uruchomiły kanał, czasopisma drukowane i sieciowe publikowały wielostronicowe tutoriale cdf, internauci zachwycali się, ze microsoft wreszcie "współpracuje" z w3c (w rzeczywistości propozycja ms nie osiągnęła nawet statusu "working draft")... paweł wimmer zapewne dobrze pamięta cały ten zgiełk.
      • serwis winter też informował, że będzie dobrze albo i wspaniale: "Microsoft nie jest tu pionierem, ale jego rozwiązanie wydaje się interesujące i szybko zdobędzie popularność, nie tylko ze względu na potęgę marketingową firmy Billa Gatesa."
    • jak to się skończyło: wszyscy wiemy. nikt nie pamięta o formacie CDF, ze świecą można szukać w nowszych wersjach IE kanałów... microsoft wycofał się z pomysłu szybko i po cichu. a po nim wycofali się wszyscy wspaniali nadawcy, którzy jeszcze niedawno zabijali się o "złote" i "platynowe" kanały.
  • trzeci gracz to netscape. pamiętajmy, że mówimy o czasach największego nasilenia "wojny przeglądarek". netscape wprowadziło do navigatora specjalne technologie, pozwalające serwerowi "wysyłać" dane do przeglądarki (bez requestu). miało to zapewnić netscapowi niepodzielne panowanie na rynku technologii push. ale oczywiście microsoft ani myślał, by być w tym względzie z netscapem kompatybilny. netscape promował więc swój "standard", zaimplementowany w przeglądarce navigator 4.0, w postaci komponentu nazwanego netcaster (polecam lekturę, świetnie oddaje atmosferę czasów, zwłaszcza odpowiedzi na pytania dot. kompatybilności netcastera z cdf i ogólnej jego "lepszości" względem rozwiązań microsoftu). współpracował on jeszcze z programem castanet tuner firmy marimba, który był swego rodzaju serwerem kanałów, ale nie wchodźmy w szczegóły... warto pamiętać tylko, że netscape, dysponując "client pull/server push" nie musiał tworzyć nowego języka, tak jak to zrobił microsoft, co teoretycznie dawało mu przewagę nad microsoftem.
  • rozwiązanie to podzieliło los pointcasta i kanałów cdf microsoftu: znalazło się na śmietniku historii. a ponieważ przeszło recycling, mało kto o nim pamięta.
  • bańka internetowa pęka, nikogo nie obchodzą żadne kanały, netscape przegrywa wojnę przeglądarek, nie ma kasy, nie ma niczego. czyżby?
  • po firmie netscape zostało trochę technologii, ale przede wszystkim została popularna strona, netscape.com. mimo, że navigator jest używany coraz rzadziej, ludzie ciągle pamiętają o tym portalu. na nim to właśnie zaimplementowano kolejny buzzword, o którym głośno jest zresztą do dziś: personalizację. ale to już drugi akt tej historii
    • a z tej lekcji morał taki: zastanówmy się. z pewnością i teraz jest coś, o czym jest bardzo, bardzo głośno. co wydaje się rozwiązywać jakiś palący problem.
      • a co jest skazane na porażkę, taką jak technologie push. co to jest?
18:22, reuptake
Link Komentarze (9) »
piątek, 22 grudnia 2006
  • w tym roku już mikołaj pewnie się nie wyrobi, choćby kodował w najbardziej zaawansowanym narzędziu RAD. ale za rok? co chcielibyście dostać pod choinkę?
  • ja bym chciał:
    • więcej otwartych api i kilka maszapów
    • więcej kreatywności w dużych serwisach i więcej użyteczności w mniejszych
    • choćby jeden projekt, który zrobi szum w www. z akcentem na dwa pierwsze "w".
  • a wy?
16:19, reuptake
Link Komentarze (4) »
  • jak donosi gazeta.pl przemysław e. gosiewski buduje lotnisko pod kielcami. no i co się śmieją, co rżą? sukces zapewniony, jeden bizjet zapewni 1000% wzrost ruchu
    • dotychczas w tym regionie jedyne regularne loty odbywały czarownice na miotłach w okolicach łysej góry
  • ale nie tylko w kieleckim... wieje świeżą energią.
  • dobrze jest też w łebwazerze. mci inwestuje 500 tys. w 3 wykopy, 4 trendomierze i 2 biznesnety. i też proszę nie parskać tam w ostatnim rzędzie, może się to wydawać mało na 7 czy 10 serwisów (przyznaję, że nigdy się ich nie doliczyłem dokładnie), ale w przeliczeniu na jednego użytkownika to wygląda wręcz wspaniale. michał faber jak rozumiem ma zapewniony wikt i opierunek na następny rok, co zaowocuje z pewnością wieloma pasjonującymi dyskusjami na tym na tym blogu, mci wpisało się w trendy tanim w sumie kosztem i nawet dla pana kazia znalazła się odpowiednia posada, jest dobrze.
  • dobrze.
  • już dobrze.
10:35, reuptake
Link Komentarze (22) »
czwartek, 21 grudnia 2006
  • pisałem niedawno o becie nowego wyglądu grona.
    • btw: dorobili tam skórki i trochę łebwazelinowych cieniowań. mi się podoba bardziej niż poprzednie. w zasadzie nawet posłanki samoobrony mi się podobają bardziej niż poprzednie grono.
    • mają też google maps. no no. 2:0 nowa beta vs poprzednia beta :)
  • i pytałem o adsense dla serwisów, które wymagają logowania. otóż poszperałem i okazało się, że google podobno testuje taki program.
  • ale oczywiście nasuwa się pytanie:
    • czy grono robi to w ramach tego właśnie programu
      • w sumie to nie takie nieprawdopodobne, w końcu na prezentacjach w siedzibie google'a grono było wymienione, zajawkowo i w formie ciekawostki z dzikich krain, ale zawsze
    • czy też może reklamy te są wyświetlane, nazwijmy to, poza programem :-)
  • ciekawe, czy się dowiemy. pewnie nie, jeśli to pierwsze, to stawiałbym na magiczne literki NDA, jeśli to drugie, to nikt się nie przyzna. a to ciekawe.
  • ps. inny serwis, który wydaje się korzystać z tego programu, jest podobno wart 250 mln dolarów.
    • a teraz ciekawostka numer 2:
      • wejdźcie sobie na stronę z wynikami wyszukiwania w linkedin.
      • wylogujcie się jeśli jesteście zalogowani (całkiem).
      • zobaczcie te małe szare strzałki na dole strony.
      • i napiszcie, co to waszym zdaniem jest?
22:21, reuptake
Link Komentarze (3) »
środa, 20 grudnia 2006
  • jakoś tak po cichu ruszyło pino. jako, że nie jestem targetem
    • "Grupa docelowa Pino.pl to ludzie w wieku 15-25 lat, maksymalnie trzydziestolatkowie." za is.
  • nie będę się specjalnie rozwodził, zresztą pino miało już swoje 5 minut, a że nie było to specjalnie udane 5 min, to już nie moja wina. tak czy owak udało się przed świętami. czy pino namiesza? zobaczymy. czy powinniśmy na to liczyć jak polacy pod koniec XIX wieku liczyli na wielką światową wojnę, która pozmienia wszystko i pozwoli wybić się na niepodległość? też się okaże.
  • ale są i inne premiery. na przykłada interia zmieniła stroną główną.
    • i tu już mam swoje zdanie
      • bo jestem "młody bez względu na wiek"
  • nowa strona interii jest na max nieoryginalna. dotychczas był to jedyny portal, który odróżniał się tak wyraźnie od reszty stawki. pozytywnie czy negatywnie, ale się odróżniał. a teraz?
    • czy wszystkie portale muszą mieć obligatoryjne sinoniebieskie cieniowane belki tytułowe z niebieskim tytułem działu?
    • no to jedziemy:
    • yahoo
    • gazeta
    • interia
    • wp
    • onet
  • doszło do tego, że onet jest najbardziej oryginalnym portalem. tylko czekać, aż sobie pocieniują i przyszarzą beleczki.
  • a molesta nawija tak:
    • Xeroboj to jest taki ktoś gdy zobaczy fajny styl
      To chce mieć to coś
      Nie można tego nazwać inaczej niż zazdrość
      Taki lamus ma skłonności do kopiowania
      Z góry ostrzegam drania
      Dziwie się jak można nie mieć własnego zdania
      Współczuję głupcom nie ma tu nic do śmiania
  • i new kids on the block:
    • pino
11:57, reuptake
Link Komentarze (9) »
wtorek, 19 grudnia 2006
  • z przemyśleniami piotra waglowskiego (jeszcze raz przypomnę: "To nie jest wiek użytkowników. To jest wiek nowych pośredników.") świetnie koresponduje informacja podana na read/write web , gdzie richard macmanus przedstawia wyniki analiz, z których wynika, że tzw. długi ogon jest w istocie krótszy niż 5 lat temu. jak bowiem policzono:
    • 10% najpopularniejszych serwisów www składa się na 40% odsłon w sieci, podczas gdy w roku 2001
    • 10% najpopularniejszych serwisów www to 31% odsłon
      • btw: tylko yahoo w miarę utrzymało pozycję sprzez minionych 5 lat.
      • a znacie pogo.com? ja nie znałem. a to obecnie miejsce 10.
  • oczywiście można z tymi badaniami polemizować, brać pod uwagę inne statystyki, odsłony to chyba nie jest wiarygodna miara, wiadomo, że serwisy społecznościowe, choćby nasze grono, mają ogromnie wywindowany współczynnik liczba odsłon vs liczba użytkowników.
    • ciekawe, jak to się ma wygląda w polskim internecie, będę musiał pogrzebać i policzyć.
  • jedno jest pewne: na pewno ogon się nie wydłużył. tułów za to przytył. przytyli więc "pośrednicy", o których pisał vagla. i są to jak najbardziej głównie duże korporacje.
  • do powyższych obserwacji odniósł się nicholas carr, pisząc, że wprawdzie faktycznie można taką tendencję zauważyć, ale jest ona prawdziwa jedynie, gdy poczyni się pewne założenia. a mianowicie takie, że myspace i facebook, dwa serwisy, bez uwzględnienia których obraz sytuacji diametralnie by się zmienił, faktycznie "posiadają" wszystkie zlokalizowane tam strony. a przecież nie do końca tak jest: strony te są tworzone przez użytkowników, myspace to już nie tyle serwis złożony z milionów stron, a provider, dostawca pewnych usług, które zapełniają treścią użytkownicy i w tym sensie są to strony użytkowników, a nie myspace'a.
  • jak pisze carr to, co faktycznie uległo koncentracji, to nie treść, ale jej wartość ekonomiczna. innymi słowy "nowi pośrednicy" rozdają narzędzia, biorąc w zamian urobek: treści, wyprodukowane przez użytkowników i treści te sprzedają. "jedną z podstawowych cech web 2.0 jest przekazanie tworzenia treści w ręce mas, przy jednoczesnej koncetracji wpływów finansowych z tych treści w rękach nielicznych" -- twierdzi autor bloga. brzmi to jak wyzysk, ale w istocie wyzyskiem nie jest, gdyż użytkownicy tworząc treści chcą wyrazić siebie, czy nawiązać więzi społeczne, a nie zarabiać. zaś szefostwo myspace... wręcz przeciwnie. innymi słowy ci pierwsi poruszają się w "attention economy", zaś ci drudzy obrastają w tłuszczyk w "cash economy".
  • pytanie teraz, co będzie dalej.
  • kilka luźnych uwag:
    • owszem, nastąpiła koncentracja. ale po części jest to koncentracja dynamiczna. co przez to rozumiem? to, że w niektórych gałęziach twórczości, może ona dość szybko zmienić swoje ośrodki. youtube zacznie coraz bardziej cenzurować wideo (lub kasować te niezgodne z prawem)? być może użytkownicy przeniosą się w szybkim tempie na inny serwis (jest cała masa serwisów wideo, które tylko czychają na błąd youtube).
      • innymi słowy mamy do czynienia z gospodarką informacyjną opartą na krótkotrwałym posiadaniu licencji. w web 1.0 treść była na wieki wieków (70 lat...) własnością serwisów, które ją publikowały. youtube nie wiąże użytkownika na tak długo. wystarczy, że przez krótką chwilę ma prawa publikować film użytkownika. lepiej mieć dużo na krótko, niż mało na długo. zwłaszcza, że "who reads yesterdays papers?"
    • użytkownicy zaczynają wymykać się spod kontroli serwisów. to, co nazywam widżetyzacją, jest tylko pierwszym etapem jakiegoś większego trendu. jeżeli zrealizuje się wizja web os (a pewnie się zrealizuje, tylko w innej formie niż sobie to teraz wyobrażamy), możemy mieć na sieciowym pulpicie wiele "aplikacji", co więcej, mogą być to aplikacje o podobnym zastosowaniu, ale pochodzące od różnych firm. być może będziemy mogli wybrać, czym tworzyć naszą sieć społeczną, z jakim blogiem ją spiąć i który serwis najlepiej będzie obsługiwał nasze wideo. z tego stworzymy rozmaite maszapy.
    • ciekaw jestem też, jak wyglądałby długi ogon, gdybyśmy policzyli wpływy lub zyski firm. myspace ma może najwięcej odsłon, ale czy przynosi najwięcej kasy? co wiecej: czy kiedykolwiek będzie przynosić? być może takie ogromne skupiska taniej treści mają wbudowaną immanentną niewydolność finansową?
    • no i oczywiście, możliwa jest też rewolucja. ale to bardzo mało prawdopodobne. internet wydaje się już odrobine za stary na takie zabawy. chociaż nigdy nic nie wiadomo.
poniedziałek, 18 grudnia 2006
  • no dobra. poddaje się. dziś dwóch dziennikarzy podzieliło się jednym dziennikarzem roku, wczoraj, wszyscyśmy (my, biali, cywilizowani, jedzący myszką i widelcem) ludzie zostali człowiekiem roku time'a, widać tak być musi. nie zdziwię się, gdy sportowcem roku zostanie cała ekipa koszykarzy z trenerem na czele i masażystą w odwodzie. aż wstyd być jednostką. jak poeta pisał "nikt nie jest samotną wyspą" odkąd ma broadband, jest częścią społeczności i wydaje mu się, że
    • rulez!
    • no i że jest częścią "rewolucji".
  • jeszcze się przejrzy w okładce time'a. jeszcze niedawno (inny poeta) "nic o mnie nie ma w konstytucji", a dziś na okładce time'a, każdy z nas, streaminguje elektrony i świeci odbitym światłem.
    • łał!
  • zapowiadałem, że nicholas carr na pewno napisze coś zgryźliwego i oczywiście napisał
    • wszyscy napisali, nawet najlepszy polski bloger dołożył swoją cegiełkę i napisał dziś, o tym, o czym wszyscy napisali wczoraj, żeby nie było, że nie był na okładce time'a.
  • ale pierwszym, który coś ciekawego na ten temat nastukał, był piotr waglowski. po pierwsze zwrócił uwagę na szczelinę pomiędzy kodeksami a tym, co dzieje się w sieci. szczelina ta robi się coraz szersza i tylko czekać, aż ktoś w nią wpadnie. chodzi głównie o nieposzanowanie praw autorskich, we wpisie vagla wymienia liczne przykłady ich łamania, które mnie nie-do-końca przekonują
    • złamanie praw autorskich montażysty klipu kononowicza? ja rozumiem, że np. w usa nie można sprzedawać koszulki z fotką własnego samochodu (bo jego projektant nie po to go projektował, żebyśmy sprzedawali koszulki, tylko nim jeździli)
      • serio!
    • ale to jest właśnie trochę chore. kiedy kamera video była dobrem rzadkim, można było uznawać wszystko, co zostało nią nakręcone za dzieło autorskie. teraz, gdy jest w każdym telefonie komórkowym prawo autorskie będzie się musiało dostosować.
    • będzie też prostu cholernie, cholernie trudno podpisywać umowy bazujące na tym, że np. użytkownicy są daleko od siebie (tak jak zabawy ze strefami dvd), bo teraz już nie są tak daleko, skoro są połączeni siecią
    • kolejna kwestia, jest taka, że to nie tylko użytkownicy you tube'a otrzymali tą nagrodę, nie sprowadzajmy web 2.0 do you tube i p2p. zwłaszcza do p2p.
  • dużo ciekawszy jest jednak inny wątek: jak pisze vagla (dozwolony cytat inside, mam nadzieję):
    • Użytkownicy nie kontrolują obiegu informacji. Kontrolują go nadal pośrednicy, z tym, że pośrednicy inni, niż do tej pory. Co mi po Web 2.0, jeśli potwierdza się stara prawda: jeśli chcesz dotrzeć do szerszej rzeszy czytelników - musisz skorzystać z pośrednika.
    • dalej opisywane są różne przykłady bloggerów, którzy przenieśli się w bardziej eksponowane miejsca, żeby docierać do szerszych "rzesz". zastanawia mnie ta uwaga na blogu człowieka, który przecież nie przeszedł ze swoim treściami do portalu, który z ogromną determinacją prowadzi swój serwis i nieźle chyba się wylansował. się wylansował, nie został wylansowany. może różnica jest taka (takiego rodzaju są zresztą podawane przykłady), że u nas internautów jest jeszcze zbyt mało (zwłaszcza tych o dobrym do sieci dostępie), żeby zaspokoić apetyt na sławę dziennikarzy i polityków. takie przykłady podał vagla. tymczasem na amerykańskim podwórku nie występuje zjawisko dryfu ku portalom.
      • zwłaszcza, że portal jest tam tylko jeden ;-)
    • To nie jest wiek użytkowników. To jest wiek nowych pośredników. Użytkownicy przeglądający się w lusterku okładki Time'a mają do odegrania konkretną rolę: mają decydować o tym, co się najlepiej ogląda (w ten sposób zastępują redaktorów i działy badania opinii publicznej), mają wprowadzać treści (eliminując, lub w znaczny sposób ograniczając rolę "klepaczy" instytucjonalnych), mają wreszcie sami dokonać redystrybucji informacji o treści (przez linkowanie w ramach web 2.0), jednak sami nie mogą dysponować tymi treściami. Zawsze kieruje się ruch do ośrodka, który dysponuje infrastrukturą własną. Tam właśnie skupia się kontrola nad społeczeństwem.
    • to jest też ciekawe spostrzeżenie. nie wiem, czy do końca trafne, ale z pewnością warte zastanowienia się. myślę, że mimo wszystko, to że użytkownicy mają do odegrania te role (a są to role, których do tej pory nie odgrywali) to jest jakaś istotna zmiana. owszem, potrzebni są pośrednicy. ale warto zauważyć, że są oni jednak coraz mniej potrzebni. to model "zredukowanego pośrednika". niezbędnego, owszem.
    • jeszcze niezbędnego.
    • ten wątek "kontroli" można jeszcze rozpatrywać jako walkę dwóch modeli: mobilnego i sieciowego. można je rozpatrywać jako antagonistyczne. "mobajl" to wybajerzony odbiornik. "serwer" to wybajerzony nadajnik. "mobajl" potrafi dobrze odbierać, ale trudno oczekiwać, że będzie świetnie nadawał. "serwer" ma odwrotnie. dobrze, jak w ogóle ma kartę graficzną. ten podział sprawia, że nasze końcówki klienckie (coraz bardziej mobilne) dalej potrzebują serwerów, które poradzą sobie z ew. popularnością tego co nadajemy, a przede wszystkim będą bardziej stabilne.
    • niby "mamy" konto na jutubie czy innym bloxie ;-) a tymczasem to konto ma nas.
    • "mobajl" od "serwera" różni się też pod innym względem. "mobajl" im mniej osób obsługuje (optymalnie jedną), tym jest lepszy. mniejszy, prostszy = tańszy. "serwer": wręcz przeciwnie.
    • ta ciągła potrzeba "serwerów" powoduje, że choćbyśmy kupili najdroższego notebooka i podłączyli do niego najdroższą kamerę, dalej to jutub będzie decydował o tym, co ma być rozpowszechniane, a co nie.
  • rozpędziłem się, hamuję i oddaję wam głos. jak to pisali w time? "jesteście taaaacy na to przygotowani" ;-)
    • jeszcze tylko dodam link do notki dana gillmora, który wprawdzie chwali time'a, ale pyta: dlaczego "ty" a nie "my"? i odpowiada: bo nadal redaktorzy time'a nie uważają czytelników za równych sobie. gdyby poseł kur...ski pracował w time, zapytany, kto dostał nagrodę, odpowiedziałby, że "ciemny lud". i chyba miałby odrobinę racji. póki jest tak, że time napisze a setki blogów odpowiedzą echem, miałby odrobinę racji.
21:38, reuptake
Link Komentarze (9) »
niedziela, 17 grudnia 2006
  • zaraz tu będę sentymentalne męty aka mętne sentymenty wylewał, ale w taki nastrój mnie wprawiła wczorajsza promocja książki agaty nowickiej "projekt człowiek". a to dlatego, że pamietam dobrze, jak ładnych, ładnych kilka lat temu na chat blog.art.pl zalogowała się niejaka endorfina.
  • pokazywała rysunki, które nie miały wiele wspólnego z tym, co rysuje teraz, ja jej mówiłem, że się nie znam :-) ale że ja bym takiego smoka nie narysował (endo rysowała wówczas smoki ;-) )
  • potem założyła bloga, a właściwie dwa blogi: jeden rysunkowy na blog.pl (razem z belle'em) i jeden prywatny na blog.art.pl. i właściwie to dzieki blogom rozwinęła się jej kariera (nie lubię tego słowa, bo chyba się trochę zdegradowało). po jakimś czasie agata wypracowała swój ms-paintowy styl i pokazała rewelacyjny talent do gry językowo-obrazowej i obserwacyjnego skrótu.
  • pamiętam moje "walki" z endo, gdy w butik.pl sprzedawałem koszulki z jej rysunkami. ja próbowałem ją namówić, na większe promowanie koszulek na blogu, ona chroniła niekomercyjnego charakteru całości. w końcu osiągnęliśmy jakiś zdrowy kompromis, koszulki nieźle się sprzedawały, a i jej te kilka stów raz na kilka miesięcy się pewnie przydało.
  • reasumując, można powiedzieć, że agata pokazuje, jak bez natrętnego lansu, można promować swoją twórczość na blogu i z jakim skutkiem. chyba tu jest właśnie ta różnica
    • między promować siebie ("ja, Endo")
    • a promować swoją twórczość ("moje rysunki)
  • agata dobrze to rozumie i dobrze na tym wychodzi. a album jest super. gratulacje.
11:17, reuptake
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3