pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
niedziela, 30 grudnia 2007
  • a to moje marzenia na 2008. kolejność przypadkowa
  • e-państwo, e-biznes, e-wygoda: marzy mi się, żeby wreszcie można było załatwić więcej spraw przez internet. podpis elektroniczny w obecnej formie to nieporozumienie. może ktoś to wreszcie zauważy.
  • więcej dobrych blogów: dobrych, to takich, z którymi można dyskutować, których autorzy są obecni zarówno w blogosferze, jak i w świecie rzeczywistym. miejmy nadzieję, że w 2008 już nie wystarczy pisać dużo i w miarę po polsku, by z miejsca stawać się autorytetem, że zacznie liczyć się też oryginalność przemyśleń. polskiego nicka carra czy dave'a winera bym sobie życzył. bo chyba read/write web po polsku to 2010 najwcześniej.
  • kolejna nasza-klasa: życzę gigantom polskiego rynku internetowego, żeby znowu przespali choć jedną "the next big thing". co innego jest w stanie podtrzymać resztki czujności, poza świadomością, że być może gdzieś tam trójka studentów robi właśnie stronę... (a robi, tego możecie być pewni). aha, jeden portal na 5-6 mógłby obrócić się w perzynę. w sumie są one tak podobne do siebie, że wszystko jedno który. może ten?
  • spokojnego miejsca bez dody: można mieć dystans do naszych celebrities, można nie mieć, można też nie mieć ale udawać, że się nie ma... ale też coraz bardziej tęsknię, za choćby jedno miejscem, gdzie rozmaite blond pizdeczki nie trafią ze swoim nieustającym pleple.
  • rozwoju e-commerce: e-commerce w polsce jest w dużym stopniu zepchnięte na margines. tym zajmuje się allegro i porównywarki cen. a to błąd. to tam, na stronach, których właściciele śledzą wolumen zamówień, a nie liczbę mitycznych "real users", robione są prawdziwe, ciężko zarobione pieniądze. tam mamy też bardzo duże zapóźnienia, które warto nadrobić. no i żeby gwiazdka 2008 nie zaskoczyła pocztowców. bo nie będzie ani allegro, ani mikołaja.
  • więcej treści pod kontrolą (i więcej kontroli nad treścią): to fantastycznie, że możemy współtworzyć internet, a nie tylko być biernymi odbiorcami. powoli kształtuje się jednak świadomość, że user generated content bywa subtelnym określeniem  cyfrowego wyzysku, a to, co stworzymy, wymyka się spod kontroli natychmiast po wciśnięciu przycisku [submit]. gdyby sieć ad 2008 była siecią tkaną wokół użytkowników (a nie tylko przez nich), byłoby to z korzyścią dla wszystkich. czy naprawdę potrzebujemy facebooka czy myspace'a, żeby stworzyć własne miejsce w internecie? i czy czujemy się tam naprawdę u siebie? dla tych, którzy odpowiadają przecząco, są już tworzone rozwiązania.
  • wzrostu prestiżu: cały internet traktowany jest jako "gorsze medium". filmy, które nie zmieszczą się w tv, znajdziecie w internecie. głupawe newsy, których nie wydrukuje żadna gazeta, te same firmy, które wydają gazety, publikują na home page. natrętne reklamy, które spowodowałyby, że wyłączylibyśmy radio, czy telewizor a gazetę wyrzucili do kosza, w internecie są uważane za coś normalnego. może w 2008 powoli zacznie się to zmieniać. do tego życzenie z poprzedniego wpisu: fachowych komentatorów w mediach tradycyjnych.
    • i wszystkiego najlepszego czytelnikom tego bloga. cieszyły lub denerwowały mnie wasze komentarze, ale z pewnością nie byliśmy sobie obojętni! coś tam między nami iskrzy i niech tak zostanie.
11:44, reuptake
Link Komentarze (12) »
sobota, 29 grudnia 2007
  • poza rozmaitymi podsumowaniami roku 2007, w mediach rozpoczął się korowód wróżb i przepowiedni. w wyborczej opublikowano listę mniej lub bardziej pobożnych życzeń pod hasłem "Jaki będzie rok 2008 w kulturze?" od wojtka orlińskiego, do jacka szczerby via roberta sankowskiego. życzenia są różne, ale generalnie dość skromne i ograniczone do naszego polskiego podwórka:
    • np. robert sankowski postuluje, żeby polskie piosenki zaczęły mieć wreszcie sensowne i poruszające teksty, a wo chciałbym małej rewolucji w polskim kinie, podczas gdy dorocie jareckiej marzy się, żeby zaczęto budować muzeum sztuki nowoczesnej (które wcześniej czy później i tak budować zaczną, więc życzenie sprowadza się do tego, żeby to jednak było "wcześniej").
  • za to marta strzelecka, która pisze o internecie, się nie ogranicza i gra va banque. zmiany? ewolucja? rewolucja? nie! niech to wszystko, brzydko mówiąc, wreszcie pierdolnie, ogólnoświatowo
    • Albo jeśli brak prywatności, ekshibicjonizm, płytkość kontaktów, swoboda eksperymentowania spowodują, że wirtualna rzeczywistość rozszerzy się do niewyobrażalnych rozmiarów, eksploduje i ułoży na nowo. O tym marzę.
  • nie bardzo rozumiem, jak ma ta eksplozja miała by wyglądać. nie mówiąc już o kolejnym etapie, czyli układania się od nowa, którego autorka nie szkicuje nawet w ogólnym zarysie.
  • wiem tylko, że marta strzelecka powinna zmienić działkę, którą się zajmuje. mówię całkiem serio. po co się męczyć i pisać o tym, czego się
    • a) nie rozumie
    • b) nie zna
    • c) nie lubi
  • można powiedzieć, że to mocne zarzuty i trzeba je uargumentować. już za moment. najpierw disclaimer: nie, żebym zabraniał komuś publicznych wypowiedzi na jakikolwiek temat. wydaje mi się tylko, że dużo lepiej pisze się o czymś, co się lubi, a nie o czymś, co uważa się za beznadziejne, płytkie i na granicy rozpadu. tak jak nie chciałbym, żeby sankowski pisał o muzyce poważnej (w tonie: "to wszystko szajs, a karol szymanowski nie czuł bluesa"), tak samo wolałbym na temat internetu czytać wynurzenia ludzi, którzy rozumieją to medium, a sformułowania "wirtualna rzeczywistość" używają jako klucza, który otwiera wrota poznania, że tak górnolotnie napisze, a nie wytrychu, zamykającego każdy temat. w wirtualnej rzeczywistości to, a w niewirtualnej tamto. a w jakiej czytacie ten wpis?
  • a teraz:
    • nie rozumie: marta strzelecka nie rozumie istoty serwisów społecznościowych. rysuje sobie ich karykaturki:
      • Dzięki nowemu serwisowi Dopplr będziesz mógł dowiedzieć się, gdzie podróżują twoi znajomi i zaskoczyć ich, wybiegając na spotkanie w Chałupach albo na Portobello Road.
        • hahaha, ale debile wymyślili ten serwis, a jeszcze jakiś idiota to finansuje, no co za jaja!
        • to mniej więcej taki poziom wiedzy jak kaczyńskiego o kontach bankowych. on uważał, że służą do wpłacania łapówek.
    • tymczasem "te głupie ludzie" używają różnych serwisów i nawet sobie chwalą. a jeśli któryś jest naprawdę beznadziejny, to nie używają. arrington wrzuca do deadpoola i po sprawie
    • nie zna: dowodów ignorancji jest w krótkim tekście przynajmniej kilka. mnie najbardziej kłuje w oczy:
      • Amerykański serwis Friendster stracił popularność i przewagę nad podobnymi, kiedy zaczął być znany z tego, że żartuje się w nim na temat tożsamości. Można tam znaleźć Jezusa Chrystusa, Che Guevarę i Marilyn Monroe, ale niewielu chce ich znać.
    • w klasycznych pracach danah boyd, która jak mniemam jest lepiej zorientowana w temacie, zawarta była przekonująco uargumentowana teza, że to właśnie "walka" moderatorów friendstera z fałszywymi tożsamościami stała się przyczyną utraty znaczenie tego serwisu (jedną z wielu), a nie ich istnienie. fikcyjne postacie są doskonałą metodą budowy wirtualnego "ja". chcesz w serwisie zaznaczyć, że jesteś fanem joy division, a nie masz gdzie tego wpisać? zaprzyjaźniasz się z wirtualnym duchem iana curtisa. ci, których to denerwuje, czy drażni, mogą przecież nie kultywować takich praktyk. niestety, twórcy friendstera marzyli o tym, o czym marzy marta strzelecka
      • Być może wirtualna rzeczywistość zacznie przystosowywać się do natury człowieka, nie odwrotnie.
    • przy czym przez "naturą człowieka" rozumiany jest tak naprawdę tzw. real. nie możesz przyjaźnić się z marlin monroe w realu, więc czemu miałbyś móc w sieci.
      • a ja stawiam sprawę na odwrót: jeśli w sieci też nie możesz być kumplem marylin, to faktycznie, na co taka sieć? :-)
    • do tego dochodzą ciekawostki przyrodnicze, z którymi polemizować się nie da:
      • Powstał za to nowy serwis, który umożliwia tworzenie wielu przemyślanych profili, jak w rzeczywistości - dla rodziny, dla przyjaciół, znajomych z pracy.
    • gdzie ten nowy serwis? jak się nazywa? tego nie wiemy. czym się różnią "przemyślane" profile od "nieprzemyślanych"? też nie wiemy. pomysł, że dla rodziny, przyjaciół, znajomych z pracy mamy oddzielne profile, też wydaje się, żeby to delikatnie powiedzieć, uproszczony.
    • do tego dochodzi:
      • Wciąż nie wiadomo, czym się różni MySpace od Facebooka, Facebook od Bebo, Bebo od Livejournal, ile wiedzy można wpisać do Wikipedii, ile razy i na ile sposobów wrzucić do wyszukiwarki pytanie, żeby znaleźć zadowalającą odpowiedź.
    • otóż może marcie strzeleckiej nie wiadomo, a korzystanie z google'a powoduje zawroty głowy. ale np. ja dość dobrze wiem, czym się różni bebo od livejournal, z googlem sobie jakoś radzę (i jest przynajmniej kilka innych osób, które również posiadły tę wiedzę.) pozostałe pytania traktuję jak demagogicznie retoryczne, w końcu nadal nie wiadomo, jaki jest przepis na dobrą książkę czy dobrą piosenkę i co z tego? nic.
    • nie lubi: tu już o argumenty trudno. ale jeśli w sieci widzi się wyłącznie zagrożenie dla prywatności, zaśmiecenie itd, to jasne, że nie jest to miejsce, w którym autorka tekstu czuje się dobrze. a gdzie czuje się dobrze? na to pytanie może sobie w 2008 roku odpowiedzieć.
  • jeśli ja miałbym jakieś życzenia na nowy rok, to myślę sobie, że nie byłoby źle, gdyby o internecie w mediach pisały osoby, które go lubią, czują, rozumieją i mają na jego temat wiedzę. internet faktycznie rozrósł się, ale i dorósł do tego. a jeśli chodzi o samą sieć, to niech ona się rozwija w swoim rytmie. niech nie eksploduje i nie układa się na nowo. niech nie przychodzi do nas w paczkach, jak sobie roi rzeczniczka netii. niech żyje.
  • niech żyje! :-)
piątek, 28 grudnia 2007
  • trwa coroczny festiwal "podsumowań roku", dzięki któremu każda firma ma jeszcze ostatnią szansę do ogłoszenia, że najważniejsze rzeczy w 2007 zrobiła ona sama i że jest tym pępkiem świata, w którym zbierają się diamenty (a nie paprochy, jak u innych).
    • największa zagwozdką jest oczywiście nasza-klasa, którą jedni pomijają (o czym już pisano na antywebie - polecam dyskusję)
      • to żaden problem robić linki do innych blogów, tak na marginesie
    • a inni... no cóż, nie wiem, jak to nazwać?
      • bo wiecie, to nie o to chodzi, że nasza-klasa nagle zaczęła szybko rosnąć, że wszyscy zaczęli o niej mówić, że rosło tak szybko, że aż serwery nie dały rady
      • piotrek wrzosiński demaskuje sukces n-k
        • To dzięki braciom Samwer wszyscy wiedza kim jest Maciej Popowicz aka Pan Gąbka.
      • porozmawiałem sobie publiczno-prywatnie z piotrem na blipie: on naprawdę tak myśli.
        • (tu sobie zróbmy minutę ciszy nad tym blogiem)
      • jaki z tego morał? to, że ktoś dużo pisze o derektorach, funduszach i byznesach, nie znaczy, że należy to traktować serio. a wracając do meritum, braciom Samwer gratuluję inwestycji, ale nie sądzę, żeby akurat wybór pomiędzy serwisem, który ma 1 czy 2 mln userów i rośnie, a stronami, które mają kilka tysięcy userów i spadają, stanowił o ich geniuszu inwestycyjnym.
        • moja babcia TEŻ dokonałaby właściwego wyboru
          • co do piotra wrzosińskiego... nie wiem, nie wiem, po tym tekście zaczynam mieć wątpliwości
      •  a z drugiej strony gratuluję n-k pozyskania inwestora, ale też nie sądzę, że przy takich wynikach, było to kosmiczną sztuką, jak nie bracia Samwer, to kto inny
  • znalazłem też inne ciekawostki w porównaniach. np. wirtualne media zamieściły cały zbiór wypowiedzi różnego kalibru i tradycyjnego podszczypywania się nawzajem.
  • ale nie tylko branża stricte internetowa znalazła czas na podsumowania. o wskazanie najważniejszych wydarzeń poproszono też przedstawicieli branży telekomunikacyjnej. ton podobny, choć w głosach większy spokój. jednak i tu zdarzają się perełki. otóż pani rzecznik netii, zapragnęła wyróżnić się
    • nie tylko tym, że na zdjęciu w niepozbawiony uroku sposób demonstruje w jaki to magiczny sposób można dodzwonić się z komórki na stacjonarny - zawsze mnie to zastanawiało, a to takie proste, po prostu TAM KTOŚ JEST i przekazuje rozmowy
  • i takie oto wizje nam snuje:
    • Nadal jednak nie ma treści, która byłaby spakowana w jedną paczkę i dostarczona w prosty sposób użytkownikowi nawet w taki sam sposób, jak to się dzieje w telewizji, gdzie wciskając klawisze pilota wchodzimy na kanały tematyczne, które nas interesują i wiemy, co w nich znajdziemy. Tego w Internecie na razie nie ma. Warto oferować pakiety internetowe bardzo dobrze dostosowane do zainteresowań klienta. Na przykład: jeśli jestem miłośnikiem sportu i chcę właśnie z Internetu czerpać informacje o sporcie, to powinienem mieć dostęp do clipów, najnowszych wiadomości, wiadomości archiwalnych, analiz itp. Każdy użytkownik, odpowiadając na proste pytania będzie mógł skonfigurować sobie własny profil, by dostawać z Internetu tylko to, co go interesuje, bez zbędnych śmieci, które czasami podsuwają wyszukiwarki.
  • droga pani rzecznik: jak mówi powiedzenie, kto nie zna historii, ten na swoich czterech (czy pięciu) literach, musi ją przećwiczyć. a historię firmy pointcast powinna pani znać. otóż była taka firma poincast, która wpadła na równie genialny pomysł w połowie lat 90 ubiegłego wieku. ponieważ w firmach telekomunikacyjnych, a także w firmach venture capital zatrudnieni byli wizjonerzy, którzy "lepiej" wiedzieli, co jest dla zwykłego czytelnika dobre i że zamiast "zbędnych śmieci" woli on "paczki", które zapakują lepiej-wiedzący specjaliści, firma została wyceniona na 450 mln dolarów
    • tutaj też warto dodać, że i operatorom to było na rękę, po co w ogóle ten user ma wysyłać pakiety do internetu? najlepiej niech określi jakie paczki chce dostawać, założy mu się jednokierunkowe łącze i będzie po kłopocie. internet to przecież taka telewizja kablowa, nie?
  • po czym, poddano to testowi rynkowemu. i firma pointcast została kupiona w 1999 roku, ale już nie za 450 mln, a ledwo za 7.
  • a rok później nie było po niej śladu.
  • a wy? chcielibyście, żeby podpisując umowę z dostawcą internetu, wybierać jednocześnie, czy chcecie mieć dostęp do sportu czy do polityki? albo albo. albo, jeśli kupisz 2 internety, trzeci za 50% ceny. a pudelek gratis. przy zakupie pięciu internetów. takie cuda tylko w netii.
  • i jeszcze jedno spostrzeżenie. nie ma wśród tych podsumowań roku podsumowania dokonanego przez dziennikarzy. najpierw wydało mi się to dziwne. potem doszedłem do wniosku, że w sumie to dziennikarzy znających się na sieci nie ma zbyt wielu i może to jest przyczyną. ale w końcu mnie olśniło: to nieprawda.
    • takie podsumowanie jednak jest. między wierszami. zobaczcie, kto się wypowiada w tych ankietach. sam wybór ankietowanych jest podsumowaniem. jest maciek popowicz? nie ma go. widocznie nadal jest za mały.
  • a nasza-klasa wejdzie w nowy rok z pięcioma milionami użytkowników. w pakietach, nie w paczkach.
16:37, reuptake
Link Komentarze (21) »
  • jeszcze całkiem niedawno zarzekałem się, że konta w naszej klasie nie zamierzam zakładać. no cóż: konsekwencja nie jest moją silną stroną. kilka luźnych wrażeń z kilku dni "tam"
  • jest tam bardzo, bardzo wielu moich znajomych. nasza klasa jest naprawdę masowa! samych marcinów jagodzińskich jest ok. 30! znajomych łatwo (modulo pan gąbka). to pierwsza taka sytuacja, gdy mamy do czynienia z serwisem, w którym z dużym prawdopodobieństwem znajdziemy osoby znane z reala i nie czujemy, że odszukując kogoś, kogo znamy, mamy ogromnego farta
    • czasem znaleźć jest zapewne trudno, gdy mamy do czynienia z jeszcze popularniejszymi nazwiskami. nadal jednak nie jest to problem nie do pokonania, pomagają nazwy miejscowości, ale przy 6-7 mln użytkowników pewnie trzeba będzie dodać jeszcze kolejne kryteria.
    • zdjęcia natomiast nie bardzo pomagają.
  • czasem znajduje się ludzi w zupełnie dziwny sposób. ja np. znalazłem forum swojej klasy z podstawówki po przejrzeniu listy studentów mojego wydziału. okazało się, że jest tam kolega z podstawówki i jego śladem trafiłem na to forum (w czasie gdy studiowałem, nie miałem o tym pojęcia).
  • o ile szkoły są zrobione w miarę dobrze i łatwo tam się odnaleźć, to już uczelnie wyższe są zaimplementowane słabo. mój wydział ma kilka for, do tego dochodzą jeszcze specjalizacje, wszystko to rozpada się i dzieli, zamiast łączyć.
  • kompletnie nieuwzględnione są inne grupy, takie jak np. drużyny harcerskie. są one zakładane jako "klasy" (typowe: użytkownicy naginają system).
  • bardzo szybko tworzą się pozaklasowe powiązania. też są kompletnie niewspierane przez n-k.
  • profile są niekompletne. można podać swój numer telefonu, gg i skype'a, a nie można podać adresu e-mail. to chyba trochę dziwne.
  • serwis mający tak ogromne kłopoty wydajnościowe nie powinien wysyłać mailem informacji "X przesłał Ci wiadomość". już nawet facebook z tego zrezygnował i wysyła pełną treść wiadomości.
  • nie jest zbyt odkrywcze twierdzenie, że n-k czeka spory redesign. system menu jest fatalny, górne z nich przypomina czasem grę zręcznościową, a menu boczne zmieniają się zbyt często by zapamiętać "co jest gdzie". ten redesign to będzie burza na całego.
  • bardzo jestem ciekaw, jak n-k zadziała, gdy problemy z wydajnością znikną. bo one nie tylko polegają na panu gąbce, który w okresie świątecznym wychyla się zza choinki, ale i na ogólnej "bezwładności serwisu", która powoduje, że korzystanie z niego szybko nuży. ludzi jest tam dużo, ale nie przekłada się to na ruch na forach.
piątek, 21 grudnia 2007
  • jakoś zjechała mi ostatnio uwaga na wschód. bardzo niewiele się u nas słyszy o rosyjskiej sieci, a to chyba niedobrze, bo jest to pod niektórymi względami rynek podobny do naszego. owszem, nazwijmy to "cywilizacyjnie" bardziej zbliżone są do nas węgry czy czechy, ale to jednak znacznie mniejsze kraje. rosja jest z kolei znacznie większa, ale pod względem liczby użytkowników sieci to ta sama liga (jest ich nieco więcej niż w .pl).
  • najpierw pooglądałem sobie alexę. niezależnie od (nie)miarodajności alexy, jakiś pogląd na rynek można sobie na jej podstawie wyrobić.
  • pierwsza piątka:
    • mail.ru - poczta.
      • podobno (tak twierdzi ols) rosjanie oddzielnie (i drożej) płacą za ruch "na zachód", stąd korzystanie z gmaila itp. jest po prostu nieopłacalne. mail.ru to lider, ale nie wykazuje się szczególnym wzrostem. poza pocztą udostępnia też usługi "portalowe" (newsy, katalog stron, czaty, serwis foto i mnóstwo innych drobiazgów).
    • vkontakte - social network.
      • kiedy pierwszy raz kliknąłem na vkontakte, byłem w szoku. tak sklonowanego serwisu jeszcze nie widziałem. vkontakte to facebook z końca 2006 roku (czyli już otwarty także dla nie-studentów, ale jeszcze bez facebook platform). byłem zaciekawiony do tego stopnia, że założyłem sobie tam konto. i poczucie pewnego niesmaku (jak można aż tak klonować!?) zamieniało się w pewien podziw. w środku serwis jest bardzo przyzwoicie wykonany. wszystko jest na swoim miejscu, działa jak należy, szybko i sprawnie. może i klon, ale wykonany przez bardzo sprawnych rzemieślników.
      • notabene, ze strony "o nas" wynika, że cały serwis prowadzi 6 osób.
      • vkonktate ma obecnie 4.7 mln zarejestrowanych użytkowników, ale co ważniejsze, cechuje się nadal bardzo dynamicznym wzrostem. porównajcie tylko z naszymi "tuzami" social networkingu.
      • nie spotkałem się z żadnymi reklamami. z czego oni żyją? nie bardzo wiem.
    • yandex - katalog/wyszukiwarka
      • serwis skupiony na wyszukiwaniu. ciekawe, że nie jedyny "portal", który bardzo mocno promuje właśnie wyszukiwanie. może google po rosyjsku wcale nie jest takie sprawne? może to kwestia tych opłat, o których wspominałem?
      • poza wyszukiwaniem jest tam też social network, newsy, e-commerce: trochę groch z kapustą
    • odnoklassniki - "reunion"
      • wydaje się, że w rosji, podobnie jak w polsce, absolutnym hitem roku 2007 były serwisy wzorowane na classmates.com.
      • spójrzcie tylko na wykres.
    • rambler - portal/katalog
      • kolejny serwis typu portalowego z mocno wyeksponowaną częścią katalogowo-wyszukiwarkową, w tym słynnym rambler top 100.
  • dopiero gdzieś dalej jest google (chociaż alexa liczy oddzielnie google.ru i google.com, razem zapewne wskoczyłyby do pierwszej piątki). z ciekawostek warto odnotować także livejournal, który został ostatnio odkupiony przez rosjan, na pozycji ósmej.
  • żeby alexę z czymś skonfrontować, zachęcam do odwiedzenia strony w wikipedii z informacjami na temat tegorocznych nagród runiet.
  • już samo przejrzenie kategorii pokazuje, że - uwaga, włączona ironia - rosjanie są sto lat za webstarami. nie dość, że nie mogą sobie hamerykańskiej statuetki sprowadzić, to jeszcze nie mają nawet tak podstawowej kategorii jak "żywność i napoje". co za lamerstwo. za to wymyślili kategorię "inteligencja w internecie". lame, lame, lame.
  • w głosowaniu internautów wygrywa rosyjski odpowiednik basha, ale kolejne miejsca zajmują społecznościówki. wysoko punktowane są także gry internetowe.
  • nie chciałbym tu się mądrzyć, bo jak pisałem na wstępie, tyle wiem o rosji, co alexa mi powie, ale wygląda to ciekawie. portale w rosyjskiej sieci mają zdecydowanie inny charakter niż u nas, przypominają te z czasów bańki internetowej: kładą nacisk na wyszukiwanie informacji (nawet za pomocą katalogów, które u nas już dawno zostały zepchnięte na margines) i usługi w rodzaju poczty elektronicznej kosztem funkcji informacyjnej. newsy nie są tak ważne jak u nas.
  • w pierwszej piątce alexy kolejność jest ciekawa: portal / społeczność / portal / społeczność / portal. ale niedługo może to wyglądać zupełnie inaczej. wystarczy ten trend trochę ekstrapolować.
  • jeśli ktoś wie więcej o rosyjskim rynku, to zapraszam do komentowania. nie wybieram się do rosji w najbliższym czasie, ale nie wiem, czy oni nie wybiorą się ze swoimi serwisami do nas. naprawdę trudno wyrokować, kto się tu od kogo może uczyć.
12:18, reuptake
Link Komentarze (21) »
wtorek, 18 grudnia 2007
  • historia internetu tylko z pozoru zaskakuje coraz to nowymi zwrotami akcji. jeśli przyjrzeć się jej z większego dystansu, wpada w koleiny naszkicowane przez hegla: teza - antyteza - synteza.
  • za tezę można uznać web 1.0, czyli czasy bańki internetowej. przypominam
    • tym, którzy nie przećwiczyli tego na własnej skórze
      • a dokładnie na skórze własnych pośladków
  • że wymyślono wówczas taki model, w którym dostawca łącza był również dostawcą treści
    • trwały tylko dywagacje, czy nie na odwrót, co niczego nie zmieniało
  • użytkownik miał podłączać się do dostawcy internetu, od tegoż dostawcy dostawałby nie tylko rachunki i czasem połączenie z siecią, ale także "dysk cd", który to dysk cd trwale zamieniałby jego komputer w odbiornik podłączony pod portal dostawcy. tenże portal byłby ustawiony jak strona startowa na poziomie biosu komputera i spełniałby wszystkie potrzeby masowego odbiorcy, serwując mu zmielone na mączkę informacje kupowane od "dostawców contentu", przekładane reklamami. do tego oczywiście skrzynka pocztowa, żeby user o portalu nie zapominał, nawet jeśli oddali się od komputera. odważnym internautom portal oferował katalog stron www lub w wersji nowocześniejszej wyszukiwarkę, w której za odpowiednią opłatą można było sobie wykupić miejsce na topie stron. do tego wszystkiego portale dopinały sobie jeszcze jakieś serwisy e-commerce (na ogół usługi te świadczyły firmy zewnętrzne, bo tam była jakaś fizyczna robota, pakowanie itd, a fizyczna robota to coś, co rewolucja internetowa miała zmieść z powierzchni ziemi (amerykańskiej)).
    • ten model z pewnymi modyfikacjami (w końcu 7 lat minęło), zakonserwował się w polsce jak mamut w wiecznej zmarzlinie. można wycieczki oprowadzać ("znajdują się państwo w kraju, w którym funkcjonuje SZEŚĆ portali horyzontalnych")
  • ale potem przyszła antyteza. precz z portalami typu "wszystko w jednym". precz z genetycznie modyfikowanym "contentem" niewiadomego pochodzenia. precz z konwergencją i synergią. niech żyje dywergencja i anarchia!
  • znajdujemy się na etapie "czego to ludzie nie wymyślą". nazywają to też web 2.0. czasem podczytuję sobie stronę startups.pl.
  • czego to ludzie nie wymyślą!
    • serwis dla Tych, Którzy Chcą Protestować
    • serwis dla Tych, Którzy Chcą Wykopywać Newsy, Ale Tylko o Samochodach
    • serwis dla Tych, Którzy Chcą Zbierać Coś z Netu, Ale Nie Wiedzą Co
    • serwis dla Tych, Którzy Chcą Kogoś Odnaleźć, Kogo Kiedyś Spotkali (i myślą, że ta osoba chce być odnaleziona)
    • serwis dla Tych, Którzy Chcą Wynająć Mieszkanie, Ale Tylko Przez Specjalistyczny Serwis Dla Tych, Którzy Chcą Wynająć Mieszkanie, Ale Tylko Przez...
  • proszę nie myśleć, że ja tutaj drwię z ludzkich potrzeb. z potrzeb tych, którzy chcą protestować. albo wykopywać newsy o samochodach. albo nie brzydzą się podgrzewania garnucha. albo poszukują wszelkimi sposobami przypadkowo spotkanej 50 lat temu osoby. albo coś tam coś tam. w usa to zaszło jeszcze dalej, gdzieś widziałem np. startup, który wspomaga w znalezieniu toalety publicznej. web 2.0 jak się patrzy: maszap z google maps, social recommendatiom, reflections, ajax, ma nawet restroom architecture.
  • problem jest tylko jeden: z tego nie da się korzystać. to dlatego z codziennie anonsowanych na startups.pl serwisów, 2 lata przetrwa pewnie 10-20%. góra.
  • czasem chodzę po różnych sklepikach z przyborami kuchennymi. ileż tam jest różnych pomysłowych przedmiotów. jakieś wykrawaczki do karczochów, skrobaczki do szparagów, trzepaczki do przepiórczych jajek, obcinaczki do brokułów, garnki  wyłącznie do podgrzewania czekolady na polewę, pojemniczki specjalnie dobrane do makaronu o określonej długości i średnicy, noże do przegrzebków, otwieraczki do kartonowych pudełek o pojemności 0.5 z praktycznym dzióbkiem do nalewania, ostrzałki do noży do ryb i owoców morza, wykałaczki do górnych prawych szóstek i cała reszta durnostojek. owszem, ktoś to kupuje. ale kosmicznych obrotów te sklepy nie osiągają.
    • zawsze mi się podobają te przedmioty. ale też zawsze przychodzi mi do głowy, że zanim przyjdzie potrzeba obrania karczocha, ubicia piany z przepiórczych jajek czy zrobienia czekoladowej polewy, zgubię daną rzecz. albo oddam komuś w prezencie. mam wrażenie, że wyłącznie fakt, iż są to przedmioty pomysłowe & estetyczne, powoduje, że w ogóle je ktoś używa kupuje.
  • podobno człowiek jest w stanie utrzymywać kontakt ze 150 innymi ludźmi. średnio. myślę, że jest też pewna liczba serwisów internetowych, z którymi przeciętny internauta jest w stanie być w kontakcie. ile ich jest? nie wiem. 5? 10? mniej więcej tyle, zależy to jeszcze od spędzanego w sieci czasu.
  • to wszystko da się zrobić nożem. zamiast wpisywać protest na stronie do protestów, mogę zaprotestować na gronie, sronie czy innej generacji. mogę? mogę. zamiast wykopywać newsy o samochodach na specjalistycznym serwisie, mogę wykopać je na wykopie. albo w ogóle nie wykopywać, tylko podesłać 3 znajomym, z którymi dzielę tą pasję przez gadu. zamiast zbierać linki w garnuchu, mogę zbierać je w linkologii, a zresztą są to linki o charakterze: "no dobra, mieliśmy brechę, ale teraz trzeba do pracy wracać". zamiast szukać kogoś przez specjalistyczny serwis, mogę wysłać post właściwie w dowolne miejsce w necie. google go i tak zindeksuje. szansa, że ktoś akurat znajdzie ogłoszenie w niszowym serwisie jest żadna. butelka, list i w morze. będzie skuteczniej. zamiast szukać mieszkania w nowym serwisie tylko do wynajmowania mieszkań, mogę szukać go przez gumtree czy inny dwukropek. bo tam są wszyscy.
  • już słyszę: jak to! przecież te serwisy są 100 razy lepsze! bardziej przystosowane do swoich funkcji! dopasowane do skomplikowanego kształtu karczocha!
  • tak, tylko, że
    •  po pierwsze, najprawdopodobniej o nich nie wiem
      • jeszcze gorzej, jeśli w serwisie uczestniczą dwie strony (np. poszukujący i poszukiwany) o odmiennych i nierównych motywacjach do "bycia w nim". wtedy przerąbane.
    • po drugie, muszę się rejestrować, zapisywać... proste robi się skomplikowane
  • więc jest sobie taki karczoch. i mam do wyboru: albo iść do najbliższego sklepu i kupić nóż, a następnie dobrać się temu karczochu do serca niezdarnymi ruchy. albo szukać specjalistycznej placówki, nabywać specjalny wykrawacz serc karczoszych i już po 8 godzinach nauki obsługi
    • i po zmarnowaniu kilku karczochów
  • wykrawać jak pro.
  • być może po fakcie (w przypadku użycia noża, tj. w 99% przypadków), powiem sobie: o kurcze, gdybym ja wiedział o tym, że są takie specjalne noże...
  • i tu dochodzimy do syntezy. czyli platform w rodzaju f8 czy opensocial. ich główną zaletą jest to, że są ogromnym "hipermarketem" aplikacji. zwiększają ich dostępność i pozwalają na powiększenie liczby serwisów, z których się korzysta. trudno powiedzieć do ilu. do 15? 20? dobre i tyle.
  • na razie jednak mamy web rozmieniony na drobne. wyspecjalizowane serwisy orbitujące gdzieś jak planetoidy. sklepy oferujące wyłącznie jeden rodzaj obieraczki do jednego rodzaju warzyw. to się nie może opłacać.
    • ps. uprzedzając komentarze: serwisy niszowe to trochę co innego. istnieją nisze, z którymi niewielka grupa osób jest bardzo związana. to zawsze dobre poletko, by postawić tam serwis. fan klub obieraczy karczochów? być może.
13:43, reuptake
Link Komentarze (19) »
piątek, 14 grudnia 2007
  • po pierwsze: pogratulować temu, kto zarejestrował domenę knol.pl
  • po drugie: podzielić się, ehem, refleksją aka wspomnieniem, że myślałem o czymś podobnym, co tylko powinno wzmóc narodową dumę, że nie tylko potrafimy (my polacy) z motyką na słońce, z lancą na czołgi, ale nawet z netto na google'a się porwać, ale na szczęście google wylał jakiś pierdyliard litrów zimnej wody na moją głowę.
  • po trzecie: przekierować szanownych państwa blogoczytaczy do nicka carra, który powoli staje się moim wzorcem jeśli chodzi o tą niską czynność, pokrewną zbieraniu suchych skórek od chleba czy niedopałków papierosów, a zwaną blogowaniem. carr nawet jak nie ma racji, to trafia w sedno. jak on to robi?
    • nie wiem, czy tym razem nie ma racji. obawiam się, że ma.
    • nawet nie próbuję go naśladować.
  • dodam jeszcze, że np. alek tarkowski to jakiś inny biegun blogowania. nawet jak czuję, że ma racje i że wolna kultura, wolne licencje, wolna miłość i wszystkie te wolne rzeczy, za którymi się opowiada są wspaniałe, to jego wpisy budzą we mnie odruch niezgody. ten o knolu również. ja też jestem za (cc), GPL, /etc/passwd, LSD i tymi wszystkimi wspaniałościami, ale mam nadzieję, że nikt tego nikomu nie będzie narzucał. nawet google. zwłaszcza google.
20:52, reuptake
Link Komentarze (9) »
  • przyznam się, że -- może naiwnie -- oczekiwałem więcej po spotkaniu dziennikarzy z blogerami, jakie odbyło się dziś w agorze. nie ma wątpliwości, że te dwa światy mają jakiś wspólny obszar, czego przejawów jest wiele:
    • po pierwsze cytowania tradycyjnych mediów na blogach i coraz częściej blogów w tradycyjnych mediach
    • po drugie blogujący dziennikarze
    • po trzecie wpływ na opinię publiczną (blogi nie dorównują oczywiście czołówce mediów, ale już z tymi bardziej niszowymi potrafią konkurować całkiem skutecznie)
  • tymczasem: rozczarowanie. przychodziłem na to spotkanie z gotowym argumentem za tezą, że w większości przypadków blogerzy nie mogą z zawodowymi dziennikarzami konkurować (podkreślam: "w większości przypadków"). argument ten zaczerpnąłem zresztą z bloga (a dokładnie z komentarzy do notki o spotkaniu).
    • skoro blogerzy mówią: owszem, chętnie wpadniemy, ale po 18, bo wcześniej mamy swoja pracę, to tym samym stoją na przegranej pozycji w stosunku do dziennikarzy. ci bowiem poświęcają większość swojego czasu na przekazywanie i komentowanie rzeczywistości, zaś blogerzy mogą to robić "po godzinach" (lub ukradkiem)
      • gdybym miał dyskutować sam ze sobą
        • a przyznam, że miewałem w czasie tej imprezy na to ochotę
      • skontrowałbym to tezą, że czasem lepszy bloger amator, który po godzinach z prawdziwą pasją drąży jakiś temat niż zawodowiec, który o 18 kończy pracę i idzie uprawiać działkę. oczywiście dziennikarz z niego lepszy. bo pewnie ogrodnik gorszy.
  • okazało się, że z mojego argumentu nici. mimo niekorzystnej pory, blogerzy stawili się dość licznie, za to dziennikarze, mówiąc brzydko: olali spotkanie. nawet, o dziwo, ci którzy sami blogi prowadzą. a przecież w agorze jest ich naprawdę wielu. nie przyszedł ani wojciech orliński (wo był! klasyczne blogowe niesprawdzenie faktów u rzecznika prasowego!) ani bartosz węglarczyk ani rafał stec. zjawił się za to krzysztof olszewski, zastępca naczelnego metra i swoim wystąpieniem nadał niestety ton dyskusji.
  • największy nacisk położył na nakreślenie różnic pomiędzy blogerami i dziennikarzami. spodziewałem się debaty na temat tego, kiedy bloger staje się dziennikarzem, co to zmienia w mediach, jak media będą na to reagować, czy przyłączą się do blogosfery, czy raczej będą starały się dziennikarzy asymilować. nic z tych rzeczy. dowiedziałem się, że większość blogów jest słaba, że trudno znaleźć te wartościowe, a nawet -- o zgrozo -- jest w nich strasznie dużo literówek, których w profesjonalnych gazetach nie ma. poza tym dziennikarze są o tyle lepsi, że to profesjonaliści, którzy są w stanie pisać prawie o wszystkim. i chciałoby się dodać: niestety to robią. na dodatek (zarzut bardzo, bardzo przesadzony) na blogach podobno spotyka się ciągle kryptoreklamę i artykuły sponsorowane (bez podania przykładów).
    • a ja akurat mam przykład z gazeta.pl.
      • opisywane w nim linki zostały częściowo usunięte, ale były i jeszcze na dodatek zliczały odsłony. pewnie minął czas emisji "tekstu informacyjnego".
  • zadziwiające. redaktor pisma, którego ambicją intelektualną (pisma, nie redaktora), jest wypełnienie czytelnikowi 20 minut jakie poświęca na dojazd do pracy tekstami na poziomie niewiele tylko odbiegającym od ceny (wynoszącej złotych polskich zero), zaczyna spotkanie z blogerami od budowy muru. dodatkowo zarówno między wierszami jak i jawnym tekstem stawiane było przed blogosferą.
    • przepraszam: używany był termin "blogosferia". każdemu może się pomylić. nawet dziamnikarzowi, prawda?
  • zadanie numer jeden: być dostrzeżonym przez media. no faktycznie. na pewno "metro" ma lepszą korektę niż większość polskich blogów. poziom jest rzeczą subiektywną, ale nie byłbym tak znowu przekonany, że najlepsze blogi mu nie dorównują.
  • próbowałem nieśmiało protestować, mówiąc, że przy takiej znajomości blogosfery, jaka została zaprezentowana, nic dziwnego, że dziennikarzom trudno z niej korzystać. pisma drukowane to ponad 100 letnia tradycja, tu wiadomo, kto jest kto, komu wierzyć, a kto plecie bzdury. na mój argument, że gdy pójdę do kiosku i poproszę najpopularniejszą gazetę, dowiem się o tym, jak wspaniale w wiśle czuje się wieloryb, którego widziało wielu świadków. padła odpowiedź w rodzaju "nie, to oczywiście nie są prawdziwi dziennikarze. ja mówię tylko za siebie".
  • później mieliśmy prezentację maćka z mediafun, która też obrazu nie uporządkowała oraz chaotyczną dyskusję, w której nie zabierałem głosu: dyskutowanie z twierdzeniami, że "można być częścią społeczności blogowej nie czytając innych blogów" jakoś mnie przerastało.
  • na osobną wzmiankę zasługuje wystąpienia roberta kalukina z gazety wyborczej (brawa za to, że się pojawił). opisywał on swoje doświadczenia z polityczną stroną blogosfery. nie dziwię mu się, że podchodzi do blogów trochę jak pies do jeża.
    • ciekawe były obserwacje z salonu24, potwierdzające moje przypuszczenia, że bardzo źle robi temu miejscu podział na "lepszych" i "gorszych" blogerów, odtwarzający podział na dziennikarzy (którzy przecież są automagicznie "superblogerami", bo "potrafią pisać") i blogerów (którzy są co najwyżej dziennikarzami-amatorami, jeśli staną na uszach).
    • no, ale salon24 projektował dziennikarz, prawda? można powiedzieć, że w jego strukturze odzwierciedla się również pewna struktura mentalna
  • z drugiej strony twierdzenia, że komentarze na blogach politycznych są jakoś gorsze, bo są bardziej "zapośredniczone" i "z drugiej ręki" wydaje mi się tylko częściowo prawdziwe. to fakt, że "szarzy blogerzy" dowiadują się o rzeczywistości za pośrednictwem mediów. i dopiero na podstawie tego, co media im przekazały, formułują swój własny przekaz. z drugiej jednak strony nie wydaje mi się, żeby np. komentarz na temat wyników wyborów był znacząco gorszy tylko dlatego, że jego autor dowiedział się o tychże wynikach za pośrednictwem telewizji, a nie bezpośrednio od przewodniczącego komisji.
  • żeby nie było tylko negatywnie, kilka rzeczy, o których z braku atmosfery nie powiedziałem, a które jak myślę, porządkują trochę kwestie związane z blogowaniem
    • 1. są różne obszary dziennikarstwa, są różne obszary blogowania. jeśli mamy pominąć "fakty", "detektywa" czy "fakty i mity", to może też darujmy sobie argument odwołujący się do pamiętników nastolatek.
    • 2. na tych różnych obszarach blogi i media tradycyjne w różny sposób konkurują ze sobą i w różny sposób się uzupełniają
      • mamy obszar faktów i newsów. tu właśnie można się odwołać do argumentów z pierwszych zdań tego wpisu. dziennikarze mają tu częściową przewagę. jeśli odbywa się konferencja prasowa, oni tam po prostu będą. to jest ich praca. bloger zapewne nie ma czasu albo też nie zostanie wpuszczony.
        • ale pamiętajmy o tym, że blogerów jest więcej. to też ma swoje znaczenie. oni już na starcie bywają bliżej.
      • mamy obszar komentarzy. i tu już nie widać zasadniczej przewagi tradycyjnych dziennikarzy, poza kwestiami, które są sprawą talentu i treningu (warsztatem, "wyrobieniem"). oczywiście, do dziennikarstwa, teoretycznie, trafiają najlepsi. ale i amator może pokusić się o bardzo celną analizę jakieś zagadnienia
      • i mamy obszar obejmujący zarówno komentarze jak i newsy o charakterze niszowym/branżowym. tam gdzie mniej liczy się czas poświęcony na "ogarnianie" tematu. i tu jest różnie. w bliskim mi IT blogi i serwisy internetowe praktycznie wyeliminowały tradycyjne media.
    • 3. blog to medium. ale rzadko jest to mass medium. natomiast blogosfera jako taka, stanowi bardzo-mass medium. znaczenie pojedynczej notki może być małe. natomiast potrafi ona uruchomić lawinę. działanie blogerów przypomina działanie tysięcy osób, które czasem na oślep, czasem z wyrachowaniem, z różnym skutkiem, rzucają kamyczkami w różnych kierunkach, mając nadzieję, że ich kamyczek spowoduje, że lawina ruszy. redakcji na to nie stać. jak gazeta wyborcza zapragnie zafundować narodowi "ogólnopolską terapię" to mu ją zafunduje, choćby trzeba było ją do gardła wpychać. najwyżej pomogą koledzy z marketingu.
    • 4. blogerzy bywają dziennikarzami, dziennikarze bywają blogerami. nie ma ostrych granic.
    • 5. trzeba rozmawiać, a nie odżegnywać się wzajemnie od siebie.
środa, 12 grudnia 2007
  • o tym, że opensocial google'a to inicjatywa a) niedopracowana i b) dość ograniczona w swoich możliwościach, mówi się od jakiegoś czasu. dość prawdopodobnie brzmią plotki, że google chciało odwrócić uwagę od nowych inicjatyw reklamowych facebooka i stąd ten pośpiech (o ile pamiętam dokumenty składające się na pierwszą wersję specyfikacji zawierały uwagę, że właściwie są to tylko szkice i wszystko się w nich może zmienić, a nawet, że należy się spodziewać zmian i to zasadniczych). dopiero niedawno pojawiły się konkretne reakcje na wady opensocial.
  • najpierw jeden z sygnatariuszy paktu "wszyscy przeciwko facebookowi", linkedin, zapowiedział stworzenie własnego api i własnej platformy. będzie ona opensocial "rozszerzać", a wszyscy, którzy zajmowali się programowaniem, wiedzą jak z tym "rozszerzaniem" jest: najpierw rozszerzenia cieszą, potem okazuje się, że bez nich nie da się żyć
    • poza linkedin
    • być może jest to zbyt daleko idąca analogia, ale -- jeśli kiedyś porównywałem opensocial do javy -- to linkedin stworzył taką "ms javę".
  • odmienną strategię przyjął inny z filarów opensocial: bebo. zamiast rozbudowywać opensocial, postanowił sięgnąć po ogromną bibliotekę aplikacji gotowych dla facebooka. bebo ogłosiło dziś start "open application platform", czyli platformy emulującej na bebo środowisko facebooka. to po prostu zwykły klon f8. według autorów, większość aplikacji facebookowych powinna uruchomić się w bebo bez większych problemów. bebo nie wycofuje się ze wsparcia dla opensocial, bynajmniej. po prostu daje developerom alternatywę.
  • pytanie teraz, co zrobi facebook. facebook niby nie mówi o otwartości, ale skoro jego rozwiązanie da się skopiować, być może nie będzie z tym walczyć (bo jak?), a raczej wręcz przeciwnie: zrobi swój odpowiednik opensocial. różniący się a) stopniem dopracowania, b) możliwościami i c) tysiącami gotowych, dostępnych od zaraz aplikacji. musi tylko znaleźć jakiś biznesowy powód, który uzasadni taką decyzję.
    • update: właściwie można powiedzieć, że facebook już decyzję podjął.
20:49, reuptake
Link Komentarze (8) »
  • ktoś się wybiera na konferencję prasową aol, na którą jak słyszałem zostali zaproszenie wszyscy ci, którzy powinni być zaproszeni poza tymi, którzy naprawdę powinni zostać zaproszeni, o czym informuje nas technoblog?
  • bo ja mam takie pytanie, dotyczące serwisu wideo, jeśli ktoś mógłby je zadać w moim imieniu, to byłbym wdzięczny:
    • jak państwo (aol) sądzą? czy w polsce większą popularność osiągną promowane na głównej stronie urywki z programów prowadzonych przez amerykańskich telekaznodziejów? czy może jednak wiadomości po chińsku?
  • być może polacy łykną każdą odmianę radia maryja niezależnie od wyznania, a ponieważ i tak większość z nich nie rozumie wiadomości, zaakceptują też dziennik po chińsku. to faktycznie sięgnięcie po dotąd niezagospodarowane grupy internautów. ja bym jednak chętnie usłyszał oficjalną wypowiedź przedstawicieli aol. można ją nadsyłać na adres lama@aol.pl, którego to adresu stałem się dumnym posiadaczem dziś rano.
  • i proszę nie zapomnieć przekazać osobistych podziękowań. to wspaniały prezent na gwiazdkę. cała internetowa polska nie marzyła o tak trafionym prezencie, jakim jest szósty portal horyzontalny. niech ta ziejąca pustką luka w polskiej sieci wreszcie się zapełni. nie mogę się doczekać msn. go.com. lycos. excite. mam za mały wybór wiadomości z pap. zbyt mało możliwości założenia konta pocztowego. czuję, że omija mnie wiele wspaniałych banerów. aol tylko pobudził mój apetyt! reanimujmy compuserve'a! trzeci świat potrzebuje więcej portali niż syte zachodnie społeczeństwa.
    • chciałbym też wyrazić rozczarowanie: otóż, wychodząc rano z mieszkania, nie znalazłem na wycieraczce dyskietki trzy i pół cala z oprogramowaniem, umożliwiającym nawiązanie połączenia modemowego z siecią AOL i korzystanie z porad chińskich telekaznodziejów za pomocą protokołu V.42 w cenie 4,99 zł za godzinę połączenia (limit 10 godzin w miesiącu, dodatkowe godziny tylko 6,99 zł). mam nadzieję, że zostanie to nadrobione i od tej dziś codziennie będę znajdował stosowną ofertę pod moimi drzwiami.
wtorek, 11 grudnia 2007
  • read/write web ogłosiło właśnie wyniki rankingu najlepszych
    • oczywiście nie chodzi tu o kategorie etyczne
  • dużych korporacji roku 2007 z szerokopojętej branży. wygrywa, co nie dziwi, facebook, choć google depcze mu po piętach. zaraz za nimi dwie firmy na "a" (amazon i apple) oraz... mozilla.org. do rozczarowań zaliczono yahoo, microsoft, ebay i aol.
  • zastanawiające, jak bardzo różne są wymienione tu firmy, a jednocześnie, jak wiele mają wspólnych płaszczyzn. mamy twórców serwisu socialnetworkingowego zamieniającego się powoli w platformę aplikacyjną, gigantyczną przeszukiwarkę połączoną z doskonałym biznesem reklamowym, aplikacjami biurowymi online oraz licznymi przystawkami, firmę specjalizującą się oprogramowaniu graficzno/designerskim z mocnym ramieniem internetowym w postaci flasha i ria, jakim jest apollo, ogromny sklep internetowy oferujący również usługi przechowywania i przetwarzania danych, portal horyzontalny z dziesiątkami usług, giganta software'owego, serwis aukcyjny i konglomerat providersko-contentowy.
  • gdyby zrobić takie porównanie w polsce, wyglądało to nieco inaczej. mamy 5 portali, allegro, merlin, gg... firmy bardzo konserwatywne. można wręcz powiedzieć, że zakonserwowane. portale są prawie "wymienialne" (może o2 trochę bardziej się odróżnia). oczywiście, każdy lubi swój portal, ale gdyby go zmusić, mógłby spokojnie realizować swoje aktywności na dowolnym z nich. gdyby nagle 3-4 z nich zniknęły, byłby oczywiście płacz, ale w istocie strata byłaby prawie żadna. allegro po wielu latach robi ruchy w kierunku poszerzenia oferty o sklepy internetowe i wyszukiwanie cen (nie w głowie im żadne ekstrawagancje, jak kupowanie skype'a), merlin, och, odważnie zaczął elektronikę sprzedawać (ruchy takie jak amazon pewnie w ogóle nie są nawet rozważane), o gg nie będę się wypowiadał. układ sił znany od lat. wiadomo kto jest kim i kto ma jaki rewir do obrobienia. od handlu c2c jest allegro, od b2c merlin, reszta to portale.
  • nie potrafiłbym tu jakiegoś rankingu ułożyć. no wydawać by się mogło, że dobrze idzie gazeta.pl. ale jakby ktoś mnie spytał o porównanie... nie wiem... interii z wp... pewnie bym się zaczął jąkać. to nie są "boje" facebook kontra reszta świata. może widzicie to inaczej. michał brański potrafi na przykład niesamowicie się ekscytować alexami i megapanelami. mi jakoś trudno. mi się wydaje, że internet jest gdzie indziej.
poniedziałek, 10 grudnia 2007
  • o blog.pl można wiele mówić, dobrego i złego, chociaż raczej dobrego. ale jedno jest pewne, tak bogatej historii i tak dobrej nazwy nie ma żaden serwis blogowy. od roku jest własnością onetu i myślę sobie, że w sumie dobrze się stało, przynajmniej nazwa ta nie leży u kogoś, kto uroił sobie, że sprzeda ją za milion dolarów. i to właśnie atut nazwy postanowił wykorzystać onet. szczegóły poniżej.
  • dziś w zróżnicowanym gronie (nie będę wymieniał wszystkich osób, bo na pewno kogoś pominę, ale powiem, że był i krzysztof "web 2.0" urbanowicz i marta "blogosfera jest nudna" klimowicz i igor24 janke24) odwiedzaliśmy onet na wiertniczej, gdzie przy suto zastawionych stołach (wymieniam wszystkie okoliczności łagodząco-korumpujące, nadmienię, że nie jadłem, gdyż byłem po obiedzie) pokazywano nam nową odsłonę blog.pl. dość zaskakującą.
    • sam serwis blogowy zmienił się jedynie w niewielkim stopniu. jest nowa strona główna, poprawiono część "administracyjną" dodając m.in. wizualny edytor HTML i ułatwiając nawigację.
  • ale nie tu było clou. otóż onet zaprezentował pod szyldem blog.pl nowy projekt, nazwany debatą, będący czymś w rodzaju agregatora treści blogowych z różnych serwisów blogowych. będzie on tym, co zobaczą użytkownicy po wpisaniu w przeglądarce blog.pl (same blogi dostępne będą przez dodatkową zakładkę), czyli zajmie dość prominentne miejsce.
  • jak to ma działać? serwis w istocie jest niezwykle prosty:
    • w serwisie można zarejestrować bloga z dowolnej platformy
      • na "dowolnej" padał silny akcent, onet bardzo, bardzo chce, żeby faktycznie był on otwarty dla wszystkich blogujących i w to wierzę, nie trzeba tego aż tak powtarzać. w końcu jak czerpać, to jak najszerzej.
      • a jak to wyjdzie w praktyce... zobaczymy.
    • redaktor serwisu debaty proponuje jakiś temat
      • ma w tym proponowaniu kierować się tym, o czym aktualnie się mówi w blogosferze, ale są też planowane "żelazne" tematy lajfstajlowe, więc należy się spodziewać dyskusji "na pierwszej randce czy na drugiej i czemu on się nie oświadczył" i "aborcja, za i przeciw karze śmierci" oraz "co jest lepsze, word czy excel i dlaczego powerpoint"
    • a zarejestrowani twórcy blogów, kiedy popełnią notkę na dany temat zgłaszają tę notkę i jest ona publikowana na "blogu debaty"
    • w formie zbliżonej do oldskulowych RSS (czyli tytuł, streszczenie, autor i data)
    • dodatkowo będą mogli brać udział w sondzie związanej z tematem debaty.
  • i to proszę państwa wszystko. impressive? chyba nie bardzo. dyskusja była ciekawa, trwała dość długo, ale nie zmienia to faktu, że w istocie cały serwis można streścić jednym zdaniem: jest to agregator opinii na narzucane z góry tematy, wykonany technicznie w sposób bardzo prosty i nie mający funkcjonalności, które wywoływałyby choćby najmniejszy ruch szczęki w kierunku pionowym, ze zwrotem w dół.
  • pojawiają się wprawdzie dodatkowe pomysły, które mają wzbogacić nieco serwis. np. głosowanie na notki w nieco zmodyfikowanej formie (z ważonymi głosami), tagowanie itd. ale na razie dostajemy coś bardzo bardzo prostego, wręcz prymitywnego. lista wpisów na pewien temat. koniec.
  • czy się uda? to zależy jak do tego podejdziemy. zapewne blogowicze chętnie będą dodawać wpisy na proponowane tematy
    • dodawać? ale gdzie? bo mam wrażenie, że będą po prostu pisać notki, a niekoniecznie dodawać już istniejące notki na blogach.
      • wręcz prorokuję, że pojawią się blogi, na których notki będą dotyczyły wszystkich/większości tematów dyskusji: ludzie bardzo poszukują sposobów na samookreślenie się: debata dotyczy im punktów odniesienia, wobec których będą mogli się określić (a z kolei samookreślenie się jest sposobem budowy "wirtualnego ciała").
  • w końcu znalezienie się na głównej stronie blog.pl jest pewnie warte tych kilku minut. kiedy nic nie przychodzi do głowy, będzie można wejść na blog.pl, zobaczyć, co jest na tapecie i napisać notkę. inspiracja gratis.
  • z drugiej strony jakoś nie wydaje mi się, że popularne tematy blogosfery będą tym, co będzie mnie osobiście kręcić najbardziej. padały tu dość znamienne przykłady. prowadzący prezentację zauważył, że blogosfera zupełnie inaczej niż oficjalne media komentuje pewne sytuacje. np. katastrofa autobusu pod grenoble była komentowana na blogach w kontekście tego, czy żałoba narodowa nie była przesadą, co odbiegało od tonu innych przekaziorów. i to było "zaskakujące". być może tak, jestem skłonny się z tym zgodzić: jako zjawisko mogło być to ciekawe. ale czy wszystkie składniki tego zjawiska, każdy z osobna, czyli te setki notek w stylu "20 osób zginęło, a codziennie na drogach ginie... i nikt żałoby nie ogłasza", były w ogóle strawne? wydaje mi się, że nie. siłą blogosfery jest różnorodność, nie ilość blogów. kiedy wchodzę na blogi, interesuje mnie często bardziej czym zainteresował się autor bloga (i wolałbym, żeby nawet nie sugerowano mu tematów) niż sama treść jego przemyśleń. ale to oczywiście moje subiektywne postrzeganie blogosfery.
  • drugi słaby punkt, to pomysł na idealnego członka społeczności debaty. z tego, co zrozumiałem, będzie to bloger, w miarę "dojrzały", który pisze bloga na różne życiowe tematy, a tylko czasem, gdy go coś poruszy, zabiera głos na temat "ogólny". ponieważ czyni to rzadko, nie zostanie nigdy "guru" w żadnej dziedzinie, nie ma też takich ambicji, ale przecież chciałby, żeby jego głos nie było wołaniem na puszczy. debata ma dać mu szansę zaistnienia. niestety, obawiam się, że społeczności tego typu nie da się wypromować na długim ogonie blogerów. taki bloger, który 90% wpisów poświęca swoim prywatnym sprawom, nie zapisze się do serwisu, który będzie promował pozostałe 10%. nie zwiąże się z tym serwisem na tyle, by odwiedzać go, pamiętać o sprawdzaniu tematów debat itd. jednak z jakiejś przyczyny przez 90% czasu nie pisze o kwestiach polityczno-społeczno-ogólnych
  • czy moje obawy się sprawdzą? nie wiem. pewnie tak, ale powoli przyzwyczajam się do tego, że większość ma swoją rację i choć jest to racja mniej mojsza, jest to jednocześnie racja większości. a więc racja większa i przez to świętsza. na pewno sam pomysł jest sensowniejszy niż blogfrog, którego kompletnie nie rozumiem.
  • wszelkie zacieranie granic pomiędzy serwisami blogowymi jest czymś, co absolutnie popieram. ale czy takie scentralizowane podejście do tego doprowadzi? mam dużo wątpliwości. ale ja zawsze mam wątpliwości, dlatego mnie czytacie.
  • premiera nowego blog.pl jutro, w okolicach południa. pierwsza debata zapewne: czy debaty mają sens. spróbuję i podepnę ten wpis.
    • ps. jedna rzecz mi teraz przyszła do głowy. położono b. silny nacisk na "autentyczność" blogów, co rozumiane jest w ten sposób, że tylko autor danego bloga może zgłosić do debaty notkę (jest to sprawdzane). chodzi o to, żeby nie "podpisywać" się pod cudzymi notkami. a ja nie rozumiem problemu. "marką" bloga nie jest autor, tylko nazwa bloga
      • jeśli autor chce być marką bloga to sobie go nazwie. "ja, rafi" na przykład.
    • a może serwis byłby ciekawszy, gdyby każdy mógł dorzucić do debaty notkę, która go zainteresowała, a która jest na temat? robi się system "tematycznego digga", ale czy to źle?
piątek, 07 grudnia 2007
  • nie mam konta na naszej klasie i nie zamierzam zakładać. nie jara mnie odnajdywanie znajomych ze szkoły: gdybym chciał utrzymywać z nimi kontakt, pewnie bym to robił. ale i tak o tym serwisie słyszę w kółko. tylko o tym serwisie słyszę w kółko. & na okrągło. i to nie tylko na blogach, ale od znajomych, którzy nie wiedzą, co to jest web 2.0. ale wiedzą, co to jest nasza-klasa.
  • i chyba wiedzą o niej więcej niż nasza blogosfera (choć nie potrafią tego opisać). powiem szczerze, że poza informacją na webstopie niewiele można się dowiedzieć o tym fenomenie. w kółko słyszę tylko:
    • że serwery nie wyrabiają
    • że to zaraz się skończy, tylko czekać aż ludzie odejdą
    • że serwery nie wyrabiają
    • że nic tam się nie da zrobić
    • że serwery nie wyrabiają
    • że "to po prostu klon"
    • że serwery nie wyrabiają
    • że były podobne strony wcześnie
    • że serwery nie wyrabiają
      • celowo pomijam tu brednie wypisywane przez menażerię, a popularyzowane przez gazete.pl o tym, że liczy się szybka kasa (ja tylko żałuję, że ta kasa nie jest jeszcze szybsza, bo widać po (nie)działaniu n-k) jak jest potrzebny ten zastrzyk gotówki.
      • albo komentarze o tym, że popularność n-k to wynik "darmowej reklamy" i skutek tego, że "wszyscy o tym piszą". bzdura. słyszałem o n-k zanim zaczęli o tym "wszyscy" pisać i to od osób, które są "mało internetowe".
  • a ja pytam, no dobrze: zwykły klon, zrobiony przez niedoświadczonego studenta, serwery prawie nie działają, to dlaczego w ciągu 2 tygodni przychodzi tam milion nowych użytkowników? gderanie, że oni wszyscy zaraz sobie pójdą, nie jest żadnym wyjaśnieniem. wręcz przeciwnie, wszystko to działa na niekorzyść naszej klasy. no to się nie miało szans udać. a jednak?
  • zastanawiam się, gdzie leży przyczyna sukcesu? może jest ona całkiem prozaiczna? może założyciel serwisu miał wystarczająco wielu znajomych, by stworzyć początkową masę krytyczną? taki drobiazg, że powiedział o nim np. 200 a nie 100 ludziom i to skupionym w jednym miejscu, powiązanym ze sobą? może jest tam jeszcze coś, co przegapili twórcy szkolnelata.pl? co to takiego? bo na razie wynika, ze prekursorzy polskiego "reunion" byli pierwsi, bardziej oryginalni, mieli lepsze serwery tylko... no właśnie, co? jakaś intuicja mówi mi, że to musiał być drobiazg.
  • kolejne pytanie natury bardziej socjologicznej: dlaczego n-k do was trafia? skąd się bierze taka nostalgia do czasów spędzonych w sumie z przypadkowymi ludźmi w raczej niesympatycznych placówkach molocha jakim jest polski system edukacyjny?
  • wybaczcie, ale to ciekawsze niż zastanawianie się, co maciek popowicz zrobi z naszą klasą za dwa lata. albo co zrobi ze swoją kasą. dużo bardziej interesujące jest dowiedzenie się, skąd ona się wzięła. wie ktoś? :-)
  • ps. proszę już nie komentować tej notki, dziękuję!
  • niejaki losamorales-męczydusza, w końcu dopiął swego. wypełniajcie. trochę mi brakuje kategorii "najbardziej webtrzyzerowa strona producenta koncentratów spożywczych" oraz podziału serwisów na "z dodą" i "bez dody", ale i tak warto wypełnić.
12:05, reuptake
Link Komentarze (8) »
środa, 05 grudnia 2007
  • no i ku zaskoczeniu wszystkich, bo ciąży nie było widać, pojawiło się bebo.gazeta.pl. na szybko, bo nie miałem czasu się przyjrzeć:
    • integracja na razie płytka, być może głębszej umowa nie przewiduje. na bebo są kanały wideo z gazeta.pl
    • bebo jak należało się spodziewać nie potraktuje polskiego rynku tak jak kilka już serwisów, którym się wydaje, że wystarczy nieudolne tłumaczenie + trochę spamu, żeby podbić dzikie, ale licznie zamieszkałe wschodnie stepy, za jakie pewnie mają nasze polskie ziemie
      • zastanawiam się, czy czegoś podobnego nie będą odczuwać rosjanie czy ukraińcy, bo tam zamierzają, uwaga brzydkie słowo
        • ekspandować
      • niektóre nasze firmy
      • nie mówiąc już o grapeo, które niedługo wykupi parking dla porshe i prenumeratę świerszczyków swoim vipom na calym świecie, od acapulco po shanghai, przyprawiając zuckerberga i innych leszczyków o drżenie łydek.
  • "na chwilę obecną" to z pewnością dobry ruch gazeta.pl. ale patrząc z większej perspektywy, to trochę przyznanie się do porażki. przecież serwis social networkowy "teoretycznie" można było spokojnie zbudować 4 lata temu, zamiast się dogadywać z bebo w 2007. gazeta nawet go budowała, szkoda, że właśnie głównie "teoretycznie". zobaczcie jaki piękny!
  • ciekaw jestem, jak będziemy ten deal z perspektywy czasu oceniać. pożyjemy, zobaczymy. może się okazać, że to po prostu forma reklamy i redystrybucji treści i niewiele więcej.
  • przy okazji, narodziło się też apple polska.
    • domena "apple.com.pl" nadal nie działa.
13:49, reuptake
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2