pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
środa, 25 marca 2009

zupełnie nieoczekiwanie, mój wpis sprzed prawie pół roku, doczekał się dziś polemiki na blogu blomedia. pewnie też zajęłoby mi z pół roku zauważenie go, gdyby nie to, że akurat wczoraj opublikowałem na netto notkę i znalazłem link w statystykach.

„jeden z drugim” jak uroczo określa mnie autor notki (ten drugi to nicholas carr zapewne, niezłe towarzystwo!) odpowiada. to znaczy „jeden” odpowiada, „drugi” zapewne nie jest nawet świadom tej dyskusji.

niczym nie uzasadniona jest teza, że „blogi są jak piłka nożna”. za to rozwija się ona do łagodnej sugestii „nie dyskutujmy o tym” okraszonej pseuodargumentami, że skoro blogować nikt nie musi, a świat się bez tego nie rozpadnie, to lepiej nie myśleć niż myśleć, lepiej się nie zastanawiać niż zastanawiać itd. co nie jest zresztą prawdą, bo bez piłki faktycznie świat mógłby się obejść (proszę mi tego nie wyciągać w przyszłości!), a bez blogów niedługo nie będzie mógł, ich siła i znaczenie w demokratycznych państwach jest już ogromna. a nawet jeśli jest, to wbrew temu, co próbuje wmówić autor, także na temat komercjalizacji piłki dyskutuje się nadal sporo.

ale blogi to nie piłka nożna.

komercyjny zbiorowy blogoid różni się od prywatnego blogaska dużo bardziej, niż od komercyjnego serwisu internetowego (dowodzi tego fakt, ze i wpisy z serwisów blomedii „zasysane są” np. przez dział technologie na portalu gazeta.pl jako newsy i traktowane na równi z artykułami redakcyjnymi). różni się bardziej niż ac milan od milanu milanówek! gra według innych reguł i ma zupełnie inny cel. to trochę tak, jakby ktoś biorący udział w amerykańskim profesjonalnym wrestlingu powoływał się na antyczną tradycję zapasów i na to, że dzieci siłują się na podwórku. trochę opamiętania.

zastanawia mnie to tylko, czy ta wpadka z „wszczepianymi komórkami” sprzed dwóch dni, to nie jest ciekawszy temat na notkę, niż mój wpis sprzed prawie pół roku? ciekaw jestem, jaką tu piłkarską analogię można by zastosować?

„odpuszczenie sobie” meczu? aż strach myśleć dalej i snuć gorsze podejrzenia, dlaczego ten mecz został odpuszczony. może faktycznie zamiast ogólnych rozważań, chybotliwych paraleli, jak ta „futbolowo-blogowa”, redaktor naczelny powinien wytłumaczyć się z tej, co tu dużo mówić, kompromitacji? przeprosić czytelników? a nie udawać, że nic się nie stało, gramy w piłeczkę dalej jakby nigdy nic. jedzie to ostrym listkiewiczem.

bo niedługo okaże się, że blogi są nie jak piłka nożna, tylko jak piłkarski poker. a piłkarski poker to nie piłka nożna, tylko śmierć piłki nożnej.

19:12, reuptake
Link
wtorek, 24 marca 2009

moim skromnym zdaniem oba serwisy są coraz bardziej na kolizyjnym kursie.

który wygra? na razie nie jest łatwo to przewidzieć. zwłaszcza, ze rozmaite cechy i funkcjonalności, mogą być rozpatrywane zarówno jako wady jak i jako zalety.

sieć społeczna: z jednej strony facebook ma tu przewagę: użytkownicy są nieanonimowi (ale czy to zawsze przewaga?), „znajomości” są potwierdzone, a nawet zbierane są informacje, skąd i jak dobrze się użytkownicy znają. poza tym jest facebook connect, czyli sieć społeczna facebooka wyeksportowana do innych serwisów (tych, których nie dało się zainportować do środka facebooka). ale rozwiązanie, które jest w twitterze, czyli asymetryczna sieć obserwujących/obserwowanych też ma swoje zalety. jak choćby możliwość obserwowania „gwiazd”, które wcale nie muszą obserwować danego użytkownika (o ile dobrze ogarniam facebooka, to tam taką rolę stanowią „strony”, to rozwiązanie nieco sztuczne). dodatkowo twitterowa półanonimowość miewa swoje zalety.

zakres aktywności: można powiedzieć, że facebook konkuruje tu bardziej z friendfeedem. jest on agregatorem różnych aktywności: deklarowanych przez użytkownika (wpisywanych w okienko z pytaniem „co myślisz?”), wykonywanych w samym facebooku, wykonywanych w aplikacjach facebooka i aplikacjach na zewnątrz facebooka. to daje teoretyczną przewagę, ale też ogromny natłok informacji, które trudno jest przetwarzać. w dodatku facebook narzuca różne grubociosane ograniczenia (np. nie możemy wrzucać komunikatów z blipa w główny stream, za to rozmaite aplikacje quizowe nie mają z tym problemów). z kolei twitter to głównie statusy wysyłane przez użytkownika, choć przy pomocy api można przecież publikować tam dowolne treści... pod warunkiem... że da się je skrócić do 140 znaków czystego tekstu.

stopień skomplikowania: dowcip o kotach idących przez pustynie i nie ogarniających kuwety nasuwał mi się za każdym razem, gdy wchodziłem na facebooka. dalej potwornie się tam gubię i mam wrażenie, że nawet power userzy nie poruszają się zbyt swobodnie. ale fb wywoluował od typowego serwisu social-networkingowego, z jego rytuałami (dodawanie do znajomych) i funkcjonalnościami, które znamy od dawna (galerie, komentarze, „wall”). facebook jest jak windows. gubisz się w tym, ale w końcu jakoś się doklikasz. z kolei twitter jest jak unixowy shell. niby prosty, ale nie wiesz od czego do końca zacząć, z dziwną na początku składnią rozmaitych skrótów, działających lub nie (np. tagi w samym twitterze nie działają, ale userzy używają ich, bo działają w różnych nakładkach). dodatkowo twitter to coś zupełnie nowego, można przenosić przyzwyczajenia z blogowania, ale szybko okazuje się, że to całkiem nowy gatunek zwierzęcia, który trzeba oswoić na nowo. jak się oswoi, to okaże się, że poza kilkoma bardzo nielogicznymi rozwiązaniam, twitter może być opanowany do perfekcji. a facebook ciągle ma jakieś „niuanse”.

sposoby używania: nie wiem jak działa mobilny facebook, ale nie sądzę, żeby doświadczenie używania facebooka przez www w najbliższym czasie zostało przeniesione na komórki i inne urządzanie mobilne. to jest serwis www i łatwo tego nie da się zmienić. w przeciwieństwie do twittera, który od początku był projektowany tak, aby można było go używać przy pomocy dowolnego urządzenia (nie wiem, czy to jeszcze zostało, ale kiedyś na twitterze był specjalny komunikat, informujący (!) użytkownika, że twittera można też używać przez www). trzeba jednak pamiętać, że urządzanie mobilne w szybkim tempie nabierają nowych możliwości.

otoczenie konkurencyjne: facebook wydaje się mieć większą konkurencję. nie można skreślać myspace, nie można też negować istnienia lokalnych social-networków, takich jak choćby nasza-klasa. mimo, iż facebook jest „czymś innym” niż typowy sn, to jednak ścieżka, którą szedł, jest dobrze znana i można iść po jego śladach. twitter praktycznie konkurencji nie ma. u nas okopaliśmy się w blipie, kraje skandynawskie pewnie zostaną przy jaiku. zapomniałem o chinach, tam pewnie też twitter odda pola lokalnym klonom, ale to nie konkurencja, walka o tego samego użytkownika będzie śladowa.

nie można wykluczać, że pojawi się trzeci gracz i pogodzi obie strony. jeśli dzieją się teraz w internecie ciekawe rzeczy, to właśnie pojedynek fb vs twitter jest jedną z nich. facebook wykazuje niezwykłą zupełnie plastyczność jak na takiego giganta, zaś twitter nie jest tylko dawidem z procą, strzelającym do goliata: dysponuje nieco cięższą amunicją i nie jest też już takim maluchem.

ps. ten wpis jest na tym blogu, bo tak.

17:23, reuptake
Link Komentarze (23) »