pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
niedziela, 29 kwietnia 2007
  •  
    • nie, nie będzie o klono.net. wszystko, co miałem na ten temat do powiedzenia, wyciągnął ode mnie artur kurasiński.
  • twittera wymyśliłem z rok temu.
    • żartuję.
    • ale nie do końca.
  • wymyśliłem bowiem coś takiego, jak przestrzeń żabci. był to wynik analizy pewnego portalu literackiego, na którym jedna z uczestniczek... no właśnie. twitterowała. czyli informowała wszystkich jak leci, o tym co w danej chwili robi, gdzie zamierza się udać lub gdzie nie zamierza się udać. wystarczyło napisać o jakiejś imprezie, żeby pod informacją pojawiła się wypowiedź "będę". albo "niestety nie będę". i taki hipotetyczny serwis, który całkiem praktycznie zrealizował twitter.com nazwałem przestrzenią żabci. zanika w nim wszelka merytoryka. istotna staje się obecność, podtrzymywana przez ciągłą komunikację.
  • pojawiło się też określenie "rydel", związane nie z popularnym blogiem, a nieco zapomnianym, gadatliwym poetą młodopolskim. otóż rydel to właśnie taka postać, która informuje o każdym swoim działaniu i każdej swojej myśli. po prostu gada. i gada. nie jest trollem, nie zależy mu na jakimś celu. istnieje tylko wtedy, kiedy informuje o parametrach swojego istnienia innych. przestrzeń żabci jest zamieszkała przez rydle. natomiast co ciekawe, trolle znikają. bo jak tu trollować, skoro wszyscy gadają, a nikt nie słucha?
  • z pojęciem rydla wiąże się też pojęcie punktu gps. jeżeli nie wiemy już zupełnie co powiedzieć, nic nam absolutnie nie przychodzi do głowy, to możemy zawsze powiedzieć, gdzie jesteśmy. stąd taka popularność geolokalizacji. nawet jeśli nie zawsze się myśli to zawsze gdzieś się jest (i można o tym napisać) i zawsze się jakoś wygląda (i można zrobić fotkę i wysłać fotka.pl).
  • no dobrze, ale kogo to obchodzi? jeżeli podejmujemy jakiś wysiłek, a nawet napisanie "jestem w domu" czy zrobienie sobie zdjęcia jest w końcu jakimś wysiłkiem, powinniśmy zadać sobie to pytanie. kogo obchodzi ta informacja?
    • i tu właśnie tkwi różnica między rydlem a trollem.
      • troll bardzo poważnie podchodzi do tego pytania. wszystko co robi, robi w takim celu, aby jak najwięcej osób zwróciło na niego uwagę. najczęściej wystarczy je obrazić.
      • rydel natomiast w ogóle się tym nie przejmuje. mówi, żeby mówić. jak nie ma co powiedzieć, to też mówi. mówi, że jest. jest, bo mówi. i tak w kółko.
  • jak widzicie teoretycznie do twittera byłem dobrze przygotowany :) nie wpadłem na to, że przestrzeń żabci może być tak fascynująca dla wielu osób i że warto ją w praktyce realizować.
    • jedna z "lepszych" realizacji przestrzeni żabci to jest.in (niech was nie zmyli, że tam teoretycznie mówi się o innych).
  • a bardziej serio: twitter oczywiście podzielił tę przestrzeń na mniejsze podprzestrzenie, dzięki normalny człowiek dobrze się tam czuje (a rydle się nie przebijają ze swoim słowotokiem). uporządkowanie przestrzeni żabci -- to są trzy słowa, które w 100% oddają istotę twittera. swobodna sieć społeczna jest lekarstwem na rydle i na trolle. gdy ktoś za dużo gada, wystarczy go nie słuchać. usunąć ze znajomych i po kłopocie.
    • przypomina to też eksperymenty z przestrzenią mieszkalną, zwłaszcza wyśmiewane przez wojtka orlińskiego, pomysły le corbusiera, w których istotną rolę miała odgrywać przestrzeń wspólna. otóż taka przestrzeń wspólna bardzo szybko zamieniała się w slums, omijany przez pozostałych członków społeczności.
  • polecam kategorię "społeczności" na poewiki. chyba muszę tam wrócić i dopisać to i owo.
    • z newsów: bebo też zasadziło klona twittera w swoim ogródku. cashmore z mashable pisze o tym z pewnym zażenowaniem.
      • pierwszy komentarz pod newsem: "Wow. So when do they start branding it Tweebo?"
        • zaraz po tym, jak ich gloneo wchłonie.
sobota, 28 kwietnia 2007
  • nasz przodujący portal społecznościowy grono, będący od zawsze miejscem elitarnym (link od lat 18), mogącym poszczycić się nieskazitelnie etyczną kadrą zarządzającą, niezwykłą wręcz kreatywnością oraz logarytmicznym przyrostem użytkowników, których przyciągają dbałością o prywatność i legendarną niezawodnością, postanowiło wypączkować i podbić rynek brytyjski.
    • aż dziwne, że charyzmatyczni wizjonerzy nie wymyślili lepszej nazwy. beebo? mayspejs? tfiter?
15:22, reuptake
Link Komentarze (11) »
środa, 25 kwietnia 2007
  • z pewnością doda nie należy do osób biednych. współczynnik kasa/talent (muzyczny) osiąga w jej przypadku imponujące wartości. tym niemniej uważam, że powinna być jeszcze bogatsza. jest chyba odpowiedzialna za jakieś 10-15% ruchu w polskim internecie. gdyby tak pudelek, plotek i pomponik
    • słyszeliście o pomponiku?
  • zaczęły jej płacić tantiemy, z pewnością dodę stać by było np. na podróż w kosmos. co dawałoby szansę, że jej gwiazda zaświeciłaby pełnym blaskiem. wyobraźcie sobie, doda w kosmosie i nie wraca. co robią pudelek, plotek i pomponik? spadają. a doda orbituje.
  • to wszystko na marginesie tekstu z internet standard o nowych "atrakcyjnych" (to zdanie redakcji, czy przekleiło się po prostu z materiałów prasowych?) partnerach interii. jednym z tych partnerów jest salon24. trzeba przyznać, że bogna janke pisze o tym w sposób, który może anglicy nazwali by "straightforward", mi zaś wydawał się zwyczajnie bezczelny: "niektóre teksty z salonu będą się ukazywać na stronach interii".
    • ot tak po prostu.
      • weźmie się je
        • (te teksty)
      • zaznaczy myszką
      • ctrl+c
      • ctrl+v
    • i już.
  • wczytałem się w regulamin i muszę odszczekać. nie ma tu żadnej bezczelności. jest po prostu wykorzystanie punktu 17. okazuje się, że właściciele salonu24 mają w praktyce nieograniczone prawo republikacji tekstów autorów takich jak skalski, ziemkiewicz czy wroński. wystarczy, że jakiś serwis "promuje salon24" i bliżej nieokreślone "fragmenty blogów" można przekleić w dowolnie wybrane miejsce. czyli panowie skalski, ziemkiewicz i wroński i inni są darmowymi felietonistami salon24. jak łebdwazerowo, nie?
    • a tak jeszcze na marginesie, jak myślicie, gdzie prowadzi link "załóż bloga" na stronach salonointerii?
    • i na jeszcze dalszym marginesie: co z syndykatem? tak jakby chyba raczej głównie nic.
      • to był jakiś sygnał, czy szum? jak przypomnę sobie, co pisał o syndykacie urbanowicz: "Konkurencja Bloxa nie będzie miała wyboru: albo zaproponuje swoim najlepszym blogerom podobny deal, albo ich straci." albo: "Jedno jest pewne, o małą ikonkę Syndykatu będą walczyć blogerzy z całej Polski"
    • no i zaproponowała deal. nie do odrzucenia.
18:14, reuptake
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
  • jest taki piłkarz, może o nim słyszeliście. obecnie na wypożyczeniu w drugiej lidze angielskiej, gdzie zrobił niezłą furorę, strzelając sporo bramek. nazywa się saganowski. marek saganowski.
  • i jest taka dyscyplina sportu o nazwie piłka plażowa. wiedzieliście? raczej nie na nasze bałtyckie warunki pogodowe. i w tej oto dyscyplinie sportowej, która jak wiadomo cieszy się przeogromnym zainteresowaniem (prawa do transmisji posiada ekskluzywny program eurosport 2.0), występuje brat marka saganowskiego, bogusław. chyba dobrze mu idzie, bo został powołany do reprezentacji europy na mecz towarzyski z brazylią.
  • nasze portale nie mogły przepuścić okazji. ale szansa, taka zbieżność nazwisk! do tego dochodzi fakt, że "reprezentacją europy" w grajdołkowej piłce dowodzi nie byle kto, bo sam eric cantona, który kiedyś był znakomitym piłkarzem, a teraz występuje w reklamach i dorabia sobie w przyjemny sposób.
  • no to jazda:
    • gazeta.pl: "cantona powołał saganowskiego"
    • interia: "saganowski w drużynie gwiazd europy"
    • onet: "saganowski powołany do drużyny 'gwiazd europy'"
    • wp: "saganowski w drużynie gwiazd europy!"
  • jak widać, nikt spośród "wielkich" nie przepuścił okazji, żeby zrobić czytelników w [...]
    • balona.
18:58, reuptake
Link Komentarze (15) »
  • po perturbacjach spowodowanych wirusami (ja byłem zawirusowany, nie mój komputer), zmianami adresów (zarówno zamieszkania jak i ip), pomyślałem, że warto wrócić do naszych nieformalnych spotkań "bootstrap w wooku".
    • dla tych, którzy nie wiedzą, spotykamy się w knajpce wook
      • w warszawie, nie w łodzi
        • zrobiłbym głębszego linka, ale jakiś flaszysta stronę im robił, więc "sienieda".
    • która cechuje się tym, że
      • jest dobrze położona (hotel marriot)
      • jest w miarę tania (dania po 6 zł, ale raczej mikroskopijne)
      • udostępnia wifi za darmo
      • a nawet wypożycza laptopy
  • spotkania te nie mają żadnego ustalonego programu. siedzimy, jemy, pijemy, rozmawiamy. odbywają się we wtorki o ile znajdzie się quorum. grono jest mieszane ale nie wstrząśnięte, bo znamy się w większości z bootstrapu.
  • zapraszam także tych, którzy jeszcze wooka z nami nie okupowali wcześniej. w tym grono z grona. pogadamy o tym, czy google to alternatywny w stosunku do urli system adresowania w sieci, czy komunikator może obejść się bez wersji desktopowej, czy gg dobrze robi blokując alternatywne programy klienckie (i czy można jakoś z tym walczyć). będziecie mogli wbić mi szpileczkę, pytając, dlaczego blip.pl jeszcze nie wystartował.
  • reasumując: widzimy się jutro, ok. 19 (można przyjść wcześniej i zająć stolik z dala od kuchni, można też przyjść później) w wooku (w podziemiach mariotta).
piątek, 20 kwietnia 2007
  • miejsce i czas akcji to samo: chłodna 25, w samo południe. prezentacji tym razem niewiele, ale atmosfera mam nadzieję równie sympatyczna jak zazwyczaj.
  • ps. namnożyło się tych spotkań ostatnio. bootstrap, innowatorium, aula, niedługo ktoś kupi franczyzę i pootwiera sieć grillit :) to dobrze i źle zarazem. wydaje mi się, że trochę robi się za dużo imprez, jak na naszą technologiczno-startupową scenę. każdy chce coś zorganizować, tak jak kiedyś każdy chciał mieć swój portal. z drugiej strony dobrze, że coś się ruszyło. do zo.
16:15, reuptake
Link Komentarze (10) »
czwartek, 19 kwietnia 2007
  • news dnia jest taki, że ebay przejął stumbleupon. stumbleupon to prosty, a jednocześnie zaskakująco popularny toolbar, dzięki któremu możesz oceniać przeglądane strony www, a także korzystać z rekomendacji udzielonych przez inne osoby o podobnych zainteresowaniach. chociaż ebay nie wydaje się być na pierwszy rzut oka firmą, której taki nabytek przyniesie jakieś bezpośrednie korzyści, om malik znajduje synergię pomiędzy ebayem (a właściwie głównie skypem) a stumbleupon. i pisze, że może to być próba ataku na pozycję google'a w jego bastionie, jakim jest wyszukiwanie.
  • google także był zainteresowany stumbleupon, ale ebay widocznie go przebił. i tak
    • zupełnie przypadkowo
  • google ogłosił, że do toolbaru dołożył nową funkcję, która
    • zupełnie przypadkowo
  • robi to samo, co stumbleupon: podpowiada ciekawe strony, podobne do tej, którą właśnie oglądamy, ale
    • zupełnie nieprzypadkowo
  • korzysta przy tym z innych mechanizmów niż ocena przez pozostałych internautów (bo google wierzy przecież w swój page rank i inne tajemnicze bożki).
  • skoro jesteśmy przy google'u to dwa inne newsy:
    • froogle jest oficjalnie martwy. to znaczy, nazwa jest martwa, serwis pozostaje. ale i tak jest martwy. froogle nie działa. sam sprawdzałem kilka lat temu. teraz będzie się to nazywać "product search" czy jakoś podobnie, równie "atrakcyjnie".
    • google wprowadził do swoich arkuszy kalkulacyjnych, uwaga, uwaga: wykresy. no niesamowite. nie spodziewałem się, że w 2007 będziemy podniecać się takimi wydarzeniami, jak wykresy w arkuszu kalkulacyjnym.
11:48, reuptake
Link Komentarze (7) »
środa, 18 kwietnia 2007
  • wiadomość wydawałoby się egzotyczna. stan arizona zabronił serwisowi zillow prezentowania wycen nieruchomości. oczywiście położonych tylko na terenie tego stanu.
    • zillow to taka sprytna stronka, która pozwala wycenić dom wskazany na mapie. duży sukces w stanach.
  • dlaczego stan arizona dał bana zillow? bo wg. stanowych prawników, zillow wyceniał nieruchomości, do czego nie miał stosownych uprawnień. a żeby profesjonalnie zajmować się szacowaniem wartości nieruchomości, trzeba być licencjonowanym rzeczoznawcą.
  • arizona z zillow jakoś się pewnie w końcu dogada. a dlaczego o tym piszę? bo może i u nas niedługo okaże się, że nasze państwo zacznie wysyłać podobne bany serwisom internetowym. straszę? przeczytajcie u olgierda, co wymyślają nasi posłowie. sprawa również wydaje się marginalna, ale czy prowadzący serwis aleremont nie mają powodu do niepokoju? a jeśli ogłosi się rzemieślnik, który nie zda egzaminu w izbie pana posła? czy właściciele serwisu nie powinni sprawdzać papierów każdego ogłoszeniodawcy?
  • dodajmy do tego znaną sprawę, w której sąd wprawdzie umorzył sprawę, ale nie uniewinnił oskarżonego. oskarżonego o co? o prowadzenie strony internetowej bez rejestracji tejże jako czasopisma.
  • parafrazując stalinowskiego prokuratora wyszyńskiego: dajcie mi adres url, a paragraf się znajdzie. a jak się nie znajdzie paragrafu, to można oskarżyć o działanie bez paragrafu.
18:57, reuptake
Link Komentarze (3) »
  • jak to z tym euro było:
  • na onet długo wejść nie mogłem i nadal są kłopoty. jak już się tam dostałem informacja o euro 2012 jest widoczna, ale o przesadnym wyróżnieniu nie można mówić:
    • onet zastosował "taktykę szarańczy" (wynalazek trenera motyki z górnika zabrze). rozproszył newsa po wszystkich działach serwisu. mamy o euro w newsach, mamy o euro w gospodarce. niestety, sam główny news nie został specjalnie dopracowany graficznie. obok banerka tytuł: "Prawie zerowe szanse". chyba newsroom onetu tak od początku uważał i dlatego się nie przygotował. nie będzie mistrzostw w tvn?
  • wirtualna? pod względem odporności na euro 2012 effect bardzo dobrze. mogłem ją odwiedzić chwilę po ogłoszeniu gospodarza mistrzostw bez żadnego kłopotu. tylko, że niewiele miał mi ten portal (własność jednego z głównych sponsorów akcji promującej naszą kandydaturę) do zaoferowania:
    • bardzo przepraszam za słabą jakość obrazu, problemy na łączach w danii. a tak naprawdę to uchwyciłem moment wykluwania się toplayera. poza zajawką, niewiele więcej.
  • interia: nie wchodziłem w godzinie zero, więc nie wiem, jak sobie poradzili z obciążeniem.
    • taktyka szarańczy na całego. totalne rozproszenie newsa. jak widać informacja o euro 2012 to dwa obrazki + news w dziale "fakty dnia" + news w dziale "warto zobaczyć" + news w dziale "biznes". i nawet w sporcie o tym piszą. niżej są jeszcze działy "kobieta", "facet" i "motoryzacja". tam nie ma nic o euro, chociaż kliknąłem w "dobra wiadomość dla kierowców", myśląc, że i tam będzie jakaś wzmianka... nie ma. nic o autostradach.
  • gazeta.pl: czytałem relację z ogłoszenia wyników na serwisie z czuba (zobaczcie jak pięknie przekierowali domenę, palce lizać), więc nie wiedziałem, czy oni serio, czy jaja sobie robią. główna gazety przez chwilę nie ładowała się, a potem:
    • trzeba przyznać, że się postarali i zrobili taką zajawkę, jaką powinni zrobić. żadnej szarańczy: jasny przekaz. ciekawe, czy orange wykupiło reklamę specjalnie na ten dzień? bo caping jakiś duży, nie szło tego wyłączyć.
  • i last and least impressive (a może not least): o2. tam życie toczy się własnym rytmem. zobaczcie sami.
    • nie, żeby piłka nożna była dyskryminowana. ależ skąd. nagi david beckham na samym środku strony. z boku wzmianka o euro i o tym, że pokonaliśmy włochów, chorwatów i węgrów. graliśmy z włochami ostatnio?
  • tak czy owak, wiemy kiedy to euro będzie. nie wiemy tylko, jaki będzie kurs. do tego czasu musimy zbudować kilka stadionów, położyć trochę asfaltu i pociągnąć trochę światłowodów, a także zamontować kilka szaf serwerów, bo nawet nasi potentaci nie radzą sobie z ruchem w czasie ważnych wydarzeń. głupio by trochę było, gdyby w czasie meczu finałowego onet się nie ładował (nadal się mocno przytyka, a przecież minęło już 45 minut od godziny zero!).
    • zdjęli już news o zerowych szansach, za to doszedł inny: "40 mld do wydania"
      • czego? oczywiście euro. "Osoby, które znajdą pracę na gigantycznych placach budowy, to oczywiście nie jedyni potencjalni beneficjenci mistrzostw w Polsce." (ciekawe tylko, skąd te osoby, może z ukrainy, bo u nas ze znalezieniem może być spory kłopot).
      • no to się nam szykuje skok cywilizacyjny.
  • no nic. masa roboty nas czeka. a jeszcze musimy się przez ten czas z ukrainą nie pokłócić o jakiś stadion, mecz, rzut karny, serwer czy pomnik.
12:36, reuptake
Link Komentarze (20) »
  • jak pewnie już wszyscy wiedzą, google dołożył (a właściwie ma zamiar dołożyć) do swojego pakietu biurowo webowego odpowiednik powerpointa.
    • na read write web jest ciekawy wpis na temat tego, czy rzeczywiście i do jakiego stopnia, rozwiązanie google'a konkuruje z ms office. z jednej strony konkurencyjność tego rozwiązania jest oczywista, z drugiej strony przeniesienie aplikacji tego typu do sieci spowoduje konieczność pójścia na liczne kompromisy związane z ograniczeniami środowiska webowego, ale także stworzy zupełnie nowe możliwości, zwłaszcza jeśli chodzi o wymianę i współdzielenie dokumentów. może więc nowe aplikacje google'a zdryfują w jakimś innym kierunku, zostawiając ms office'a w swojej niszy. być może.
  • no i tyle. bo czym tu się podniecać? mimo wszystko jest to trochę kręcenie się w kółko, te wzajemne inspiracje "dużych". najpierw ms tworzy office'a, potem google go kopiuje w sieci, teraz ms będzie mocniej rozwijał "sieciowe" funkcje office'a, za rok czy dwa office'owi google'a zacznie trochę brakować interfejsu, to przejdzie na jakiś system ria i upodobni się do office'a 2008, w 2010 oba rozwiązania zaczną wyglądać tak samo, w 2016 dojdzie do fuzji ;-)
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
  • w tych dwóch słowach zawarte są dwa przeciwstawne pojęcia. jeżeli coś jest osobiste, to -- wydawać by się mogło -- stoi w opozycji do czegoś publicznego. to błędne podejście zgubiło już wiele serwisów. pozwalały one w ogromnym stopniu dopasować wygląd i funkcjonalność do potrzeb użytkownika. i im głębszą personalizację umożliwiały, tym bardziej "chroniły" tegoż użytkownika przed jakimkolwiek kontaktem ze światem zewnętrznym. to trochę tak jakby dać komuś możliwość wyboru dowolnego stroju i jednocześnie zabronić pokazywania się w nim publicznie.
  • tymczasem najciekawsze rzeczy dzieją się tam, gdzie jednostka może coś "spersonalizować" a jednocześnie może tym czymś się pochwalić. dlatego to, co zrobił netvibes ma ogromny sens.
  • a co zrobił netvibes? umożliwił bardzo głęboką i zasadniczą personalizację strony "startowej" (to już było, choć w mniejszym stopniu) i pozwolił jednocześnie na upublicznienie tejże strony (to jest nowość). czyli przeszedł z etapu "sam tworzysz gazetę, jaką chciałbyś czytać", na etap: "sam tworzysz gazetę, jaką chciałbyś, żeby czytali inni". tworzysz, to znaczy dobierasz nie tylko treści ale i wygląd. do tej pory może ci się nie chciało, ale teraz, kiedy twoi znajomi będą mogli zobaczyć twoją stronę startową... warto poświęcić chwilkę na jej dopieszczenie.
  • na upublicznianiu prywatnego wygrały blogi. czy byłyby tak popularne, gdyby publiczności nie było? na tej samej zasadzie zrodził się sukces twittera. netvibes to dobrze rozumie i idzie w dobrym kierunku.
23:07, reuptake
Link Komentarze (12) »
piątek, 13 kwietnia 2007
  • tak jak wspominałem, przeprowadzka do nowego mieszkania oznaczała dla mnie zmianę operatora internetu. z upc (chello) musiałem zrezygnować, astercity musiałem wybrać, bo wyboru właściwie nie było (pozostawała neostrada).
  • z tej okazji kilka uwag na temat operatorów. mimo sporego zaangażowania w net, bardzo długo łączyłem się przez modem. pierwszym stałym łączem było (nie)świętej pamięci SDI, które miałem też dosyć późno. potem przyszło chello. co do chello mam mieszane uczucia. był okres, kiedy działało po prostu rewelacyjnie. były okresy, kiedy miało liczne przerwy (jak już działało, to na ogół dobrze). obsługa klienta była zazwyczaj fatalna. do szału doprowadzała mnie konieczność wprowadzania numeru klienta za każdym razem, kiedy chciałem się dowiedzieć, że nic nie są w stanie zrobić.
    • numer klienta w chello wydrukowany na umowie trzeba było wklepywać przez telefon z pominięciem, czy też z dodaniem jakiejś liczby zer, nigdy nie pamiętałem, ile tych zer miałem pominąć/dodać.
  • kilka ciekawostek z chello:
    • przez pierwsze kilka lat korzystałem z ich usług nie mając podpisanej umowy. instalator zapomniał poprosić mnie o podpis.
    • w początkowym okresie nie można było zmienić hasła do e-maila. co może nie byłoby aż takim problemem, gdyby nie to, że wszystkim przydzielano hasło, które można wykombinować znając login.
    • regulamin chello zabraniał korzystania z internetu "osobom trzecim" (nie-abonentowi). w dosłownym rozumieniu, z sieci nie mogła korzystać np. moja żona.
    • z kolei część dot. dzielenia połączenia była napisana strasznie mętnie (potem pojawiła się tam horrendalna kara umowna -- 5000 zł bodajże). dzieliłem je właściwie od początku, za pomocą huba podpiętego do komputera-gatewaya.
    • na koniec chello zafundowało mi konieczność płacenia z dodatkowy miesiąc, w czasie którego nie będę korzystał z ich usług (prawie do końca maja) otóż umowę rozwiązuje się z końcem (uwaga) następnego okresu rozliczeniowego. mogę się z nimi chandryczyć, ale nie mam siły.
    • z pozytywów: łącze, które na początku miało bodajże 0,5Mbit na koniec mojej przygody z chello miało już 5Mbit.
  • a teraz ciekawostki z aster:
    • można narzekać na numer id przydzielany przez chello. ale aster jest lepsze. żeby się zalogować do ich konfiguratora konfiguracji (co jest konieczne, żeby skorzystać z netu), trzeba podać numer umowy. numer, to mało groźnie brzmi. ale to jest kilkunastoznakowa, kilkuczłonowa, kryptograficznie zabezpieczona (żartuję) formuła magiczna.
      • którą przedstawiciel aster tak nabazgrał, że była nie do odczytania. na szczęście pomoc telefoniczna świadczy też usługi grafologiczne.
    • z usług dodatkowych: byłem bardzo wzruszony, gdy mój dekoder telewizji cyfrawej (cyfrowa to ona do końca nie jest, dlatego piszę "cyfrawa", ale jakość faktycznie b. dobra) wyświetlił tuż po włączeniu logo aster i napisał, że pobiera konfigurację. gdy po pół godziny nadal wyświetlał komunikat, wzruszenie przeszło w złość, złagodzoną tym, że udało mi się dodzwonić do pomocy i włączyć telewizję przed środowym meczem ligi mistrzów.
  • i teraz kilka uwag ogólniejszych. popieniaczę sobie.
    • pierwsze pieniaczenie: uważam, że urząd antymonopolowy powinien bardzo dokładnie przyglądać się kablówkom, które w swoich rewirach są monopolistami. czuję się bezradny rozmawiając z aster. co im mam powiedzieć? że przeniosę się do konkurencji? czyli gdzie?
    • drugie pieniaczenie: uważam, że powinien obowiązywać przepis, w myśl którego rozwiązanie umowy powinno przebiegać podobnie jak jej zawiązanie. tzn. jeżeli firma jest tak uprzejma, że przynosi klientowi modem w zębach i go instaluje, powinna go od klienta odbierać na tych samych zasadach. skoro płaci się od momentu instalacji, nie powinno się wymagać płacenia do końca następnego okresu rozliczeniowego itd.
  • i ostatnia rzecz: dlaczego operatorzy kablówek nie zainwestują w serwisy społecznościowe? taki aster, pokrywający swoją siecią kilkanaście warszawskich osiedli, czemu nie stworzy serwisu, integrującego te społeczności? przecież taki serwis, który byłby rzeczywiście atrakcyjny (a mógłby być atrakcyjny, choćby dlatego, że połączony wspólną infrastrukturą) mógłby im przyciągnąć klientów? a może oni już znaleźli sposób na robienie kasy i nie muszą pompować tej społecznościowej bańki? a może zwyczajnie się boją?
    • chello miało swoją grupę na wewnętrznym serwerze www. trzy podstawowe tematy, które się tam pojawiały:
      • jak ściągać więcej niż chello pozwala?
      • jak podzielić łącze, żeby chello się nie dowiedziało?
      • jak bardzo chello jest do dupy
  • a może rynek został podzielony i właściwie nie sensu o klienta walczyć?
16:21, reuptake
Link Komentarze (18) »
  • witam państwa z sieci aster city, z pokoju wypełnionego kartonami. jak tylko odkryję, w które pudełko włożyłem pomysł na notki, na pewno się odezwę. ale do poniedziałku działam dalej w trybie przeprowadzki, co oznacza, że interesuje mnie bardziej, czy pan stasio z administracji podłączy mi pralkę (wannę już mam), niż to, czy pan łukasz z onetu zbuduje nowe wortale (bo portal już ma). ale o zumi wiem.
10:10, reuptake
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 kwietnia 2007
  • wpis na szybko z traffica, gdzie spędzam czas pijąc ciepłą colę i czytając zaległe feedy via tamtejsze wifi.
  • właśnie przyszedł facet i zapytał, czy umiem przegrać płytę na telefon. "przerobić na empitri i wgrać". powiedziałem, że nie umiem. drm is a joke.
  • a chciałem napisać o make it. to nowa sieć społeczna
    • ci, którzy przerwali w tej chwili czytanie są usprawiedliwieni
  • która jest jednak interesująca z kilku powodów. 1) robią ją goście z epulsa, którzy już coś pokazali "w tym temacie". 2) nie mogą się logować użytkownicy mający mniej niż 20 lat. no, chyba, że coś ściemnią. 3) jest dość sporo ficzerów od razu na starcie. 4) nie ma reklam, agresywnie promowane są płatne konta premium.
  • całość wygląda jak miks goldenline z mojągeneracją (jeśli potraficie sobie to wyobrazić). tematyka jest zarówno pracowa jak i flirtować. żeby startować od razu z płatną usługą, na rynku, na którym jest już kilku graczy, potrzeba sporo tupetu. ciekawe, czy się uda. przyznaję, że model "uzależnić i zmonetyzować" jest kuszący. w końcu tak działa rynek narkotyków, a mało który rynek jest równie lukratywny. mimo wszystko make it nie wydaje mi się wystarczająco narkotyczne.
  • to tyle na szybko, idę bić pianę na innowatorium.
18:42, reuptake
Link Komentarze (8) »
środa, 04 kwietnia 2007
  • mozilla ma wbudować sieć społeczną w kolejną wersję programu. cios we flocka mówi arrington, ale czy tylko we flocka? to co zaczyna się jako "prosty sposób na dzielenie się linkami ze znajomymi", może rozrosnąć się i stać się konkurencją także dla serwisów social-networkowych.
  • a tymczasem mamy społeczność kolekcjonerów plusików.
    • przy okazji polecam bloga wałęsy!
      • Z przykrością informuje , że dziesięć pokoleń sprawdzały , różne źródła , poza moją wiedzą i zgodą , przysyłając mi anonimowo wyniki i nigdy w mojej rodzinie nie było krwi żydowskiej , co przyjmuję z ubolewaniem ,daję słowo ,gdybym był kawalerem i młodszym naprawił bym ten błąd historyczny L Wałęsa
      • Demonstracje i destabilizacje robił nam w tedy OPZZ , przeszkadzali w rytmie wolnościowej pracy , rzucili gruszką we mnie
      • 100% lechu style.
  • dlaczego piszę to o mojejgeneracji? bo to przecież jest "social network" z gotowym klientem o ogromnym zasięgu. są krok przed mozillą (która ma zasięg, a sieci społecznej nie ma).
  • i co? założyłem sobie tam konto. zalogowałem się hasłem / numerkiem z gadu i...? nawet nie mogę zaimportować listy znajomych z komunikatora.
    • za to w ciągu 2 minut dostałem 2 plusiki, czy inne krzyżyki na drogę.
18:07, reuptake
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2