pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
piątek, 30 maja 2008
  • bartek opublikował listę startupów, które będą prezentowane w konkursie na najlepszy startup. bardzo dobry pomysł i widać, że chwycił. bartek, tak jak wcześniej hazan nagrodzi najlepszy (zdaniem jury) serwis darmową reklamą na blogu. ja jak zwykle się wyłamię. z pewnością serwis, który najbardziej mi się spodoba, opiszę na blogu, ale nie będę przy tym kierował się oceną dokonaną przez jury.
  • podobnie jak bartek nie będę też pisał o poszczególnych stronach, zanim nie zobaczę prezentacji na imprezie, na którą się zresztą wybieram. poklikałem po tych serwisach, których nie znałem, większość z nich działa, jakoś tam wygląda, sporo pracy włożono. nie widzę wśród nich kolejnej naszej-klasy, ale kilka z nich może przetrwać.
  • martwią mnie dwie rzeczy
    • żaden z nich nie wygląda na nastawiony na podbicie świata. dla wszystkich nasze podwórko wydaje się naturalnym ekosystemem.
    • kilka z nich zalicza się do kategorii "fajny serwis, tylko szkoda, że o nim nie wiedziałem, kiedy był potrzebny". pisałem już o tym problemie. choć wydają się specjalizowane, walczą z googlem.
23:07, reuptake
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 26 maja 2008
  • informacja o tym, że money.pl zainwestowało w firmę, która stoi za serwisem krytycy.pl zdziwiła mnie, przyznaję. o krytykach pisałem już na netto, o drugim serwisie, blognews, też wspominałem.
    • zajrzałem do obu tych serwisów i niewiele się zmieniło. krytycy zamienili się w narzędzie SEO, o czym świadczy choćby fakt, że ostatnią kampanię reklamową zamówiła tam firma zajmująca się pozycjonowaniem, precyzyjnie wskazując, które słowa mają linkować. nie chodzi tu o to, że mam coś przeciwko reklamie na blogach, choć akurat kupowanie notek sponsorowanych to według mnie prosta droga do samozniszczenia zaufania, które do blogów mają odbiorcy. chodzi bardziej o to, że
      • po pierwsze, albo się tworzy zaplecze SEO albo blogową platformę reklamową. trzeba coś wybrać
      • po drugie tego typu biznes będzie działał, dopóki google się nie znudzi. a google wielokrotnie dawało do zrozumienia, że kupowane linków jest evil. ryzyko biznesowe jest tu spore.
        • dodatkowo już nie trzeba oznaczać sponsorowanych tekstów obrazkami.
    • blognews wygląda jeszcze gorzej niż oglądałem go ostatnio. totalny bałagan, newsy bez ładu i składu. jakby dziś zamknąć ten serwis, to pewnie nikt by nie zauważył, tak ja ja nigdy nie zauważałem, żeby generował jakikolwiek zauważalny ruch.
  • o co więc chodzi? znam obie strony transakcji i wiem, że twórcy tych serwisów są ambitni i zdeterminowani. poza tym z pewnością dużo nauczyli się, tworząc, a nie tylko gadając. to zapewne zadecydowało o zainteresowaniu money.pl ich projektami. jest to raczej inwestycja w potencjał, a nie w to, co już dokonali. szczerze im życzę, żeby następny projekt był bardziej udany i wniósł coś do polskiej blogosfery.
    • i nie sprowadzał jej do zaplecza SEO. bo na to z pewnością nie zasługuje.
22:19, reuptake
Link Komentarze (4) »
  • coraz częstsze problemy techniczne twittera są tematem coraz złośliwszych uwag amerykańskiej blogosfery. brian alvey napisał wręcz, że modelem biznesowym twittera powinno być wyświetlanie reklam, gdy serwis nie działa. z kolei zdesperowany(?) arrington wysyła w świat wpisy składające się z jednego słowa ("twitter!") o trudnym do zrozumienia przesłaniu
    • arrington tłumaczy coś tam w nagraniach wideo, ale nie chce mi się tego słuchać. nie mam czasu, nie chcę przeszkadzać innym osobom w pokoju ani szukać słuchawek.
      • to moje 2 eurocenty w kwestii wideokomentarzy.
  • co leży u podstaw problemów twittera? jego twórcy sami przyznają, że twitter był tworzony bardziej jak system content managementu niż jak system komunikacyjny. centralna baza danych, w której przechowywane są wszystkie wiadomości, w połączeniu z faktem, iż coraz więcej serwisów pobiera dane z twittera via api i kłopoty gwarantowane
    • ten ukryty ruch to 10x więcej niż to, co widać "na powierzchni"
  • w sieci aż roi się od dywagacji na temat możliwości (lub niemozliwości) stworzenia zdecentralizowanego twittera. pojawiają się także pomysły, by friendfeed zastąpił twittera. to drugie rozwiązanie jest chybione. dlaczego?
  • twitter jest ofiarą freeconomii. doktryny mówiącej, że proste usługi muszą być darmowe, bo tak. mogą być finansowane z reklam, ale na pewno nie może za nie płacić użytkownik. doskonale wypunktował to om malik. weźmy takiego scooble'a, który ma 25000 "obserwujących" go na twitterze. każda wiadomość wysłana przez niego to nieproporcjonalnie duże obciążenie systemu. a tymczasem scoble używa twittera za darmo, tak jak każdy inny użytkownik, który ma kilkunastu/kilkudziesięciu obserwujących. głupi sms kosztuje 20 groszy, a wysłanie wiadomości do 25000 osób jest darmowe. coś tu nie gra.
  • scoble to mały pikuś. coraz więcej firm zaczyna budować swoje rozwiązania w oparciu o twittera. twitter zyskuje popularność dzięki temu, ale popada w coraz większe kłopoty z wydajnością.
  • niestety, twitter jest bardzo, bardzo głęboko zanurzony we freeconomii. pieniądze od vc ma na wyciągnięcie ręki. "dajcie nam więcej pieniędzy, a załatamy nimi dziury". problem w tym, że im więcej kasy zostanie włożone, tym więcej kasy będzie potrzeba. twittera używa zaledwie/aż
    • niepotrzebne skreslić
  • 200.000 osób tygodniowo. co będzie, jeśli liczba ta powiększy się 10x? czy wydatki wzrosną liniowo? a przychody? czy model biznesowy oparty na reklamach się sprawdzi? o ile wzrośnie obciążenie systemu?
    • bardzo ciekawy artykuł o skalowaniu systemów mikroblogowych. taka prosta rzecz - wydawałoby się. krótkie wiadomości rozsyłane do wielu osób na raz. komunikatory, smsy, e-maile: rozwiązania stare jak świat. a jednak okazuje się, że mikroblogi łącząc zalety tych narzędzi komunikacji, stworzyły nowe, trudne do rozwiązania problemy.
12:58, reuptake
Link Komentarze (10) »
piątek, 23 maja 2008
  • chcecie wiedzieć, co dobrego? pitchfork.tv. bdb. najlepsza rzecz, która narodziła się z połączenia muzyki, internetu i wideo. jestem fanem. pitchfork.tv to uzupełnienie znanego serwisu z recenzjami muzycznymi pitchforkmedia.
  • szczególnie polecam filmy z cyklu one week only, czyli dłuższe materiały, dostępny jedynie przez tydzień. premierze pitchfork.tv towarzyszył rewelacyjny dokument o trasie reaktywowanego the pixies
    • fragment, w którym frank black, prawie nagi i wyglądający jak chiński budda kładzie się na łóżku, słuchając jakiejś motywującej słuchanki i powtarzając "jestem dobrym człowiekiem, jestem dobrym człowiekiem...": bezcenny
    • teraz możecie posłuchać (pospieszcie się) świetnego materiału o reaktywacji mission of burma
  • do tego dochodzą videoclipy i niepublikowane nigdzie indziej minikoncerty. dzięki nim odkryłem dużo fascynującej muzyki, jak choćby niezwykły i trudny do zakwalifkowania esg

  • dodam jeszcze, że video jest naprawdę niezłej jakości, nie zacina się
    • czego nie mogę powiedzieć nawet o youtube, przynajmniej w sieci astera
  • działa na macu, ma tryb pełnoekranowy i jak widać powyżej może być wklejane na inne strony. dobrze, że są i takie serwisy. zwłaszcza, kiedy za oknem mizeria, a w telewizji i w megapanelu nuda.
13:22, reuptake
Link Komentarze (5) »
  • policzcie sobie, ile reklam tego samego reklamodawcy udało się wcisnąć na jedną stronę.
  • moje zgrubne obliczenia:
    • 1 tło
    • 1 billboard (na tym tle)
    • 2 x large rectangle
    • 1 x button
    • 1 x half banner
    • 1 x medium rectangle
    • 2 x link reklamowy
      • 9 (dziewięć)
  • ktoś po prostu zaszalał i wykupił pakiet bukkake.
12:32, reuptake
Link Komentarze (15) »
wtorek, 20 maja 2008
  • już kiedyś o tym pisałem, ale teraz nie mogę znaleźć: nie wierzę w sukces 90% serwisów, które widzę. chociaż są przemyślane. chociaż trafiają w realnie istniejące potrzeby. dotyczy to zwłaszcza serwisów, które są użyteczne.
  • ot dziś taki serwis pirland. nie będę się czepiał szczegółów. festyniarskiego flasha złożonego ze zużytych do urzygu fotek (pan w gajerze ściska rąsię pani w garsonce) z jakiegoś taniego stocka. beznadziejnego modelu, zmuszającego wszystkich do korzystania z jednego wzoru umowy. wad prawnych regulaminu, które wypunktował olgierd. ten serwis i setki innych ma jedną zasadniczą wadę: nie ma jak do niego dotrzeć.
  • nie ma swojego google'a.
  • zastanówmy się, czym jest google. od podstaw jest to wyszukiwarka. ale wyszukiwarka czego? informacji.
    • jego twórcy są informacjami zafascynowani. sama etymologia nazwy google na to wskazuje.
    • nic dziwnego. w czasach, gdy google powstawało sieć była siecią informacyjną. to była sieć, którą się czytało.
  • i google jest świetnym narzędziem do znajdowania informacji. jeśli kiedyś w życiu będziecie potrzebowali jakiejś informacji, google ją dla was wyszuka. nawet jeśli jest to jednorazowa potrzeba, wpisujecie to czego szukacie i macie.
  • dlaczego pirland (i cała masa podobnych serwisów) się w sieć google'a nie łapie? bo nie jest to serwis informacyjny. google doskonale się sprawdzi, gdy potrzebujemy informacji o okresie lęgowym pokrzewki, ale gdy chcemy pożyczyć od kogoś grę fifa 07, zasypuje nas bezsensownymi informacjami, a nie kieruje do miejsca, w którym możemy to zrobić. cóż, google traktuje czasowniki jakby były rzeczownikami.
  • oczywiście jest jeszcze jedna metoda promocji serwisu, jaką jest reklama. tylko jak ma się reklamować serwis typu pirland? "u nas pożyczysz wszystko?" jak wbić to do głowy? równie dobrze mógłby się reklamować serwis informacjeozwierzątkach.pl. nie oszukujmy się, potrzebę pożyczenia będziemy mieli pewnie kilka/klikanaście razy w życiu. w takich sytuacjach konieczna jest wyszukiwarka. nikt nie będzie sobie zapychał głowy setkami nazw stron, z których nie będzie korzystał kilka razy w miesiącu.
  • google killer? wyszukiwarka usług. serwis, który odpowie (bezpośrednio!) na problem "potrzebuję pożyczyć przyczepę do przewiezienia szafy", nie każąc go zamieniać na "wypożyczalnia przyczep". wyszukiwarka, która rozumie czasowniki, nie tylko rzeczowniki. i wtedy serwisy, które trafiają w rzadsze, ale przecież bardzo istotne potrzeby będą miały rację bytu. tak jak dziś, dzięki googlowi, mają ją strony o pokrzewkach. chociaż z pewnościa rzadziej potrzebujemy informacji o okresie lęgowych tych niepozornych ptaków, możemy je znaleźć o wiele łatwiej niż serwis, na którym zebrane zostaną oferty wypożyczania różnych rzeczy.
20:23, reuptake
Link Komentarze (7) »
  • gazeta "dogadała się" z dużym serwisem fotoblogów, photoblog.pl.
  • informacja prasowa jest dość ogólnikowa. wiadomo tyle, że nie doszło do klasycznej inwestycji (co nie oznacza, że nie dojdzie do niej w przyszłości).
  • jest to kolejny bardzo dobry ruch agory. powiększa dość znacząco zasięg serwisu
    • który jednak kuleje w stosunku do np. onetu
  • ale także powiększa powierzchnię reklamową, którą dysponuje biuro reklamy portalu. jest to zresztą kolejny deal jeśli chodzi o sprzedaż reklam. szkoda tylko, że biuro reklamy nadal nie nauczyło się sprzedawać innej reklamy niż zasięgowa i że syndykat to jeden wielki fuckup. wpływów z reklamy nie przyniósł, społeczność podzielił, popularności zrzeszonym blogom
    • wbrew temu, co niektórzy twierdzą
  • nie zwiększył w znaczącym stopniu.
  • na koniec miły akcent: gazeta zaprosiła blogerów na hel. to kolejny dowód na społecznościową ofensywę portalu z czerskiej. do tej pory gazeta hodowała węża w kieszeni
    • porównajcie to z nagrodami, które fundował onet
  • teraz wąż został wyeksmitowany. ciekawe, ile to potrwa. żadna hossa nie trwa wiecznie. ale póki rynek rośnie, muzyczka gra..
  • ps. zrobił mi się agora watch z bloga, ale jeśli inny serwis zrobił coś ciekawego, to chętnie o tym napisze. można wysłać maila, można też kliknąć w "anonimowe donosy" (z lewej strony) i puścic info anonimowo.
12:56, reuptake
Link Komentarze (12) »
niedziela, 18 maja 2008
  • moja.gazeta.pl to nazwa polskiego odpowiednika netvibes stworzonego dla agory.
  • skromny wygląd niesie za sobą dość sporo ciekawych, acz nie zaskakujących możliwości. strona jest w pełni personalizowana, można umieszczać na niej nie tylko gazetowe feedy, ale także dowolne inne rssy
    • przez podanie strony "zawierającej" rss, a co z rss, które nie są zlinkowane z żadnej strony?
  • a także "dowolny" widget. skoro dowolny, to spróbowałem wstawić widget blipa. niestety, jak widać na powyższym obrazku, z negatywnym rezultatem. wkleiłem kod i otrzymałem komunikat, uwaga:
    • Wpisany kod musi być poprawnym XMTL'em.
  • dla mniej zorientowanych użytkowników, jest to coś w rodzaju otrzymania na marginesie wypracowania uwagi od nauczyciela
    • Błond ortograficzny
  • nie ma co jednak znęcać się nad serwisem, którego otwarcia jeszcze oficjalnie nie ogłoszono (choć jak widać jest on publicznie dostępny). dodam tylko, że skutecznie wiesza on mojego firefoxa (w safari działa ok).
  • moja.gazeta.pl ma też towarzysza. jest nim katalog widżetów o nazwie wstaw.to
  • zbiera on gadżety netvibes/igoogle, dzieląc je na kilka kategorii, dość niefortunnie moim zdaniem nazwanych
    • "użytki"? jesteśmy na giełdzie na grzybowskiej 10 lat temu? "blodżety"? wtf? co ma digg wspólnego akurat z blogami?
  • w formie widżetów udostępniono przy okazji wiele serwisów gazety.
  • pomijając te drobne uszczypliwości jest to ciekawa inicjatywa, właśnie przez to, że poza stroną, którą buduje się za pomocą widżetów, stworzono katalog, będący ich źródłem. dziwi jedynie niespójność tych dwóch serwisów. spersonalizowana strona jest poważna, rzekłbym nawet smutna. z kolei wstaw.to (które zapewne będzie służyć też innym serwisom) ma nieco odpustowy charakter.
  • dla serwisów tego typu możliwość personalizowania wyglądu strony jest superważna. moja.gazeta.pl tego nie oferuje. wydaje mi się, że przydałoby się również wyraziste logo i lepsza nazwa, a przynajmniej domena nie kłócąca się z winietą. no i może popracować by można było nad językiem, w jakim strona komunikuje się z użytkownikem? na jednej stronie to samo może być "elementem" by po chwili być "boksem" a w następnym zdaniu "zakładką".
    • przy okazji: szkoda, że gazeta nie zdecydowała się na wprowadzenie spolszczonej nazwy w miejsce "widżetów" i "gadżetów", które to terminy używane są zresztą na przemian, co dodatkowo myli. mi osobiście podoba się nazwa "wklejka".
  • moja.gazeta.pl to kolejny rozdział w długiej historii walki polskich portali z personalizacją
  • strona główna portali gazeta.pl jest personalizowana, ale moim zdaniem w fatalny sposób, pomijając przydatną funkcję wyboru miasta, z którego chcemy dostawać wiadomości lokalne. zmniejszenie boxu z polecanymi informacjami czy też przestawienie sobie "gospodarki" nad lub pod "sport" to trochę za mało. onet, na swojej nowej stronie głównej, poszedł dużo dalej. gazeta postanowiła go przebić, tworząc "polski netvibes" połączony z katalogiem widżetów. czy to się uda? mam sporo wątpliwości. tym, którzy używają netvibes, pewnie moja.gazeta oryginału nie zastąpi, a polskich treści, które warto wklejać, jest trochę mało. tak czy owak, to dobra próba, a sam kierunek jest jak najbardziej słuszny. jeśli nie na mojej.gazecie, to na bloxach widżety mają szansę się upowszechnić.
    • zastanawiam się tylko, czemu właściwie ma służyć serwis zoom24? i czy zamiast poświęcać czas na jego stworzenie, nie wystarczyło użyć do przedstawienia wiadomości z kilku portali właśnie mojej.gazety, gdzie taki serwis można by wyklikać w kilka minut?
      • ogólnie mam wrażenie, że każdy serwis gazety ma ostatnio mniejszego, nieudanego brata. moja.gazeta.pl ma zoom24, autotrader ma część ogłoszeniową moto.pl... o ile niektóre z tych stron to po prostu zaszłości, to istnienie pozostałych jest trudne do racjonalnego wytłumaczenia.
      • anyway: ofensywa agory trwa. gdy wirtualna i interia przysypiają, gazeta.pl idzie do przodu jak burza. u bartka możemy sobie pospekulować, co jeszcze przejmie koncern z czerskiej, zapraszam do zabawy. niestety, bez nagród, ale i bez kar.
20:08, reuptake
Link Komentarze (15) »
  • mediafun nakręcił. mógłbym embedować, ale lepiej chyba oglądać na nie-moim blipie. przepraszam za problemy z mikrofonami. miłego odbioru.
    • ps. wersja flashowa samych slajdów też jest dostępna, ale wymaga sporo cierpliwości, bo długo się ściąga.
piątek, 16 maja 2008
  • w jednym dziennikarze gazety wyborczej są naprawdę mistrzami: w oburzaniu się. bartosz węglarczyk, o ile jego bloga pamietam, a pamiętam trochę piąte przez dziesiąte, też jest w tym niezły. dziś z oburzenia aż pomyliły mu się klawisze, gdy grzmiał na swoim blogu: "Wielokrotnie pisałem o zalewie ingnornacji w polskim dziennikarstwie. Nie chodzi o poglądy, lecz o braki w podstawowej wiedzy zrozumienia tego, o czym się pisze."
    • nie będę się pastwił na słowem "ingornancja"
      • choć "ignornacja" to już jest całkiem miły neologizm
    • ani nad wątpliwym sensem tekstu "braki w podstawowej wiedzy zrozumienia tego, o czym się pisze".
  • oburzenie aż przebija z tego wpisu, a o to chyba chodziło. przebija aż tak, że link do notki na blogu węglarczyka przebił się na prominentne miejsce na stronie głównej gazeta.pl

  • zresztą ja się z węglarczykiem zgadzam, co do meritum. a meritum jest takie, że wczoraj poszedł news, iż al kaida planuje zamachy na euro2008, o czym al kaida poinformowała na "swojej stronie". informację tę dzielna szwajcarska policja "wykryła" (googlem?). ten news przedrukował dziennik "polska". i tu jest źródło oburzenia węglarczyka:
    • ignorancja, niegdyś zarezerwowana dla małych gazetek, teraz trafia na pierwsze strony największych pism
    • oraz
    • jak można być tak nieodpowiedzialnym, a jednocześnie tak głupim, że pisać takie bzdury
  • jak można? proszę po sąsiedzku się spytać kolegów, którzy urodzili ten tekst. tekst, który wczoraj był jeszcze bardziej promowany na głównej stronie gazeta.pl niż wyrazy oburzenia węglarczyka

  • tak, wiem co sobie pomyśli duża część czytelników tego bloga. o co mi chodzi? przecież to tylko internet. węglarczyk słusznie oburza się na papierowy dziennik "polska", ale oburzać się na kolegów z redakcji internetowej? wyzywać od ignorantów? przecież oni muszą pisać to, co podają agencje. przecież ludzie mają prawo do informacji, tych lepszej jakości i tych gorszej. przecież jak sport.pl nie napisze, to napisze onet, interia, wp. przecież "every click is sacred". przecież gonimy onet. etc, etc, etc.
  • co więc mnie oburza? oburza mnie, że węglarczyk widzi źdźbło w oku konkurencji, a belki w oku sąsiedniego działu już nie. dziś dział sport.pl znowu walnął mnie po oczach idiotycznym tytułem na jaskrawym, czerwonym tle "niemcy powołali tego, który wyrzucił nas z mistrzostw świata!" chodzi o rezerwowego zawodnika reprezentacji niemiec, odonkora. krzyczą do mnie, jakbym był głuchy o bzdurach. żebrzą o te moje kliki, jakbym był idiotą. jakby news zatytułowany "trener niemiec ogłosił skład na euro" to byłoby za mało. potem czytam ten tekst, ani wzmianki o tym, że ktoś nas "wyrzucił". sensacja-rewelacja-cielę-z-dwoma-głowami! tak, mówienie poprzez jaskrawe tytuły, że coś, co jest nieważne, jest ważne, to oszustwo. i codziennie czuję się oszukiwany przez nasze portale, które biją pianę z newsów absolutnie nieważnych. i tak jak telewizyjne wiadomości są rozliczane przez polityków, w sumie słusznie, z tego, który news poszedł jako ważny, pierwszy, a który został przemilczany i zepchnięty gdzieś w kąt, tak ja rozliczam dziennikarzy internetowych, z tego, czy mnie próbują robić w konia, czy nie. a próbują nieustannie.
  • a co najbardziej mnie oburza? że tak daliśmy dupy i zupełnie sobie odpuściliśmy internet. stosowanie podwójnych standardów ("w papierowym piśmie to niedopuszczalne / w internecie to normalne") nikogo nie dziwi. i nie chodzi tu wyłącznie o fakt, że "łżenews" na głównej stronie portalu jest ok, a w gazecie nie ok. że idiotyczne tytuły są dobre na w sieci, a w gazecie nie. chodzi także o kasę ("za tekst do sieci tyle, za tekst do gazety tyle") i o wiele innych kwestii, które sprawiają, że traktujemy to medium jako trzeciorzędny tabloid, nawet jeżeli się do tego nie przyznajemy wprost. nie widzę żadnego powodu, by w sieci nie było miejsc, w których takie "łżenewsy" jak ten o bombach na euro, równie biły po oczach, jak ich umieszczenie na jedynce aspirującego dziennika. dlaczego ich nie ma? nie wiem.
  • więc ja się dopisuje do węglarczyka: "ignorancja, niegdyś zarezerwowana dla małych gazetek, teraz trafia na pierwsze strony najpopularniejszych portali oraz "jak można być tak nieodpowiedzialnym, a jednocześnie tak głupim, że pisać takie bzdury"
  • orange oficjalnie potwierdził, że w jego polskiej ofercie dostępny będzie iphone.
    • dzięki (^przemek)
  • nie wiem, jakie wrażenie robię pisząc to co piszę na blogu, ale wbrew ewentualnym pozorom nowości nie jarają mnie, tak jak by mogło się wydawać. do iphone'a podchodziłem sceptycznie. ok, możemy sobie mazać palcem po szybce, sprawiając na postronnych osobach wrażenie, że usyfił nam się wyświetlacz, ale co z tego?
  • zmieniłem zdanie z dwóch powodów.
    • pierwszy z nich jest taki, że od roku zmagam się z (darowaną mi) nokią n73. ponieważ jak wspomniałem, jest ona mi darowana, a także ze względu na to, że wpis ten mogą czytać osoby nieletnie, daruję sobie opisywanie w szczegółach wrażeń z jej użytkowania. nie, drodzy inżynierowie nokii. dodanie oddzielnego przycisku do każdej funkcji na losowej ściance obudowy NIE podnosi usability. a konieczność instalowania dodatkowego software, by klawiatura samoczynnie się blokowała NIE jest świadectwem otwartości systemu, tylko raczej zamkniętej wyobraźni jego autorów.
    • drugi zaś jest taki, że dostałem (obsypują mnie prezentami ze wszystkich stron) toucha, który jest ogołoconym iphonem i poczułem w czym rzecz. od czasu, gdy pisałem ten wpis touch stał się moim podręcznym notesem, kalendarzem, przeglądarką i odtwarzaczem muzyki: w końcu go "rozbrejkowałem" co okazało się dziecinnie łatwe. i poczułem dziecinną radość (no, może bardziej nastoletnią), kiedy zalogowałem się na toucha przez ssh i mogłem poczuć się jak u siebie w domu. ok, może wolę basha, ale i jego da się na nim zainstalować. otwarty iphone (a takiego, w pewnym sensie, będzie sprzedawać w polsce orange) to iphone do kwadratu.
  • po tych doświadczeniach stwierdziłem, że spokojnie, spokojnie, ale iphone'a będę chciał mieć. bez pośpiechu, wytrzymam. poczekam na drugą generację. orange dzwoniło z propozycją nowych telefonów, podziękowałem, podpisałem umowę tylko na rok.
  • applowi się po prostu udało zrobić to, czego nie udawało się żadnemu producentowi telefonów do tej pory. stworzyć urządzenie, w którym skomplikowanie obsługi nie jest liniowo (albo i gorzej) skorelowane z funkcjonalnością. moja sześcioletnia córka bez problemu przegląda galerie zdjęć na touchu. spróbowałaby coś takiego z nokią... do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz. nie wiem jak z iphonem, ale ja toucha ładuje (bo tylko tak się da), przez usb/stację dokującą. iphone'a będę ładował tak samo. to oznacza jego automagiczną synchronizację. tak, wiem, każdy telefon można synchronizować. ale nigdy mi się nie chciało. ipoda nie muszę "chcieć" synchronizować. to robi się samo.
  • oczywiście jest kwestia ceny i innych warunków. być może się sparzę i w koncu zostanę z nokią, choć jej żywot jest naprawdę bardzo zagrożony, wielokrotnie cudem uniknęła śmierci w ataku wściekłości. ale to dobry news. ja tam się cieszę, marudzić będę, jak poznam cenę, albo jak microsoft wypuści swoją komórkę, która zmiecie iphone'a w proch i pył.
    • z tym drugim to żartowałem.
  • wykopcie, jeśli oczywiście chcecie.
środa, 14 maja 2008
  • suler podrzucił przed chwilą uroczego klona naszej klasy w wersji weselnej.

  • autorzy nawet nie próbują wypierać się inspiracji nasza-klasą. w tytule strony mamy "nasza klasa w wersji weselnej - nasza klasa i nasze wesele". jest też kilka różnic w stosunku do oryginału. np. twórcom naszego wesela udało się upchnąć na główną stronę znacznie więcej reklam adsense. tło jest niebieskie nie zielone. pewnie pan gąbka nosi kapelusz. nie ma logowania ssl.
    • jest za to równie niewygodne menu.
  • jeśli imitacja jest najszczerszym wyrazem uznania, to przychodzi mi do głowy tylko komentarz, że tym razem ktoś ze szczerością mocno przesadził. ciekaw jestem, jakie tak naprawdę były motywy
    • poza oczywistymi: finansowymi
  • powstania tego serwisu. założenie, że pewnie większość jego odwiedzających zna już serwis nasza-klasa.pl i na stronach naszego-wesela będzie szukać tych samych elementów w tych samych miejscach? czyżby n-k narzuciła polskiej sieci wzorzec layoutu strony?
    • polecam również politykę prywatności (oczywiście niezgodną z wytycznymi giodo) i pp
      • pp = pretensjonalne pier...
    • na stronie o nas: "Naszym głównym założeniem jest stworzenie społeczności internetowej bazującej na osobach, którym udało się odnaleźć w tym zagubionym świecie i wstąpić w związek małżeński. Dzielenie się wspomnieniami z tych jedynych w swoim rodzaju chwil w życiu ? ślubu i wesela oraz podróży poślubnej, może pozwoli innym zakochać się..."
    • podejrzewam, że pokazywanie zdjęć z podróży poślubnej pozwoli komuś się zakochać w takim samym stopniu jak zrzucanie ulotek z fotkami jedzenia w afryce może rozwiązać tamtejszy problem głodu.
09:56, reuptake
Link Komentarze (16) »
  • jakoś przegapiłem nowy serwis moto.pl. jego pojawienie się można by pewnie pominąć milczeniem, traktując go jako kolejny blogoid agory, ale jest kilka rzeczy, dla których zdecydowałem się o nim napisać.
  • jak widać na screenie, jest to coś więcej niż kolejny blogoid. po prawej stronie mamy rubrykę ogłoszenia, w której możemy publikować darmowe ogłoszenia motoryzacyjne. można, ale trzeba się postarać. zacznijmy od tego:
  • jest dokładnie nie tak, jakbyście mogli się spodziewać. nie ma przycisku "dodaj ogłoszenie". w tym miejscu, gdzie intuicyjnie powinien się on znajdować, jest smutny link "zobacz regulamin". odruchowo klikamy i przedzieramy się przez całe ble-ble regulaminu. chwała wam dzielni prawnicy. udało im się nawet zmieścić załącznik. dobrze, że tylko jeden.
  • ale chcemy dodać ogłoszenie. następny strzał jest celny: służy to tego tytuł tego boxu. very clever.
  • ale to nie koniec niespodzianek. poniżej mamy przecież wspaniałą alternatywę: "jesteś dilerem lub komisem". jak być dilerem, to sobie wyobrażam, słuchałem ursynowskiego rapu ("jeszcze jedno / dilowanie rąk nie brudzi / dzięki wszystkim za towar..."), ale jak być komisem? to już przekracza nieco granice wyobraźni. jeśli więc ktoś jest dilerem, może publikować "dowolną liczbę ogłoszeń". jak należy rozumieć, nie za darmo.
    • to jest ciekawostka przyrodnicza, bo późnowieczorne przeglądanie regulaminu nie wykazało, by były tam jakiekolwiek ograniczenia dotyczące liczby publikowanych ogłoszeń ani też, by osoby prawne czy prowadzące działalność gospodarczą, nie mogły zamieścić ogłoszenia w moto.pl. przegapiłem coś?
    • alternatywę więc możemy tymczasowo sprowadzić do "jesteś dilerem, komisem lub frajerem".
  • załóżmy to trzecie. dwa, niezbyt wyraźne przyciski prowadzą do logowania się lub zamawiania. chcesz zamówić? myślisz, że uda ci się to zrobić przez internet? ależ skąd. musisz podać swój telefon, zgłosi się do ciebie przedstawiciel handlowy. pozostaje tylko mieć nadzieję, że poda ci jakiś cennik, bo na stronach próżno go szukać. e-biznes na całego.
  • reszta serwisu to blogoid, z przyciężkim dowcipem w stylu:
    • "Będziesz jeździł tym samochodem jeśli masz brzydką i wredną dziewczynę z zepsutymi zębami. Zresztą i tak jesteś na nią skazany - z tym samochodem lepszej nie poderwiesz. Każda ładna plunie ci w twarz i rzuci się w ramiona śmieciarza"
  • może jakbym był dilerem, to bym rechotał.
  • generalnie ten nabytek agory wymaga moim zdaniem poważnego tuningu. należy też chyba mocno przemyśleć, do kogo właściwie jest kierowany. czy do kupujących samochody, czy do fascynatów motoryzacji. w takiej formie, w jakiej jest obecnie, nie trafia chyba do żadnej z tych grup. tych, którzy czytają o ferrari california niekoniecznie pociągają oferty zamieszczone obok. na przykład ten zgrabny merc. lub ten mercedesik. albo ten.
    • są to tzw. "oferty premium", nigdzie nie ma mowy, jak taką ofertę zamieścić. ale, żeby było prościej, obok są jeszcze "oferty specjalne", też nie wiadomo, o co tam biega.
  • podsumowując, można się zagubić i to porządnie. do tego dochodzi jeszcze drugi serwis motoryzacyjny w ramach gazeta.pl (niezły oldskul, prawda?), drugi serwis ogłoszeniowy agory (też można sprzedawać samochody, tylko mało kto tam to robi), szczątki trzeciego serwisu, w którym można spróbować opchnąć brykę...
00:21, reuptake
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 12 maja 2008
  • trzy inspiracje:
    • reportaż wojciecha orlińskiego o blogerze/dziennikarzu obywatelskim akredytowanym przy onz, który ukazał się w dzisiejszym dużym formacie
      • naturalnie w wersji sieciowej nie ma linka do bloga mathewsa lee
    • reportaż jacka hugo-badera z moskwy, ukaże się w sieci zapewne jutro, także z dużego formatu
    • i nagrobek tradycyjnej prasy, słynna afera wywołana przez artgence i oprotestowana przez izbę wydawców prasy
      • jak bowiem wiadomo, wolność wypowiedzi ma różne granice w zależności od bieguna. wolność wypowiedzi pozytywnej sięga o wiele dalej niż wolność wypowiedzi negatywnej.
  • znajdą się oczywiście tacy, którzy będą mówić, że duży format jest szmatą, bo maleszka adiustuje teksty w wyborczej, a michnik ściskał się z jaruzelskim, ale pomijając te głosy, nie sposób odmówić temu dodatkowi ambicji. zaczynał pięknie, na kolorowym, błyszczącym papierze, potem zmienił nazwę na duży format, by stracić, najpierw błyszczący papier, potem sam format. nadal jednak jest to miejsce, w którym publikowane są dobre i bardzo dobre reportaże. czasem bliskie genialnych. reportaż jacka hugo-badera jest z tych bardzo dobrych. wojtka orlińskiego tylko dobry.
  • to "tylko dobry" to i tak jest klasa sama w sobie. dziennikarze, bo jakoś nie wykształciliśmy tu innych pojęć, wypluwają też to, wypacają też to... nie chcecie chyba więcej przykładów.
  • orliński pisze o blogerze przyssanym do onz. można powiedzieć, że to śmietanka dziennikarstwa obywatelskiego. tropi afery i aferki w tej ogromnej organizacji, nie zapominając o afereczkach (jak ta z marihuaną). goni za prawdą, ale i za sensacją. publikuje dużo i często.
  • bardzo dobrze, że są tacy ludzie. pewnie jest ich z 5 na całym świecie.
  • jeśli prognoza artegence się sprawdzi, co stanie się z jackiem hugo-baderem? zastąpi go mathews lee? czy jacek hugo-bader 2.0 utrzyma się, pisząc reportaże, których przygotowanie trwa miesiąc/dwa i niesie za sobą poważne koszty? innymi słowy, czy pogrzeb drukowanej prasy, nie będzie oznaczał pogrzebu reportażu? kto zastąpi reportażystów?
  • o ile nie jest trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób "prasa internetowa" zastępuje "fakt" czy "superekspres", o ile też można sobie wyobrazić, w jaki sposób "prasa internetowa" zastąpi "wyborczą" lub "dziennik", o tyle idąc w górę piramidy, jest coraz trudniej. internetowy "duży format"? jak tu związać koniec z końcem?
  • dlatego nie jestem entuzjastą dziennikarstwa obywatelskiego. tak, wypełnia ono część medialnego spektrum. z niektórych nisz nawet pewnie wyprze tradycyjnych dziennikarzy ("widziałeś makabryczny wypadek? prześlij fotki na adres... bo benzyna i pensja dziennikarza drogo kosztuje, wolimy mieć reportera za frajer"). jak się okazuje, mogą nawet, ale raczej w specyficznych przypadkach, dobrze uzupełniać dziennikarzy tradycyjnych akredytowanych przy "dużych" organizacjach. ale czy zastąpią reportażystów?
  • można szukać w blogach jakiejś namiastki. pewnie polski ekspat, mieszkający w moskwie, mógłby sporządzić całkiem sugestywny jej obraz, przemawiający do wyobraźni. ale pozostaje to "prawie". ta różnica, która jest miedzy blogerem a profesjonalistą i która sprawia, że hugo-bader, szczygieł czy krall piszą reportaże, jakich bloger nie napisze. jest mi po prostu szkoda, bo wiem, że to najprawdopodobniej nastąpi.
21:41, reuptake
Link Komentarze (38) »
sobota, 10 maja 2008
  • na dzisiejszym bootstrapie gościliśmy marka hołyńskiego. rozumie się samo przez się, że tematyka startupów, doliny krzemowej i naszego od niej dystansu (zmniejszającego się, wg. marka hołyńskiego / ogromnego, jakościowego wręcz, wg. mnie) dominowała.
  • ciekawym wątkiem była rola edukacji akademickiej w napędzaniu rozwoju startupów. tak sobie myślę
    • dawno nie studiowałem, więc nie wiem do końca
  • że studia u nas i studia w usa to dwie różne rzeczy. oczywiście są uczelnie słabe. po obu stronach atlantyku. ich rolę można streścić jako "dać papierek". ale już wszystkie uczelnie z ambicjami, mają inny cel. inny u nas ("zapewnić wiedzę") i inny w usa ("wprowadzić w dorosłe życie"). studia w usa to ogromny wydatek, choć system stypendialny jest rozbudowany. pieniądze te są inwestowane, ale nie tylko w wiedzę, nie tylko w papierek. studia nie są po prostu "takim dużym kursem". to jest etap całkowitego zanurzenia się, związanego przede wszystkim z faktem, że studenci amerykańscy często wyjeżdżają z domu, żeby studiować. kampus to oddzielne miasto, ze swoimi mieszkańcami i swoimi prawami. tam studenci prowadzą życie, a nie tylko uczą się.
  • marek hołyński opowiadał o tym, jak uczelnie inwestują w studentów, jak starają się zachęcić ich do tego, by wystartowali z własnym biznesem. zapewne działalność ta pochłania ogromne kwoty. jak to się może opłacać? otóż może. pieniądze te wracają. absolwenci, którzy zostaną milionerami, zwłaszcza multimilionerami, odpłacają się uczelni. fundują programy stypendialne, a nawet budują budynki, które potem nazwane są ich imieniem. nie muszą, a jednak to robią, bo uczelni zawdzięczają coś więcej niż wiedzę.
    • przy okazji: wpływy do budżetu uniwersytetu stanforda to 3.5 mld dolarów (07/08). jaki jest budżet politechniki warszawskiej? moje skillsy googlowe są za słabe. jak widać informacje o finansach amerykańskiej prywatnej uczelni można znaleźć w 5 min. w zwięzłej i eleganckiej formie. ile wynosi budżet uczelni publicznej w polsce, tego ustalić mi się nie udało.
  • pojawia się tu oczywiście problem kury i jaja. zanim kury obrosną tłuszczem i zaczną przynosić uczelni złote jaja, trzeba wyinkubować kurczaki. i trzeba mieć za co. poza tym trzeba mieć pewność, że te złote jaja rzeczywiście do uczelni trafią. w polsce takiej pewności mieć nie będziemy jeszcze długo.
  • mimo wszystko to, co usłyszałem na bootstrapie, potwierdza moje przeczucia. problem ze startupami zaczyna się już na uczelniach. wiadomo, że krótkoterminowo uczelni bardziej opłaca się przekazywać dobrych (nie "najlepszych", wystarczy dobrych, bo dobrych jest więcej) lub nawet przeciętnych absolwentów firmom, które sypną trochę kasy, zorganizują targi pracy i wybiorą kurczaczki z inkubatora. tylko, że potem złotych jajek już nie będzie.
19:02, reuptake
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2