pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
poniedziałek, 25 czerwca 2007
  • jeżeli zapowiedzi się potwierdzą i linkedin się otworzy, będzie to bardzo dobre posunięcie ze strony szefostwa tej firmy (choć oczywiście wymuszone).
  • jest to jak na warunki światowe dość ekstremalnie uboga w usługi sieć społeczna. przypomina mi grono z czasów, gdy dostawało się 3 lub 4 cyfrowy numerek: każdy tam chce być, czuje, że powinien, ale gdy zastanowi się właściwie po co, niewiele przekonywujących powodów może znaleźć. ogólnie rzecz biorąc jest zbiór rozbudowanych wizytówek/cv, które aktualizuje się raz na jakiś czas, w których skład wchodzi także zbiór "kontaktów biznesowych". jest aplikacja do zadawania pytań w swojej sieci i niewiele więcej.
    • oczywiście w naszym pięknym kraju mamy jeszcze ciekawsze realizacji idei bezużytecznej sieci. najlepszym przykładem jest tu oczywiście goldenline. tutaj jest wątek na ten temat, zresztą nie jedyny. w goldenline nie ma praktycznie żadnej funkcjonalności opartej na sieci społecznej.
  • linkedin zorientował się (być może w porę), że faktycznie, udało mu się zgromadzić sporo osób (zgromadzić... to też względne, podejrzewam, że średni czas przebywania usera w serwisie jest tam bardzo krótki), ale nie udało się ich w żaden sposób skłonić do korzystania z usług (wręcz zabrakło pomysłu na te usługi). może więc firmy "third party" będą takie pomysły miały?
  • linkedin jest też o tyle dobrym kandydatem do otwarcie, że jest właśnie ubogie w funkcjonalność nie ma wiele do stracenia.
  • inna strona "wizytówkowa", dość mało popularny w polsce, a bardzo znany w usa (także ze złej strony, spamował kiedyś nie gorzej od niesławnego faceboxa) plaxo, właśnie ogłosił wersję 3.0. tu mamy do czynienia jeszcze z dość tradycyjnym modelem integracji, ale widać, w jakim kierunku to idzie: łączenia, łączenia i jeszcze raz łączenia. wszyscy chcą, żebyś to u nich właśnie miał swoje "centrum świata". wygląda bardzo "portalowo-jedno-zerowo"? nieprawda. wtedy wszyscy chcieli być twoim całym światem (nawet internet chcieli dostarczyć razem z treścią).
09:41, reuptake
Link Komentarze (5) »
niedziela, 24 czerwca 2007
  • z pewną taką niepewnością wystawiam moją prezentację z wczorajszego bootstrapu. nie dlatego, że nie jestem pewien tego, co powiedziałem. chodzi mi o prawo autorskie. pozwoliłem sobie bowiem skorzystać w tej prezentacji z rozmaitych materiałów "znalezionych w sieci". część z nich jest na wolnych licencjach, a część zapewne nie. i mam tzw. zgryz. więc ryzykuję.
  • ryzykuję też w inny sposób. wydaje mi się, że publikowanie prezentacji (w sensie pokazu slajdów) jest czymś w rodzaju udawania, że można przekazać treść sztuki teatralnej samą scenografią. otóż nie można, treści "hamleta" nie zastąpią ilustrowane didaskalia. stąd też kilka moich uwag dodatkowych do slajdów.
  • ok, więc zaczynają od początku:
    • skoro mamy rozmawiać o ew. końcu web 2.0, muszę przedstawić swoje kompetencje w dziedzinie początków, końców i epok jako takich. mam na to papier: jestem bowiem magistrem paleontologii, z czasów, kiedy była to nauka oficjalnie popierana przez państwo (mam wrażenie, że obecnie, przynajmniej niektóre resorty, traktują ją jako myślozbrodnię).
    • ważnym przedmiotem na moich studiach była stratygrafia, zajmująca się, mówiąc ogólnie, podziałem czasu geologicznego na mniejsze jednostki.
    • dalej przedstawiam mocno naciągane paralele pomiędzy epokami geologicznymi a etapami rozwoju internetu.
    • potem raz a dobrze rozprawiam się z ciągłym marudzeniem, że "web 2.0" jest wymysłem. jest wymysłem. każdy tego typu podział czasu jest wymysłem. "średniowiecze" jest wymysłem, "mezozoik" jest wymysłem, "złota era polskiego futbolu" jest wymysłem. zwłaszcza ta ostatnia.
    • charakterystyczną cechą (sorry, że muszę takie oczywistości tłumaczyć, ale wydaje mi się, że muszę), takich podziałów czasowych, jest fakt, że skupiamy się na tym, co charakterystyczne i nowe. co wcale nie oznacza, że "stare" nie przestaje istnieć. to, że obecnie istnieją zespoły grające tradycyjny jazz, czy muzykę barokową, tak jak żyje wiele zwierząt w formie niezmiennej od wielu, wielu lat, tak jak przetrwały do dziś portale z pierwszej bańki internetowej, to w żaden sposób nie przeczy temu, że żyjemy w innych czasach.
    • w czasach, w których widać oznaki zmęczenia "web 2.0".
      • w których gdy widzimy możliwość "dodania treści" nie rajcuje nas to. bo czujemy, że już się "nadodwaliśmy", a wiele z tego nie mamy. tu fotka, tam komentarz... a gdzie my?
      • w czasach, w których możliwość tkania sieci społecznej nie kojarzy się z fascynującym eksperymentem miligrama w wersji "zrób to sam", a raczej z męczącym wyszukiwaniem znajomych, zapraszaniem oraz potwierdzaniem i odrzucaniem zaproszeń, wykonywanym po raz kolejny.
      • w czasach, gdy witryna w lekkich kolorach i z logo "odbijającym się w wodzie" nie wydaje się czymś tryskającym świeżością. wręcz przeciwnie.
      • (tego nie było na prezentacji): w ciągu ostatnich 2 lat nie było nic poza twitterem naprawdę odkrywczego.
    • poza tym od momentu ogłoszenia początku web 2.0 minęło już aż 5 (pięć!) lat.
    • web 2.0 zostało oswojone, a wręcz zautomatyzowane.
      • możemy sobie założyć portalik z siecią społeczną "z pudełka" (ning). zainstalować własnego digga w kilka minut (pligg).
      • jak nie chcemy się przemęczać, wystarczy skontaktować się z pierwszą z brzega agencją interaktywną. "społeczność" to po prostu pozycja w agencyjnym cenniku.
      • z braku świeżych pomysłów serwisy społecznościowe powielają się nawzajem lub uciekają w niszę. sieci społeczne dla posiadaczy kotków, kotków perskich, szarych kotków perskich... to perwersja web 2.0.
    • co nas więc czeka? kolejny etap. a w tym kolejnym etapie:
      • raczej nie semantyczna sieć (do powodów wymienionych w prezentacji dodam ten, o którym pisałem kilka dni temu: google'owi chyba niespecjalnie na tym zależy...)
      • ale być może zatrze się kilka ważnych barier, które ograniczają rozwój internetu
        • i sieci społeczne nie będą usługami: to raczej usługi staną się przypisane do istniejących sieci społecznych.
    • potem przedstawiłem inne spojrzenie na ewolucję, w którym przechodzimy od tworzenia wyglądu, przez tworzenie treści aż do tworzenia narzędzi.
    • a na koniec wyprowadziłem jakiś sztandar.
  • a tu są slajdy (sporo to waży. w końcu musiało zmieścić się kilka dinozaurów i mamutów).
czwartek, 21 czerwca 2007
  • zapraszam ludków do blipa. żeby było sprawiedliwie, kto pierwszy ten trochę lepszy. no chyba, że ma chody. jak to robię?
  • na szczęście google groups ma funkcję wyświetlania listy członków. można ją chronologicznie posortować wg. daty zapisania się na listę.
    • niestety: wyświetla ich po 20, wobec czego jest to bezużyteczne (no i ze strony trudno kopiować dane).
  • ale na szczęście google groups ma funkcję "eksportuj listę użytkowników", która eksportuje listę w formacie csv
    • niestety: lista jest eksportowana posortowana wg. google-widzimisie, nie chronologicznie, chociaż tak było ustawione
  • na szczęście csv (comma separated values) to jak najbardziej otwarty, przyjazny format, ma swoje RFC nawet. jest z nami od kilkudziesięciu lat.
    • niestety: csv nie jest bezpośrednio wczytywany w excela, gdyż z jakiejś przyczyny excel uważa, że "comma" to tabulator
      • tu uwaga: pewnie to można zmienić, można też jakoś importować, wybierając separatory, wiem...
  • na szczęście jest jeszcze googlowy spreadsheet. tam jakoś "comma" jest przecinkiem.
    • niestety: owszem, wczytać plik się da, ale już posortować wg. więcej niż 1 kolumny (a tak są zapisane daty) nie.
  • ale na szczęście można z niego wyeksportować plik .xsl do excela i excel taki plik otwiera, sortuje wg. wielu kolumn...
  • i może za jakieś 10 lat takie skomplikowane czynności będziemy wykonywać prościej. bo na razie to jakoś mamy więcej szczęścia niż rozumu. na szczęście.
20:58, reuptake
Link Komentarze (8) »
  • luźne refleksje z wczoraj (wylegiwałem się w wannie i tak sobie kombinowałem): czy google nie mogłoby być katalizatorem semantycznej sieci.
  • dlaczego by mogło i w jaki sposób:
    • bo jest de facto alternatywnym sposobem adresowania w sieci. jeżeli google da sygnał, że lepiej indeksują się strony semantycznie oznakowane, to natychmiast ludzie zaczną opisywać swoje dokumenty, tak jak im google każe. innymi słowy: może by wykorzystać SEO do czegoś pożytecznego (bo sorry, ale pożyteczność SEO jest średnia i wynika tylko z dominującej pozycji wyszukiwarek jako mechanizmu wyszukiwania informacji).
      • przez "pożyteczność" rozumiem tu powiązanie "dobrego" SEO z "dobrą" stroną, od strony już nie tylko kodu, ale także semantyki. na razie faktycznie, aby strona była w google'u wyżej, lepiej jak ma dobry kod, ale może by ten związek jakości strony z pozycją w google'u jeszcze wzmocnić?
    • od razu pojawia się problem niezgodnego z "rzeczywistością" opisywania stron. ale i to google może "rozpykać". nie chodzi o to, żeby rezygnować z mechanizmów rankingowania, które już zostały wypracowane. wręcz przeciwnie: kto jak nie google, jest w stanie lepiej stwierdzić, na jaki temat jest dana strona (choćby po linkach z niej i do niej) i czy to, co opisują dane meta może być zgodne z rzeczywistością.
  • dlaczego by nie mogło:
    • bo google od dawna próbuje nas oduczyć "meta-tagowania". cała filozofia google'a jest kompletnie inna.
    • bo google cały czas usiłuje być (i pewnie jest) najlepszą wyszukiwarką stron.
    • bo być może google w ten sposób buduje przewagę konkurencyjną. bo kto może pokonać google'a? inna wyszukiwarka stron? mało prawdopodobne. google'a może pokonać wyszukiwarka informacji, nie stron. taka, którą można zapytać o coś i nie odpowie: znalazłem stronę na ten temat, tylko dostarczy szukanej informacji. ale do tego potrzebne są oznakowane semantycznie strony. dlaczego google'owi ma zależeć na tym, by w sieci było dużo informacji, z których skorzysta konkurencja?
13:08, reuptake
Link Komentarze (32) »
  • samo słowo "wóz" jest trochę archaiczne, prawda?
  • a pomysł jest taki: firma, które zapewnia bezproblemową transmisją on-line różnych imprez. na zasadzie wykupywania usługi: wybieramy na stronie miejsce, określamy ile osób będzie to mniej więcej oglądać i koniec. najlepiej, żeby odbywało się w ogóle bez dzwonienia, faksowania, bicia piany. chętnie byśmy taką firmą wynajęli na najbliższy bootstrap.
  • oczywiście doskonale wiem, że są firmy, które potrafią zapewnić transmisję. chodzi mi bardziej o interfejs do ich usług. na razie nawet w google'u nie mogę ich łatwo znaleźć.
12:09, reuptake
Link Komentarze (10) »
środa, 20 czerwca 2007
  • powinienem mieć szablon wklejania informacji o bootstrapie, chociaż jest to impreza nieszablonowa, więc może lepiej, że nie mam. a więc bootstrap w najbliższą sobotę, tam gdzie zawsze. jest nawet info na blogu ;) zapraszamy. tym razem mniej biznesowo, witek o facebook platform (i to nie tylko teoretycznie, witek jest bowiem współautorem pierwszej polskiej aplikacji na tę platformę).
  • ja zaś będę szerzył defetyzm, szastał numerkami (web++) i parodiował szczepkowską i rakowskiego.
    • co ciekawe, żadnego z tych, historycznych w końcu, nagrań nie ma na youtube, także tym polskim (o którym wszyscy wiecie, więc co ja będę pisał...)
16:05, reuptake
Link
poniedziałek, 18 czerwca 2007
  • dave'a winera (ten gość od rss m.in.)
    • a cytować i wklejać krótkie notki będę pewnie coraz częściej, bo czasu na tego bloga coraz mniej (są też inne blogi do obrobienia)
  • Eventually, soon I think, we'll see an explosive unbundling of the services that make up social networks. What was centralized in the form of Facebook, Linked-in, even YouTube, is going to blow up and reconstitute itself. How exactly it will happen is something the historians can argue about 25 years from now. It hasn't happened yet, but it will, unless the rules of technology evolution have been repealed (and they haven't, trust me).
  • i jeszcze mark andreessen (pamiętacie taką firmę, co się nazywała netscape?)
  • Veterans of the software industry have, hardcoded into their DNA, the assumption that in any fight between a platform and an application, the platform will always win.
  • Congratulations to the Facebook team -- big time! -- for an amazing leap forward in what the Internet can do for real users and for opening up whole new vistas of opportunities for third-party developers.
  • This is an amazing achievement -- one of the most significant milestones in the technology industry in this decade.
  • podsumowując: za wielką wodą wymyślają coś fajniejszego od "oceń moją fotkę" i "dodaj do znajomych". coś zupełnie innego.
sobota, 16 czerwca 2007
  • rok (i jeden dzień) temu, miała miejsce na warszawskiej giełdzie, w przyciasnej sali, konferencja web 2.0.
  • a wczoraj powiedziałem na konferencji w rzeszowie (więcej napiszę o tym wydarzeniu, jak do domu wrócę), że web 2.0 się skończyło i sztandar wyprowadzić.
    • oczywiście nikt się ze mną nie zgodził. historia przyzna mi rację ;)
środa, 13 czerwca 2007
  • zabawa z odłączaniem chello trwa w najlepsze. fajna firma, to upc. oczywiście robi wszystko, żeby jak najtrudniej było się od nich odłączyć. w szczególności:
    • odłączenie jest oczywiście "ostatniego dnia następnego miesiąca następującego po końcu okresu rozliczeniowego pierdu-pierdu...". w moim przypadku (miałem pecha) buliłem za prawie dwa miesiące
      • korzystałem w tym czasie 1 tydzień.
    • trzeba zwrócić modem. osobiście, albo kurierem. kurier? 50 zł.
      • i ok. jest mapka. biura obsługi. wybierze miasto, dzielnicę. a w praktyce? biuro w wawie jest jedno. możesz sobie wybierać do woli. i tak jest na woli. i jest w nim, oczywiście, kolejka.
  • no ale teraz najlepsze:
    • otóż chello dziś przysłało mi fakturę za kolejny miesiąc. kompletnie nieczytelną. tu 200 zł "bieżąca kwota do zapłaty", tam 400 zł "całkowita kwota do zapłaty", jeszcze 200 zł "razem do zapłaty", 200 zł "rozliczenie konta". wkurzyłem się, dzwonię.
    • wklepuję ten mój numer identyfikacyjny, co to każdemu nadali jak więźniom obozów. po 5 przekierowaniach automat mnie informuje, że wiszę chello, owszem. 4 zł.
    • w końcu do żywego człowieka mnie przekierowało. jakie jest pierwsze pytanie? o ten numer identyfikacyjny oczywiście.
    • i informacja, że te faktury "zostały anulowane", cztery złote wiszę, do widzenia.
  • a ja się pytam: ile osób mniej zorientowanych im jednak zapłaci te 200 (albo i 400 zł)? no przyszło pismo, to trzeba zapłacić... a jak z poleceniem zapłaty, do którego namawiają przy każdej okazji (jeszcze z tą fakturą przysłali mi jakieś pismo do wypełnienia w tej sprawie? sorry, ale to chyba już podpada pod paragrafy.
    • z tego co się zorientowałem, to nie jest jednostkowy przypadek.
20:57, reuptake
Link Komentarze (10) »
  • jak donosi pulsbiznesu, benchmark.pl zostanie przejęty przez komputronik. wortal ten blisko współpracował z komputronikiem od dłuższego już czasu.
  • piszę o tym, bo mam do benchmarku osobisty stosunek.
    • wojtek "wojo" kiełt zaczynał prowadzić skromną stronę, poświęconą wydajności komputerów jako podserwis serwisu quake.org.pl, którego byłem założycielem. to był, proszę państwa, rok 1997. dziesięć lat temu. od początku nosiła ona nazwę benchmark. wojtek był także jednym z redaktorów quake.org.pl, ale wkrótce poświęcił się tylko benchmarkowi.
    • ogrom pracy jaki został włożony w benchmark był niewyobrażalny. przez początkowe lata, wojtek normalnie pracując w firmie komputerowej osiem godzin dziennie, poświęcał dodatkowe kilka godzin dziennie, składając i testując nowe konfiguracje sprzętu, ręcznie tworząc strony i korespondując z czytelnikami. i tak dzień w dzień, do późna w nocy. ja bym się załamał po kilku tygodniach. to trochę tak, jakby samodzielnie i po godzinach, wydawać kilkudziesięciostronicowy miesięcznik komputerowy, od napisania tekstów do składu.
    • bardzo długo benchmark nie przynosił żadnych lub jedynie mizerne dochody. wojtek dokładał do serwisu z własnej kieszeni.
    • spotykaliśmy się co jakiś czas, próbowałem wojtkowi pomóc w znalezieniu partnerów dla serwisu, trochę doradzić. niewiele z tego wyszło, na szczęście, bo, przykładowo, ja odradzałem wojtkowi wiązanie się z komputronikiem (utrata niezależności i takie tam rzeczy, które w hierarchii maslowa występowały jednak daleko za podstawowymi potrzebami życiowymi). teraz wiem, że się myliłem. ogromna pasja hardware'owa autora benchmarka nie szła w parze ze szczególnym talentem marketingowo-sprzedażowym, a zresztą, nawet gdyby szła: jakoś inne portale z tej branży ogromnych kokosów chyba nie robią.
    • oczywiście wciskałem mu też soft. mówiłem: "jak ty to możesz robić bez cmsa/iksemela etc" (teraz pewnie już jest to zautomatyzowane. okazało się, że się da. wystarczy więcej pracować.
    • od czasu nawiązania współpracy z komputronikiem (a także za sprawą ogólnej zmiany koniunktury na rynku), serwisowi zaczęło iść coraz lepiej. mimo wszystko w pewnym wieku lepiej już znaleźć sobie partnera.
    • nie wiem, czy warunki jakie zostały wynegocjowane, zwróciły ten ogromny nakład pracy. mam nadzieję, że wreszcie wojo trochę odpocznie, bo na to zasłużył.
  • gratulacje też dla komputronika. ciekaw jestem, jak sobie będzie dalej radził. mi się sklep komputronika osobiście podoba, ale niestety, jest jedna rzecz, która praktycznie wyklucza wg. mnie możliwość robienia tam zakupów np. komputerów czy podzespołów. serwis. sorry, ale nie wyobrażam sobie, że będę samodzielnie wymontowywał płytę główną, pakował (w co?), zasuwał na pocztę, potem czekał, odbierał... nie nie, to już nie te czasy.
16:20, reuptake
Link Komentarze (15) »
wtorek, 12 czerwca 2007
  • że gadu kupiło mnie razem z blipem (blipa trochę jednak bardziej, niż mnie), nie zważając na psy jakie na nich wieszałem? dodam, że nie odszczekiwałem pod stołem, nie obiecywałem natychmiastowego wyłączenia jabbera blipie i przeniesienia bloga netto na moją generację...
  • porobiło się. dlatego nie piszę, bo głównie czytam, co o tym piszą. różnie piszą oczywiście. zastanawiające, że o ile blogerzy
    • nawiasem mówiąc mamy sporo blogerów na blipie, konrad trazyk założył specjalną listę.
  • piszą zawsze coś od siebie, to "media ynternetowe" na ogół ograniczają się do powielenia notatki prasowej. są oczywiście wyjątki (internet standard), są też tacy (chip), którzy dodają 2 zdania " Doniesienia brzmią dumnie. Jak jednak będzie przedstawiała się rzeczywistość?" (ciekawe, czy to zdania uniwersalne, pasują chyba do dowolnej informacji) + własny tytuł i mają "swojego newsa".
    • swoją drogą nie mogę się powstrzymać: makabryczna jest ta strona chipa, najpierw reklama mi całą zasłoniła, po reloadzie kolejny toplayer, a na głównej stronie 4 (cztery!) pola reklamowe google'a.
  • nudne te wirtualne media.
    • razem i osobno, nudne.
  • za to w piątek w rzeszowie odbędzie się interesująco zapowiadająca się konferencja "kierunek 2.0", na którą zostałem zaproszony jako jeden z prelegentów, jeśli ktoś akurat jest w okolicy, zapraszam. będę opowiadał o openid, a i spytany o blipa udzielę jakiejś (wymijającej oczywiście), odpowiedzi. być może uda mi się też dotrzeć na aulę (warszawa, w najbliższy czwartek), to też będzie można zaskoczyć jakimś pytaniem, gdy będę jadł pizzę
    • a propos blip jest dzieckiem bootstrapu. tam zaczęła się nasza współpraca ze zbyszkiem sobieckim, która zaoowocowała blipem. ma nadzieję, że blip nie będzie jedynakiem, no i że nie będzie się wychowywał całkiem sam. może i z auli coś się urodzi, bo z innowatorium to chyba już nie? a może się mylę, michał?
      • dodam jeszcze, że *wiemy* kiedy będzie najbliższy bootstrap. 23.06.2007, wpiszcie sobie do kalendarza. za to *nie wiemy* jeszcze jaki będzie program.
  • ps. na liście net talk powstało prawdziwe FAQ mojego zaprzedania się, jeśli kogoś to interesuje. a mnie bardziej interesuje i cieszy nasze API i to, że już powstają aplikacje na nim oparte
    • i tak pobiłem rekord liczby linków we wpisie.
19:26, reuptake
Link Komentarze (21) »
niedziela, 10 czerwca 2007
  • przepraszam w imieniu najwyższych władz państwowych, że ten wpis jest taki długi.
  • ostatnio przeprowadziłem się. nie, żeby jakaś skomplikowana operacja nastąpiła. ot, przeprowadzka z jednej dzielnicy do drugiej, mieszkania spółdzielcze. oto niekompletna lista kolejek, do których zapędza mnie w związku z tą czynnością nasze państwo (a także inne instytucje). pomijam kwestie notarialne itp.
    • wymeldować się
    • zameldować się
    • dowód wymienić
      • złożyć podanie o nowy
      • odebrać
    • paszport wymienić
      • złożyć podanie o nowy
      • odebrać
      • do tego paszport dziecka, ale to można razem
    • samochód
      • wymiana prawa jazdy
        • nie wiem, czy 2 etapy czy jeden, pewnie dwa
      • wymiana dowodu rejestracyjnego
        • też nie wiem, czy 2 etapy czy jeden, raczej dwa
    • działalność gospodarcza -- zmiana miejsca prowadzenia
      • jeden etap, jak na razie.
    • urząd skarbowy
      • nip-1
        • można wysłać
        • trzeba wypełniać w całości, niezależnie od tego, co się zmieniło. cztery strony informacji.
        • uwaga: urząd może zarządać
          • kompletu umów z bankami (a co jeśli na umowach jest inny adres?)
          • zaświadczenia o działalności gospodarczej (kręcimy się w kółko, bo zaświadczenie mam jeszcze na stary adres, a muszę nip-1 złożyć w ciągu 2 tygodni od odebrania dowodu)
          • regonu (j.w.: stary adres)
        • wynika z tego, że gdybym chciał zgodnie z przepisami składać nip-1, musiałbym to robić kilka razy (za każdym razem w ciągu 2 tyg. po zmianie jakiegoś papierka).
          • za każdym razem wypełniając komplet informacji
      • vat-7
        • można wysłać
        • jeszcze się nie wgryzłem. tylko 2 strony, uff
    • urząd statystyczny
      • regon
    • pozmieniać dane w bankach
      • mam nadzieję, że tego nie trzeba zgłaszać urzędowi skarbowemu
        • z kolei nie się zmienić części danych, jeśli się nie ma już wpisu do ewidencji z nowymi danymi
    • stoen, prąd
      • tylko pół godziny się czeka, wypełnia 1 stronę w 2 egzemplarzach, bez kalki
    • rurociąg jamalski czy inne coś: gaz
      • jeszcze nie wiem, gdzie to jest
    • spółdzielnia
      • wypisać się ze starej
      • zapisać się do nowej
    • zapewne coś z zus, ale jeszcze nie wiem co
    • pewnie także: ubezpieczenie samochodu, abonament na komórkę, lekarz...
  • i jak ja potem słucham, że "polacy są mało mobilni", to mnie szlag trafia. jak mają być do kaczki nędzy mobilni, jak każda przeprowadzka wymaga zmian dokonanych w 20 redundantnych bazach danych? urzędasy, które nami rządzą (sorry, ale odrobinę specjalnego szacunku, to ja mogę mieć dla prezydenta, chociaż przychodzi mi to z wielkim trudem, a premier i cała ekipa to zwykłe urzędasy są), myślą, że obywatel nie ma nic lepszego do roboty od odwiedzania rozmaitych placówek.
    • przy czym faktycznie standard tych placówek się poprawia, ale jak wolno! urząd na ursynowie to klasa (szkoda, że nie mogę znaleźć żadnego zdjęcia na stronach internetowych ursynowa, tu znalazłem), ale to, jak wyglądają urzędy mokotowa, to się nie mieści w żadnej normie. zabite dechami, jakimś rozwalonymi boazeriami ze sklejki, obsyfione brudem, odłażące, ciasne i duszne.
  • owszem, nasze życie robi się coraz bardziej skomplikowane. kiedyś szło się do szkoły rejonowej, potem na studia, dostawało przydział do pracy, dostawało (lub nie) przydział na mieszkanie, wiadomo gdzie był lekarz itd. teraz jest to wszystko bardziej złożone, ale od czego mamy te komputery?
  • ideał obywatela IV rp:
    • osiadły małomiasteczkowy ćwok, wspierający państwo akcyzą z papierosów i wódki, nie znający języków, nie dowierzający nikomu (zwłaszcza wykształciuchom, lekarzom i prawnikom, a nawet księżom), nic-nie-mający (do ukrycia, bo państwo może w każdej chwili zażądać np. umów z bankami, czy ujawnienia kontaktów z sb sprzed 40 lat), nie używający komputera i internetu, gdzie może zetknąć się z wrogą propagandą i szarą siecią.
  • czy nie mogłoby być tak, że po zmianie meldunku automagicznie dostaję nowy dowód, paszport, są dokonywane zmiany w ewidencjach (działalności, pojazdów). nie, bo dla tego popierdornowatego państwa owszem, ważna jest ewidencja. tajnych współpracowników.
  • polacy są mało mobilni i to jest naszym władzom na rękę. bo nie ma nic gorszego niż agent cba, który bladym świtem przyjdzie do ciebie pod numer, gdzie jesteś zameldowany i cię nie zastanie. może zacząć ziewać za pieniądze podatników.
    • dlaczego ma niby przyjść? a dlaczego nie? państwo podsuwa ci tyle papierków do wypełnienia... jesteś pewien, że nie złożyłeś gdzieś "fałszywego oświadczenia"? i "z mocy prawa" nie pozbawią prawa do wykonywania zawodu albo nie ograniczą ci mobilności w mniej subtelny sposób.
13:18, reuptake
Link Komentarze (27) »
piątek, 08 czerwca 2007
  • nie wiem, kto obsługuje portal gazeta.pl, jeśli chodzi o reklamę prasową. niezależnie kto to jest
    • dopuszczam myśl, że to samoobsługa
  • nie ma szczęśliwej ręki. już nie chodzi o to, że reklamy są brzydkie i bez pomysłu. są też po prostu pechowe.
  • o pierwszej wpadce pisałem jakiś czas temu.
    • w skrócie: gazeta.pl reklamowała "oddzielny" portal gazetawyborcza.pl na dużą skalę (tygodniki opinii m.in). tylko, że umieszczony w reklamie adres internetowy... nie działał.
  • jak drużyna traci gola do przerwy, to indagowany w canal+ przez dziennikarkę piłkarz mówi: "wyciągniemy wnioski z naszej słabej postawy"
    • zawsze tak mówią
    • rzadko wyciągają
  • jakie wnioski z wpadki wyciągnęła gazeta.pl?
    • sprawdza każdy adres przed umieszczeniem go w reklamie?
    • dwa razy sprawdza każdy adres przed umieszczeniem go w reklamie?
    • trzy razy sprawdza każdy adres przed umieszczeniem go w reklamie?
  • a skąd. są skuteczniejsze metody:
  • w ogóle nie dawać żadnego adresu. niech się ludzie domyślają "osochozi" (o walorach estetycznych reklamy nie będę się wypowiadał).
    • jeszcze raz powtarzam: z chęcią przyjmę budżet reklamowy gazeta.pl. napiszę o portalu na blogu dobrze :-) to będzie skuteczniejsze niż reklama strony, której adres nie działa i skuteczniejsze niż reklama czegoś, co nie wiadomo czym jest.
  • a przecież z drugiej strony, gazeta.pl potrafiła zastosować nieszablonowe pomysły w autoreklamie. może warto do nich wrócić?
czwartek, 07 czerwca 2007
  • wszyscy kombinują z aplikacjami komórkowymi. np. taki pomysł, żeby komórka informowała cię o promocjach w sklepie, obok którego przechodzisz, ktoś skwitował: "chyba bym naprawdę trzasnął nią w szybę".
    • i co? odszkodowanko.
  • a z kolei inny scenariusz znalazłem na stronie nokii:
    • Oto prosty przykład praktycznego zastosowania udostępniania wideo: Marta i Kasia są przyjaciółkami i wiodą bujne życie towarzyskie. Marta właśnie wraca z pracy do domu. Dzwoni do Kasi, żeby dowiedzieć się, jakie przyjaciółka ma plany na wieczór. Kasia mówi jej, że jest na imprezie. Chce pokazać Marcie, co się tam dzieje, więc włącza kamerę w aparacie i uruchamia udostępnianie wideo. W trakcie oglądania transmisji strumieniowej obrazu Marta może poprosić przyjaciółkę o przesunięcie kamery, żeby mogła zobaczyć, jak świetnie bawią się wszyscy jej przyjaciele. Kasia kończy połączenie wideo,
      a Marta życzy jej i reszcie osób miłego wieczoru. Kasia wraca do zabawy z przyjaciółmi, a Marta żałuje, że nie może być tam z nimi wszystkimi.
  • "cudownie". jak mawiają w marzeniowarsztacie. a mi się przypomina kultowa "nisza" bujnosa.
    • uwaga: wymaga real playera i trochę poczucia humoru (a co należy zrobić, żeby polskie czcionki pokazywał: nie wiem).
18:59, reuptake
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 czerwca 2007
  • miało iść na zgrzyt, ale pójdzie tutaj. już chyba trzeci raz czytam kretyńskie doniesienie o złapaniu pirata z oprogramowaniem służącym do "projektowania myśliwców". (wartym pierdyliard złotych)
  • więc tak:
    • po pierwsze: nie jestem pewien, czy akurat ta wersja programu catia służy bezpośrednio do projektowania myśliwców (BOJOWYCH, jak piszą autorzy, bo groźniej brzmi. jakby ćwiczebne projektowano za pomocą zestawu gumka, kartka, ołówek). jak mi się wydaje (nie jestem ekspertem), do takich celów służą wersje specjalnie zmodyfikowane, ze specjalnymi nakładkami, pluginami itd. ale przypuścmy.
    • po drugie: czy jeżeli złapią kogoś z pirackim oraclem i niepirackim solarisem to napiszą: "pirat mógł zbudować pirackiego amazona!". albo z ms c++: "mógł sam napisać pirackie windowsy" przecież eniac używany do konstrukcji bomb atomowych był 100x słabszy niż dzisiejszy kalkulator. "maturzysta mógł konstruować bomby atomowe!"
    • po trzecie tytuł: "pirat komputerowy mógł konstruować myśliwce":
      • dzielna policja pewnie teraz sprawdza, czy nie ma on zapasu części z tytanu na działce.
        • a może on je konstruował? ej? sprawdźcie, czy w gołębniku nie ma myśliwców?
    • po czwarte: jaki jest popyt na oprogramowanie służące do projektowania myśliwców:
      • pirat z Sosnowca sprawił, że "Catia", dostępna tylko dla dużych firm, trafiła na bazary.
        • i co, kupowali na tych bazarach? czy nie kupowali?
          • "e, panie, myśliwiec to bym kupił, ale projektować to mi się nie chce".
    • po piąte, nie rozumiem, dlaczego polskie państwo jest tak głupie i rozrzutne, kupując te f-16 w USA. przecież można było kupić myśliwce od pirata z Sosnowca. bez cła. albo chociaż program na bazarze.
    • po szóste: nie mam pojęcia, czemu dla dziennikarza wyborczej z katowic, etat w fakcie wydaje się tak ekscytujący.
  • polska policja po wykryciu groźnego gangu osób znających języki obce polskiej policji, wykryła nielegalną fabrykę myśliwców. gratulujemy, zwłaszcza, że obyło się bez walki powietrznej.
  • ja bym wolał, żeby policja częściej wykrywała jednak zwykłych przestępców. jak ostatnio byłem na komisariacie, żeby zgłosić podrobienie podpisu, nie wykryłem tam komputera, na którym można by było pracować. pod tym względem policja jest faktycznie: czysta jak łza, która się w oku kręci, jak się na to patrzy. żadnych narzędzi do projektowania choćby roweru.
  • jakbyście zazdrościli piratowi z sosnowca, proszę bardzo. zestaw projektowania myśliwców BOJOWYCH. via wykop /via Alex.
19:13, reuptake
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2