pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2008
  • wczoraj wieczorem wróciłem z reboot10, najlepszej konferencji, na jakiej kiedykolwiek byłem. jadąc, miałem niejasne wrażenie, że będę uczestniczył w jakimś specjalnym wydarzeniu, słyszałem bowiem sporo pozytywnych wzmianek o poprzedniej edycji imprezy, ale na czym ta wyjątkowość polega nie miałem pojęcia i przyznam się, że nadal nie do końca wiem, w jaki sposób organizatorom udaje się, to co się udaje.
  • jakie są więc składniki rebootu?
  • miejsce. nawet gdy pogoda nie dopisuje, a dopisywała średnio, kopenhaga to jedno z ładniejszych europejskich miast (tak jak lublin). w dodatku wszędzie jest blisko: do warszawy godzina lotu, do londynu to samo, do berlina również, do malmö ? bezpośredni most.

  • ale i budynek, w którym odbywa się sama impreza jest wyjątkowy ? jest to stara elektrownia, zamieniona na centrum kulturalno-sportowe.

  • podstawowa część konferencji miała miejsce w dużej, centralnej sali, która w razie potrzeby mogła pomieścić wszystkich uczestników

  • oraz w dwóch mniejszych salkach (jedna z nich była niestety dość duszna). przez cały czas funkcjonował również bar. można było kupić piwo i inne trunki. ale organizatorzy imprezy, która przebiegała pod hasłem "free", zapewnili uczestnikom zarówno śniadanie, jak i lunch a także kolację, cały czas dostępna była kawa, herbata oraz owoce. to wszystko spożywać można było w kawiarni, będącej częścią budynku a także przed budynkiem, gdzie ustawione były zarówno stoliki, jak i specjalne minileżaczki.

  • w porze lunchu niemal wszyscy uczestnicy spędzali czas na zewnątrz, jedząc, pijąc i rozmawiając ze sobą. duża dostępność alkoholu, jeśli pominiemy jego zaporowe ceny, też sprawiała, że kontakty międzyludzkie nawiązywało się bardzo łatwo. to zasadnicza różnica w porównaniu z fowa, gdzie każdy musiał kombinować na własną rękę, gdzie i co zjeść (a na dodatek wybór nie był zbyt duży), zaś widok kogoś z butelką piwa stanowiłby raczej zgrzyt.
  • dodatkowo skandynawski smaczek: przy konferencji funkcjonowało specjalne przedszkole, w którym dwóch młodych islandczyków zajmowało się dziećmi uczestników, przy wydatnej pomocy nintendo wii.
  • uczestnicy. thomas madsen-mygdal, organizator konferencji, mówił, że jest impreza "done by peers for peers". pytanie, kim są ci "peers"? nie znam jednoznacznej odpowiedzi. w sumie liczba uczestników oscylowała koło kilkuset osób (300? 400?). byli to zarówno studenci (dość spora grupa), freelancerzy (również spora grupa), jak też i przedsiębiorcy oraz pracownicy rozmaitych firm internetowych i takich, które internetu ignorować nie mogą (co dość oczywiste było na sali wiele osób pracujących w nokii czy ericssonie). nie brakowało naukowców, a także przedstawicieli znanych funduszy inwestycyjnych. a więc okazuje się, że na imprezę, na której absolutnie nikt nie jest w garniturze i która nie jest organizowana w budynku "instytucji finansowej" można zaprosić vc

  • dość trudno było określić, skąd przyjechali uczestnicy rebootu. dominowali skandynawowie, ale było też wiele osób pracujących w kopenhadze, pochodzących z innych części europy lub w drugą stronę: duńczyków i szwedów mieszkających poza swoimi krajami. ja byłem jedynym uczestnikiem, który przyjechał z polski, choć nie jedynym polakiem.
  • prelegenci. konferencja trwała dwa dni, wystąpień było sporo, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, że czasem odbywało się nawet pięć równoległych sesji, a dodatkowo zorganizowano sesję mikroprezentacji wg. zasad pecha kucha. podejrzewam, że prawie połowa uczestników prowadziła choćby krótką prezentację czy panel dyskusyjny. kto wystąpił na reboocie w tym roku? kilka nazwisk: dan gilmor , stowe boyd, tariq krim, david recordon, david weinberger, chris messina, czy jerry michalski. nie wiecie, kim są? warto to nadrobić, bo ich wpływ na to, co dzieje się w internecie jest większy niż niejednego ceo. to nie jest kolejna konferencja z serii: wybierzmy firmy, które są trendy (wersja fowa)/największe (wersja internet 2k8) i z nich zaprośmy kogoś, kto jest najbardziej znany (wersja fowa)/najwyżej w hierarchii, najlepiej prezesa, bo nikt nikogo nie zna, ale jak będzie prezes, to przyjdą (wersja internet 2k8). zapraszane są osoby, które rzeczywiście mają wizję tego, co nas czeka w bliższej czy dalszej przeszłości. nie dziwi więc obecność na sali przedstawicieli vc, którzy muszą wiedzieć wcześniej, co za kilka lat będzie trendy. tak samo jak nie dziwi wystąpienie przestawicieli zacnego serwisu the pirate bay.
  • jak dowiedziałem się z rozmowy z organizatorami, dodatkowym kryterium, według którego zapraszani są prelegenci, jest ich umiejętność prezentowania. miałem tu do czynienia z absolutnie najwyższym poziomem, jeśli chodzi o samą technikę prezentacji, luz, flow i dowcip, połączone jednocześnie z naprawdę głębokimi przemyśleniami. będą nagrania wideo, to sami się przekonacie.
  • wróciłbym jeszcze do zatartego podziału pomiędzy uczestnikami a prelegentami. to naprawdę zadziałało. pamietam, że na ostatnim fowa byli michael arrington i om malik. nie dość, że ten pierwszy spóźnił się na własne wystąpienie, to jeszcze obaj paneliści zniknęli bez śladu chwilę po tym, jak się pojawili. tutaj nic takiego nie miało miejsca. prelegenci, z których większość przyjechała na własną rękę i na własny koszt, byli obecnie na innych prezentacjach. że nie wspomnę o afterparty.
  • organizatorzy. jeden z uczestników konferencji, którego thomas, będący głównym organizatorem rebootu odbierał z lotniska, nie mógł się nadziwić jego spokojowi. impreza miała wystartować za godzinę, a thomas zamiast zwijać się jak w ukropie, pokrzykiwać na zespół i biegać szukając potrzebnych kabelków, spokojnie, nie przekraczając dozwolonej prędkości, pojechał na drugi koniec kopenhagi, by pomóc mu w transporcie. czy reboot był perfekcyjnie zorganizowany? w pewien sposób tak. ale spokój thomasa nie wynikał wcale z jakiegoś superodokładnego planu, w którym było wszystko zorganizowane. wręcz przeciwnie.
  • dzień przed startem konferencji, na stronach zaczął pojawiać się plan sesji. jeszcze raz powtórzę: dzień przed. nikogo to nie zniechęciło, wiadomo było, że ten zestaw prezentujących to gwarancja dobrego poziomu.
  • i nagle wszystko zaczęło się układać.

  • plan konferencji zaczął powstawać (celowo składał się on z luźnych kartek, by można było go w każdej chwili zmieniać).
  • thomas przerywał rozmowę przy piwie, wstawał od stolika, szedł do głównej sali, zapowiadał kolejnego prowadzącego (bez brylowania przed publicznością w stylu carsona) i jakby nigdy nic, wracał do przerwanej konwersacji. ten luz bardzo udzielał się odwiedzającym.
  • i nie było żadnych większych opóźnień, żadnych większych wpadek (poza szwankującym wifi), mimo iż całość była klecona w dużej mierze ad hoc ? na samej konferencji można było zaproponować wystąpienie, czy sesję dyskusyjną, dowieszano wówczas karteczkę i problem z głowy.
  • (część druga: o czym mówiono na konferencji oraz w czasie afterparty - wkrótce)
19:58, reuptake
Link Komentarze (12) »
środa, 25 czerwca 2008
  • kiedy już nic nie pomaga, trzeba się zrebootować. jutro i pojutrze będę na konferencji reboot w kopenhadze. to już dziesiąta edycja tej imprezy, ja będę po raz pierwszy i nie wiem, czego się spodziewać. nawet program imprezy, w chwili gdy to piszę, jest ustalony tyko w połowie (wczoraj był całkiem pusty). niektóre punkty programu wyglądają faktycznie kosmicznie (przynajmniej jeśli chodzi o opis, bo z wyglądu to karta vga ;-) )
  • relacja na żywo na blipie, a post factum na blogu. niekoniecznie na tym.
11:34, reuptake
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 16 czerwca 2008
  • pisałem niedawno o tym, jak serwisy aukcyjne coraz bardziej przestają być aukcyjne i proszę bardzo: allegro uruchomiło serwis dla szukających pracy/pracowników, oparty po prostu na modelu ogłoszeń. nie ma żadnej licytacji, nie ma nawet konieczności podawania wynagrodzenia.
    • ciekawe, czy przyjmie się skrót BPM: bez pensji minimalnej
  • ruch ten wydaje się sensowny: allegro to tak duża baza użytkowników, że nowy serwis może na tym rynku coś zdziałać. dziwne jest raczej to, że zamiast ogólnego serwisu ogłoszeniowego, powstał serwis tylko dla poszukujących pracowników. allegro mogłoby spróbować stać się polskim craiglist, największym serwisem ogłoszeń drobnych każdego rodzaju. wiadomo, że w przypadku ofert pracy allegro liczy na bardzo lukratywny rynek zawodowych pośredników, ale i tak wydaje mi się, że brak oporu jaki napotyka w polsce gumtree jest co najmniej zastanawiający. gumtree należy do kijiji, które jest z kolei własnością ebaya.
    • jak widać wszystkie serwisy drobnych ogłoszeń muszą mieć odczapowe nazwy, od dwukropka i populady po wspomniane gumtree czy kijiji.
    • nazwy, którą wybrało allegro nie będę komentował, -5 w skali kreatywności 0..10, ale może to i dobrze?
  • czy na tym rynku jest miejsce dla allegro? rynek ten ma dwóch liderów: grupę pracuj.pl i agorę, dość zaciekle konkurujących ze soba. dla pracuj.pl ta branża to absolutny core business i nie można się spodziewać, by firma ta odpuściła pierwszą pozycję bez walki. dla agory też jest to jedna z tych działek rynku, na której jej bardzo zależy. pracaallegro jest i nie jest konkurentem.
  • od środka to dość dziwny serwis. z jednej strony wygląda jak każda strona z ogłoszeniami drobnymi. z drugiej zawiera kreatory cv, a na ogłoszenia o pracę nie pozwala wysyłać innych odpowiedzi niż właśnie sztampowe cv. życiorysu nie można importować z goldenline czy linkedin, że o eksporcie nie wspomnę. cały interfejs serwisu może zyskać uznanie doświadczonych allegrowiczów, mi wydaje się bardzo zagmatwany i niespójny. jego największą zaletą jest całkowita integracja ze stroną "moje allegro" (też przeprowadzona dość dziwnie, bo niby strona jest taka sama jak gdybyśmy tam weszli przez allegro, ale ma inne logo)
  • za to można podać jakie ma się skille w bacie!

  • podsumowując: pożyjemy zobaczymy. mimo wszystkich wad, serwis ten poprzez ogromną masę użytkowników może zająć trwałe miejsce na rynku. ale raczej będzie to rynek ogłoszeń w rodzaju "do zbioru truskawek". pierwsze anonse na pracaallegro zdają się to potwierdzać.
13:26, reuptake
Link Komentarze (7) »
niedziela, 15 czerwca 2008
  • cały czas huczą echa konferencji tmt. nie chcę rozgrzebywać tematu konferencji jako takiej. ewa wykonała tu kawał ciężkiej pracy i za to należą jej się gratulacje. doceniam wysiłek organizatorów, faktycznie wszystko było zorganizowane dość sprawnie, a gdyby zbyt intensywnie działająca klima była najsłabszym punktem konferencji, to faktycznie nie byłoby się czego czepiać. niestety, nie był to największy problem tej imprezy.
  • ciekawą recenzję dał artur kurasiński, który najpierw napisał, że konferencja była względnie udana i ciekawa, potem zaś pojechał po wszystkich prawie wystąpieniach, za każdym razem jednak usprawiedliwiając prelegentów, że musieli poprzynudzać, bo to taki typ konferencji. czyli z bezwzględnie nieudanych wystąpień może powstać względnie udana konferencja. w toku dalszej dyskusji artur przyznał, że wprawdzie z konferencji nie można było się wiele dowiedzieć o tym, jak budować serwis społecznościowy, ale za to wszystko odbyło się punktualnie, był gość z techcruncha (który chyba znudził się jeszcze bardziej niż my), MCI (dla którego "tak jakby" cała konferencja była organizowana) oraz "blogerzy" (którzy byli porażką). to trochę tak, jakby w recenzji z restauracji napisać, że wprawdzie na 6 dań smaczne było 1, ale za to na żadne się za długo nie czekało. druga część wpisu to jakieś samobiczowanie się, słowa "granie wielkich znawców, którzy pomimo całej wiedzy ssanej RSSami nie mogą zrealizować tu, lokalnie własnego oryginalnego pomysłu biznesowego?" na blogu artura brzmią dość perwersyjnie. tak samo jak informacja, że przecież to oczywista oczywistość, że takie spotkania są organizowane dla promocji MCI oraz przerażająca konstatacja, że być może niektórzy byli na takiej konferencji pierwszy raz i (o zgrozo! o naiwności!) oczekiwali, że się dużo dowiedzą. powinni takich wyłapywać przy wejściu i nie wpuszczać. uwagi o "freeriderach", czyli nas, którzy zostaliśmy wpuszczeni do świątyni biznesu za darmo, by dostąpić zaszczytu wysłuchania self-promo m.in. gpw, belysio i k. urbanowicza, pominę. myślałem, że byłem gościem konferencji, a okazało się, że raczej byłem kimś w rodzaju studenta wpuszczonego na wejściówkę do teatru, w drodze łaski.
  • chciałem jednak napisać o czymś trochę innym. to, co najbardziej mnie zasmuciło, była lekceważenie zaproszonych gości przez michała i tworzenie sztucznych podziałów. nie chodzi (arturze) o użycie terminu "blogerzy". chodzi o ton, którym było to wypowiadane. o całą mowę ciała. o ustawienie "nas" (jakbyśmy byli jakąś jednorodną grupą "przeklętych geeków") w roli loży szyderców. o teksty w rodzaju
    • "Bloggerzy, jak to robicie, że Wasze blogi są popularne, że Was czytają, zapraszają na kanapę??"
    • "siedzieli wygodnie jako jedyni uczestnicy na kanapie za 30 tys. zł, część z nich miała internet przewodowy (wifi niedozwolone na GPW) itd.- mieli cały czas 2 mikrofony na 7 osób, pytałem, zapraszałem? i nic (prawie nic)"
  • zapraszają nas na kanapę! na giełdzie! warszawskiej giełdzie papierów wartościowych! w takiej wielkiej sali z monitorami jak stopięcdziesiąt! niesamowite. na kanapie za 30 tysięcy złotych! nie każą płacić!
  • trzeba przyznać, że taki ostry podział na "geeki" i "krawaciarzy" znajduje swoich zwolenników. już czytam nawet takie brednie, że uwaga, "blogerzy" byli niezadowoleni, bo "prelegenci nie mówili za dużo o zbawianiu świata, standardach W3 i innych wysoko uduchowionych tematach." zastanawiające, jak długo trzeba ssać palec, żeby coś takiego wyssać. i po co linkować do wpisu, który bardzo dobrze podsumowuje, to, co się autorowi podobało/nie podobało, by w tym samym zdaniu pisać, że nie podobało się zupełnie co innego.
  • w ten sam prymitywny podział wydaje się wierzyć artur kurasiński, kiedy pisze "Michał poprzez zaproszenie próbował wciągnąć nas w dyskusje i zderzyć dwa światy - uniwersum być może napuszonych panów spod znaku 'kasy & garniturów' oraz 'luzackich i biednych jak mysz kościelna' blogerów." dwa światy, dobre sobie. obok mnie siedział łukasz banach z monetto, jaki to jest świat? a z drugiej strony ty, kim jesteś? "przeklętym geekiem"?
  • nie wierzcie pozorom. nie jest żadnym gestem w kierunku nawiązania porozumienia z "geekami" zapraszanie ich na kanapę i co pewien czas rzucanie w przestrzeń "no, ciekawe, co też ci nasi blooogerzy, o tym powiedzą". zostawiliśmy ustawieni w roli kieszonkowych błaznów i część z nas nie chciała tej roli grać, zdziwiony? nie mówiąc o czysto technicznych kwestiach: jest panel, 5 panelistów, "blogerów" 8 i jeszcze sala. na całość 45 min. aha i jeszcze mielismy dyskutować "nie ze sobą". trochę ograniczeń, czasowych i innych, nie? wspomnę jeszcze o tym, że nie było wcześniej żadnych uzgodnień czy wskazówek, kiedy i w jaki sposób mieliśmy się włączać. chyba i tak nie było problemu z chętnymi do pogadania sobie, a to nie do nas należało nadawanie tonu konferencji.
  • jest wierutną bzdurą powtarzanie gadki o tym, jak to "my" nie doceniamy ludzi biznesu i pogardzamy nimi. pogardzamy? na bootstrapie był rafał agnieszczak. był arek osiak. był maciej jarzębowski. to nie są ludzie, którzy zrobili biznes w sieci? nie, nikt nimi nie pogardza. nikt ich nie pyta: "rafał, weź ty nam wytłumacz, jak to robisz, że masz ten swój serwisik foteczka, robisz na nim ten swój śmierdzący szmalec i jeszcze cię geeki na swoje mroczne sabaty zapraszają". "arek, możesz polansować serwis finansowy wśród biednych geeków, którzy nie maja złamanego grosza. za darmo, cieszysz się?" itd.
  • tak więc michale, to ty budujesz ten mur. to ty używasz 20x określenia "geek" czy "übergeek" (tego drugiego nie rozumiem, chodzi ci o kogoś w rodzaju stallmana? czy billa gatesa?) nie chodzi, czy to kogoś obraża. mnie to nie obraża. chodzi o to, jak postrzegasz świat. jaką masz potrzebę dyskryminującego etykietkowania. obudź się. szklana pułapka 4 to tylko film. to nie jest tak, że cała banda geeków tylko czycha, żeby wyłączyć ci te ekrany z wig20, uciąć krawat i napisać niezmywalnym markerem jakiś program w c++ na ścianie odmalowanego mieszkania. c'mon, obudź się i przestań szczuć jednych na drugich.
piątek, 13 czerwca 2008
  • to mnie rozłożyło na łopatki prawie jak howard webb polską reprę we wczorajszym meczu. otóż niestrudzenie poszukujący redaktora naczelnego internet standard postanowił szybciej niż ostatnio poinformować o tym, że myspace uruchomiło polską wersję portalu.
  • i okrasiło to takim oto komentarzem: "uruchomienie zlokalizowanego serwisu jest dużym zaskoczeniem, zwłaszcza, że nie pojawiały się na temat żadne przecieki." oraz "Również dzisiaj trudno nawiązać kontakt osobą odpowiedzialną za zarządzanie i rozwój serwisu. Być może to część strategii marketingowej?"
  • chciałbym to skomentować słowami molesty: "trzeba być z nami, robić to, żeby wiedzieć". żadne przecieki, dobre sobie. od pół roku w "branży" wiadomo, że myspace wchodzi do polski.
  • skąd wiadomo? choćby z internet standard (tu też o tym pisano). trudno nawiązać kontakt? odezwijcie się do izabeli pasterz. jak już to zaskoczenie opadnie.
17:54, reuptake
Link Komentarze (5) »
  • jeszcze gazety powtarzają plotki o tym, że yahoo otwiera oddział w polsce, żeby zrobić konkurencję naszej klasie, a tu scichapęk rusza polski myspace.
  • zaraz zaczną się spekulacje, czy serwis ten ma szanse na sukces w polsce, odwołujące się do bebo i innych "wielkich", którzy raczej zbłaźnili się zamiast zawojować rynek. mam wrażenie, że potencjał myspace jest niedoceniany. niedoceniane jest to, o czym ostatnio pisał blog centernetworks: myspace to nie tylko "wielu użytkowników". myspace zbudowany jest na "filarach", którymi są profile zespołów muzycznych. użytkownicy przychodzą i odchodzą, profile wykonawców zostają i przyciągają nowych fanów. niedawno sam zastanawiałem się, czy jest szansa na zbudowanie w polsce portalu wokół muzyki. muzyka jest najmocniejszym spoiwem kulturowym naszych czasów i stanowi "oś" wokół której kręcą się społeczności. ale po rozmowach z kilkoma osobami, doszedłem do wniosku, że już za późno. i faktycznie, w rozmaitych lokalach i klubach, aż roi się od naklejek promujących kapele. z obowiązkowym linkiem do myspace'a. teraz, kiedy serwis będzie miał polską wersję, ten trend tylko się wzmocni. dody szukajcie na pudelku, całego muzycznego długiego ogona na myspace.
    • był taki serwis, który mógł stanowić polskiego "pre-myspace'a", ale wirtualna polska totalnie sportaliła sprawę.
  • ps. wczoraj była zabawna konferencja o społecznościach. oczywiście takimi drobiazgami jak wejście myspace'a do polski nikt sobie głowy nie zaprzątał. dlaczego była zabawna? wyobraźcie sobie, co mają do powiedzenia o społecznościach przebrani jak manekiny na wystawie sklepu z garniturami w złotych tarasach przedstawiciele funduszy inwestycyjnych.
  • niewiele wiecej niż te manekiny.
wtorek, 10 czerwca 2008
  • już w najbliższą sobotę, specjalny bootstrap społecznościowy! znów w większej sali na ogrodowej.
  • bardzo ciekawy program, zapraszam serdecznie. wstęp wolny, zapisy nie obowiązują. po bootstrapie idziemy na tajski lunch.
  • ps. bardzo proszę o punktualne przybycie!
12:28, reuptake
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 09 czerwca 2008
  • miesiąc temu napisałem o inwestycji forticomu w naszą-klasę. wydawało mi się, że będzie to gorący news, a tymczasem sprawa przeszła prawie bez echa. trochę to dziwne, w końcu to, kto kontroluje największy polski serwis społecznościowy
    • wg megapanelu w kategorii serwisów społecznościowych nasza klasa ma więcej odsłon niż cała konkurencja razem wzięta
  • powinno być istotną informacją.
  • sprawę odgrzebała menadżeria, a bartek raciborski dotarł do dokumentów z krs i potwierdził, to co pisałem. estońska firma forticom as jest właścicielem większościowych udziałów w naszej klasie.
  • i na tym można by sprawę zamknąć. ja jednak podrążę dalej. otóż menedżeria dzwoniła do naszej klasy w tej sprawie. nie wiem, jakie dokładnie pytanie zostało zadane. odpowiedź, wg. tego co pisze menedżeria, była następująca:
  • "To są plotki, nie wiem skąd one się wzięły. Rosyjski inwestor? Nie ma planów związanych z nowym inwestorem. Nie prowadzimy żadnych rozmów"
  • być może pytanie zostało "źle zadane". być może zapytano o rosyjskiego inwestora, a inwestor jest, powiedzmy, estoński
    • w forticom zainwestowało kilka firm, z tego co rozumiem, żadna z nich nie jest firmą estońską
  • mimo wszystko uważam to za dość skandaliczne. na pytania dziennikarza dotyczące stosunków właściowych w spółce prawa handlowego nie odpowiada się łapiąc za słówka: "nie szukamy inwestora" (tylko go właśnie znaleźliśmy) ani nie udaje zdziwienia, gdy pada pytanie o rosyjski kapitał. odpowiada się prosto: "w tej chwili udziałowcami w spółce są ...". nie mówiąc już o tym, że gdy dochodzi do tak poważnej transakcji, w dobrym stylu jest wysłanie komunikatu do mediów.
  • nie mam obsesji naszej klasy, nie mam obsesji kgb szpiegującego polaków, chociaż też nie lekceważyłbym i tych zagrożeń. nie mam obsesji międzynarodowego kapitału, od którego jak wiadomo, nie da się uciec. mam jednak nieodparte wrażenie, że skoro nasza klasa tak chce ukryć pozyskanie nowego inwestora, to ma jakiś powód.
  • ciekaw jestem, jaki? 
  • update: do transakcji doszło w styczniu, nasza-klasa oficjalnie potwierdza. 6 miesięcy...
10:22, reuptake
Link Komentarze (23) »
niedziela, 08 czerwca 2008
  • bardzo udała się wczorajsza impreza barcampowa w poznaniu. duża w tym zasługa organizatorów, choć i piękna, słoneczna pogoda miała w tym swój udział.
  • o zwycieskim projekcie napiszą pewnie webstop i antyweb (obiecali), ja za to wypunktuje pozostałe projekty:
    • internetowa książka skarg i wniosków - na razie strona nie wygląda i nie rokuje. jest kilka ciekawych kierunków, w których twórcy serwisu mogą pójść, a wyglądają na osoby znające się na rzeczy. jeśli to zrobią, to mogą coś zwojować. na razie słabo: proces składania skargi jest zbyt oderwany od samego procesu zamawiania/reklamowania towaru, jest też mnóstwo drobniejszych problemów, jak choćby ignorowanie faktu, że duży sklep zawsze ma więcej reklamacji niż mały. co daje nadzieje? fakt, że twórcy internetowej książki skarg i wniosków zdają sobie z tych problemów sprawę.
    • altino.pl - przyznam, że nie przekonują mnie serwisy oparte na pomyśle "zróbmy takie ceneo (albo allegro) ale nie dla towarów tylko usług". na pewno zaś nie powinno się mówić o "porównywarce cen dla usług" (jeśli już, to po prostu porównywarka usług). w przypadku usług cena gra mniejszą rolę niż w przypadku towarów. jeden z tych serwisów, który gdyby zebrał masę krytyczną, zapewne byłby przydatny i może nawet byłby używany. ale wątpię by zebrał, zależy to mocno od zdolności marketingowych twórców.
    • locavi.pl - coś jak altino, ale ukierunkowane na usługi polegające na wypożyczaniu. czy potrzebuję wypożyczać coś (przyczepę, domek na wakacje, talerze na imprezę)? czasem pewnie tak. czy fakt, że te wszystkie możliwości zebrane są w jednym serwisie coś mi daje? zupełnie nic. moim zdaniem nie wygra to z googlem. lub choćby z altino. ta sama firma prowadzi siostrzany serwis z aukcjami usług, bez spektakularnych rezultatów.
    • punkter.pl - młodzi twórcy punktera znaleźli sposób na to, jak prowadzić prezentację w warunkach pełnego nasłonecznienia: zamiast ekranu komputera używali kartek. jeden mówił, drugi pokazywał kartki. z tego, co zrozumiałem, punkter to trochę taka internetowa ksiażka skarg (i, dla odróżnienia, pochwał), ale bez żadnej weryfikacji, kontroli czy sprawdzania reputacji. przyznawaj punkciki... fotka na tym zrobiła karierę, co do punktera nie jestem przekonany. ps. strona w tej chwili nie działa.
    • opiekun inwestora - bardzo poważna strona, poważni twórcy i kwestie poważnych pieniędzy. ponieważ poważnymi pieniędzmi (chwilowo) nie dysponuję, miałem poważne problemy ze skupieniem się na prezentacji. o ile dobrze pojąłem, opiekun inwestora doradza inwestującym w instrumenty finansowe, przekazując im na bieżąco rozmaite analizy oparte na "past performance". twórcy serwisu znają się na tym lepiej niż ja, więc ufam, że ma to sens, choć nie bardzo wiem, o jakie instrumenty chodzi: akcje, jak sami założyciele serwisu mówią, nie mogą być brane pod uwagę, fundusze inwestycyjne... cóż, tutaj wszelkie operacje trwają po kilka dni, więc atut polegający na tym, że serwis daje mi superaktualne info od 6 rano też nie jest chyba tym, czym opiekun może przyciągnąć potrzebujących opieki inwestorów. ale, jeszcze raz podkreśle, to nie moja domena.
    • hobbeo - sympatyczna strona mająca na celu stworzenie kolekcjonerom miejsca, w którym mogliby oni prezentować swoje zbiory i dyskutować o swojej pasji. taki serwis powinien przetrwać. tym bardziej smuci fakt, że po wejściu na stronę dowiadujemy się, że ostatni wpis na forum miał miejsce 42 dni temu. tchnąć trochę życia w te kolekcje - to powinno być priorytetem twórców serwis na najbliższe miesiące. nie będę tu wgłębiał się w serwis, bo to nie miejsce i czas, ale wiele rzeczy należałoby poprawić, zaczynając od tekstów w głównym menu (dlaczego artykuły tematyczne są w dziale "rozrywka"?) po całą strukturę serwisu (a może hobbeo od razu powinno dzielić się tematycznie, a dopiero wewnątrz tematów znajdowałyby się kolekcje, giełdy czy fora?)
    • freemobo - wymiana darmowych programów, tapet i dzwonków na komórki. budzi spore wątpliwości od strony prawnej, tłumaczenia autorów, że to użytkownicy odpowiadają za to publikowane materiały, przypomina wykręty interii. ja przerobiłem to na własnej skórze i wiem, że w praktyce nie jest tak prosto. ciekawą funkcją serwisu jest automatyczna konwersja materiałów pomiędzy formatami używanymi przez różne telefony. freemobo ma być komórkowym youtubem. nie mam pojęcia, jakie ma szanse, przyznam się, że chyba nigdy nie ściągnąłem sobie na komórkę żadnego dzwonka ani tapety z internetu. mam to otagować #wstydliwe_wyznania?
    • cashfit.pl - i znowu: zróbmy allegro, ale dla aukcji finansowych. bardzo ambitny projekt, zwłaszcza, że twórca zdał niedawno maturę i jeszcze nawet nie zaczął studiów. nie, żebym miał coś przeciwko temu, ale dla instytucji finansowych może być to nie do przełknięcia. nie daję niestety temu pomysłowi zbyt wielu szans. jedna z istniejących platform p2p lending pewnie wykona ruch w tym kierunku, kiedy okaże się, że rynek dla czystego p2p lending będzie za mały na tylu graczy.
    • student-gotuje.pl - pomyślałem sobie, że wreszcie jest serwis, który opiera się na jakiejś unikatowej treści, a nie na user generated content, którego mam po dziurki w modemie. niestety, choć sam pomysł na serwis, tłumaczący jak wykonać najprostsze potrawy jest bardzo dobry, to znowu popada on w webdwazerową manierę. zastanawiam się, czemu autor nie pójdzie w inną stronę. dlaczego nie zostanie marthą steward dla początkujących? dlaczego nie zacznie budować swojego wyrazistego wizerunku i pozwala by fajny pomysł zamieniał się w typowy serwis kulinarny, trudny do zapamiętania i odróżnienia, mimo innego ukierunkowania. co robi na stronie głównej serwisu lasia ze stocka przebrana w strój piekarza? apetyczne cytryny i pomidory? niech się pokaże ten student, co gotuje. niech czymś nas zaskoczy.
    • sport4life - serwis dla tych, którzy chcą pouprawiać zespołowe sporty i dla kibiców. połączenie może wydawać się naciągane, ale rozumiem, że ludzie uprawiający sport są też często kibicami i wywierali nacisk, by i takie treści tam się znalazły. jeśli autorom udadzą się ambitne plany, takie jak zorganizowanie ligi rozgrywek i wyjście z serwisem poza internet, to będzie można mówić o sukcesie. ja bym już zabrał się za szukanie patronów, którzy wyłożą na to kasę. nike, puma, adidas... wiadomo.
  • i jeszcze kilka ogólniejszych uwag, co do samych prezentacji. podziwiam twórców serwisów, prowadzenie prezentacji dla w takim tempie i w takiej ilości (każdy prezentujący musiał powtórzyć swoją prezentację 11 razy!) to faktycznie sport ekstremalny. jeśli można się do czegoś przyczepić, to do faktu, że wielu prezentujących nie uznało za stosowne w pierwszych kilku zdaniach powiedzieć, co tak naprawdę zrobili i o czym będą mówić. rekord pobili chyba twórcy zwycieskich spryciarzy, którzy zaczęli od statystyk. opowiadają, ilu to mają userów, wizyt, odsłon, a ja nadal nie wiem osochozi. sprytniej od spryciarzy próbował zagaić gotujący student, zwracając się do publiczości, czy wie ktoś co to jest tahina i halaszle.
    • ja wiedziałem
  • ciekawie też rozpoczynali prezentację twórcy free mobo. od przywitania się z każdym, kto ich chciał słuchać. dobry pomysł. ale to nie znaczy, że koniecznie trzeba wymyślić jakiś trick na początek. jeśli będziecie w podobnej sytuacji, polecałbym zaczęcie od "zbudowaliśmy serwis, który (umożliwia...) i nazwaliśmy go (domena kończąca się na -eo)". tako rzecze kawasaki.
  • inny aspekt, czyli zespoły. z serwisu niekoniecznie wynika, kto za nim stoi. tu spryciarze pokazali się najlepiej, zjawiając się całym, bodajże sześcioosobowym składem, przebranym w identyczne koszulki. do tego charakteryzowali się podobnymi fryzurami (albo raczej brakiem fryzury) i ogólnie wyglądali na najbardziej zgraną ekipę. to też zapewne w jakiś sposób przyczyniło się do ich wygranej.
  • jeszcze raz dziękuję ekipie netguru za organizację całości, a wszystkim startującym życzę powodzenia. a jeśli się nie uda tym razem, to zawsze będzie ten następny raz.
14:01, reuptake
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 czerwca 2008
  • historię o tym, jak "o mały włos" nie założyłem pierwszego w polsce serwisu aukcyjnego opowiadałem już pewnie kilka razy
    • ten mały włos polegał na tym, że inwestor i szef projektu uparł się, by dodatkowo stworzyć "telewizję internetową". w 2001 roku. to daje mniej więcej pojęcie na temat poziomu oderwania od rzeczywistości, jakie prezentował. poza telewizją mieliśmy mieć oczywiście portal horyzontalny, z newsami, dyskusjami i obowiązkowo największymi na rynku kontami pocztowymi
  • pamiętam moje wahania z tego okresu. początkowo nie byłem do aukcji przekonany. owszem, na pewną są dość skuteczną metodą ustalenia "rynkowej" ceny, ale ta cała zabawa? licytowanie, podbijanie, martwienie się, że ktoś przebije? wydawało mi się zawsze, że jak chcę coś kupić, to nie powinienem się martwić, że ktoś mnie wyprzedzi.
  • potem przekonałem się do pomysłu, do tego stopnia, że usiłowałem przekonać szefa, żeby aukcje jednak robić i co więcej, skupić się wyłącznie na nich. niestety, wizja długonogich prezenterek telewizji internetowej i najdłuższych kont pocztowych była zbyt kusząca. a potem pojawiło się allegro i zrozumiałem dobitnie, że być może, kupuje się po to, żeby coś mieć, ale licytuje się po to, żeby grać i gra ta jest wciągająca dla wielu.
  • ale jak każda gra, w końcu się nudzi. już teraz na allegro zakupy w opcji "kup teraz" stanowią przygniatającą większość.
  • nie inaczej na ebayu. jak donosi business week, aukcje na ebayu to wymierający gatunek. przesadza, ciągle jest tam więcej aukcji niż na allegro, ale trend jest jasny.
    • a jeszcze niecałe 10 lat temu twierdzono, cytuję za roughtype: "stałe ceny mają tylko stuletnią historię. w sieci zanikną, ponieważ jest bardzo łatwo i tanio zmieniać ceny online".
  • każda z wymienionych firm podjęła jakieś kroki, by w nowej sytuacji się znaleźć. allegro uruchomiło sklepy allegro, ebay zmieniło cennik, tak, by był bardziej korzystny dla sprzedających towary po ustalonej cenie, co doprowadziło do strajku użytkowników, zmieniło interfejs, tak by bardziej promował stałe ceny i dogadało się z buy.com. takie "dogadanie się" spowodowało, że nagle na ebayu pojawiło się pół miliona towarów po stałej cenie. ebay budowany był przez miliony drobnych sprzedawców, ale gdy trzeba, pokazuje im gdzie ich miejsce i dogaduje się z hurtownikami.
  • jeśli ebay przekształca się w... sklep? pasaż handlowy? to natychmiast zderza się z innymi graczami na rynku. choćby z amazonem, który jak zauważają komentatorzy na roughtype, ciągle "dopieszcza" swój serwis, w przeciwieństwie właśnie do ebaya, wyglądającego jak koszmarne wspomnienie bańki internetowej. a jeśli się chce konkurować, to trzeba mieć solidne atuty. ebay nie bardzo je ma.
  • w polsce wygląda to trochę inaczej. nie ma polskiego amazona
    • merlin zalicza jakiś poważny dołek, słyszałem plotki o poważnym exodusie pracowników, a "nowe usługi" (przeczytajcie, co też może być "nową usługą") wskazują na to, że dla firmy z piaseczna wojna z empik.com może być wojną ostatnią i przegraną.
    • z drugiej zaś strony drobni sprzedawcy detaliczni są w polsce strasznie słabi. ja ciągle się nie mogę doczekać (pół roku?) kiedy mój dostawca kawy otworzy sklep internetowy, cały czas jestem odsyłany po ofertę na allegro
      • gdzie zresztą oczywiście do żadnej transakcji nie dochodzi, allegro jest po prostu miejscem, gdzie można zaprezentować oferowany asortyment
    • w usa takie caffemio dawno miałoby swój sklep. choćby na yahoo lub na amazonie. ten drugi oferuje także dodatkowe usługi logistyczne
  • ciekawe więc, co będzie za 10 lat? czy aukcje skurczą się i ograniczą do takich towarów, dla których trudno określić cenę? do handlu pojedynczymi sztukami, przedmiotami kolekcjonerskimi, domenami internetowymi? uważam, że to wielce prawdopodobne.
09:50, reuptake
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 02 czerwca 2008
  • nie będę tu komentował bezpośrednio pewnego artykułu, dotyczącego blipa (choć poświęconego w połowie twitterowi i 100 innym rzeczom), a tak naprawdę mającego na celu jedynie fud. dlaczego? to proste: nawet jeśli jest tam ziarenko sensownej myśli, to nie mam żadnego powodu, by to ziarenko wydłubywać z całego syfu, w którym zostało zanurzone. jak ktoś wam zwróci uwagę, że nie podoba mu się wasz strój, a następnie zakurwi z laczka i poprawi z kopyta, że zacytuję wieszcza, to nie będziecie chyba podejmować dyskusji o modzie.
  • za to pokażę mechanizm jak dalej sprawa się będzie toczyć. otóż są oczywiście chętni na zrobienie z paszkwilu na blipa "merytorycznego głosu znanego autorytetu w ważkiej sprawie". tak to działa:
  • otóż zgłosił się do mnie... nie wiem w sumie jak to nazwać. dziennikarz tabloidu? to brzmi jak oksymoron. i poinformował mnie, że "jest zlecenie", żeby pisać o "zagrożeniu prywatności w nowym serwisie gadu-gadu"
    • btw: nowy to on już nie jest, ale ludzie lubią czytać o nowościach, to czemu nie napisać, że nowy?
  • a potem jakoś już poszło. have fun:
  • pwrzosin
    a do online rozumiem puscimy bez akapitu o stanie mentalnym Vagli
    "wszyscy użytkownicy blipa są informowani, ze rozmowy nie są prywatne, pracujemy nad wprowadzeniem wiadomosci prywatnych"

    Marcin Jagodziński
    a mógłbyś jeszcze napisać o tym
    że jeśli już tak chcesz
    że 1) to że blip jest klonem twitera nie ma nic do rzeczy, to zwykłe przysrywanie
    2) to że serwisy szukają kasy na giełdzie nie ma nic do rzeczy, to zwykłe przysrywanie
    3) to że twitter ma problemy wydajnościowe nie ma nic do rzeczy, to zwykłe przysrywanie
    4) to że na twitterze szkalują użytkowników nie ma nic do rzeczy, to zwykłe przysrywanie
    5) to że na twittera (podobno) pojawił się spam nie ma nic do rzeczy, to zwykłe przysrywanie
    6) to vagla sobie konfabuluje o podsłuchiwaniu skype'a to zwykłe przysrywanie
    7) to że na twitterze mieli awarię, która spowodowała ujawnienie prywatnych profli, nie ma nic do rzeczy, na blipie nie ma prywatnych profili, to zwykłe przysrywanie
    mam więcej wymieniać?
    i teraz mi jedno powiedz: dlaczego o tym NIE napiszesz?

    pwrzosin
    chyba sie skoncentruje tylko na tych danych, ze trzeba uwazac
    bo twitter nikogo nei obchodzi
    i vagla w sumie tez chyba nie

    Marcin Jagodziński
    jasne

    pwrzosin
    za to chwytliwe sa gadu gadu i zagrozenie

  • dalsza lektura: artykuł sadurskiego, polecam państwa uwadze.
  • tekst, o którym rozmawialiśmy powstał i jest zadziwiająco wyważony (choć ma "odpowiedni" tytuł). jestem pod wrażeniem rozsądku autora i swojej siły perswazji.
  • ładna pogoda za oknem.