pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
wtorek, 31 lipca 2007
  • widzieliście już to? pogromców grafomanii, obrońców przekazu, twórców polonistycznej wersji osławionej jabby?
  • a jak już widzieliście, to może mi wyjaśnicie, o co właściwie chodzi i jaki jest cel tej strony? autorzy piszą manifesty, tworzą zasady, wybierają cytaty, ale co proponują? bo to nie jest tak, że ja się nie zgadzam. jasne, że lepsze są blogi ciekawe niż nieciekawe i takie, w których jest mało błędów ortograficznych. tylko zastanawiam się, jaki jest sens tworzenia takiej strony. do autorów blogusiów ona nie dotrze. podbuduje ego autorów? być może. zbuduje ich wizerunek? tak przypuszczam.
  • autorów stać na filipikę (kompletnie zresztą nietrafioną), ale program pozytywny został skrócony do "no to my się zatroszczymy". w jaki sposób? zżymając się, grymasząc i kusząc tekstami o komunikacji werbalnej?
  • tymczasem (ok, wiem, co pisałem o "idei blogowania") cały ten popis antygrafomański jest oparty na kilku błędnych przesłankach.
    • "Czekaliśmy na blogi"... itd.
      • no to się nie doczekaliście, może więc raczej zamiast tu "omatkojedyna!" wołać, sami zaczniecie pisać, zamiast czekać
    • "Czekaliśmy na blogi pisarzy, publicystów, artystów z nadzieją na Coś. Niestety, rozczarowaliśmy się. I bardzo żałujemy, bo wraz z naszym rozczarowaniem blogami padła legenda ich autorów."
      • kolejne nieporozumienie. historia z dziennikarzami tvn24 dobitnie to pokazała. dlaczego to właśnie osoby, które już znalazły sposób na przekazanie tego, co chcą przekazać, mają pisać najlepsze blogi? błędne jest założenie, że blogi mają odzwierciedlać zastaną hierarchię (lepszy blog pisarza od bloga inżyniera, a blog inżyniera od bloga gimnazjalisty). przestańcie żyć legendami, będzie łatwiej.
    • "Nie ma redakcji, nie ma oceny, nie ma zastanowienia się, nie ma pracy nad tekstem, nie ma krytycyzmu."
      • otóż to. chcecie poczytać sobie przekaz, gdzie jest redakcja, praca nad tekstem, to pójdźcie do kiosku i kupcie sobie jakiś tygodnik (tylko raczej nie wprost) albo miesięcznik.
  • wam się moi drodzy blogi kompletnie z czymś pomyliły. konkretnie: pomyliły z waszymi nierealnymi oczekiwaniami. wasze "zasady" nie mają się w dużej mierze nijak do blogów. to są zasady redagowania czasopism, bo już nie nawet gazet. blogi to nie jest miejsce, gdzie się "pracuje z tekstem" (co nie znaczy, że nie powinno się wpisu przeczytać przed publikację). blogi to nie jest miejsce, gdzie pisze się "dla potomności".
  • blogi to właśnie miejsce subiektywnej, często emocjonalnej, szybkiej wielowątkowej dyskusji. jeszcze raz: jak mam ochotę przeczytać wypracowany, przemyślany, zdystansowany tekst, nienaganny językowo i profesjonalnie zredagowany, to mogę sobie kupić tygodnik czy miesięcznik. blogi są czym innym.
  • nawet w którymś momencie łapiecie, o co chodzi: "Jest żywiołowa radość blogowania, Matko jedyna!"
    • i jakim prawem chcecie z nią walczyć? ktoś sobie wkleja brokatowe obrazki i się cieszy. ktoś opisuje szkolną wycieczkę i ma z tego radość. ktoś recenzuję po swojemu ("FaJnIooSha!") płytę Tokio Hotel i jest zadowolony. jego blog, jego prawo. a wy? frustrujecie się tylko.
  • 95% blogów to szit? i owszem, co z tego? mam założyć stronę i chwalić się, że ja nie mam z tym nic wspólnego? jak chcecie nawracać na poprawną polszczyznę, to pójdźcie do blogasków onetowych i tam kagankiem oświaty rozświetlajcie mroki niewiedzy. tam jesteście potrzebni. jasne, że z naszej perspektywy blogusiujący nie mają nic do powiedzenia. a co wy macie do powiedzenia (poza stwierdzeniem tego oczywistego faktu)? chaotyczne wskazówki wyrwane z jakiś szkoleń dotyczące pisania tekstów informacyjnych  czy fragmenty pracy magisterskiej nic tu nie wnoszą. one nie są o blogach.
  • to jest blog. i jestem z tego dumny. bloguję od 2001, ba, założyłem własny serwis blogowy ("artyści i pisarze" tam też pisali) i się tego nie wstydzę. nie wstydzę się tym bardziej za blogaski. niech sobie piszą, skoro lubią. a wam się blogi z czymś pomyliły.
poniedziałek, 30 lipca 2007
  • facebook platform zachwyca, ale nie wszystkich. głośna stała się krytyka, jaką wygłosił na swoim blogu jason kottke, nazywając facebooka nowym aol (chodzi mu o aol z przełomu lat 80 i 90). pisze on, że facebook jest zamkniętą platformą, która jest krokiem w tył. a powinniśmy raczej maszerować w kierunku otwartej sieci. "facebook to właściwie dostępny bez vpn intranet dla ciebie i dla twoich znajomych" -- pisze (nieco upraszaczając).
  • z innej strony zaatakował facebooka jason calcanis, ogłaszając facebookowe bankructwo, a chwilę później "social networkowe wyczerpanie". za dużo zaproszeń, za dużo komunikatów, za dużo "nieznajomych znajomych". koniec, szlus, bankructwo. calcanis jeszcze inaczej niż kottke opisuje facebooka: "facebook to platforma wielopoziomowego marketingu, gdzie zgadzasz się zwrócić uwagę, na to co robią inni, w nadziei, że oni kiedyś zwrócą uwagę, na to co ty robisz" i pyta: "czy będziemy kiedyś zatrudniać ludzi, by zarządzali naszymi sieciami społecznymi, tak jak zatrudniamy ogrodników, by troszczyli się o nasze ogrody"?
    • atak na facebooka wywołał niezłą wojnę, np. u scoble'a. wow, oni też tam mają polskie piekło!
  • ciekawe, czy to "wyczerpanie" nie jest po prostu "znudzeniem" (na granicy zblazowania). mimo wszystko lepiej chyba zmagać się z jednym dużym systemem networkowym (nie negując tu zastrzeżeń jasona kottke) niż przyjmować/odrzucać zaproszenia na kilku/kilkunastu frontach na raz? być może facebook platform nie jest przyszłością sieci
    • internet standard dziś o tym pisze, przemycając m.in. informację o tym, że rafał agnieszczak chce stworzyć "fotka platform", działające na nieco zmodyfikowanych, ale podobnych w sumie zasadach.
  • być może jest to krok -- może nie w tył -- ale w bok. być może nie jest to pierwsza jaskółka web 3.0, ale raczej łabędzi śpiew web 2.0. ale nawet przyjmując, że tak jest rzeczywiście, jest to jakiś tam kamień milowy w rozwoju internetu. o ten kamień milowy być może sieciowa społeczność się potknie, być może go nie raz przeklnie, ale -- jestem pewien -- będzie on w historii netu odnotowany. czy w tej rubryce co aol i (później) netscape (ze swoją wspaniałą i fatalną zarazem przeglądarką navigator, która otworzyła oczy na net milionom)? zobaczymy. o ile nie zbankrutujemy, oczywiście.
  • a naszym firmom niech da ten przykład do myślenia. żeby bankrutować, trzeba najpierw mieć gdzie zaciągnąć długi. mówiąc prościej: otwarte api to jest to. rzadko tu wspominam o blipie, ale tym razem się nie powstrzymam: oto niekompletna lista aplikacji, używających api blipa. to bilans dwóch miesięcy.
19:11, reuptake
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 lipca 2007
  • jak zdążycie, na pierwszej stronie polskiego bebo zobaczycie rafała agnieszczaka i krzysztofa urbanowicza. tak, jest polskie bebo, liderzy opinii już tam są, czy przyjdą użytkownicy? z jednej strony nie ma tam chyba nic specjalnie "porażającego", z drugiej strony firma ma na pewno wystarczające środki, by zbombardować reklamowo nasz ryneczek, tylko czy będzie jej się chciało wysłać bombowce aż za odrę?
  • jeszcze nie wiem, jak z tłumaczeniem, widzę, że w profilach są niedoróbki, za to na głównej stronie urzekające słowo "automagicznie" (niestety, nie mieszczące się w layoucie). to nie jedyne miejsce, gdzie twórcy serwisu puszczają oko do użytkowników, czasem to wychodzi, czasem nie. przy wyborze nazwy użytkownika mamy na przykład tekst:
    • wykaż się kreatywnością, to tak rzadkie :(
  • i w sumie nie wiem, czy mam się łączyć w żalu z twórcami serwisu. mamy też miejsce, gdzie możemy zaśpiewać "łubudubu niech nam żyje prezes naszego klubu", mianowicie dział, w którym jesteśmy zachęcani do przesłania opinii o bebo. dział zatytułowany "kochamy bebo!", co nie pozostawia wątpliwości o jakie opinie chodzi. jest też blog (pusty), są informacje prasowe (też puste). jest dział informacje, który nie jest pusty, tylko generuje błąd.
  • bebo zamierza się chyba promować na przystanku woodstock. i tyle informacji na dziś. potwierdza się truizm, że z wielkiej brytanii nie jest do polski daleko. last.fm, teraz bebo... co będzie następne?
21:31, reuptake
Link Komentarze (12) »
piątek, 27 lipca 2007
  • nazywa się to teraz "wygraj ligę"
  • kiedyś, pamiętam strasznie pomstowałem na to, że zamknięto piłkarzyki. powiem szczerze, że obserwowanie zmagań (moje ulubione słowo dotyczące polskiej piłki: "zmaganie") naszych futbolistów w ostatniej rundzie było dla mnie przynajmniej o 24,6% mniej pasjonujące. bez piłkarzyków to nie było to.
  • a teraz piłkarzyki wróciły (ciekawe, dlaczego zmienili nazwę, mam podejrzenia, że to po jednym z felietonów steca).
  • pewnie bym o tym nie napisał, gdyby nie fakt, że dziś się tam zalogowałem i po paru kliknięciach sprawdzałem czy jestem na właściwym serwerze.
    • to działa.
    • to wreszcie normalnie działa.
  • rzut oka na stopkę i okazuje się, że gazeta sama tego nie zrobiła... i bardzo dobrze. ok, zapłacili zewnętrznej firmie i wreszcie jest serwis, który ma normalne czasy reakcji, jest w miarę ergonomicznie zbudowany. walk this way, a będziecie odpalać tyle serwisów, ile odpala interia.
  • a wracając do ligi, ciekawe co będzie, jak jakąś drużynę w trakcie jej trwania wywalą. nie mogą? hehe.
  • update: odszczekuję. ledwo to napisałem, przestało działać logowanie.
00:02, reuptake
Link Komentarze (8) »
wtorek, 24 lipca 2007
  • dziś z kolei taki tekst: "Użyj tej sekcji, aby umożliwić robotowi AdSense dostęp do stron wymagających logowania. Nasz robot przemierzy te strony tylko po to, aby określić ich treść w celu dopasowania reklam i dostosuje się do polityki prywatności Google"
  • inaczej: można indeksować strony zamkniętych serwisów i wrzucić tam adsense. i niekoniecznie strony te znajdą się w wyszukiwarce. pisałem o tym wcześniej, że jest taka możliwość testowo (podejrzewałem nawet czołowy portal kreatywnych erudytów, że skorzystał z tego, o ja naiwny).
  • ale oczywiście wizja robota google'a buszującego po zahasłowanych stronach, nawet przestrzegającego jakiejś tam polityki, jest jednak nieco przerażająca. za 10 lat google będzie indeksował nasze dna. oczywiście w celu dostarczenia zoptymalizowanych...
10:29, reuptake
Link Komentarze (2) »
niedziela, 22 lipca 2007
  • dziś wchodzę do swojego konta adsense (gdyby się ktoś pytał: nie zarabiam prawie nic, ale bawi mnie "dopasowanie" reklam do treści tego bloga), a tam tekst:
    • Gratulacje! Twoje konto zostało uaktualnione i zawiera teraz całkiem nowe Skierowania 2.0 - kliknij tutaj, aby rozpocząć
  • dwa zero! całkiem nowe! nono. popatrzyłem cóż to jest i wychodzi na to, że to googlowe reklamy w modelu pay-per-action. przejrzałem ofertę, na razie nic ciekawego, coś tam sobie wstawiłem na galerię samolotów, bo tu mi nic nie pasuje.
  • oferta google'a nie powala, ale i tak, jak zwykle, traktujący nas przecież dość po macoszemu (nie mówiąc już o tym, jak traktujący nasz ojczysty język) gigant z mountain view jest krok do przodu.
  • parę dni temu oglądałem bowiem oferty na boxy reklamowe onetu (onet kontekst) i gazeta.pl (boksy). i co tu dużo mówić, google jest dwa zero. onet wprawdzie posunął się nieco do przodu, tak mi się wydaje i trochę uprościł procedury, ale nadal trzeba ganiać z papierami na pocztę. gazeta w ogóle nie pozwala na wstawianie boksów na swoje strony. czy jest taki plan? nie mam pojęcia. ale nie wydaje mi się: czy chciałoby się wam zamawiać reklamę w tak skomplikowany sposób? telefon. faks. no, ewentualnie e-mail.
  • słabo się znam na zarabianiu na reklamie, dużo lepiej na traceniu kasy w necie ;-) ale chyba tradedoubler ma wreszcie u nas konkurenta. albo będzie miał.
    • ps. kiedyś zgłosiłem się do tradedoublera, ale oczywiście mój bloguś to za słaby zawodnik.
17:37, reuptake
Link Komentarze (5) »
sobota, 21 lipca 2007
  • riddle się chyba trochę zdenerwował. bo ta strona faktycznie podobna jest do tej strony. ale obawiam się, że przed sądem by tego nie wygrał. a wszystko dzięki temu, że projekt joggera autorstwa riddle'a znalazł się przynajmniej na jednym znanym mi anglojęzycznym blogu o dość dużym zasięgu (numerek 42, jeśli by ktoś szukał). 
    • no a po co są robione takie listy, czyż nie "by inspirować"?
    • no to się ktoś zainspirował
      • na marginesie, to osobiście nieszczególnie mi się akurat ten layout podoba, ale to jest kwestia gustu
  • wracając do meritum, wydaje mi się, że w takich sytuacjach, kiedy szukanie sprawiedliwości w sądzie wydaje się stratą cennej energii (nie mówiąc już o otwartej walce), należy raczej zastosować znane z aikido wykorzystanie energii rywala. skoro ktoś wykonał niewłaściwy ruch, sam się przewróci. zwłaszcza jeśli jest większy i cieższy. 
19:05, reuptake
Link Komentarze (21) »
piątek, 20 lipca 2007
  • Babel 24 działa bez zakłamanej fotografii czy wymyślonych danych . Uważamy, że lepiej zdać się na swój los niż niecierpliwie przeglądać strony serwisów randkowych i oczekiwać odpowiedzi na wysłany list.
  • ja jednak wierzę w bardziej efektywne strategie niż te, które proponują twórcy serwisu babel24.pl. choć pewnie trochę popularności serwis ten zdobędzie, jak wszystko co bazuje nie na rozumie, a na emocjach.
    • ps. czytam sobie regulamin tego serwisu. i tak jak w wielu przypadkach, coś mnie trafia. rozumiem, że regulamin, jest umową zawieraną pomiędzy dwiema stronami. kto jest stroną? użytkownik i? "serwis babel24.pl?" czyli kto? osoba fizyczna? prawna? wszelkie zapisy o rzekomej zgodności z ustawą są o kant zaokrąglonych rogów potłuc.
  • aha. nie wierzę w liczbę użytkowników wynoszącą 13 tysięcy. mogę nie wierzyć? mogę. to nie wierzę.
    nie wierzę też w "blogowanie" na tym serwisie.
  • w co wierzę? że domena desperado.pl była zajęta.
    • ps. jeśli ktoś wierzy, że generator liczb pseudolosowych to najlepszy sposób na odkrywanie nowych, ciekawych rzeczy, polecam zamianę czytnika rss na to wspaniałe narzędzie.
22:55, reuptake
Link Komentarze (10) »
  • niesamowite, przecierałem oczy długo.
  • do kalendarza imprez trzeba dopisać CrunchGear Meet-up. w warszawie, w lolku, w czwartek o 19.
21:46, reuptake
Link Komentarze (4) »
  • jutro, 12:00, chłodna 25: bootstrap!
  • w następną środę: rewolucja w komunikacji, będę opowiadał o mikroblogach.
  • do zo.
10:31, reuptake
Link Komentarze (1) »
środa, 18 lipca 2007
  • no... to się nazywa bogaty interfejs. nawet jeżeli dość skąpo ubrany.
  • cruchngear z tej okazji opowiedział się za eutanazją. techcrunch pisze o najgorszej aplikacji w historii.
  • a moim zdaniem jest to tak głupie, że aż śmieszne. maile przychodzą, pływają w basenie... można karmić nimi rekiny... kiedyś to będzie kultowa aplikacja, zobaczycie.
    • wersja o ograniczonych możliwościach jest za free, pełna jest niestety płatna (ma kilka leveli, w tym lotniskowy, co mnie jara
      • "See Boeing 747's, each one representing your incoming or outgoing emails, fly in and out, accompanied by air traffic control chatter, engine noise, contrails and more! If someone in Australia sends you an email, for example, it will arrive aboard a Quantas jet!"
      • ciekawa metafora, z gov.pl maile przyjatują takim jakiem? a z załącznikami jakimiś samolotami cargo?
    • nie ma niestety levelu topless, ale może jest w planach).
  • czekam jeszcze na excela zrobionego w formie gry w okręty.
18:18, reuptake
Link Komentarze (4) »
  • dzięki antywebowi dowiedziałem się o profeo. dawno nie mieliśmy jakiegoś porządnego serwisu łebdwazerowego do obmacania, prawda?
    • no bo chyba tego tego typu żenadek obmacywać nie będziemy?
  • profeo robi dobre pierwsze wrażenie, a to bardzo ważne. owszem, jest nieznośne i pretensjonalne, z tym swoim "jesteś profeo?", ale który podobny serwis pretensjonalny nie jest? czy nie jest pretensjonalny np. goldenline?
  • zanim tam się zarejestrowałem (bo jednak to zrobiłem, chociaż zapierałem się, że nie), poszukałem informacji, kto za tym stoi. bo widać, że ktoś za tym stoi. szybkie google i wiadomo już: pracuj.pl. dobry strzał. dobry strzał i w goldenline, które jak wieść slash plotka niesie, wycenia się na wielkie sumy i kryguje. strzał w agorę, która nie kryje się z ambicją bycia numerem jeden na rynku ogłoszeń o pracę.
  • ale wejdźmy głębiej. kilka rzeczy:
    • dużo tu elementu aspiracyjnego, na którym tak pojechało goldenline. "sprawdź, czy jesteś profesjonalistą", nadużywania słowa "biznes", zbierania punktów. to i dobrze i źle. zobaczymy. wątki na forach już mają wybitnie aspiracyjny charakter.
    • serwis ma też sporo funkcjonalności. nawet bardzo sporo. pytanie tylko, czy naprawdę są one potrzebne? mamy więc forum i grupy (nie bardzo wiem, czy jest konieczne takie rozdzielanie, ale wygląda to na zżynkę, bodajże z goldenline), mamy blogi (to jest dla mnie spora zagadka, czy ktoś będzie tu na serio blogował i czy mu się nie znudzi), mamy nawet galerie zdjęć (strach pomyśleć, co tam będzie, szczerze mówiąc nie ma wielu okropniejszych rzeczy niż np. fotki z końcowych faz imprez integracyjnych), mamy q&a jak na linkedin. profil też jest bardzo rozbudowany. są rekomendacje, można dokonywać samooceny swoich "eksperckich" umiejętności etc. są tagi. dużo tego.
      • po prostu się zastanawiam, kto będzie tworzył swoją galerię zdjęć akurat na serwisie rekrutacyjnym. nie mówię, że nie będzie takich osób. to przerażające: będą.
    • profeo wygląda profeo. ale to nie znaczy, że jest cacy. na początek ujęło mnie samouczkiem. serwis jest skomplikowany, więc samouczek cenna rzecz. ale pliiiz, nie taki! mam przechodzić przez 10 ekranów z informacją "zrób to / ważne jest też tamto / wejdź w opcję x i zrób y"? jak ja to mam spamiętać? menu też ma tendencję do uciekania. na górze strony mam stałą informację "twoja branża" i przycisk "zmień". sorry, ale pracę to zmieniałem wiele razy w życiu, branżę jednak zdecydowanie rzadziej, po co mi ta informacja i możliwość jej zmiany?
      • niedziałająca.
    • wydawać by się mogło, że cenną rzeczą jest podpowiadanie ofert pracy i sugerowanie osób, z którymi powinienem nawiązać kontakt. może podałem jeszcze za mało danych o sobie (a jak tak czytam niektóre punkty polityki prywatności
      • "11. Usługodawca ma prawo przetwarzania danych Usługobiorcy bez jego uprzedniej zgody w celach marketingu bezpośredniego realizowanego inną drogą niż za pośrednictwem poczty elektronicznej."
    • to raczej myślę, że nie podam więcej danych). ale czy na pewno powinienem zainteresować się ofertą pracy w mcdonaldsie? rozumiem, że mój blog bywa czasem ostry i złośliwy, ale czy to już powód, żeby kusić mnie pracą na stanowisku: "Wykrawacz - rozbieracz mięsa, Pracownik uboju" (w niemczech, dodajmy)
  • profeo mimo wszystko może namącić. problemem, jaki widzę, przed takimi serwisami, jest to, że próbują spełniać dwie funkcje (profeo nawet o tym pisze w FAQ dość wyraźnie)
    • pierwsza to serwis rekrutacyjny. prawie każdy chce mieć lepszą pracę. serwis rekrutacyjny ma mu w tym pomóc. i koniec. potem powinno się o nim właściwie zapomnieć.
    • druga to serwis "kontaktowo"/"biznesowo"/"dyskusyjny". to trochę co innego. to serwis, gdzie dyskutuje pewna grupa ludzi, której zależy na nowych kontaktach, dla której istotne jest nawiązywanie nowych kontaktów z innymi osobami, przechowywanie tych kontaktów w wygodny sposób. tu należą np. freelancerzy, nie tylko osoby pracujące na stałe.
  • choć wiele osób należy do jednej i drugiej grupy, są one w dużej mierze rozłączne. sukces goldenline polegał m.in. na mentalnym wymieszaniu tychże grup. widać tam wiele osób, które w tzw. hierarchii służbowej zajmują raczej poślednie miejsca (i potrzebowałyby raczej serwisu 1 typu), ale zachowują się, jakby były menedżerami, konsultantami i jakby tego od nich oczekiwano (a nie trybikowania w maszynie).
  • kolejne pytanie: czy faktycznie te osoby, które udzielają się najbardziej na forach tego typu serwisów stanowią dla rekruterów najcenniejszą zdobycz? może okazać się, że w siatkę społeczną wpadają raczej płotki, a nie rekiny. pożyjemy, zobaczymy...
00:16, reuptake
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 16 lipca 2007
  • techcrunch informuje, że otwiera się właśnie serwis fake-blogów: newsgroper. są to parodie blogów rozmaitych celebrities, od brada pitta przez kim jong-ila do papieża b16. jest ich bardzo dużo, widać spory nakład pracy. niektóre są nawet dość śmieszne.
    • co ciekawe, strasznie mało w nich komentarzy (wyobraźcie sobie, jakby na salonie24 papież benedykt zaczął pisać blogaska, miedź by się z procesorów wytopiła i krzem by zawrzał).
  • ciekawe, jakim prawem? czyżby słynnym "parody-law?"
  • bo mieliśmy i w .pl podobne blogi (pamiętam pseudoblog ewy minge i jeszcze czyjś, pamiętam nawet jakieś sprostowania i wyrazy oburzenia w gazetach). na rozmaitych serwisach społecznościowych "fake-profile" to codzienność. ale u nas jest to traktowane jako wykroczenie. czym się różni newsgroper od naszych fake-blogów? tym, że dość jasno widać, że jest to parodia a u nas niektóre "gwiazdy" są tak blisko autoparodii, że nie da się przekonywującej parodii stworzyć?
  • ciekaw jestem opinii prawników, choć świadom jestem, że są wakacje i że są ciekawsze sprawy.
  • znacie jakieś działające, aktywne fake-blogi? poza rydzykiem (który jest średnio udany i właściwie fake blogiem przestał już być).
13:53, reuptake
Link Komentarze (4) »
niedziela, 15 lipca 2007
  • media, a zwłaszcza wyborcza, cały czas rozgłaśniają, jak to rosną wszystkim pensje i jak to zarabiamy coraz więcej.
    • uruchomiono nawet na gazeta.pl kuriozalny serwis sms-owy, który pozwala "zorientować się w zarobkach" -- mogłeś wysłać sms (wychodząc do toalety w czasie rozmowy kwalifikacyjnej?) i dowiadywałeś się smsem zwrotnym ile się zarabia na twoim stanowisku.
      • -- dzień dobry, znam php i chciałbym pracować jako programista javy...
      • -- wydaje nam się, że pana kwalifikacje jako programisty javy są niewystarczające. ale możemy panu zaproponować pracę montera urządzeń chłodniczych
      • -- przepraszam, muszę do toalety
        • click click, sms
        • click click, sms
      • -- owszem, całe życie marzyłem o tym, żeby zostać monterem urządzeń chłodniczych. jednak z wiarygodnych źródeł wiem, że ta praca zapewni mi wystarczających dochodów. co panowie powiedzą na stanowisko dyrektora małej stoczni?
      • -- przepraszamy, musimy do toalety
        • click click, sms
        • click click, sms
      • -- niestety, nie mamy wystarczających środków w budżecie, by zatrudnić pana jako dyrektora małej stoczni. czy interesuje pana praca policyjnego pirotechnika?
      • -- przepraszam, muszę do toalety...
    • serwisu sms już dziś chyba nie ma.
  • tak czy owak, jeśli chodzi o informatyków, gazeta się chyba nie myli. nie jest to branża, która może narzekać na słabe zarobki. a i tak trudno ich znaleźć. nic dziwnego, że firmy zaczynają głośno mówić o tym, jakie to wspaniałe warunki pracy tworzą swoim pracownikom. oczywiście "wspaniałe" w "określonych lokalnych realiach".
  • hazan to dość celnie wychwycił, pokazując jednak bijącą na pierwszy rzut oka różnicę między tym co tu, a tym co tam. różnicę nie tylko w jakości zdjęć. zresztą słynny "blogdreamu" namiętnie drąży ten temat, cały czas opowiadając o przeprowadzce do nowego budynku. skądinąd słyszałem, że ten nowy budynek też nie jest jakimś cudem.
  • dobrze jednak, że taki temat w ogóle w świadomości się pojawia i miejmy nadzieję, że nie tylko zarobki będą rosły, ale i warunki pracy będą się poprawiały. i że ta poprawa będzie rzeczywista, a nie polegająca na zakupie konsoli do gier czy stołu bilardowego, bo to są tylko wisienki na torcie. a tort wygląda jednak jak chała.
  • codziennym widokiem w polskich firmach internetowych są np. programiści w słuchawkach. zapewne część z nich lubi muzykę, ale czy do tego stopnia, żeby cały dzień pocić małżowiny? nie, chodzi o prostą rzecz: izolację od hałasu. bo pracuje się w ścisku, w hałasie i w duchocie. wiadomo, że w pracy trzeba czasem z kimś zamienić kilka słów, a salę konferencyjną okupuje zarząd / kierownictwo / dział marketingu (niewłaściwe skreślić). wiadomo też, że strasznym marnotrawstwem jest jakiś wolny spłachetek przestrzeni, gdzie można pogadać nieprzeszkadzając innym. bo przecież i tam można postawić biureczko, podpiąć eternecik i programista będzie klepał kodzik. wiec niech każdy założy swoje słuchawki i problem hałasu rozwiązany. ciekawe, kiedy pojawią się klapki na oczy i maski tlenowe.
  • kolejna rzecz, to standardowość, zwyczajność i nuda. te same stoły wszędzie, te same krzesła wszędzie, ten sam paździerz. poukładane tak, żeby jak najwięcej się zmieściło. owszem, ma to swoje ekonomiczne uzasadnienie, pytanie tylko, czy w tak "standardowym" środowisku, przychodzą do głowy jakieś inne, poza standardowymi pomysły do głowy. i czy chcą tam pracować ponadstandardowi ludzie.
  • może to wszystko są marzenia ściętej głowy. może będziemy musieli sporo poczekać. wiadomo, jakie są "polskie realia": najpierw buduje się dom, potem drogę. infrastruktura już w nazwie ma "niższość" -- i jest na niższym planie w hierarchii potrzeb. na razie jakieś 50% zatrudnianych (tak strzelam, może więcej) to świeżo lub prawie świeżo zatrudniani absolwenci (lub wręcz studenci). dla nich niezłe zarobki i kawałek biurka na którym mieści się spory lcd
    • swoją drogą, lcd spowodowały, że możliwe jest jeszcze większe zagęszczenie, kiedyś raczej nie sadzano ludzi "za monitorem".
  • to już jest szczyt marzeń (a jeszcze dają czasem komórkę i laptopa!)
    • zwłaszcza, że jaki przykład mają na uczelniach? moja żona pracowała na uczelni, gdzie cały zakład (kilkanaście osób) dzielił jeden pokoik, na dodatek przechodni (jak były zajęcia, to wchodzenie tam było raczej nietaktem), w którym mieściły się ze 2 stanowiska pracy.
  • mam nadzieję, że kiedyś sytuacja się poprawi. może szybciej niż z drogami. bo może już całkiem niedługo programista (a tych przez najbliższe 20-30 lat nie będzie zbyt wielu w stosunku do potrzeb) powie: "owszem, wynagrodzenie dobre (więc proszę mnie tu nie kusić laptopem, czy telefonem, stać mnie), ale to jakaś fabryka, nie firma internetowa! to mnie nie interesuje!"
  • a może się mylę i może tylko ja na to zwracam uwagę. bardzo chętnie poczytam komentarze: jakie warunki pracy są dla was marzeniem? co jest najważniejsze? czy w ogóle istnieje coś takiego jak "kreatywne środowisko pracy?"
16:17, reuptake
Link Komentarze (14) »
wtorek, 10 lipca 2007
  • stowe boyd pisze o "nieciągłości facebookowej" i o tym, że zaczęła się zupełnie nowa epoka w "social-networks".
  • trudno się z nim nie zgodzić. ale mimo wszystko informacja z techcruncha o powstaniu facebookowego funduszu inwestycyjnego zalatuje bańkowym zapaszkiem. fundusz ten ma na celu dostarczenie kapitału (od 25.000 do 250.000 USD) młodym firmom (procedura ma być maksymalnie uproszczona) i oczywiście zarobienie na tym. ale warunek jest jeden: firmy te mają budować aplikacje na platformie facebooka.
    • niezła specjalizacja, nie? w naszym pięknym kraju mamy ze 4-5 funduszy, które w ogóle dokonały inwestycji w startupy internetowe (pewnie w sumie z 50-100 tych inwestycji było) -- na ogół inwestowały też w inne branże, a w USA jest taka specjalizacja, że fundusz inwestuje tylko w facebook apps i na dodatek chce tych inwestycji mieć nawet 50.
  • arrington pisze, że owszem, budowanie swojego biznesu na innym biznesie to dodatkowe ryzyko, ale korzyści też są znaczne, zwłaszcza związane z zmniejszeniem ryzyka. tylko wydaje mi się, że owszem -- facebook platform bardzo zmniejsza ryzyko na starcie, co jest okupione zwiększonym ryzykiem w późniejszych fazach rozwoju.
  • tak czy inaczej, ciekawostka. fundusz fejsbukowy. chłopaki, nie potrzebujecie masełka do tego chlebka?
19:27, reuptake
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2