pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
sobota, 25 lipca 2009
kariera, jaką zrobiło pojęcia usability w ostatnich latach, jest niezwykła. niezwykła zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę nikłą korelację dobrego usability serwisu z odniesionym przezeń sukcesem. nie będę tu sypał przykładami, wystarczą dwa słowa z myślnikiem: nasza-klasa. wygląda na to, że owszem, wyjątkowo fatalnie pod względem użyteczności zrobiona strona będzie miała pewne problemy z podbiciem serc internautów, strona wyjątkowo dobrze wykonana pod tym względem dostanie z tego tytułu niewielki bonus, ale wystarczy, by serwis mieścił się w przedziale "marnie-dobrze". być może gdy walka konkurencyjna się zaostrzy, klienci będą wybierali np. lepiej wykonany sklep internetowy. napisałem to, przeczytałem i szczerze mówiąc sam w to nie wierzę. zapewne najbardziej impulsywni czytelnicy tego bloga już piszą komentarze, w których w dosadnych słowach wyrażają swoją opinię na temat herezji które głoszę. jeśli jednak doczytali do tego miejsca, chciałbym ich zapewnić, że powyższe piszę z żalem, prace związane z usability sobie cenię, a wstęp ten nie jest krytyką użyteczności ale raczej stwierdzeniem pewnego dość oczywistego faktu.

wydaje mi się, że istnieje jakiś inny czynnik, który dużo bardziej niż usability jest skorelowany z tym, czy dany serwis będzie popularny. trudno mi znaleźć nań termin, ale może w końcu wymyślę jakąś chwytliwą frazę. jest słowo "learnability", ale też nie oddaje ono tego, o czym chciałem napisać.

zastanawiałem się ostatnio nad moim przywiązaniem do linii komend. myślałem także o tym, jak bardzo wygodnie korzysta mi się z blipa przez komunikator. nawet, jeśli muszę przed każdą wiadomością skierowaną do kogoś napisać ">nick". okazuje się, że przynajmniej w moim przypadku, wole wpisywać te kilka znaczków niż przełączać się w komunikatorze na nowe okienko (zawsze przełączam się na niewłaściwe). mogę wygodnie rozmawiać z 2-3 osobami na raz.

czy linia komend jest OK pod względem usability? moim zdaniem jak najbardziej. zaawansowane shelle to wynik wielu lat pracy, w tym wielu lat szlifowania użyteczności. te dziesiątki, setki tricków, to całe bashowe kung-fu. ten cholerny vi, w którym moje skille ograniczają się do tego, że umiem z niego wyjść... od razu disclaimer: jest też cała masa systemów, które są skomplikowane i bardzo nieużyteczne. pierwsza przyszła mi do głowy wikipedia, czy raczej mediawiki, ze złożonym systemem znaczników, co nie jest niczym złym, ale i z fatalnym edytorem.

inny przykład to kokpity samolotów. owszem, uprościły się bardzo z upływem czasu, ale i tak jest wiele osób, które na ich widok wykrzyknął "co za głupek tak to pokomplikował" (na ogół w wersji "na chuja jakiś debil zrobił to tak pojebane"). a przecież wystarczy sekundę ochłonąć, żeby uświadomić sobie fakt, że zapewne zostały one zaprojektowane z najwyższą starannością jeśli chodzi o usability.

teza, którą chciałem postawić jest mniej więcej taka: usability... ok, jest ważne, ludzie nie lubią rzeczy nie wygodnych. ale jest coś, czego nie lubią jeszcze bardziej: nie lubią się uczyć. zwłaszcza, jeśli nie widzą nagrody, za swój wysiłek. a nawet jeśli nagrodę widzą, bardzo często z niej zrezygnują. i nie ma znaczenia, jakie wygodne narzędzia dostaną. nie ma znaczenia, jak będą wymiatać po nauczeniu się kilku tricków. szkoła skończona (w przypadku większości użytkowników polskiej sieci należy rozumieć to jako "jestem już po lekcjach/na wakacjach"), nie uczymy się. można zaklinać, że 5 min poświęcone na naukę oszczędzi potem 5 miesięcy klikania. nic to nie da.

wydaje mi się, że wszyscy na tym tracimy. czasem tracimy właśnie to 5 miesięcy klikania, tylko dlatego, że nie chce nam się poświęcić 5 minut. tracimy na tym (choć może to zabrzmieć zbyt górnolotnie) jako cywilizacja. wybieramy zabawki zamiast narzędzi. zabawki, które są często bardzo niewygodne. przez "niewygodne" rozumiem "nieproduktywne". mają "proste" interfejsy (w sensie "mało skomplikowane" lub "podobne do czegoś, co już znamy") zupełnie niedopasowane do celów, do których służą. z ilu funkcjonalności rezygnuje się nie dlatego, że są niepotrzebne, tylko dlatego, że użytkownicy nie będą chcieli się ich nauczyć.

wróćmy jeszcze do terminologii. "learnability" oznacza to, czy użytkownicy mogą nauczyć się danego systemu łatwo, czy też przychodzi im to z trudnością. dobrą learnability można osiągnąć na dwa sposoby. pierwszy z nich to cały arsenał rozmaitych metod (np. skojarzenie interfejsu z czymś pochodzącym z "real life", oddzielne wersje ui dla początkujących i zaawansowanych, etc.) zmierzających do tego, by użytkownik możliwie bezboleśnie został wyedukowany. drugi sposób, który wydaje się coraz częściej stosowany, to zwyczajnie takie konstruowanie systemu, by nie zawierał on funkcji, których trzeba się uczyć. czyli dobra "learnability" jest ważna, ale nie ma lepszego sposobu niż redukcja tego, czego się trzeba nauczyć.

można na wiele sposób uczyć dziecka mnożenia, ale większość osób jest zgodna: tabliczkę mnożenia w którymś etapie trzeba wykuć.. ale można też nigdy nie wprowadzać terminu mnożenie. można poprzestać na dodawaniu. wielokrotne dodawanie w celu przemnożenia liczb to też jest sposób! gdybyście zapytali dzieci, czy wolą nauczyć się na pamięć tabliczki mnożenia, czy może wolą kilka razy powtórzyć znaną im czynność dodawania, pewnie wybrałyby to drugie. oczywiście wyniki podawałyby o rząd wielkości wolniej.

cały czas słyszę opinie, że np. blip jest za skomplikowany a jako argument "bo trzeba wiedzieć, że >nick to wiadomość do kogoś, >>nick to prywatna wiadomość do kogoś a ^nick to pisanie o kimś". w podstawówce liczy się funkcje trygonometryczne a liceum całki. tymczasem w przypadku serwisu internetowego dla dorosłych te 3 znaczki, których znaczenie można opisać w jednym zdaniu są za skomplikowane. przyznam, że takie opinie są lekkim szokiem (zwłaszcza, że nie ma jeszcze 30 innych symboli do nauczenia się), ale też świadczą o tym, że od dawna to nie systemy informatyczne stanowią barierę w rozwoju nowych narzędzi, a raczej możliwości percepcji. i też nie chodzi tu o te możliwości w ścisłym sensie, bo powyższe zdanie powinny zrozumieć nawet osoby lekko opóźnione intelektualnie, ale o samą chęć percepcji. jeśli serwis jest w stanie wytworzyć choć minimalną chęć nauczenia się czegokolwiek, to zdobywa ogromną przewagę.

książki w rodzaju "don't make me think" noszą bardzo chwytliwe tytuły. ale jest też przysłowie "kto nie ma w głowie, ten ma w nogach" (a raczej "w palcach"). nie chcesz się uczyć? ok, będziesz dużo i w żmudny sposób klikał. dodając na palcach można "mnożyć". ale potęg już się nie policzy. owszem, zmuszanie użytkowników, by szukali wzrokiem ważnej funkcji przez kilka minut jest głupie. ale totalne upraszczanie serwisu tylko po to, żeby nikt nie musiał przez chwilę pomyśleć też nie jest pozytywnym zjawiskiem.

myślę, że system edukacyjny nie jest tu bez winy. w serialu "the wire" pada zdanie "w więzieniu siedzi się dwa dni: pierwszy, kiedy się tam trafia i drugi, gdy się z niego wychodzi". czy inaczej jest ze szkołami? coraz mocniej nakierowanymi na ten ostatni dzień, na jakiś kończący wszystko test, w którym główną nagrodą jest to, że nie trzeba będzie się więcej uczyć. wszystko zaczyna się egzaminem i kończy egzaminem, po środku jest jakaś miazga, podzielona na mniejsze egzaminy. uczenie się jest systemowo wręcz obrzydzane. wszystko, co ma choć pozór uczenia się, jest w naturalny sposób odrzucane. wolimy mieć w nogach, niż w głowach.

17:42, reuptake
Link Komentarze (40) »
piątek, 10 lipca 2009

dziś, trochę przez przypadek, dowiedziałem się na blipie o tym, że bank millennium, w którym mam dwa konta z kilkoma subkontami, drastycznie podwyższył rozmaite opłaty związane z ich prowadzeniem. podwyżka jest naprawdę spora i sprytnie ukryta.

na stronie banku nie ma o niej na razie wzmianki (warto przy okazji zauważyć, że rubryka "aktualności" nie ma łatwo dostępnego archiwum, do starszych informacji prasowych można dotrzeć, ale jak sama nazwa wskazuje - są to informacje dla prasy). można więc założyć, że klienci banku nic nie wiedzą o tym, że do 1 sierpnia zapłacą znacznie więcej.

tymczasem informacja prasowa została już wysłana. na pierwszym miejscu opisano "specjalne oferty" (które na ogół były już wcześniej oferowane). potem "atrakcyjne" nowości. gdzieś dalej dopiero wspomniano o tym, że opłata za konto wzrośnie "jedynie" o 1 zł oraz, że jej pobieranie jest uzależnione od średniego salda na koncie. jak należy czytać tę informację? bank zmienił zasady tak, że setki tysięcy osób, które nie płaciły co miesiąc za posiadanie konta, teraz zaczną płacić. a na dodatek podwyższył opłatę. "zmieniono" też (to zawsze oznacza "podwyższono") opłatę za przelew w placówce, natomiast inne opłaty łaskawie "utrzymano" (a przecież mogłby być "zmienione"!) bo są "elementem strategii promocyjnej" (czytaj: "nie znasz dnia i godziny").

bank wprowadził też kilka nowych opłat, między innymi za prowadzenie rachunków w euro. niestety, ich nie dało się zakłamać, więc kompletnie je przemilczano.

ale nie o banku, granicach między pr a kurewstwem chciałem pisać. mam wrażenie, że stoimy u progu zasadniczej zmiany, która spowoduje, że takie działania nie będą dawały dobrych efektów. że aż tak manipulować się po prostu nie da.

wchodzimy powoli, zanurzając się na razie po kostki, w kolejny etap rozwoju sieci, etap "flow". etap, w którym informacje przepływają w sieciach społecznych w niesamowitym tempie.

jak wspomniałem na wstępie, o podwyżkach dowiedziałem się z blipa, gdzie ktoś umieścił linka do demaskującego prawdziwe znaczenie informacji prasowej tekstu (okazuje się, że przegięcia, owszem, często uchodzą na sucho, ale tak drastyczne są jakoś wyłapywane). wkurzyłem się nie na żarty i od razu postanowiłem zlikwidować większość niepotrzebnych kont w tym banku, zwłaszcza, że przy okazji miałem oddać nieużywaną kartę kredytową, którą tenże bank wcisnął mi za pomocą bombardowania telefonicznego kilka tygodni temu. ale zanim to zrobiłem, napisałem o tym na blipie i tumblerze. kilkaset osób otrzymało informację. większości ona nie zainteresowała, ale kilka kolejnych puściło ją dalej. i tak informacja ta zaczęła płynąć z nurtem. docierać tam, gdzie nie dotarłaby jeszcze dwa-trzy lata temu, dopóki jakieś "poważne" medium by o niej nie napisało. a nie napisałoby raczej, bo przecież są ważniejsze rzeczy.

nie stało się oczywiście nic wielkiego. blip jest nadal serwisem o ograniczonym zasięgu, nawet twitterowi sporo brakuje do prawdziwego mainstreamu, choć już facebook, też mocno oparty na flow, jest serwisem powszechnym. ale jest to dopiero zwiastun zmian, które nas czekają.

dwa lata temu do informacji z bankiera zalinkowałoby kilka blogów zajmujących się bankowością, być może na niektórych z nich pojawiłyby się wpisy. blogi zajmujące się bankowością czytają głównie ludzie zajmujący się bankowością. to echo-chamber. siła blogosfery jest spora, ale nie przeceniajmy jej.

oczywiście dowiadując się o tym, co planuje millenium (o ile bym się dowiedział), pewnie bym przestrzegł kilka osób. ile? dwie, trzy? na pewno nie więcej. kolejne osoby dowiedziałyby się o tym, że zapłaciły 7 zł za konto prywatne plus drugie tyle za subkonto walutowe itd dopiero po przeczytaniu wyciągu. czytaj: często po wielu miesiącach. fala nigdy by nie powstała, wszystko rozłożyłoby się w czasie, trochę byśmy ponarzekali i tyle. bank znowu by coś pozmieniał, dał jakieś promocje, zrobił wielkie halo wokół jakiejś obniżki, zblilansowanej "zmianami" i cały mechanizm funkcjonowałby bez zakłóceń.

co więc wynika z tych okruchów informacji, nic pozornie nie znaczących strzępków zdań? z "masz konto w #bank'u #millenium? przeczytaj [link] i się zastanów (ja zaraz ide likwidować jakieś stare konta walutowe)."? za kilka lat, gdy (jeśli) mikroblogging, czy ogólniej - narzędzia oparte na flow - upowszechnią się, wynikać może bardzo wiele. więcej, niż sniło się dzisiejszym prowcom millenium, którzy nie powinni spać spokojnie. wprawdzie ja nie rozumiem, jak można w nocy spać spokojnie już dziś, za dnia próbując wyrolować tysiące osób, ale to "just me". mam gdzie i mam komu o tym powiedzieć, a osoby, którym to przekaże, mogą to łatwo przekazać dalej i dalej. każdego miesiąca jest nas wiecej i więcej, a komunikujemy się coraz szybciej.

20:56, reuptake
Link Komentarze (9) »