pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
piątek, 31 sierpnia 2007
  • ostatnio przysyłają mi różne odczapowe maile. np. pewna agencja pr proponowała mi butelkę napoju gazowanego na bazie kwasu fosforowego z ogromną zawartością cukru w aluminiowej butelce. dziś jednak spamerzy przeszli samych siebie:
    • Droga Redakcjo http://netto.blox.pl/html

      Obecnie tworzę stronę internetową o tematyce projektowania stron internetowych - (http://www.szukamfrajera.pl)

      Pozwoliłem sobie napisać do Państwa, gdyż byłbym bardzo zobowiązany, jeśli zechcieli Państwo zamieścić na swojej stronie głównej w kategorii Partnerzy lub jakimkolwiek innym miejscu na stronie jakiś odnośnik do naszej witryny. Nasz link to:

      http://www.szukamfrajera.pl" target="_blank">Tworzenie stron www

      Ja ze swojej strony zapewniam zamieszczenie na stronie głównej odnośnika/buttonu/bannera/linku do Państwa strony na swojej witrynie.

      Jeśli mają Państwo jakieś inne propozycje współpracy chętnie się z nimi zapoznam.

      Pozdrawiam i liczę na odpowiedź

  • mamy jakiś blog day, czy coś takiego? to jakaś odmiana primaaprilisu?
23:39, reuptake
Link Komentarze (19) »
  • sieci społeczne robią ostatnio zawrotną karierę i to nie tylko w internecie. w internecie mamy już trochę przesyt, natomiast w polityce wyniki badań milgrama stanowią dla naszych rządzących odkrycie na miarę utrzymania władzy.
  • tzw. "układ" to przecież nic innego jak sugerowana "sieć społeczna", w której każdy zna każdego. rozbrajające jest zdziwienie i porażenie, jakie prezentują niektórzy politycy faktem, że ludzie, którzy coś do powiedzenia (w nauce, polityce, biznesie, wymiarze sprawiedliwości) znają się.
    • jest to też po prostu kolejny etap klasycznej paranoi: nie dość, że "Oni Wszyscy są przeciwko nam" to na dodatek "Oni Wszyscy" są w zmowie.
    • tym niemniej do niedawnych koalicjantów pisu jeszcze niedawno nie docierała teoria ewolucji, więc nie dziwi nic.
  • oczywiście porażenie jakie prezentuje kaczyński jest udawane, ale część społeczeństwa udaje się skutecznie sparaliżować. bo nie ma co się oszukiwać. być może również i od typowego wyborcy pisu do baracka obamy jest faktycznie 6 szejkhendów, ale bezpośrednia ich sieć społeczna ma raczej charakter lokalno-parafialno-rodzinny. informacje o tym, że "Oni Wszyscy" się znają może być niepokojąca. znają się? ale po co? przecież to ani brat ani swat.
  • z drugiej strony weźmy nasz światek internetowy. to jest dopiero sieć. jak popatrzę (zrobię komputerem analizę układu), to znam (bezpośrednio lub pośrednio, ale nie potrzebuję wielu pośredników), właściwie wszystkich. mam kontakty we wszystkich portalach, znam ludzi w mediach, w agencjach interaktywnych, jestem uwikłany po uszy. i staram się w tym układzie tkwić.
  • sieć społeczna istnieje. ludzie którzy coś znaczą trzymają się razem. to, że kaczyński niewiele znaczył przez wiele lat i wyleciał na zbity kaczy dziób z kancelarii wałęsy, z pewnością kosztowało go wiele, jeśli chodzi o networking. i teraz się mści. na "Onych Wszystkich". a tu się okazuje, że nie ma dna. jeden zna drugiego. prawy do lewego.
  • ciekaw jestem na czym polega ta komputerowa analiza "układu". "pewne nazwiska pojawiają się częściej" odkrywa kaczyński. robert scoble ma pierdyliard kontaktów na twitterze. skandal, skandal. charyzma, wzrost i powodzenie u kobiet nie rozkłada się u ludzi równo, panie premierze. jedni mają ten fart, że mają, mówiąc terminologią socjologiczną, wyższą centralność, a inni mają mniejszą. jedni potrafią nawiązywać trwałe relacje interpersonalne, inni wręcz przeciwnie: wygłaszając, że "znajomość z tym panem uważam za zakończoną" myślą, że podwyższają swoją pozycję społeczną. różne rzeczy się z tym wiążą. także znajomość języków, chęć do wyjazdów za granicę itd.
  • teraz podając różne informacje przy logowaniu się do facebooka, trzeba się kilka razy zastanowić. a nóż włączamy się w jakiś układ? a nuż "zatajamy" infomację o "sile znajomości" (to jest jedna z podstaw do zatrzymania kaczmarka: kaczmarek, zdaniem prokuratury, zataił "siłę znajomości"). chrońmy nie tylko dane osobowe. pliki foaf też mogą być groźne.
    • ps: ciekawe, czy to nie wybitny ośrodek toruński prowadzi te komputerowe badania, które cytuje premier. dominik batorski mówi, że to nie on ;-) i ja mu wierzę. poznałem go kiedyś na jakieś konferencji. jest z mojego układu.
22:02, reuptake
Link Komentarze (7) »
  • michał faber wznowił innowatoria, nie wiem, czy była to akcja jednorazowa, czy też planowana jest dokładka. dobry pomysł: spotkanie z michałem śliwińskim, autorem nozbe.com, było ciekawe i inspirujące. michał (faber) przedstawiając prelegenta wyraził zdziwienie, że o nozbe.com, jednej z popularniejszych aplikacji do organizowania pracy, zgodnej z założeniami getting things done
    • która to metodologia, świetnie wygląda w teorii
    • ale niestety, ja jej nie wdrożę
  • nic nie było słychać w polsce
  • ja się nie dziwię. dopóki nozbe nie pojawi się na techcrunchu czy mashable, a hazan nie napisze w swoim stylu "koledzy z mashable napisali...", nie będzie o nozbe.com słychać. i żadna strata (dla nozbe). nozbe nawet nie ma polskiej wersji językowej i z tego co autor wspominał, zapewne szybciej będzie można go obsługiwać po hiszpańsku czy niemiecku niż po polsku.
  • to nie jedyny taki produkt. podobnie działa np. wikidot.com, skutecznie konkurując na światowej arenie
    • wikidot.com to polski serwis, pozwalający założyć własne wiki.
      • skorzystałem z niego, tworząc zalążek wiki dla blipa i jestem zadowolony
  • w przeciwieństwie do nozbe, wikidot.com ma polską wersję, ale pierwotną wersją jest wersja anglojęzyczna.
  • czy to więc problem, że o tych projektach tak mało się mówi? żaden problem. ważne, żeby zaczęło mówić się tam, gdzie rozdawane są karty. jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. jeszcze się okaże, kto naprawdę jest outsiderem. bardzo się cieszę, że są takie spotkania, które udowadniają, że jest jeszcze świat poza megapanelem. albo, że megapanel jest poza światem.
12:42, reuptake
Link Komentarze (9) »
sobota, 25 sierpnia 2007
  • ostatnio mam szczęście-inaczej do sprzętu. mój laptop spędził w serwisie chyba w sumie z miesiąc (trzy wizyty, podczas których wymieniono: 2x płytę główną i raz: pamięć, dvd, procesor, układ zasilania, radiator -- niewiele w sumie zostało). dysku tylko nie wymieniono, ale oczywiście podczas każdej naprawy wyczyszczono go do gołych windowsów.
    • nie wiedziałem, że takie są procedury.
  • nie miałem backupu.
  • w czasie, kiedy mój laptop był w serwisie, desktop również trafił szlag. powiem szczerze, że nawet nie miałem siły zabrać się za naprawianie go. nawet się nie zdenerwowałem: wymontowałem dysk, kupiłem przenośną obudowę i podłączyłem do macbooka pro, którego, mając już serdecznie dość windowsów, zdążyłem kupić w międzyczasie. podłączyłem dwa czy trzy razy, zresztą. jakoś więcej nie potrzebowałem, podłącze następnym razem, gdy będę chciał pooglądać sobie stare zdjęcia samolotów.
    • nie, nawet wtedy nie. przecież mam je w sieci.
    • czyli raczej wtedy, kiedy będę potrzebował plików raw.
      • czyli nieprędko.
  • dlaczego to wszystko piszę? dlatego, że natrafiłem na ciekawą ideę, która i mi zaczęła powoli świtać. otóż oddano mi tego laptopa z serwisu, wyczyszczonego, a ja w sumie nic nie straciłem. wszystkie dokumenty gdzieś miałem, jak nie w mailach, to gdzieś w sieci.
  • idea, o której mówię, to zbudowanie laptopa bez dysku (trochę pamięci oczywiście się przyda). laptopa do korzystania z internetu. wydaje się to pomysłem oryginalnym i dziwacznym, ale ja widzę pewien potencjał tej idei.
  • mam teraz dość wypasionego laptopa, ale powiem szczerze, że nie wiem, czy nie oddałbym
    • możliwości odpalania najnowszych gier
      • których zresztą i tak jest teraz na maca jak na lekarstwo, a nawet na pececie grałem rzadko
    • czy też programów graficznych
  • za lekkość i superprzenośność. oczywiście cena musiałaby być również atrakcyjna. być może cała idea jest mrzonką, być może brak dysku nie jest czynnikiem, który obniży cenę i wagę w wystarczającym stopniu. na razie zobaczymy, co pokaże apple (chodzą słuchy, że ma się pokazać ultra przenośny macbook pro). być może zanim john markoff napisał o swoich pomysłach, jobs już dawno podjął decyzję wypuszczenia czegoś podobnego, choć, znając jobsa, nie będzie to tania zabawka).
18:51, reuptake
Link Komentarze (21) »
czwartek, 23 sierpnia 2007
  • piszę o megatotal, bo to jednak jest ciekawostka. w skrócie:
    • serwis pozwala na odsłuchiwanie muzyki w mp3 (bez drm)
    • muzykę można ściągać (a właściwie odsłuchiwać, chociaż to w sumie na jedno wychodzi) za darmo lub płacąc
      • słowo "lub" oznacza tu rzeczywiście dobrowolną opłatę
        • chociaż dotarłem do regulaminu i wychodzi na to, że utwory opłacone mogą być wyższej jakości
  • dalej robi się to bardziej skomplikowane. otóż:
    • jeśli zapłacisz za dany utwór, jego cena idzie w górę. kolejne osoby zapłacą więcej.
    • dodatkowo, stajesz się "udziałowcem" w zespole.
    • i teraz: z tego, co kupują inni dostajesz swój procent (dokładniej: zespół dostaje 50%, a "fani" dzielą się resztą, proporcjonalnie do tego, co wpłacili).
  • i w ten sposób zespoły sobie zbierają, na wydanie płyty, na nowe glany albo wzmacniacze. ok. chyba na glany i wzmacniacze nie można zbierać.
    • co więcej, operator serwisu zobowiązuje się (ciekawe, jak to zamierza dotrzymać), że zespół faktycznie płytę wyda.
  • a na koniec zespół dzieli się zyskami z płyty.
  • oczywiście mikropłatności to ból i podejrzewam, że może być to sporym problemem dla megatotala. drugi (a właściwie pierwszy problem) to dość skomplikowany mechanizm. kolejny kłopocik jest taki, że nawet, jeśli zespół wyda debiutancką płytę, to liczenie, że przyniesie ona jakiekolwiek zyski
    • w sytuacji, jaką mamy obecnie, w której coraz więcej zespołów próbuje jednak zarabiać na koncertach, a nie zyski z wydawnictw spadają
  • jest dość naiwne.
  • nie wiem też, czy kolorystyka (beżowo błękitno czerwona) jest odpowiednio dobrana, ale to drobiazg. dla mnie, bo jak zauważyłem, większość zespołów śpiewa o tzw. ciemnych stronach życia, widzianych oczami nastolatka wychowanego na telewizji polskiej i polskim rocku
    • o czym świadczą charakterystyczne błędy językowe
  • i dość toporny wygląd (w połączeniu z nazwą, pasującą raczej do prowincjonalnej tańcbudy spod znaku wixy) może młodych gniewnych odstraszyć
  • tym niemniej coś tam na serwisie się dzieje, zespołów nie jest dużo, moich ulubionych (nie, nie zaiwestowałem w nie) nunczaków orientu (już za nazwę ogromny, odwrócony plusik), ale ktoś tam coś kupuje, z tym że chyba na razie za dość wirtualne grosze.
    • ciekawy jest sam mechanizm, bo może on mieć (tu zupełnie teoretyzuję) samonakręcający się potencjał. ja kupuję coś, utwór zwiększa wartość, przyciąga większą uwagę, co może z kolei sugerować słuchającym, że nawet jeśli nic w nim takiego nie ma, to skoro ma taką cenę, to widocznie ktoś coś w nim widzi, więc warto zainwestować i kula śniegowa się toczy. takie połączenia dwóch rzeczywistości (inwestowania, a więc pewnej gry) i muzyki, mają swój magnetyczny urok.
17:53, reuptake
Link Komentarze (13) »
wtorek, 21 sierpnia 2007
  • wpis ten inspirowany jest nie - jak zazwyczaj - jednym z artykułów, który jakimś cudem wyłowię z zalewających mnie feedów, a tekstem jacka żakowskiego z polityki na temat ludzi bogatych. pisze tam o różnych kwestiach, a jednym z wiodących wątków jest ten, który streszcza ludowe powiedzenie: "syty głodnego nie zrozumie". niestety/stety, to właśnie syci rządzą światem. ci, którzy mogą zreformować służbę zdrowia, w istocie marzą tylko o tym, żeby z niej nie korzystać. ci, którzy mają budować autostrady, chcieliby tak naprawdę latać odrzutowcami. itd.
  • co to ma do sieci? chyba coś ma. zastanawiam się, czy my (mam tu na myśli osoby, które w sieci są od dawna, które już niejedno przeszły, z wybuchem ładnej banieczki włącznie) jeszcze rozumiemy naszych użytkowników? mamy owszem wiedzę, "jak to powinno wyglądać, jak to powinno być zbudowane, co się na świecie dzieje...", ale czy potrafimy wczuć się w użytkowników serwisów, które tworzymy?
    • są też i inne przejawy tego podziału. np. w zespole, który buduje blipa nikt z nas nie używa "peceta z windowsem". a nawet, jakby używał, to pewnie korzystałby z firefoxa, a nie z IE. a jeśli już z IE, to raczej z nowszego, a nie, przykładowo, z wersji 5.5 (nie upgradowanej, bo "jeszcze coś popsuję"). i dochodzi do tego, że musimy specjalnie instalować oprogramowanie tylko po to, żeby zobaczyć, jak nasz serwis będzie widziany przez większość użytkowników.
    • problem w tym, że soft można zainstalować, a nawyków i sposobu myślenia już nie.
  • bo to już nie są lata 90, gdzie w sieci spotykało się osoby "podobne do nas". w coraz większym stopniu budujemy sieć dla "nich", a nie dla "nas". dla "mas", a nie dla siebie. pewnym rozwiązaniem jest tu oczywiście "user generated content". czyli tworzymy system, a nasi użytkownicy, którzy skorzystali miesiąc wcześniej z promocji neostrady, już go wypełnią kOnTeNtEm, ale nie jest to rozwiązanie doskonałe.
    • chociaż czasem przynosi dobre rezultaty: kiedy prowadziłem butik, przez długi czas 1/5 dochodów miałem ze sprzedaży koszulek zespołu, o którym nie słyszałem i o którym nigdy bym nie usłyszał (gdyby nie zaczął sprzedawać tam koszulek).
  • wydaje mi się, że twórcy serwisów dostrzegają ten problem. i mają proste rozwiązanie. rozwiązanie nazywa się doda. dodaje się dodę i po kłopocie. doda ma być cudownym antidotum na nowy "cyfrowy podział", mostem, między "nami" a "nimi". ale też zaczyna się powoli dewaluować i niedługo, jak discopolowy odpowiednik marylin manson estrady wiśniewski m., będzie uderzać w trasę koncertową sponsorowaną przez sprzedawców lodówek.
  • tak czy inaczej, wydaje mi się, że nowe "cyfrowe podzielenie" (bo nie wykluczenie przecież) właśnie zaczyna rysować się w naszej sieci. mam rację?
16:56, reuptake
Link Komentarze (10) »
sobota, 18 sierpnia 2007
  • kiedy w lutym tego roku pisałem o zdecentralizowanych sieciach społecznych, pomysł wydawał się niektórym utopią. tymczasem wokół tej idei jest coraz głośniej. spowodował to oczywiście facebook. dopóki serwisy socialnetworkowe funkcjonowały "oddzielnie", można było narzekać, że są niewygodne, że trzeba oddzielnie dodawać znajomych w każdym znajomych, że rozstając się z serwisem rozstajemy się także z listą kontaktów. narzekania takie zazwyczaj prowadziły do smutnej konstatacji, że jest jak jest, inaczej nie będzie i trudno.
  • ale pojawił się facebook platform i nagle okazało się, jak ogromną wartość mają sieci społeczne. wartość tą oczywiście przeczuwano już wcześniej, ale dopiero facebook ją uzmysłowił w całości. odtąd twórcy serwisów marzyli o "wpięciu ich do sieci". serwisy wpinano do sieci już wcześniej
    • ale chodziło wówczas o sieć internet
  • tym razem chodziło o sieć w sieci
    • sieć społeczną w facebooku
  • w czym więc problem? ano w tym, że o ile internetu nikt nie kontroluje (poza googlem, chińskim rządem i kosmitami), to facebook jest prywatną własnością i wpinanie się do facebooka, chociaż daje duży "boost" aplikacji, wiąże się za strachem, że facebook się na aplikację wypnie.
  • inaczej mówiąc, okazało się, że bardzo cenna jest duża sieć społeczna, zróżnicowana, z możliwością budowy rozmaitych aplikacji. na tyle cenna, że nie można jej stworzenia powierzyć jednej firmie.
    • na marginesie: po co ludzie korzystają z serwisów socialnetworkowych? mówią, że w celach zawodowych, ale chodzi im też o seks.
      • głupi dowcip: do serwisów sn ludzie zapisują się z tych samych powodów, co do samoobrony.
  • wokół tego tematu zaczyna się, jak już wspominałem, coraz więcej dziać. nie będę tu streszczał licznych wpisów na blogach, zestaw linków znajdziecie m.in. u scotta kvetona. sprawą zainteresował się m.in. wired. ale najważniejszym tekstem jest opublikowany wczoraj artykuł brada fitzpatricka i davida recordona, "thoughts on the social graph". przeczytajcie go koniecznie, moim zdaniem ma szanse stać się ewangelią dla budowniczych zdecentralizowanej sieci społecznej. podsumowuje on w zwięzły sposób cele, jakim służyć miałby projekt takiej sieci oraz stan prac nad nią (mało zaawansowanych). w projekt włączony jest m.in. livejournal, zainteresowało się nim także plaxo i sixapart.
  • problemem tego typu rozwiązań jest ich ujemna wartość komercyjna w bliskiej perspektywie. kontrolowana przez użytkowników, otwarta i "wszechogarniająca" sieć społeczna byłaby czymś naprawdę super. tak jak internet (kontrolowana przez użytkowników, otwarta i "wszechogarniająca sieć komputerowa), może otworzyć ogromne pole do popisu dla rozmaitych biznesów. problem w tym, że najpierw trzeba pokonać social-networkingowe odpowiedniki compuserve czy prodigy (a aol zmusić do zmiany modelu biznesowego). może to nie być łatwe. gdyby to się udało, wszyscy mogliby zyskać, a sieć przeszłaby na nowy etap rozwoju, mówię to z pełnym przekonaniem. ale niestety, to się zrobił "za duży biznes", który nie może nawet chwilowo zacząć przynosić strat największym graczom.
19:07, reuptake
Link Komentarze (9) »
piątek, 17 sierpnia 2007
  • późno się zorientowałem, a tu taka afera. artur kurasiński nie zdzierżył. dotąd znosił dzielnie wszystko, włącznie z chocholim tańcem nieświętej pamięci koalicji, ale w końcu go poniosło i postanowił się zaangażować.
    • co tak rozsierdziło artura?
    • co takiego strasznego się stało?
  • ano podobno nasza krajowa rada zabroniła emisji dwóch reklam dezodorantu o uroczej nazwie "siekiera".
    • za samą nazwę powinni zabronić
      • zresztą zabroniła nieskutecznie, ale to naszego don kichota nie powstrzymuje
  • podczas, gdy ręczne sterowanie wiadomościami tvp przestało być tajemnicą, podczas, gdy w czasie "kolaudacji" polityczni komisarze z telewizji wpieprzają się w scenariusze, pouczając reżyserów, jakie postaci warto by usunąć, mamy się przejmować tym, że zakazano (nie wiadomo zresztą jak z tym zakazem jest naprawdę, ale przyjmijmy, że miał on miejsce), emisji (przed 23) dwóch reklam dezodorantu?
    • nie mówiąc, że cała argumentacja kupy się nie trzyma, a nawet przeczy sama sobie ("osobiście nie protestuję przeciwko zdjęciu axe'a") i generalnie można ją sprowadzić do infantylnego apelu, o jasne przepisy. na co zaraz można sobi
  • ale ok. ludzi są różni. jednego martwi carrefour, innego darfur, jak kilka dni temu doniosła wyborcza.
  • tylko, że nagle sprawa zaczyna śmierdzieć i to bynajmniej nie dezodorantem. pojawiły się reklamy "akcji społecznej", które normalnie, no cóż... kosztują sporą kasę.
  • artur, to śmierdzi i tyle. i możesz zaprzeczać, ja ci mogę wierzyć (albo nie: chociaż w takich sprawach wolę zawsze być "tym naiwnym"). mogę uwierzyć, że kilka dużych serwisów spontanicznie przejęło się problemem cenzury i postanowiło podarować na cele akcji powierzchnię reklamową. mogę uwierzyć, że cała akcja nie jest po prostu inspirowana przez producentów dezodorantu siekiera, faktycznie, pojawiają się tam przykłady innych "ocenzurowanych" reklam (tylko jakoś wszystkie reklamy serwisu jednak odnoszą się do siekiery). mogę uwierzyć, że nawet nie chodzi o autopromo i o ego autora, który uśmiecha się od ucha do ucha przykładając sobie jakiś dziwny przedmiot do oka, chociaż to aż niesmaczne tak się lansować przy okazji akcji społecznej i wspominać o swojej firmie. mogę uwierzyć, że to wieloletni kontakt z branżą reklamiarską zaowocował takimi kretyńskimi obietnicami "tutaj dowiesz się o tym wszystkim, co znika z mediów...", w których spełnienie sam autor nie wierzy.
    • otóż obawiam się, że dowiem się zdecydowanie NIE o wszystkim, za to zdecydowanie o tym, co akurat jest najmniej istotne
  • mogę uwierzyć, że społecznik kurasiński zastrzega sobie wszystkie prawa z rozpędu, wstawiając copyright (a czemu, skoro to społeczna akcja, nie copyleft?). mogę nawet sobie to jakoś racjonalizować (np. axe zobaczyło, że jakiś frajer im pomaga, więc postanowiło wykupić reklamę i skierować na ten serwis).
    • ale co to kogoś obchodzi, w co ja wierzę, a co nie?
  • doprowadziłeś do setek tysięcy emisji spotu jakiegoś dezodorantu. albo ci za to płacą (niekoniecznie hajsem) albo zrobiłeś to za darmo. w pierwszym przypadku jest to cynizm, w drugim przypadku głupota.
czwartek, 09 sierpnia 2007
  • znowu mi przyjdzie coś odszczekać. niedługo będę mógł podkładać głos pod reksia 2.0, jeśli go nakręcą. wprawdzie już trochę się wycofywałem z zachwytów nad facebookiem, ale tym razem wycofuję się bardziej zdecydowanie.
  • bo to chyba jest tak, że dopiero jak się zobaczy karykaturę, widać pewne, delikatnie rzecz nazywając, drobne wady. przynajmniej jeśli oryginał ogląda się z dużej odległości. a karykatura to jedna z naszych narodowych specjalności. karykaturzystów mamy wybitnych.
    • czasami używa się określenia "klony". nie wiem dlaczego.
  • że przejdę ad web: wczoraj czytałem wywiad z rafałem agnieszczakiem na temat fotkowych gadżetów, które będzie można do fotki podpiąc via api. dziś czytam, że pino, no, co robi pino? platformę robi pino. grono też się odgraża, ale tam na razie są na etapie odkrywania, że płeć przeciwna poprawia smak piwa, więc sprawa się przeciągnie zapewne. jestem przekonany, że na tym się nie skończy. platform będzie przybywać.
  • czego się czepiam.
    • po pierwsze wróżę, że nie wszyscy podejdą do tworzenia "platform" tak pragmatycznie jak ragni (czyli zastanawiając się nad tym, czy domki na platformie mają jakikolwiek sens)
    • po drugie przewiduję, że betonu i stali starczy na platformy, a na domki niekoniecznie (nie mamy tak znowu wielu developerów/firm, którzy by mieli zasoby, żeby budować fotkoaplikacje, pinoaplikacje itd).
    • po trzecie zbudowanie takiej platformy nie jest takie proste, jak się niektórym wydaje.
    • po czwarte to jest do niczego nie podobne. czy mamy teraz zmierzać w kierunku fejsbukizacji sieci? za 3 lata największym hitem wśród developerów będzie jakiś toolkit, który umożliwi uruchomienie 1 aplikacji na kilku platformach
      • i oczywiście jak każdy taki toolkit nałoży na aplikację pierdyliard ograniczeń
    • po piąte, dopóki się taki toolkit nie pojawi, tworzenie aplikacji na platformy nie ma zazwyczaj sensu ekonomicznego (w stanach jest trochę inaczej, tam facebook + myspace zdominowały rynek, u nas, jak tych platform powstanie więcej, z podjęciem decyzji, gdzie się osiedlić będzie kłopot i możliwe, że wiele aplikacji wybierze drogę standalone). podkreślam słowo: "zazwyczaj".
  • nie jestem przeciwnikiem udostępniania api. ale pliz, bez przesady. jeśli to ma doprowadzić do rozdrobnienia dzielnicowego sieci, do tego, że do skorzystania z kilku usług będzie trzeba mieć już nie tylko odzielne konta na różnych serwisach, ale jeszcze na każdym z nich zbudować oddzielną sieć społeczną.
  • moim zdaniem to nie wyjdzie i całe szczęście. mimo wszystko zachowaliśmy jeszcze np. skrzynki mailowe, na które można wysyłać wiadomości za pomocą dowolnego programu zgodnego z smtp i nie przeszliśmy na posługiwanie się "internal messages" w obrębie rozmaitych serwisów społecznościowych. podobnie będzie chyba i tutaj. ale perspektywa i tak jest przerażająca.
    • "mogę pokazać ci moje fotki z wakacji, ale musisz mieć konto na srotce i dodać mnie do przyjaciół"
    • "umieściłem ogłoszenie na sronie, ale żeby je zobaczyć musisz założyć konto"
    • "chcesz pograć ze mną w brydża? jest taka fajna aplikacja na srino. nie, ziutek z nami nie zagra, bo on woli grać na sronecie, tam ma cały klub do którego dodał znajomych i nie może go przenieść na srino, chociaż tam brydż jest słaby"
    • "tak, byłem na tym koncercie i nawet kawałek nakręciłem komórką, mógłbym ci pokazać, ale wrzuciłem to na videobloga w srerze. masz telefon w srerze?"
      • bosh! omg!!!1111
  • czy jest jakiś inny kierunek, poza utrzymywaniem status quo? choćby marc canter o tym pisze i nie tylko on.
18:35, reuptake
Link Komentarze (11) »
  • google zaskoczyło wszystkich. otóż ogłoszono, że za tydzień, do newsów publikowanych przez google news będzie można dodawać komentarze.
  • co, już pomyśleliście, że od tej pory będzie się mówić "głupi jak komentarz na google'u?" raczej nie. otóż googlowcy wpadli na pomysł, by komentowanie udostępnić nie "nam wszystkim", dostarczycielom danych do ich mega-tera-bazy (która, jak ironicznie prorokuje nicholas carr ma na etapie web 5.0 zastąpić ludzkość jako taką).
  • google owszem, pozwala skomentować news, ale tylko osobom, wymienionym w tym newsie. czyli jeżeli np. królowa angielska przejedzie jeża na rowerze, to będzie ona mogła zamieścić swój punkt widzenia pod artykułem na ten temat.
    • a jeż?
    • też
      • o ile przeżyje.
  • jeśli pisało o was ostatnio google news
    • ok, pisało, to nie jest dobre określenie
  • jeśli google news "zagregowało" jakiś artykuł
    • "wysoki sądzie, wybiłem szybę, która stanowiła zbędną barierę, a następnie agregowałem przedmioty na wystawie u jubilera".
  • to proszę bardzo, news-comments@google.com. tylko będziecie oczywiście musieli się wylegitymować. jak? no właśnie. tego do końca nie wiadomo.
    • tu mała uwaga na marginesie, nie zdziwiłbym się, jakby google za 2-3 lata mogło identyfikować ludzi na podstawie pytania "jakiej marki płatki śniadaniowe polecał pan swojemu przyjacielowi w mailu z dnia ..."
  • pijarowcy zacierają rączki, oczywiście. ale steve rubel ma też obiekcje. jedną z zalet user-generated contentu (i pewnie jedną z największych jego wad) był brak selekcji. teraz google news najpierw wybiera jakie treści "zagregować", potem które komentarze opublikować... nie pachnie to dobrze.
  • powstaje też np. taki problem. minister zorro aresztuje andrzeja l. ("ten pan nikogo już nie odrolni ani nie zgwałci"). i oczywiście minister zorro może łatwo udowodnić swoją tożsamość i dopisać coś o semantycznym nadużyciu czy nienawistnych mediach, które manipulują. a andrzej l.? jak udowodni, że to o niego chodzi?
  • na razie do tych problemów daleko, google rusza z projektem jedynie w stanach. zobaczymy jak się sprawdzi w praktyce. czy np. relację z meczu będą mogli komentować tylko zawodnicy pierwszego składu, czy także rezerwowi.
  • a publiczność? "people formely known as the audience?". to może w wersji 2.0.
12:29, reuptake
Link Komentarze (2) »
środa, 08 sierpnia 2007
  • ostatnie kilkanaście miesięcy to nie tylko masowe powstawanie mniej lub bardziej łebwazerowych serwisów, ale także bezprecedensowy wysyp imprez w "first life", zwanym także realem. warszawskie spotkania railsowe przekształciły się w bootstrap, odbyły się trzy innowatoria, dość regularnie odbywa się aula (o yulbiz chyba nie ma co wspominać, to jakaś wydmuszka imho). inne miasta też nie pozostają w tyle: wrocław ma mocno nagłaśniany grillit (także kraków wziął tą nazwę we franczyzę), w katowicach zorganizowano spodek 2.0, a w poznaniu odbędzie się barcamp.
  • każde z tych spotkań ma swoją specyfikę i swoją atmosferę. nawet jeśli grono osób, które przychodzi jest dość podobne, to genius loci działa: zapewne inaczej rozmawia się w nieformalnej atmosferze warszawskiego klubu na chłodnej niż we wnętrzach wrocławskiego hotelu best western. inne są też tematy. na bootstrapie staramy się ograniczać do zera prezentacje nowych startupów, zwłaszcza tych, które są dopiero na bardzo wczesnym etapie, na innych imprezach takie prezentacje są mile widziane.
  • mam wrażenie, że te spotkania przyniosą dużo trwalsze efekty niż wiele z powstających, często na siłę, social networków i serwisów społecznościowych. zastanawiam się, czy nie warto by było zorganizować jakiejś większej, ogólnopolskiej imprezy. skoro lokalne społeczności już się zorganizowały, czas na coś o większej skali.
    • a tak to się robi w londynie.
09:39, reuptake
Link Komentarze (7) »
wtorek, 07 sierpnia 2007
  • wygrajligę jest beznadziejne. nie dość, że ma masę błędów, nie dość, że na wyniki czeka się kilka dni, jakby wymagały one wyższej matematyki, to na dodatek wprowadzono masę płatności smsowych. i to w taki sposób, że (przynajmniej ja i kilku moich znajomych) zauważyć je można dopiero w momencie, gdy dalej przejść bez płacenia się nie da.
  • jakoś musi na siebie zarabiać? to niech k...cze przynajmniej działa. co można wybaczyć w przypadku darmowej zabawy, to nie przystoi serwisowi, który ciągle trzeba karmić smsami premium.
  • tylko czekać, aż pojawi się jakiś klon, który będzie a) działał; b) działał; c) działał. i tu pomysł, żeby zrobić podobną rzecz, ale opartą nie o arbitralne wyceny piłkarza, a o coś w rodzaju gry giełdowej (lub jej symulacji). czyli gdy więcej osób kupuje danego piłkarza, jego cena idzie w górę, gdy więcej sprzedaje: idzie w dół. wykonalne?
    • ps. udanego serwisu gratulować należy nie tylko gazecie, ale także firmie one-2-one. na stronie one-2-one piszą, że firma ta "niezmiennie gwarantuje tę samą wysoką jakość usług i rozwiązań." no to powinszować przyszłym klientom.
10:16, reuptake
Link Komentarze (7) »