pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
czwartek, 27 września 2007
  • źdo to taki mój skrót od "źródła danych osobowych". a co. było ozi, może być źdo. dziś nie ma śladu po tym, że ipn powoływał się na wikipedię, przynajmniej nie na stronach ipn. ipn to nie wikipedia, można usunąć "prawie" bez śladu.
  • sprawa zrobiła się dość głośna, napisał o tym na dość prominentnym miejscu portal gazeta.pl, dziś też był na ten temat artykuł w metrze. metro niestety zapomniało powołać się na bloga, przedstawiając mnie jako autora serwisu blip.pl.
    • cóż, taki już mój los. taki łukasz fołtyn jeszcze w wieku 70 lat będzie przedstawiany jako twórca gadu, chyba że zostanie prezydentem
      • na co się nie zanosi
  • kilka refleksji po burzy:
    • wrzuciłem link na wykopie. wczoraj, już po czołówce gazeta.pl news zebrał 8 wykopów. czyżby to jednak nie było interesujące?
    • ipn poprawił. pytanie tylko, jak to się ma do ustawy. czy nie powinna być jakaś oficjalna errata? czy internet, z jego możliwością edycji post-factum, jest rzeczywiście dobrym miejscem na publikacje tego typu informacji? która wersja powinna być traktowana jak oficjalną? zauważmy, że jest nawet taka możliwość, że taki katalog jest generowany dynamicznie i w każdej chwili się zmienia.
      • wydaje się, że recepta: "wrzućmy to do internetu, będzie ok" jest prosta i skuteczna. nic bardziej mylnego. rodzą się nowe problemy, które będzie trzeba rozwiązać. czy doczekamy się, że zamiast dziennika ustaw, będzie publikowana strona internetowa? a jeśli na niej ktoś po paru godzinach wytnie (lub dopisze) "lub czasopisma"?
  • heh, gdyby nick carr o tym wiedział... nie pisałby o jetsonach.
20:47, reuptake
Link Komentarze (4) »
wtorek, 25 września 2007
  • notka zupełnie na szybko. ipn otwiera swoje katalogi, muszę szczerze przyznać, że nie do końca orientuję się w procedurach i przepisach. otwarcie następuje w internecie, jako w jednym medium, które jest w stanie przyjąć taką porcję stuffu.
  • można więc powiedzieć, że internet został doceniony.
  • ale to nie wszystko. klikam sobie po omacku i klik po kliku doszedłem do takiej strony.
  • wikipedia?
  • jako źródło dla ipn?!
    • wtf?
    • omg!
    • cba?
    • abw?
poniedziałek, 24 września 2007
  • w ostatnią sobotę odbyła się dyskusja, animowana i nagrywana przez maćka z mediafun, dotycząca wykorzystania blogosfery w marketingu. artur kurasiński streścił ją na swoim blogu dość obiektywnie, ja nie będę więc rozpisywał się na jej temat, zwłaszcza, że media i marketing opublikują jej fragmenty.
    • skoro jesteśmy przy arturze, to niestety potwierdziły się smutne podejrzenia dotyczące "akcji" społecznej "powiedz nie". artur przedstawiał to jako wpadkę unilevera, dla mnie jest to bardziej wpadka artura, ale zostawmy ten temat.
  • rozmawialiśmy o blogach i oczywiście, w którymś momencie okazało się, że bloga warto by jakoś zdefiniować
    • nie martwcie się, nie będziemy tego tutaj robić
  • wychodziło bowiem na to, że rozmijaliśmy się, jeśli chodzi o pojęcia i to dość znacznie, co nie ułatwiało dyskusji. jeśli pada pytanie: "czy blogi mogą mieć sponsorów?" różne odpowiedzi świadczą niekoniecznie o różnych zdaniach dyskutantów. często mają oni na myśli zupełnie inne stronki, nazywane blogami, które łączy bardzo niewiele
    • "badania dowiodły" :-) że blogi łączy ze sobą bardzo niewiele. ogólna konstrukcja i to wszystko.
  • czy można jedną miarę przykładać do gizmodo i typowego onetowego blogaska? nie można. a pomiędzy nimi, ile jest jeszcze różnych rodzajów blogów!
    • tutaj o dziwo zgodziłem się z krzysztofem urbanowiczem, że blogi w rodzaju techcruncha, to już jest inna kategoria (notabene w polsce nieobecna). to są serwisy, redagowane w formie bloga przez całe redakcje, które nie mają polskich odpowiedników. bliżej im do portali, niż do bloga, którego czytasz. i pytanie o reklamę na tego typu blogach można nabiera zupełnie innego znaczenia.
  • skoro blog to pojęcie tak szerokie, że czasem zastanawiam się, czy w ogóle ma sens, dzielenie blogów na kategorie i podtypy jest oczywiście kuszące. kiedyś zapytałem się czytelników netto, czy uważają, że powinienem opisywać wszystkie ważne wydarzenia w internecie. z tego co pamiętam, padła odpowiedź, że raczej tak, zwłaszcza, jeżeli dane wydarzenie miało miejsce w polsce.
    • nie spełniłem tych oczekiwań, przykro mi.
  • myślę, że tu przebiega jakaś ważna granica. to jest to, co różni np. ten blog od antywebu, który wyraźnie aspiruje by być w miarę kompletnym dziennikiem internetowym (słowo dziennik należy tu rozumieć jako odpowiednik gazety codziennej, a nie pamiętnika). ja takiej ambicji nie mam.
    • ambicję to może bym znalazł, gorzej z czasem, motywacją i kilkoma innymi rzeczami
      • jak choćby taką, że związany jestem z jednym z uczestników tego rynku, co czyni mnie z założenia nieobiektywnym
  • pisałem o blogach gazety, lub, jak to nazwałem, serwisach blogoidalnych. są one jeszcze bardziej na granicy blogosfery, a może i wyemigrowały poza nią. nawet formalnie, nie mają wielu cech blogowych (zresztą nie wszystkie mają identyczną konstrukcję). gazeta.pl próbuje w pewnym stopniu odtworzyć model gawkera czy weblogs inc. zwłaszcza ten drugi serwis wydaje się być dobrym analogiem, gdyż jest własnością aol, medialnego giganta na amerykańskim rynku. w pewnym stopniu: serwisy wchodzące w skład wymienianych tu "imperiów blogowy" jednak w większym stopniu przypominają blogi.
    • nie tylko gazeta inspiruje się weblogs inc. podejrzewam, że serwis luxlux nazwę i tematykę zaczęrpnął z popularnego luxist.
      • chociaż serwisy blogoidalne o2 są już IMHO zdecydowanie poza granicami blogosfery.
  • i dziś właśnie techcrunch informuje, że weblogs inc. zamyka kolejne blogi. tym razem (bo to nie pierwszy przypadek: weblogs od dawna więcej blogów zamyka niż otwiera, zobaczcie jak długa jest lista zamkniętych blogów), dotyczy to kilku blogów poświęconych różnym chorobom. jak pisze w komentarzach autor tychże blogów, nigdy nie udało im się osiągnąć masowej popularności.
    • zwróćcie uwagę na jeszcze jeden komentarz. coś podobnego powiedziałem w sobotę, ale potem zmitygowałem się i zrozumiałem, że moje pojęcie bloga jest widocznie inne, niż to, co pod słowem blog rozumieją pozostali dyskutanci.
  • czy i na polskim rynku będzie to wyglądać podobnie? najpierw eksplozja blogoidów
    • "hurrra! kiedyś to trzeba było wdrażać jakieś ceemesy, a teraz prosty systemik blogowy, student do pisania i możemy ogłosić, że mamy nowy serwis"
  • a potem kalkulacja i eliminacja? cięcie kosztów? do tego jeszcze chyba daleko. na razie będzie raczej czas akwizycji i konsolidacji. ale czy są w polskiej blogosferze blogi, które gazeta.pl (czy też inny podobny serwis) mógłby "kupić"?
niedziela, 23 września 2007
  • wygląda na to, że półotwartej (wpuszczamy, ale nie wypuszczamy) platformie facebooka, przybędzie konkurent i to konkurent z czarnych snów. jak donosi techcrunch, google zamierza otworzyć "społeczny graf" (okropna nazwa -- już dave winer zaczął protestować i postulować, by pozostać przy określeniu sieć społeczna).
  • google zacznie otwieranie od mało nas interesującego (z polskiej perspektywy) serwisu orkut. ale potem otworzyć mają się kolejne usługi google'a, w tym na przykład gmail.
  • co więcej, google zamierza pójść krok dalej niż facebook, którego platforma narzuca jednak developerom spore ograniczenia. zatrudnili w tym celu m.in. brada fitzpatricka, autora słynnego dokumentu na temat zdecentralizowanych sieci społecznych (i współtworcy openid!), który wywołał sporą dyskusję w sieci. już niedługo po publikacji wspomnianego artykułu, wiele osób wiązało jego autora z googlem.
    • tak na marginesie: google zaczyna "otwieranie" w ciekawy sposób: zapraszając kilka osób na zamknięte, supertajne zebranie
  • z jednej strony można googlowi tylko przyklasnąć. z drugiej strony, patrząc z rynkowego punktu widzenia, aż strach się bać. o ile w przypadku facebooka diabeł tkwił w szczegółach (to znaczy w ograniczeniach, jakie wbudowane były w platformę f8), to w przypadku google'a samo skupienie takiej władzy
    • polegającej choćby na tym, że to google definiuje api, nawet, jeśli ono jest otwarte "do użycia", to nie jest otwarte "do projektowania"
  • jest dość przerażające. a może się mylę? poczekajmy do 5 listopada. na ten dzień zapowiedziano premierę otwartego orkuta.  jedno jest pewne: google się jeszcze nie postarzało i reaguje szybko.
09:01, reuptake
Link Komentarze (2) »
środa, 19 września 2007
  • news o tym, że maciej popowicz, założyciel serwisu nasza-klasa.pl, został "najmłodszym milionerem" wyraźnie rozpaliła wyobraźnię internautów. liczne wpisy na blogach, wysoka pozycja newsa na wykopie...
  • ale też odsłoniła jak mi się wydaję, dość słabą orientację internautów, o tym, co tak naprawdę się wydarzyło.
  • co wiemy? wiemy, że niemiecki fundusz venture capital
    • kolejna inwestycja zza łaby i pewnie nie ostatnia... polskie portale mają coraz większą konkurencję i nie mogą wydłubywać już za bezcen rodzynków z internetowego keksu 2.0
  • odkupił 20% udziałów za kwotę "kilku milionów zł". padła gdzieś suma 15 mln jako waluacja całego biznesu, co daje 3 bańki inwestycji.
  • i podejrzewam, że panuje podejrzenie, że teraz maciej z walizką pełną kasy (w wersji optymistycznej: czarną kartą kredytową) podróżuje prywatnym jetem dookoła świata, a inwestorzy tylko się cieszą, gdy przysyła im pocztówki z seszeli.
  • drodzy moi, to nie jest do końca tak. inwestor inwestuje w serwis. nie przelewa tej kasy do kieszeni założyciela, ale na konto firmy. zapewne dodatkowo w transzach. cała umowa ma pewnie kilkadziesiąt stron i zawiera dużo więcej, niż firma european founders wypłaci, a maciej popowicz pokwituje. być może rozmaite dodatkowe klauzule odkupienia reszty udziałów itd itd.
  • nie oznacza to, że założyciel nie uszczknął z tej całej transakcji jakiejś przyjemnej sumki. na pewno przy takiej kwocie stać go na fajne wakacje. zapewne za swoją pracę przy serwisie będzie pobierał niezłą pensję. i na pewno należą mu się gratulacje.
wtorek, 18 września 2007
  • trzeba przyznać, że zainteresowanie, jakim gazeta.pl obdarza polską blogosferę jest doprawdy imponujące.
    • po pierwsze blox.pl, czyli jeden z największych i najciekawszych serwisów blogowych, ma ciągle mocną pozycję i zawiera -- moim skromnym zdaniem -- najwięcej blogów, które dają się czytać.
      • chociaż trudno powiedzieć, żeby blox rozwijał się w jakiś szczególny sposób, to widać, że jest jednym z serwisów, które są dla gazety ważne. świadczą o tym rozmaite działania, takie jak choćby organizowanie przez gazetę spotkań blogerów
        • niektóre z nich wydają się nieco wysilone, ale sam fakt, że coś takiego się odbywa już o czymś świadcze
      • gazeta próbuje też (idzie im to jak po grudzie) pomagać w monetyzowaniu blogów, poprzez syndykat, który nie wstrząsnął polską blogosferą, jak przewidywali niektórzy "eksperci".
        • tu cytat z "eksperta": o małą ikonkę Syndykatu będą walczyć blogerzy z całej Polski
          • podobno dłuższe wystąpienia trzeba rozrzedzać jakimś dowcipem, więc co pewien czas zacytuję ekspercki bloguś
    • po drugie badania blogosfery. pierwsza taka inicjatywa, pierwsze cyfry, które można pokazać mediaplanerom, żeby mieli dupokrytkę jeśli zdecydują się na wydanie kilku groszy na reklamę na blogach.
      • same badania raczej potwierdziły to, co jest wiadome (głównie zasadę sturgeona), ale dobrze, że miały miejsce. oczywiście w tych badaniach blox.pl jest potraktowany szczególnie, ale trudno się dziwić. zapewne, gdyby inne platformy blogowe chciały się dołączyć, miałyby taką możliwość.
    • po trzecie blogfrog
      • łał! zmienili już "najlepsze blogi w polsce" na "najpopularniejsze blogi", tak jak sugerowałem!
        • a wiecie, że gazeta.pl dosłownie sprzątnęła blogfroga sprzed nosa yahoo?
          • sekretarka tomka karwatki: "jakiś jang dzwoni, mówi, że to bardzo pilne, że ma od krzyśka twój numer"
          • tomek karwatka: "nie ma mnie dla janga, słyszałaś? powiedz, że właśnie gram w golfa z tebe i olsem i wrócę dopiero po weekendzie"
      • blogfrog jest o tyle ciekawy, że to pierwsze odważne wyjście poza bloxa.
  • ale ja nie o tym chciałem pisać. to był tylko wstęp.
  • po czwarte, gazeta.pl nie tylko pozwala blogerom blogować u siebie, nie tylko obsypuje ich górami "dularów" jeśli przystąpią do syndykatu, nie tylko wydziera z rąk międzynarodowych korporacji niezależny serwis blogfrog -- gazeta sama odpala blogoidalne serwisy i to w coraz większej liczbie.
  • zaczęło się niewinnie, od plotków, limetek i popkornerów. wszyscy mówili: "oho, gazeta zrzyna z o2". do czasu, gdy sięgnięto po tematy, których o2 nie ruszało. otóż dziś (a właściwie wczoraj) odkryłem serwis o uroczej nazwie
    • bryla
      • to nie jest dowcip. nie chodzi o "brylant"
  • kilkanaście dni temu pokazano technoblog
    • dla tych, którzy są tu "nowi" technoblog, to nie blog o techno, tak jak pudelek to nie blog o psach, a plotek to nie blog o płotkarstwie ani nie o łowieniu płotek.
  • do tego dodajmy jeszcze ciacha
    • ciacha to nie blog o pieczeniu ciast. ale chyba nie myśleliście, że nazwa odpowiada zawartości?
  • warto na chwilę się zatrzymać i zastanowić się, czym są te wszystkie serwisy i jak one się mają do tzw. blogosfery. "te wszystkie" bo wszystkie mają sporo cech wspólnych: są zapewne oparte na tym samym "endżinie", z modną chmurką tagów i bez przydatnego rssa, są uruchamiane w oddzielnych, odczapowych domenach, są zawieszone nieco w próżni: z jednej strony gazeta.pl trochę do nich linkuje, z drugiej one same nie stanowią jakieś całości.
  • czym są te serwisy? czy to są blogi? jakąś tam minimalistyczną definicję bloga mogłyby spełniać. są notki, są komentarze. ale kilku ważnych dla blogów rzeczy brakuje
    • to że nie ma rss, to kwestia techniczna, pewnie "endżin" był projektowany na miarę plotka i takiego ficzera dla wykształciuchów nie uwzględniał.
    • nie ma blogrolla. to już jest bardziej znaczące.
    • ale tym, co najbardziej te "blogoidy" od blogów odróżnia, jest brak autorów. na większości nowych serwisów, notki pisane są przez anonimowe postacie (technoblog jest tu wyjątkiem).
      • tymczasem to właśnie "odautoroskość" (piękne słowo, prawy przycisk myszy, "dodaj do słownika", "ok") jest wyróżnikiem blogów.
  • instytucja blogów czy "blogoidów", towarzyszących portalom, nie jest przecież nowa i nie jest wymysłem gazety (ani o2). ale zobaczcie, jak to robi "wired". z boku jest box z info o autorach, są nawet maile do każdego z nich.
  • to oczywiście ryzykowne. może okazać się, że super błyskotliwy autor bloga "bryla" wyrobi sobie lepszą markę niż sam blog (co przy takiej nazwie nie jest trudne) i odejdzie. albo, OMG!!11 WTF???/ zażąda podwyżki. tym niemniej to jest właśnie jeden z powodów, dla których ludzie czytają blogi. to, że za notkami stoi żywy człowiek, który się nazywa. nie "az", "kt" (tak się nazywają autorzy na gazeta.pl) czy co gorsza "PAP" lub "IAR".
  • podchodząc do rzeczy od innej strony, gazeta.pl założyła swoje własne weblogs inc. a raczej próbuje założyć.
  • patrząc na to chłodnym okiem, strategia może się wydawać groźna. gazeta.pl nie tylko wspiera i głaszcze po główce młodą (bo siedmioletnią) blogosferę, ale i -- z drugiej strony -- sama robi jej konkurencję. kiedyś mr. brański z o2 napisał na tym blogu coś w tym stylu: "myślisz, że my [portale] dopuścimy, żeby coś naprawdę dużego powstało poza nami" i "grono to był wypadek przy pracy" (streszczam, przekręcam, ale tak to zrozumiałem).
  • myślicie, że gazecie naprawdę zależy na tym, żeby funkcjonowała silna i niezależna blogosfera? zachęcam do dyskusji.
13:32, reuptake
Link Komentarze (61) »
piątek, 14 września 2007
  • jakiś czas temu tomek karwatka pytał mnie o opinie o nowym blogfrogu. nie miałem czasu się wgłębić, więc poza zwróceniem uwagi na dość dziwną kolorystykę (niebiesko-zielono-beżowo-pomarańczową... nie za dużo?), napisałem mu o jednej rzeczy, która nie spodobała mi się na pierwszy rzut oka.
  • chodzi o rubrykę "najlepsze blogi w polsce".
  • jest to moim zdaniem głupota.
    • po pierwsze, nie wiemy, jakie są kryteria. podobno stoi za tym jakiś algorytm. algorytm oceniający blogi? kuriozalny pomysł.
    • po drugie, jak można w ogóle wpaść na taki pomysł? czy blog o rybach jest lepszy od bloga o grzybach? blog o polityce od bloga o piłce?
    • po trzecie, co to znaczy, że te blogi są najlepsze "w polsce"? decyduje język? miejsce zamieszkania?
    • po czwarte i najgorsze: ciemny lud to kupi.
  • nie jestem wrogiem rankingów. ale niech te rankingi dotyczą rzeczy porównywalnych. można porównywać popularność, ale porównywać "lepszość"?
  • btw. podobno agora kupiła blogfroga. to dobry pomysł, ciekawe tylko, kiedy blogfrogowe dodatki będzie można wstawiać na bloxie.
  • ja już jestem chyba za stary na "zostawiam plusik i zapraszam do mnie". idę tam gdzie idę, piszę to co piszę i nie ścigam się.
  • a najlepszy i tak jest kominek (w blogach, bo w muzyce doda). podobno.
15:18, reuptake
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 10 września 2007
  • startup tycoon: wspólne dzieło polskiego railsowego dreamteamu, powstałego z zawodników drużyn blipa, webankiety i yashke.
  • napisali to w 48 godzin. aplikacja jest cudownie bezużyteczna, a jak wiadomo, rzeczy bezużytecznie są zabawne i wciągające. "The value of your startup depends from the amount of buzz it produces" -- chłopaki znają się na rzeczy. głosujcie.
    • od środy.
  • są też i inne polskie akcenty. joglog (znacznie bardziej użyteczna aplikacja, z logowaniem OpenID). też można głosować. też od środy.
20:12, reuptake
Link Komentarze (4) »
środa, 05 września 2007
  • joseph smarr, marc canter, robert scoble i michael arrington stworzyli kartę praw użytkownika "społecznej sieci"
  • a piotr wrzosiński szybko tekst przetłumaczył.
  • ten krótki zbiór (niestety, jak na razie, pozostających w sferze marzeń) zasad, może stworzyć jakieś ramy, w których będziemy się poruszać, dążąc do lepszej sieci, w której będzie mniej zamkniętych, a raczej "zamykających nas" serwisów. ale to dość daleka przyszłość, nawet najbardziej znane nazwiska podpisane pod tą deklaracją nie gwarantują sukcesu. 
  • bo prawda jest taka, że dla myspace'a czy facebooka (oraz ich polskich odpowiedników), to właśnie dane użytkowników i ich wzajemne relacje stanowią największą wartość. pseudootwarcie facebooka jest tego najlepszym dowodem. komunikat jaki wysyłają właściciele facebooka dopiero teraz jest jasny:
    • użytkownicy i powiązania między nimi są nasze
    • wy zapewnijcie im różne usługi, damy wam do nich dostęp
    • no a kasą to się jakoś podzielimy
  • tymczasem okazuje się, że jest teoretycznie możliwa sieć społeczna, w której dane użytkowników i dane na temat ich relacji z innymi użytkownikami są oddane własnością tychże użytkowników. oczywiście nadal będzie istniało zapotrzebowanie na różne przydatne (lub po prostu fajne) usługi dla tych użytkowników. ale wartość całego rynku "social network" dramatycznie spadnie (tak jak np. relatywnie niewielka jest wartość rynku serwerów http, mówię tu o sofcie).
  • niestety, akcent na słowo "teoretycznie" jest w powyższym akapicie bardzo silny. śledzę listę dyskusyjną na poświęconą projektowi zdecentralizowanej, otwartej sieci społecznej i widzę, że grzęźnie ona w technikaliach. a to nie technikalia tu zadecydują. facebook albo się przyłączy, albo trzeba go uznać za wroga. niestety, tak to wygląda. trzeba się zastanowić, w którym kierunku iść, aby urzeczywistnić przynajmniej część z punktów, wymienionych w karcie praw.
    • na marginesie: bardzo bym chciał, żeby blip przynajmniej większość z nich spełniał.
10:25, reuptake
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 03 września 2007
  • dzisiaj z okazji pierwszego dnia szkoły, znaleziony przez siwą librus: system kontroli frekwencji i postępów w nauce. gdyby ziobro był ministrem oświaty zamiast giertycha, pewnie wprowadzono by go zamiast mundurków, obowiązkowo.
  • na uwagę zasługuje już pierwsza strona, wykorzystująca modny motyw "świata zza kratek".
  • najlepiej cele "systemu" opisują sami autorzy, w charakterystycznym dla siebie stylu
    • najnowocześniejsze narzędzie profilaktyczne wspomagające realizację funkcji wychowawczej szkoły
    • dzięki wzmożeniu kontroli uczniów łatwiej jest motywować ucznia do uczestniczenia w lekcji
    • szybka, bieżąca wymiana informacji pomiędzy szkołą a domem rodzinnym, nieograniczona jakimkolwiek przedziałem czasowym, jak to ma miejsce przy klasycznych wywiadówkach
  • czyli jest to rodzaj elektronicznego dzienniczka
  • ale nasi wielcy bracia nie poprzestają na tym. bo i nauczycieli warto by zmotywować, żeby dane wprowadzali na bieżąco, a nie obijali się. a autorzy systemu wiedzą, że nic tak nie motywuje jak "wzmożona kontrola". strudzonych dyrektorów szkół kusi się więc:
    • mając na uwadze trud codziennej pracy dyrektorów szkoły, stworzyliśmy proste narzędzie, umożliwiające skuteczne ograniczenie nadmiaru biurokracji i ulepszenie przepływu informacji w szkole
    • system umożliwi stałą kontrolę systematyczności pracy nauczycieli w zakresie bieżącego wpisywania ocen i frekwencji
  • ale to nie wszystko! kontrolować trzeba przecież również i dyrektorów. dlatego autorzy systemu kierują swoją ofertę i do samorządów. tutaj "kontrola" brzmi zbyt potocznie, więc została zastąpiona "monitorowaniem".
    • monitorowanie pracy dydaktycznej i wychowawczej oraz możliwość obiektywnego porównywania osiąganych przez szkoły wyników dzięki jednolitym zasadom przygotowywania sprawozdań
  • samorządów na razie nikt nie kontroluje, choć przecież nie można wykluczyć, że odpowiednia oferta może już leżeć na odpowiednim biurku w ministerstwie. ileż to haków! możliwości wyciągnięcia komuś złego zachowania w liceum czy absencji na lekcjach wychowania obywatelskiego muszą być bardzo kuszące. albo nauczycielka abacka nie wpisała uczniowi cabackiemu jedynki w terminie. i już można się spytać: dlaczego? dlaczego nie poinformowała o tym rodziców w ciągu 3 dni, czy nie stoi za tym jakiś układ?
  • oczywiście ja tu sobie drwię
    • bo nie wierzę, żeby "system" kontroli rozwiązywał w jakikolwiek sposób problem wagarów
  • ale, czego będę niestety osobiście doświadczał w najbliższych latach, trochę dziecko kontrolować trzeba. na przykład to, ile korzysta z komputera i co na nim robi. nie, nie w taki sposób jak osławiony program beniamin. zobaczcie, co dla dzieci pod choinkę szykuje apple :-)
16:33, reuptake
Link Komentarze (7) »
niedziela, 02 września 2007
  • niesfornie moje pięć blogdayowych blogasków opublikuję dzisiaj. czytam oczywiście całą masę blogów, "tych co wszyscy" ale jest kilka, które chciałbym wam polecić, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że mam małe szanse wstrzelenia się w wasze preferencje.
  • sam prowadzę w porywach do 5 blogów i aż się dziwię, że ich na mojej liście nie ma. niestety, są ode mnie lepsi:
    • ostry: 6 lat blogowania, 6 lat wpisów, z których wiele może konkurować z najlepszymi tekstami "młodej literatury". rozczaruje tych, których rozczarować powinien, jeśli nie wyczują ironii tam, gdzie powinni ją wyczuć i powagi, tam, gdzie ostry pisze o życiu i o piłce nożnej. napisałbym, że polski coupland, ale pewnie dostanę za to po uszach. o. napisałem.
    • webstop: chyba najlepszy obecnie blog "wokółinternetowy", widać, że bartkowi chce się pisać, a nie odwalać niechlujnie notki. zero zżynania z popularnych amerykańskich serwisów. bartek zamierza rozkręcać własny startup, dobrze by było, gdyby znajdował czas na webstop.
    • salonik internetstandard: piotrek z zespołem internetstandard wyszukuje czasem różne odczapowe informacje, które nie mieszczą się na "oficjalnych stronach". wystartował dobrze, teraz nieco obniżył loty, ale może dlatego, że ma mało kibiców? zaglądajcie i komentujcie częściej.
    • blog wojtka orlińskiego: to jest taki człowiek, który w każdej chyba formie wypowiedzi się odnajdzie. makowiec, lewicowiec, popkulturowiec, a przede wszystkim dyskutant, który jak nie ma racji, gotów jest przedefiniować pojęcie racji. często się z nim nie zgadzam, ale wole mu tego nie pisać w komentarzach.
    • wibracje marzeń :) "spontaniczny" blog anonimowego pracownika (zapewne działu HR, bo na geeka nie wygląda) firmy dream lab. zadziwiająca produkcja, opisująca wszystko (przeprowadzkę do nowej siedziby, wspólne picie kawy + masę odkryć typu "uważam, że w czasach Web 2.0 warto być nowatorskim i wychodzić na front w pierwszej linii, nawet jeżeli nie widać na horyzoncie oszałamiającego sukcesu") tylko nie to co najważniejsze: dokonania firmy. zdaje się, że to ma kusić potencjalnych pracowników. obawiam się, że kusi. no i ten tytuł...
  • a jeśli ktoś chce wiecej, to moja lista lektur (z których sam się odpytuję i na ogół wystawiam sobie słabiutką trójeczkę na szynach) wygląda mniej więcej tak.
21:41, reuptake
Link Komentarze (4) »