pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
czwartek, 10 września 2009

uwaga: interesująca propozycja na końcu tego wpisu, to nie jest przekręt ;-)

okazje się zdarzają. gdy kilka miesięcy temu dowiedziałem się, że można kupić bilet do nowego jorku za 500 zł (w obie strony), długo się nie wahałem. okazja, to trzeba brać. wprawdzie jak wynika z wpisu, dość sceptycznie podchodziłem do tego, czy polecę za tak małe pieniądze za ocean, ale tygodnie mijały, linie lotnicze nie odwoływały lotu... trzeba było rozejrzeć się za noclegiem. zrobiłem to zresztą trochę za późno.

hotele w nowym jorku są bardzo drogie, zacząłem więc szukać mieszkania do wynajęcia na tydzień. to dość popularna tam praktyka. poszukiwania rozpocząłem od craigslista, który ma specjalną kategorię dla tego typu ogłoszeń. swoją drogą fenomen craigslista jest czymś niesamowitym. strona jest fatalna w obsłudze (największy problem stanowiło dla mnie powiązania maila z konkretnym ogłoszeniem, nawet, jeśli w mailu jest numer ogłoszenia, to wcale nie jest łatwo daną ofertę znaleźć na craigsliscie), nie oferuje żadnych zabezpieczeń, a jednak działa. przejrzałem ogłoszenia, wysłałem kilkanaście zapytań i zacząłem otrzymywać odpowiedzi.

dwie z nich wydały mi się atrakcyjne na pierwszy rzut oka, w jednej z nich właściciel mieszkania oferował nawet transport z lotniska. ale coś mi nie pasowało. porównałem zdjęcia lokalu i okazało się, że choć mieszkania znajdują się w zupełnie innych częsciach nyc, część zdjęć jest identyczna. zapaliło mi się w głowie jakieś światełko, ale widocznie za słabo. napisałem do właściciela maila, żeby to wyjaśnił i zapomniałem o tych mailach.

dostałem też dużo odpowiedzi odmownych, więc sprawdzałem wszystkie, w których mi nie odmówiono, ciesząc się z każdej, wpadłem bowiem w lekką panikę, że nie uda się niczego znaleźć. interesujące wydały mi się kolejne dwie oferty: cena była świetna ($100 za noc to jak na NYC okazja), lokalizacja doskonała (wielki, nowoczesny apartamentowiec na manhattanie), ale było w nich też coś, co mi się nie spodobało. powszechną praktyką tam jest pobieranie kaucji od wynajmującego (a także przedpłata części sumy). tylko, że właściciele tych mieszkań chcieli kaucję z góry + przedpłatę. prowadziło to do takiej sytuacji, że płaciło się z góry więcej niż wynosiła suma za wynajem (w jednym przypadku proponowano wpłacenie $1050 przy koszcie wynajmu $750). oczywiście na coś takiego iść nie chciałem. wysłałem maile, że mogę owszem zapłacić połowę kosztu wynajmu, ale kaucję wpłacę na miejscu.

w tych dwóch ofertach, na które odpowiadałem, zastanowiła mnie jeszcze jedna rzecz. choć różniły się one od siebie, obie zawierały referencje od osób, które z nich wcześniej skorzystały. i referencje te były bardzo podobne: 1 kontakt do kogoś z wielkiej brytanii (mailowy/telefoniczny) i 1 kontakt do kogoś z francji/włoch (tylko mailowy). wszystkie e-maile były na yahoo.

trochę nie spodobał mi się też język jednego z maili, ale zwaliłem to na karb swojej nieznajomości rozmaitych lokalnych nowojorskich dialektów. błędy, od których się roiło, wyglądały na błędy kogoś, kto po prostu słabo pisze po angielsku.

po kilkunastu godzinach dostałem odpowiedź. i mocno się zdziwiłem. napisano mi, że mam rację i że nie ma problemu, kaucja będzie pobrana dopiero po przyjeździe. wystarczy, że podeśle szczegóły dot. wizy i biletu, a potem wpłacę $350 i rezerwacja zostanie dokonana. płatności miałem dokonać przez western union (i tu powinna się mi w głowie zapalić latarnia morska: na stronach craigslist jest napisane, że jeśli ktoś żąda płatności w ten sposób to jest na 100% scamerem, no doubt). ale jakoś mi się nie zapaliła, choć wątpliwości pozostały. przesłałem żądane informacje.

na szczeście pokazałem maila znajomej, której od początku cena mieszkania wydawała się podejrzana. zwróciła mi uwagę, że imię jednej osoby, od której można uzyskać rekomendację, a która rzekomo mieszka we włoszech, to imię hiszpańskie. a na dodatek męskie, co nie bardzo pasuje do "mrs" przed nazwiskiem. popatrzyłem dokładniej i odetchnąłem z ulgą: to nie było imię, tylko nazwisko. wszystko ok... tylko... to, co brałem do tej pory za nazwisko, było imieniem. włoskim. ale męskim.

dostałem z powrotem informację, która kompletnie pozbawiła mnie złudzeń. w mailu załączona była umowa najmu, wyglądająca jak najbardziej profesjonalnie. problem w tym, że odbiorcą pieniedzy miał być jakiś osobnik o zupełnie innym nazwisku (niegooglowalnym), mieszkający w londynie. szybko sprawdziłem ten londyński adres: hotel. i wtedy zrobiłem to, co powinienem był zrobić od początku: zajrzałem do nagłówków maili i zobaczyłem nigeryjskie ip.

potem podrążyłem jeszcze trochę. zdjęcia, które wyglądały jak zdjęcia od developera albo wręcz renderingi, pochodziły, podobnie jak opis lokalu, z jakiegoś ogłoszenia o sprzedaży mieszkania w tym budynku. druga oferta za podobną cenę też okazała się scamem. i też było to mieszkanie w dużym apartamentowcu. trudno jest sprawdzić, czy ono istnieje, natomiast łatwo uzyskać zdjęcia jednego z tysięcy mieszkań. na koniec wpisałem „nazwisko” wynajmującego i okazało się, że tym samym nazwiskiem posługiwano się przy innych scamach.

otrzymałem też, po dłuższym czasie, odpowiedź na pytanie, dlaczego w dwóch ogłoszeniach były te same fotki. fałszywą (z jakimś tłumaczeniem, że ktoś się pomylił) i prawdziwą (ip było tym razem z kenii).

co tu dużo mówić: prawie dałem się nabrać. na szczeście „prawie” zrobiło dużą różnicę. jestem wprawdzie pewien, że nie wpłaciłbym tych pieniedzy (nawet, gdybym nie miał żadnych wcześniejszych wątpliwości, pomysł z wpłacaniem kasy via western union do anglii by mnie otrzeźwił), ale przez większość czasu myślałem, że trafiłem na prawdziwą okazję. wydawało mi się, że robienie przekrętu dla 350 dolarów jest nieopłacalne, bardzo zmylił mnie fakt, że wynajmujący wycofał się z pomysłu pobrania kaucji z góry. wstyd mi trochę, bo ja, stary wyga, dałem się zrobić jak dzieciak. już nawet nie chodzi o te pieniądze, ale nie chciałbym wylądować wieczorem w centrum nowego jorku bez dachu nad głową.

skutek całej afery był taki, że zacząłem paranoicznie podchodzić do innych ogłoszeń. straciłem masę czasu na googlowanie, sprawdzanie ip i tym podobne rzeczy. w końcu znalazłem fajny lokal, ale nie przez craigslist, tylko via airbnb, stronę wyspecjalizowaną w takich transakcjach, zabezpieczającą wynajmujących przed podobnymi oszustwami (fajny pomysł, zobaczcie). na craigslist próby oszustwa stanowią ok. 20-30% wszystkich ogłoszeń, w tym pewnie większość tych „atrakcyjnych”.

nie ma chyba metody na 100% weryfikację ogłoszeniodawcy. ale ja już do końca życia będę zaglądał w nagłówki maili (problem w tym, że np. gmail nie dostarcza informacji o oryginalnym ip) i nie wyślę żadnych pieniedzy via western union, nawet mi to przez myśl nie przejdzie.

na pocieszenie: to nie jest moje pierwsze doświadczenie z nigeryjczykami. kiedy sprzedawałem ciuchy na butik.pl próbowali robić jakieś ściemniane zamówienia. zapłacili za kilka bluz z napisem "hwdp" i nie udało im się wycofać pieniedzy. można powiedzieć, że jestem do przodu (choć tak naprawdę, to mogłem tych bluz w ogóle nie wysłać).

i zapowiadana propozycja: jeśli chcecie polecieć do nowego jorku, to jest okazja. zupełnie serio. zbigniew sobiecki (of blip.pl fame) dysponuje 2 biletami. niestety, wypadek samochodowy, w którym brał udział z rodziną, spowodował, że nie może polecieć. jeśli więc ktoś z was ma czas na małą eskpadę w październiku, niech do zbyszka napisze. szczegóły są tutaj

13:11, reuptake
Link Komentarze (23) »