pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
środa, 31 października 2007
  • z google'a wyciekają już pierwsze informacje o szczegółach projektu nazywanego kodowo maka-maka, a oficjalnie opensocial. ma być to zestaw api, umożliwiających dostęp do informacji dotyczących użytkowników serwisów społecznościowych, związków między tymi użytkownikami (sieci społecznej) i ich aktywności w serwisach.
  • tyle mniej więcej wiadomo. za kilka dni okaże się, czy wiemy mniej, czy więcej. bo pytań pozostaje sporo:
    • dostęp... read/write, czy read-only?
    • jaki zastosowano model identyfikacji użytkownika? czy można użyć openid?
    • jak będzie można "miksować" ze sobą aplikacje?
  • na część z tych pytań odpowiada marc andreessen. google podzielił aplikacje na "containers" i "apps". containters to serwisy, w które można "wlepiać" rozmaite aplikacje. różnica pomiędzy opensocial a facebook platform jest z grubsza taka, że w facebooku jedynym możliwym kontekstem działania aplikacji jest sam facebook, w opensocial jest nim zaś każda zgodna z tym api aplikacja. zresztą adreessen otwarcie pisze, że sama koncepcja pochodzi od facebooka, rozwiązanie google'a poszerza ją tylko umożliwiąc dołączenie się dowolnych serwisów do sieci-(prawie)wszystkich-sieci społecznych.
    • andreessen dodaje także, że api ma być bardzo proste w implementacji (podobno wystarczy sam javascript). jednak z tego co pisze, prostota to dotyczyć będzie jednak głównie twórców "apps". twórcy "containerów" będą musieli się bardziej przyłożyć.
  • facebook to język basic sieci społecznych. bo sieci społeczne były jednak zabawkami. mniej lub bardziej ukierunkowanymi na jeden cel aplikacjami. tak jak w latach 70: kupowałeś kalkulator programowany albo prosty model konsoli atari, do którego wkładałeś różne cartrigde i grałeś.
  • i nagle pojawił się basic i można było "sobie poprogramować". jeśli basic ci w tym miejscu nie pasuje, drogi czytelniku, podstaw sobie c lub forth, czy co tam sobie chcesz, byle to coś pochodziło z czasów axla rose'a i kurta cobaina. niektórzy zresztą zrobili na basicu niezłą kasę, implementując go na różnych platformkach. basic, przy całej swojej prymitywności, był jednak hitem.
  • a potem przyszedł sun i powiedział: "dość". pamiętacie, jak chwytliwe było kiedyś hasło: "write once/run everywhere?". okazało się zresztą, i to dość szybko, że nie jest to aż taki atut, który rozkładałby na łopatki konkurencję.
  • opensocial przypomina mi "javę sieci społecznych". pozwala na pisania aplikacji, uruchamianych (teoretycznie) w dowolnym jvm (jaki stanowi zgodna ze standardem sieć społeczna).
  • oczywiście to tylko analogia, jedna z wielu jakie można snuć w związku z projektem google'a i partnerów (a już wiadomo, że pozyskano ich kilkunastu, w tym serwisy takie jak ning czy linkedin). warto jednak pamiętać o kłopotach, jakie miał sun, wdrażając swój nowy-lepszy świat. choćby tych, związanych z faktem, że konkurenci nie bardzo chcieli pogodzić się z dyktatem jednej firmy na ważnym rynku. a google też przecież ma konkurentów.
    • microsoft (kupił okruszek facebooka...)
    • yahoo (jakby ostatnio zawsze krok spóźnione)
    • no i facebook (sprzedał właśnie okruszek siebie microsoftowi, co prowadzi nas do klasycznej basicowej pętelki).
  • opensocial to nie jest rozwiązanie z marzeń. nie przyznaje tak naprawdę racji bytu "sieci społecznej" jako takiej. co najwyżej pozwala sieciom (nadal rozproszonym, powielającym te same dane, kontrolowanym przez korporacje) wymieniać dane. nie rozbija silosów: wierci w nich małe otworki, przez które wpada trochę świeżego powietrza. ma pewnie jeszcze więcej wad. dlatego zapewne się przyjmie. jak myślicie?
16:35, reuptake
Link
wtorek, 30 października 2007
  • miało być tak pięknie, mieliśmy wszyscy tworzyć wikipedię i dziennikarzyć obywatelsko (a w przerwach współtworzyć wizualną reprezentację rzeczywistości na flikrach i porządkować jej medialny obraz na diggach).
  • a wyszło jak zawsze.
    • screen pochodzi z serwisu, który reklamuje się jako web 3.0 i "niekontrolowany przepływ anonimowych myśli".
  • i może to jest dobra definicja tego modnego trendu? polegającego na tym, że każdy może napisać cokolwiek i niestety, na ogół to robi...
19:43, reuptake
Link Komentarze (8) »
piątek, 26 października 2007
  • czyżby sieci społeczne nie pasowały do wywodzących się z czasów bańkowych portali? wygląda na to, że tak. jak zauważył techcrunch, yahoo zamknęło właśnie social network o nazwie yahoo 360°.
    • techrunch zauważył też, że faktu tego prawie nikt, poza niektórymi użytkownikami yahoo 360° nie zauważył.
      • ja z kolei zauważam, że w polsce chyba i samego serwisu nikt nie zauważył, nawet, gdy jeszcze działał. ja miałem tam konto, potrzebowałem coś sprawdzić i pomysł połączenia serwisów oferowanych przez yahoo siecią społeczną wydał mi się interesujący i dość dobrze wykonany, ale jednak widocznie nie było w nim "tego czegoś", co decyduje o sukcesie.
  • zauważmy, że nasze portale też nie najlepiej radzą sobie z integracją sieci społecznych. albo inaczej: w większości nawet nie chcą sobie radzić.
  • onet nigdy się tym tematem nie zajął. onet ma masę blogów, wspaniałe fora z ? jak raczył się wyrazić CEO tego interesu ? wyłącznie wysokiej jakości user generated contentem. do tego digart i zero sieci społecznej. i żyje? żyje.
  • podobnie wp. wp zresztą do tzw. społeczności podchodzi w ogóle specyficznie. mogli zrobić z mp3.wp.pl drugiego (pierwszego?) myspace'a, a zrobili coś takiego...
  • podobnie bez sieci społecznej obywa się o2. tam chyba tzw. społeczności rozwinięte są zresztą najsłabiej. fora i niewiele więcej. 11 miejsce w ostatnim megapanelu.
  • gazeta chyba najszybciej ruszyła z serwisem ludzie. ruszyła i zaryła się w miekkim gruncie bezradności. profile dostępne tylko dla zalogowanych, zero przecinek zero zero jeden funkcjonalności, brak integracji z blogami i forami... zapewne jeszcze gdzieś w folderze u tebe leżą kwity, które na ten temat pisałem. albo nie leżą, bo z tego co pamiętam, firmowe skrzynki szybko się przepełniają. 
  • jedynym portalem, który social-networkingiem zainteresował się na poważnie była interia. serwis znajomi działa już od jakiegoś czasu. i co? i chyba nic. nie dało to interii żadnego "kopa", choć sam serwis jest dość "poprawny" (psuje go tylko nadmiar reklam). ale to nie koniec, jak wiadomo, interia sypie pomysłami jak z rękawa.
    • spójrzcie choćby na spis! niedługo bedzie to trzeba podzielić na oddzielne podstrony, a może i wyszukiwarkę zrobić?
      • jest nasz ulubiony stefan :)
    • kolejny strzał interii to gremia.
      • jest to serwis dla zamknietych mikrospołeczności. takie zamknięte serwisy bardzo trudno promować. skoro są zamknięte, nie za bardzo można je pokazać od środka.
      • ale interia idzie dalej. w ogóle nie promuje gremiów. na głownej stronie linka nie ma. w spisie serwisów, o którym pisałem powyżej: też nie. 
        • przyznam się, że pamietałem o tym serwisie, ale nie pamiętałem jego nazwy. szukałem go po interii chyba z 15 minut, już zacząłem się zastanawiać, czy czegoś nie pomyliłem. ale nie. gdzieś tam, pomiędzy giełdą a grosso (społecznościowy e-commerce, proszę...) są zakamuflowane gremia. wróżę im wielki sukces. ukryty oczywiście.
  • może więc social-networkowy święty graal nie jest wcale czymś, co "rządzi" siecią. portale, mówiąc trywialnie olały social-networking i w megapanelu trzymają się mocno. zadecydowały o tym różne czynniki, trochę nieudolności, trochę problemów z integracją tego, co już jest, ale przede wszystkim jest to świadome działanie. nikt nic sensownego nie zbudował, nikt też nic (grona? goldenline?) nie kupił. 
    • widocznie nie chciał, na tyle, żeby kupić. bo jakby chciał, to by kupił.
  • na blogu read/write web trwa dyskusja "google a facebook". zapoczątkował ją artykuł w forbesie, którego autor twierdzi, że google się facebooka "boi". że traci utalentowanych pracowników (facebook może jeszcze nieźle zarobić, gdy wejdzie na giełdę, google ma to już za sobą).
    • dziwne nie jest. jeżeli taki benjamin ling pracował jako główny twórca systemu google checkout, to miał bardzo interesującą pracę. ale jeśli zaproponowano mu nadzorowanie budowy całego facebook platform, to chyba wybór jest jasny.
    • druga kwestia: google tworzy rozwiązania dla całej sieci, a nie dla zamkniętego silosa, jakim jest facebook. czym większa sieć, tym lepiej. a tym większa sieć im mniejszy silos.
  • google zachowuje się (na razie) jak niektóre polskie portale. owszem, widzi w socialnetworkingu "jakąś wartość", ale nie "koncentruje wysiłków". odpala rakietę, ale oszczędza na paliwie. rakieta trafia ląduje gdzieś w brazylii. w brazylii orkut jest silny. i to tyle. 
  • alex iskold pisze, że google i facebook działają w dwóch zupełnie różnych obszarach. facebook to jednak głównie zabawa. do facebooka trzeba się logować. a co z googlem? po prostu wchodzisz do sieci i google tam wszędzie jest. jak nie search, to reklamy.
    • poza tym facebook marnie zarabia jak na razie i dopóki nie udowodni, że potrafi zarabiać, google nie musi się go obawiać (co nie znaczy, że google nie ma problemów, ale są to głównie problemy nie związane z facebookiem). 
  • są też jednak odmienne opinie. google rządzi wyszukiwaniem w sieci... to może microsoft zdominuje wyszukiwanie w facebooku? a jak już będzie mocny w facebooku, jeśli zacznie się facebookowym użytkownikom kojarzyć z wyszukiwaniem.. kto wie. może i google'owi dać się mocno we znaki. microsoft+facebook vs google? trudno tu jednoznacznie wskazać zwyciezcę.
  • ale google też ma jakieś asa w rękawie. poczekajmy, co zostanie ogłoszone na początku listopada. ciekawe, czy obudzi to nasze giganty. no dobrze: giganciki.
17:20, reuptake
Link Komentarze (19) »
wtorek, 23 października 2007
  • krzysztof urbanowicz przytacza słowa megazadowolonego bartosza węglarczyka, który chwali się, jakim to "oszałamiającym" (dobrze, że nie "porażającym") sukcesem był blog "kampania 2007". podobno, podczas debat wyborczych był jednym z najpopularniejszych miejsc w sieci był właśnie ten blog. nie ma żadnych danych na ten temat, ale chyba nie dziwi, że blog podlinkowany na głównej stronie jednego z największych polskich portali i poświęcony wyborom w telewizji, był popularny w trakcie telewizyjnych debat.
  • autorzy zamierzają iść za ciosem i poprowadzić kolejnego bloga, tym razem poświęconego telewizji (już nie wyborczej).
    • ten scenariusz gazeta jako taka ma przećwiczony, też zaczynała od dziennika "wyborczego"
    • żeby było trudniej, we wpisie zapowiadającym nowy blog, nie jest on podlinkowany. ale h4x0rzy tacy jak my sobie poradzą i adres znajdą.
  • i faktycznie, wyprowadza od razu mocny lewy sierpowy, informując (dziś, tj. we wtorek!), że, uwaga, uwaga, "tvn24 okradzione!"
    • bartosz węglarczyk odczekał do zakończenia ciszy wyborczej. potem, dla bezpieczeństwa, poczekał jeszcze trochę. nie wiadomo przecież, jakie będą wyniki. już chciał publikować tę szokującą informację, ale zastanowił się, czy warto narażać życie, skoro jeszcze 1% głosów nie dotarło. dopiero we wtorek rano ujawnił fakty.
    • fakty, o których pół internetu wiedziało w niedzielę wieczorem, a drugie pół w niedzielę w nocy.
    • fakty? jakie fakty?
      • po pierwsze możemy się tylko domyślać, co zaszło. węglarczyk pisze o "wykradaniu". tvn24 opowiadał coś o "hackerach", potem o "najbardziej zaawansowanych userach". cały coverage jest u olsa.
  • tak sobie tu drwię z refleksu węglarczyka, ale czy reszta blogosfery nie dała się ponieść innego rodzaju emocjom? piotrek wrzosiński już wymierza karę miliona złotych. dlaczego? bo to ładnie brzmi w tytule. "jak wydać milion w minutę". mocniejsze nawet od "zapomnijcie o e-mailach". dobrze zdaję sobie sprawę, że blogi są od tego, by wyrażać opinie subiektywne, stronnicze i niekoniecznie wyważone, ale jestem też przekonany, że sam autor notki nie wierzy w to, że akurat za to przewinienie tvn24 otrzyma najwyższy wymiar kary.
    • chociaż, jak sprawdziłem, przepisy mówią wyraźnie: 0,5 mln do 1 mln. i tu wychodzi kolejny idiotyzm "ciszy": za agitację płaci się od 5 tys, za podanie wyników sondaży 0,5 mln? wyobraźmy sobie pracownika firmy badawczej, który na jakimś niszowym forum publikuje wyniki. jest załatwiony do końca życia. i jego dzieci też. z drugiej strony 0,5 mln dla ITI to zupełnie inna kwota, prawda? moim zdaniem, widełki powinny być jednak szersze. albo inny przypadek: ktoś opublikuje wyniki 1 min przed zakończeniem głosowania. jakoś nie wydaje mi się sprawiedliwe puszczanie go z torbami, tylko dlatego, że spieszy mu się zegarek. co nie znaczy, że nie powinien jakieś mandaciku nie zapłacić.
  • kolejna kwestia, która się z tym wiąże, to kwestia obowiązywania ciszy wyborczej. rozumiem, że takie tvn jest w stanie wysłać swojego przedstawiciela do PKW i nasłuchiwać, kiedy PKW da znać, że cisza się skończyła. ale szary żuczek-bloger? czy obowiązkiem jest włączenie sobie telewizji i czekanie, aż zakończy się cisza? od kiedy to telewizyjny przekaz jest źródłem prawa?
  • nie jestem tu przeciw samej idei ciszy wyborczej. zwłaszcza w naszym kraju taki dzień-dwa spokoju (szczególnie w dniu głosowania) przydaje się i to bardzo. ale to jednak jest fikcja, z którą chyba będzie trzeba się pożegnać. mamy takie narzędzia jak mmsy, maile czy blip, gdzie "przecieki" mogą rozejść się momentalnie, a jednocześnie trudno mówić o łamaniu prawa (wysłanie informacji do 20 znajomych, to nie podanie do publicznej wiadomości, a że te 20 osób może w 10 sekund poinfomować kolejne 400 osób, a te 400 kolejne... to już jest inna kwestia). a jest co podawać: mamy też webankietę, gdzie każdy może sobie zrobić sondaż opinii w kilkanaście minut. i tu jeszcze jedno pytanie: czy wyników sondażu niereprezentatywnego też nie można podawać? jeżeli pytań jest więcej niż odpowiedzi, może lepiej sobie darować ciszę.
13:22, reuptake
Link Komentarze (5) »
piątek, 19 października 2007
  • jutro, 12:00, bootstrap. tym razem znowu z prezentacjami, będzie m.in. bardzo ciekawe wystąpienie o nozbe.com (dla tych, którzy nie byli na ostatnim innowatorium: nozbe to przykład, że można robić biznes internetowy na światowym rynku. biznes może nieco niszowy, ale całkiem lukratywny).
  • wczoraj w zacnym towarzystwie oglądałem prezentacje rozmaitych spotkań, jakich namnożyło się nam ostatnio. bootstrap ma długą historię, a to zobowiązuje. ostatnio trochę brakowało nam pary, ale mamy mocne postanowienie, żeby przywrócić spotkaniom na chłodnej dawną świetność :) dlatego zapraszamy szczególnie na jutrzejsze spotkanie. a jeśli ktoś chce włączyć się w nasze działania, podzielić się wiedzą z innymi bootstrapowcami, jutro można o tym porozmawiać.
11:37, reuptake
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 października 2007
  • marta klimowicz pisze, że blogosfera jest nudna. no i ma trochę racji.
  • gazety (lub czasopisma) nudne być nie mogą, bo ludzie za nie płacą. dlatego papierowe wcielenie marty klimowicz odrzuca myśl, że "pisanie o twitterze czy facebooku to dodawanie internetowi wirtualności" i wali prosto z mostu w ostatniej polityce:
    • "zapomnijcie o komunikatorach wszelkiej maści, darujcie sobie wysyłanie e-mail. teraz liczą się tylko dwa miejsca: facebook i twitter"
  • no, to się nazywa mocne otwarcie. na pewno nie jest nudno. marta klimowicz niniejszym zaserwowała 100% dawkę amnezji kilkuset milionom użytkowników komunikatorów i pewnie miliardowi użytkowników maili. zapomnijcie. od jutra. nie od jutra: od dziś. przestańcie używać. tako rzecze klimowicz.
  • ja rozumiem, że trwa kampania wyborcza i jak się nie pojedzie czymś mocnym, to ciemny lud nie kupi. ale czemu blogosfera wkraczając do opiniotwórczych dzienników tygodników musi posługiwać się retoryką z tabloidów? żeby przekonać, że nie jest nudna?
czwartek, 11 października 2007
  • jest tak po fowa, że zupełnie nie mam czasu pisać. dobre relacje z kilku spotkań znajdziecie m.in. na webstopie (cytat z bartka: "odkąd wróciłem z fowa cierpię na deficyt czasu" -- może jest to wiec zarazliwe?)
  • powiem tylko ogólnie, że pojechać było warto. choćby po to, żeby zobaczyć, że nie święci garnki lepią
    • np. pownce'a, o którym swego czasu rozpisywało się pół tech-blogosfery napisała jedna, młoda i niezbyt jeszcze doświadczona programistka, a ile szumu! :-)
  • byłem zainteresowany głównie kwestiami związanymi "presence", które mógłbym wykorzystać w blipie i nie zawiodłem się. temat ten pojawiał się bardzo często, kulminacją było superciekawe wystąpienie o "ambient intimacy". no a wisienką na torcie okazał się dzisiejszy news o kupieniu jaiku przez google'a.
  • przy okazji przeżyłem też kilka fascynujących dni na zwiedzaniu londynu, w którym wcześniej nie byłem, a tekst "mind the gap" wrył mi się mocno w pamięć. cywilizacyjny "gap" pomiędzy warszawą a londynem jest prawdziwą przepaścią. ale cóż zrobić. trzeba kodować swoje.
17:16, reuptake
Link
poniedziałek, 01 października 2007
  • już za kilka godzin wylatuję do londynu na FOWA. w planach spotkanie polsko-polskie, dwa dni konferencji, spotkanie openid foundation europe, a także sporo spottingu i zwiedzania. na bloga pewnie nie znajdę czasu, ale sms/mms na blipa będą zapewne wysyłane. relacja na bieżąco na moim bliplogu, a po powrocie (za tydzień, bo zabawię odrobinę dłużej) pewnie i tutaj.
22:33, reuptake
Link Komentarze (2) »