pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
środa, 29 października 2008
  • tym razem linkedin skorzystał z dobrodziejstw opensocial i wprowadził do serwisu możliwość dodawania aplikacji firm trzecich. jak pisze techcrunch aplikacje są poddane selekcji przez linkedin, ograniczona jest także liczba widżetów, które możemy zainstalować w naszym profilu; również sposoby monetyzacji poddano pewnym restrykcjom. nie zmienia to faktu, że od dnia, w którym uruchomiono platformę, mamy dostęp do całkiem sporej liczby przydatnych widżetów, takich jak box.net, slideshare czy sprytny agregator blogów bloglink, dzięki któremu możemy w prosty sposób czytać blogi osób, które dodaliśmy do znajomych na linkedin.
  • każda aplikacja jest dobrze opisana, a opis ten uzupełniony jest filmem prezentującym jej działanie. linkedin wyraźnie próbuje się tu odróżnić od facebooka czy myspace, starannie dobierając i prezentując ofertę rozszerzeń profilu.
  • spróbowałem użyć box.net i było to pozytywne doświadczenie... z jednym wyjątkiem, a dotyczył on zakładania konta. nie, żeby proces zakładania konta w box.net był jakiś szczególnie skomplikowany, wręcz przeciwnie, zrezygnowano nawet z rytualnego podwójnego podawania hasła, ale skoro jestem gdzieś zalogowany... to czemu mam tworzyć jeszcze jakieś inne konto?
  • i tu pojawia się openid, które ostatnio zyskało wsparcie microsoftu. problem w tym, że jest to kolejny provider tożsamości. wprawdzie lista serwisów, które wspierają logowanie openid również rośnie, ale jest to przyrost wolniejszy i odbywa się na ogół "od drugiej strony", od strony długiego ogona. najwięksi chcą zostawać dostawcami tożsamości, a mniejsi chcą z tego korzystać. tym niemniej poparcie microsoftu jest tu ważne. i może za jakiś czas nie będzie już trzeba tworzyć osobnych kont dla miniaplikacji. 
10:18, reuptake
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 października 2008
  • wróciłem z berlina, gdzie uczestniczyłem w konferencji web 2.0 expo i na szybko krótkie podsumowanie: nie jest dobrze z web 2.0.
  • oczywiście business as usual, tim o'reilly dość przekonywująco pokazywał, że te wartości, które stara-nowa-łebdwazerowa fala wniosła do internetu są trwałe, yossi vardi (inwestor w icq i kilka innych biznesów) brylował i wzbudzał salwy śmiechu, gdy opowiadał iż najważniejsze, by enterpreneur miał żydowską matkę, a każda firma potrzebuje tylko jednego klienta: tego, który ją kupi, ale wigor, którego resztki jeszcze można było odczuwać na fowa rok temu, gdzieś się ulotnił. dalej vc byli adorowani
    • swoją drogą to fenomen kulturowy, ten kult vc, otoczonych romantyczną niemalże otoczką genialnych hazardzistów biznesu, którzy są w mitologii łebdwazera tym, czym byli bogowie w mitologii greckiej: potężnymi postaciami, które wpływają na losy innych, ale nadal jakoś bliskimi ludziom, ze swoimi wadami i słabościami; przedsiębiorcy byliby bohaterami w tej analogii, zależnymi od bogów, ale czasem wymykającymi się im spod kontroli. cóż, każda epoka potrzebuje swoich mitów.
  • dalej młodzi przedsiębiorcy prezentowali swoje startupy ze sporym entuzjazmem (i bardzo sprawnie, chciałoby się rzec: profesjonalnie). gorzej tylko, że za doskonałymi elevator pitchami nie szły w parze ciekawe pomysły.
  • o ile pewne zblazowanie łebdwazerowością dało się zauważyć już od jakiegoś czasu
    • sam mu od czasu do czasu ulegam
  • to zmęczenie jest objawem nowym. to już może nawet nie zmęczenie, ale i zniecierpliwienie. ile można słyszeć o "nowym serwisie pozwalającym użytkownikom przeglądać swoje zainteresowania przez bluetooth", skoro giełda gore. kryzys, to słowo klucz, które otwierało prawie każdą prezentację, czasem przylepiano je nieco na siłę, rytualnie, traktując jako minutę ciszy. jakby nie można było mówić o żywych, nie wspominając o zmarłych. starych, dobrych czasach.
  • i tak to się toczyło. wystąpienie za wystąpieniem, prezentacja za prezentacją (sporo było odwołanych, co imho też jest znaczące). ostatnim trendem, który jeszcze próbuje być żywy, jest sprzedawanie aplikacji łebwazerowych do przedsiębiorstw (ostatnio różnych twitteroidów). bo oni jeszcze płacą. ale to chyba łabędzi śpiew tej generacji serwisów.
  • "spotkamy się z państwem po przerwie".
23:24, reuptake
Link Komentarze (6) »
niedziela, 19 października 2008
  • korporacje.pl (Sławomir Domagała)
  • Polskie społeczeństwo staje się coraz bardziej podobne do tych społeczeństw z zachodniej Europy, tzn. interesują na losy pracowników korporacji, wspieramy akcje charytatywne.
  • Na portalu korporacje.pl byłyby umieszczane informacje o losach pracowników w konkretnych firmach, fabrykach, pensjach pracowników w tych korporacjach, pochodzeniu składników z których produkowane są towary, lecz ten informacje mogliby umieszczać tylko pracownicy korporacji. Administracja weryfikowałaby, czy ktoś jest pracownikiem konkretnej firmy na podstawie zdjęcia umowy o pracę. Każdy też miałby możliwość umieszczania informacji o tym jakie korporacja wspiera akcje charytatywne lub odnośniki do artykułów na temat tej korporacji.
  • niezależnie od sensowności całego pomysłu, który wydaje się trochę zbyt szeroki (nie bardzo rozumiem, o jakie korporacje tu chodzi, czy o losy pracowników iti czy agory, czy raczej pracowników sweatshopów gdzieś w azaji?), rozwiązanie polegające na weryfikowaniu umów o pracę wydaje mi się chybione. whistleblowers mają prawo do całkowitej anonimowości i nie będą skłonni wysyłać umów do weryfikacji.
  • miałem sam pomysł idący w podobnym kierunku, ale też różniący się zasadniczo. Według mojej koncepcji NIC nie byłoby by sprawdzane (poza ewidentnymi odpałami w stylu "ufo przejęło sieć komórkową plusa"), a serwis umieszczony byłby poza granicami polskiej jurysdykcji (pewnie z the pirate bay dałoby się bez problemu dogadać), a dostęp byłby zanonimizowany. i byłby to portal konsumencko/pracowniczy, z naciskiem na to pierwsze.
12:02, reuptake
Link Komentarze (10) »
środa, 15 października 2008
  • dwie refleksje po wizycie andy''ego budda i wysłuchaniu jego prezentacji.
  • pierwsza z nich dotyczy w gruncie rzeczy granic metafor, jakimi posługiwał się andy w swoich prezentacjach. najczęstszą z nich była metafora budynku. zwłaszcza w pierwszej prezentacji bootstrapowej, andy porównywał strony internetowe do obiektów architektury. muszę przyznać, że działało to na wyobraźnię, ale każda metafora ma swoje granice i ta również. po przemyśleniu, te granice zaczęły się wyłaniać bardzo wyraźnie.
  • pierwsza różnica - i tu nie będę specjalnie odkrywczy - to kwestia tego, że budynki budowane są by się nie zmieniać, zaś serwisy internetowe - wręcz przeciwnie. stąd projektując budynek staramy się by spełniał on wszystkie potrzeby użytkowników w tym stanie, w którym powstał, zaś projektując stronę internetową staramy się by w przyszłości można było ją rozbudować.
  • druga różnica to wynik bardziej lokalnego spojrzenia. stety, czy niestety, w naszym kraju dominuje coś, co nazywam "taktyką pola namiotowego". duzi gracze nie koncentrują się na stawianiu wypasionych budynków. zamiast tego rozbijają namioty, stawiają "szczęki", klecą dość bylejakie budki, chętnie posługując się prefebrykatami: zajmują teren. trudno odmówić temu sensu biznesowego, tak jak niewątpliwy sens biznesowy miały w latach 90 wszechobecne bazarowiska, wołające pod wzgledem estetyki o pomstę do nieba, a jednak działające i generujące przychody. jak więc zastosować wskazówki, o których mówił andy, skoro celem jest po prostu "zajęcie niszy" i "obecność"? robienie wykładu na temat marketingu zapachowego gościowi, który sprzedaje w upalny dzień cielęcinę z brudnego żuka jest chybione. różnicę pomiędzy światem, o którym mówił andy, a tym co mamy tutaj, dobrze obrazuje przykład firmy obvious, która stworzyła twittera i w obliczu jego sukcesu dość szybko pozbyła się swojego innego produktu. u nas zapewne zamiast czegokolwiek  się pozbywać, po roku aspirowałaby do miana portalu, tworząc fafanaście innych serwisów. wracając do budda i jego prezentacji: namioty buduje się trochę inaczej niż budynki. mając daną grupę docelową, która i tak nie opuści danego poletka (bo tam, za miedzą, mówią w obcych językach), dlaczego mamy się starać? niech serwis spełnia podstawowe potrzeby z piramidy maslowa a będzie dobrze. jak nie będzie dobrze, to... nie, oczywiście, że się go nie zamknie, ale postawi się kilka innych, podobnych namiocików, może tam się użytkownik poczuje swojsko. nie ma czasu na refleksję, na dbanie o szczegóły, bo jeśli "stracimy" na to czas, okaże się, że na upatrzonym poletku swój baraczek postawiła konkurencja.
  • druga refleksja dotyczy granic badań usability. z rozmów, które prowadziłem z andym przez weekend, można było odnieść wrażenie, że traktuje on usability bardzo praktycznie i jest świadom jego ograniczeń. to bardzo mnie ujęło, trudno się bowiem rozmawia z kimś, kto uważa, że whateverity jest panaceum na wszystko i gotową receptą na sukces w proszku, dodać wrzątek, wymieszać i gotowe. bodajże michał z nozbe zapytał o testy usability dotyczące pozyskiwania płatnych kont i czy można jakoś, dzięki badaniom, radykalnie poprawić sprzedaż. otrzymał odpowiedź, że owszem, można zbadać czy miejsce, w którym proces zakładania płatnego konta się rozpoczyna jest widoczne dla użytkownika, a następnie zbadać cały proces, ale tak naprawdę, testy usability to testy usability. a nie testy propozycji biznesowej, która może być nieatrakcyjna, nawet jeśli jest doskonale widoczna i świetnie dopracowana pod względem użyteczności. usability jest więc dobrym narzędziem, ale jednak działającym dość "atomowo", na pojedynczych procesach. jest jak "zawartość kaloryczna" dla potrawy. potrawa kaloryczna może być całkiem niesmaczna (pomijam tu fakt, że coraz wiecej osób je, żeby się odchudzać).
  • ale nie o tym chciałem pisać. wydaje mi się, że są też inne granice badań usability, chyba, że już wymyślono jak je przełamać. dotarliśmy do nich kiedyś pisząc blipa. owszem, można było przebadać proces zakładania konta. proces pisania wiadomości. proces aktywowania komunikatora i setki innych procesów. ale jak przebadać np. to, czy nie wysyłamy za dużo komunikatów? czy kokpity mają właściwą treść? blip i nie tylko blip, to aplikacje stricte społeczne. jesteśmy tam ze znajomymi. kiedy nie mamy znajomych, tracą cały sens.
    • załóżmy, że testujemy, ile komunikatów powinien otrzymywać użytkownik, tak by był zadowolony. być może średnio 20 komunikatów dziennie to za dużo. ale jeśli użytkownik ma w serwisie 5 naprawdę bardzo bliskich mu osób? 20 a nawet 40 dziennie może okazać się zupełnie akceptowalną liczbą. a jeśli są to osoby, które on ledwo zna, to i 5 może go drażnić. jak to przebadać? symulowanie znajomych? "wyobraź sobie, że ten użytkownik to kolega z pracy, a tamten to twój brat"? takie symulacje są bez sensu. można posadzić usera przed interfejsem i kazać mu komunikować się z maszyną, ale zasymulować jego sieć społeczną jest niezwykle trudno. przypomina to testowanie wnętrza dyskoteki na pojedynczych osobach. zapraszamy kogoś do pustej sali i pytamy, czy dobrze się czuje albo śledzimy jego zachowania. nie można dobrze się czuć będąc samemu na imprezie, #epic fail. ok, możemy poustawiać tam statystów. nadal #fail. nie chodzimy na imprezy poprzebywać wśród losowej próbki osób. stąd testując blipa próbowaliśmy zrobić coś w rodzaju "testowej imprezy" zapraszając kilkanaście osób, które mogły się znać i pozwalając im zaprosić jeszcze kilka, tak, żeby powstało środowisko testowe, przypominające to, co będzie działo się później w serwisie. to już jest całkiem niezłe przybliżenie.
    • nazywam to roboczo "crowdtestingiem". testowanie aplikacji społecznych, zwłaszcza tych, w których komunikacja następuje synchronicznie i w czasie rzeczywistym, to zupełnie nowa działka, która wydaje mi się bardzo ciekawa.
  • ps. scribefire, w najnowszej wersji, ssie strasznie (nie daję linka, bo nie zasłużyli). filiptepper i opi, który uratowali tą notkę, rządzą.
14:21, reuptake
Link Komentarze (16) »
niedziela, 12 października 2008
  • wisisz.mi (Artur R. Czechowski)
  • Wprowadzenie: często zdarza się, że egzystujemy w pewnych w miarę stałych grupach, w ramach których dokonujemy mikropożyczek. Na przykład idziemy z cow-orkerami coś przekąsić, pani w kasie nie ma drobnych, ja nie mam drobnych, za to Józek ma aż nadto. Biorę od niego 2.50PLN. Następnego dnia zamawiamy pizzę, Józek dla odmiany nie wziął portfela, ale za to Mietek zapłaci za niego te 30PLN. W piątek po szychcie idziemy na piwo, ale Mietek zapomniał karty do bankomatu. No to mu pożyczam te dwie dychy. To teraz dokonajmy bardzo skomplikowanych obliczeń :) i przekonamy się, że tak naprawdę ja nie muszę nic oddawać Józkowi, Józek jest winny Mietkowi
    27.50, za to Mietek mi 17.50. Przypuszczam, że na dłuższą metę bilans wyjdzie okołozerowy :)
  • Pomysł jest taki, aby to wszystko wrzucać w system, który będzie to wszystko bilansował i na życzenie przedstawiał aktualne wzajemne zobowiązania użytkownika i grupy.
  • Mam nawet zamiar coś takiego napisać, ale to raczej dla własnego użytku w ramach rozliczeń z kumplami z pracy. Odnoszę niejasne wrażenie, że zainteresowanie takim systemem mogłoby być większe, ale tu już przydałby się jakiś model biznesowy, którego nie posiadam. A płacić samemu za kolokację serwera tylko po to, żeby jacyś obcy ludzie mogli się bilansować w grupie to mi się nie chce ;)
  • mam wrażenie, że sam autor nie traktuje tego pomysłu jako wielkiej idei biznesowej. i dobrze. ale sama idea jest intrygująca. jaki to musiałby być system? dwa warunki: bardzo prosty w obsłudze (może nawet bez logowania?) i w pełni mobilny.
  • mój pomysł: może ktoś to zrobi w oparciu o blipa? zawsze można taką mikropożyczkę wysłać smsem lub nadać za pomocą mobilnego blipa, nie mówiąc już o tym, że gdy mamy do dyspozycji komputer, to wystaczy jabber czy gadu. mógłby to być po prostu bot. problemem może być definicja grup, ale i tę kwestię da się rozwiązać. zresztą jest już pewien twitterowy precedens...
21:51, reuptake
Link Komentarze (27) »
czwartek, 09 października 2008
  • planeo.pl (Przemek Bryndza)
  • zastanawiałem się nad nową stroną związana z handlem nieruchomościami, a raczej z ich prezentacją
  • w mojej wizji lepszego świata osobom wystawiającym mieszkanie/dom poprzez tą stronę dałoby się edytor pozwalający zarysować plan tego mieszkania/domu, dzieląc na pokoje, wyróżniając drzwi, okna, schody, może nawet umieszczać na planie meble itd., dodatkowo pinezki umieszczane na planie, do których można odnieść się w opisie obiektu, a także przypiąć w odpowiednich miejscach fotografie itd.
  • myślałem też, oprócz formy 2D, wprowadzić prezentację 3D wraz z odpowiednim edytorem, który umożliwił by lepiej sprezentować mieszkanie, a sam edytor w moim wyobrażeniu wyglądać by miał jak w Simsach, wraz z możliwością wytapetowania tego "modelu" i wymeblowania aby powstała ogólna wizja mieszkania/domu
  • kiedy świat ruszy do przodu myślałem też o wyposażeniu całości w katalog właśnie tych mebli itd., który uzupełniać mogli by producenci (IKEA, itd), a użytkownik umiejscowić je i za pomocą programu (wzbogaconego o Blendera jakoś) przemieszczać się po mieszkanku jak w FPSie (acz to już ambitne plany na rok 2015 :))
  • sam edytor myślałem o zrealizowaniu za pomocą JavaScriptu (którego kiedyś liznąłem), acz by to można tylko użyć na etapie 2D (przynajmniej dopóki obsługa XML-pochodnych technologi i/lub canvas nie będzie powszechna), więc sensownym rozwiązaniem wydało mi się ino Flash, którego od środka nigdy na oczka nie widziałem, gdyby ktoś się za to brał chętnie wziąłbym w tym udział, acz nie mam papierów na umiejętność korzystania z html, a cała moja wiedza to kilka książek i niezliczone godziny w internecie
  • nie mam pojęcia jak na tym zarobić, a samo udostępnianie takich planów domów/mieszkań spotkało by się pewnie z burzą, że złoczyńcy mogli by wykorzystywać to do czynienia zła.
  • teleaudio: dobrymi chęciami wybrukowane są a) wnioski kredytowe, b) biznesplany, c) piekło, d) pizza.
  • pomysł na lepszą przezentacje nieruchomości jest zapewne niezwykle słuszny. i pewnie wszyscy by chcieli, żeby w serwisach ogłoszeniowych dostępny był trójwymiarowy model mieszkania, tak dokładny, że można zajrzeć za szafę i pod dywan, a nawet popukać kursorem po glazurze, żeby się upewnić, czy kafelki nie odpadną. problem tylko w tym, że jakoś trudno znaleźć sponsora, który za do zapłaci.
  • chyba że koniunktura się zasadniczo odwróci. do tej pory mieszkania były towarem szybkozbywalnym, zanim wprowadziłbyś koordynaty stolika w dużym pokoju do blendera, zadzwoniłoby 5 agentów nieruchomości, a jeśli cena byłaby atrakcyjna, nie skończyłbys układać tekstury dywanu, bo musiałbyś wychodzić do notariusza. teraz to się zmienia, ale jeszcze nie do tego stopnia.
  • takie technologie na pewno wejdą, przy domach, przy mieszkaniach budowanych przez developerów (którzy mogą "maszynowo" przełożyć plany na modele 3d). na razie to jednak sporo kosztuje. a mieszkanie i tak trzeba obejrzeć, żaden model go nie zastąpli.
  • tu przychodzi mi do głowy śmieszna usługa, podobna do opisywanego tu wcześniej "zobamoto". wyobraźcie sobie, że wysyłacie kogoś, kto jest w okolicy z kamerką i sterujecie nim przez voip :) on sobie chodzi po mieszkaniu i zagląda tą kamerką w każdy kąt. oczywiście może być to też robot :)
09:24, reuptake
Link Komentarze (11) »
wtorek, 07 października 2008
  • odpowiednikr.pl (Paweł Nowak)
  • Mamy serwis w którym można dodawać używane przez nas programy (coś jak http://osx.iusethis.com).
  • Na zasadzie wiki, można rozszerzać opis, dodawać zdjęcia i szczegóły programów innych.
  • Idea programu to jednak szukanie odpowiedników. Czyli ja dodaję program z Win jak Total Commander. Ktoś wchodzi na stronę i zna odpowiednik na OS X czy Linuksa, więc dodaje tą informację.
  • Dzięki takiemu rozwiązaniu osoby przesiadające się z jednej platformy na drugą mogą szybciej znaleźć odpowiedniki używanych narzędzi.
  • Dodatkowo oczywiście użytkownicy mogą programy grupować/tagować oraz oceniać.
  • Dzięki temu jeśli odpowiedników będzie kilka, to dzięki ocenom będzie można wybrać dla siebie najlepszy (najpopularniejszy)
  • Strona może się także przydać osobom, które np. w pracy mają Win a w domu OS X i chciały by mieć analogiczny zestaw narzędzi tu i tu.
  • wydaje mi się to całkiem niezłym pomysłem, aczkolwiek test "jak to ludzie robią teraz?" wypada nie do końca przekonująco: można wejść na jakiś download.com, znaleźć nasz program w jakiejś tam kategorii, a potem przejść do innej kategorii już w docelowym systemie operacyjnym. ale pomysł choćby jako feature, interesujący. zwłaszcza interesujące jest czy np. userzy powiedzmy jednego programu do ftp przychodzą częściej na inny niż użytkownicy innego (trochę się zamotałem, ale wiecie o co chodzi).
  • drugi test ("czy nie dałoby się tego pomysłu rozszerzyć")... coś podobnego dla przeprowadzających się do innych miast? państw? :)
  • bo czasem mam tak, że przychodzi mi jakaś fajna nazwa do głowy i z głupia frant wpisuję ją do przeglądarki. wpisałem poka.to i... pokazało.
  • co to poka? poka.to serwis z fotkami, przygotowywany przez netguru dla gazety.pl (najprawdopodobniej). podobieństwa do fmix aż bolą (jeśli kogoś w ogóle takie rzeczy bolą). od funkcjonalności, do kolorystyki, porównajcie zresztą sami.
  • od zaokrąglonych literek w logo, przez siatkę kwadratowych zdjęć, po niebieskie tła, linki i wypunktowane zalety serwisu. żeby nie było, nie oceniam tego w żaden sposób, tym niemniej poza magic by netguru powinnien być dopisek inspired by fmix. a gdzieś tam daleko, daleko, hen hen, majaczy w tle flickr.
  • kiedyś, przy okazji dyskusji o naszej-klasie i jej nieuniknionym upadku, postawiłem tezę, że być może mamy błędne kryteria ocen serwisów, które traktujemy jak tradycyjne biznesy, mające się w nieskończoność rozwijać i dążyć do dominacji. zrobienie takiego serwisu jak poka.to jest po prostu kwestią pieniędzy i organizacji. są to serwisy jak filmy, które skazane są na przeciętność już w momencie gdy są tworzone. za 2-3 lata poka.to zastąpi kolejny serwis z fotkami, zrobiony juz nie flickropodobnie, a według innej mody. właściwie to nie ma powodów, by o nich pisać. ot, kontynuując analogię, kolejny film, w miarę dobrze zrobiony, ale bez rewelacji, zwrócił się producentom, ale bez kokosów, oskara nie zdobył, ale nikt mu takich celów nie stawiał. tylko tak czasem się zastanawiam, czy aktorom i reżyserom tworzącym tego typu produkcje nie jest jakoś czegoś żal?
18:54, reuptake
Link Komentarze (39) »
poniedziałek, 06 października 2008
  • coścast.pl (Paweł Kozłowski)
  • Chciałbym przedstawić pomysł na serwis, który już od jakiegoś czasu tli się w mojej głowie. Co prawda idea gdzieś tam nadal się pali, ale myślę że przy paru tęgich głowach i solidnym wyposażeniu możnaby zrobić z tego coś całkiem przyjemnopożytecznego. Ja sam na pewno tego nie zrealizuję - nie umiem kodzić. :P
  • Otóż interesowałem się niegdyś zagadnieniami radia internetowego - serwery, formaty, strumienie i takie tam (nawet zrobiłem tłumaczenie dokumentacji Icecasta - ale mniejsza z tym). Pomyślałem sobie, że gdyby odpowiednio przygotować maszynę nadawczą, możnaby zrobić serwis udostępniający muzykę na żądanie, ale nie za pośrednictwem przeglądarki (choć to też byłoby możliwe), ale raczej przy pomocy *normalnych* odtwarzaczy, takich jak Winamp czy Amarok. Przeglądarka byłaby jedynie miejscem do pobierania playlisty. Nawet jeśli na komputerze/urządzeniu nie ma programu który byłby w stanie parsować listę odtwarzania i/lub odtworzyć pliki muzyczne/dźwiękowe, to istnieją takie projekty jak jlGui [1] (na podstawie JOrbis [2]) czy Gnash (chociaż ten drugi na razie nie poraża funkcjonalnością czy popularnością) - tym niemniej, dla odpowiednio zorientowanych w temacie programistów czy administratorów nie byłoby problemem stworzenie obejścia takiego problemu (na odpowiednio spreparowanej stronie aplet odtwarzający strumień generowany w locie + przyciski sterujące, ew. obsługa playlisty za pomocą js).
  • Po stronie serwera Icecast albo inny serwer nadawczy, serwujący zawartość statyczną w postaci plików audio. Formatem nadawczym mógłby być któryś z mniej lub bardziej nowoczesnych formatów - MP3, Vorbis, HE-AAC... gdybym ja to robił, to zapewne byłby to Vorbis ~60 kbps. Każdy plik po wgraniu przez użytkownika na serwer byłby konwertowany do owego formatu (ew. z zachowaniem oryginalnego pliku) lub nawet serii zbiorów (np. ~24 kbps, ~40 kbps, ~64 kbps, ~96 kbps...). Ewentualnie jakaś wtyczka działająca po stronie klienta na zasadzie Dropboksa [3] (czy to w samym systemie czy to w odtwarzaczu)...
  • zalety:
     + wystarczy połączenie z internetem
     + i jakiś player
     + względnie przeglądarkę do pobrania playlisty i ewentualnego odsłuchu w razie *nagłej* potrzeby
     + ulubiona muzyka u znajomego, w kafejce, w hotelu w honolulu
  • wady:
     - trzeba mieć połączenie z internetem
     - i jakiś player
     - bo interfejs www nie działałby raczej najlepiej i nadawałby się głównie do pobrania playlisty bo o komfortowym słuchaniu już nie mówię
     - wgrrrrywanie tego wszystkiego... uch
  • Nie wiem czy to coś odkrywczego, może gdzieś tam na świecie czy nawet w Polsce coś takiego jest - rzucam pomysł, bo nie słyszałem o czymś takim. W porównaniu do takiej Wrzuty mój pomysł nie wymaga trzymania okna przeglądarki i każdorazowego klikania (chociaż w last.fm nie trzeba klikać po następny utwór), zamiast tego muza biłaby choćby z Media Playera. ;d Gdyby tylko odpowiednio to zrealizować to można byłoby nawet wdrożyć reklamy odpalające się co parę(naście) utworów. Układanie playlisty, udostępnianie muzyki innym i takie tam. Fajna sprawa, wymaga tylko głowy i rąk.
  • [1] http://www.javazoom.net/jlgui/jlgui.html
  • [2] http://www.jcraft.com/jorbis/
  • [3] http://www.getdropbox.com/
  • chyba nie rozumiem pomysłu. czym to się różni od serwera shoutcasta? + nie do końca wiem, jak się ma "interfejs www" (czy jakiś inny) do "komfortowego słuchania muzyki".
  • ale też nie mam zbyt wielkiego doświadczenia z serwisami muzycznymi, konto na last.fm założyłem tylko na chwilę, żeby zobaczyć z czym to się je. może bardziej osłuchani czytelnicy pomogą ocenić ten projekt (zacząłbym od 2-3 zdaniowego podsumowania, czy ma być i co dawać użytkownikowi)?
19:53, reuptake
Link Komentarze (14) »
  • na ostatnim reboocie było wiele doskonałych prezentacji, ale niektóre z nich były doskonalsze. pod wrażeniem jednej z nich napisałem:
    • doskonałą prezentację w małej sali (wypełnionej po brzegi) miał andy budd. nazwa "projektowanie krzywej user experience" nie brzmi zbyt obiecująco. tymczasem było to jedno z najlepszych wystąpień na reboocie. andy pokazał, używając przykładów z innych "branż" jak powinniśmy dbać o użytkownika w serwisie internetowym. porównanie z wysokiej klasy hotelem, w którym każdy moment pobytu "użytkownika" (gościa) jest zaprojektowany z najwyższą starannością i dbałością o każdy szczegół, pokazało, jak wiele można się nauczyć, jeśli poszukamy inspiracji w procesach, które kształtowały się przez dziesiątki lat. nie będę opowiadał prezentacji, bo jest to mało sensowne. postanowiłem sobie, że ściągnę andy'ego na bootstrap i zamierzam dotrzymać słowa.
  • słowo się rzekło... andy budd na bootstrapie!
  • ale to nie wszystko. podczas pobytu w polsce, który jest możliwy dzięki wsparciu firmy, w której pracuję, andy wygłosi dwie prezentacje.
  • pierwsza z nich, to właśnie ta, która tak spodobała mi się na reboocie. a więc wszystkich, którzy zajmują się projektowaniem serwisów internetowych, designerów, zainteresowanych usability, etc, etc, zapraszam w piątek 10.10 na godzinę 15:00, do małej auli politechniki warszawskiej (w gmachu głównym), gdzie andy budd przedstawi prezentację "Designing the User Experience Curve". 
  • druga to właśnie prezentacja na bootstrapie. następnego dnia (11.10), o 12:00 zaczyna się kolejny bootstrap na chłodnej 25 i tam zostanie zaprezentowany speech pt. "Guerilla Usability Testing with Silverback?. na bootstrapie wystąpi także marcin kaszyński, a jego prezentacja będzie miała prowokacyjny tytuł "Django - 3 lata prac i wszystko, co mamy, to marne 1.0". zresztą każdy z was może również wystąpić, gdyż planujemy pięciominutówki z serii "windą na bootstap" (nie trzeba wcześniej się zgłaszać).
  • jeszcze raz zapraszam na spotkania z andym buddem, mam nadzieję, że i was zaispiruje to, co ma do przekazania. a obecność będzie najlepszym sygnałem, że chcecie więcej. a jak mówi ewangelia: "proście, a będzie wam dane".
  • update: na obie prezentacje wstęp wolny, bez rejestracji.
niedziela, 05 października 2008
  • programtelewizyjny.pl (Jarosław Hirny)
  • trochę xero z proponowanego przypominacza.tv. ale trochę nowych pomysłów.
  • telewizja przez najbliższe fafnaście lat nie odejdzie w odstawkę.
  • nieprawda, że nie oglądamy telewizji. chyba zmienia się model, chyba oglądamy świadomiej; nie korzystamy (?my? -- młodzi, wielkomiejscy, wykształceni) z pudła jak nasi rodzice, z grajka, który jest non stop włączony i słyszymy go w kiblu, kuchni i na tarasie, ale część z nas lubi obejrzeć dobry film, inna część -- dobry mecz, jeszcze inna nie może przeżyć dnia bez polityki.
  • programów są tysiące. w dodatku każdy z nas ma pewnie inną dostęną ofertę programową. przeglądanie fafdziesięciu kanałów w programie czy może coś gdzieś fajnego leci jest dla mnie strasznie nużące. zapowanie jeszcze bardziej.
  • więc pomysł: program telewizyjny meets społeczność meets web 2.0. każdy określa jakie kanały ma do dyspozycji, każdy klika w wybrane programy na "tak" lub "nie" kiedy i ile chce, każdy określa co go ramowo interesuje mniej lub bardziej, każdy do woli taguje co chce jak chce. takie last.fm na miarę możliwości braku automatycznego skroblowania.
  • w zamian dostajemy pod nos nasz osobisty program telewizyjny. na dwójce leci mozart, a nam się wcześniej podobał beethoven na tvp kultura? proszę, tu informacja o tym, a tu przy okazji link do nowego wykonania ?requiem? na merlinie. obejrzeliśmy kiedyś ojca chrzestnego i daliśmy mu 10/10? akurat na tvn jutro leci druga część, a tu przy okazji link do... no też merlina.
  • niby fajnie integrowalne z jakimiś tivo czy innymi EPG. ale to raczej utopia.
  • pokręcę nosem i wskażę kilka słabych punktów:
  • programów są może tysiące (ja mam kilkadziesiąt), ale tak naprawdę 90% z nich jest z góry nie dla nas. wybór nie jest wcale taki wielki.
  • założenia "każdy określa", "każdy taguje" są szczytne, ale niby dlaczego każdy miałby tagować? czy faktycznie dla systemu "mozart" i "beethoven" są tak łatwe dla skojarzenia? w jakich sytuacjach mielibyśmy używać tego programu, czy wtedy, kiedy szukamy wypełniacza czasu? czy raczej, gdy poszukujemy konkretnych programów na dany temat? spójrzmy na te przykłady: jeśli ktoś nie potrafi przeżyć dnia bez polityki, to raczej przypominacza nie poszukuje: ogląda najważniejsze dzienniki, a tego, co się zdarzy i o czym powie tvn24 nie jest nikt w stanie przewidzieć. podobnie ze sportem: jeśli ktoś jest fanem, to raczej nie zdarza mu się, żeby przegapił mecz, może najwyżej nie mieć czasu obejrzeć. a "dobry film"... cóż, przypominacz musiałby być tutaj bardzo wyrafinowany...
  • tym niemniej jest to jakiś kierunek, w którym można iść i jeden z kierunków, w jakim można rozwinąć przypominacz.tv. szansę dla takich usług widzę przede wszystkim w upowszechnianiu się urządzeń mobilnych, które mogą otrzymywać różnego rodzaju notyfikacje, w tym przypomnienia o programach telewizyjnych. mimo wszystko uptime naszych komórek jest znacznie większy, niż naszych komputerów.
20:27, reuptake
Link Komentarze (7) »
sobota, 04 października 2008
  • wizytowkarz.pl (Bartłomiej Dymecki)
  • Działająca online aplikacja do tworzenia wizytówek. Owszem, są w Sieci różne generatory, ale to bardzo proste
    programy, które niewiele potrafią.
  • Wizytówkarz (nazwa robocza) mógłby: używać wielu kolorów, faktur, pędzli,czcionek, wstawiać i przerabiać obrazki, stosować filtry jak z programu graficznego, pozwalać na rózne układy wizytówek i czego tam jeszcze dusza zapragnie.
  • Technologie - zapewnie najsensowniejsze byłoby użycie flasha.
  • Możliwości zarobku: reklamy kontekstowe (np. AdSense), sprzedaż reklam indywidualna (np. drukarniom), budowa listy mailingowej, tworzenie wersji pro, sprzedaż usług drukowania wizytówek, pewnie jeszcze coś sie znajdzie.
  • nie. nie podoba mi się. sieciowy odpowiednik punktów, które robią kiepskiej jakości (za to bardzo kolorowe) wizytówki "na laserze" to ostatnia rzecz, która jest nam potrzebna: po pierwsze, wizytówki są passe. po drugie, zapewne 80% wizytówek robią koproracje swoim pracownikom, po trzecie, z wizytówką jak z garniturem: im prostsza, tym lepsza, a jak ktoś chce mieć naprawdę odjechaną, to i tak powinien poprosić grafika a nie zmagać się z jakimś "photoshopem on-line business card edition". po co w ogóle na wizytówkach pędzle, filtry "jak z programu graficznego"?
  • po czwarte jest moo.com.
19:23, reuptake
Link Komentarze (14) »
  • idzie recesja i to nie na żarty. wprawdzie kryzys jak na razie dotyczy głównie branży finansowej, to ona jest przecież krwioobiegiem gospodarki, a skutki będą dalekosiężne. odczują go nawet blogi.
  • jakiś czas temu dość dokładnie analizowałem, w jaki sposób największe blogi, a raczej "serwisy informacyjne w formie blogów" wynagradzają swoich pracowników. już wtedy system wynagradzania za ruch na blogach, stosowany przez nicka dentona z gawkera, budził, łagodnie mówiąc, pewne kontrowersje. w obliczu kryzysu denton postanowił jednak jeszcze bardziej zacisnąć pasa, o czym w typowym dla gawkerowych blogów, bezpośrednim stylu informuje valleywag (mozna to streścić jako: "dostaliśmy pismo z centrali, żeby obciąć koszty, w związku z tym zwolniliśmy pana x, pana y i panią z"). polecą głowy także w innych serwisach, choć kilka z nich, tych najbardziej dochodowych, się wzmocni.
  • nie tylko ograniczenie zatrudnienia ma być receptą na przetrwanie kryzysu. denton przewiduje, że po sezonie świątecznym, który nawet w czasach recesji będzie sezonem prosperity, przyjdzie głęboki dołek. z tego powodu, w pierwszym kwartale 2009 nie zamierza wypłacać premii za osiągniety ruch. w zamian za to proponuje niewielki, kilkuprocentowy wzrost wynagrodzenia zasadniczego. 
  • czy gawker jest odosobniony w swoich lękach o to, co stanie się w najbliższej przyszłości? bynajmniej. konkurencyjna, choć działająca na nieco innych zasadach sieć b5media, również zmienia zasady wynagradzania autorów, o czym donosi techcrunch. tutaj także zlikwidowano bonus za ruch, zastępując go dość skomplikowanym systemem, w którym dodatkowo (niewielkimi kwotami)  docenia się m.in. wywiady na wyłączność, obecność bloga w prasie czy na diggu itp.
  • strach przed recesją i spadkiem przychodów, jest oczywistą przyczyną tych posunięć. ale jest coś jeszcze, coś, o czym denton pisze dość otwarcie. w momencie, gdy o reklamę trudno, przestają się liczyć w takim stopniu odsłony, czy nawet użytkownicy. co z tego, że popularny "pudelek doliny krzemowej", jakim jest valleywag ma zylion odwiedzin, jeśli popyt na reklamę jest mały? czy warto kusić bonusami redaktorów by przyciągali użytkowników, skoro nie ma im jakich reklam pokazać lub reklamy te sprzedano za śmieszne pieniądze?
  • gawker i b5media próbują się zabezpieczyć za wczasu. jak wiadomo, u nas niestety takie myślenie należy do rzadkości. efekty myślenia "rynek rośnie, będzie dobrze" bywają opłakane. internet nie jest dla idiotów, czasem jest dla skner, to nie ma tak, że hoopla i do przodu. a co dopiero gdy rynek zacznie spadać? poprzedni spadek, choć w innej skali, wywołał prawdziwą rzeź wśród portali. teraz też rynek może zadecydować, że 5 portali o identycznym profilu, to o interię lub wirtualną polskę za dużo. nie mówię, że dojdzie od razu do bankructw, ale przejęcia są jak najbardziej możliwe. nie jestem też pewien, czy nie skończy się czas, gdy na okazje portale polują ze śrutówką (strzelmy z 100 serwisów, jak 10 trafi, to będzie dobrze). może raczej trzeba będzie trafiać częściej niż raz na 10 razy. a może w tej fazie wojny w ogóle korzystniej jest okopać się i opancerzyć, a nie strzelać.
  • a co z innymi serwisami? czy traffic utrzyma te bardziej cherlawe klony pudelka? czy też może okaże się, że pieniądze zarabia się na tych, którzy coś kupują, a nie na tych, którzy wchodzą do serwisu. w e-commerce upadek hoopli czy vividu może być tylko zapowiedzią dalszych bankructw. zwłaszcza to, co stało się z hooplą nie nastraja optymistycznie. w to miejsce wejdą inni (podziwiam ostatnio jak sprytnie na rynku sprzętu foto radzi sobie fotojoker, wykorzystując zasoby brick-and-mortar, stanowiące też przewagę np. empiku nad merlinem). a jeśli tam się posypie, to gdzie będą odsyłać klientów porównywarki cen? i czy będzie ich na rynku pięć? czy może zostaną trzy?
  • powiem tak: miejmy nadzieję. całego web 2.0 nie byłoby bez pęknięcia bańki internetowej. sam przeżyłem kilka dość ciężkich lat, gdy skończyło się prosperity, ale teraz widzę, że było warto. będzie trochę bolało, zapewne mniej niż w 2001, ale intuicja mi podpowiada, że nick denton może czuć pismo nosem.
00:39, reuptake
Link Komentarze (8) »
piątek, 03 października 2008
  • orgati.pl (Marek Rutkowski i wspólnicy)
  • dawno temu (jakiś rok) zaczęliśmy ze znajomymi tworzyć pewien serwis. Orgati - ORganize your GAme TIme.
    Miał być pisane w Ruby, ale żaden z nas nie znał tego języka, więc po jakimś czasie przerwalismy projekt i po konsultacji ze "wspólnikami" ;) przesyłam go do [nbpo]. Nie napisaliśmy żadnej linijki kodu, ale mamy Use Case'y i to całkiem spore. Przekaż je proszę światu, ponieważ chciałbym korzystać z tego serwisu :)
  • http://docs.google.com/View?docid=d49fmtm_17dfvcn6hq
  • W skrócie chodzi o to, żeby (uwaga) zorganizować sobie czas do grania. W co? We wszystko!
  • Najpierw trzeba znaleźć ludzi, z którymi mozemy pograć, więc tworzymy swoją Dostępność, czyli czas wolny. Potem już możemy szukać ludzi.
  • Często jednak jest tak, że mamy już grupkę znajomych, z którymi chcemy pograć, ale ponieważ pracujemy, ciężko nam znaleźć wspólny zbiór naszych wolnych minut. Orgati pomoże.
  • Moglibyśmy tutaj skończyć, ale kiedy już się spotkaliśmy i było fajnie, to czemu nie zrobić spotkania cyklicznego. Więcej... czemu nie opisać wrażeń z gry albo jeszcze lepiej. Tak przyjemnie się gra, to może zróbmy sobie małą ligę. Proszę bardzo. Orgati pomoże.
  • i tyle... wszystko jest niby proste, ale zajmuje strasznie dużo czasu, jeżeli chce się to robić ręcznie. Osobiście czekam na ten serwis.
  • Use Case'y orgati stworzyli Marek Rutkowski, Piotr Kowalczyk, Adam
  • przejrzałem pobieżnie, a że czasu mam niestety mało (a siły jeszcze mniej), tym razem nie będę komentował. liczę na was.
09:10, reuptake
Link Komentarze (22) »
środa, 01 października 2008
  • ksiazker.pl (Sławosz Sławiński)
  • serwis będący katalogiem książek
  • będzie również bazą danych o autorach, rozwijany przez miłośników literatury (no, pod warunkiem, że będą chcieli :])
  • będzie, w odróżnieniu od innych serwisów tego typu zawierał literackie newsy (kto dostał nobla, info o spotkaniu autorskim, targach książki, warsztatach literackich itp)
  • każdy będzie mógł dodać newsa (będzie jakiś rodzaj selekcji oraz kategoryzowania)
  • w tym celu będzie można zaimplementować jakiegoś CMSa (prostego)
  • dzięki temu będzie sie coś działo, codziennie kilka newsów powinno się znaleźć
  • najważniejszym mechanizmem będzie możliwość łączenia książek w "księgozbiór", "bibliotekę"
  • będzie to trzeba sprytnie zaprojektować, by dodanie np 1000 książek do "księgozbioru" (oczywiście zdefiniowanych w systemie) nie było udręką
  • każdy użytkownik będzie mógł stworzyć katalog książek które posiada
  • będzie można oznaczyć książki, które komuś są nie potrzebne
  • fajnie by było namówić biblioteki, by korzystały z serwisu i umieszczały swoje ksiągozbiory
  • również organizacje różnego typu, posiadające biblioteki, będą mogły informować internautów o swoim księgozbiorze
  • księgozbiory powinny być geolokalizowane
  • to wszystko umożliwi dotarcie użytkownikom do jakiejś pozycji w pobliżu miejsca zamieszkania
  • użytkownicy ,przynajmniej w początkowej fazie, będą się dogadywać sami, w przypadku chęci wypożyczenia czegoś
  • dzięki informowaniu, że dana książka jest niepotrzebna, będzie można np. za pomocą wolontariuszy z organizacji pozarządowych przekazać ją do biednych, wiejskich bibliotek (spotkałem się juz z takimi potrzebami)
  • prostota interface'u, by użytkownik nie poczuł się jak w kabinie wachadłowca :]
  • jest biblionetka, jest nakanapie... nie lepiej dodać tam po prostu brakujące funkcje? nie widzę zasadniczych różnic, które usprawiedliwiałyby pisanie czegoś od zera.
09:58, reuptake
Link Komentarze (7) »