pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
wtorek, 24 marca 2009

moim skromnym zdaniem oba serwisy są coraz bardziej na kolizyjnym kursie.

który wygra? na razie nie jest łatwo to przewidzieć. zwłaszcza, ze rozmaite cechy i funkcjonalności, mogą być rozpatrywane zarówno jako wady jak i jako zalety.

sieć społeczna: z jednej strony facebook ma tu przewagę: użytkownicy są nieanonimowi (ale czy to zawsze przewaga?), „znajomości” są potwierdzone, a nawet zbierane są informacje, skąd i jak dobrze się użytkownicy znają. poza tym jest facebook connect, czyli sieć społeczna facebooka wyeksportowana do innych serwisów (tych, których nie dało się zainportować do środka facebooka). ale rozwiązanie, które jest w twitterze, czyli asymetryczna sieć obserwujących/obserwowanych też ma swoje zalety. jak choćby możliwość obserwowania „gwiazd”, które wcale nie muszą obserwować danego użytkownika (o ile dobrze ogarniam facebooka, to tam taką rolę stanowią „strony”, to rozwiązanie nieco sztuczne). dodatkowo twitterowa półanonimowość miewa swoje zalety.

zakres aktywności: można powiedzieć, że facebook konkuruje tu bardziej z friendfeedem. jest on agregatorem różnych aktywności: deklarowanych przez użytkownika (wpisywanych w okienko z pytaniem „co myślisz?”), wykonywanych w samym facebooku, wykonywanych w aplikacjach facebooka i aplikacjach na zewnątrz facebooka. to daje teoretyczną przewagę, ale też ogromny natłok informacji, które trudno jest przetwarzać. w dodatku facebook narzuca różne grubociosane ograniczenia (np. nie możemy wrzucać komunikatów z blipa w główny stream, za to rozmaite aplikacje quizowe nie mają z tym problemów). z kolei twitter to głównie statusy wysyłane przez użytkownika, choć przy pomocy api można przecież publikować tam dowolne treści... pod warunkiem... że da się je skrócić do 140 znaków czystego tekstu.

stopień skomplikowania: dowcip o kotach idących przez pustynie i nie ogarniających kuwety nasuwał mi się za każdym razem, gdy wchodziłem na facebooka. dalej potwornie się tam gubię i mam wrażenie, że nawet power userzy nie poruszają się zbyt swobodnie. ale fb wywoluował od typowego serwisu social-networkingowego, z jego rytuałami (dodawanie do znajomych) i funkcjonalnościami, które znamy od dawna (galerie, komentarze, „wall”). facebook jest jak windows. gubisz się w tym, ale w końcu jakoś się doklikasz. z kolei twitter jest jak unixowy shell. niby prosty, ale nie wiesz od czego do końca zacząć, z dziwną na początku składnią rozmaitych skrótów, działających lub nie (np. tagi w samym twitterze nie działają, ale userzy używają ich, bo działają w różnych nakładkach). dodatkowo twitter to coś zupełnie nowego, można przenosić przyzwyczajenia z blogowania, ale szybko okazuje się, że to całkiem nowy gatunek zwierzęcia, który trzeba oswoić na nowo. jak się oswoi, to okaże się, że poza kilkoma bardzo nielogicznymi rozwiązaniam, twitter może być opanowany do perfekcji. a facebook ciągle ma jakieś „niuanse”.

sposoby używania: nie wiem jak działa mobilny facebook, ale nie sądzę, żeby doświadczenie używania facebooka przez www w najbliższym czasie zostało przeniesione na komórki i inne urządzanie mobilne. to jest serwis www i łatwo tego nie da się zmienić. w przeciwieństwie do twittera, który od początku był projektowany tak, aby można było go używać przy pomocy dowolnego urządzenia (nie wiem, czy to jeszcze zostało, ale kiedyś na twitterze był specjalny komunikat, informujący (!) użytkownika, że twittera można też używać przez www). trzeba jednak pamiętać, że urządzanie mobilne w szybkim tempie nabierają nowych możliwości.

otoczenie konkurencyjne: facebook wydaje się mieć większą konkurencję. nie można skreślać myspace, nie można też negować istnienia lokalnych social-networków, takich jak choćby nasza-klasa. mimo, iż facebook jest „czymś innym” niż typowy sn, to jednak ścieżka, którą szedł, jest dobrze znana i można iść po jego śladach. twitter praktycznie konkurencji nie ma. u nas okopaliśmy się w blipie, kraje skandynawskie pewnie zostaną przy jaiku. zapomniałem o chinach, tam pewnie też twitter odda pola lokalnym klonom, ale to nie konkurencja, walka o tego samego użytkownika będzie śladowa.

nie można wykluczać, że pojawi się trzeci gracz i pogodzi obie strony. jeśli dzieją się teraz w internecie ciekawe rzeczy, to właśnie pojedynek fb vs twitter jest jedną z nich. facebook wykazuje niezwykłą zupełnie plastyczność jak na takiego giganta, zaś twitter nie jest tylko dawidem z procą, strzelającym do goliata: dysponuje nieco cięższą amunicją i nie jest też już takim maluchem.

ps. ten wpis jest na tym blogu, bo tak.

17:23, reuptake
Link Komentarze (23) »
piątek, 20 lutego 2009
  • o rzeczach różnych piszę teraz tutaj: brutto.tumblr.com. inna forma, inna treść, ten sam autor ( odrobinę starszy ;-) ).
09:34, reuptake
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 stycznia 2009
  • dzisiejszy dzień przejdzie do historii jako dzień, w którym gazeta.pl stworzyła największą listę dyskusyjną w polskim internecie (gratulacje), ja zaś napisałem ostatnią notkę na netto.
  • już długo tu z wami jestem, przeszedłem wiele i powiem szczerze: nieco mnie to znużyło. teraz powinienem oczywiście pisać wpisy pod tytułem "podsumowanie roku 2008" albo "moje (własne) przewidywania na rok 2009" lub też pastwić się nad gazetowym adminem. tylko jakoś nie czuję tej potrzeby. ani też nie czuję, żebyście potrzebowali to czytać.
  • nie zarzekam się, że nigdy tu już nic nie napiszę, być może kiedyś netto wróci, może w innej formule, może w takiej samej (może nawet wróci do korzeni, jeśli znajdę jakiś edytor blogowy, który ładnie obsługuje wcięcia). na razie popisuje sobie o smacznych rzeczach, które gotuję sam lub które gotują inni, a web 2.0 mi się przejadło.
  • "zaraz wracam".
17:52, reuptake
Link
wtorek, 23 grudnia 2008
  • w święta mikołaj przynosi prezenty wszystkim. w tym roku szczególny podarunek od amerykańskiego krasnala mówiącego hohoho otrzymały działy promocji i marketingu. w tym wyjątkowym przedswiątecznym tygodniu mogły rozesłać spam zupełnie bezkarnie!
  • ile takich maili dostaliście? 20? 50? nawet mi się nie chce liczyć. najzabawniejsze i najbardziej prawilne spamożyczenia dostałem z gazeta.pl. 

  • inni z kolei "w pierwszych słowach listu" zapewniali, że to nie spam. niepotrzebnie. nawet mi do głowy nie przyszło! :)
  • chciałbym więc wam życzyć spokojnych świąt. dużo smakołyków. żadnej mielonki. podzielcie się opłatkiem i złóżcie sobie życzenia. zgodnie z pkt. 15 regulaminu, oczywiście.
11:46, reuptake
Link Komentarze (6) »
czwartek, 18 grudnia 2008
  • zaczęło się od serwisu yeba.pl i jego subtelnie przeprowadzonej kampanii reklamowej.
  • potem pojawiły się bobery.pl z tekstami w rodzaju "Fajna dupa. I fajne cycki. Niach, niach, niach. ?" ocenzurowanymi potem przez kogoś tam w agorze (cóż za decyzja odważna! cóż za akt autocenzury! takie decyzje to na szczeblu zarządu czy jednak niżej?)
  • nie minęło kilkanaście dni i całe gimnazjum "dyma mikołaja"
  • drodzy twórcy: z całego serca życzę wam, żebyście mieli śliczne córki (aka niezłe dupy/ekstra świnie). i żeby wasze córki poznały (aka dały się wyruchać/były wydymane przez) licznych czytelników waszych tekstów. niach, niach, niach!
11:46, reuptake
Link Komentarze (23) »
wtorek, 02 grudnia 2008
  • wiele nasz internet spotkało nieszczęść w tym roku, kilka nas jeszcze czeka, ale chyba na sam koniec, pod choinkę, trafił się nam wyjątkowy WTF ("as seen on tv). polecam obejrzenie filmu, pani ma seksowny niski głos:
  • kupiłeś już mini-websa? 50 zdjęć gratis? i nawet, uwaga: możliwość publikowania linków? mango telezakupy ma ofertę dla wszystkich. dla początkujących mini-websy, a potem to już tylko pasta posrebrzająca webstara.
  • google jest jedyną firmą, która ma tak wielki wpływ na internet jako na całość. co tu dużo mówić, wystarczy, że google powie, że strony z tagiem będą wyżej w serpach, a w miesiąc połowa stron będzie miała taki tag. a za rok w3c wciśnie go do kolejnego xhtml. trochę przesadzam, ale tylko trochę. od dłuższego czasu właśnie w google upatruję siłę, która może popchnąć net w kierunku semantycznej sieci, o której tak wiele się mówi. znowu upraszczając: sieć jest tak semantyczna, jak semantyczny jest google.
  • dzieją się już pewne dobre rzeczy. google wytoczyło wojnę płatnym linkom i z tego co wiem, jej skutki odczuło wiele witryn. zgłaszajcie linki pozycjonujące, jeśli tylko je zauważycie, oczyśćmy net z tego syfu!
  • pytanie, czy google pójdzie dalej? podejrzewam, że nie byłoby wielkiego problemu z likwidacją tzw. zapleczy seo. wystarczy, by algorytm google'a nie mierzył  liczby/siły linków do strony, ale bardziej kierował się ruchem, jaki te linki generują. mam nadzieję, że i za to google się weźmie.
  • kolejnym krokiem powinno być usemantycznienie urli. i tu mam wielką wątpliwość, czy google zmierza we właściwym kierunku. działanie chrome już wskazuje na to, że google chętnie widziałoby internet, w którym byłoby brokerem wszelkiego ruchu. taki trochę "aol" z dawnych czasów, gdzie do zasobów dochodziło się wpisując keyword, a nie adres. 
  • na razie domeny mają jeszcze wartość, nawet jeśli użytkownik i tak poszukuje się googlem a nie dnsem. google ciągle bierze urle pod uwagę przy pozycjonowaniu. i to prowadzi to tego, że urle są dla google'a, nie dla ludzi. owszem, nigdy nie były specjalnie "dla ludzi". http://wiadomosci.mediarun.pl/news/2230 - to pewnie nie jest superczytelny url. ale czy http://wiadomosci.mediarun.pl/news/2230,Prezes_TVP_wyleci_za_pokazanie_gejow,group4 jest w jakiś sposób lepszy? wręcz przeciwnie. wiadomo, że cały fragment po przecinku to jedynie karma dla google (co łatwo można sprawdzić, link bez tego sobie doskonale radzi). 
  • drugi przykład, który bezpośrednio skłonił mnie do napisania tego wpisu: moje ulubione airliners.net. z jakiejś przyczyny, często trafia się tam na zdjęcia o dość złożonych adresach. w związku z tym nad każdą fotką podawany był skrócony url, w rodzaju http://www.airliners.net/open.file/1429607/M/ (M oznacza tu średni rozmiar zdjęcia). ale wojenka z konkurencyjnym jetphotos.net spowodowała, że a.net zamieniło te urle na takie: http://www.airliners.net/photo/Air-France/Airbus-A340-313X/1429607/M/. jest lepiej? wątpię.
  • semantyczna sieć nie polega na tym, że w urlu zawarte są keywordsy związane z treścią strony. w ogóle: semantyczna sieć, mimo iż jej zasadniczą cechą jest bycie "machine readable" nie jest siecią dla maszyn, tylko dla ludzi. 
  • google powinno pomóc pozbyć się tego zbędnego balastu i oddać nam urle.
13:28, reuptake
Link Komentarze (19) »
sobota, 29 listopada 2008
  • nie byłem na debacie dotyczącej "piractwa", która odbyła się w siedzibie wyborczej. trochę żałuję, trochę nie. poziom manipulacji, jak wynik z zapisu dyskusji, był naprawdę wysoki. zaczęło się od stałej mantry "piractwo to kradzież, a kradzież jest zua". taka sobie manipulacyjka językowa, która jest rytualnym chwytem w tego typu dyskusjach, bo na gruncie prawnym to bzdura, ale kradzież rozumie każdy, także ci, co krzyczą "złodzieje! złodzieje!" pod dowolnym urzędem.
  • te ograne sztuczki przebił p. kamil przełęcki z agory, były producent filmowy, współpracujący z andrzejem wajdą, obecnie kierownik. wygłosił na przykład taką myśl, że "chyba każdy twórca chciałby, żeby jego dzieło poznawano w pierwotnej formie"
  • so fuckin' what? bach chciałby, żeby jego utwory brzmiały tak jak je zagrał, jezus chciałby, żeby jego kazanie na górze ukazało się "w pierwotnej formie" (z drm), a twórcy pomników w starożytnej grecji zapewnie nie zgodziliby się na ich przewiezienie do british museum, ja zaś bym chciał, żeby moje wpisy czytano na skalibrowanych monitorach eizo, "with some fava beans and a nice chianti".
  • kamil przełęcki wie (!) co chciałby każdy twórca. nie wie natomiast, że całe dziedziny twórczości są jednym wielkim remiksem (polecam mu prezentację jeremiego keitha z rebootu). o ile nie jest nim w ogóle cała kultura.
  • "to naruszenie integralności dzieła!" grzmi. straszne, straszne! a od kiedy to dzieła są takie integralne? od 100 czy 200 lat, a co to jest 100 czy 200 lat... chwilka. która być może właśnie się kończy.
  • na koniec jednak wymierza sam sobie taki #strzał_w_stopę_roku, że aż powinno być to gdzieś odnotowane, w jakiejś wielkiej księdze strzałów w stopę.
  • "na czym ma polegać edukacyjna korzyść z remiksowania Pana Tadeusza?" pada pytanie.
  • na tym, na czym polega korzyść miksowania mazurków (wielokrotnie przemiksowanych przecież wcześniej) przez chopina, przysłów przez anonimowego autora "księgi przysłów", czy motywów włoskiej architektury renesansowej przez budowniczych krakowskich sukiennic. miałem wrażenie, że jest to dość oczywiste.  mógłbym odpowiedzieć pytaniami, niegrzecznie: jaka jest wartość dzieła, jeśli nie można go miksować? albo: jaka jest strata z miksowania Pana Tadeusza?
  • ale ja mam inną propozycję.
  • może pan zada to pytanie andrzejowi wajdzie, którego filmy pan produkował przez wiele lat, więc pewnie się znacie: jaka jest korzyść z tego, że mógł sobie on dość dowolnie tekst pana tadeusza zmiksować w filmie "pan tadeusz"? ("Odejście od oryginału zaznacza się m.in. w warstwie językowej, choć postaci nadal będą mówiły wierszem. Dialogi, opracowane przez Piotra Wereśniaka, są skrócone i zagęszczone. Znikną liczne opisy przyrody, tak charakterystyczne dla "Pana Tadeusza")
  • jest jakaś korzyść czy jej nie ma? powinni tego zabronić? to piractwo, gwałt, kradzież czy morderstwo? spytano mickiewicza o zdanie? mickiewicz chciał tego, czy nie? to za to siedzi producent tego filmu? chyba nie, prawda?
21:06, reuptake
Link Komentarze (35) »
wtorek, 25 listopada 2008
  • firma tworzy sobie komunikat prasowy
  • i co się dalej z nim dzieje? ach, trafia on do (baczność) blogosfery! (spocznij). wolnych obywatelskich mediów, piątej władzy, sumienia internetu, gejzera kreatywności, medium marketingu konwersacyjnego. i tam poddana jest krytycznej analizie: milcząca większość, "my, te media" przejmuje głos, marketing już nie jednokierunkowy tako rzecze kaznowski i wszyscy święci, potrzeba nowego pijaru 3.0, stare media są martwe, nowe media sa stare, webstar dla wszystkich, którzy trafili na okładkę time'a!
  • teraz widzicie na czym to polega, ta nowa epoka globalnej komunikacji! już nie można po prostu, ot tak sobie wysłać komunikatu do mediów. trzeba się liczyć, że sieć jest "read/write". twój komunikat będzie przetworzony, wymknie się spod kontroli.
  • na przykład: dopisane zostaną dwa znaki zapytania, choć ich tam nie było! albo "innowacyjną i premierową" zastąpi samo "premierową". albo na końcu dopisze trzy zdania komentarza. żyjemy w nowej epoce, dzięki nowej jakości, jaką stanowią blogi.
17:53, reuptake
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 24 listopada 2008
  • mam takie dziwne wrażenie, że na rynku porównywarek cen dochodzimy do krytycznego punktu, w którym ten rodzaj serwisu internetowego straci swoją nazwę generyczną, a przyklei się do niego brand jednego z graczy. konkretnie ceneo. to wrażenie nie jest oparte na żadnych przesłankach, poza tym "co się słyszy". a słyszy się "porównam na ceneo" ("cenele" - to też się słyszy). tak jak kiedyś słyszało się o aukcjach internetowych, a potem już tylko o allegro.
  • zerknąłem na alexę

  • i moja intuicja zdaje się potwierdzać (tak, wiem, że alexa jest niemiarodajna, ale megapanel zaczyna coraz bardziej przypominać internet archive, publikując dane z września w momencie, gdy jingle bells zaskakuje radiowców, a zima drogowców).
  • to bardzo niebezpieczny moment przesilenia dla tej branży. skąpiec wykonuje dość paniczne ruchy, onet tworzy pasażo-porównywarkę, radar sięga po broń ostateczną: bezpłatne usługi (przypominam, że na świstaku też jest za darmo, a gdzie świstak, gdzie allegro...), nokaut jak umocnił we wrześniu, tak jakoś drgnąć nie chce. to ostatnia chwila, kiedy można coś jeszcze zwojować, później pozostanie chyba tylko specjalizacja, szukanie nisz, ewentualnie jakieś hybrydy, w stylu tej onetowej. a może się mylę i karty nie są jeszcze rozdane?
  • i drugi temat do dyskusji: internetowe "walkmany", czyli uogólnione brandy. czy tylko mi się wydaje, że w internecie tego typu zjawisko daje znacznie większe przewagi niż w realu? w realu marka znacznie łatwiej odrywa się od producenta. a w internecie jest jakby ściślej sklejona (wyobrażacie sobie, że ktoś mówi "allegro" o innym serwisie aukcyjnym?)
  • ps. disklajmer pracuję w firmie, która ma z allegro wspólnych właścicieli. niestety, nie wysyłają nas oni na degustacje południowoafrykańskich win w zamian za pisanie takich wpisów.
20:29, reuptake
Link Komentarze (31) »
piątek, 21 listopada 2008
  • pewnie wszyscy już wiedzą, że google uruchomiło searchwiki (działające tylko w angielskiej wersji interfejsu wyszukiwarki). jeszcze nie miałem czasu na zapoznanie się ze wszystkimi możliwościami tego rozwiązania, wykopałem tylko sobie w akcie bezwstydnej autopromocji netto na górę
  • ale wydaje mi się, że może być to prawdziwa rewolucja, zwłaszcza dla seo. tylko mi się tak wydaje? wydaje mi się?
  • więcej informacji w notce piotrka zalewskiego (piotrek, zostałeś oficjalnym blogerem google'a na polskę, czy to tymczasowy przydział?) oraz na "wszystkich dobrych blogach"
  • ps. jakiś tydzień temu kombinowałem nad podobnym pomysłem, czymś w rodzaju zapisywacza wyników wyszukiwania google'a, z możliwością ich przestawiania, mam świadków. to chyba trzecia czy czwarta rzecz, o której myślałem w tym miesiącu i którą zaraz ktoś zrobił. myślę o wielkiej hossie na giełdach i światowym pokoju, proszę nie przeszkadzać!
  • a póki co, możecie wykopać tego newsa. na razie na wykopie, choć i na google'u też możecie :)
13:12, reuptake
Link Komentarze (13) »
  • napiszę o dziesięciu serwisach, które zrobiły na mnie dobre wrażenie. dziesięć, to chyba całkiem sporo. w prezencie nietrafione rady ;) i krótkie, kilkuwyrazowe opisy serwisów - coś czego mi brakowało bardzo, a co startupom może się naprawdę przydać.
    • redlink: narzędzie wielokanałowego marketingu b2b. dlaczego: atrakcyjny rynek, działające narzędzie, pozyskani klienci. zdecydowany faworyt w kategorii bezpiecznej inwestycji o dobrej stopie zwrotu i w mojej osobistej klasyfikacji ogólnej. nuda ;-)
    • e-podróżnik: informacje o połączeniach w komunikacji krajowej i jakdojade.pl: informacje o połączeniach w komunikacji miejskiej. dwa podobne serwisy, jeden skupiony na skali "mezo" (bo "makro" to wyszukiwarki połączeń lotniczych, zobaczcie jaka tam konkurencja, czyli jest o co się bić), drugi w skali "mikro"). pierwszy zaimponował mi różnorodnymi pomysłami na rozwój biznesu. nie tylko "stronka", ale także sprzedaż informacji innymi kanałami. poza tym w połączeniach na większą skalę jest większa kasa, a potrzeba jest bardzo realna (jeśli serwis znajdzie mi np. miks połączenia kolejowego, autobusowego i mikrobusowego - pełen szacun). drugi zaś posiada unikatowe kompetencje, jeśli chodzi o algorytmy i bardziej skupiona grupa docelowa (łatwiej dotrzeć np. tylko do poznaniaków i dać im dobrą usługę, skupiając się na tym rynku, niż od razu działać w skali kraju).
    • fasolkowo: serwis agregujący oferty zniżkowe dla studentów. świetny pomysł, potencjalna maszynka do zarabiania konkretnych pieniędzy. problem nr 1: musicie stworzyć rynek, przekonać firmy, żeby takie oferty stworzyły. problem nr 2: chociaż niby strona jest atrakcyjna (mówicie, gdzie student może mieć coś tam taniej), nikt nie nią nie przyjdzie. ok, przesadzam, ale tak załóżcie. i postarajcie się być w internecie tam, gdzie są studenci, a nie ściągąć ich do siebie. program partnerski, widżety, kooperacja z kim się da. rekomendacje w sieciach społecznych ("a wiecie, że mam zniżkę w ..."). itd.
    • flux: klient poczty, kalendarz i prosty crm dla grup roboczych, szuku: agregator informacji o osobach, belysio: mobilny serwis społecznościowy. co łączy te serwisy? zaawansowane, jak na polskie warunki technologie, dzięki czemu mają one potencjał także poza naszym krajem. same technologie są tu barierą konkurencyjną, ale są też piętą achillesową tych serwisów. imponuje mi interfejs fluxa, imponują mi algorytmy i złożoność problemów, które chce rozwiązać szuku, imponuje mi wiedza twórców belysio o eksplodującym rynku zastosowań technologii mobilnych. a z drugiej strony myślę sobie... o boże, a jeśli oni wszyscy narobili się na darmo? jeśli ich zaplecze technologiczne wyprodukuje coś, czego nikt nie będzie chciał używać? albo zje ich konkurencja? to może lepiej już zrobić coś prostszego (czyt.: mniejszym kosztem)? jednak moje wewnętrzne przywiązanie do rzeczy dopracowanych, ładnych i niekonwencjonalnych bierze górę. ja bym zainwestował w każdy z tych pomysłów, albo raczej: w każdy z tych zespołów.
    • tubeplayer: wideo clipy uporządkowane dzięki playlistom. jeśli nikt na coś podobnego jeszcze nie wpadł, może być hit na światową skalę. na muzyce niejeden myspace zbudowano. kompletne przeciwieństwo takiego redlinka: serwis wybitnie konsumencki, sensowne przychody dopiero daleko na horyzoncie, ryzyko duże (ale pewnie inwestycja mała). a jednak to może być świetny gadżet. macie już aplikację do facebooka? wklejkę do myspace? sugerowałbym bardzo szybki rozwój nowych funkcjonalności, bo pomysł łatwy do skopiowania. ps. nie lubię linkin park a pierwsze wrażenie się liczy;)
    • ecoosystem.com: platforma kooperacji dla innowatorów, wizjonerów, naukowców i przesiębiorców. gdyby ecoosystem pojawił się w wielkiej brytanii, czy choćby w danii, którą powierzchownie poznałem przy okazji rebootu, na pewno by się przyjął. ten sposób myślenia, który reprezentują bardzo sympatyczni twórcy serwisu, myślenia w kategoriach kooperacji, działań nastawionych nie tylko na make-money-fast, jest tam dobrze zakorzeniony. w polsce? nie wiem, a sporo o tym myślę, bo roi mi się gdzieś po głowie impreza inspirowana rebootem, ale tu i teraz. może znalazłem partnerów do jej realizacji? jeśli nawet nie, to widzimy się w kopenhadze w czerwcu, prawda? aha, tylko niech strona, której screenshoty pokazywaliście, będzie prostsza, ładniejsza, bardziej przejrzysta. niech reprezentuje wartości jakie wami kierują.
  • to tyle wrażeń z democampu. jeszcze raz dziękuję organizatorom za organizację imprezy i za zaproszenie, mam nadzieję, że jako komentatorzy sprawdziliśmy się nie gorzej niż twórcy startupów, zwłaszcza, że przynajmniej część z nas (do której ja także należę), mogłaby się z niektórymi przedsiębiorcami zamienić miejscem.
  • a teraz do pracy.
  • jedna ciekawostka na deser: techcrunch prezentuje startupy z belgii. ciekawe porównanie. 
  • po całym dniu na democampie łagodnie mówiąc mam co robić, ale nie mogę się oprzeć potrzebie napisania notki. będą to raczej mało uporządkowane wrażenia, dystans przyjdzie z czasem.
  • zacznę od otoczki. najpierw szacun i rispekt dla netguru za organizację imprezy. na pewno kosztowało ich to wiele wysiłku i  udało się w 99%. żeby jednak im pomóc przy następnych edycjach, wypunktuję kilka rzeczy, które dobrze byłoby poprawić, a właściwie jedną rzecz, czyli salę. nie wiem do końca dlaczego, ale było tam coś takiego, że energia zamiast się skupiać, ulatniała się i rozpraszała. nam, komentującym, brakowało odsłuchów. dzwięk rozchodził i się i ginął. ludzie też rozłazili się na boki. piętro funkcjonowało oddzielnie itd. zdaję sobie sprawę, że wielkiego wyboru zapewne nie ma, ale jeśli znaleźlibyście coś lepszego, to byłoby to z pożytkiem dla imprezy.
  • przejdźmy do samych startupów i ich prezentacji. zacznijmy od prezentacji. niestety, nie jest rewelacyjnie (mówię tu o średniej). 5 minut... mi zawsze wydawało się, że mógłbym o swoim pomyśle opowiadać w nieskończoność i to ciekawie. niestety, przy wielu prezentacjach 5 minut ciągnęło się jak wieczność, a prezentujący wolałby, żeby to były 3 minuty. wiem, że dawanie rad startupom stało się rytualną formą mądrzenia się na blogach, ale i ja włączę się w ten rytuał:
    • nie przepraszaj. nie przepraszaj, że żyjesz; nie przepraszaj, że się nie przygotowałeś; nie przepraszaj, że będziesz się streszczał, bo masz tylko 5 minut. jeśli nazwiesz publiczność bandą idiotów, ok, wtedy możesz przeprosić. ale nie przepraszaj za to, że robisz swój startup.
    • 5 minut. masz 5 minut i  przejdź nad tym do porządku dziennego. nie informuj o tym sali, nie informuj, że w związku z tym powiesz "wyłącznie o najważniejszych rzeczach", bo kłamiesz. mówiąc, że powiesz o najważniejszych rzeczach kłamiesz, właśnie w tym momencie. powiedz o najważniejszych rzeczach i tyle.
    • jakie są najważniejsze rzeczy? co (co chcesz stworzyć), kto (kim jesteście i dlaczego tobie/wam się uda).potem w zależności od pomysłu, możesz poprzeć go jakimś dlaczego (ktoś ma z tego korzystać). możesz wspomnieć o konkurencji, ale jak najkrócej, sygnalizując, że wiesz o jej istnieniu.
    • informacji o zespole bardzo mi brakowało w większości prezentacji. za to pojawiały się w każdej informacje o modelu biznesowym. dłuuugie listy czasem. "... i oczywiście będziemy też (trochę/w pierwszym okresie/no niestety/#wstydliwe_wyznania) zarabiać na reklamie."
    • jestem zwolennikem niemodnej tezy, że tam gdzie są ludzie, tam są pieniądze. i to zarówno chodzi o to, że jeśli zrobisz atrakcyjny dla wielu osób serwis, to w końcu go jakoś zmonetyzujesz (twitter jest wyjątkiem, potwierdzającym regułę, zresztą zobaczcie to), więc daj sobie spokój z modelami biznesowymi i poświęć ten czas na przedstawienie zespołu. gdzie są dobrzy ludzie, tam są dobre pieniądze. nawet jeśli wasz pomysł jest słaby, niemonetyzowalny itd. to wasze kompetencje są nadal cenne. może zrobicie coś innego, inwestor na was nie straci.
    • inna rzecz, gdy już zaczęliście sprzedawać. poinformowanie o wynikach jest chwytem wytrącającym wewnętrznemu krytykowi inwestora wiele argumentów. jeśli nie zaczęliście sprzedawać, możecie powiedzieć, ile osób odwiedziło stronę. ile zapisało się do wersji beta. pokażcie, że coś zrobicie, żeby nie tylko rzecz stworzyć, ale i zaoferować ją. zwłaszcza, jeśli ma być to fafnasta baza ofert.
    • zdefiniuj cel prezentacji. możesz o nim wspomnieć ("nazywamy się spreadsheeter.pl, zrobiliśmy arkusz kalkulacyjny online, szukamy inwestora"). było kilka prezentacji wczoraj, których cel był trudny do pojęcia. rekord pobił tu chyba spingo.pl, który zamiast prezentacji przedstawił performance, będący fajną reklamówką serwisu dla końcowego użytkownika. ok, wiem, że ekipa spingo ma poczucie humoru i swój produkt jest w stanie zaprezentować w niekonwencjonalny sposób. ale nie szukam agencji reklamowej, tylko chciałbym wiedzieć, czy to jest dobry produkt? sprzedano mi idee spotykania się "w realu"... a spodziewałem się, że sprzeda mi się firmę. to tak, jakby po prezentacji sklepu z oponami potencjalny inwestor wyszedł z kompletem opon. świetnie, ale ten model słabo się skaluje.
    • mówcie o technologii. przez 10 sekund, chyba, że jest wasza autorska i stanowi przewagę konkurencyjną.
    • passe: prezentacje w punktach. pytanie sali ("ile osób na tej sali ma zegarki? ... właśnie. otóż, zegarmistrzer.pl, to platforma..."), chyba, że sala sama będzie zaskoczona odpowiedzią. czytanie prezentacji z ekranu. bullshit-bingo ("pozytywne relacje", "usprawnienie komunikacji"). serwisy z ofertami.
  • z 20 prezentacji tylko z kilkunastu wyniosłem jasny obraz tego, czym dana firma chce się zająć (niezależnie od tego, czy wydaje mi się to dobrym pomysłem, czy nie). dobrym / złym przykładem jest tu firma seenext. wiem, że fotokody to coś bardzo na czasie. wiem, że zapewne twórcy tej platformy posiedli tajemniczą wiedzę z nimi związaną, ale co zamierzają robić... nie mam pojęcia. jak znajdą się na rynku pomiędzy operatorami, a klientami końcowymi? nie mam wiem. coś mi mówi, że to może być wielki hit i jednocześnie, że to może być jakaś totalna mrzonka. teraz oglądam stronę i widzę coś zupełnie innego, niż wyobraziłem sobie na podstawie prezentacji.
  • oczywiscie prezentacje to formalność. istnieje niezerowa szansa, że najgenialniejszy pomysł, zostanie przeoczony, gdyż zostanie źle zaprezentowany. jest jeden powód, dla którego inwestorzy przyglądają się prezentacjom: fakt, że (często) ta sama osoba, będzie musiała prezentować swój produkt klientom czy partnerom biznesowym. to główna przyczyna (pomijam przypadki, gdy firma ma być kupiona i wcielona w większą organizację). nie każdy ma talent do prezentowania. na miejscu inwestora byłbym szczerze zainteresowany ofertą ultra-geeka, który po 5 min. jąkania się na temat superzaawansowanej technologii własnego autorstwa powiedział "no... i... właśnie potrzebuję... inwestora... żeby następnym razem... prezentację poprowadził... ktoś, kto to potrafi".
  • prezentacje to nie wszystko. wynikiem democampu są opublikowane na stronie rankingi. od razu widać, że ranking "ekspertów" odbiega od rankingu "publiczności". można powiedzieć, że różnica ta jest wynikiem innego punktu siedzenia, innych oczekiwań. ale nie tylko. nie chcę wypowiadać się za innych komentatorów, ale przynajmniej ja obejrzałem wszystkie strony prezentowanych startupów, które są dostępne. widziałem nie tylko, co mówią, ale i co robią (co jest ważniejsze, jak myślicie?). i brałem to pod uwagę, oceniając potencjał przedsięwzięć. sam serwis mówi więcej o potencjale firmy niż 5 min opowiadania.
  • marudzę, bo taka jest moja rola. a prawda jest taka, że kilka firm ma tu spory potencjał i pokazało rzeczy naprawdę zasługujące na szacunek. i o nich będzie w następnym wpisie, zapraszam do lektury.
  • ps. dzięki za rozmowy w kuluarach, dzięki za współuczestników okupacji wagonów wars, rozmowy z wami były bardzo cenne i inspirujące, poważka. oraz blipie, dałeś radę!
12:30, reuptake
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 listopada 2008
  • kolejny z własnych pomysłów: serwis grupujący użytkowników innych serwisów, gotowych do (ew. odpłatnego) udzielania informacji na temat ich funkcjonowania.
  • pewnie rynek jest na to za mały, ale kto wie? ja mam ciągle potrzebę dowiadywania się jak działają rozmaite serwisy internetowe. czasem potrzebny mi ogólny obraz, tego jak serwis działa (tego mogę się - nie zawsze - dowiedzieć z wikipedii, crunchbase albo z killerstartups), czasem jednak potrzebuję bardziej szczegółowych informacji. oczywiście mogę czytać helpy i faki, ale to żmudne i nie zastępuje zapytania doświadczonego użytkownika "a jak działa na stronie X opcja 'dodaj do mojego albumu' i czym różni się od 'dodaj do ulubionych i kto właściwie widzi te albumy, etc, etc, etc'".
  • można też pomyśleć o rozszerzeniu tego na software (jeszcze cenniejsze, bo nie trzeba kupować danego programu, żeby dowiedzieć się, czy jest w nim jakaś potrzebna funkcja). oraz w ogóle poza dziedzinę it.
  • co myślicie?
22:04, reuptake
Link Komentarze (9) »
  • koniec roku to czas żniw dla firm handlujących rozmaitymi prezentami, które można rozdać pod choinkę. jest pewna firma, która zrobiła sobie niezły biznes z hurtowego sprowadzania kiczowatych statutek. biznes jest opłacalny, bo oparty jest o podobny model biznesowy jak sławne już podbij.pl: kupujący płaci za samą szansę wygrania. naprawdę jest to sprytne.
  • w tym roku jest jeszcze weselej niż w latach poprzednich. handlarze figurkami zrobili się tak pazerni, że potworzyli jeszcze więcej kategorii, niestety, przeceniając popyt. politycy cienko przędą i w związku z tym kategoria blogów politycznych została zmerdżowana z blogami biznes. nie udało się też znaleźć niczego w kategorii rtv/agd, w kategorii kultura mimo łaskawych zniżek konkurują ze sobą ledwie cztery strony... administracja publiczna tylko trzema stronami wspiera importera metalowych ludzików (za nasze pieniądze zresztą). ale i tak jest po prostu imponująco!
  • wgłębmy się trochę w te kategorie. oto w kategorii "blog biznes + polityczny" mamy pasjonującą walkę jednoosobowego bloga gwiazdorskiego z pisanym przez tysiące osób salonem24, zwanym przez niektórych psychiatrykiem24. dawid czy goliat? kto wygra?
  • to jeszcze nic w porównaniu z kategorią "blogi prywatne". tym razem udało się przebić trzyosobowego człowieka roku. otóż w tej kategorii (definicja za organizatorami: "Rodzaj strony internetowej, na której autor umieszcza datowane wpisy, pisany przez osoby prywatne lub grupy osób, poświęcony sferze prywatnej, pasjom, blogi amatorskie.") startuje między innymi taki twór, który twierdzi, że jest-blogerem. tenże twór jest tworzony przez wydawcę ("studio dwa na trzy"), ma też zarządzający podmiot: "GTK Project". jeżeli ten serwis jest blog prywatnym, według jakiejkolwiek sensownej definicji, to webstar jest prestiżową nagrodą. według jakiejkolwiek sensownej definicji.
  • przeskoczmy do kolejnej kategorii ze słowem "prywatny": strony prywatne. tutaj z kolei powinniśmy głosować (1,22 zł z VAT) na "niekomercyjne witryny osób prywatnych, hobbystyczne, tematyczne, nie mające na celu korzyści zarobkowych ani wizerunkowych" (znów definicja za organizatorem). i tu rośnie m.in. taki kwiatek. oczywiście, reklama serii kosmetyków na stronie kingi rusin nie ma celów komercyjnych. oczywiście, poddana ciężkiej chirurgii photoshopowej twarz kingi rusin nie ma celów wizerunkowych. oczywiście, webstar jest prestiżową nagrodą. i nikt mi nie wmówi, że czarne jest czarne, a białe jest białe. rok temu najlepszą stronę prywatną zrobiła (sobie) agencja interaktywna, więc jaki problem?
  • wskażę jeszcze dwa wspaniałe zgłoszenia pochodzące z agencji netizens, które wyraźnie potrzebuje durnostojek na półkach. pierwsze to taka oto stronka (tak, prosty screen i kilka akapitów tekstu, webstar murowany). a drugie to chyba jakaś praca studyjna (bardzo ładna zresztą), skoro klient nie umieścił jej nawet w swojej własnej domenie. nie lepiej było zaczekać na następny rok? importerzy figurek nie mają nic przeciwko zgłaszaniu stron, które powstały wiele lat temu. zresztą ze stron, które mają dziwne adresy, można by stworzyć oddzielną kategorię. wygrałaby ją oczywiście strona: http://www.sport.pl/sport/0,89343.html. tak, taki adres zgłoszono, czemu nie. i nie zrobiono przy tym literówki! już za samo to należy się nagroda.
  • dwie prace w jednej kategorii to uznana taktyka (podobnie start jednej strony w dwóch kategoriach, za podwójną opłatą), stosuje ją z upodobaniem agora, która ma zresztą imponującą kolekcję figurek. ale można też stosować strategię uników. myślicie, że dzięki konkursowi dowiecie się, czy lepsza jest gazetpraca.pl czy pracuj.pl? nie dowiecie się. żeby agora była syta (a o to trudno) i grupa pracuj cała, ten drugi serwis nie startuje w kategorii "edukacja i praca", tylko "serwisy profesjonalne". po co bić się z silnymi jak można ze słabszymi?
  • pomyśleć, w ilu kategoriach mogłaby startować taka nasza-klasa! ale nie startuje. bo webstary są prestiżowym, prawda, konkursem i wybierane strony muszą odnieść prawdziwy sukces, nie jakieś marne 9 miliardów odsłon miesięcznie. gdybyśmy budowali sobie obraz polskiego internetu wg. webstarów, nie było by w nim właśnie naszej-klasy, nie byłoby w nim polskiej wikipedii, nie byłoby w nim polskiego google'a. nieważne. ważne, że "branża" raz do roku oderwie się od playstation i przerzuci na klikanie esków i wymienianie kart sim w telefonach (bo można "tylko" raz na dobę z jednego numeru głosować, ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby głosować wielokrotnie na ten sam serwis w kolejne dni). a potem już tylko żel we włosy i wesołe umpa-umpa po tak ciężkiej pracy.
10:18, reuptake
Link Komentarze (44) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44