pisz się na to
zgrzyt

OpenID.pl


LinkedIn
RSS
niedziela, 14 września 2008
  • mamy fotograficzną pogodę za oknem, fotograficzną w tym sensie, że warunki nie sprzyjają wycieczkom na lotnisko w celu robienia zdjęć, za to są wręcz idealne by z kubkiem kawy/herbaty posiedzieć przed komputerem i poszukać sobie nowego aparatu. zwłaszcza, że ostatnio na tym rynku wiele ciekawego się dzieje, poczytajcie dpreview, żeby się przekonać.
  • od paru dni właśnie to robię: czytam dpreview, piszę flame'y na forum canon-board i chodzę po porównywarkach cen. wymyśliłem sobie, że mojego wysłużonego canona 350D zamienie na canona 40D, który ma już następcę, co spowodowało dość dramatyczny spadek cen. dostawców jest bardzo wielu, ceny się zmieniają: idealny test porównywarek, z którym każda powinna sobie poradzić.
  • czy tak jest w rzeczywistości? nie do końca.
  • zacznijmy od skąpca. wpisuję "canon 40D", znaleziono 1 produkt, powinienem się cieszyć. czy faktycznie? nie do końca. rozrzut cen 2275-7984 zł daje do myślenia. skąpiec niestety nie zauważa faktu, że lustrzanki sprzedawane są w różnych zestawach: bez obiektywów, z obiektywem, z kilkoma obiektywami, a nawet z lampami błyskowymi i wszystkim, co sprawia, że na imprezach rodzinnych wyglądasz poważnie i nie musisz tańczyć z bliżej ci nie znanymi ciotkami, na których poznanie nie masz ochoty. jeśli szukam samego "body", czyli aparatu bez obiektywów, to specjalnie nie przeszkadza, bo szuka się najtańszej oferty, ale gdybym szukał zestawu z obiektywem, byłoby trudno. inna rzecz, że w kilku sklepach samo body czeka na frajera w cenie 4000 zł (przypominam, najniższa cena 2275, a ofert w ok. 2400 jest już kilka). wpisanie "canon 40D body" nie zawęża wyników: zwraca ich zero. poza tymi wadami skąpiec prezentuje się nieźle, oferta jest spora, fajne są wykresy pokazujące jak zmienia się cena, gdyby nie fakt, że właściwie nie wiadomo jakiej ceny dotyczą (body? zestawu?)
  • teraz nokaut.pl. od razu mówię: porażka. strona nie zawsze działa, ale nawet gdy działa, nie sprawia to wielkiej różnicy. "canon 40D", klik i... otrzymujemy takie oto wyniki. niby sa one podzielone na rożne zestawy, ale dostajemy też masę planktonu w postaci akcesoriów, a same zestawy potrafią się dublować. ale chodzi o body, tak? no więc nokaut daje porównanie cen u 2 dostawców. słownie 2 (w skąpcu nie liczyłem, na oko 30-40). wpisanie "canon 40D body" mocno zawęża wyniki, dramatycznie (ironia) zwiększa też liczbę sklepów z 2 do trzech. nadal jednak na pierwszym miejscu wyszukiwania mamy zestaw. jeśli dodamy do tego fakt, że najniższa cena w nokaut.pl wynosi 3350 zł, czyli o 50% więcej niż w skąpcu, to mamy pełen obraz nędzy i rozpaczy. nokaut przechwalał się, że zamiesza na rynku porównywarek i że zaprezentuje zupełnie nowy pomysł na porównywanie cen. z tego, co widać, to jedynym pomysłem jest agresywne SEO.
  • następnie dałem szansę serwisowi radar.pl. jest to "newcomer" na tym rynku, produkt o2. jak się spisuje? gdyby miał, podobnie jak skąpiec, czy ceneo, które zaraz porównam, równie długą historę, powiedziałbym, że mocno średnio. ale jak na produkt względnie nowy, nie jest najgorzej. wpisujemy obiekt pożądania... lista jest długa, "Aparat Canon Eos 40D Body" jest na pierwszym miejscu, 47 ofert to bardzo dobry wynik, najniższa cena? no właśnie, wpadka... 58 zł. po kliknięciu okazuje się, że za 58 zł to można sobie kupić, owszem, canona, ale tusz do drukarki. kolejne oferkty dotyczą już aparatów, najniższa to 2390 zł (słabo!) i mimo iż miały być ceny samego body, jest też, na dole listy są też wymienione zestawy. co gorsza, wracając jeszcze do wyników wyszukiwania, znajdujemy tam kolejny "agregat" 4 ofert na body canon 40D. poklikałem też w zakładki "informacje" (nie da się czytać, zlane w jeden długi blok tekstów opisy informacji technicznych"), "podobne (tańsze, droższe)" (nic mi nie podpowiedziało), "opinie" (brak, ale to nowy serwis). całe szczęście, że szukam tylko body, gdybym chciał zestaw z obiektywem, to już zupełnie bym chyba oszalał, wyniki dla zestawów są rozrzucone i zupełnie niezagregowane. co niesamowite, radar pokazuje, że po wpisaniu "canon 40D" znalazł aż 996 produktów. wystarczy rzut oka na ostatnią stronę wyników, żeby zobaczyć jakich
  • i w końcu ceneo, które trochę mnie wizualnie odrzuca, ale ma być tanio, a nie ładnie. wyniki wyszukiwania wyglądają nieźle, chociaż pakowanie tam toreb i osłon LCD to przesada. ale jest to jedyny serwis, który faktycznie pogrupował zestawy. owszem, czasem się myli (jeden z zestawów jest rozbity na 2), ale to wyjątek, nie reguła. jest też w czym porównywać: 72 sklepy, to się nazywa wybór i faktycznie, wszystkie z nich oferują samo body. są wśród nich oferty, powiedzmy, nieaktualne, rekord to 4320 zł, a minimum, niezłe, choć nie równie dobre jak w skąpcu to 2290 zł. ceneo na rynku jest długo, opinii o sklepach ma aż za dużo, czasem i ponad 1000. dane techniczne są przejrzyście zebrane w tabelkę, towarzyszą im także opinie eksperckie na temat sprzętu. 
  • w tym teście ceneo wygrywa, choć pisząc wpis, zdałem sobie sprawę z kilku rzeczy:
    • po pierwsze, zapewne winien jestem disclaimer, że współpracuję z gadu-gadu, którego, większościowym właścicielem jest naspers, który jest właścicielem allegro, które jest właścicielem ceneo, wiadomo-więc-kto-za-tym-wszystkim-stoi i że wynik jest taki, jaki miał być
    • po drugie, to żaden poważny test, tylko rodzaj zabawy, a wyniki mogą być dość odmienne, gdy na przykład szukamy lodówki, albo - zwłaszcza wtedy - gdy nie wiemy dokładnie, czego szukamy, chcemy porównać produkty, zależy nam na innych cechach niż cena itd.
    • po trzecie, dla wielu osób liczy się tak naprawdę najniższa cena i, powiedzmy, 20% najtańszych ofert. gdyby nieszczęsny nokaut porównywał ceny w 3 sklepach, ale byłby to oferty najtańsze, nie miałbym nic przeciwko temu. nawet lepiej, po co mi wiedzieć, ze w jakimś sklepie, ktoś chce mnie strasznie oskubać (albo, co bardziej prawdopodobne, nie zaktualizował bazy)
    • po czwarte doskonale zdaję sobie sprawę, że zrobienie porównywarki nie jest proste. każdy sprzedawca nieco inaczej wpisuje nazwę towaru, aktualizacje w wielu sklepach są nieregularne, a "prawdziwą" ofertę można dostać jedynie dzwoniąc. oraz: to żadne usprawiedliwienie, jak ktoś nie umie sobie poradzić, to niech porównywarki nie robi. pilotowanie samolotu, czy dekorowanie tortu też nie jest łatwe.
    • po piąte pominąłem jeszcze kilka porównywarek, np. taką o uroczej nazwie (zaraz chyba będzie o niej na zgrzyt.pl) jak znajdziecie lepszą, zostawcie komcia.
10:55, reuptake
Link Komentarze (30) »
wtorek, 09 września 2008
  • przychodzi klient do apple store i spotyka steve'a jobsa za ladą
    • dzień dobry. jest aluminiowy macbook?
    • nie ma.
    • a macbook touch?
    • też nie ma.
    • a wymieniacie może wadliwą serię macbooków pro?
    • nie! nie wymieniamy
    • ech... to wezmę zwykłego białego ipoda...
    • nie ma!
    • jak to nie ma? to co jest?
    • JA JESTEM!
  • kolejny etap seedcampu za firmą soylent systems i ich startupem szuku. wyjazd okazał się owocny a prezentacja udana. teraz zespół czeka intensywny tydzień w londynie, spotkania z vc, menedżerami, marketingowcami, a także tymi, którzy drogę od startupu do prywatnego jeta już kiedyś przeszli. 
    • na webstop znajdziecie wywiad z tomkiem kolinko z soylent.
  • szuku nie będzie tam osamotnione. zakwalifikowała się także inna polska firma: adtaily. czym się zajmuje i co jest jej produktem, tego możemy się tylko domyślać (albo i nie możemy, zbyt wielu wskazówek strona nam nie daje). może szepną słówko w komentarzach?
  • gratulacje i powodzenia w następnych etapach
    • na marginesie, wczoraj antyweb pisał o springloops, serwisie będącym webowym odpowiednikiem systemów kontroli wersji. kolejny polski startup, za który trzymam kciuki: już pierwszy rzut oka na stronę pozwala dostrzec ogromną dbałość twórców o prezentację możliwości, a to ważna rzecz. 
14:36, reuptake
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 08 września 2008
  • jak pana gąbkę!
  • gdy czytam takie newsy ogarnia mnie głębokie poczucie absurdu i niedopasowania do rzeczywistości. dwójka dzieciaków zabawiła się za kasę i rozsyłała automatem spam po naszej-klasie, wykorzystując brak zabezpieczeń tejże. ok, bywa. zdarza się w wielu serwisach. nie takie serwisy były kiepsko zabezpieczone. co gorsza, spam przyblokował serwery. też się zdarza, choć nie powinno, a mechanizm tego nie jest już taki jasny: 120 tys reklam przez 2 miesiące z 1 komputera miało spowodować niemożliwość zalogowania się 2 mln userów? dziwne. policja złapała winowajców i na tym sprawa się powinna skończyć.
  • ale się nie kończy, bo ktoś postanowił zrobić z siebie pośmiewisko. otóż podobno nasza-klasa została przez dwójkę chłopaków wytetentegowana na 60 (sześćdziesiąt) milionów złotych. podanie takiej informacji rodzi w mojej głowie kilka skojarzeń:
    • po pierwsze to niesamowite frajerstwo dać się dwójce licealistów wykiwać na 60 baniek. z kilku przyczyn:
      • jak rozumiem nie użyli oni jakiegoś hackerskiego kung-fu, tylko odpalili zwykły skrypt spamujący
      • poza jak można się nie zorientować, że TAKIE STRASZNE straty się ponosi przez tyle czasu? 
    • po drugie: nie ma czym się chwalić. to raczej kompromitujące
    • po trzecie: skąd ta liczba? 
  • ale ok, widocznie ktoś chciał wejść w skórę organizacji antypirackich, które co roku ogłaszają, że ponoszą takie straty przez piratów, że za te miliardy można by awansować trzeci świat o dwa oczka do przodu, a pierwszy wysłać w kosmos prywatnymi wahadłowcami.
  • jednak na tym nie poprzestano. absurd must go on. otóż oświadczono, że być może "właściciele portalu" będą domagać się "wyrównania strat". wychodzi po 30 baniek na łepka. i tu właśnie osiągam granice mojej wyobraźni i prosze o wsparcie komentatorów: w jaki sposób 2 szesnastolatków (a raczej ich opiekunowie) mają oddać naszej-klasie po 30 baniek. jak z nich tą kasę można wycisnąć? ok, można puścić z torbami, nie wiem ile tam mają oszczędności, mieszkań, ok, będzie może pół bańki w sumie, ale przecież to drobiazg. co z resztą? 8 nerek można sprzedać, ale to też zasadniczo nie zmienia sytuacji.
  • oraz drugie pytanie: ile "właścicielom portali" wisi pan gąbka?
  • mały update: wypowiedź o tym, że nie jest wykluczone domaganie się wyrównania strat, pochodzi z informacji policji, nie od naszej-klasy. oczywiście policja nie może niczego wykluczać, nawet tego, że chłopaki zapłacą po 30 milionów z kieszonkowego. ale może dziennikarze przekazujący tą wiadomość jednak powinni uznać to za, powiedzmy, niezbyt prawdopodobne?
  • update2: o sprawie pisze też olgierd rudak, warto przeczytać. faktycznie, od razu gdy przeczytałem komunikat naszej-klasy, wydawało mi się, że słowo "przestępcy" jest tam nadużywane. aczkolwiek nie wiem, czy ma rację mówiąc o odpowiedzialności zarządu, która raczej nie jest związana z wysokością strat: imho zarząd ma obowiązek powiadomić organy ścigania, co zrobił, a także zrobić wszystko, żeby straty zminimalizować, a że zapewne od spamerów nie dostanie pokrycia tychże więc ma czyste ręce. zupełnie odrębną rzeczą jest czyjeś niedopatrzenie. jeśli w grę wchodzi 60 milionów, to na pewno warto wydać ułamek tej kwoty na zabezpieczenie serwisu. 
niedziela, 07 września 2008
  • bomba e została zapewne zdetonowana gdzieś nad moją głową. mój macbook pro popsuł się ponownie i w ten sam sposób (zadziwiające, że wymiana całych wnętrzności komputera daje spokój tylko na niecały miesiąc - nie jestem bowiem jedyną osobą, której mbp wysiadł kolejny raz po wymianie płyty głównej i to właśnie po miesiącu, rekordziści wymieniają już czwarty raz). nie działa mi też samochód, i to też problem z elektryką i też był naprawiany: pomogło na 3 dni. właściwie z urządzeń mikroprocesorowych, to jeszcze jakoś się trzyma canon 350D, ale pewnie też jego dni są policzone: migawka padnie, bo już sporo fotek zrobiłem.
  • mam też ekspres do kawy. tak, był w serwisie. robi letnią, a nie gorącą kawę.
  • i przecieka.
  • złapałem pms. Padł Mi Sprzęt. z miernikiem nie podchodź.
13:51, reuptake
Link Komentarze (14) »
  • konkurowanie z googlem, vol. 2: jeden z komentatorów wspomniał tu o yandexie, rosyjskiej wyszukiwarce (obecnie także portalu), która dzielnie stawia czoła gigantowi z mountain view. to oczywiście jest kolejna kategoria "konkurentów": serwisów, które są lepiej niż google dostosowane do lokalnych potrzeb.
  • u nas też oczywiście takie serwisy mamy. wprawdzie na polu wyszukiwania nikt googlowi nie podskoczy, to na przykład o rynek map google maps walczą z zumi. albo raczej zumi walczy z google maps. czy zumi ma jakiekolwiek szanse? nie jestem fanem tego projektu. mnóstwo rzeczy jest w zumi przekombinowanych, zaczynając od strony głównej, źle zaprojektowanej, a przede wszystkim nie pokazującej samej mapy. ale jedno trzeba przyznać: przynajmiej w niektórych rejonach mapy na zumi są o wiele bardziej aktualne niż mapy google'a. zwłaszcza w tych rejonach, które szczególnie mnie interesują.
  • google maps nie nadąża za rozbudową warszawskiego lotniska! a ta budowa może być synonimem powolności.
  • dlatego google postanowiło przyspieszyć. i to do przekraczając pierwszą prędkość kosmiczną.
  • właśnie wystrzelono satelitę geoeye-1, z logo googla, który ma fotografować naszą planetę i wysyłać do google'a zdjęcia. na wyłączność oczywiście. wprawdzie satelita nie jest własnością google'a, a wyłączność też nie jest pełna, bo dotyczy tylko zdjęć używanych do tworzenia map, ale i tak robi to wrażenie. zwłaszcza, że obrazy przykazywane geoeye-1 mają być wyjątkowo dobrej jakości.
  • można więc konkurować z google, ale trzeba pamietać, że firma ta ma pewne możliwości, które są bardzo trudne do przeskoczenia. co na to onet? też by warto było coś wystrzelić :)
10:58, reuptake
Link Komentarze (6) »
sobota, 06 września 2008
  • wiele razy spotkałem się ze stwierdzeniem "ależ ten produkt konkuruje z google'm". to brzmi jak wyrok i zazwyczaj jest wyrokiem. zwłaszcza, że wiele serwisów konkuruje z googlem nieświadomie. dotyczy to zwłaszcza niszowych serwisów o charakterze, nazwijmy to, ofertowym. zbierają informacje o jakiejś branży albo, co gorsza o jakimś modelu działania (np. "wypożyczanie" - od sztućców na wesele do maszyn budowlanych) i potem liczą na to, że osoba, która szuka informacji na dany temat, przyjdzie do tego serwisu i tam informacje te znajdzie. tymczasem prawda jest taka, że jeśli ktoś czegoś szuka, to użyje google'a a nie specjalistycznego serwisu. są oczywiście wyjątki, ale chodzi mi o to, żeby zakładając nowy serwis, którego głównym atutem będzie to, że "będzie można w nim łatwiej znaleźć ..." trzeba się najpierw zastanowić, czy ktoś znajdzie sam serwis.
  • tymczasem są sytuacje, kiedy informacja o tym, że google wypuścił konkurencyjny produkt nie jest wyrokiem śmierci, a wręcz przeciwnie, oznacza nowe szanse.
  • ostatnio, nieco w cieniu premiery chrome'a, google ogłosił dostępność nowej wersji picasy (z polskiej strony trudno ją pobrać), programu powiązanego z serwisem picasa web albums służącego do katalogowania, podstawowej obróbki i udostępniania zdjęć (a teraz również i wideo). zmiany te mają na celu dogonienie takich serwisów jak flickr, który wyraźnie zwolnił tempa, po odejściu założycieli z yahoo. w niektórych miejscach picasa przegoniła flickra. ekscytującą nowością jest np. system rozpoznawania twarzy.
  • i w tym momencie firma polar rose, która tworzy oprogramowanie rozpoznające obraz (w tym twarze), zaczęła konkurować z googlem. nie jest oczywiście tak, że nie można było się tego spodziewać, google nie bez kozery przejął dwa lata temu podobny projekt. piszę o polar rose, bo jest to firma, która działa w polsce: tutaj zatrudnionych jest kilku(nastu?) developerów, wśród których mam dobrych znajomych. czy to, że google dołączył do picasy możliwość rozpoznawania twarzy to zła informacja dla polar rose? bynajmniej. owszem, pewnie już google ich nie kupi, ale to było z grubsza wiadomo od jakiegoś czasu.
  • rozpoznawanie twarzy będzie teraz funkcjonalnością, która, jeśli oczywiście sprawdzi się w praktyce, stanie się czymś, czego użytkownicy będą oczekiwali od oprogramowania katalogującego zdjęcia. podejrzewam, że już ustawia się kolejka chętnych do skorzystania z software polar rose. nie zdziwię się, jeśli dogadają się z flickrem, a może nawet z apple? iphoto niby nie jest zagrożone picasą (która działa tylko na windows i na linuxie), ale ten stan może szybko się zmienić.
wtorek, 02 września 2008
  • pewnie wiele osób jest już ponad całym hype wokół chrome, ale postawa lekceważąco zdystansowana nie jest w tym wypadku odpowiednia. zwłaszcza, że minęło dopiero 24h od informacji o pojawieniu się tego produktu i chyba nie zdążyliśmy się jeszcze znudzić.
  • ściągnąłem to cudo, po początkowym wahaniu się (nie ma wersji na os x) i chciałem się podzielić kilkoma refleksjami.
  • chrome nie jest, jakby chciał dominik kaznowski, nieprzygotowanym, emocjonalnym atakiem google'a na microsoft, spowodowanym tym, że właśnie ukazała się kolejna beta ie8. google nie jest już firemką, która reaguje na takie "wydarzenia" jak beta ie8, bez przesady. wbrew pozorom komiks rysuje się dłużej niż pisze się press releasy. nic tu nie dzieje się pochopnie, choć dzieje się szybko.
  • w momencie premiery okazało się, że i press releasy są gotowe (dostałem na maila polski, dość bełkotliwy niestety) i kilkadziesiąt wersji językowych chrome'a można ściągnąć, a jeśli ktoś nie czyta technicznych blogasków, o nowej przeglądarce dowie się choćby z głównej strony google'a, na której pojawił się stosowny link. przeglądarka ma odpowiedni help, część informacji podana jest w formie filmów, słowem - premiera chrome'a, oznaczonego zwyczajowo jako "beta" została całkiem nieźle przygotowana i nie wygląda na pośpieszną.
  • można powiedzieć - sam zresztą sugerowałem to w poprzednim wpisie o google chrome, że nihil novi. jest to zlepek funkcjonalności, które już znamy, dokładnie podsumował je guardian. czy więc wykonanie jest przynajmniej dobre? wszystko wskazuje na to, że tak. zazwyczaj nie zwracam uwagi na prędkość działania przeglądarek. jednak uruchamiając chrome poczułem od razu różnicę. chrome jest bardzo, bardzo szybki.
  • ok, ale przecież droga do dominacji na rynku jest długa, niewyobrażalnie długa. hank williams na swoim blogu pisze (realia amerykańskie), że podniecanie się google chrome jest niezdrowe, skoro internet explorer 6 (sześć!) ma 25% udziału w rynku. chrome zacznie liczyć się za kilka lat.
  • wydaje mi się jednak, że nie w tym rzecz. google jasno stwierdził, po co tworzy chrome. nie po to, by oglądać w nich "stronki", używające czasem javascriptu. ale po to, by uruchamiać w nim aplikacje. czym się różni strona od aplikacji? niczym i wszystkim zarazem. to też html i javascript z jakimś tam backendem. kluczową kwestią są proporcje. coraz więcej serwisów internetowych budowanych jest od strony serwera i javascriptu, html jest czymś najmniej ważnym, ot, językiem opisywania interfejsu. ważnym, ale nie kluczowym składnikiem. i google ma rację: nowa przeglądarka jest potrzebna.
  • być może nawet za 5 lat ie i ff będą nadal "rządziły". "stronki" przeciętni użytkownicy internetu będą oglądali w nich. ale obok będą mieli ikonki google docs, google mail, google health, google whatever. aplikacji, które będą otwierane w środowisku chrome. i powoli będą przechodzić na używanie właśnie chrome. najpierw do aplikacji, potem do stron. google za pomocą chrome'a nie walczy z ie. walczy z officem, outlookiem i nawet w pewnym sensie z całym windows. bo jak już się przeniesie najważniejsze aplikacje do chrome (daleka droga), to po co komu windows? ok, na pecetach, to jeszcze. ale na rozmaitych urządzeniach mobilnych? netbookach?
  • nie oceniałbym więc chrome pochopnie przez pryzmat "wojny przeglądarek". mamy 2008, nie 1999. to może być jedna z ważniejszych premier w historii google'a. można sądzić, że google jest zbyt ambitne, że porywa się na coś niemożliwego, zaczynając od zera... ale przecież jeszcze niedawno głośno się mówiło, że google powinno zrobić swój - mniej lub bardziej "webowy" (cokolwiek to znaczy) system operacyjny. to było by faktycznie zbyt ambitne. nie odinstalowałbyś zapewne swojego os, żeby zainstalować googlowe. a przeglądarkę? ja zainstalowałem.
  • ps. ciekawie piszą nick carr i fred wilson, polecam.
poniedziałek, 01 września 2008
  • udało się! naprawdę się cieszę, mogąc napisać o czymś pozytywnym: szuku, serwis będący wyszukiwarką informacji o osobach, tworzony przez polską firmę soylent zakwalifikował się do pierwszego etapu konkursu seedcamp. twórcy szuku już się pakują: w środę prezentują swój projekt, jeśli dobrze wypadną zostaną na tydzień w londynie. potem kolejny etap selekcji... ale nie wybiegajmy w przyszłość. na reboocie rozmawiałem z twórcą zemanty (zemanta wygrała poprzednią edycję), który mówił, że bardzo, bardzo warto. no ja myślę, że warto.
  • trzymajmy kciuki w środę rano.
  • ps. szuku jest na razie zamknięte, ale blog zawiera screenshoty.
22:51, reuptake
Link Komentarze (4) »
  • pewnie niedługo będzie o tym głośno: wyciekły informacje, że google planuje wypuszczenie nowej przeglądarki o nazwie chrome. nazwa jest kiepskim pomysłem, a sama przeglądarka? zależy jak na to spojrzeć. założenia są szczytne, niektóre pomysły błyskotliwe, a niektóre wyglądają na skopiowane z safari (engine, choć trudno tu o kopiowaniu mówić), firefoxa (jak choćby "omnibox" przypominający "awesome bar") czy z opery ("speed dial") a nawet z internet explorera ("privacy" aka "porn" mode).
  • z drugiej strony mamy dominację google'a, której umacnianie nie jest chyba już przez nikogo postrzegane pozytywnie.
  • ale z trzeciej należy pamiętać, że konkurencja to rzecz dobra, a zmiany na rynku przeglądarek przebiegają bardzo, bardzo powoli. taki firefox, bez dwóch zdań o wiele lepszy od internet explorera, jakoś nie może go wyprzedzić, zwłaszcza w USA. wiem, że zdobywa kolejne rzesze użytkowników, w niektórych krajach jest bardzo popularny, ale nadal jest w mniejszości. tak więc przed googlem lata pracy. inżynierów mają zdolnych. rysowników komiksów też...
20:20, reuptake
Link Komentarze (16) »
wtorek, 26 sierpnia 2008
  • amazon kupił serwis shelfari, poświęcony książkom. a czy empik albo merlin kupią nakanapie? słabo to widzę.
  • shelfari to jeden z tych serwisów, w których widać, że miliony pozyskiwane przez amerykańskie startupy to nie jest tylko kwestia tego, że "tak po prostu jest" aka "tu jest polska, a tam ameryka". dopracowanie shelfari, strony która jest bezpośrednim odpowiednikiem nakanapie, aż bije po oczach, gdy porówna się oba serwisy "side-by-side". interfejs, usability, tym wszystkim shelfari wyprzedza swój odpowiednik o dekadę lub dwie. interfejsem użytkowika zachwyca się zresztą readwrite web i słusznie.
  • nie ma się jednak co dziwić. nikt nie chce inwestować w serwisy, skoro nikt nie zapłaci za gotową stronę, tyle, żeby to się opłacało. i tak dobrze, że powstało nakanapie. jest trochę przykurzone i toporne, ale na takie nas po prostu stać. droższego mebla nikt nie kupi.
  • ciekaw jestem, jakie plany mają twórcy nakanapie, może napiszą coś w komentarzach?
16:19, reuptake
Link Komentarze (16) »
środa, 20 sierpnia 2008
  • maki się psują. maki się bardzo psują. na alarm bije arrington, któremu popsuł się cały sprzęt opatrzony znakiem nadgryzionego jabłka. wylicza problemy macbooka air z wifi (szerzej znane), niedorobioną usługę mobile me oraz rozmaite inne usterki, nie wspominając zresztą o wielu problemach, które trapią użytkowników tego sprzętu. jak choćby poważny problem z macbookami pro, który stał się moim udziałem, znaną kwestię przepalających się wtyczek magsafe, czy pękających obudów macbooków. mogę też dołożyć kilka innych przykrych problemów: mój mbp zawiesza się, pracując na bateriach przy włączonym podświetleniu klawiatury (też znana sprawa), wifi działa dość słabo, gdy oddalam się od stacji bazowej (i to niby obsługującej "silniejszy" protokół w wersji "n"), a o tym, jak namęczyłem się, by przekonać applowskie time capsule, że mój mac to ten sam komputer, co poprzednio, chociaż wymieniono mu wszystkie bebechy i niekoniecznie trzeba robić backup od zera, nawet nie chce mi się opowiadać. ładnych parę godzin na to straciłem.
  • apple przyznaje się do błędów gdy musi. użytkownicy mobile me dostali 60 darmowych dni korzystania z usługi tytułem rekompensaty, podobno także przepalenie się kabelka od zasilacza jest naprawiane za darmo, niezależnie od tego czy sprzęt jest na gwarancji. apple w wielu takich sytuacjach potrafi się "zachować", choć nie można na to liczyć. ale wiem, że przynajmniej jednej osobie, której padł mbp w taki sposób jak mi, apple polska przedłużyło gwarancję o miesiąc. ja też miałem bardzo dobre doświadczenia z supportem apple polska.
  • wydawać by się mogło, że to nie zrównoważy kłopotów, jakie swoim właścicielom sprawia sprzęt apple'a. a jednak: jak wskazują badania konsumentów, użytkownicy apple'a są najbardziej zadowoleni ze swojego sprzętu w porównaniu do użytkowników sprzętu innych marek.
  • masochiści? ofiary sprytnego marketingu? nie wydaje mi się. gdy mój komputer się popsuł, nawet do głowy mi nie przyszło, by zrezygnować z maca. gdyby naprawy nie objęła gwarancja, byłbym w kropce (koszt naprawy zbliżony do zakupu nowego komputera, a kupowanie sprzętu podobnego, do tego który się zepsuł to dość nieracjonalna decyzja). ale wrócić do windows? nie, tego bym chyba nie zrobił. czasem byłem bliski stwierdzenia, że lepszy niedziałający mac niż działający pecet z windows. dwutygodniowy powrót do windows to jak przymusowe zesłanie do prl.
  • cóż, softwarowo-harwarowe combo, jakim jest macbook pro czy macbook air dalej wygrywa z "pecetowymi" kombinacjami dell + windows czy hp + ubuntu, czy co tam sobie można zainstalować na laptopie. to wcale nie jest dobra wiadomość dla użytkowników maców. niedobrze, że różnica, zwłaszcza jeśli chodzi o system operacyjny jest tak duża. apple w wielu przypadkach nie musi się starać, a skoro nie musi, to nie robi tego.
  • zastanawiam się, czy nie widać tu też wpływu zamkniętego i ściśle tajnego procesu projektowania, jaki preferuje apple. przykładem niech będzie iphone 3g i jego słynne już problemy z sieciami 3g. odpowiedź na pytanie, w ilu sieciach był testowany utrzymywany w tajemnicy nowy gadżet apple'a, też jest pewnie tajemnicą, ale wiemy na pewno, że w niewielu. prawo linusa stosuje się w przewrotny sposób do apple'a i jego produktów. to jest cena, którą użytkownicy apple'a płacą. póki nie pojawi się konkurencja, będą to robić.
20:26, reuptake
Link Komentarze (11) »
środa, 13 sierpnia 2008
  • iskanna znalazła "biznesplan" serwisu ratlerek.pl. pasowałoby bardziej na zgrzyt.pl, ale wrzucam tutaj. poczytajcie sobie, podumajcie zwłaszcza nad fragmentem o angorze i jej heroicznej walce z agorą, a także o cechach pudelków i ratlerków, a potem sięgnijcie po portfele i kupcie kawałek pieska. not.
    • btw: ja mam raczej inne odczucia względem ratlerków. otóż jest to piesek, który jest malutki i kompletnie niegroźny, ale nadrabia, a raczej wydaje mu się, że nadrabia, wyjątkowo głośnym szczekaniem. nazwa pasuje więc jak ulał!
  • ratlerek to tylko część większego planu, prowadzonego przez "firmę" o nazwie ozone media group, co tworzy bardzo pasujący skrót OMG. portal "under construction" ma zawierać także komunikator (tutaj "firma" zamienia się w prawdziwy instytut badawczy: "Ozone Media Group prowadzi badania nad skryptami dostępnych komunikatorów internetowych zmierzających do powstania funkcjonalnego multikomunikatora łaczącego w sobie główne dotychczasowe komunikatory."), a także "inny-niż-wszystkie" portal informacyjny. plany są ambitne: "Portal bezpardonu.pl będzie w swej formule tradycyjną (niespotykaną już w dzisiejszym świecie) oazą rzetelnej, niebrukowej informacji". jak ta oaza powstanie? za pomocą "człona". "Człon Redakcji mają stanowić kompetentni kontestatorzy życia społeczno-politycznego naszego kraju o solidnych podstawach merytorycznych do tego typu zajęć."
  • kompetentny kontestator. pomyślę o tym, gdy będę robił sobie wizytówki.
  • plany te zostaną zrealizowane, gdy tylko zbierze się grupa programistów, gotowych "odstąpić od postulatów płacowych". proponuję zacząć poszukiwać wśród breatharianistów. poszukiwani są również inwestorzy i aniołowie biznesu, dla ułatwienia można się ze strony dowiedzieć, kto to jest biznes angel. z opisu nie wygląda na frajera. jest także strona "współpraca". zamiast docierać do poszczególnych wydawnictw, które miałby ratlerka karmić, OMG wypisało ich listę, a nastepnie wystosowało list otwarty, który straszy pudelkiem i proponuje ratlerka jako remedium. business development over http, ciekawy pomysł.
  • co dalej? o4? o5? wilczurek? owczarek? mopsik? te domeny już zajęte, niestety. podejrzewam, że biznesplany właśnie się piszą
10:53, reuptake
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2008
  • jak można zauważyć, nie rozpieszczam czytelników tego bloga nowymi wpisami. mam kilka usprawiedliwień. po pierwsze, byłem na wakacjach i to, jak na mnie, bardzo długo, bo "aż" dwa tygodnie. miałem ze sobą laptopa, ale prawie nie łączyłem się z internetem, przez co zapewne ominęło mnie wiele wydarzeń, w tym tak doniosłe, jak uruchomienie przez wp serwisu hity-czy-kity.
    • laptopa, zresztą nie swojego, a żony, zabrałem głównie w celu przechowywania zdjęć. a zdjęć zrobiłem sporo: nielotniczych i lotniczych.
      • te drugie też polecam, korfu to niesamowita miejscówka! nie przegapcie linku "następna strona"
  • pojechałem, wróciłem, zdjęcia obrobiłem. nie zabierałem maca na wycieczkę, bo mi było go szkoda. jeszcze zostało mi kilka panoram, a tu nagle...
  • nie tak znowu nagle. poskładałem te panoramy, zamknąłem maca (tzn. pokrywę), zajałem się czymś innym. otworzyłem go po kilku godzinach, ekran czarny. takie rzeczy się zdarzają, choć rzadko. zresetowałem... i nadal nie ma obrazu.
  • okazało się, że jestem jedną z pierwszych polskich ofiar paskudnej usterki. jedną z pierwszych, gdyż mbp tej generacji nabyłem, gdy tylko pojawił się w polsce. paskudnej, bo większość laptopów psuje się mniej więcej po roku. czyli wtedy, gdy wygasa gwarancja. trzeba mieć moje szczeście: mój komp popsuł się DOKŁADNIE w rocznicę zakupu.
  • ale jest jeszcze gorzej: na usterkę nie ma lekarstwa. apple wymienia płytę główną, jednak wielu osobom komputer psuje się następnie ponownie, po kilkunastu dniach.
  • problem związany jest zapewne z wadliwymi kartami nvidia i dotyczy nie tylko apple'a. jeśli macie laptopa z kartą, która może być wadliwa (8600M GT/8400M GT), podkręćcie wiatraczki w komputerach. i módlcie się.
  • a ja wrócę do pisania, gdy mój komputer wróci z serwisu.
14:49, reuptake
Link Komentarze (8) »
sobota, 12 lipca 2008
  • strona z cv nadsyłanymi do pekao została już zdjęta. ale ja chciałem jeszcze o tej sprawie napisać i przestrzec. bo jest jeszcze jedno cv, które wprawdzie na tej stronie się nie znajdowało, ale niedługo będzie krążyć po sieci i nie tylko.
  • otóż afera ta doczekała się (alleluja!) reakcji ze strony banku. teraz tricky-part: cytuję za polityką. polityka to poważne pismo, ale i tam nie powstrzymano się przed podaniem linku do cv (nie wiem, czy działał on jeszcze, czy też już nie). więc nie wiem, czy im wierzyć. polityka cytuje dyrektora biura prasowego banku pekao sa. który najpierw:
  • niemądrze (bardzo) się tłumaczy:
  • To pomysłowość internautów - trzeba było przecież specjalnie wstukać określony adres. Można było oczywiście wymyślić bardziej skomplikowany. Ale musi być jakieś miejsce na serwerze, gdzie fizycznie przechowywane są takie dane.
  • potem mówi, że mu przykro, bo to syf dla banku (a nie dla tych, którzy wysłali cv)
  • Jest nam bardzo przykro, szczególnie że bank to instytucja zaufania publicznego
  • następnie mówi, że "co złego to nie my, i to nie my będziemy płacili odszkodowania"
  • a na koniec i tu dopiero zaczyna się hardcore: straszy. cytuję:
  • Arkadiusz Mierzwa zapowiada, że kiedy zostaną ustalone numery IP tych internautów, którzy wykorzystali błąd informatyków i bezprawnie ściągali na swoje komputery prywatne dane z serwera banku PEKAO SA, osoby te zostaną pociągnięte do odpowiedzialności karnej
  • nie chcę wdawać się w szczegóły, jak choćby takie, iż "numery IP" nie są numerami internautów, a urządzeń. totalną głupotą w takim momencie jest straszenie. tu nie trzeba wielkiej wiedzy z zakresu pr, żeby wyczuć, że w takiej sytuacji ("daliśmy dupy") nie robi się takich rzeczy ("... więc wyłupimy oczy, wszystkim którzy patrzyli"). nie ma chyba lepszej metody na sprowokowanie agresji i wywołanie negatywnych emocji. "my jesteśmy w sumie w porządku, firma, która nam to robiła była trochę roztargniona, za wy pójdziecie siedzieć".
  • tak, już wiecie, o czyje CV mi chodzi w pierwszym akapicie notki.
14:12, reuptake
Link Komentarze (16) »